wtorek, 16 września 2014

Curvy Kate - to marka, którą kocham po pierwsze za nazwę ;-) A także za klimat - radosny, pro-kobiecy, trochę kiczowaty, bez nadęcia, kojarzący się prostu z wesołością i dobrą zabawą. Kaśka to fajna dziewczyna, z którą chętnie pójdziesz na ciacho, na szoping i poszalejesz na imprezie. Nie musisz być bogata, bo Kaśka nie leci na kasę ;-) Choć widać, że jest coraz wybredniejsza i coraz mocniej stawia na jakość. Ma być nie tylko kolorowo i przyjemnie, ale także solidnie i wygodnie, który to kierunek zdecydowanie popieram.

Kaśka ostatnimi czasy żąda coraz większego wyboru. Nie chce być gorsza od sióstr na F czy P. Dlatego proponuje coraz więcej: a to mgiełkowe balkonetki, a to miękkie plandże, a to straplessy. Przed Wami kolekcja, która wydała mi się najbogatsza i najciekawsza ze wszystkich od początku istnienia marki. Wrażenie zrobił na mnie już katalog - dostałam go pocztą i nie mogłam oderwać od niego wzroku. Potem entuzjazm zmalał do rozsądniejszych rozmiarów, ale nadal jestem tą kolekcją zachwycona i mam nadzieję, że stanowi ona zapowiedź dalszego podnoszenia poziomu (niekoniecznie cen ;).

Oprócz własnego ;) polecam Wam szczerze przegląd kolekcji w wykonaniu bloga NoszęBiustonosze vel Stanikowe biz-perypetie, z doskonałymi fotkami nabiustnymi, na których świetnie widać, jak leżą poszczególne modele (ja też takie robiłam, ale jest ich mniej - możecie je obejrzeć w galerii na końcu notki).

 

Mgiełki

Jednak chyba wychodzi na to, że przezroczyste miękkusy to mój ulubiony typ stanika :-) Zaczęło się oczywiście od marki Freya i jej Arabelli, w której zakochał się niejeden biust, w tym i mój. Jeśli w jakiejś marce brakuje przezroczystych miękkich modeli, zawsze czekam z utęsknieniem na ich pojawienie się. No i doczekałam się u Kasiek! Zbieram je więc tutaj razem.

Madagascar to mój pierwszy musisztomieć z tej kolekcji. Delikatnie mówiąc przypomina Freyowską zeberkę Jungle Fever, co jednak wcale mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - wzór mi się podoba i chętnie zobaczyłabym go w niejednym kolorze. Prążki nie są wbrew pozorom czerwono-żółte (jak mogłyby sugerować pastelowożółte kokardki oraz gumki), lecz czerwono-białe, a może czerwono-bladoróżowe. Mam jedno zastrzeżenie do Madagascaru: kokardki przy ramiączkach są tu moim zdaniem za duże, albo w ogóle zbędne. Za to są dobre jakościowo.

 

Rozmiary Madagascaru: 28-40 D-K.

 

Pozostałe mgiełkowce mają już zdecydowanie wieczorowy charakter. Bardot to czarna balkonetka z liliowym hafcikiem. Aż się prosi, by ją ochrzcić „Kaśkową Arabelką”. Choć hafcik mógłby być jakiś ciekawszy.

Bardotka wystąpi też jako koszulka babydoll! Bardzo dobry pomysł, by oprócz babydollek o usztywnianych miseczkach, które pojawiały się w ostatnich kolekcjach, dodać jeszcze miękką. Mam tylko wątpliwości, ile warstw siateczki mamy w dolnej części miseczek - na zdjęciach wygląda mi raz na pojedynczą, raz na podwójną warstwę siatki, a pamięć mi trochę zawodzi. Babydollka robi wrażenie pojedynczej na całej miseczce. 

Rozmiary (zarówno stanika, jak i koszulki): 28-40 D-K.

 

Z Ditą wiążę wielkie nadzieje. Dlaczego? Bo to miękki plandż z tiulu, który bardzo przypomina mojego ukochanego Darka i bardzo bym chciała, by okazał się jego nową wersją... Dare jest jedynym miękkim plandżem, który naprawdę sprawdził się na moim biuście. Żaden inny (a próbowałam głównie produktów firmy Panache) nie leżał tak dobrze ani nie był przy tym tak wygodny, jak ten (przypominam, że w nadchodzącym jesiennym sezonie będzie wersja buraczkowa ze sreberkiem). Z niepokojem reagowałam na zasłyszane uwagi, że Dita chyba nie leży identycznie, jak Darek. Sama niestety przymierzyć nie mogłam, bo próbki Kaś są na mnie za małe :-(

Dita ma niezwykły haft - zawiera on w dużej ilości srebrne nitki, które opalizują tęczowo. Bardzo trudno było złapać tę tęczę na zdjęciach, ale robiłam, co umiałam :-) W galerii na końcu zobaczycie ją także na modelce.

Rozmiary Dity: 28-38 D-J.

 

Usztywniane kusicielki

Usztywniane modele o uwodzicielskim charakterze to znak firmowy Kasiek od początku istnienia firmy. W letniej kolekcji znowu powróci słynna i zasłużona Tease Me, tym razem skrócona do Tease :-) Wersja kolorostyczna - klasyczna: czerń z bladym różem. Model ten cieszył się powodzeniem przez lata, zatem jeśli ktosia jeszcze nie wypróbowała - polecam :)

Rozmiary Tease: 28-38 D-J.

 

Ritzy znamy już z poprzednich sezonów: była już wersja czarna na beżowym spodzie, a w tym sezonie - efektowna czerwona. Wiosną wrócimy do czerni i czerwieni. Jak dla mnie - pomysł doskonały.

Oprócz biustonosza - babydollka w tych samych rozmiarach. Sama nie wiem, czy bardziej podoba mi się ta, czy Bardot...

 

Rozmiary: 28-38 D-J.

 

Temptress to przedstawicielka frakcji jeszcze mocniej czerwonej. Nazwa kojarzy się z dawną Tempt Me, ale krój tego plandża jest już ponoć zupełnie inny (no, ciekawe...). Koronka wbrew pozorom nie jest biała, lecz w odcieniach różu. Podobają mi się detale (kokardki) i odcień czerwonego, ale ogólnie nie jest to mój klimat.

Rozmiary: 30-40 D-J.

 

Usztywniane figlarki

Kolejne z obfitego zestawu modeli usztywnianych (dziedzictwo marki Showgirls) - tym razem w klimacie dzienno-letnim :-)

Soda Pop linią przypomina trochę wprowadzane w poprzednich kolekcjach modele longline - tyle że nim nie jest :-) Mamy jednak pionowo cięte miseczki z dwoma szwami i dość równą linię dołu. Longline'ów zresztą w tej kolekcji nie ma wcale - przypuszczam, że zrezygnowano z nich z powodu niewielkiego powodzenia tego kroju (nie tęsknię - bo i ja nie należę do grupy docelowej, a i wzorniczo niezbyt mi się podobały).

Haft wybitnie przypomina mi coś, co znamy już z marki Cleo :-) Trochę dużo tych znanych motywów... Projekt jednak całkiem udany, choć ozdoba na mostku (łezka udająca kryształek) mogłaby nie być tak bardzo plastikowa.

Rozmiary Soda Pop: 28-38 D-J. Uwaga: w komplecie pas do pończoch!

 

Arizona to usztywniana balkonetka podobna krojem do Daily Boost, ale ponoć od niego niższa. Uwielbiam dżinsowe motywy w bieliźnie, mniej podobają mi się te jasne wstawki w grochy. Wydaje mi się jednak, że Arizona ma szansę trafić w polskie gusta :-) Zwracam uwagę na falbankowe majtki!

Rozmiary Arizony: 28-40 D-K

 

Aniołek, fiołek...

Skojarzenie z tą dziecinną wyliczanką miałam oglądając katalog, w którym kolory przybierają takie nazwy, jak violet czy poppy. Oprócz silnego nurtu uwodzicielsko-wieczorowego z czernią w roli głównej, w kolekcji królują kwiaty, pastele i kilka wyraźnych tematów barwnych. Najwięcej jest kolorowych modeli miękkich - o zwierzęcym Madagascarze była już mowa, pora więc na roślinność :-) Zacznę zatem od bzu, vel fiołka.

W kolorze violet z dodatkiem turkusu (zwanego topazem) wystąpi znana nam już balkonetka Jewel. Przepych haftu i ozdoba na mostku kojarzą mi się jakoś tak indyjsko.

Rozmiary Jewel: 30-40 D-K.

 

Drugim fiołkiem bedzie sezonowa wersja formowca Smoothie. Wzór zwierzęcy, za to kolor zdecydowanie kwiatowy :-) Oprócz fiołkowej będą także wersje bazowe: czarna i cielista.

Rozmiary Smoothie: 28-30D-J, 32D-HH, 34D-H, 36D-GG, 38D-G.

 

Maki

Makową czerwień (poppy) znamy już z Temptress, a także z Madagascaru. W kolor ten, i to także w połączeniu z żółtym, przybierze Portia w wersji sezonowej. Nie wiem, gdzie zgubiłam zdjęcie od frontu, pokażę więc Wam przód z katalogu, a tył własny :)

Oprócz sezonowej wersji będą także bazowe: czarna i biała z różowymi dodatkami. Rozmiary Portii: 28-40 D-K.

 

Cytrynka

A może jaskier? :-)

Producent jednak nazwał ten kolor lemon fizz, a ja, oprócz skojarzenia z cytrynową barwą mam tu też skojarzenia geometryczne. Zwróćcie uwagę na haft - czy nie przypomina Wam plasterków cytryny? :-) Oto Dreamcatcher.

CK już kolejna marka - po Panache - gdzie pojawia się jasny odcień żółtego. Wygląda na to, że będzie to jeden z najmodniejszych kolorów sezonu. Żółtka widziałam też np. w kolekcji Audelle (gdzie będzie Fiore w żółtym).

Dreamcatcher, oprócz żółtego z turkusowymi dodatkami, wystąpi też w bazowych kolorach czarnym i cielistym. Rozmiary: 28-40 D-K, 42-44 D-G.

 

Firecracker także kojarzy mi się z cytrynowym tematem, mimo że żółte są tu tylko akcenty. Równie silnie jednak przynależy do frakcji różowej :-)

To model plunge, który w odróżnieniu od Dare'a czy Dity ma dolną część miseczek uszytą z mocnej laminowanej dzianiny, nie z tiulu. Trochę się obawiam, czy nie układa się przez to zbyt kanciasto. Wciąż jednak nie wypróbowałam tego modelu (w obecnym sezonie jest kobaltowo-pomarańczowy).

Rozmiary: 28-38 D-J.

 

Róże

Pozostając przy plandżach - kolejny to znana nam już z zapowiedzi aktualnej kolekcji Daisie. Tym razem w wersji jaskraworóżowej, poetycko zwanej cerise (dla mnie to raczej malina niż wiśnia). To także model z laminowaną dzianiną w dolnej części miseczek.

Oprócz wersji różowej będzie także bazowa czarna. Rozmiary: 28-38 D-J.

 

W cerise-owej wersji wystąpi też Princess. Różowi towarzyszyć będą turkusowe dodatki. Przyznam, że zupełnie nie jestem fanką tego połączenia, ale co kto lubi...

Miłośniczki bazy jak zwykle będą miały do dyspozycji 3 bazowe wersje: białą, cielistą i czarną.

Rozmiary Princess: 28-40 D-K, 42-44 D-G.

 

Do różyczek zalicza się też wspomniana już wyżej Soda Pop :-)

 

Kaskada

Kolor topaz :) czyli turkusik, powtarzający się w dodatkach (Dreamcatcher, Princess) wystąpi także w roli głównej - w miękkiej balkonetce Cascade. Cascade kojarzy mi się z niestety nieobecną już w tej kolekcji Gią, a to za sprawą rombów w hafcie i na mostku oraz miseczek z grubszej dzianiny. Podoba mi się zarówno mocny, optymistyczny kolor, jak i hafty oraz wspomniana ozdoba. Jest bardzo efektowna.

Rozmiary: 28-40 D-K, 42-44 D-G.

 

Baza nowa i stara

W bazie pojawi się trochę ciekawych nowości - dobrze, że przestała już kończyć się na Princess, Portii, Gii i sztywniakach :) Choć szkoda, że nie wszedł do niej Dare... Pierwszą nówką, która całkiem przypadła mi do gustu, jest Florence.

To miękka balkonetka, która wystąpi w kolorach cielistym i czarnym. Wersja cielista w próbce ma kolor inny niż docelowy. Próbkowa bardziej wpada w karmel, a właściwy model będzie miał kolor bliższy blademu różowi. Szczerze mówiąc i ten próbkowy jest całkiem przyjemny (zwłaszcza zdjęcie na modelce pokazuje, że wcale nie jest taki ciemny).

Florence ma przyjemny, bezpretensjonalny hafcik i uroczy guziczek w kształcie kwiatka na mostku - normalnie zwykle nie przepadam za guziczkami, a ten mi się podoba.

Rozmiary: 30-40 D-J (ciekawe, skąd taki skromny zakres w porównaniu z wieloma innymi).

 

Druga nowość w zasadzie już nowością nie jest, bo pojawia się właśnie teraz, choć zdaje sie miała wejść wcześniej. Tak czy owak, wiadomo o niej wciąż niewiele. Mam na myśli straplessa Luxe, który w ostatnio oglądanych próbkach zupełnie mnie nie przekonał, więc i tym razem specjalnie ich nie szukałam. Firma jednak ruszyła ostro z jego kampanią reklamową, a owoce możemy już podziwiać na blogach - np. wczoraj pojawiła się recenzja Georginy z bloga Fuller Figure, Fuller Bust. Powiem tak: nie uwierzę, póki nie przymierzę :) Z recenzji zresztą wynika, że do ideału jeszcze trochę brakuje. Dla mnie jednak dobrze wróży zamknięty kształt miseczek, które mój biust zdecydowanie preferuje w przypadku straplessów.

Rozmiary Luxe: 28-30D-J, 32D-HH, 34D-H, 36D-GG, 38D-G. Zwróćcie uwagę, że w mniejszych obwodach sięga on aż do miseczki J, co jest ewenementem w przypadku straplessów.

Resztę bazowych modeli już znamy. Tylko w bazowych kolorach (czarny i cielisty zwany gold) wystąpi w omawianym sezonie Starlet (druga, obok Smoothie, formówka). Do tego powróci wierny jak zawsze Daily Boost (czarny, biały, cielisty). Oprócz tego w bazie zostają wspomniane wcześniej bazowe kolory modeli: Dreamcatcher, Portia, Princess, Daisie (czarna), Smoothie. Tylko w bazowej czerni i cielistym wystąpi strapless.

 

Detale

Nieźle się dzieje u Kasiek z detalami. Nie skąpiono na zawieszki (bogata łezka Jewel, efektowny kwadracik Cascade - tylko szkoda, że Soda Pop ma taki biedny kawałek plastiku), kokardki też są na poziomie - kolorowe, z różnej szerokości wstążek. Jeśli chodzi o desenie - dominują modele gładkie. Za najciekawszy nadruk uważam zeberkę by Madagascar, w haftach króluje Dita i Firecracker. Nie ma u Kaś luksusowych koronek, ramiączka ani tyły nie są zdobione, nie ma też ozdóbek przy zapięciach (buuu!), ale materiały są miłe w dotyku i raczej mocne.

 

Rozmiary i kroje

Curvy Kate to marka zdecydowanie przodująca jeśli chodzi o rozmiarówkę. Większość modeli dostępna jest do miseczki K, czasem J, nie zdarzają się modele do G (zakres do G zdarza się jednak w obwodach 42-44). Większość modeli zaczyna zakres obwodów od 28 (60), a kończy na 40 (90), sporo oferuje też wspomniane przed chwilą 42-44 (czyli 95-100). Można więc uznać, że Kasie mają sporo do zaproponowania także paniom z zakresu typowego plus size. Nie jest to marka „do 85”! Najbardziej ograniczone rozmiarowo są modele termicznie formowane, gdzie zakres miseczek jest inny niemal w każdym z obwodów. 

Krojów jest już u Kasiek sporo. Oprócz zwykłej miękkiej balkonetki znów mamy sporo miękkich modeli typu plunge. Wśród usztywnianych dominują modele w stylu half-cup, z dwoma pionowymi cięciami miseczki, mamy jednak także usztywniane balkonetki oraz jednego plandża (Temptress). Nie wiem tylko, czemu zrezygnowano z kroju Roxie (plunge, w którym dolna część miseczki składa się z trzech części połączonych pionowymi szwami). Zrezygnowano także z longline'a.

Osobiście oczywiście czekam na miękkiego halfa :-) No i jak najwięcej udanych miękkich plandży poproszę, zwłaszcza tych tiulowych, bo słyszę, że te z laminowaną dzianiną to jednak nie całkiem to :(

 

Galeria

Uwaga, dużo fotek - oprócz staników w wielu ujęciach znajdziecie też kilka par majteczek. Niektóre z modeli możecie zobaczyć także na modelce (pozdrowienia dla modelki!).

 

 

Katalog

Fajna, plenerowa sesja, dużo zdjęć. Zdecydowanie najbardziej podobają mi się zdjęcia łąkowo-wiejskie :-) Scenerie tropikalne, z palmami w tle już trochę mnie nudzą. Moim zdaniem Kasie powinny iść w rodzime klimaty :-) Do obejrzenia całości zapraszam tym razem pod ten link :-)

Ciekawa jestem, czy podzielacie mój entuzjazm dla tej kolekcji. Jest bardzo konsekwentna jeśli chodzi o kolory. Sporo fajnych pomysłów kolorystyczno-stylistycznych, jak denimowa Arizona, cytrynowy Dreamcatcher czy opalizująca Dita. Mgiełki, plandże... moim zdaniem jest się czym ekscytować. Mam nadzieję, że jakościowo Kasie też nie obniżą poziomu, a może zaczną piąć się w górę. Cieszy mnie, że najważniejsze elementy w Kaśkach są na dobrym poziomie: w miarę porządnie pracujące obwody, dobre zapięcia, solidne ramiączka. Mam nadzieję, że mgiełkowce okażą się tak mocne, jak powinny :-)

A zatem, co myślicie o tej kolekcji? Czy jest w niej coś, co Musicie Mieć? :-)


czwartek, 04 września 2014

Biję ostatnio własne rekordy w recenzowaniu polskich firm :-) A to dlatego, że mieszczę się ostatnio w coraz większej liczbie marek i modeli, mogę więc nareszcie zaspokoić własną i Waszą ciekawość. Przynajmniej tych z Was, które również, jak ja, z racji wymiarów nie testowały dotąd zbyt wielu naszych krajowych produktów.

Marka Gorsenia jednak ma już za sobą debiut na blogasku ;) Recenzję miękkiego modelu Attina napisałam w 2009 roku, czyli 5 lat temu. Od tamtego czasu nie spotkałam się z Gorsenią. Niedawno firma skontaktowała się ze mną, jak to często bywa, na Facebooku. Miałam dzięki temu okazję przetestować dwa modele: jeden miękki i jeden usztywniany.

Miękki - czarną balkonetkę z czerwonym haftem o nazwie Florence - ciekawie opisała już autorka bloga Boskie Biusty. Sama na podstawie noszenia tego modelu mogę stwierdzić, że od czasów Attiny firma zrobiła wyraźne postępy, jeśli chodzi o konstrukcję miekkich modeli. Florence nie wykazuje najmniejszych tendencji do odstawania mostka, jak to działo się w Attinie. Jedyne, co mogę jej zarzucić, to pewna optyczna ciężkość wynikająca z faktu, że dolna część miseczek sięga na piersiach dość wysoko. Nie jest to więc może krój idealny, ale kształt nadaje bez zarzutu i nie występują we Florence żadne objawy złej konstrukcji. Rozmiar 80H pasuje na mnie idealnie.

Przejdźmy jednak do naszej dzisiejszej bohaterki, która dla odmiany jest usztywnianym half-cupowatym modelem z pionowymi cięciami - w polskich markach, w moim rozmiarze, jest to rzadkość.

 

Gorsenia - Samba, rozmiar: 80H, kolor: amarantowy [Rozmiary miseczek: C-H, obwody: 65-90 (dostępność miseczek różna w zależności od obwodu), cena w e-sklepie firmowym: 83 zł]

 

 

Estetyka

Uwielbiam amarant, między innymi w zestawieniu z pomarańczem. Niestety odcieniowi tła Samby bliżej do różu typu hot pink niż do prawdziwego amarantu. Kojarzy mi się z lalkami Barbie albo z kolorem mojej ulubionej wstążki, którą w dzieciństwie mama wiązała mi kokardki na kucykach ;-) Skojarzenie jest miłe, ja jednak tęsknię do prawdziwego amarantu oraz do mniej „wstążkowego” feelingu materiałów, które sprawiają raczej sztuczne wrażenie.

Ciekawy jest efekt dwóch faktur - lśniącej i matowej - na miseczkach. Jeden z paneli jest bowiem satynowo połyskujący, a resztę pokrywa siateczka, dającą efekt matu.

Może nie luksusowy, ale naprawdę ładny jest kwiatowy haft (tu amarant jest bardziej amarantowy :). Zdobi też nasadę ramiączek i naprawdę efektownie się prezentuje.

 

Ozdoba na mostku - szklana łezka - jest chyba bezbarwna, ale w towarzystwie stanika przybiera odcień bladego różu.

Podsumowując, projekt Samby jest całkiem dopracowany i udany, choć zdecydowanie wolałabym mniej pospolity odcień i lukśniejsze materiały...

 

Jakość materiałów

Po raz kolejny czepiam się jakości materiałów w polskiej bieliźnie... Wybaczyłabym Sambie szeleszczenie sztucznością (co sprawia, że tworzywa stosowane np. przez Fauve są zupełnie inne w dotyku i sprawiają całkiem inne wrażenie? Muszę się dokształcić z materiałoznawstwa ;) - gdyby nie dwie rzeczy: bardzo rozciągliwa dzianina tyłu (zupełnie inna niż we wspomnianej wcześniej Florence!) oraz... znowu nieszczęsne gumki.

Tym razem gumki puszczają z tyłu, u dołu w okolicy zapięcia (przypominam, że w poprzedniej recenzji mowa była o felernych ramiączkach firmy Ava). Przy czym zaznaczam, że biustonosz ten bynajmniej nie jest na mnie rozciągnięty do granic możliwości, naprawdę sporo mu do tej granicy brakuje.

Ramiączka są również nieco zbyt elastyczne, jak na ciężar mojego biustu.

Pół punkta na plusie dostaje Samba za fajny haft i przyzwoite zapięcie.

 

Dopasowanie

Tu jestem totalnie w kropce, jeśli chodzi o punktację, dlatego pozostawiam ten punkt bez oceny. Dlaczego? Ano 80H w modelu Samba jest na mnie o ok. 1 rozmiar miseczki za małe - tymczasem we Florence pasuje idealnie. Gdybym więc rozpoczęła zakupy od dopasowania modelu miękkiego, usztywniany by mnie rozczarował. Mimo niedopasowania (które objawia się głównie odstawaniem mostka i fiszbinami wyraźnie na styk) Sambę uznałam za możliwą do testowania, a to ze względu na jej bardzo dobrą konstrukcję (o czym będzie niżej :)

Wracając do dopasowania - gdyby oceniać zgodność z tabelą rozmiarową firmy, Samba wypada lepiej. Wedle tabeli bowiem 80H to rozmiar przewidziany na 106-108 cm w biuście, a ja mam 112. Gdybym jednak miała słuchać tabeli, powinnam sięgnąć po rozmiar 80J, tymczasem w moim odczuciu niedopasowanie dotyczy najwyżej jednego, nie dwóch rozmiarów miseczki.

 

Kształt

Tu nie mam zastrzeżeń - biust w Sambie jest świetnie podniesiony, zebrany, okrągły - bardzo podobnie, jak w half-cupowych krojach Freya, aczkolwiek bez freyowskiego delikatnego spłaszczenia. Na piątkę.

 

 

Konstrukcja

Po raz pierwszy oceniam polski, całkowicie usztywniany stanik o kroju half-cupowym marek innych niż Ewa Michalak i Avocado. Polscy producenci, z tymi dwoma wyjątkami (a są to o firmy od początku specjalizujące się w szerokiej rozmiarówce i D+), unikają tego typu krojów w większych rozmiarach jak ognia. Jest to dla mnie o tyle niezrozumiałe, że całkiem niezłych wzorów dostarczają tu już od wielu lat producenci angielscy, z Freyą i jej half-cupami na czele, czy Curvy Kate i jej Showgirls (marka obecnie nieistniejąca, ale kroje nadal funkcjonują w marce Curvy Kate). Stworzenie tego rodzaju kroju, dla miseczek przynajmniej do brytyjskiego G-H, to żadna rocket science.

(cięcia pionowe są dwa, tylko na zdjęciu się trochę zamaskowały :-)

 

Nie przypadkiem wspominam o Frei, Samba jest bowiem skrojona bardzo podobnie do freyowskich usztywnianych half-cupów i bardzo podobnie do nich leży. To bardzo dobra konstrukcja, która świetnie podnosi, zbiera i zaokrągla biust. Dobrze wygląda zarówno pod ubraniem, jak i bez niego. Gdyby tylko pociągnąć ją jeszcze chociaż o rozmiar w górę i poprawić materiały, otrzymałybyśmy model nie gorszy niż popularne u nas half-cupowe Frejki.

 

Podtrzymanie

Z powodu zbyt elastycznych materiałów (tył, ramiączka) - takie sobie. A szkoda, bo konstrukcja ma potencjał na zupełnie dobrze podtrzymujący model. Za dużo baunsu - polecam raczej na mało ruchliwe dni... Co ciekawe, ani w dawno testowanej Attinie, ani we Florence problem ten w ogóle nie występuje. Skąd taka różnica w jakości zastosowanych materiałów na niekorzyść Samby?

 

Wygoda

Tu nic Sambie do zarzucenia nie mam - to wygodniczek, poza dyskomfortem związanym z niedostatecznym podtrzymaniem... Żadnego gryzienia, uciskania ani dźgania czymkolwiek. Usztywnienia boczne są niewyczuwalne.

 

Cena

Jeśli oceniać value for money - to jest średnio. Lepiej dostosowane do potrzeb większego biustu materiały znajdziemy w podobnej cenie w marce Ava, choć niestety nie znajdziemy jeszcze (chyba?) tego typu konstrukcji. Gdyby nie wymienione wady, byłaby to jednak bardzo dobra cena. Florence oceniłabym tu na piątkę, zwłaszcza że jest... tańsza!

 

Galeria

Sambę bardzo przyjemnie się ogląda - fotogeniczna z niej panna :-)

 

 

Podsumowanie

Jestem bardzo przyjemnie zaskoczona faktem, że polskie firmy zaczynają wykorzystywać kroje z pionowymi cięciami w szerszym zakresie rozmiarów. Większość z nich proponuje D-plusom modele miękkie i półusztywniane, usztywniane zaś to zazwyczaj balkonetki ze skośnym cięciem (ciekawostka: Gorsenia nazywa kroje typu Samba właśnie balkonetkami, w nowej kolekcji pojawia się m.in. też ciekawy kolorystycznie model Bella Rosa). Również pozytywnie zaskoczył mnie miękki model Florence. Gorsenia już od dawna inwestuje w większe miseczki i widzę, że nie stoi w miejscu. Choć może przydałoby się jeszcze trochę przyspieszyć :-) To w końcu już tyle lat - kiedy doczekamy się idealnego połączenia dobrego kroju z materiałami i designem?

Jestem ciekawa, jakie są Wasze doświadczenia z marką Gorsenia. Czy także macie wrażenie, że robi postępy? Czy próbowałyście już usztywnianych modeli? A może któreś z miękkich przypadły Wam ostatnio do gustu?

sobota, 30 sierpnia 2014

W przyszłym roku czekają nas w biuściastym świecie dwa wydarzenia, których trudno ze sobą nie skojarzyć, oba bowiem wiążą się ze znikaniem... Otóż w najbliższym sezonie wiosennym znikną ze sceny dwie zasłużone marki, kojarzone z luksusem dla D-plusów: Fauve i Masquerade. Tak tak - nadchodzące kolekcje jesienno-zimowe będą już ostatnimi w ich karierze!

Moją pierwszą reakcją na obie wieści było zaskoczenie, niepokój i oczywiście żal za markami i konstrukcjami, które ceniłam. Nie będzie jednak aż tak tragicznie - oba „zniknięcia” nie oznaczają likwidacji wszystkich modeli tudzież osierocenia ich grup docelowych - przynajmniej w zamyśle autorów tych posunięć...

Klientki Fauve, zgodnie z moimi wcześniejszymi przeczuciami, zamierza przejąć Fantasie, w której to marce znajdzie się kilka modeli dziedziczących styl i konstrukcje po Fauve (o tym oczywiście napiszę oddzielnie). Masquerade zaś tak naprawdę nie znika - jej miłośniczki uspokajane są stwierdzeniem, że zmienia jedynie nazwę - choć w gruncie rzeczy, jak się za chwilę przekonamy, nowa marka Panache Black nie ma w sobie zbyt wiele z charakteru dawnych Maskaradek.


 

O co w tym wszystkim chodzi? Zapewne o spadki sprzedaży, pytanie jednak: co było ich przyczyną? Czy mniejsza zasobność naszych portfeli, czy jednak fakt, że w obu markach czuło się od pewnego czasu stagnację? Powiedzcie z ręką na sercu: kiedy ostatnio miałyście jakiegoś musisztomiecia z Masquerade? Ile jest ich teraz, a ile było np. w 2011 roku? Osobiście uważam, że przyczyny słabnącego powodzenia Maskaradek w naszym kraju to: niedopracowane konstrukcje (z jednej strony tworzenie nowych wersji, gorszych od starych - jak nowa Antoinette z dziwnie układającą się krawędzią - z drugiej brak inwestowania w udane pomysły, jak Orla), oraz niepraktyczne i mało komfortowe materiały - chodzi mi przede wszystkim o niepracujące dzianiny tyłów. Do tego oczywiście wysokie ceny. A wzornictwo? No cóż, mimo nadziei na ożywienie, wzbudzonych przez projekt kolekcji na mijające już lato, z powrotem jakby oklapło...

Kolekcja nowej marki, Panache Black, ma w założeniu wzmocnić istniejącą już markę Panache i stworzyć jej dopełnienie w postaci bardziej luksusowych, supereleganckich i oczywiście droższych modeli. Black - czerń kojarzy się z elegancją. Szkoda tylko, że czerń i inne podstawowe kolory zdominowały tę kolekcję całkowicie i że mamy do czynienia prawie wyłącznie z elegancką bazówką  (ciekawe - w jednych markach bazy brakuje, inne mają jej nadmiar :). Dlatego zostawiłam ją na sam koniec zapowiedzi marek z rodziny Panache - po prostu wydaje mi się najmniej interesująca ze wszystkiego, co firma ta zamierza nam zaproponować wiosną 2015 roku.

 

Śliwkowa Loire

Była już śliwkowa Angie, śliwkowy Ardour, czas na Loire. Śliwka kolor piękny, ale już chyba nie dało się wymyślić niczego bardziej przewidywalnego ;) Śliwka to w ostanich kolekcjach Masquerade była jazda obowiązkowa. I to jedyny zdecydowany nie-bazowy kolor w kolekcji Panache Black, a nazwano go potion, czyli udajemy, że to wcale nie powtórka z plum ;)

Loire to usztywniana trzyczęściowa balkonetka z dodatkowym pro-zbierającym panelem (slingiem) naszytym zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz miseczek. Jak się będzie układała - tego mamy szansę dowiedzieć się jesienią, gdy ma wejść jej pierwsza, szara wersja, choć prawdę mówiąc nie mam pewności, czy rzeczywiście się pojawi - na stronie firmowej jeszcze jej nie ma. Prawdę mówiąc, mimo miłości do śliwki, tamta szarość teraz wydaje mi się znacznie ciekawsza... Satynowe tyły podszyte są siateczką (może dzięki temu pracują lepiej).

Rozmiary Loire to: 28-38 D-G.

 

Zjawisko: Eclipse

Mimo nazwy (zaćmienie), kolor tej nowości należy do jaśniejszej połowy kolekcji. Eclipse to ciekawe zjawisko - o ile wzorniczo prezentuje się całkiem trendy (modne ostatnio połączenie gładkiego, pastelowego koloru z czarnym wykończeniem), o tyle konstrukcyjnie opiera się na... wysłużonym Tango. I pewnie dlatego ma sensacyjną w porównaniu z dawnym Masquerade rozmiarówkę: 28-40 D-K, 42 D-J, 44 DD-FF. I o ile z całego serca popieram szerokie zakresy rozmiarowe - w końcu nosicielki miseczek J czy K, czy obwodów 40-44, też powinny mieć dostęp do luksusowej bielizny - o tyle mam chęć zapytać: come on, kto jeszcze kupuje Tango? Naprawdę nie znudziła nam sie jeszcze ta konstrukcja? Czy Panache Black zamierza przejmować konstrukcje z Panache i tworzyć ich lukśniejsze wersje (jak Tango Luxe?). Niezbyt interesująco to brzmi.

Pomijając kwestię konstrukcji, Eclipse jest bardzo urodziwa, na mostku mamy aksamitną kokardkę z pięknie połyskującą ozdobą, bardzo ciekawe są także zdobione plisowaniem ramiączka. Mogłaby być gwiazdą tej kolekcji.

 

Czarna pantera - Odette

Na Eclipse kończą się modele miękkie - przechodzimy chwilowo do królestwa wytłoczek. Odette to wysoki plandż o takim samym kroju modelowanych termicznie miseczek, jak w modelu Ardour, czyli serduszkowaty układ dekoltu i obniżony, ale niezbyt niski mostek. Lubię panterki i fajnie, że zadomawiają się także tutaj. Ta jest całkiem ciekawa, bo wyrazistość cętek nie pozostaje tu jednolita na całej powierzchni miseczek, lecz zwiększa się ku dołowi, co tworzy fajną trójwymiarowość. Wzór jest jakby napylony na miseczki, w każdym razie czuje się go lekko pod palcami (w moim odczuciu to raczej nadruk niż żakard, jak utrzymuje katalog). Mam tylko nadzieję, że jest trwały. Satynowy tył ponoć także podszyty siateczką.

Rozmiary Odetty: UK 28-38 D-G.



Loren - wspomnienie po Antośce

Antoinette już w tej kolekcji nie ma, ale jest model, który wyraźnie do niej nawiązuje. W Loren także mamy czarną koronkę na cielistym spodzie, rozwidlone ramiączka. Cały przód jest tu zrobiony z jednego kawałka gąbki, tak jak w Antośce - tyle że tym razem jest to wytłoczka, miseczki nie są szyte z pionowym szwem, lecz modelowane termicznie. Do tego wykończenie z przodu jest inne - lamówki podkreślają łuki fiszbin, podczas gdy w Antośce były one zamaskowane. Dawna Antoinette chyba już jednak finalnie zeszła ze sceny.

Rozmiary Loren: 28-38 D-G

 

Pudrowa Lucia

Mam mieszane uczucia wobec Lucii. Nie widzę jakoś zastosowania dla straplessa i gorsetu w takim kolorze, przyznać jednak muszę, że ten odcień zgaszonego różu (znowu trudny do oddania na zdjęciu...) wydał mi się ciekawy, zwłaszcza w połączeniu z retro-stylistyką. Na skórze Lucia prezentuje się elegancko i subtelnie. Gorset ma piękne wiązanie, jednak nie kryje ono zapięcia - to znajduje się z boku i jest to zwykły zamek błyskawiczny. Wygodnie, bez wątpienia, ale...

Bezramiączkowiec oparty jest na konstrukcji modelu Utopia (z moim biustem niesety Utopia nie zagrała... Czy są tu gdzieś jej zwolenniczki?), a gorset - gorsetu Hestia.

Fajne jest zastosowanie na przemian matowego i lśniącego materiału na miseczkach, tył straplessa, mieniąca się tęczowo ozdoba na mostku. Bardzo chętnie zobaczyłabym Lucię jednak w jakimś innym, mniej bazówkowym kolorze.

Rozmiary (straplessa i gorsetu): 28-38 D-G.

 

Dwa Ardoury

W ramach trendu bazówkowego Ardour nie wystąpi już w żadnym sensownym kolorze ;) lecz w aż dwóch wersjach klasycznych - cielistej i czarnej (powtórnie). Ozdoba na mostku i ogólna stylistyka nasuwa mi skojarzenie z modelem Fauve Rosa, o czym też już chyba pisałam ;) Ardour jest termicznie modelowanym wyższym plandżem z dekoltem typu sweeetheart (podobny krój ma Odette), który swój rodowód wywodzi od modelu Capella. Na targach widziałam Ardoura wyeksponowanego w towarzystwie informacji o zdobytej nagrodzie Joy Trendy 2014 (można o tym przeczytać tutaj). Ranga tej nagrody nie jest mi znana ;) Nie żebym miała coś ważnego przeciwko Ardourowi, ale jak dla mnie jest trochę nudny.

Rozmiary Ardour'a: 28-38 D-G

 

Ślubna Serenity

Ta seria pozostanie w niezmienionym kształcie i jest nawet nadal brandowana Masquerade by Panache (ciekawe, czy tylko do wyczerpania obecnych partii w magazynach). Weszła do kolekcji po raz pierwszy tej wiosny. Składa się, przypomnę, z plandża, straplessa i gorsetu w kolorze kości słoniowej, ozdobionych koronkami i perełką na mostku. Jak wszystkie ślubniaki, Serenity nie budzi we mnie większych emocji ;) Zdjęcia możecie obejrzeć pod koniec notki o kolekcji wiosna-lato 2014, była także prezentowana na pokazie. 



Pożegnanie z miękkością, i nie tylko

To już wszystko w pierwszej kolekcji Panache Black. Jak widzicie, poza opartym na Tango modelu Eclipse, nie ma w niej ani jednego miekkiego biustonosza. Nie wiem, czemu zrezygnowano z Orli, nie wspominając już o Persii, która przez pewien czas była nawet w bazówce. Szkoda mi ogromnie Orli - to było naprawdę konstrukcyjne osiągnięcie. Zaopatrzcie się w nią, póki jeszcze jest :-)

Żegnamy się także z usztywnianą Rheą.

Jeśli chodzi o modele bazowe - jako bazowe jak dotąd określone zostały tylko dwa kolory modelu Ardour oraz ślubna seria Serenity. Nie wiem, czy i które z modeli Panache Black powrócą w kolejnym sezonie.

 

Detale

Wykończenia pozostają w podobnym stylu, co w ostatnich kolekcjach. Są złote elementy metalowe, choć nie zauważyłam na nich logo nowej marki. Zniknęły też (przynajmniej na próbkach nie zauważyłam) metalowe plakietki z logo marki, być może jeszcze nie zrobiono nowych :) Jest też trochę biżuterii, całkiem ładnej, choć nie wszystkie ozdoby są równie udane (u mnie na pierwszym miejscu jest Eclipse, na ostatnim - Odette). Jeśli chodzi o materiały - sporo jest satyny, nieco koronek, poza panterkową Odette nie ma nadruków, nie ma też haftów (poza Serenity). Króluje stylistyczny minimalizm. Ramiączka bywają poszerzone, zdobione koronkami, w modelu Eclipse - ozdobione plisowanym materiałem.

 

 

Galeria i katalog

Kolekcja nie jest duża, więc i zdjęć niezbyt wiele, załapało się za to kilka par co ciekawszych majteczek :-) Zdjęć lajfstalowych było tylko kilka, toteż połączyłam wszystkie w jedną galerię.

 

 

Pokaz

Zapraszam na filmik ze zmontowanych fragmentów pokazu, który odbył się na Targach Bieliźnianych So Chic (podobnie jak prezentacje wszystkich pozostałych marek należących do firmy Panache). 

 

 

A teraz oczywiście jestem ciekawa Waszych reakcji. Co sądzicie o koncepcji nowej marki? Czy minimalizm i skupienie na najbardziej klasycznych kolorach się sprawdzi? Czy nie tęsknicie za dawnymi maskaradkami? Bo mnie jest ich wciąż szkoda... Nie podoba mi się, że kolory, hafty i nadruki pozostały głównie domeną marki Cleo, z której estetyką jest mi coraz bardziej nie po drodze. Gdzie przepych, bogactwo kolorów, nadruków, haftów dawnej Masquerade? Takie modele, jak Pandora, English Rose, Soria, Maia, że o Aragonie nie wspomnę - to styl, do którego tęsknię. Chciałoby się też za tak wysokie ceny otrzymywać naprawdę doskonałe konstrukcje i komfort, czego w moim odczuciu ostatnio w Masquerade brakowało i nie wiem, czy Panache Black pod tym względem ma szansę pozytywnie nas zaskoczyć. Jak sądzicie?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 188
Zakładki:
Niezbędnik
Blogi w Polsce
Fora i strony w Polsce
Blogi na świecie
Fora i strony na świecie
Serwisy branżowe
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...