czwartek, 22 stycznia 2015

Zanim wiosna na dobre się zacznie (bo ciężko tak do końca nazwać zimą to, co dotąd serwowała nam natura w styczniu :), muszę czym prędzej nadrobić braki w zapowiedziach wiosennych kolekcji - zwłaszcza że niektóre jaskółki zaczynają już trzepotać na sklepowych wieszakach :-)

Kolekcja Elomi na wiosnę jest świeża, kwiatowa, kolorowa - nie tak jaskrawa jak propozycje marki Freya, raczej delikatniejsza i bardziej pastelowa, choć kilka mocniejszych akcentów też się znajdzie. Co do klimatu - zamiast na Bliski, jak jesienią, tym razem udajemy się na Daleki Wschód :-) Co do kolorów - uderza mocna reprezentacja świetlistych odcieni fioletowych i niebieskich, skontrastowanych czerwieniami. Wśród krojów zaś najważniejszym wydarzeniem jest powrót modelu longline, od którego zacznę ten przegląd.

 

Zmyślna Naoko

Ten model miał zacząć być dostępny już w grudniu i rzeczywiście tu i ówdzie już się pojawia, choć chyba słabo na razie z jego dostępnością w Polsce. Nazewniczo oraz stylistycznie nawiązuje do japońszczyzny - motyw parasolek jest obecny, nawiasem mówiąc, na wszystkich zdjęciach katalogowych tej kolekcji. Różowe kwiatki oczywiście przywodzą na myśl kwitnącą wiśnię :-) Całość bardzo udana - takie orientalizmy ciekawie wpisują się w pin-upową stylistykę, w której kochają się ostatnio marki bieliźniane. Pierwsza odsłona Naoko to dobrze nam znany full-cup z side-supportem, w kroju banded, czyli ma u mnie szansę ;-) (bo niestety w bandless'ach jest mi niewygodnie). 

Rozmiary banded UW bra: 36-44 E-FF, 34-44G, 34-42 GG-JJ.

 

Drugie wcielenie Naoko to krój longline, nad którego brakiem ubolewałam, opisując kolekcję jesienno-zimową. Longlajnów w karierze Elomi naliczyłam jak dotąd dwa i oba pojawiły się w kolekcjach wiosennych. Pierwszym była pożądana przez niektóre z Was Roxy z wiosny 2013, drugim - mniej ciekawa Megan z wiosny 2014. I ani za pierwszym, ani za drugim razem nie miałam w rękach próbki, i w końcu nie udało mi się ani razu stanąć oko w oko z Elomiowskim longlajnem :-) Aż do teraz. Być może więc dla niektórych z Was superciekawy krój tego biustonosza będzie już odgrzewanym niusem, ja jednak zobaczyłam go po raz pierwszy.

Na czym polega owa superciekawość? Widać ją już naoko ;-) Po pierwsze, dodatkowe usztywnienia. W longlinie by Elomi są one umieszczone z przodu - ułożone skośnie pod każdą z miseczek - a także z boku, gdzie są podwójne: krótkie pionowe oraz skośne, a do tego jeszcze para dłuższych pionowych z tyłu!

Po drugie - konstrukcja dołu i boków. Naoko zbudowana jest tak, że dół biustonosza, gdy położyć go na płasko, nie tworzy prostej poziomej linii, lecz kształt przypominający głęboki talerz w przekroju. Ale nie martwcie się - na figurze wszystko układa się równiutko. Przymierzałam tę próbkę z niedowierzaniem, i cóż się okazało - to działa! Dodatkowe fiszbiny utrzymują boki i dół stanika na ciele tak, że się nie zwijają (Freyowskie longlajny zwijają się u mnie aż miło), a do tego nie powodują żadnego dyskomfortu i nigdzie się nie wpijają, zapewne dzięki sprytnemu ustawieniu pod kątem. Co prawda moja figura nie współgra nawet z tą sprytną konstrukcją (przód, zamiast się zwijać, unosi się i też niezbyt mi się to podoba - choć nie odstaje!), ale u osób z niżej zaczynającą się wypukłością brzucha może okazać się strzałem w dziesiątkę. Być może więc mamy do czynienia z najbardziej zmyślnym na świecie longline'm dla plus size.

Rozmiary Naoko w wersji longline: 34-40 E-H - szkoda, że rozmiarówka tej wersji jest tak ograniczona. Obwód 90 to w tej marce zwykle nie stanowi maksimum. Zawsze jednak to trochę więcej niż Freya...

 

Łąki i ogrody

Podobają mi się te szalone zarośla, wśród których tu i ówdzie można spotkać nawet ptaszka. Edie to moim zdaniem posiadaczka drugiego co do urody nadruku w kolekcji (Naoko jest u mnie na pierwszym miejscu). Bardzo przyjemna, wiosenna kolorystyka, zwłaszcza błękitne dodatki. Tylko szkoda, że to plunge. Plandże Elomi uparcie nie chcą dobrze leżeć na moim biuście i jakoś rzadko słyszę pochwały tego kroju.

Rozmiary Edie: 36-46 D-DD, 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-HH.

 

Emily to istny ogród różany. Stylistycznie, kolorystycznie super: dobry nadruk, ciekawy haft - ale konstrukcyjnie - znów nie dla mnie. Kroje typu bandless, oprócz tego, że niewygodne, nie dają mi dobrego kształtu. Ciekawe, czy spotkam tu amatorkę tego kroju?

Rozmiary Emily: 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-JJ

 

Melony i granaty

Skoro już jesteśmy przy czerwieniach - termicznie modelowana Bijou Soirée, którą zachwycałam się przy okazji sezonu jesiennego, szczęśliwie powróci na wiosnę, tym razem w wydaniu jasnoczerwonym. Co prawda uważam, że najbardziej do twarzy jest jej w czarno-beżowym zestawie klasycznym (pozostanie on na szczęście w bazie), jednak ta wersja także stanowi niezłą kompozycję. To chyba najbardziej Fauve'owaty model w kolekcji (przypominam, że marka Fauve została zlikwidowana i teraz staram się z uporem maniaka doszukiwać ech jej stylistyki w pozostałych markach firmy Eveden :).

Rozmiary: 36-44 E, 34-44 F-G, 34-42 GG-H.

 

Etta to dla mnie tajemnica, bo ze wszystkich modeli Elomi, które usiłowałam przymierzać, leży na mnie zdecydowanie najgorzej. Być może nie jestem wystarczająco petite - bo wedle katalogu to właśnie do osób drobniejszego wzrostu skierowana jest ta konstrukcja. Wymieniane są takie cechy, jak niższe zabudowanie pod pachą oraz pod miseczkami i krótsze, bardziej centralnie umieszczone ramiączka, wyposażone w haczyk do spinania na plecach, co ma zapobiec zsuwaniu się z wąskich ramion. Moje ramiona nie są wąskie, a do tego mogę poszczycić się wzrostem 168 cm (co ciekawe, zawsze myślałam, że jestem niska). Może więc nie powinnam narzekać? :-) Stylistycznie Etta jest bardzo na poziomie - ładny haft, otworek na mostku - coś, na co dopiero ostatnio zdecydowała się Freya, a Etta ma już od paru sezonów. Oprócz wersji pomegranate będzie dostępna także w bazowej czerni i beżu.

Rozmiary Etty: 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-JJ.

 

Bijou, czyli mniej strojne, bardziej codzienne wydanie Bijou Soirée, dołącza do tej grupy ze swoim kolorem hot pink. Kolor lubię, choć bardziej skłaniam się ku drugiej wersji (o której za chwilę). Oprócz kolorowych sezonówek będzie też czarna i beżowa baza.

Rozmiary: 36-44 E, 34-44 F-G, 34-42 GG-H.

 

Ultrafiolet

Lexi - ten pierzasty nadruk już znamy z bardziej naturalnej wersji brązowej, w tej (ultraviolet) jest co najmniej równie udany. I znowu - poprosiłabym w tej wersji inny krój, bo ten nie będzie na mnie leżał :-( Ewentualnie jakąś szansę daje mi elastyczna koronka... Konstruktorzy Elomi z mojego punktu widzenia powinni albo wreszcie zrobić coś, by plandże nie wpijały się górą w biusty, albo najlepiej w ogóle zrezygnować ze wszystkich krojów oprócz klasycznego, doskonale układającego się Caitlyn. Nie pogardziłabym taką pierzastą wersją Caitlyn wcale! :-)

Rozmiary Lexi: 36-46 D-DD, 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-HH

 

Amelia, znany nam już od paru sezonów piankowiec (z porowatej, miękkiej pianki spacer foam), wystąpi wiosną w bardzo kuszącym fiolecie zwanym dahlia. Oprócz tego pozostanie w kolorach bazowych: czarnym i cielistym.

Rozmiary Amelii: 36-46 DD-FF, 34-44 G-GG, 34-42 H, 34- 40 HH

 

Trzecim fiołkiem będzie Caitlyn w jednej z dwóch sezonowych wersji tego obowiązkowego w każdej kolekcji modelu - smoky violet. To wyjątkowo ładny odcień i mam na niego dużą ochotę :-) Niestety zabrakło próbki, pokażę Wam więc tylko zdjęcie katalogowe:

Rozmiarówka Caitlyn, jak zawsze nie do pobicia: 38-46 DD, 34-46 E-HH, 34-42 J-K.

 

Błękit

Pudrowy czy też pastelowy, chłodny odcień niebieskiego to jeden z tych kolorów, które przewijają się przez kilka tegorocznych kolekcji wiosennych - znalazłam go dotąd u Frei, Parfait by Affinitas i przysięgłabym, że jeszcze gdzieś, tylko nie pamiętam gdzie ;-) A może u Pantone, wśród kolorów, które mają być modne tej wiosny :-) W Elomi reprezentuje go znowu Caitlyn:

Ponadto Caitlyn wystąpi w ciemnogranatowej wersji ink - powtórce po sezonie jesiennym:

 

Po mocniejszy odcień - kobaltowy - sięga Tessa. W wersji jesiennej była czarna z jaskrawymi koralowo-fioletowymi haftami, a w tym sezonie, w zestawie ze złotem, także kojarzy się z przepychem i bogactwem. To model wyjątkowy w kolekcji, bo lekko półprzejrzysty.

Rozmiary Tessy: 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-JJ.

 

Drugi kobalt w kolekcji nazywa się surf i jest to ta fajniejsza według mnie wersja Bijou (znów udane połączenie ze złotawym beżem).

W marynarskim klimacie pozostaje jeszcze jeden plandżyk - Orla. Prawdę mówiąc, nie wydał mi się interesujący. Wolałam Orlę by Masquerade ;)

Rozmiary Orli: 36-46 DD, 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-HH, 34-40 J-JJ

 

Pistacja

Jedyną przedstawicielką zieleni będzie pastelowozielona wersja Betty. Moim zdaniem to jedna z najatrakcyjniejszych, jeśli nie najładniejsza jak dotąd wersja tego zasłużonego już plandżyka, którego nigdy specjalnie nie lubiłam ze względu na groszki - te pistacje jednak urzekły mnie tak, że o tym zapomniałam. I zdarzyło się, że dostałam próbkę w prezencie od firmy. Nie da się ukryć, jest to najlepiej leżący na moim biuście plandż Elomi (w dodatku jest mi w nim do twarzy ;), choć też nie jest bezproblemowy. Problemem jest jak zwykle wcinająca się krawędź. Odważyłam się odpruć cienką tasiemkę, wzmacniającą krawędzie miseczek od wewnątrz i poprawiło to sytuację, choć nadal tak całkiem idealnie nie jest. Ciekawa jestem, czy z innymi modelami też by to zadziałało ;-)

Oprócz pistacjowej sezonówki, Betty wystąpi także w wersjach bazowych: czarnej z różowymi dodatkami i bladoróżowej, oraz jako babydollka czarna. Rozmiary Betty: stanik 36-46 D-DD, 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-HH; babydollka 36-42 E-FF, 34-42 G-H.

 

Baza

Na początek przypomnę o bazowych wersjach tych modeli, które już omówiłam: Etta czarna i cielista, Amelia czarna i cielista, Bijou czarna i cielista, Caitlyn perłowa (biała), czarna i cielista, Bijou Soirée czarna, Betty czarna i jasnoróżowa.

Poza tym w wersjach bazowych powracają znane już modele: Eva (czarny, biszkoptowy - niestety nie będzie sezonówki), Rita (biały, miodowy, czarny - też bez koloru sezonowego), Imogen w czerni (full-cup i half-cup), bezfiszbinowy karmnik Beatrice w czerni i beżu, panterkowa Asia, seria Maria ze straplessem, babydollką, gorsetem basque (wszystko w kremie i czerni), seria Smoothing ze straplesem, bezszwowym full-cupem i karmnikiem na fiszbinach (czerń, beż) oraz sportowiec Energise w kolorach: białym, czarnym, cielistym, malinowym (pomegranate). Będzie też oczywiście Caitlyn perłowa i czarna w wersji bezfiszbinowej. Wszystkie informacje o bazie znajdziecie jak zwykle na stronie firmowej.

 

Detale

Zawołam po raz kolejny: więcej Fauve w Elomi! Poproszę więcej koronki i więcej bogatych haftów. Koronkowo znowu prowadzi Bijou Soirée, najciekawszy haft ma moim zdaniem Etta, a w nadrukach przoduje Naoko, choć piękne są także Edie (w której kwiatowym nadrukiem pokryte są też ramiączka) i różana Emily. Biżuterii jak zwykle Elomi nam skąpi, a szkoda, bo błyskotki bardzo by mi pasowały do tej z założenia efektownej marki. Najfajniejsze kokardki mają: Tessa, niebieska Bijou (w kropeczki!) i Amelia.

 

Rozmiary i kroje

Mogłabym tu powtórzyć praktycznie wszystko, co napisałam o kolekcji jesiennej. Jeden wyjątek: obecność modelu longline, w bardzo ciekawej konstrukcji. Poza tym niestety martwi mnie duża liczba modeli plunge, bo ich konstrukcja jest niestety nie dla mnie. Ciekawa jestem, na czym polega tajemnica, bo z reguły mam problem raczej z odstawaniem miseczek niż z ich wpijaniem się krawędzią. Jak dla mnie - cała kolekcja mogłaby składać się z Caitlyn w najróżniejszych wzorach, plus kilka usztywnianych half-cupów w typie dawnej Lary.

 

Galeria

Oto fotki wszystkich próbek, które dostały się w moje łapki :-) Niestety zdjęć na modelkach nie ma - na spotkaniu z dystrybutorem Elomi nie miało bowiem „swojej” modelki. Próbki były w rozmiarze 36FF. 

 

 

 

Katalog

Motyw parasolek i ogólna pastelowość bardzo mi się podobają, choć trochę to monotonne. Nie podoba mi się natomiast modelka. Oczywiście to ładna dziewczyna, ale ma zbyt mały rozmiar, by prezentować markę plus size! Jak z tak zbudowaną kobietą mają się zidentyfikować osoby noszące powyżej 80 pod biustem? Bo ja mam z tym problem. Znacznie bardziej podobała mi się modelka z poprzedniego sezonu!

 

 

Jak zwykle, pytam Was o wrażenia: jak Wam się podoba kolekcja? Any musthaves? :-) Czy Waszym zdaniem marka Elomi ma już silną grupę oddanych fanek w Polsce? Które z konstrukcji mają największe powodzenie? Ciekawam też, czy podzielacie mój entuzjazm dla Caitlyn, mojego full-cupa wszech czasów? :-)

piątek, 16 stycznia 2015

Przedstawiam Wam mój kolejny nabytek z serii „ostanikuj się w sieciówce”, czyli niejaką Rachel, zakupioną jesienią podczas opisanej wcześniej brafittingowej wizyty w warszawskim sklepie Marks&Spencer na Marszałkowskiej 104/122 (czyli w dawnej Sawie). Jest to sezonowe wcielenie modelu, który miałam okazję wcześniej nabyć w Anglii w wersji czarnej. Ponieważ tamten nosił mi się świetnie, nie mogłam się oprzeć wersji w jednym z moich ulubionych kolorów :-)

Trudno naleźć Rachel w sieciowej wersji Marksa, ponieważ e-sklep nie uwzględnia imiennych nazw modeli (to chyba w ogóle nowy trend w Marksie) i musiałam się do niej pracowicie dokopać przez kolekcję marki Autograph, do której należy (przy okazji obejrzałam sobie inne cudeńka, na przykład taką przejrzystą balkonetkę). Na stronie omawiana wersja petrol nie jest już dostępna, są za to bazowe - czarna (której jestem zadowoloną posiadaczką) i biała. W warszawskich Marksach zaś widziałam ją na wieszakach z przeceną i nie zostało jej już wiele - zatem, jeśli chcecie wydać mniej więcej o połowę mniej niż pierwotna cena 139 zł (nie sprawdziłam dokładnie, żeby się nie denerwować ;), musicie się spieszyć :-) Mam nadzieję, że oprócz sezonówki da się wciąż znaleźć tę bazową czerń w wersji DD-G, przynajmniej na Marszałkowskiej, bo w pozostałych sklepach często nie ma nawet tego, co tam. Mam nadzieję, że obecne zaopatrzenie polskich Marksów w D-plusy to dopiero początek napływu tej obfitej oferty do naszego kraju...

 

Marks&Spencer (Autograph) - Scallop Floral Lace Padded Plunge DD-G Bra (Rachel),  kolor: petrol, rozmiar: 36G  [Rozmiary miseczek: DD-G, obwody: 32-40, cena: 139 zł]

 

Estetyka

Rachel to mój drugi usztywniany nabytek od Marksa, po Rosie w dwóch wcieleniach kolorystycznych. Stylistycznie są one pokrewne, choć w Rosie miałyśmy jedwabną, błyszczącą satynę, a Rachel jest jedwabiu pozbawiona, choć dzianina również lekko lśni. Brak jedwabiu mogę zaakceptować (mniej obawiam się, że się zniszczy :), mniej jednak podoba mi się układ szwów w górnej części miseczek. Chyba wolę pionowe, promieniste układy od poziomych. Przy tym zaznaczam, że szwy mają tu znaczenie wyłącznie ozdobne - Rachel jest bowiem modelem kształtowanym termicznie, o miseczkach tylko z zewnątrz pokrytych dzianiną i koronką.

Atutem Rachel jest oczywiście piękny kolor - ciemna, „iglasta” zieleń, na koronce wpadająca w jaśniejsze, bardziej szmaragdowe tony (zdobyła sobie zaszczytne miejsce w ostatnim wpisie z cyklu zielono mi! :). Jeśli już jesteśmy przy koronce - warto przyjrzeć się jej z bliska, a zobaczymy więcej kolorów :-)

Koronka została bardzo starannie przycięta i rozplanowana na miseczkach. Miło, że są nią zdobione również nasady ramiączek oraz boki. Szkoda natomiast, że nie ma jej z tyłu, tak jak w Rosie :-( Tyły są gładkie, dzianinowe i pod tym względem Rachel robi mniej luksusowe wrażenie od swoich jedwabistych krewniaczek.

Mimo to Rachel wyróżnia się bardzo dużą starannością wykonania i sprawia dużo bardziej luksusowe wrażenie niż opisana w poprzedniej notce pierzasta Juliet. Dzianina jest gładka i delikatna w dotyku, lekko połyskująca, koronka mięciutka, a miseczki wyścielone cudownie przyjemnym dla skóry materiałem. 

Ładne są obciągniete dzianiną ramiączka (w przedniej części - bo tylna to gumka z wytłoczonym logo marki Autograph) i metalowe detale: regulatory, haftki, plakietka z logo - w kolorze różowawego złota. Fantastyczna jest zawieszka-łezka na mostku. Znamy już takie łezki, ta jednak jest dość oryginalna. Z daleka wydawała mi się czarna, po bliższym przyjrzeniu okazało się, że jest półprzejrzysta, ciemnoszmaragdowa. Podobna zawieszka zdobi majteczki.



 

Dopasowanie

W przymierzalni byłam rozczarowana nieco za luźnym obwodem. Dzianina z tyłu jest cienka i dość elastyczna. Brafitterka, z którą rozmawiałam, zwróciła uczciwie na ten fakt uwagę. Mimo to jednak skusiłam się na Rachel i nie żałuję. W noszeniu nie odczuwam, że jest za luźna - zapewne pomaga w tym szeroki, trzyhaftkowy tył i usztywniane miseczki, które ułatwiają podtrzymanie. Miseczki pasują idealnie. Jeszcze raz zaznaczam, że w M&S nie ma rozmiaru FF, a mimo to miseczka G zarówno tutaj, jak i w większości pozostałych nabytków pasuje na mnie idealnie, podobnie jak G z innych brytyjskich marek. 

 

Kształt

Rachela doskonale podnosi biust i nadaje piersiom kształt zaakcentowanych kulek. Podobnie jak Rosie, jest niezbyt niskim plandżem (ma mostek o ok. 1 cm wyższy od Deco i nieco wyżej zabudowane miseczki) o serduszkowatym kształcie dekoltu. Gorsze jest tu jednak zebranie, za co odejmuję punkt, dekolt też nieco na tym cierpi - nie ma tak ładnej dolinki, jak w Rosie.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Do konstrukcji nie mam zastrzeżeń, nie czuję zbyt wysokich miseczek pod pachami, ani innych objawów złej konstrukcji.

Podtrzymanie także jest dobre, choć nie supermocne, ze względu na większą rozciągliwość obwodu, przy czym uspokoję Was, że nie jest jednowarstwowo-satynowy, lecz podszyty siatką, a cienka dzianinka stanowi jedynie warstwę wierzchnią. Pomaga jednak, że tył jest szeroki, z szerokim zapięciem na 3 haftki.

 

 

 

Wygoda

Z przyjemnością stawiam maksa. Rachela jest wygodniczkiem - wszystko jest tu milutkie i mięciutkie, w tym spektakularnie miły w dotyku materiał, którym pokryte jest wnętrze termicznie kształtowanych miseczek. Nic nie kłuje, nic nie drapie, nic nie gniecie, nie wbijają się fiszbiny, brak usztywnień bocznych, które w cielistej Rosie mi doskwierały. Świetny, komfortowy stanik, który zakładam z przyjemnością, zwłaszcza że daje bardzo dobry podnoszący efekt.

 

Do kompletu

Majteczki (kupiłam je w rozmiarze UK14, czyli EUR 42) są bardzo gustowne i wygodne, w całości superprzyjemne w dotyku. Podoba mi się ich wykończenie w górnej części - pas dzianiny i zawieszka, oraz ładna, miękka koronka. Często producenci skąpią nam ozdób na dołach - miło, że tu także mogę się cieszyć szmaragdową łezką. Naprawdę trudno mi było nie kupić tych majteczek, mimo że nie mają mojego ulubionego fasonu (wolę wysokie majtki).

 

 

Cena

Mimo że Rachel była droższa (przed przeceną) od Juliet, uważam jej cenę za dobrą. Moim zdaniem zbliża się klasą do biustonoszy Freya. Mocno zabrzmiało, prawda? :-) Co prawda Rachel kupiłam ze zniżką (w ramach promocji, korzystając z usługi brafittingu mogłam kupić biustonosz 25 zł taniej), ale  zdecydowałabym się wydać na nią pełną cenę, bo zachwyciła mnie już w przymierzalni wygodą i kolorem. No i design tego typu nieczęsto się spotyka w typowych D-plusowych markach, które najczęściej hołdują schematowi nadruczek+hafcik ;-)  

 

Galeria

Rachel w różnych ujęciach i zbliżeniach. Okazała się dość fotogeniczna, więc nie żałowałam jej zdjęć, mimo zimowych warunków oświetleniowych ;) (na szczęście miałam do dyspozycji trochę słońca i dwie ultramocne żarówki).

 

 

Podsumowanie

Oby tak dalej, drogi (na szczęście niezbyt drogi ;) Marksie&Spencerze. Wygodny i elegancki sztywny plandż dla D+, w cenie nie powodującej bankructwa, komfortowo przymierzony i nabyty stacjonarnie, to na naszym rynku gratka. Z zakupu jestem bardzo zadowolona i niewykluczone, że skuszę się jeszcze kiedys na Rachelę, jeśli nasz polski oddział Marksa zdecyduje się zaoferować nam kolejny ciekawy kolor - na przykład czerwony czy fioletowy. Bo czarny już mam, a bieli nie kocham. Czekam więc na kolejny sezon!

Ciekawa jestem, czy któraś z Was też miała okazję docenić ten model?

sobota, 10 stycznia 2015

Na czas zimowych wyprzedaży szykowałam się jeszcze przed Świętami, ale chyba miałam pecha. Nie załapałam się na to, na co najbardziej ostrzyłam sobie ząbki (na przykład umknęła mi przecena złotej Clary na Figleaves... chlip!), a reszta tego, co chcę, jakoś nie jest jeszcze przeceniona :-) Zorientowałam się jednak, że niektóre z nabytków ostatniego półrocza, których recenzję jestem Wam winna, pojawiają się tu i ówdzie w lepszych ceniach. O Juliet z Marksa i Spencera pisałam Wam przy okazji relacji z brafittingu tamże (z którego miałam bardzo pozytywne wrażenia). Ciemnoszmaragdowego plandża, którego wtedy kupiłam, widziałam już na wieszakach z wyprzedażą w którymś ze stołecznych Marksów, choć nie pomnę, w którym (w grę wchodzi Arkadia bądź Złote Tarasy). Tę miękką balkonetkę w kolorze nocnego nieba widziałam jeszcze w normalnej cenie, ale kto wie, czy nie zostanie ona za chwile obniżona. Tak czy owak - oba modele warte są moim zdaniem dokładniejszego opisu.

Juliet niestety nie udało mi się już znaleźć na stronie Marksa - zapewne nasi przyjaciele z UK już dawno ją wyprzedali po lepszej cenie. Jest już za to jej nowa wersja w intensywnym różu, także całkiem sympatyczna, choć ja wolę tę - ma barwniejsze piórka :-)

 

Marks&Spencer (M&S Collection) - Juliet [Rozmiary miseczek: DD-G, obwody: 30-44, cena: 119 zł]

 

Estetyka

W piórka każda szanująca się fashionistka stroi się już od kilku lat i jak widać, nie chcą one wyjść z mody. Sama bardzo polubiłam ten motyw, więc z radością witam piórka zarówno w postaci nadruku na dolnej części miseczki, jak i haftu u góry. Haft jest szczególnie ciekawy, ponieważ nitki połyskują tu dwoma odcieniami granatu. Nadrukiem pokryte są też ramiączka w przedniej części. Te piórkowe wzory (i przyzwoita konstrukcja) to główne atuty Juliet.

Juliet jest znośnie zharmonizowana kolorystycznie, różnice w odcieniach poszczególnych części są niewielkie. Sam kolor jednak mógłby być nieco ciekawszy, odrobinę żywszy - zwłaszcza tył biustonosza robi trochę ponure, szkolno-granatowe wrażenie. Powiedziałabym, że Juliet przypomina stylistycznie Freyę bądź Fantasie (tę ostatnią także konkstrukcyjnie), jednak bardzo brakuje mi tu wzorzystego tyłu, co u Frei jest regułą i eliminuje przeważnie nudny charakter tej części biustonosza. Kokardki w Juliet reż mogłyby być mniej pospolite.

Jeszcze jedno trochę mi przeszkadza - dolna część miseczek w trakcie noszenia trochę się marszczy (poziomo), być może to jednak bardziej kwestia napreżeń wynikających z konstrukcji, niż samych materiałów. Zapięcie co prawda nie jest szczególnie mięsiste, ale nie odkształca się w noszeniu ani trochę, mimo dość ciasnego obwodu.

 

Dopasowanie

Rozmiar 36G tutaj pasuje na mnie idealnie. Marksy nie są do końca przewidywalne rozmiarowo, różnie bywa u nich z obwodami, miseczki też nie zawsze mają tę samą głebokość - G bywa na mnie za małe, choć przeważnie jednak pasuje. Warto zauważyć, że w rozmiarówce M&S nie ma miseczki FF, co może komplikować sprawę. Mimo wszystko Juliet nie była żadnym zaskoczeniem. Obwód jest dość ścisły, a miseczki leżą idealnie.

 

 

Kształt



Okrągły, uniesiony i zebrany na poziomie znanych nam brytyjskich balkonetek. No, może zebranie mogłoby być odrobinę lepsze, ale to samo można powiedzieć także o wielu modelach innych marek. Krótko mówiąc, jeśli jesteśmy przyzwyczajone do Frei czy Fantasie, nie będziemy zawiedzione kształtem w Juliet. Jak już wspomniałam, forma piersi jest okrągła, bez spłaszczania czy szpiców, ani rozstawiania.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Mam wielki sentyment do tak skonstruowanych i leżących staników. Konstrukcja Juliet to dobrze nam znana trzyczęściowa balkonetka, o zbliżonej do poziomu linii dekoltu, bez nadmiernego zabudowania. Do złudzenia przypomina balkonetki Fantasie, te bez side supportu - takie, jakie nosiłam z wielkim entuzjazmem kilka lat temu (ktosia pamięta jeszcze model Lily? :-). Radzi sobie bez większego problemu z unoszeniem i zbieraniem biustu, podtrzymanie też jest bez zarzutu - to dość ścisły trzyhaftkowiec. Fiszbiny nie są ani wąskie, ani nadmiernie szerokie, dla mnie w normie - ale jeśli szukacie wąskofiszbinowców, to Juliet może niestety nie spełnić Waszych wymagań.

Wygoda



Po wcześniejszych doświadczeniach z miękką marksową balkonetką, którą kupiłam sobie w Anglii, tu mam bardziej pozytywne wrażenia. Tamta miała fiszbiny „wiszące” (bandless) i oczywiście gniotła mnie dolną krawędzią mostka w skórę w okolicy żołądka, nie ponosiłam jej więc długo (a szkoda, bo poza tym nie miała większych wad). Ta ma porządną konstrukcję kołyskową i dół wykończony w przyjazny dla ciała sposób.



Nie jest to jednak superkomfortowy stanik. Przy pierwszym podejściu moja ocena była zaledwie „dostateczna” (3 kokardki, czyli „da się wytrzymać, choć nie nosi się z przyjemnością”), lecz po pewnym czasie zrobiłam się mniej surowa - ciekawa jestem nota bene, od czego to zależy, że jednego dnia zauważam mnóstwo niewygód, które następnego już zupełnie nie dają mi się we znaki. Mam wrażenie, że zależy to w pewnym stopniu od mojego nastroju :-) Są dni, kiedy denerwuje mnie każda nierówność odzieży dotykająca skóry. Ciekawa jestem, czy też macie takie odczucia?

Wróćmy jednak do oceny. Kiedy jestem bardziej krytyczna - uważam, że ramiączka trochę się wpijają (są zbyt mało elastyczne), miejsce ich wszycia z przodu drapie (końcowki szwów), a dolna guma jest nieco gniotąca (choć uczciwie mówiąc - być może większy rozmiar obwodu zlikwidowałby ten akurat problem? W końcu trzyhaftkowiec w 38 nie musiałby być koniecznie na mnie za luźny). Obawiałam się też wpijających fiszbin na mostku, na szczęście tego akurat nie odczuwam. Górna krawędź haftu jest również drapiąca, ale odczuwam to tylko w ręku, nie na piersiach. Pod względem wygody jednak wygrywa mój drugi nabytek - usztywniany plandż Rachel, o którym też mam nadzieję Wam napisać.

 

Cena

Regularna cena Juliet (119 zł) nie należy do wygórowanych jak na D-plusowy biustonosz. Za tę cenę otrzymujemy nie luksusową, ale przyzwoitą jakość i design - uważam, że jest adekwatna, choć oczywiście zawsze marzyłoby się taniej... Producent mógłby tylko bardziej dopracować kwestię wygody, wówczas byłabym w pełni zadowolona.

Jeśli uda Wam się upolować gdzieś Juliet za pół ceny - polecam, cena w okolicy 60 zł za ten model będzie już bardzo dobra :-)

 

Galeria

Zapraszam Was do bliższego rzutu okiem na piórka Julietty :-)

 

 

Podsumowanie

Po tym doświadczeniu będę nadal śledzić Marksowskie miękkie balkonetki, uważnie jednak przyglądając się oferowanemu poziomowi komfortu. Design, jak widać, potrafi być niezły, a konstrukcja nawet bardzo dobra. Freye są jednak wygodniejsze - choć, trzeba powiedzieć, także znacznie droższe.

Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia z miękkimi produktami M&S, i z pozostałymi także. Słyszałam głosy o niewygodnych fiszbinach - ja jak dotąd tego akurat nie doświadczyłam. Czy ostatnio poprawiła się w Waszej okolicy dostępność D-plusów tej marki?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 194
Zakładki:
Niezbędnik
Blogi w Polsce
Fora i strony w Polsce
Blogi na świecie
Fora i strony na świecie
Serwisy branżowe
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...