czwartek, 23 października 2014

Jak już wiecie, w zeszłą sobotę wybrałam się na tytułową imprezę do Łodzi. Od razu zwierzę się Wam, że do miasta dotarłam już rankiem poprzedniego dnia (na szczęście ze stolicy mam bardzo blisko - dojazd autostradą A2 był przyjemniejszy niż się spodziewałam) i przystąpiłam do eksploracji łódzkiego rynku bieliźnianego. Odwiedziłam jedną firmę produkcyjną i trzy sklepy, z których z jednym byłam wcześniej umówiona, a pozostałe dwa to był czysty spontan :-)

Wyjechałam z miłym poczuciem niedosytu i nadzieją na kolejną stanikomaniacką wycieczkę do tego miasta. Jest to bowiem ważne miejsce na bieliźniarskiej mapie Polski (obok Białegostoku) - oprócz słynnej Ewy Michalak mieszczą się tam takie firmy, jak Kris Line, Alles (obie z Głowna w pobliżu Łodzi), Gorsenia, Comexim... Wrażenia z innych łódzkich miejsc skrupulatnie Wam przedstawię w kolejnych notkach.

Polski Salon de la Lingerie (podobieństwo nazwy do tej prestiżowej paryskiej imprezy od razu rzuciło mi się w oczy ;-) odbył się w tym roku po raz pierwszy. Można oczywiście zarzucić imprezie, że zabrakło na niej wielu polskich firm. Z tego, co udało mi się dowiedzieć od organizatorów, niektórzy producenci po prostu nie byli zainteresowani udziałem. Mam jednak nadzieję, że po nagłośnieniu medialnym to się zmieni i kolejne edycje będą bardziej tłumne. Organizatorom udało się nadać przedsięwzięciu całkiem niezłą oprawę, zaczynając od lokalizacji w nowoczesnym Centrum Promocji Mody przy łódzkiej ASP, kończąc na organizacji pokazu i ciekawym doborze tematów prelekcji. Tylko przestrzeń wystawowa mogłaby być bardziej wypełniona...

Co zaś najważniejsze dla nas, stanikomaniaczek - na imprezie wyraźnie obecny był silny duch brafittingu! ;-) Duża w tym zasługa ciekawych warsztatów brafittingowych i wielkiego zainteresowania, jakie wzbudziły, a także oferty samych producentów, w której D-plusy stanowiły istotny segment. Być może nam, zblazowanym użytkowniczkom staników z całego świata, wyda się on wciąż mało imponujący. Jeśli jednak uświadomimy sobie, ile zmieniło się w tej dziedzinie w ciągu ostatnich kilku lat - myślę, że jest już czego gratulować zarówno producentom, jak i sklepom, choć ze świadomością, że droga przed nami jeszcze długa.

Rzecz jasna, największą uwagę skupiłam na tych firmach, które oferowały największe zakresy rozmiarów oraz... były najbardziej otwarte na dialog. Zaczynam od najlepszych :-)

 

Ava - kolory na lato i Freyowe ramiączka

W stronę stoiska Avy udałam się w drugiej kolejności (bo pierwsza była firma Lupoline, o której za chwilę :-) - szukałam go wzrokiem już od wejścia, firma ta bowiem ostatnio mnie mocno zaciekawiła i śmiem twierdzić, że to jedna z najciekawszych marek D+ na rynku polskim (zauważyłyście? Nazwałam ją „marką D+!” ;-). Rozmiary w Avie sięgają miseczki J, co przekłada się na ok. HH w rozmiarówce UK (jeśli macie inne zdanie, poprawcie mnie). Na pewno pamiętacie recenzję modelu Vitrolles, miękkusa z side-supportem, który ma moim zdaniem jedną z najlepszych konstrukcji w naszej krajowej bieliźnie. Na stoisku od razu wdałam się w rozmowę z przedstawicielkami, które z dużym zaangażowaniem opowiedziały mi o ofercie.

Pokaźną jej część stanowią znane nam dobrze semisofty (czyli modele półusztywniane) z szerokim zakresem rozmiarów. Co prawda nie pogardzę dobrze skonstruowanym semisoftem, moje serce jednak zawsze należeć będzie przede wszystkim do miękkusów. Szczęśliwie, na wiosnę/lato 2016 szykowane są także miękkie modele. Po pierwsze: koronkowy 1154 - wiosną pojawi się jako trio żółć-róż-turkus. To być może osłodzi nam rozłąkę po zimie, bo nie widzę tego modelu wcale w katalogu jesienno-zimowym :(

Nowe wiosenne wcielenia 1154

 

Turkusowa wersja koronkowego miękkusa

 

Drugim miękkusem będzie znany nam już side-supportowiec o takim samym kroju, jak recenzowany przeze mnie wcześniej cielak. Wystąpi w dwóch wCIELeniach, z których jedno będzie zbliżone do cielistego ;) - będzie to jednak nie beż, lecz elegancki, zgaszony różyk. Prawdziwą gwiazdą będzie jednak druga wersja - piękny, nasycony koral. Gdybym miała wybierać debeściaka Salonu, on wygrałby pierwszą nagrodę :-) Zwróćcie uwagę na ozdobę - mieniący się koralik à la dyskotekowa kula, na widok którego moja wewnętrzna sroka zapiała ze szczęścia ;-)

Koralowy side-support

 

Ozdobę udało mi się także sportretować na kolejnym kolorowym modelu - tym razem półusztywnianym:

Niebiesko-limonkowy semisoft

 

Ciekawostką był też model do karmienia - usztywniany, na fiszbinach, w przyjemne kropki.

Usztywniany model do karmienia

 

Oprócz tego, jak zawsze, sporo modeli półusztywnianych, z których moją uwagę najbardziej przykuły oczywiście te najbardziej kolorowe :-) Typowe bladawce oczywiście też w kolekcji się pojawią.

W naszej rozmowie pojawił się temat problemu falujących ramiączek, na który zwracałam uwagę w recenzji. Ava zaklina się, że uwzględnia wszystkie reklamacje dotyczące owych feralnych partii. Wadliwe ramiączka nie są już używane, a w kolekcji letniej mają je zastąpić całkiem nowe, które wyglądają dokładnie tak, jak ulubiony rodzaj wielu z Was - „pikowane” ramiączka à la Freya! Wprawdzie mają one także swoje krytyczki (narzekające na szerokość) - ale powiedzmy sobie szczerze, są to jedne z najlepszych ramiączek na światowym rynku. Konsumencka dociekliwość każe mi spytać: ciekawe, czy w związku z tym ceny w Avie skoczą? ;)

Nowe, „Freyowe” ramiaczka Avy

 

Warto zauważyć, że oprócz kolekcji sezonowej Ava ma także rozbudowaną bazę (osobny katalog). Wśród bazówki powracają zarówno oba kroje miękkie, jak i oczywiście cała masa półusztywnianych i usztywnianych. Przedstawicielki firmy zwróciły moją uwagę na... minimizer, który ponoć wcale nie rozstawia biustu pod pachy. Mój stosunek do minimizerów jest delikatnie mówiąc nieufny, ale mimo to jestem go ciekawa. Możliwość lekkiego spłaszczenia może się czasem w życiu przydać ;)

Ava oferuje także D-plusowe kostiumy kąpielowe!

Poniżej galeria z resztą fotek Avy:

 

Cukiereczki Lupoline

Stoisko Lupoline odwiedziłam jako pierwsze i tu także spotkałam się z bardzo ciepłym i aktywnym przyjęciem. Mój wzrok na początek powędrował w stronę kolorowych propozycji sezonowych. Paleta barw podobna do znanej nam już z innych kolekcji: odcienie różu, żółtego, beżu. Pastele i cukierki. Na uwagę zasługują zdobienia: podobnie jak w Avie, Lupoline też lubi interesujące detale :-) Mamy więc skomplikowane kokardki, koraliki, ciekawe nadruki, w tym jeden kolorowy (czego w Avie trochę brakowało). W interesujących nas rozmiarach znajdziemy przede wszystkim modele półusztywniane i miękkie.

Mój faworyt. Przyjrzyjcie się nadrukowi - coś dla miłośniczek rękodzieła :-)


Gustowny beżowy model miękki z haftem i nadrukiem

 

Różowy miękkus ze słodką kokardką

 

Kolekcja nieduża, choć efektowna - niestety ograniczona rozmiarowo. Lupoline po macoszemu traktuje węższe obwody - rozmiarówka zaczyna się od 70 lub 75 (nieliczne 65tki mamy w modelach usztywnianych z miseczkami kończącymi się na G).

Rozmiary cukierkowego semisofta

 

Obok kolorowego sezonu, osobny wieszak należał do kolekcji bazowej, w tym koszulek - zarówno z wbudowanym stanikiem na fiszbinach, jak i bez. Niestety czerwona była tylko bezstanikowa, a te stanikowe mają rozmiary dopiero od 85 :(

Koszulki Lupoline

 

Przeglądając bazę nie zwróciłam uwagi na miękką balkonetkę w kolorze białym (bo kto by patrzył na białe staniki? :), którą potem przymierzyłam na warsztatach z brafittingu - i tu miłe zaskoczenie, konstrukcyjnie bez zarzutu! W katalogu znalazłam podobną, lecz z nieco innym wzorem haftu - mam nadzieję, że zarówno bazowa miękkuska, jak i sezonowe (np. koronkowa różowa, czy beżowa z nadrukiem) będą leżały tak samo ładnie. Niestety ciągliwość dzianiny na tyłach w tej marce wciąż pozostawia co nieco do życzenia. Lupoline, popraw tyły!

Oddzielnie zaprezentowano zaskakująco obfitą kolekcję bielizny do karmienia - Beauty Mama. Wszystkie biustonosze przyjemne w dotyku, z dużym udziałem bawełny, w modnych odcieniach (żółty, szarość plus przydymiony róż, koral, mięta...).

Kolekcja Lupoline dla karmiących Beauty Mama: koszulki i biustonosze

 

Najszersze zakresy rozmiarów (od 65, miseczki w 75 - do I) mają modele z pionowym szwem - nie znam tej konstrukcji i ciekawa jestem, jak będzie się sprawowała. Trzyczęściowe balkonetki zaś występowały tylko w dużych obwodach - od 85 wzwyż. Niestety w żadnym z karmników nie znalazłam rozmiaru 80H - w tym obwodzie są tylko do G (pionowe szwy).

Karmnik - trzyczęściowa balkonetka

 

...i jego skąpa rozmiarówka


Kostiumy kąpielowe (marka Bast) to kolejny, obiecujący fragment oferty Lupoline. Co prawda nie specjalizuję się w kostiumach, ale nadruki od razu zwróciły moją uwagę. Każdy z modeli występuje w kilku krojach, z których jeden to balkonetka na fiszbinach z szerokim zakresem miseczek. Niestety poniewczasie dopiero zauważyłam, że nie mam katalogu kostiumów, jedynie ulotkę, która chyba nie prezentuje całej oferty (mam nadzieję?). Wynika z niej jednak, że rozmiarówki tych dużobiuściastych balkonetek zaczynają się dopiero od obwodu 75.

Kostiumy Lupoline - marka Bast

 

A oto pełen zestaw fotek Lupoline - sporo, bo było to bardzo fotogeniczne stoisko :-)

 

Krisa kiksy i plusy

Miałam nadzieję zapoznać się dogłębnie z propozycjami marki Kris Line na wiosnę - i tu nieco się rozczarowałam, ponieważ mogłam, owszem, obejrzeć modele, ale zabroniono mi robienia im zdjęć. Mogłam portretować tylko bazę oraz modele z regału zawierającego „ogony” z minionego lata. Pokażę Wam więc kolekcję SS15/16 jedynie z daleka - mam nadzieję, że firma nie bedzie mi miała tego za złe, zwłaszcza że zdjęcie wyszło totalnie nieostre ;-) Kolory wpisują się w dostrzegane wszędzie tendencje: coś niebieskiego (piękne, mocne odcienie), coś różowego, coś fuksjowego. Tylko żółtego jakoś u Krisa nie widać.

Katalogu na przyszły sezon również jeszcze nie ma - przekazano mi za to katalog na obecną jesień/zimę.

Nielegalna fotka kolekcji wiosennej

 

Cieplej o Kris Line pomyślałam jednak przy okazji warsztatów brafittingowych - przymierzyłam nareszcie bazowy model Fortuna i przekonałam się, za co jest ceniony - to naprawdę bardzo ładnie leżący miękkus, tylko małomiskowy, bo pasował na mnie dopiero w 80GG.

Fortuna w delikatnym różu - ja przymierzałam czarną i bardzo się sobie w niej podobałam ;)

 

Przy okazji zwróciłam uwagę, że już w minionej letniej kolekcji, a także w aktualnym katalogu jesień-zima, pojawia się nowa konstrukcja o znanej nam bardzo dobrze nazwie... deco plunge (pisana z małych liter). Jest to termicznie modelowany, usztywniany plandż o szerokim zakresie rozmiarów, w 65 do K, w 80 do I (I to rozmiar, który w rozmiarówce Kris znajduje się między HH a J), obciągniety dzianinką, najczęściej z nadrukiem. W katalogu naliczyłam 6 „deco plandży”, obok innych krojów, jak brassiere czy soft bra.

 

Ulotka przedstawiająca zalety kroju deco plunge (w środku o tym, jak fajnie wygląda dekolt w tymże).

 

I o ile bardzo się cieszę, że polskie marki chcą dorównać brytyjskim producentom i dostarczyć nam równie dobrych bezszwowców w szerokiej rozmiarówce, o tyle nie rozumiem, po co taka szanująca się marka jak Kris Line kopiuje nazwę od konkurencji (mam na myśli oczywiście markę Freya i jej bestseller - model Deco plunge). Ciekawa jestem, jaka jest reakcja na ten zabieg wśród klientów. A oprócz tego oczywiście ciekawa jestem nowego modelu :-)

 

Marilou w konstrukcji brassiere - dostępna również w deco plunge. Słyszałam o tym modelu, a nawet czytałam, ale nie miałam pojęcia, że tak brzmi oficjalna, katalogowa nazwa tego kroju.

 

Abstrahując od powyższego dziwnego pomysłu, trzeba przyznać, że oferta Krisa jest obfita i ciekawa (w końcu to jeden z najlepszych producentów D-plusów w Polsce, uznany też za granicą), choć na stoisku targowym ciut jakby brakowało energii.

 

Nipplex i jego bezszwowiec

Przyznam, że z tej marki zawsze się trochę podśmiewałam, a konkretnie - wesołość budzi we mnie jej nazwa :-) Oferta nigdy nie zbliżała się na tyle do moich wymiarów, bym mogła coś przetestować.

 

I oto na Salonie Bielizny zaskoczenie: Nipplex proponuje na przyszły sezon termicznego bezszwowca do miseczki (polskiej) K, chwaląc się 52 rozmiarami. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona, dopóki nie przymierzyłam go na warsztatach z brafittingu - Anna leży zupełnie nieźle i ma całkiem dobrze pracujący (nie „rajstopkowy”) tył, co w przypadku polskich produktów nie zawsze niestety jest standardem.

Nie udało mi się tylko trafić na mój rozmiar - 80G było za małe, a 80I za duże (choć niewiele). Wytłoczek made in Poland, w którym się mieszczę - to jest coś! Z tego co zauważyłam, model budził na targach duże zainteresowanie. Był także obecny na warsztatach brafittingowych i przymierzało go wiele osób.

Anna by Nipplex. Szkoda, że firma nie oferuje większej liczby modeli w tym zakresie rozmiarów...

 

Więcej fotek:

 

 

Gaia i Kinga

O obu tych polskich markach nie napiszę Wam wiele. Gaię nawet próbowałam szturmować kilka razy - może zbyt łatwo się zniechęcam, ale zanim zacznę fotografować wieszaki, czuję się w obowiązku nawiązać kontakt z przedstawicielami. To jednak mi się nie udało, bo byli zbyt zajęci ;-) Na wieszakach z większych miseczek wisiały głównie modele półusztywniane.

Na warsztatach brafittinowych udało mi się przymierzyć jeden ciekawy miękki model (z czarnej koronki z geometrycznym wzorem), ale był za mały :-( Był tam również prezentowany bardzo ładny sztywny half na mniejsze biusty, widoczny na okładce jesienno-zimowego katalogu (nie umiem go znaleźć na stronie marki, może mi pomożecie? Kompletnie się tam gubię, po dłuższym pobycie na stronie odkryłam, że wyszukiwarka nazywa się tam "konfigurator" :-). Obiecująco wyglądał też liliowy semi-soft, którego jednak nie przymierzałam, zraziwszy się rozciągliwym czarnym, którego dla odmiany przymierzyłam (za mały i za rozciągliwy z tyłu). Podsumowując, Gaia warta jest zapewne eksploracji, ale jeszcze nie dałam rady ;)

Do Kingi nie dotarłam wyłącznie z braku czasu, za to rozmawiałam z szefową i mam nadzieję jeszcze przybliżyć Wam tę markę - oczywiście, o ile się zmieszczę :-)

 

Orhideja i Kleo - zza wschodniej granicy

Orhideja zaintrygowała mnie po informacji, że szczyci się rozmiarami do 100G :-) Luksusowa marka z Łotwy (ceny rzędu 70 EUR), i to z tendencjami D+ - to trzeba było sprawdzić. Niestety rozczarowałam się - rzeczywiście, rozmiarówka kończy się na europejskim G, ani miseczki więcej. Nie mogłam nawet zweryfikować wielkości owego G, ponieważ na Salonie Bielizny dostępne były tylko małe rozmiary :-( Jakość jednak wyraźnie dobra - koronki, hafty, satyny świetne w dotyku, staranne szycie. Jakościowo moim zdaniem na poziomie brytyjskiej Fantasie, a konstrukcyjnie - nie mam pojęcia.

 

 

Z ukraińską marką Kleo zapoznałam się dopiero na warsztatach brafittingowych - i tu podobne rozczarowanie, G w 80 za małe na mnie, a H już brak. Modele dostępne na warsztatach to były bazowe softy, których konstrukcji nie bardzo mogłam z powyższego powodu docenić :-( Modele wiszące na stoisku za to zachwyciły mnie ładnymi nadrukami. Gdyby tylko rozmiarówka była łaskawsza... No właśnie. Kolejna firma, która prawie dorasta do mojego rozmiaru, ale zatrzymuje się o miseczkę niżej. Całkiem jak w Polsce.

 

Pokaz - gdzie duże biusty?

Pokazu byłam ogromnie ciekawa. Trzeba przyznać, że był to naprawdę profesjonalnie zorganizowany pokaz, z efektami świetlnymi, niezłą muzyką, w odpowiedniej do tego celu sali. Prezentowano modele chyba wszystkich obecnych na Salonie Bielizny firm, w kolejności ułożonej nie według marek, a tendencji, czy też stylów (pełną listę marek znajdziecie na stronie imprezy): Folk (kolorowy, fantazyjny, romantyczny), Nimfa (tu królowała biel i kolekcje ślubne), Cukierki (słodycz i róż), Basic (wiadomo - bazówka :) i Czarny Łabędź (mrocznie, intensywnie - to wg mnie najciekawsza część pokazu). Chyba nieźle odzwierciedla to reprezentowaną na targach stylistykę. Było bazowo, ślubnie, erotycznie (np. typowo frywolna marka Livia Corsetti) oraz słodko i kolorowo.

Przed pokazem każdy z widzów (a było ich kilkuset) otrzymał „rozkład jazdy” marek przyporządkowanych do każdej z tendencji, wyświetlano je także na telebimach, jednak mimo to co chwila się gubiłam. Szukałam wzrokiem większych biustów i D-plusowych modeli, jednak tych było niewiele. Rozpoznałam jedną z modelek, uroczą biuściastą blondynkę - znamy ją juz z pokazów marki Freya, pojawiała się jednak stanowczo za rzadko i niestety nie zawsze miała właściwie dopasowaną bieliznę...

Krótko mówiąc - jako stanikomaniaczka i biuściasta mam niedosyt. Za mało dużego biustu na pokazie! W czasie pokazu nie robiłam zdjęć, lecz usiłowałam kręcić film - jeśli uda mi się go zmontować, wrzucę go tutaj :-) Tymczasem jednak pokażę materiały autorstwa innych. Dobrą relację i zdjęcia zrobiła też autorka bloga Boskie Biusty, który niedawno się zreaktywował po przerwie.

Oto kilka zdjęć, które wybrałam z zestawu udostępnionych mi przez organizatorów - te, na których rozpoznaję model bądź modelkę :-)

To chyba semisoft Lupoline :-) Kwiatki zaliczano zwykle do tendecji Folk. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Miękka balkonetka w większym rozmiarze - Kinga (?). Tendencja: Nimfa. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)


Z levej - Ava :-) Tendencja: Cukierki. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Znovu Ava :-) Wygląda mi to na semisofta. Też Cukierki. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Czarny Łabędź - Belinda marki Kris Line (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)


Jeśli chodzi o dopasowanie - cóż, było różnie, ale przyznam, że spodziewałam się festiwalu podjeżdżających obwodów, a tu nawet trzymały poziom. Oby tak dalej więc :-)

 

Migawki z pokazu zobaczyć możecie na tej krótkiej filmowej relacji z imprezy by Fashion Film:

 

Ciąg dalszy nastąpi!

W kolejnej notce przedstawię Wam wrażenia z prelekcji i warsztatów (z bardzo ciekawym warsztatem brafittingowym w roli głównej) oraz próbę odpowiedzi na pytanie, jakie perspektywy ukazał Salon Bielizny nam - biuściastym - i naszymi sklepom, jeśli chodzi o D-plusy produkcji polskiej. Mam nadzieję na ciekawą dyskusję :-)

wtorek, 14 października 2014

Dawno nie było Frejek :-) Stęskniłam się trochę za tą marką, bo dawno nie sprawiłam sobie niczego nowego, od czasu Marvela, którego potraktowałam przede wszystkim jako eksperyment z nową konstrukcją, gdyż design nie wzbudził we mnie zachwytu. Rapture (w tłumaczeniu na polski: zachwyt, stan zachwycenia) zachwycił mnie kolorem - fantastycznym, neonowym pomarańczem, a może brzoskwiniem? ;) (odcień odbiega od typowego cytrusa), dlatego jeszcze na etapie oglądania próbek kolekcji uznałam go za musisztomiecia. Kolorystycznie nie zawiódł mnie ani trochę. Przedstawiam Wam więc Rapture (pseudonim: Raptus) w kolorze Orange i wersji padded half-cup bra.

 

Freya - Rapture, kolor: Orange, krój: half-cup, rozmiar: 36G [Rozmiary: 28 D-GG, 30 D-H, 32-36 B-H, 38 B-G, cena: 212 zł]

 

Estetyka

Jak już wspomniałam, to kolor był tym, co mnie uwiodło. Raptus występuje też w wersji czarnej i w niej chyba lepiej widać, że jego faktura też jest ciekawa - materiał pokrywający miseczki ma żakardowy, geometryczny wzorek w kwadraciki, koronka u góry także, a ramiączka harmonizują z resztą swoją rombową, „pikowaną” fakturką, znaną też z innych Frejek. Nawiasem mówiąc, sympatyczne wrażenie robi na mnie również miękka wersja Raptusa. W obu jednak wolę neon od czerni.

Napisałabym, że kolor, jaki jest, każdy widzi, ale już na katalogowych zdjęciach jest on przekłamany, zbyt żółtawy. Ja też miałam trudności z oddaniem go na fotkach. Do klasycznej pomarańczki mu daleko - jest to odcień rozbielony, na pograniczu różu. W świetle dziennym, a zwłaszcza w słońcu, „świeci” bardzo ładnie, w oświetleniu UV nie próbowałam, ale przypuszczam, że przeświecałby spod bluzek ;) 

Czemu, mimo zachwytów, odjęłam Raptusowi jeden punkt? Otóż materiały robią na mnie wrażenie za delikatnych, takich trochę flimsy (bardzo lubię to angielskie słowo, moim zdaniem jego brzmienie świetnie oddaje znaczenie ;), zwłaszcza dzianina na miseczkach. Jest to półprzejrzysty, cienki tiulik, który nie jest całkiem stabilny, lecz trochę się rozciąga, podobnie jak gąbka pod spodem. Być może to właśnie w części powoduje problem z dopasowaniem, o którym będzie niżej. W każdym razie już biorąc Raptusa do ręki miałam wrażenie, że jest trochę za mało solidny, jak na moje potrzeby, jakiś taki... lichy właśnie. Czyżby ktoś tu przyoszczędził na materiałach?

 

Dopasowanie



Obwód po Freyowsku w normie, czyli raczej rozciągliwy, ale trzyma jak powinien. Miseczki natomiast oceniam jako o pół rozmiaru za duże. Objawia się to lekkim odstawaniem krawędzi (muszę pilnować, by ramiączka były dobrze skrócone - wtedy odstawania nie widać) i nieco przyszeroką fiszbiną, a może zbyt elastyczną. Po początkowym „może FFkę?” zdecydowałam się go jednak zostawić - w pewnych fazach Księżyca powinien być w sam raz.

Wydaje mi się, że ta zadużość misek może wynikać z ich elastyczności i ogólnej flimsiness, bo biust mój jest ciężki, z łatwością wypycha i odkształca wiotki materiał.

 

 

Kształt

Nie mam nic do zarzucenia - podnosi, zaokrągla i dobrze zbiera, nie mam wrażenia, by spłaszczał, co się sztywnym modelom halfowatym zdarza. Być może to ze względu na jego niewielką sztywność.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Biust w Raptusie nieco faluje, co może być związane zarówno z niskim zabudowaniem, jak i wspomnianą wcześniej elastycznością. Do tego mostek lekko odstaje (mimo że miseczkom do zamałości raczej daleko :), co także może mieć na to wpływ. Jak na half-cupa jednak uważam, że podtrzymanie mieści się w normie. Konstrukcyjnie nie mam nic do zarzucenia, oprócz wspomnianej wcześniej otwartości misek, która jest trochę za duża dla mojego biustu. U sztywnych Frejek wolę konstrukcję z samymi pionowymi szwami od tej, gdzie u góry jest dodatkowy panel.


 

Wygoda

Raptus to wygodniczek, całkowicie nieszkodliwy. No chyba, że ktosia reaguje na pętelkowane brzegi dolnych gumek - pętelek nam w tym modelu nie poskąpiono.

 

 

Cena

Co tu dużo mówić, dwieście złotówek z hakiem to moim zdaniem za dużo. Raptus jest fajny i ma piękny kolor, ale nie jest takim znowu wybitnym dziełem bieliźniarskiej sztuki i jakości, by uzasadnić taką cenę. Za drogo, drogi Evedenie! Przyznam Wam szczerze: kupiłam Raptka taniej po znajomości i nie wiem, czy wydałabym aż tyle, choć, z drugiej strony - moja miłość do neonów jest tak wielka, że kto wie? :-)

 

Galeria

Zebrane fotki Raptusa. Nigdy nie byłam zadowolna ze swoich fotek neonowych kolorów... Pocieszam się, że z tego co widzę w katalogach, profesjonalistom też nieszczególnie to wychodzi ;-) Eksperymentowałam z różnymi tłami i lepsze okazały się zdjęcia na czarnym tle, choć też nie oddają one rzeczywistości. Raptusa trzeba zobaczyć na żywo :-)

 

 

Podsumowanie

Cieszę się, że Freya poszła w neony i że w ramach fazy na neą, trwającej już dwa lata, nie jestem już wpychana w ramiona skandalicznie drogiej i słabo dostępnej marki Love Claudette (ech, może kiedyś w końcu przetestuję...). Marzy mi się jednak, oprócz sztywniana, także miękkus oraz, osobliwie, miękkus mgiełkowy. Neonowa mgiełka - oto, czego żądam, droga Freyo! :-) Kto wie, może się kiedyś doczekam?

Ciekawa jestem, jaki jest Wasz stosunek do neonowych kolorów. Czy są wśród Was początkowo nieufne, które jednak nawróciły się na żarówę? A może przeciwnie, macie już dość tego trendu? A abstrahując od Rapture - co już sobie sprawiłyście z jesiennej kolekcji Freyowej? A może znacie już Raptusa w tej lub innej wersji? :-)

wtorek, 07 października 2014

Wygląda na to, że matronowanie medialne różnym ciekawym wydarzeniom zaczyna wchodzić mi w krew :-) Po Targach Size+ nadszedł w końcu czas na imprezę z bra-nży! Oto bowiem w Łodzi, siedzibie wielu polskich firm bieliźniarskich oraz mieście, do którego niebawem ściągną tłumy na Fashion Week Poland, odbędzie się pierwsza edycja targów o nazwie Salon Bielizny. Termin to 18 października, czyli kilka dni przed wspomnianą wielką imprezą modową, co chyba nie jest przypadkowe. Organizatorzy marzą zapewne o tym - które to marzenie w podzielam - by moda bieliźniana zyskała w Polsce rangę porównywalną z modą odzieżową. Jak sami podkreślają w materiałach prasowych:

„Bielizna wychodzi z ukrycia i przestaje być tylko praktycznym dodatkiem. Na wybiegach wrześniowych fashion week’ów pojawiają się wyraźnie skrócone topy, rozbudowane biustonosze pod przezroczystymi bluzkami, szerokie opaski na biust, które mają być modne najbliższej wiosny. Natomiast w niejednej jesiennej kolekcji można już znaleźć sukienki wykończone koronką i na wąskich ramiączkach, przypominające halki. Coraz więcej marek proponuje bajecznie kolorową bieliznę sportową. Coraz częściej również taką, która wysmukla i wygładza sylwetkę. Pokazy bielizny odważniej towarzyszą tygodniom mody. W Londynie, po raz pierwszy w showroomie, pojawiła się specjalna strefa dla projektantów bielizny i kostiumów kąpielowych. Swoim nazwiskiem kolekcje bieliźniane podpisują takie gwiazdy popkultury, jak Britney Spears czy Ditta von Teese, a w kampanie reklamowe angażowani są David Beckham i Chistiano Ronaldo. W telewizji już od rana uczymy się dobierać bieliznę do sukienki, a figi do legginsów. Najlepsi jej producenci z powodzeniem nadążają za tempem narzuconym przez rytm mody i, podobnie jak producenci odzieży, przygotowują dwie kolekcje rocznie.”

O tym rytmie i tempie coś niecoś wiemy. Pokaźną ilość miejsca regularnie poświęcam zapowiedziom kolekcji na przyszłe sezony i chyba wszystkie stanikomaniaczki nauczyły się już żyć rytmem wiosna/lato - jesień/zima :-) Staram się być w kontakcie z najważniejszymi dystrybutorami UK-bielizny, którzy przekazują mi próbki i materiały dotyczące nowych kolekcji, zapraszają na spotkania i pokazy. Zgodnie z tym, co piszą powyżej organizatorzy Salonu Bielizny, największe polskie marki również dwa razy do roku tworzą kolekcje sezonowe - dotąd jednak nie udało mi się trafić na żadną ich prezentację! Z drugiej strony, dopiero od niedawna zaczęłam poznawać ofertę niektórych z nich - bo wcześniej po prostu nie obejmowały mnie wymiarowo. Świat polskiej bielizny staje się dla biustów z mojego rejonu rozmiarowego coraz ciekawszy :-)

Dlatego z radością dałam się zaprosić na Salony i 18 października wybieram się do Łódzkiego Centrum Promocji Mody, gdzie mam zamiar wreszcie obejrzeć kilka polskich kolekcji na wiosnę/lato 2015, a następnie, rzecz jasna, zdać Wam sprawozdanie!

Co będzie się działo?

Według strony Salonu Bielizny, całkiem atrakcyjnie zrobionej, podczas imprezy możemy spodziewać się kilku różnych wydarzeń. Oprócz możliwości spotkania z wystawcami i obejrzenia ich oferty, organizatorzy przygotowali prelekcje i warsztaty na bra-tematy ;) następujące:

  • Jak niewielkim kosztem odmienić swoją witrynę sklepową [dla sklepów stacjonarnych - witryna ważna rzecz, doceniamy dobre witryny ;)]
  • Jak zintegrować sklep stacjonarny z wirtualnym.
  • Praktyczny brafitting i slimfitting na przykładzie produktów marek-uczestników Salonu [muszę to zobaczyć!]
  • Tendencje na jesień/zimę 2015/16 – jak je odczytywać? [coś dla mnie! :)]

Każdy z tematów wygląda ciekawie i mam nadzieję, że uda mi się przynajmniej jedną z prelekcji zaliczyć.

 

Pokaz

Clou programu ma być trwający 45 minut pokaz kolekcji wiosna-lato 2015. Mam nadzieję, że pojawią się na nim wszystkie te marki spośród wystawców, które mają bogatą ofertę rozmiarów. Organizatorzy chwalą się, że będzie on miał miejsce w najnowocześniejszej sali pokazowej w Polsce. Ciekawa jestem, czy uda mi się coś sfilmować!

 

Wystawcy

Chyba najważniejszy punkt :-) Kto będzie się wystawiał na pierwszym Salonie Bielizny? Prawdę mówiąc, liczyłabym na większą liczbę interesujących nas firm... Cieszę się jednak, że na liście partnerów znalazłam m.in. następujące marki:

  • Ava
  • Kris Line
  • Lupoline
  • Gaia
  • Kinga

Tych ostatnich co prawda nie znam jeszcze z dobrej D-plusowej strony, ale chciałabym wyrobić sobie opinię. Jeśli możecie podzielić się ze mną wrażeniami na temat którejkolwiek z wystawiających się marek, albo też chciałybyście dowiedzieć się o nich czegoś więcej, bardzo proszę o komentarz. Muszę wiedzieć, na co zwracać szczególną uwagę!

Oprócz firm polskich mają się pojawić także zagraniczne - z Rosji, Ukrainy, Białorusi, Czech i Słowacji (szkoda, że reprezentowana będzie w sumie tak niewielka część bieliźnianego świata...). Na razie nic o nich nie wiem. Ale może poczynię jakieś ciekawe odkrycie?

 

Kto za tym stoi?

Wypadałoby wspomnieć także o organizatorze imprezy. Jest nim wydawnictwo MB-PRC, wydawca czasopisma branżowego „Modna Bielizna” i właściciel portalu www.podubraniem.pl. „Modną Bieliznę” znam i cenię, zwłaszcza odkąd opublikowany tam został wywiad pt. Alfabet nie kończy się na D z niżej podpisaną oraz Ewą - założycielką Lobby Biuściastych, który zapoczątkował temat bra-fittingowy w tym magazynie i śmiem twierdzić, że publikacje te miały zauważalny wpływ na bra-nżę ;) Pismo ostatnimi czasy zawiera coraz więcej ciekawej treści - ostatni numer czytałam z dużym zainteresowaniem - a tematyka brafittingowa jest w nim stale i obficie obecna. Rozwój podubraniem.pl także obserwuję z przyjemnością - oto w ciągu ostatniego roku urósł nam profesjonalny serwis branżowy, którego dotąd na rynku brakowało. Jestem bardzo ciekawa, jak też firma wydawnicza poradzi sobie z organizacją tego ambitnie zapowiadającego się wydarzenia, które wg organizatora ma służyć integracji branży bieliźnianej w Polsce.

Mam nadzieję, że pierwsza edycja Salonu Bielizny okaże się udana, że pociągnie za sobą kolejne i że wydarzenie to na trwale pozostanie w „krajobrazie” modowych event... ee, imprez związanych z modą ;-)

 

Gdzie i kiedy?

Czas: 18 października 2014, godziny 9:00-19:00. Dokładny program znajdziecie na stronie Salonu Bielizny.

Miejsce: Centrum Promocji Mody, Łódź, ul. Wojska Polskiego 121. Mapkę zobaczycie tutaj.

Wciąż można rejestrować się na Salon Bielizny - robi się to w specjalnym formularzu na stronie internetowej imprezy.

 

Na zakończenie znowu pytanie do Was: co najbardziej Was zaciekawiło w programie Salonu Bielizny? Czy jest coś, czego chciałybyście się dowiedzieć o firmach i ich produktach? A może pracujecie w bra-nży i też wybieracie się do Łodzi? :-)

 

Tagi: targi
02:38, kasica_k , Wydarzenia
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 190
Zakładki:
Niezbędnik
Blogi w Polsce
Fora i strony w Polsce
Blogi na świecie
Fora i strony na świecie
Serwisy branżowe
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...