środa, 17 grudnia 2014

Odpoczywamy od jazdy obowiązkowej, zaplanowanych recenzji i relacji, poważnych rozmów o rynku bra! Czas na świąteczne chcelisty, musisztomiecie, zachwytniki i wzdychacze! Jakoś dawno nie zdarzyło mi się tak po prostu usiąść do przeglądania sklepów... bardzo mi tego brakowało!

Na dostawy przed Świętami może już być co prawda za późno, ale może właśnie lepiej poczekać na szał styczniowych wyprzedaży, chowając w kieszeń cudem jeszcze nie wydane zaskórniaki? :-) Tak czy owak - niezależnie od tego, kiedy zdedydujecie się pospełniać swoje bra-zachcianki, marzyć i planować warto już teraz! Poniżej przegląd tego, co śpiewa do mnie najpiękniej z wirtualnych półek i co najchętniej powitałabym w swojej szafie. A potem kolej na Was! :-)

 

Red

To kolor, który przeżywa swój boom regularnie w okresie przedświątecznym, a potem - walentynkowym. Czerwień rozgrzewa w zimne miesiące, kojarzy się z choinkowymi bombkami, Mikołajem i uroczystą atmosferą, a przy tym jest, rzecz jasna, klasyczną barwą uwodzicielską. Szkarłat nigdy nie przemawia do mnie tak mocno, jak zimą - wiosną i latem jakoś obojętnieję na uroki karminu, a teraz zewsząd coś czerwonego krzyczy: bierz mnie! :-)

Na Ooh La La (o mało nie napisałam: Arabella! To bowiem ewidentne nawiązanie do tego klasycznego, nie produkowanego już modelu marki Freya) w kolorze flame czekałyśmy chyba ciut dłużej, niż było to w planach, ale doczekałyśmy się. I teraz chyba przyszedł na niego najlepszy moment, bo nie wiem jak u Was, ale u mnie gwałtowne pragnienie flame obudziło się dopiero w tej chwili :-)

W polskich sklepach jakoś flejmki nie spotkałam, ale w Figleaves już kusi, oj kusi...

Foto firmowe na samej górze notki, a tak płomienne Ooh La La ukazało mi się jeszcze latem:

Ooh La La występuje w dwóch wersjach - podobnie jak dawna Arabelka: C-G oraz GG-J, przy czym ta druga ma nieprzejrzystą część dolną - i jak zwykle nie można jej nigdzie znaleźć na zdjęciu, bo Freya owe wersje skrzętnie ukrywa (co irytuje szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę ich wyższą cenę).

Oprócz stanika istnieją także oczywiście 2 wersje majtek, a do tego pas do pończoch. Zapowiadane na firmowej stronie jest też body (D-G) i koszulka (S-XL). Ja jednak piszę się na komplet z biustonoszem :-)

 

Na Allegrę od Fantasie w wersji z pionowym cięciem a la half-cup (D-G) nie mogłam się doczekać, odkąd zobaczyłam zapowiedzi. I tu od początku zdecydowanie bardziej interesuje mnie wersja czerwona :-) Na pierwszą jaskółkę trafiłam na fejsie - Allegrą pochwalił się sklep Royal Bra, i nawet ma ją już na stronie, ale strona owa nie jest niestety sklepem. Google dostarczył jeszcze linka do Christelle - ale tam dyskryminuje się obwody 80, więc miałam dużą ochotę złośliwie go nie podać :-) Listki Figowe oferują na razie tylko czarną. Jeśli upolujecie gdzieś jeszcze czerwoną Allegrę - dajcie znać! Mam wrażenie, że leży podobnie do Orli by Masquerade, czyli z mojego punktu widzenia - świetnie, choć poniższe zdjęcie z katalogu sugeruje trochę inny kształt dekoltu i zabudowanie. Umieram z ciekawości, jaka też Allegra jest naprawdę.

A oto foto próbki by me:

 

Oprócz tych dwóch nowości nęcą mnie także ogromnie dwa „starocie”. Pierwszy to Chloe - model zlikwidowanej już marki Fauve, od którego się uzależniłam, bo sprawiłam go sobie już w dwóch wersjach, szmaragdowozielonej i szafirowej. Nie do końca rozumiem, co tak bardzo mnie w nim pociąga - nie daje idealnego kształtu, nie oszołamia luksusowymi wykończenami. Ale ten haft... a do tego jest superwygodny i jakość materiałów nie ulega wątpliwości. To jak? Sprawić sobie czerwony, póki jeszcze jest w Brastopie? Cena - jak zwykle korzystna, specjalnie dla klubu miłośniczek przecenionych Fauviaków :-)

Szczęśliwe nosicielki miseczek do F mogą sprawić sobie pionowca:

 

W niższej cenie na Brastopie możemy upolować jeszcze inną czerwoną gwiazdę minionej kolekcji wiosennej: Janę by Fantasie. Co prawda wśród moich musisztomieciów zdecydowanie częściej występują miękkusy, ale Janka jest sztywniakiem interesującym - ze względu na wykończenie. Kolor to jasny czerwony - lipstick (rozmiary miseczek do GG).

 

A oto moja fotka próbki - co prawda nieostra, ale znacznie lepiej widać tu ciekawy wzór na miseczkach!

 

To już nie taki musisztomieć, ale też ciekawy szkarłacik - Ritzy by Curvy Kate. Sztywne modele typu halfowatego ostatnio często nie leżą na mnie najlepiej i to mnie powstrzymuje, choć ten przymierzałam i było całkiem-całkiem. Ritzy podoba mi się jak dotąd we wszystkich wersjach - najpierw czarnej, a teraz także w zapowiadanej na wiosnę czarno-czerwonej. Czerwona Ritzy reprezentuje jeszcze sezon bieżący, czyli jesienno-zimowy. Miseczki D-J (!).

 

Choinka!

Oto kolejna kandydatka do akcji Zielono mi :-) Tym razem marki Bravissimo. Can Can kojarzy mi się trochę z marką Fantasie. W górnej części miseczki coś bym jednak zmieniła - może zlikwidowała te kropki z tiulu, a może przeciwnie, dała tam jakiś gęściejszy wzór - bo coś mi tutaj estetycznie nie gra. Te skrzydłowate motywy jednak, i oczywiście kolor, powodują, że chętnie powitałabym Can Can na swoim biuście ;-) Miseczki DD-K.

 

Złoto

Złoto-czarna Clara śniła mi się już od zapowiedzi kolekcji Panache na obecną zimę i od tego czasu mój entuzjazm dla tego zestawienia tylko wzrósł. Pod choinkę w sam raz! Szkoda, że ostatnimi czasy w bieliźnie jakby mniej błysku niż kiedyś, w czasach dawnej strojnej Fauve... 

 

 

Czerń ożywiona

Mam na myśli barwne wzory na czarnym albo bardzo ciemnym tle - jeden z moich ulubionych motywów w bieliźnie i odzieży. Wzory tego typu miewają folkowy charakter. Mam tu dwa przedmioty pożądania - pierwszy to Jasmine marki Panache, której wróżę bestsellerowość także i w tym sezonie. Kwiatowy nadruk naśladuje ludowy haft (wolę ten motyw od wszechobecnych imitacji koronki). A krój - ten już znacie, zaokrąglaczo-zbieracz z side-supportem i elastyczną koronką, którego jestem fanką.

 

Kolejnym czarno-nieczarnym zachwytnikiem (czyli zachwycającym stanikiem :-) jest dla mnie Abigail marki Fantasie. To już drugie wcielenie tego modelu, w tej wersji podoba mi się znacznie bardziej od bladej wiosennej. Te muszlowo-rozetkowate hafty w górnej części miseczki kojarzą mi się mocno ze stylem art deco, a to w bieliźnie lubimy bardzo! Abigail dostaniemy w miseczkach D-J.

Niestety nie miałam do dyspozycji próbki tego biustonosza, więc nie pokażę Wam zdjęcia na żywo :(

 

Czerń całkowita

Dawno nie było czarnych faworytów :-) Przyznam, że mało ostatnio eksplorowałam czystą czerń. Za sprawą targów Salon Bielizny wpadł mi jednak w oko jeden z modeli naszej rodzimej firmy Kris Line: czarna Belinda. Konia z rzędem temu, komu uda się odnaleźć dobre, duże zdjęcie tego modelu - mnie się nie udało, a szkoda, bo szczegóły wykończenia wyglądają na ciekawe. Poniżej wygooglana fotka katalogowa oraz kadr z mojego filmu z pokazu. Belinda w wersji miękkiej, czyli jedynej, która mnie zainteresowała, jest produkowana do miseczki K, choć, jak się zdaje, nie we wszystkich obwodach.

Może nie jest to mój musisztomieć, ale jestem Belindy bardzo ciekawa. Miękka, przejrzysta mgiełka to nie jest coś, obok czego mogłabym przejść tak całkiem obojętnie :-)

 

Eksperymenty

Jest sporo modeli, które może nie śnią mi się po nocach, jednak pcha mnie ku nim ciekawość - a nuż staną się hitami konstrukcji, podtrzymania czy czegoś jeszcze? Pierwsze miejsce na chceliście eksperymentalnej zajmuje Panache Sport w nowej wersji bezfiszbinowej. Co prawda nie podoba mi się zbytnio rozkład wzorów, ale brak drutów (z zachowaniem kształtu modelowanych misek) bardzo mnie intryguje. Bo pewnie nie wszystkie z Was wiedzą, że z kanapowej stanikomaniaczki przeistoczyłam się w ostatnich miesiącach w regularną bywalczynię fitness-klubu i co prawda doceniam fiszbinowe kształtowanie i podtrzymanie zwykłego Panache Sporta, jednak na zajęciach z jogi zdarzyło mi się już czuć fiszbinę pod pachą...

 

Umieram też z ciekawości, jak sprawuje się pierwszy bezramiączkowiec w karierze marki Curvy Kate - Luxe. Nie wiem, czy którykolwiek z polskich sklepów już go ma u siebie? Można go już dostać na Figleaves w obu kolorach. Skoro taki szacowny sklep zdecydował się zaryzykować - może wiedział, co robi? ;-)

 

Nasze chcelisty :-)

A Wy - czy marzycie o bieliźnianych prezentach pod choinkę? A może już dawno je sobie kupiłyście? :-) Co znajduje się na Waszych bra-wishlistach? Bo ja właśnie zorientowałam się, że mogłabym ten wpis ciągnąć jeszcze długo. Bo a to Pansy w wersji balkonetkowej by Freya kusi, a to Chloe fioletowa nęci, a to może jeszcze coś z Elomi, może ze Sculptresse, a może z naszego Avocado czy od Ewy Michalak? I może jeszcze jeden Panache Sport - chyba zasłużyłam na niego wyczynem, jakim było ruszenie się z kanapy! :-)

Tutaj muszę dodać, że snując swoje marzenia ograniczyłam się tylko do tego, co dostępne w moim rozmiarze. W przeciwnym razie lista ta mogłaby być naprawdę sążnista... i zawierać sporo marzeń niemożliwych do spełnienia :-(

To teraz Was zapraszam do swobodych zwierzeń :-)

sobota, 06 grudnia 2014

Nieczęsto goszczą na Stanikomanii recenzje staników w mniej biuściastych rozmiarach - z uwagi na nieadekwatne wymiary autorki głównej ;-) Szczerze mówiąc, początkowo miałam nadzieję, że piękna Suria doczeka się dwóch recenzji - mojej i mojej drobniej biuściastej współpracowniczki, której recenzje miałyście już okazje czytać (recenzja karmnika Hot Milk - A Little Drama). Niestety, model ten, w tak drogim memu sercu szafirze, w żadnym z krojów nie dorósł rozmiarem do mojego biustu, powtarzając schemat już dobrze mi znany z marki Ewa Bien :-( Bardzo żałuję, bo podoba mi się stylistyka, inna niż u większości polskich firm, szyjących w szerokiej rozmiarówce - dużo przejrzystości i kolorów, a do tego pewna kunsztowność, która kojarzy mi się z francuskimi markami (jak Chantelle), a także z rodzimą Avocado, o której zresztą wspomina też autorka poniższej recenzji.

Porzućmy jednak narzekania i przejdźmy do rzeczy. Oto firma Ewa Bien postanowiła stworzyć nową konstrukcję z myślą o mniejszych biustach - tak uwielbianego przez wiele z nas miękkiego half-cupa, powiększając jednocześnie jej zakres o rozmiary: 65D, 70C i 75B (i którego dla niepoznaki nazywa balkonetką). Niedawno firma pochwaliła mi się, że model cieszy się dużym uznaniem. Zgodziłyśmy się więc na testy. Oto recenzja autorstwa azymut17, znanej wielu z nas lobbystki, stanikomaniaczki, a także osoby z doświadczeniem brafitterskim, która przetestowała Surię gruntownie i oceniła swoim okiem oraz biustem :-)

 

Ewa Bień – Suria, rozmiar: 65E, kolor: szafirowy, krój: B130 [Rozmiary miseczek: 65 D-H, 70 C-G, 75 B-F, 80 B-E, 85 C-D obwody: 30-38, cena: 189 132,30 zł; biustonosz został dostarczony do recenzji przez firmę Ewa Bien]

 

 

Estetyka

Nie będę ukrywać, że wysoka ocena wynika z trafienia idealnie w mój stanikowy i kolorystyczny gust. Uwielbiam ten odcień niebieskiego (dobrym określeniem będzie chyba kobalt), zatem wyroby w tym kolorze mają u mnie od razu lepsze notowania. Żałowałam, że nie udało mi się załapać na recenzowaną przez Kasicę Pamelę z Gorteksu, która jest podobna stylistycznie.

W Surii na uwagę zasługuje przede wszystkim dobre dopasowanie poszczególnych części stanika pod względem odcieni – mimo zastosowania różnych materiałów całość wygląda jednolicie. Kokardka między miskami jest oryginalna i bardzo mi się podoba, nie jestem zwolenniczką wąskich, małych wstążeczek.



Wydaje mi się, że wzór na miskach wyglądałby jeszcze efektownej na dużym biuście, gdyż łezki (lub liście, ciężko mi określić) są dość duże. Na osłodę - haftowany łańcuszek jest drobny, więc nie narzekam. Dużym plusem jest symetria wzoru na miseczkach. Takie założenie na pewno podraża i trochę komplikuje produkcję - skoro producent się na to decyduje, to spodziewam się otrzymać produkt dobrej jakości (czy tak jest - okaże się w dalszej części recenzji :-)).

 

Jakość materiałów i wykonanie

Wprowadzam tę kategorię, by dokładniej zaakcentować mocne i słabe punkty Surii, jeśli chodzi o jakość. Pół punkta odejmuję za wychodzące miejscami nitki, widoczne zwłaszcza na końcówkach kanalików fiszbin. Jest to dość irytujące, bo oznacza to, że w najbliższym czasie będę musiała popracować trochę nożyczkami, a nie lubię przeprowadzania na stanikach takich operacji [najdłuższą nitkę do zdjęć obcięłam - przyp. kasica_k].

Na tym jednak kończą się wady. Moje standardy jakościowe są raczej wysokie, kiedyś nosiłam prawie same Freye i trochę Fauve’ów, mam też jedno Avocado (Creole - jak widać, mam wielką słabość do haftowanych mgiełek). Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że Suria może być spokojnie ustawiona na tej samej półce. Materiały, zwłaszcza obwodu, ma dużo lepsze niż Brianna z Fauve, która zamiast tego ma dodatkowe ozdóbki na bokach i przy zapięciu. Osobiście wolę lepszy obwód :-) Mimo, że  wybrałam mniejszy rozmiar pod biustem (ścisło pod biustem mam 67 cm, luźno - 74 cm) po kilku tygodniach noszenia stwierdziłam, że obwód w ogóle się nie rozciągnął. Dla pewności tuż po otrzymaniu stanika zmierzyłam go centymetrem - obecnie wynik jest ten sam.

Zaznaczę tutaj, że stosowałam się do instrukcji z metki i stanik prałam tylko ręcznie. Dopuszczalna temperatura to 40 stopni - ja wkładałam Surię do wody raczej chłodnej. Niestety bardzo farbowała i nadal to robi, dlatego nie ryzykuję prania z innymi rzeczami. Zwykle biustonosze wrzucam do pralki w woreczkach i ustawiam specjalny program do prania staników z fiszbinami, z Surią jeszcze pewnie długo tego nie zrobię.

 

Dopasowanie

Zastanawiam się, czy te cztery punkty są dla stanika, czy dla mnie ;-) bo miałam na początku duże problemy z dopasowaniem właściwego rozmiaru. Winę ponoszą zarówno moje wahania wagi, co przekłada się na potrzebny rozmiar, jak i zmiana kształtu biustu, jaka nastąpiła po drugim, prawie dwuletnim karmieniu młodego ssaka. Mimo dużego doświadczenia w brafittingu trudno mi równie szybko jak kiedyś znaleźć dobry fason i rozmiar. Ostatnio noszę głównie małomiskowe balkonetki Freya 30DD, ten sam rozmiar w sztywniakach M&S oraz piankowe halfy: Fauve Emmanuelle 30DD i Effuniaka Chaber 70D.

Surię przymierzałam w rozmiarach 70D, 65E i 65D. 70D miało zdecydowanie za luźny obwód i za dużą miseczkę. 65E było dobre w obwodzie, miski idealne w momencie założenia, ale po chwili pojawiał się luz u góry, materiał nie przylegał dokładnie. Zamówione do porównania 65D było totalną porażką, fiszbiny nawet dobre na szerokość, ale miski były tak małe, że zmieściła się tam tylko połowa piersi (albo i mniej) - nie było sensu ani zakładać ramiączek, ani tym bardziej wygarniać. To nie były „buły”, tylko przecięcie piersi na pół krawędzią miseczki. 65E natomiast po ponownym zmierzeniu miało luz dużo mniejszy, postanowiłam więc je zostawić. Później w trakcie noszenia tego odstawania nie zauważyłam, więc albo po praniu Suria dopasowała się do mnie, albo trochę przytyłam i góra misek się wypełniła (u mnie wahania rzędu 2 kg powodują konieczność zmiany rozmiaru lub fasonu).

Ramiączka są zdecydowanie za krótkie, mam 160 cm wzrostu, a musiałam je maksymalnie wydłużyć, by były dobre. Na szczęście są na tyle elastyczne, że nie wpijają się w ramiona.



Kształt

Takiego uniesienia biustu nie powstydziłby się nawet stanik usztywniany, biust jest wysoko, nie widać żadnego spłaszczenia od dołu. Z profilu otrzymujemy zgrabne kule, lekko zaakcentowane na szczytach, ale bez tzw. nosków.

Przeszkadza mi zbyt słabe zebranie do środkawysoki mostek (7,5 cm) powoduje, że owe ładnie uformowane piersi są dość daleko od siebie. Wiem, że nie powinnam od stanika w typie half-cupa wymagać dobrego zebrania do środka, nie takie jest jego zadanie, ale wydaje mi się, że obniżenie mostka o centymetr czy dwa, zwłaszcza w małym rozmiarze (to prawie sam dolny kraniec tabelki), zdecydowanie poprawiłoby ogólny efekt. Nie nosze na tyle dużych dekoltów, by mostek był w nich widoczny, ale jak patrzę na siebie z góry, to taki poziom bliskości piersi jest dla mnie niewystarczający. Możliwe, że przy bardziej jędrnym biuście (po dwóch ciążach i dwóch karmieniach nie ma sensu spodziewać się biustu nastolatki) takiej „autostrady” by nie było.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Krój B130 opisany jest przez Ewę Bien jako biustonosz soft typu balconette. Stanikomaniaczkom bardziej kojarzy się on z half-cupem. Nazwanie go balkonetką nie będzie odpowiadało naszym wyobrażeniom o kroju i zabudowaniu, bo brytyjskie wyroby tak nazywane mają trójdzielny krój miski i zabudowanie 3/4. Jednak termin balkonik jest tutaj odpowiedni, bo odpowiada naszemu polskiemu nazewnictwu i stosowanym określeniom (swoją drogą, gdy pracowałam jako brafitterka, często dochodziło do nieporozumień z klientkami, dla których balkonetka to był właśnie half-cup).

Na duży plus zasługuje tutaj konstrukcja małych rozmiarów – nie ma śladu tak denerwującego w innych firmach skalowania większych konstrukcji na mniejsze wymiary. Fiszbiny mają idealną szerokość, ramiączka wszyte są we właściwych miejscach, miski nie są zamknięte od góry. Boczne fiszbiny wszyte są pod obwód, dzięki czemu są niewyczuwalne w noszeniu. Jak już pisałam, zmniejszyłabym jedynie wysokość mostka, jak na dolny kraniec tabelki (65D jest najmniejszym produkowanym rozmiarem) jest to moim zdaniem za dużo.

Podtrzymanie bez zastrzeżeń.

 

Wygoda

Suria jest moim wygodniczkiem. Z reguły nie dogaduję się z większością staników, bo odcinają mi ręce z przodu, tutaj nie mam tego problemu. Zdarzyło mi sie nawet zasnąć w ciągu dnia w tym staniku – po obudzeniu się nie miałam wrażenia, że noszę koszulę Dejaniry ;-) - nic mnie nie uwierało. Jedynie pod koniec dnia czuję końcówki fiszbin na mostku – nie na tyle jednak, by odejmować za to punkty, gdyż są biustonosze, które już po kilku minutach od założenia powodują tak silny ból i rumień w tym miejscu, że muszę je natychmiast zdjąć.

Obawiałam sie, że fantazyjne wykończenia brzegów ramiączek będą mnie gryzły, okazały się na szczęście wygodne. Języczek zapięcia z długą końcówką, nie grozi żadnym podwijaniem i obcieraniem haftek o plecy.



 

Cena

Mam kłopot z tą kategorią, gdyż w ostatnim czasie w ogóle nie kupuję staników - przez ostatnie lata stanikomanii zgromadziłam sporą kolekcję w różnych rozmiarach i teraz z tego korzystam. Nie pracuję od dawna jako brafitterka, nie mam więc takiej znajomości rynku, jak kiedyś. Szybki przegląd ofert sklepów ze stanikami pokazuje mi jednak, że ceny poszły znacząco w górę. 189 zł [cena regularna] to jednak nadal dużo jak na polskie warunki. Za tę cenę jednak otrzymujemy produkt bardzo dobrej jakości, o niespotykanym wzorze na miseczkach. Jeśli porównamy Surię z wyrobami Fauve czy Masquerade, jej cena staje się atrakcyjniejsza :-)

 

Podsumowanie

Dodaję ocenę końcową, by wyrazić, jak chętnie sięgam po ten stanik. Nawet najpiękniejszy biustonosz staje się bezużyteczny, jeśli leży w szufladzie nienoszony. Suria plasuje się w moim osobistym top 5!Mogę ją założyć pod prawie wszystko (dodałam prawie, bo istnieją też białe bluzki, suknie wieczorowe itp.). Był to mój pierwszy kontakt z marką Ewa Bien - nie miałam nigdy w rękach jej wyrobów, nie mogę więc oceniać postępów firmy.



W tym miejscu serdecznie dziękuję azymut17 za arcyciekawą recenzję i oddaję głos samej sobie ;-)

 

Galeria

Suria z bliska - miałam dużo radości z portretowania jej. Jakby łatwiej mieściła się w kadrze, niż większość moich bohaterek ;-) I ech, jak zazdroszczę jej właścicielce...

 

 

Uwaga, promocja!

Co prawda w tej chwili w sklepie firmowym Ewy Bien trwają już, jak widzę, całkiem niezłe obniżki, ale wraz z ukazaniem się tej recenzji stanikomaniaczki otrzymują dodatkowy rabat 30% na produkty nieobjęte promocją. Rabat możecie wykorzystać do końca tygodnia, wpisując hasło „Stanikomania” w komentarzu do zamówienia.

 

Jestem ciekawa, czy są wśród nas małobiuściaste noszące Ewę Bien. Jak oceniacie krój B130? Czy rzeczywiście można go nazwać wydarzeniem na małobiuściastym rynku? Czy, podobnie jak autorka, lubicie miękkie half-cupy i kolor szafirowy? :-)

wtorek, 02 grudnia 2014

Zapraszam Was na dalszy ciąg przechadzki po stanikowej Łodzi :-) Tym razem będzie o sklepie, który, jak być może niektóre z Was wiedzą, od początku zrośnięty był z biuściastą społecznością. Nie ja pierwsza zdałam relację z odwiedzin w Szyfonierze - polecam Wam także wywiad opublikowany wiosną 2011 roku w blogu Smallcup. Do Szyfoniery trafiłam październikowym popołudniem, nieco pochmurnym, toteż wnętrza wyglądają na zdjęciach trochę mrocznie, ale zapewniam Was, że panuje tam bardzo ciepła atmosfera - dokładnie tak samo, jak 3 lata temu :-) Zawdzięczamy ją miłemu wystrojowi oraz oczywiście pracującym tam kobietom: właścicielce, pani Annie Dastych, oraz jej wieloletniej już współpracowniczce Magdzie Grabarczyk, która jest doświadczoną brafitterką (spotkać ją można również na Lobby Biuściastych, na którym udziela się niemal od początku istnienia tego forum). W sklepie sporo bielizny polskich marek - i choć spotkamy tam także coś niecoś z importu (m.in. marki Gossard, Affinitas, Wonderbra, Marlies Dekkers...), to właścicielka twierdzi, że to właśnie polska bielizna wyczarowuje najpiękniejsze biusty :-)

Posłuchajcie więc wywiadu z panią Anią Dastych: oto, co opowiedziała mi na temat historii swojego bizinesu, o polskim rynku (w tym: o pierwszej edycji targów Salon Bielizny), o swoich klientkach i o tym, co sprawia jej największą satysfakcję w brafitterskiej pracy. Zaczynam od pytania o nazwę - bez wątpienia jedną z najbardziej oryginalnych w Polsce.

Wnętrze - sklepowy kontuar. Na pierwszym planie - bielizna do zadań specjalnych

 

Co to jest szyfoniera? :-)

Anna Dastych: Szyfoniera - to rodzaj wysokiej komody, której zaczęto używać w XVII-wiecznej Francji. Nazwa pochodzi od francuskiego słowa „chiffonier”, oznaczającego gałganiarza, szmaciarza. Służyła do przechowywania bielizny i innych kobiecych drobiazgów i w odróżnieniu od klasycznej bieliźniarki była meblem wysokim, wąskim, z pięcioma-sześcioma szufladami. Kiedy narodził sie pomysł na otwarcie sklepu z bielizną i usługą bra-fittingu, zaczęłyśmy zastanawiać się nad nazwą. Większość brafittingowych sklepów miała w nazwie słowo bra. Chciałyśmy się jakoś wyróżnić. Po wielu dniach zastanawiania się, rozmów ze znajomymi i testowania różnych pomysłów, nagle w naszej głowie pojawiła sie „bieliźniarka”, a od solidnej, masywnej bieliźniarki był już tylko krok do „szyfoniery” :-)

Ta komoda raczej nie wygląda na szyfonierę, ale świetnie pasuje do wystroju sklepu.


Kiedy powstał sklep Szyfoniera? Co Panią zainspirowało, by stworzyć takie miejsce?

Szyfoniera jako sklep z bielizną powstała cztery lata temu i właśnie obchodzi swoje urodziny. Wcześniej w obecnym lokalu Szyfoniery prowadziłam kawiarnię Zielone Wzgórze. Pomimo naprawdę dobrej kawy, domowych ciast i ciekawej oferty alkoholi oraz grona wiernych klientów, kawiarnia nie była dochodowa. Długo szukałam pomysłu na jakiś ciekawy biznes, który dopełniłby kawiarnię, dając mi oprócz satysfakcji również sukces finansowy. Pomysł na bra-biznes podsunął mi mój własny biust :-), który po dobrym ostanikowaniu w sklepie z bra-fittingiem nagle zaczął inaczej wyglądać. Nie muszę chyba mówić, że przejście z rozmiaru 85C na 80G dokonało cudu. Jako ciekawostkę dodam, że ponieważ noszę takie samo, dosyć rzadkie nazwisko, jak Maheda, znakomita i nabardziej znana polska brafitterka, w mojej głowie nagle zaświtało: a może by tak też zostać brafitterką? Tak więc, można powiedzieć, że to mój biust i moje nazwisko zadecydowały o moim biznesie :-)

Tyyyle towaru! :-)

Zaczął się czas siedzenia w internecie, czytania Lobby Biuściastych, Stanikomanii i wszystkich stron i blogów poświęconych bra-fittingowi, zbierania danych o firmach polskich, angielskich, przeliczania tabelek z rozmiarówkami, remontów, rozmów handlowych, uczenia się podstaw bra-fittingu i wreszcie zakupu pierwszych staników. Ponieważ jak już mówiłam, w tym samym miejscu, w podcieniach narożnej zabytkowej kamienicy, przy zbiegu ul. Legionów i Pl. Wolności prowadziłąm kawiarnię, postawiłam na eksperyment. Nie usunęłam wszystkich stolików i stworzyłam sklepo-kawiarnię. Czas troche zweryfikował ten pomysł i w tej chwili utrzymujemy się głównie ze sprzedaży bielizny, jednak wnęka ze stolikami tak przypadła do gustu naszym klientom, że ją zachowałyśmy. Jest świetnym rozwiązaniem dla pań, które przychodzą do nas w towarzystwie dzieci, mężów, sióstr i przyjaciółek, przy stolikach, przy kawie lub herbacie mężowie wykazują więcej cierpliwości w oczekiwaniu na swoje partnerki, dzieci mogą zająć się np. rysowaniem, a koleżanki naszych klientek przejrzeć katalogi lub pisma poświęcone bieliźnie. To własnie przy tych stolikach prowadzimy część teoretyczną na warsztatach z bra-fittingu i tu nasze klientki mają od czasu do czasu prowadzone różne warsztaty, które organizujemy dla nich wspólnie z zaprzyjaźnionymi stylistkami czy makijażystkami.

Kredens i stoliki - pozostałość kawiarnianej przeszłości lokalu - dziś nadal służą klientkom sklepu i towarzyszącym im osobom.  

 

Szyfoniera znana jest z dobrego wyboru biustonoszy marek polskich. Dlaczego postawiła Pani na krajową bieliznę? Czy jest w czymś lepsza od np. brytyjskiej?

Zanim otworzyłysmy Szyfonierę, prawie przez rok śledziłam rynek bieliźniarski w Polsce. Pamiętam, że na Stanikomanii i Lobby Biuściastych pojawił się wątek „Chcemy nosić polskie marki”. W tym czasie w Łodzi były trzy sklepy z bra-fittingiem, oferujące bieliznę angielską, postanowiłam więc, że w Szyfonierze będzie głównie bielizna marek polskich, oczywiście w pełnej rozmiarówce. Cztery lata temu rynek bielizny polskiej nie był tak rozwinięty, jak teraz. Do sklepu przychodzili handlowcy polskich firm z dobrymi konstrukcjami, które jednocześnie były słabsze jakościowo niz np. bielizna angielska, często też wachlarz rozmiarów był ograniczony. Jednak to właśnie polskie biustonosze, naszym zdaniem, potrafia zrobić „cuda” z biustu, wyczarować kuszące dolinki, zebrać duże biusty do przodu, nadać piersiom kulisty kształt, tak ceniony przez Polki. Wytypowałyśmy kilka polskich firm, z którymi zaczęłyśmy współpracę. Z niektórymi z różnych przyczyn nasze drogi sie rozeszły, część, jak np. Dalia czy Kris Line, mamy w ciągłej sprzedaży. Przez te cztery lata poprawiła się też bardzo jakość polskiej bielizny, obwody są w większości stabilne, konstrukcje coraz lepsze.

Ściana kolorów. Kris, Dalia, Agio, Nessa i... Gossard.

 
Które z marek według Pani najlepiej zaspokajają oczekiwania wiekszych biustów, a które - średnich i tych mniejszych?

Z marek, które obecnie mam w sprzedaży, najlepiej na duże biusty sprzedaje się nam Dalia i Kris Line. Dalia ma fiszbiny węższe i wyższe, nasz ukochany semi-softowy K24 i softowy K26 modeluje biust w piękne kule, czasami jednak fiszbina jest dla Pań o szerszej podstawie biustu za wąska, a dla pań niższych -  za wysoka. Wtedy na ratunek przybywa Kris Line, który ma szerszą i niższą fiszbinę. Niewątpliwym zwycięzcą wśród marek na małe biusty jest u nas w sklepie marka Agio - ich formowane push-upy nieodmiennie wywołuja wśród naszych klientek okrzyki zachwytu. Bardzo dobrze na mniejsze biusty sprzedaje się nam także marka Gossard. Średnie biusty w naszym sklepie maja wybór wymienionych wcześniej marek, z nowości wprowadziłyśmy tez polskie marki Nessa i One Lingerie oraz hiszpańską Twin. Jeśli chodzi o mój biust i gust, to jestem fanką staników Ewy Michalak i Dalii, są najbardziej kompatybilne z moim kształtem biustu.

Gąszcz wieszaków. Na pierwszym planie Dalia i Change.

 

Odwiedzając Szyfonierę nie wiedziałam jeszcze, że za kilka godzin zobaczę ten sam model - Laura - w firmowym sklepie, a nawet przymierzę go - w wersji miękkiej :-)


Czy planuje Pani rozwijać ofertę także zagranicznych marek?

Oczywiście - testujemy ciągle nowe marki, nie zamykamy sie na nowości. Jak już wspomniałam, w naszej ofercie mamy od niedawna hiszpańska markę Twin  na mniejsze biusty. Jeśli zaś chodzi o rozmiary G+, to wydaje nam się, że jednak polskie marki leżą lepiej niż np. brytyjskie, od których - prosze pamiętać - same jako konsumentki zaczynałysmy naszą przygodę z dobrze dobraną bielizną.

Gossardy

 

Strapless Wonderbra - on też podobno czyni cuda :-)


Czy rynek biustonoszy w Polsce rozwinął się od początku istnienia Szyfoniery? Czego w Pani odczuciu wciąż jeszcze brakuje na naszym rynku?

Te cztery lata w markach polskich to kolosalny skok, jeśli chodzi o poszerzanie rozmiarówki. Do niedawna wiekszość polskich firm szyła dla mniejszych biustów i środka tabelki, zaniedbując G+, a obwody 65 były niczym „białe kruki”. Bardzo, ale to bardzo poprawiły się obwody, na przykład obwody firmy Dalia są tak ścisłe, jak u Ewy Michalak. Na targach bielizny, które odbyły się właśnie w Łodzi, przekonałam się także, że inne polskie firmy mają wzory i fasony naprawdę w imponującej rozmiarówce. Co do braków na rynku polskim - żeby stwierdzić, czego jeszcze nie ma, trzeba się długo zastanawiać :-) Panie z dużym biustem mają duży wybór, panie ze środka tabelki - ogromny. Najbardziej pokrzywdzona jest teraz grupa pań z większym obwodem i mniejszą miseczką, nie dlatego, że w sklepach brakuje 80, 85, 90 z miseczką D, tylko dlatego, że często miseczka jest zbyt głęboka, a fiszbina za wąska na te rozmiary. Tak, jak kiedyś występował efekt nieodpowiedniego przeskalowania na duże biusty przy małym obwodzie i uzyskiwałyśmy słynny efekt „trójkątnej kobiety”, tak teraz efekt przeskalowania idzie w drugą stronę.

Tu polska produkcja ma przewagę :-)


Jakie są Pani wrażenia z pierwszych targów Salon Bielizny? Czy z punktu widzenia sklepów była to udana impreza?

Mam bardzo pozytywne wrażenia, jako łodzianka cieszę się, że targi odbywały się w Łodzi. To miasto cały czas czeka na swoją szansę, a ponieważ rynek odzieżowy i bieliźniarski jest tu bardzo rozwinięty, wszystkie imprezy związane z tymi branżami są dla nas bardzo ważne. Jeszcze ważniejsze były dla mnie targi z punktu widzenia sklepu - to właśnie Salon Bielizny uświadomił mi, jak wielkie zmiany zaszły w naszych krajowych bieliźniarskich markach. Oczywiście cały czas śledzimy rynek bieliźniarski, czytamy prasę fachową, śledzimy nowości w internecie, zaglądamy na blogi i fora, ale dla nas, brafitterek, ogromnie ważne jest samo dotknięcie bielizny, przyjrzenie się, jak pracuje obwód, jaki jest kształt miseczki, z jaką starannością wykonane są szwy, z jakich materiałów, koronek, haftów zrobiony jest stanik, bo od tego będzie zależało, jak będzie układał się biustonosz na biuście. Widziałyśmy juz niejedną dopieszczoną konstrukcję, popsutą przez użycie niewłasciwych materiałów...

Jeśli chodzi o konstrukcje, bardzo ciekawy był produkt firmy Nipplex - gładki, usztywniany „cielak” - ten, na którym pani Kasia Sałata prowadziła bra-fitting [Stanikomania już go testuje! :-)]. Ten stanik będzie się sprzedawał na wiosnę - to jest to co klientki lubią najbardziej :-) Dla mnie oczywiście najciekawsze były te firmy, których nie mam jeszcze w swojej ofercie, czyli np. Lupoline, Ava, Nipplex. Powiem tak: często klientki Szyfoniery narzekają, że nie mogą albo pozwolic sobie na zakup nowego stanika, bo mają ich za dużo, albo nie mają pieniędzy na potrzebny biustonosz. Sklep często też jest w podobnej sytuacji. Trudno mieć, szczególnie w nieduzym sklepie, wszystkie konstrukcje, firmy, kolory.... A tak by się chciało je mieć! Nasza Szyfoniera ma jednak tylko pięć szufladek i nie możemy pozwolić sobie na wszystkie staniki, które nam się podobają :-)


Kim jest typowa klientka Szyfoniery? Jaki ma biust i czy wie już, jak dobrać rozmiar?

Na początku istnienia Szyfoniery pojawiały się głównie panie, które coś słyszały o bra-fittingu, chciały sie wymierzyć, zobaczyć „nabiustnie”, o co w tym wszystkim chodzi. Część z nich została naszymi stałymi klientkami. Mają różne wielkości biustu, niektóre z nich radzą sobie świetnie same, a niektóre nawet nie pamiętaja swojego rozmiaru - prawie wszystkie jednak w ostatniej chwili pokazują się nam i proszą o naszą opinię. W ostatnim czasie mamy też zdecydowanie więcej klientek, które zostały „ostanikowane” w innych sklepach, lub też poradziły sobie same, korzystajac z porad koleżanek, sióstr, czy znalezionych w internecie. W dalszym ciągu dużą grupę klientek stanowią panie z miseczkami G+ i panie o obwodach 65.

W głębi, za kotarą, kryją się wejścia do dwóch przymierzalni. W każdej lustro, krzesło i półeczka. Po prawej - bardzo obfity kącik „cielaków”! 


Czy często trafiają się Wam „trudne” klientki, których oczekiwaniom niełatwo sprostać?

Oczywiście, tak jak wszędzie - „trudny” klient to nieodłączny składnik handlu i usług. Czasami po czyjejś wizycie pozostaje jakiś absmak, ja jednak zawsze wtedy powtarzam, że „trudne” klientki są potrzebne po to, aby docenic te inne: miłe, uśmiechnięte, gadatliwe, milczące, nieśmiałe, pewne siebie, czyli wszystkie pozostałe - te, które nie tylko dają nam zarobić, ale też doceniają naszą pracę, to, że nie wciskamy im przysłowiowego kitu. Wole pamiętać te, które potrafią po zakończeniu bra-fittingu i wybraniu bielizny rzucić się nam na szyję i uściskać serdecznie, te, które przychodzą nie tylko same, ale polecaja nas koleżankom, matkom, siostrom...


Kto jeszcze pracuje z Panią w Szyfonierze?

Oprócz mnie pracuje tu nieoceniona Magda, którą forumki Lobby Biuściastych znaja doskonale z forum. Spotkałysmy sie jeszcze przed otwarciem Szyfoniery  na kobiecym festiwalu Progressteron, gdzie Magda prowadziła zajęcia z bra-fittingu, a ja byłam jej słuchaczką. Tak się złożyło, że kiedy otwierałam sklep, Magda szukała właśnie pracy... Czy mogłam lepiej trafić? :-) Cały ten czas pomaga mi też nieoceniona córka Ola, z która otwierałam Szyfonierę - bo nawet w czasie, gdy nie ma wielu klientek, zawsze jest coś do zrobienia: imprezy kobiece, na które jeździmy z bra-fittingiem, sklep internetowy, media społecznościowe...

Długoletnie współpracowniczki. Różne biusty, ta sama fachowość :-)


Co w prowadzeniu sklepu sprawia Pani najwiekszą satysfakcję - a co jest najwiekszym problemem?

Satysfakcję sprawia mi fakt, że jako jedyny sklep w Łodzi jesteśmy wyróżnione na Stanikowej Mapie, to, że jesteśmy cały czas zapraszane na różnego rodzaju babskie imprezy, i że ciągle wywołujemy na twarzach naszych klentek uśmiech, gdy widzą siebie w dobrze dobranej bieliźnie. Jestem szczęśliwa, że matki przyprowadzają do nas swoje córki po pierwszy dobrze dobrany stanik, a córki przyprowadzaja matki, żeby i te właściwie go sobie dobrały. Wiele satysfakcji przyniosło mi napisanie razem z Magdą dla portalu Wirtualna Polska szeregu artykułów dotyczących bra-fittingu [Tworzą one naprawdę znakomity poradnik - polecam!] i to, ze zostałysmy ekspertkami z dziedziny bra-fittingu dla tego portalu. Jestem też dumna z tego, że lekarze przysyłają nam swoje pacjentki z dużymi biustami po prawidłowo dobrany stanik, który odciąży im ramiona.

W gruncie rzeczy każdy odcinek naszej pracy sprawia mi olbrzymią frajdę i przyjemność: kontraktacje, zastanawianie się, czy tym razem dobrze trafiłyśmy z kolorystyką, czy wybrane modele będą podobały się klientkom, mierzenie nowych konstrukcji, targi, spotkania z handlowcami, wśród których jest dużo osób, które świetnie znają się na swoim fachu. Satysfakcję sprawia mi fakt, że blog Stanikomania, bez którego nie wyobrażam sobie mojej bra-drogi, przeprowadza ze mną wywiad :-) [Stanikomania się rumieni ;)]

Jak widać, w Szyfonierze ubierzemy nie tylko biust! :-)

 Ponieważ jednak utrzymujemy się głównie ze sprzedaży bielizny, olbrzymią satysfakcję przynosza nam, rzecz jasna, duże utargi :-) Z tym nieodmiennie kojarzy się największy wróg bra-biznesu, czyli sezonowość w branży bieliźnianej. Dla nas dobry sezon zaczyna się w marcu i trwa do końca września.... Cały czas jestem ciekawa, czy to zjawisko globalne, czy raczej związane z naszą polską aurą - bo jeśli to problem lokalny, to trzeba będzie pomyśleć o słonecznej Italii ;-) Dlatego postanowiłyśmy się rozwijać i właśnie teraz realizujemy nasze skromne marzenie, czyli sklep internetowy z prawdziwego zdarzenia. To będzie w dalszym ciągu mały sklep, ale to właśnie będzie naszym atutem. Możemy np. spersonalizować newslettery i wysyłać klientkom wiadomości tylko o konkretnych produktach czy firmach, na które wcześniej zwróciły uwagę, możemy doradzać brafittingowo na odległość, ponieważ znamy bardzo dobrze marki, bo na nich codziennie pracujemy. Mamy też inne marzenia, które wchodzą już w fazę realizacji, ale to jeszcze tajemnica firmy :-)

Internetowa filia Szyfoniery


Internetowe stanowisko pracy ;-)


Czy szykujecie Panie coś specjalnego z okazji jubileuszu - czwartych urodzin Szyfoniery?

Oczywiście! Jubileusz jest okazją do podziękowania naszym klientkom, że są już z nami cztery lata. Z tej okazji w naszym sklepie stacjonarnym i internetowym od 28 listopada do 14 grudnia mamy liczne promocje, mam nadzieję, że 25% zniżka urodzinowa choć trochę przyczyni się do wprawienia naszych klientek w świąteczny szyfonierowo-mikołajkowy nastrój! :-)

 

Dziękuję za rozmowę!

Na zakończenie przypomnę jeszcze, że Szyfoniera mieści się w Łodzi, przy ulicy Legionów 2, w narożnej kamienicy Placu Wolności. Godziny otwarcia: poniedziałek, środa, czwartek 10 - 18, wtorek i piątek: 11 - 19. W soboty sklep czynny jest w godzinach 11 - 15. Szyfoniera zaprasza także do odnowionego sklepu internetowego, gdzie można właśnie skorzystać z dnia darmowej dostawy :-)

 



A oto galeria fotek. Zapewniam Was, że nie oddają uroku tego wnętrza - było trochę za ciemno dla niezbyt fachowego fotografa ;) Drewniane, staroświeckie meble, łagodne światło tworzą przyjazną, przytulną atmosferę.

 

 

I na koniec - pytanie do łodzianek :-) Czy znacie Szyfonierę? Jak oceniacie ofertę sklepu? Warto wpaść? :-) Czy zgadzacie się z tym, że polskie marki mają polskim biustom do zaoferowania coś, czego nie dają zagraniczne?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 192
Zakładki:
Niezbędnik
Blogi w Polsce
Fora i strony w Polsce
Blogi na świecie
Fora i strony na świecie
Serwisy branżowe
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...