sobota, 27 sierpnia 2016

Sezon jesienny zbliża się nieubłaganie. Lubię tę zabawę w sezony i cieszę się, gdy nasze firmy bieliźniane biorą w niej udział :-) Kolekcja jesienna Avy wyraźnie różni się od letniej większą ilością ciemnych i nasyconych kolorów, w tym takich przyjemnie jesiennych akcentów, jak pomarańcz kojarzący się z pożółkłymi liśćmi, czy fiolet dojrzałej śliwki. Dzisiejsza bohaterka Shirley prezentuje mieszankę różu i pomarańczu na czarnym tle. Wzór tego modelu widziałam, a nawet przymierzałam już wiosną i już wtedy postanowiłam, że wypróbuję go, gdy tylko pojawi się w sprzedaży. Od niedawna Shirley, bo tak się nazywa model AV 1454, jest już do kupienia w naszych sklepach. Ja oczywiście wolałabym go w wydaniu miękkim, którego niestety nie stworzono... Cóż, mam w takim razie okazję, by znowu spróbować zaprzyjaźnić się ze stanikami półusztywnianymi. Oto, jak mi się udało :-)

Ava - Shirley (AV1454) [Rozmiary: 65 E-J, 70 D-J, 75 C-I, 80 B-H, 85 B-G, 90 B-F, 95 B-E, 100 B-D; cena regularna: 88,55 zł; biustonosz został mi dostarczony przez producenta]

 

 

Estetyka

To nie jest typowy model Avy, ani w ogóle typowy model polskiej marki z Białegostoku ;-) Wydarzyła się tutaj kolejna (po wiosennym Flowery) mała stylistyczna rewolucja w polskim bra-świecie. Gładka siatka zamiast koronki czy haftu w kwiatki, dolna część miseczki w zdecydowanie mniej „piżamkowy” wzór, niż to zwykle bywa. Te kwiatki kojarzą się trochę art decowato, trochę orientalnie, coś jak wzór na pudełeczku z laki, czy coś w tym rodzaju. Podoba mi się i nadruk, i minimalizm pozostałych elementów. Do tego dorzucono metalowe akcenty w postaci kółek z przodu i plakietki z logo, regulatory są także z metalu w srebrnym kolorze (haftki jednak czarne). Mam skojarzenia z marką Gossard. Gdyby w tej samej serii zrobiono push-upa, wyszłoby coś jak Gossardowy plandż ;-)

 

Wykończenie górnej krawędzi miseczek to przyszyta podwójnym zygzakiem ozdobna gumka, trochę majtkowa, ale moim zdaniem pasuje do całości. Podobają mi się też „pikowane” ramiączka. Co do metalowych okuć, to marzyłyby mi się trochę bardziej błyszczące, no i chciałabym mieć gwarancję, że z czasem nie stracą blasku. Producent twierdzi, że są one hipoalergiczne.

 

 

Zapięcie wygląda na dobrej jakości, choć trochę się obawiam o jedną z haftek. Na zdjęciu nabiustnym z tyłu zauważyłam, że lubi wychodzić ze swojego „gniazdka” w zapieciu, ale daje się też umieścić z powrotem na miejscu - mam nadzieję, że nie będę miała z nią problemów. Właściwie dopiero odkąd robię sobie zdjęcia pleców, zauważam, jak bardzo czasem naciągają się zapięcia - jednak wbrew temu, co czasem widać, żadna haftka jeszcze mi nie odpadła w całej mojej stanikomaniackiej karierze :-)

 

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie, dotyczące nie tyle wyglądu, co dźwięku ;-) Pianka w dole miseczek szeleści. Szeleści przy pocieraniu zewnętrznego materiału, słyszę ją czasem nawet w czasie noszenia, gdy mam na sobie dopasowaną sukienkę lub bluzkę. Takie efekty też należałoby brać pod uwagę przy projektowaniu :-)

Shirley jest starannie wykonana, sprawia wrażenie solidnego, codziennego produktu (nie buduarowego cacka).

 

Dopasowanie

80H, rozmiar, który przyjmuję za wyjściowy w markach nie stosujących rozmiarówki UK, pasuje jak ulał. Mogłabym ewentualnie rozważyć 85G, ponieważ w obwodzie jest dość ciasny, ale jednak nie zdecydowałam się na zmianę. Miseczki mają właściwy rozmiar, a elastyczna górna część pomaga zniwelować asymetrię.

 

Kształt

Moim zdaniem forma biustu w Shirley jest bardzo dobra. Uniesienie i zebranie oraz zaokrąglony kształt - na moje potrzeby jest świetnie. Jedyne, czego mogłabym się z lekka czepiać, to granica między dolną a górną częścią miseczki - gdy patrzymy na biust w samym biustonoszu, widać, że ta dolna część jest grubsza i sztywniejsza od górnej... Za to między innymi ogólnie nie kocham półusztywnianych modeli. Szew ten jednak pod ubraniem się nie odznacza.

 

Konstrukcja i podtrzymanie



Podtrzymanie w Shirley jest bardzo dobre. Trzyma zarówno tył z niezłej dzianiny i solidnych gumek, jak i wzmocnione pianką miseczki. Elastyczna górna część nie „wypuszcza” biustu - sądzę, że to właśnie dzięki stosunkowo wysokiej, sztywnej części dolnej. Potrafię zrozumieć popularność tego typu pół-gąbkowych modeli, choć mnie ona zbytnio nie cieszy ;-) Chyba duża część zarówno klientek, jak i producentów obawia się miękkich miseczek, które trzeba umieć odpowiednio skonstruować, by nadawały biustowi ten najbardziej pożądany, uniesiony i zebrany kształt, oraz uszyć je z odpowiednich materiałów...

 

Konstrukcję tego modelu producent oznaczył na stronie firmowej i w katalogu symbolem SEMI-SOFT BONNY (K-1416). Jako że nie znam nabiustnie modelu AV 1416 i informacja ta nie powiedziała mi zbyt wiele, przydałby się jakiś krótki opis - nie każda z nas bywa wszak na szkoleniach z Dobrą Kreacją :-) Z tego,  co widać gołym okiem na biustonoszu oraz na schemacie - jest to konstrukcja z 3 części, z ramiączkiem wyprowadzonym z części górnej, nie z dolnej. W miejscu łączenia ramiączka z miseczką od wewnątrz znajduje się wzmocnienie ze stabilnego (nieelastycznego) materiału, które zapobiega rozciąganiu się tego miejsca - bez niego łatwo sobie wyobrazić, co by się stało ;-) Widać je od zewnątrz, ale nie przeszkadza mi ono w odbiorze estetycznym całości. 



Co do fiszbin, nosząc Shirley mam wrażenie, że nie są one tak wąskie, jak w przeciętnym biustonoszu Avy. W katalogu ani materiałach szkoleniowych (bo miałam szczęście być na wyżej wymienionym szkoleniu :-) ) jednak żadnej wskazówki na ten temat nie ma. Ja jednak ostrożnie polecałabym ten model tym nieco szerszym biustom, które często rezygnują z polskiej bielizny z powodu zbyt wąskich fiszbin. Wysokość fiszbin jest moim zdaniem przeciętna - nie są ani wyjątkowo niske, ani wysokie.

Długie są za to fiszbiny boczne, które niestety mnie uwierają. Bardzo bym się ucieszyła, gdyby firmy zaczęły mocniej pracować nad pozbyciem się tego elementu. Niektórzy producenci nie stosują go wcale i nie robi się od tego dziura w niebie ;-) Ani w moim ciele...

 



Wygoda

Nie wiem, od czego to zależy - tutaj wyraźnie bardziej niż w modelu Flowery doskwierają mi fiszbiny boczne, a konkretnie ich dolne końcówki. Co ciekawe, zaczęłam to zauważać dopiero po pewnym czasie. Może biustonosz z czasem trochę zmienił swoją formę? Trochę też odczuwam ucisk dołu fiszbin na żebra. Podejrzewam, że to może być efekt jednak nieco zbyt wąskich fiszbin dla mojego biustu. Poza tymi drutowymi kłopotami nie mam zastrzeżeń.

Część stanikomaniaczek zapewne doceni fakt, że dolna część miseczek jest wyściełana bawełną.

 

 

 

Do kompletu - figi (XL)

Figi mają piękny krój i moim zdaniem w przypadku Shirley to grzech nie mieć całego kompletu :-) Świetnie się prezentują na ciele. Nie są bardzo niskie, właściwie prawie wystarczająco wysokie jak dla mnie, choć wolałabym jeszcze ciut wyższe. Troszkę tylko niepokoi mnie ich delikatność, materiały są cieniutkie i wiotkie - majtki sprawiają tu dużo mniej „pancerne” wrażenie od stanika. I to także stanowi o ich urodzie, bo mnóstwo tu koronki (szerokie pasy z tyłu, góra) i przezroczystego tiulu (przód). Drukowana dzianina jest także cieniutka i miła w dotyku. Mam nadzieję, że będą trwałe. Oczywiście, koronki mogłyby być francuskie i tak dalej, ale tak urodziwe majtki do kompletu to i tak rzadkość, jak na tę półkę cenową (cena regularna: 43,82 zł w Kontri.pl).



 

Galeria

Oto Shirley w zbliżeniach oraz na biuście :-)

 

 

Podsumowanie

Bardzo się cieszę, że nasze firmy coraz odważniej sobie poczynają, jeśli chodzi o design. Już letnia kolekcja Avy zapowiadała interesujacy kierunek - teraz widzę, że jest on kontynuowany. Kolejny ciekawy jesienny model, który niedawno się pojawił, to 1473 - Bettie, także półusztywniany, lecz na innej konstrukcji, z pomarańczowo-fioletowym wzorem. Shirley jednak moim zdaniem wygrywa z nim estetycznie. Wolałabym oczywiście, by wśród tych najciekawszych więcej było miękkich... bez szeleszczącej gąbki :-) Bo co prawda udało mi się Shirley dopasować i trochę się z nią zaprzyjaźnić (mimo kłujących bocznych usztywnień - staram się po prostu nie nosić jej za długo) - to jednak następny testowany model wybrałabym najchętniej znowu spośród tak zwanych softów :-)



Jak Wam się podoba jesienna Shirley? A może już ją znacie? Katalog jesiennej kolekcji Avy możecie obejrzeć tutaj. Nawiasem mówiąc, na tej samej konstrukcji oparty jest „paseczkowiec” - Rita (AV 1486). Znajdzie się też coś dla miłośniczek zieleni... Ciekawa jestem, czy coś jeszcze Was zainteresowało :-)



sobota, 20 sierpnia 2016

Komplet Chamade z najnowszej kolekcji marki Avocado. Cały katalog do obejrzenia tutaj.

 

Dziś będzie trochę osobiście... choć nie bez konkretów :-)

Jak wiecie, ostatnio miałam okazję przyjrzeć się z bliska większej liczbie firm i marek bielizny, testować nowe produkty, rozmawiać z ludźmi, którzy je tworzą. Wywołało to wiele nowych wrażeń - głównie pozytywnych, bo lubię eksperymenty, ale też nieco rozczarowań. Penetrując gąszcze konstrukcji i kolekcji skupiałam się głównie na sprawach technicznych - szerokościach fiszbin, pracy dzianiny czy innych tajnikach softów i semisoftów ;-) Zauważyłam, że w czasie, gdy starałam się poznać i rzetelnie przedstawić jak najwięcej produktów, chcąc promować nasze coraz lepiej rozwijające się firmy, moje własne wymagania i marzenia zeszły na dalszy plan. W końcu jednak znowu zaczęłam zadawać sobie pytanie: w jakiej bieliźnie JA czuję się najlepiej? Czego właściwie oczekuję od marki bielizny?

Próbując się wcielać w „obiektywną klientkę”, reprezentantkę wielu kobiet, na co dzień często traktuję swój biust i swoje ciało jako coś w rodzaju manekina do testów. Ten manekin to jednak nie całkiem ja. A przecież to moje potrzeby zawsze motywowały mnie najbardziej do zajmowania się bieliźnianym tematem. Muszę od czasu do czasu skupić się na nich i dokonać głębszej bra-refleksji :-) Opowiem więc o sobie, ale jednocześnie zapraszam Was do rozmowy o tym, czym dla nas, dla Was jest bielizna - jaką bieliznę uważacie za dobrą dla siebie?

 

Ubranie

Zacznę od kwestii estetycznych. Jak wielu z Was zapewne, nie jest mi wszystko jedno, jak wyglądam :-) Nie pretenduję do bycia modowym guru (modową gurą ;-) ) i moje pomysły na ubranie nie wyróżniają mnie pewnie zbytnio na tle tysięcy innych kobiet. To, co mam na sobie, nie jest jednak nigdy dziełem przypadku. Zawsze stoi za tym jakiś wybór, myśl, upodobanie. Często kupuję nowe rzeczy, lubię zakupy i spędzam na nich dużo czasu, co nie znaczy, że wszystkie nowinki trafiają do mojej szafy. Podsumowując, mój outfit, choć zapewne nie szokuje, to zawsze mnie wyraża - mój gust, nastrój, myśli, nawet moje poglądy.

 

 

Z bielizną jest dokładnie tak samo. Nie jest mi wszystko jedno, co wkładam pod ubranie - mimo że nikt oprócz mnie i najbliższych nie będzie patrzył na to z bliska. Wprawdzie trudniej tu o stylistyczne ekstrawagancje czy modowe manifesty - bo, jak zapewne zauważyłyście, bielizna jest najbardziej konserwatywną dziedziną mody - ale to, co mam na sobie pod ubraniem, jest dla mnie istotne. Nie jestem w stanie nosić bielizny, która mi się wizualnie nie podoba, no, w każdym razie jest to trudne :-) Czułabym, że w jakiś sposób zdradzam samą siebie, okazuję swojemu ciału brak szacunku, odziewając je w rzecz nieładną czy złej jakości. Niekiedy poświęcam się trochę „dla dobra nauki”. I chyba te poświęcenia pomogły mi zrozumieć, jak istotna to dla mnie kwestia.

Zaskakuje mnie, gdy dowiaduję się, że dla części kobiet styl biustonosza jest nieważny. A może to jednak nieprawda? Wiele z nas preferuje bieliznę stonowaną, znikającą, zlewającą się z tłem, ale to przecież też jest jakiś wybór estetyczny. Nie mogę uwierzyć, że niektórym z nas może być obojętne, czy mają na własnym ciele coś brzydkiego, czy ładnego. To chyba mit. Jak sądzicie?

 

Spojrzenie

Wiele napisano w odpowiedzi na pytanie, dla kogo właściwie się ubieramy: dla siebie czy dla innych? Jest rzeczą oczywistą, że to, czy wyglądamy w naszym pojęciu dobrze, czy źle, zależy nie tylko od nas, ale w dużej mierze od panujących w naszych kręgach obyczajów, od wyglądu ludzi w naszym otoczeniu, wreszcie - od tego, co widzimy w mediach. Bielizna - jako to, czego nie widać - z jednej strony nie „zwalnia” mnie ze zwracania uwagi na estetykę, ale z drugiej strony - daje jednak dużo więcej wolności od ocen i oczekiwań zewnętrznych. Najbardziej banalny przykład: kiedy sytuacja wymaga bardziej stonowanego ubioru, niż miałabym ochotę włożyć - mogę próbować zaspokoić swoją potrzebę koloru czy ozdobności, wkładając pod spód coś w jaskrawych barwach, z pełnym przepychu haftem, czy bogatą koronką. Ta wolność od cudzego spojrzenia jest w bieliźnie fantastyczna.

 

 

Z drugiej strony, inni niekiedy chcą narzucać nam nawet to, jak „powinnyśmy” wyglądać bez ubrania. Tu nasuwa się temat katalogów firm bieliźnianych, który ostatnio poruszałyście w komentarzach. Zarówno Wasze, jak i moje wrażenia z tych katalogów bardzo często są negatywne. Skąd biorą się te zarzuty? Nader często wizerunki kobiet prezentujących bieliznę nie mają wiele wspólnego z tym, jak my, kobiety, wyglądamy w bieliźnie w rzeczywistych sytuacjach. I nawet nie chodzi o nieszczęsną kwestię wymiarów i rozmiarów (o to też, ale są tu kwestie bardziej istotne). Chodzi o totalną sztuczność ciał, póz, wyrazów twarzy, rekwizytów i scenerii... gdy patrzę na przeciętną modelkę z katalogu, często nie tylko nie czuję się do niej podobna, ale wręcz wcale bym tego nie chciała. Wolałabym zobaczyć tę bieliznę przedstawioną zupełnie inaczej.

Oglądając wiele katalogów i reklam można odnieść wrażenie, że bielizna służy kobietom wyłącznie do erotycznego wabienia. O ile nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu jej w tej funkcji, o tyle jednak wabienie nie jest wyłączną treścią mego życia :-) Bieliznę wkładam, bo, po pierwsze, jest mi niezbędna dla wygody, po drugie - bo jest mi potrzebna dla dobrego samopoczucia cały czas, nie tylko wtedy, gdy ktoś mnie w niej ogląda. Nie umiałabym zresztą nikogo wabić, nie czując się dobrze. 

Dlatego niedawno z wielką ulgą skonstatowałam, że są jeszcze wśród twórców naszej bielizny tacy, którzy uparcie podążają nieco inną ścieżką, nie tylko w projektowaniu samej bielizny, ale także w przedstawianiu jej na zdjęciach. Fotki z najnowszego katalogu marki Avocado nieprzypadkowo ilustrują tę notkę. To zresztą on zainspirował mnie do jej stworzenia. Pomyślałam: wow, nareszcie ktoś tu mówi do mnie moim językiem. No i oczywiście ucieszyłam się, że firma znowu zaczęła tworzyć katalogi :-)

 

Mamy tu co prawda konwencjonalnie ładną (choć na pewno nie pospolitą) modelkę, nieco kuszących wygięć ciała, ale mamy też relaks, zamyślenie, rozmarzenie - na pewno wiele z Was bywa i może z łatwością wyobrazić sobie siebie w sytuacjach ze zdjęć.

 

Samopoczucie

Gdyby ktoś poprosił mnie, bym jak najkrócej odpowiedziała na pytanie, jaka według mnie powinna być dobra bielizna, powiedziałabym: taka, w której dobrze się czuję. To banał - ale jakże pełen treści :-)

Nie chodzi tylko o komfort w sensie dotykowym, ale od niego możemy zacząć. Niedługo po tym, jak zaczęłam bardziej świadomie dobierać bieliznę i zwracać większą uwagę na estetykę, konstrukcję, prawidłowy rozmiar - zdarzało mi się wybaczać swoim biustonoszom różne niewygody. Jestem jednak coraz mniej do tego skłonna. Rzadziej chodzę na kompromisy. Bielizna musi szanować moje ciało i jego potrzeby. Jeśli tego nie robi - trudno, nie zaprzyjaźnię się z nią.

Dobra bielizna to taka, w której czuję się dobrze sama ze sobą. W której z przyjemnością patrzę na siebie w lustrze, i w której chętnie odpoczywam w samotności, tak jak modelka na niektórych zdjęciach w tej notce. Na taką bieliznę zwykle też chętnie włożę ubranie i wyjdę w niej z domu. 

 

 

No dobrze, zapytacie - ale co z wyglądem w ubraniu? Co z modelowaniem sylwetki, podnoszeniem biustu, pokazywaniem siebie „z najlepszej strony”? Choć doceniam te możliwości, tu również nauczyłam się stawiać granice, a przynajmniej mieć pełną ich świadomość. Moje ciało jest plastyczne do pewnego stopnia, jednak za urabianie go według wzorca ze zbyt dużą siłą płacę dyskomfortem. Coraz mniej zresztą zależy mi na maksymalnym dopasowaniu do standardu sylwetki z mocno uniesionym i zebranym biustem, wyszczuplaniu optycznym i tym podobnych. Nie tylko dlatego, że cenię wygodę, ale także z przekonania, że powinnam bardziej szanować własne ciało i pozwolić mu istnieć w takim kształcie, jaki ma. Dlatego nigdy nie zobaczycie mnie w gorsecie, ponieważ moja sylwetka jest tak daleka od kreowanej przez ten ubiór formy klepsydry, że musiałabym chyba oduczyć się oddychania ;-)

 

Wolność

Zadziwia mnie, jak nasz bra-świat czasem wydaje się pomijać fakt, że nasze ciała mocno różnią się od siebie. Rozpętałyśmy rewolucję rozmiarową, a co z rewolucją kształtową? Oceniamy nasze biustonosze po tym, jak bardzo potrafią zbliżyć nasze piersi do idealnej formy: zaokrąglonej i możliwie wysoko podniesionej i zebranej z boków do środka. Najmniejsze odstępstwo od ideału nas drażni. Czy nie jest tak, że bielizna, zamiast dawać nam wolność, zaczyna ją krępować?

 

Na przykład, odkąd pokazuję w recenzjach zdjęcia swojego biustu, czuję czasem potrzebę tłumaczenia się z kształtu, wysokości osadzenia, rozstawu i szerokości moich piersi. Nie, mój biust nie może przenieść się wyżej w kierunku brody, bo wyrasta z mojego ciała w określonym miejscu, nie zmieni się też w idealne zebrane do środka kulki. I tak dalej. Mam świadomość, że mój wygląd jest oceniany przez inne osoby przez pryzmat ich własnych ciał, a także przez pryzmat tych obrazów, jakie wszystkie widujemy w mediach. Warto jednak starać się wyjść poza to stereotypowe postrzeganie i dostrzec, docenić różnorodność tego, co daje nam natura. Czy wiecie na przykład, że ludzie różnie słyszą, różnie widzą kolory, inaczej czują smaki i zapachy - i że jest to zapisane w naszych genach? Są rzeczy, których nie da się zmienić, urobić, dopasować. W komplecie, w którym jedna z Was poczuje się fantastycznie, innej będzie niewygodnie, albo będzie ją drażnił kolor czy styl. Wolałabym, by bielizna dawała nam więcej wolności do wyrażania siebie, niż narzucała kolejne ograniczenia. 

 

Rozmowa

Wspomniałam wyżej o katalogu, który do mnie przemówił. Co rozumiem przez stwierdzenie, że marka bielizny czy odzieży do mnie mówi? To znaczy, że w prezentowanych przez nią obrazach jestem w stanie zobaczyć siebie, że estetyka produktów jest dla mnie ciekawa, wyjątkowa, budzi różne skojarzenia, że produkt daje się wpasować w moje życie, upodobania i stworzyć zestawienie z innymi rzeczami, które lubię. Co ciekawe, okazało się w przypadku Avocado, że to „przemówienie” było nieprzypadkowe - w wywiadzie z projektantką w świeżo założonym blogu (polecam) przeczytałam wiele zdań, pod którymi mogłabym się podpisać. Mam całkiem podobne, jak autorka, podejście do bielizny, podobne przemyślenia dotyczące kobiecości, i tak dalej. Ciekawa jestem, czy Wam także spodoba się ten wywiad.

 

 

A skoro już polecam Wam i markę (swoją drogą, mam nadzieję, że jeszcze coś z owego katalogu uda mi się także przetestować :-), i blog - zaproszę Was także na właśnie organizowany przez Avocado konkurs. Jego pomysłodawczyni ma chyba podobne podejście także do konkursów - najlepsze konkursy to te twórcze, prowokujące do rozmów, po których zostaje nam coś więcej niż ewentualna wygrana. Taki jest właśnie ten konkurs, a nagroda też całkiem atrakcyjna, bo 500 zł na naprawdę ładną bieliznę, której nie dostaniecie w co drugim sklepie (nawet takim z brafittingiem) ;-) A oto opis konkursu:

KONKURS „Czego nie widać”

Opowiedz o swojej drugiej naturze i wygraj 500 zł na bieliznę Avocado!

Lubię kontrast pomiędzy bielizną, a ubraniem. Gdy ubieram się na czarno lub szaro, lubię uderzenie mocnego koloru pod spodem. Koronkę pod zgrzebnym lnem albo surową bawełną. Ascetyczny stanik pod koronkową sukienką.
Anna Lejwoda, założycielka Avocado

Mówi się, że to przez ubranie wyrażamy swoją osobowość; a co z bielizną?

Ubranie pod ubraniem może mówić o naszej drugiej naturze – tej niewidocznej, przewrotnej. Pracujesz w banku, ale jeździsz do pracy motocyklem? Masz posturę siatkarki, ale wieczorami śpiewasz w chórze? Tego nie widać!

Opowiedz nam o tym i wygraj 500 zł na bieliznę Avocado!

Jesteśmy ciekawe, czym dla Was jest to, czego nie widać.
Jakie ma dla Was znaczenie?
Co mówi o Was Wasza bielizna, a czego nie powie ubranie?

Aby wziąć udział w konkursie:

  1. Napisz o swojej drugiej naturze lub zrób zdjęcie, które pokaże Twoje drugie „ja”.
  2. Odpowiedź wyślij do 18.09 na info@avocado.com.pl

Osoba, która wyśle najlepszą i najbardziej przewrotną odpowiedź otrzyma 500 zł na zakup bielizny Avocado. Wśród pozostałych rozlosujemy 3 nagrody niespodzianki!

Konkurs trwa do 1 września. Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na publikację anonimowo całości lub fragmentu odpowiedzi konkursowej na stronie Avocado.

Trzymamy kciuki!



 

Nauka :-)

Jestem bardzo ciekawa, czy macie podobne do moich bra-przemyślenia :-) Czy zainteresowanie bielizną (zakładam, że ponadprzeciętne, skoro tu zaglądacie :-) ) nauczyło Was tego samego, co mnie? A może całkiem czegoś innego? Bielizna na pewno pomogła mi rozwinąć indywidualny gust i poczucie stylu, zwiększyła wrażliwość na kolory, wzory i faktury. Zwiększyła też wrażliwość na potrzeby mojego ciała i nauczyła, na ile mogę i chcę kształtować jego wygląd, nauczyła też doceniać jego naturalną formę i bronić jego prawa do bycia tym, czym jest, czasem przed mną samą :-) Dała też okazję do spotkania z innymi kobietami i dowiedzenia się o nich, i od nich, wielu ciekawych rzeczy. A jak to było i jest u Was? 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 333
Archiwum
Zakładki:
Niezbędnik
Blogi w Polsce
Fora i strony w Polsce
Blogi na świecie
Fora i strony na świecie
Serwisy branżowe
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...