czwartek, 02 września 2010

Po bardzo udanej i obfitej kolekcji marek Evedenu na tegoroczną jesień przypuszczałam, że kolejnemu sezonowi trudno będzie utrzymać równie wysoki poziom. Dzisiejsze spotkanie z okazji kontraktacji marek Evedenu na wiosnę/lato 2011 dostarczyło mi jednak mnóstwa pozytywnych wrażeń - znowu było na co popatrzeć.

Do niezłej kolekcji dodać należy towarzystwo - doborowe, bo blogersko-forumowe. Nasz dystrybutor w ramach kontynuowania dobrej tradycji z zeszłego roku poświęcił nam kilka godzin, w trakcie których mogłyśmy zarówno obejrzeć bieliznę prezentowaną przez modelki (tu wypadałoby ponarzekać na dopasowanie ;) jak i wziąć ją do ręki i sfotografować, szkoda tylko, że oświetlenie jak zwykle pozostawiało nieco do życzenia... cóż, życie blogera bieliźnianego nie jest usłane różami (ani oliwkami) ;-)

Przejdźmy jednak do rzeczy, czyli do kolekcji. Postanowiłam tym razem zastosować podział na marki, co pozwoli mi bardziej szczegółowo przybliżyć każdą z nich. Całość znowu stanowi godną podziwu rozmaitość, da się jednak wyróżnić pewne tendencje, zwłaszcza kolorystyczne. Wspólnym mianownikiem jest w moim odczuciu swobodna, odważna elegancja. W każdej z marek znalazłam coś, co wyjątkowo przypadło mi do gustu - nawet pastele uratowane zostały przez niebanalne tonacje barw i wzory.


Mocna paleta pana Moneta

Jak zwykle w sezonie wiosenno-letnim, sporo było jasnych kolorów, lecz ponieważ wiosna dla marek Evedenu zaczyna się podobno w listopadzie (mają się już wtedy pojawiać pierwsze modele), nie zabrakło też akcentów mocnych, a nawet bardzo mocnych.

Uwielbiana przez wiele biustów Arabelka pokaże się w bardzo jaskrawej czerwieni z dodatkiem moreli. Chyba trochę się jej boje...

 

Zupełnie natomiast nie boję się kolejnej odsłony Moneta. Moim zdaniem ten malarski zestaw jesiennego bordo z oliwkowym wykończeniem wygrywa na całej linii z już dostępną wersją buraczkowo-różową (half-cup do miseczki G, balkonetka do GG, dostępny także pas do pończoch i koszulka!).


 

Alexa to jeden z najoryginalniejszych wzorów kolekcji - w fuksjowo-buraczkowo-śliwkowym nadruku znajdziemy lamparcie cętki i geometryczne kształty. Jeśli Monet miał kojarzyć się z impresjonizmem - Alexa jest abstrakcją :-) (balkonetka do miseczki H).


Bujamy w obłokach

Błękity zestawione z odcieniami różu, znane nam już z zapowiedzi innych marek, znajdziemy także we Freyi. Zakochałam się w wintydżowym wzorze Loretty (do H) - słodkie różyczki w paisleyowatych pawich oczkach na błękitnym tle, którym towarzyszy kremowa koronka. Czy widzicie ten kryształek na mostku? Takich ozdób pojawi się jeszcze kilka. Są dobrej jakości - widać, że dbałość o efektowne detale nie opuszcza twórców Evedenowych marek.


 

Błękitna Edith to jedna z trzech w ofercie Freyi balkonetek do miseczki K (krój na bazie modelu Estelle).


 

Błekitnoróżowa jest też Cindy - chyba najbardziej cukierkowo-lizakowy model kolekcji (bo panna Freya nie jest już chyba taka słodka, jak to wcześniej bywało - nie wiem, czy podzielicie moje odczucia). Niech żyje aksamitna kokardka.



Miętówki

Bestsellerowe ponoć Deco wystąpi (oprócz kolorów bazowych) w miętowej zieleni, zwanej też pistacją. Dodatki białe w krowie łatki - ciekawy letni akcent ;)


Drugi orzeźwiająco-lodowy akcent to usztywniany half-cup i balkonetka Keisha w „graficiarski” wzorek na bazie tegorocznej Summer i o identycznym zakresie rozmiarów.


 

Można by tu też chyba zaliczyć najoryginalniej ubarwiony model z całej kolekcji - niejaką Zarę (skądś znamy to imię...). Seledyn, musztardowaty oraz słoneczny żółty (spotykające się w cieniowanym hafcie), róż, lawenda... to połączenie było jednym z tych barwnych dziwactw, które przyciągnęły moją uwagę. Jeśli Kaisha kojarzy się z miętową gumą do żucia, to Zara reprezentuje żelki ;-)



Syrop różany

Soczyste róże spotkamy też solo albo jako główny akcent w stonowanych kolorystycznie modelach. Na początek dobra (?) wiadomość dla fanek satynowych balkonetek do miseczki J z rodziny Lucy. Lucia wróciła - w biało-czarnym wcieleniu zwanym nie wiadomo dlaczego moondance, w którym najbardziej podoba mi się kokardka...


 

Ciekawe, choć trochę dziwaczne (kojarzą mi się z meduzami) cieniowane hafty w odcieniach różu ozdabiają piżamkowy wzór pasiastej balkonetki Sophie. Do haftowanych serduszek nawiązuje brokatowo lśniąca ozdoba w kokardce.

Malinowo-różowa będzie też tegoroczna odsłona Jolie.


K jak kawa mrożona

Beże trzymają się mocno zarówno w kolekcji marki Freya, jak i Fantasie. Kawowa będzie kolejna panna do miseczki K - Lacey, bardzo elegancka dzięki podwójnej koronce. Zwracam uwagę na ramiączka obszyte w przedniej części materiałem!

 

I trzecia, ostatnia K-panna to Naomi, która wystąpi też w oryginalnym wcieleniu usztywnianym, tylko do F. Trochę szkoda moim zdaniem, że aż dwa na trzy modele dla K-miseczek są podobnie ubarwione, a ten ostatni niezbyt mi się podoba.


Biała Francja

Biały half-cup i balkonetka Lauren pasowałyby mi bardziej do marki Fauve, ale miło, że w kolekcji Freya znalazł się też taki klasyczny akcent. Niektórzy widzą w nim nawiązanie do tradycji francuskiego wzornictwa bieliźniarskiego.


 

Drugim modelem budzącym u mnie podobne skojarzenia jest Carly, jajo Fabergé stworzone na bazie plandża Deco ;-) Jeden z mocniejszych punktów kolekcji - cudna jest ta niebieska aksamitka:



H jest nowym G

Co prawda od zeszłego sezonu nie widać rozmiarowej rewolucji (formowane termicznie plunge Deco nadal do miseczki GG, tylko trzy modele do K), ale zdecydowana większość miękkich balkonetek to co najmniej miseczka H. Trzy modele dla karmiących (Dotty, panterkowa Kelly i - uwaga - biała Pollyanna w wersji bezfiszbinowej) są do miseczki HH, J-ki reprezentują znane modele Jolie, Lucy, Arabella i... Lauren - „biała Francuzka” - ale tylko w wersji balconette. Oprócz wspomnianych sezonówek i nowości w repertuarze pozostają modele bazowe: Rio, Pollyana, Retro i Deco oraz sportowce Freya Active w podobnym wyborze, jak dotychczas.

No i jak się Wam podoba Freyowa wczesna wiosna? W następnym odcinku - kolejna marka na F, a może na E... Tymczasem zapraszam do albumu (polecam kliknąć w wersję pełnoekranową):


06:42, kasica_k
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010

W minioną sobotę w warszawskim sklepie Peachfield przy ul. Bruna 9 odbyła się inauguracja bra-fittingowej kampanii prowadzonej przez polskiego dystrybutora marek Panache, firmę So Chic!. Akcja o nazwie Klinika Stanika (ma nawet swoją stronę internetową) obejmuje spotkania dla klientek w sklepach całej Polski, podczas których „stanikowe panie doktor” wystawią wszystkim chętnym recepty na nowe rozmiary.


W Peachfield dyżurowały Marysia i Iwona - na pewno zna je już spora część warszawskich klientek, nie mówiąc już o uczestniczkach Lobby Biuściastych :) Można było je spotkać już na pokazie Panache, który odbył się w Warszawie na początku sierpnia (tam Klinika miała swoją prapremierę):

Za profesjonalizm tych uśmiechniętych młodych pań mogę ręczyć osobiście - widziałam je w akcji :-)


Komu potrzebna Klinika Stanika?

Spytacie: na czym właściwie polegają takie imprezy? Czym się różni „dyżur” od zwykłego dnia pracy w sklepie bieliźniarskim, podczas którego bra-fitterki też przecież dobierają rozmiary?

Po pierwsze - atrakcje dodatkowe, czyli zniżki. W sobotę w Peachfield można było kupić bieliznę marek Panache o dziesięć procent taniej, a oprócz tego wziąć udział w losowaniu kompletu bielizny (przez siebie wybranego). Jest więc okazja na tańsze zakupy, a przy tym - wabik dla przyjaciółek czy członkiń rodziny, które też chciałybyśmy „ostanikować” :-) Aczkolwiek uważam, że 10% to raczej mało.

Po drugie - dyżury Kliniki nie muszą odbywać się tylko w sklepach. Jeśli nie macie w okolicy dobrze zaopatrzonego sklepu z bielizną, albo macie ich zbyt mało - „panie doktor” można zaprosić na dowolną imprezę (np. kobiecy festiwal) w dowolnym miejscu Polski (członkinie ekipy mieszkają w różnych miejscach kraju). Dysponują one pełnymi zakresami rozmiarów w kilku modelach, odpada więc główny problem, jakim jest zdobycie bielizny. Trzeba w tym celu skontaktować się z firmą. Terminarz akcji w sklepach znajduje się na stronie Kliniki.

Po trzecie - nie da się ukryć, charakterystyczną akcją (nazwa, logo, fartuszki, etc.) dużo łatwiej zainteresować media i przyciągnąć ogólną uwagę. W ten sposób firma promuje swoje produkty i jednocześnie przyczynia się do szerzenia bra-fittingowej edukacji.

Na przykład do Peachfield zawitała ekipa telewizyjna Polsat Cafe. Przygotowania trwały długo...

Szkoda, że nikt nie potrafił udzielić nam informacji, kiedy zostanie wyemitowany nagrany materiał, a zapowiada się ciekawie: dziewczyny m.in. demonstrowały przed kamerą oznaki dobrego i złego dopasowania rozmiaru!


Materiały edukacyjne

Moim zdaniem Klinika Stanika ma trzy podstawowe zalety: pierwszą jest fachowość bra-fitterek (przynajmniej warszawskiemu zespołowi niczego zarzucić pod tym względem nie można) i ich mobilność, pozwalająca nie ograniczać się tylko do sklepów i tylko do największych miast, drugą - bielizna w odpowiednio szerokim wyborze rozmiarów, a trzecią - niby drobnostka, a tak naprawdę coś, czego, o ile wiem, nie zrobił jeszcze nikt przedtem.

Mam na myśli ulotkę, którą otrzyma każda klientka zgłaszająca się na „diagnozę” (widać ją na pierwszym zdjęciu). Jest to całkiem obszerny, ilustrowany zdjęciami przewodnik - można go w całości obejrzeć na stronie Kliniki Stanika. Mowa w nim o tym, jak wygląda właściwie dopasowny biustonosz oraz jakie są symptomy złego doboru rozmiaru. Tylko tyle i aż tyle - taki kieszonkowy podręcznik dopasowania może służyć nam, jeśli dopiero zaczynamy swoją przygodę z dobieraniem rozmiaru, możemy też pokazać go przyjaciółkom czy rodzinie - a nuż ziarno zakiełkuje? Moje brawa dla firmy za ten pomysł!

 

Miejsce akcji

Jak już wspomniałam, kolejne dyżury są już zaplanowane w sklepach całej Polski - co nie oznacza oczywiście, że imprez nie może być więcej. W warszawskim Peachfield na Bruna 9 przez pierwszą połowę dyżuru było dość spokojnie. To miłe wnętrze z trzema (czy nawet czterema?) przymierzalniami mieści się na bliskim Mokotowie, czyli niedaleko Centrum, ale z dala od największego tłoku i gwaru, w cichej i zielonej okolicy (a po zakupach można wpaść do pobliskiej herbaciarni Herba Thea).

Na przywiezionych przez dystrybutora wieszakach pyszniły się zwiastuny nadchodzącej kolekcji zimowej. Na pierwszym planie - gorset Angie (a w tle - Stanikowa Doktor Mary :-)


Niestety, o ile wiem, nie można było ich jeszcze kupić. Nie powstrzymałam się jednak przed zrobieniem im kilku portretów, nareszcie w świetle dziennym... Czekamy więc (oprócz wspomnianej Angie) między innymi na:

niebieskofioletową Elizę...


i arcyciekawego „nudziarza” w prążki, Porcelain Viva:

 

Kilka jesiennych modeli jednak jest już w sprzedaży - wiszą w pełnej krasie na Peachfieldowych wieszakach. Na przykład:

Pistacjowa Antoinette


 

...i kawowa Maia:

 

A może któraś z Was była w sobotę w sklepie i skorzystała z diagnozy, albo obniżki?

Zapraszam do dzielenia się opiniami i sugestiami na temat Kliniki Stanika i materiałów edukacyjnych na stronie - przypuszczam, że organizator z uwagą je przeczyta. Wydaje mi się, że akcja zapowiada się nieźle - jak sądzicie? Choć zniżki przydałyby się większe ;-)

piątek, 27 sierpnia 2010

Nie od dziś wielkim zaciekawieniem obserwuję, jaką karierę w naszym kraju robi pojęcie bra-fitting - przed kilkoma laty całkowicie nieznane, teraz obecne w pismach kobiecych, reklamach sklepów, bielizny, imprez (bra-fittingowych, a jakże)... Angielskie słówko wylansowane przez kobiety na Lobby Biuściastych przejęli i włączyli do swojego repertuaru specjaliści od marketingu. Pozytywne skutki nowej mody odczuwamy wszystkie - wreszcie w celu ubrania naszych DD-plusowych biustów nie jesteśmy zmuszone do prywatnego importu, robią to bowiem za nas nasi dystrybutorzy i sklepy, widząc w tym najwidoczniej coraz lepszy interes. Co więcej, ubierać nas zaczynają pomału firmy polskie. Jednym słowem - wiwat bra-fitting!

Zjawiska te od jakiegoś czasu nasuwają mi pewną refleksję, którą postanowiłam się z Wami podzielić. Otóż bra-fitting to nic innego, jak dobieranie stanika. Czemu wypowiadam tę oczywistość? Bo zaczynam mieć wrażenie, że reklama kreuje pojęcie bra-fittingu jako czegoś niezwykłego, wyjątkowego, dostępnego w nielicznych sklepach i dzięki nielicznym markom - „bieliźnie bra-fittingowej” (spotkałam się z używaniem takiego terminu).

Kobieta może więc dziś po prostu pójść do sklepu i kupić sobie stanik, albo - jeśli nadąża za trendami - poddać się bra-fittingowi czy też zakupić bra-fittingową bieliznę. Myślę, że kwestią czasu jest pojawienie się specjalnych butów shoe-fittingowych (w odpowiednim zakresie rozmiarów, obejmującym nie tylko długość, ale i np. szerokość - coś, na co w Polsce wciąż czekamy), oraz odzieży clothes-fittingowej (tu w pewnym sensie prekursorką jest moja ukochana firma BiuBiu - ale ona rzeczywiście jest wyjątkowa i lepiej pasowałoby określenie: breast-fittingowa ;-), która - o rewolucjo! - szyta byłaby w większej liczbie rozmiarów niż, powiedzmy, pięć! (oj, chętnie zobaczyłabym taką rewolucję w niektórych markach...) ;-) Bielizna, odzież i obuwie, które pasują - toż to niesamowite! Brzmi trochę absurdalnie, prawda? Dlaczego?

Dlatego, że dla nas, jako konsumentek, odpowiednia liczba rozmiarów i krojów do wyboru - tak, by każdy biust, stopa i ciało mogły się odpowiednio ubrać - powinna być czymś absolutnie oczywistym. To nieco bałamutne pojęcie „bielizny bra-fittingowej” nie oznacza niczego innego, jak po prostu bieliznę szytą w szerokim zakresie rozmiarów. To prawda, że w dużych zakresach rozmiarów specjalizują się obecnie konkretni producenci i tworzone przez nich marki. Ale czy owa bra-fittingowość sprawia, że bielizna ta staje się wyjątkowa, rządzi się innymi prawami i stawiamy jej inne wymagania? Dobrego podtrzymania biustu i prawidłowego układania się wymagamy przecież nie tylko od biustonoszy marek Freya, Panache czy Curvy Kate, ale po prostu od wszystkich biustonoszy. Od Triumpha w rozmiarze 75B też. To działa też w drugą stronę - od brytyjskich marek DD-plusowych mamy prawo wymagać komfortu, urody i efektownego eksponowania biustu, bo ich produkty służą do noszenia - nie tylko „do bra-fittingu”.

W całym biuściastym ruchu konsumenckim nie chodzi bynajmniej o ubranie całej Polski w inne marki bielizny niż dotychczas, tylko o sprawienie, by wszystkie kobiety zyskały dostęp do biustonosza we właściwym dla siebie rozmiarze, odpowiedniej jakości. Żeby było im wygodnie, niezależnie od tego, czy powinny nosić 80C, czy 65H. Chodzi o to, by coraz więcej kobiet potrafiło ocenić dopasowanie i jakość stanika oraz dokonać odpowiedniego zakupu, wspierając tym samym te firmy, których produkty odpowiadają ich wymaganiom. To kolejna oczywistość, warta jednak czasem wyjaśnienia, zwłaszcza tym, którzy na ten ruch konsumencki patrzą z zewnątrz czy też od niedawna.

Doskonale wiemy, że znane nam marki DD-plusowe to wcale nie jest bielizna idealna, która zadowoli każdy biust - dowiadujemy się tego na co dzień, na forach czy w komentarzach, widać to np. po Waszych wypowiedziach nadesłanych na Wygodny Konkurs, wiedzą o tym nasze bra-fitterki. Problemy dotyczą konstrukcji, materiałów, i jest ich całkiem sporo - mamy nadzieję, że dzięki zaangażowaniu konsumentek będą one stopniowo rozwiązywane.

Podsumowując - coś, co ze zrozumiałych względów promuje się jako rewolucyjną nowość (bo i jak inaczej przyciągnąć klienta?), jest tak naprawdę czymś absolutnie i dogłębnie zwyczajnym. Ta zwyczajna rzecz nazywa się dopasowany stanik :-)

[Zdjęcia zostały zrobione w warszawskim salonie LiParie. Warto odnotować, że przedstawiają wyłącznie bieliznę marek polskich, w rozmiarach zbliżonych do rozmiaru autorki - co miało stanowić ilustrację postępu na rynku :-)]

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 120
Zapytaj Stanikomaniaczkę!
Klinika Stanika - zdiagnozuj swój rozmiar z Panache!
Bra-Fitter dla iPhone