sobota, 30 sierpnia 2014

W przyszłym roku czekają nas w biuściastym świecie dwa wydarzenia, których trudno ze sobą nie skojarzyć, oba bowiem wiążą się ze znikaniem... Otóż w najbliższym sezonie wiosennym znikną ze sceny dwie zasłużone marki, kojarzone z luksusem dla D-plusów: Fauve i Masquerade. Tak tak - nadchodzące kolekcje jesienno-zimowe będą już ostatnimi w ich karierze!

Moją pierwszą reakcją na obie wieści było zaskoczenie, niepokój i oczywiście żal za markami i konstrukcjami, które ceniłam. Nie będzie jednak aż tak tragicznie - oba „zniknięcia” nie oznaczają likwidacji wszystkich modeli tudzież osierocenia ich grup docelowych - przynajmniej w zamyśle autorów tych posunięć...

Klientki Fauve, zgodnie z moimi wcześniejszymi przeczuciami, zamierza przejąć Fantasie, w której to marce znajdzie się kilka modeli dziedziczących styl i konstrukcje po Fauve (o tym oczywiście napiszę oddzielnie). Masquerade zaś tak naprawdę nie znika - jej miłośniczki uspokajane są stwierdzeniem, że zmienia jedynie nazwę - choć w gruncie rzeczy, jak się za chwilę przekonamy, nowa marka Panache Black nie ma w sobie zbyt wiele z charakteru dawnych Maskaradek.


 

O co w tym wszystkim chodzi? Zapewne o spadki sprzedaży, pytanie jednak: co było ich przyczyną? Czy mniejsza zasobność naszych portfeli, czy jednak fakt, że w obu markach czuło się od pewnego czasu stagnację? Powiedzcie z ręką na sercu: kiedy ostatnio miałyście jakiegoś musisztomiecia z Masquerade? Ile jest ich teraz, a ile było np. w 2011 roku? Osobiście uważam, że przyczyny słabnącego powodzenia Maskaradek w naszym kraju to: niedopracowane konstrukcje (z jednej strony tworzenie nowych wersji, gorszych od starych - jak nowa Antoinette z dziwnie układającą się krawędzią - z drugiej brak inwestowania w udane pomysły, jak Orla), oraz niepraktyczne i mało komfortowe materiały - chodzi mi przede wszystkim o niepracujące dzianiny tyłów. Do tego oczywiście wysokie ceny. A wzornictwo? No cóż, mimo nadziei na ożywienie, wzbudzonych przez projekt kolekcji na mijające już lato, z powrotem jakby oklapło...

Kolekcja nowej marki, Panache Black, ma w założeniu wzmocnić istniejącą już markę Panache i stworzyć jej dopełnienie w postaci bardziej luksusowych, supereleganckich i oczywiście droższych modeli. Black - czerń kojarzy się z elegancją. Szkoda tylko, że czerń i inne podstawowe kolory zdominowały tę kolekcję całkowicie i że mamy do czynienia prawie wyłącznie z elegancką bazówką  (ciekawe - w jednych markach bazy brakuje, inne mają jej nadmiar :). Dlatego zostawiłam ją na sam koniec zapowiedzi marek z rodziny Panache - po prostu wydaje mi się najmniej interesująca ze wszystkiego, co firma ta zamierza nam zaproponować wiosną 2015 roku.

 

Śliwkowa Loire

Była już śliwkowa Angie, śliwkowy Ardour, czas na Loire. Śliwka kolor piękny, ale już chyba nie dało się wymyślić niczego bardziej przewidywalnego ;) Śliwka to w ostanich kolekcjach Masquerade była jazda obowiązkowa. I to jedyny zdecydowany nie-bazowy kolor w kolekcji Panache Black, a nazwano go potion, czyli udajemy, że to wcale nie powtórka z plum ;)

Loire to usztywniana trzyczęściowa balkonetka z dodatkowym pro-zbierającym panelem (slingiem) naszytym zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz miseczek. Jak się będzie układała - tego mamy szansę dowiedzieć się jesienią, gdy ma wejść jej pierwsza, szara wersja, choć prawdę mówiąc nie mam pewności, czy rzeczywiście się pojawi - na stronie firmowej jeszcze jej nie ma. Prawdę mówiąc, mimo miłości do śliwki, tamta szarość teraz wydaje mi się znacznie ciekawsza... Satynowe tyły podszyte są siateczką (może dzięki temu pracują lepiej).

Rozmiary Loire to: 28-38 D-G.

 

Zjawisko: Eclipse

Mimo nazwy (zaćmienie), kolor tej nowości należy do jaśniejszej połowy kolekcji. Eclipse to ciekawe zjawisko - o ile wzorniczo prezentuje się całkiem trendy (modne ostatnio połączenie gładkiego, pastelowego koloru z czarnym wykończeniem), o tyle konstrukcyjnie opiera się na... wysłużonym Tango. I pewnie dlatego ma sensacyjną w porównaniu z dawnym Masquerade rozmiarówkę: 28-40 D-K, 42 D-J, 44 DD-FF. I o ile z całego serca popieram szerokie zakresy rozmiarowe - w końcu nosicielki miseczek J czy K, czy obwodów 40-44, też powinny mieć dostęp do luksusowej bielizny - o tyle mam chęć zapytać: come on, kto jeszcze kupuje Tango? Naprawdę nie znudziła nam sie jeszcze ta konstrukcja? Czy Panache Black zamierza przejmować konstrukcje z Panache i tworzyć ich lukśniejsze wersje (jak Tango Luxe?). Niezbyt interesująco to brzmi.

Pomijając kwestię konstrukcji, Eclipse jest bardzo urodziwa, na mostku mamy aksamitną kokardkę z pięknie połyskującą ozdobą, bardzo ciekawe są także zdobione plisowaniem ramiączka. Mogłaby być gwiazdą tej kolekcji.

 

Czarna pantera - Odette

Na Eclipse kończą się modele miękkie - przechodzimy chwilowo do królestwa wytłoczek. Odette to wysoki plandż o takim samym kroju modelowanych termicznie miseczek, jak w modelu Ardour, czyli serduszkowaty układ dekoltu i obniżony, ale niezbyt niski mostek. Lubię panterki i fajnie, że zadomawiają się także tutaj. Ta jest całkiem ciekawa, bo wyrazistość cętek nie pozostaje tu jednolita na całej powierzchni miseczek, lecz zwiększa się ku dołowi, co tworzy fajną trójwymiarowość. Wzór jest jakby napylony na miseczki, w każdym razie czuje się go lekko pod palcami (w moim odczuciu to raczej nadruk niż żakard, jak utrzymuje katalog). Mam tylko nadzieję, że jest trwały. Satynowy tył ponoć także podszyty siateczką.

Rozmiary Odetty: UK 28-38 D-G.



Loren - wspomnienie po Antośce

Antoinette już w tej kolekcji nie ma, ale jest model, który wyraźnie do niej nawiązuje. W Loren także mamy czarną koronkę na cielistym spodzie, rozwidlone ramiączka. Cały przód jest tu zrobiony z jednego kawałka gąbki, tak jak w Antośce - tyle że tym razem jest to wytłoczka, miseczki nie są szyte z pionowym szwem, lecz modelowane termicznie. Do tego wykończenie z przodu jest inne - lamówki podkreślają łuki fiszbin, podczas gdy w Antośce były one zamaskowane. Dawna Antoinette chyba już jednak finalnie zeszła ze sceny.

Rozmiary Loren: 28-38 D-G

 

Pudrowa Lucia

Mam mieszane uczucia wobec Lucii. Nie widzę jakoś zastosowania dla straplessa i gorsetu w takim kolorze, przyznać jednak muszę, że ten odcień zgaszonego różu (znowu trudny do oddania na zdjęciu...) wydał mi się ciekawy, zwłaszcza w połączeniu z retro-stylistyką. Na skórze Lucia prezentuje się elegancko i subtelnie. Gorset ma piękne wiązanie, jednak nie kryje ono zapięcia - to znajduje się z boku i jest to zwykły zamek błyskawiczny. Wygodnie, bez wątpienia, ale...

Bezramiączkowiec oparty jest na konstrukcji modelu Utopia (z moim biustem niesety Utopia nie zagrała... Czy są tu gdzieś jej zwolenniczki?), a gorset - gorsetu Hestia.

Fajne jest zastosowanie na przemian matowego i lśniącego materiału na miseczkach, tył straplessa, mieniąca się tęczowo ozdoba na mostku. Bardzo chętnie zobaczyłabym Lucię jednak w jakimś innym, mniej bazówkowym kolorze.

Rozmiary (straplessa i gorsetu): 28-38 D-G.

 

Dwa Ardoury

W ramach trendu bazówkowego Ardour nie wystąpi już w żadnym sensownym kolorze ;) lecz w aż dwóch wersjach klasycznych - cielistej i czarnej (powtórnie). Ozdoba na mostku i ogólna stylistyka nasuwa mi skojarzenie z modelem Fauve Rosa, o czym też już chyba pisałam ;) Ardour jest termicznie modelowanym wyższym plandżem z dekoltem typu sweeetheart (podobny krój ma Odette), który swój rodowód wywodzi od modelu Capella. Na targach widziałam Ardoura wyeksponowanego w towarzystwie informacji o zdobytej nagrodzie Joy Trendy 2014 (można o tym przeczytać tutaj). Ranga tej nagrody nie jest mi znana ;) Nie żebym miała coś ważnego przeciwko Ardourowi, ale jak dla mnie jest trochę nudny.

Rozmiary Ardour'a: 28-38 D-G

 

Ślubna Serenity

Ta seria pozostanie w niezmienionym kształcie i jest nawet nadal brandowana Masquerade by Panache (ciekawe, czy tylko do wyczerpania obecnych partii w magazynach). Weszła do kolekcji po raz pierwszy tej wiosny. Składa się, przypomnę, z plandża, straplessa i gorsetu w kolorze kości słoniowej, ozdobionych koronkami i perełką na mostku. Jak wszystkie ślubniaki, Serenity nie budzi we mnie większych emocji ;) Zdjęcia możecie obejrzeć pod koniec notki o kolekcji wiosna-lato 2014, była także prezentowana na pokazie. 



Pożegnanie z miękkością, i nie tylko

To już wszystko w pierwszej kolekcji Panache Black. Jak widzicie, poza opartym na Tango modelu Eclipse, nie ma w niej ani jednego miekkiego biustonosza. Nie wiem, czemu zrezygnowano z Orli, nie wspominając już o Persii, która przez pewien czas była nawet w bazówce. Szkoda mi ogromnie Orli - to było naprawdę konstrukcyjne osiągnięcie. Zaopatrzcie się w nią, póki jeszcze jest :-)

Żegnamy się także z usztywnianą Rheą.

Jeśli chodzi o modele bazowe - jako bazowe jak dotąd określone zostały tylko dwa kolory modelu Ardour oraz ślubna seria Serenity. Nie wiem, czy i które z modeli Panache Black powrócą w kolejnym sezonie.

 

Detale

Wykończenia pozostają w podobnym stylu, co w ostatnich kolekcjach. Są złote elementy metalowe, choć nie zauważyłam na nich logo nowej marki. Zniknęły też (przynajmniej na próbkach nie zauważyłam) metalowe plakietki z logo marki, być może jeszcze nie zrobiono nowych :) Jest też trochę biżuterii, całkiem ładnej, choć nie wszystkie ozdoby są równie udane (u mnie na pierwszym miejscu jest Eclipse, na ostatnim - Odette). Jeśli chodzi o materiały - sporo jest satyny, nieco koronek, poza panterkową Odette nie ma nadruków, nie ma też haftów (poza Serenity). Króluje stylistyczny minimalizm. Ramiączka bywają poszerzone, zdobione koronkami, w modelu Eclipse - ozdobione plisowanym materiałem.

 

 

Galeria i katalog

Kolekcja nie jest duża, więc i zdjęć niezbyt wiele, załapało się za to kilka par co ciekawszych majteczek :-) Zdjęć lajfstalowych było tylko kilka, toteż połączyłam wszystkie w jedną galerię.

 

 

Pokaz

Zapraszam na filmik ze zmontowanych fragmentów pokazu, który odbył się na Targach Bieliźnianych So Chic (podobnie jak prezentacje wszystkich pozostałych marek należących do firmy Panache). 

 

 

A teraz oczywiście jestem ciekawa Waszych reakcji. Co sądzicie o koncepcji nowej marki? Czy minimalizm i skupienie na najbardziej klasycznych kolorach się sprawdzi? Czy nie tęsknicie za dawnymi maskaradkami? Bo mnie jest ich wciąż szkoda... Nie podoba mi się, że kolory, hafty i nadruki pozostały głównie domeną marki Cleo, z której estetyką jest mi coraz bardziej nie po drodze. Gdzie przepych, bogactwo kolorów, nadruków, haftów dawnej Masquerade? Takie modele, jak Pandora, English Rose, Soria, Maia, że o Aragonie nie wspomnę - to styl, do którego tęsknię. Chciałoby się też za tak wysokie ceny otrzymywać naprawdę doskonałe konstrukcje i komfort, czego w moim odczuciu ostatnio w Masquerade brakowało i nie wiem, czy Panache Black pod tym względem ma szansę pozytywnie nas zaskoczyć. Jak sądzicie?

niedziela, 24 sierpnia 2014

O polskiej firmie Ava głośno wśród biuściastych już od kilku lat, choć też nie była to od zawsze firma sprzyjająca D+. Kiedyś czytało się skargi na rozciągliwe obwody, nieprzewidywalne rozmiary. Ponieważ jednak ostatnio głosów pozytywnych zaczęło przybywać, postanowiłam w końcu zabrać się poważnie za testowanie :-)

W interesujących większość z nas zakresach rozmiarowych, które sięgają miseczki I-J (a nawet K) w obwodach 65-75 (w katalogu letnim widziałam nawet 75L), w 80 najczęściej do H, w 85 do G itp., Ava produkuje modele półusztywniane (semi-soft) i usztywniane (które nazywa full-cupami) oraz miękkusy w dwóch podstawowych konstrukcjach: z side-supportem i bez. Jest to zakres, w którym mieszczę się bez problemu, a nawet z pewnym zapasem ;) (do niuansów Avowskiej rozmiarówki jeszcze wrócę).

Sezon letni, właśnie przemijający, nie obfitował z mojego punktu widzenia w inteteresujące wzory - dominowały jasne, pastelowe kolory oraz oczywiście baza. Styl Avy, dość tradycyjny (głównie koronki i hafty w kwiatowe wzory), lepiej chyba wypada w jesiennych, bardziej zdecydowanych kolorach. Nie powstrzymało to jednak mojej ciekawości. Zaczęłam od przymiarek stacjonarnych (przy okazji wizyty w Satine), a potem wybrałam się na wirtualne zakupy do sklepu Kontri.pl, gdzie polskich firm jest spory wybór.

Niestety z dopasowaniem rozmiaru w Avie mam trudności. Poszczególne modele różnią się zarówno rozciągliwością obwodów, jak i głębokością miseczek i dotyczy to modeli zarówno półusztywnianych, jak i miękkich. W tych mniej rozciągliwych odpowiada mi rozmiar 85 i miseczki F lub G, w tych bardziej - 80 i miseczka raczej G niż H. Po kilku nieudanych próbach, gdy okazywało się, że potrzebny mi rozmiar oczywiście został już wykupiony, zrezygnowałam na razie z dalszych testów i szykuję się na kolekcję jesienną, gdzie wybór ciekawych wzorów powinien być na tyle duży (mam nadzieję, że nie tylko w katalogu, ale także w sklepach), że wreszcie coś dla mnie się znajdzie.

Moje poszukiwania jednak nie były do końca bezowocne - jeden z zakupów zatrzymałam (mimo że to nudny cielak!) - czego wynikiem jest niniejsza recenzja :-) 

Ava 1133 (Vitroless), kolor: łososiowy, rozmiar: 80G [Rozmiary: 65 E-J, 70 D-J, 75 C-I, 80 B-H, 85 B-G, 90 B-F, 95 B-E, cena: 69.99 zł w sklepie Kontri.pl (ceny tam często się zmieniają, bo Kontri lubi rabaty :) Niestety rozmiarów niewiele już zostało :-(]

Estetyka

Na początek znowu o estetyce nazwy ;) Nie mam pojęcia, co to/kto to jest Vitroless, nie kojarzy mi się z niczym, może więc na potrzeby tej recenzji nazwę naszą bohaterkę zdrobniale Vitką :-) Nazwy modeli Ava występują głównie w katalogach, bo sklepy nagminnie stosują numerki. Nasza bohaterka ma numer 1133. Ja jednak wolałabym nazwę, ale może jakoś bardziej sensowną... Zaczynam podejrzewać, że niektóre firmy używają jakichś komputerowych generatorów nazw staników :-) Bo co to jest np. Mullein, albo Liatris? Ale niektóre nazwy w jesiennym katalogu (nie ma go jeszcze na stronie firmowej Avy, ale pewnie lada chwila się pojawi) nawet przyjemnie się kojarzą, np. Catnip, czyli Kocimiętka ;-)

Przejdźmy jednak do estetyki stanika :-) Po pierwsze, podoba mi się odcień - nudziak naszej Vitki jest bardzo jasny, w sam raz dla jasnoskórych, takich jak ja. Nie ma w nim prawie nut żółtych czy brudnawych. Jest jaśniejszy od np. Envy od Panache, bliżej mu do Idiny, która z kolei ma nieco bardziej żółty odcień. Producent nazywa ten kolor łososiowym, i prawdę mówiąc, myśląc o łososiowym różu wyobrażam sobie właśnie taki kolor, nie intensywny odcień różu, który też bywa kojarzony z łososiem.

Vitkę dodatkowo rozświetla hafcik, zrobiony lekko połyskliwą nitką, w motywy roślinne w stylu nieco obiciowym ;), który pokrywa całą miskę. Ta jest bowiem w całości zrobiona z haftowanej siateczki, w dolnej części i w side-panelu podszytej bawełnianą (!) dzianinką. Plus za bawełnę, a za haft troche minus, bo co prawda mnie nie drapie, ale w dotyku daleko mu do miękkości koronek Envy czy Idiny, żeby daleko nie szukać. Za to jest dosyć gładki i pod większością ubrań się nie odznacza. Brzeg miseczki podszyty jest gumką, ale nie przeszkadza mi to, wolę to niż silikonową tasiemkę (która błyszczy i przez to jest bardziej widoczna).

Najfajniejszym i najbardziej oryginalnym elementem Vitki jest ozdoba na mostku, która składa się z wielu członów, ruchomych względem siebie: cyrkonie od największej do najmniejszej, metalowe kulki, a na końcu kwdratowe szkiełko. Jeszcze nigdy nie zetknęłam się z taką ciekawą zawieszką, boję się o nią i z tego względu prałam Vitkę dotąd wyłącznie w ręku. Widzę, że większość modeli z jesiennego katalogu ma takie same ozdoby - to chyba znak firmowy Avy.

Ogólnie Vitka prezentuje się na biuście bardzo ładnie, do czego przyczynia się jej doskonała konstrukcja, robiąca z biustu piękne kule.

 

Jakość materiałów



Zdecydowałam się stworzyć ten punkt pod wpływem testowania niedawnych nabytków... ponieważ jest to niestety główny powód mojego nimi rozczarowania (dotyczy to nie tylko Avy) :-(

Vitka ogólnie jakościowo daje radę, ma niezłą dzianinę na tyłach (lepszą od opisywanej w poprzedniej recenzji Pameli by Gorteks). Jest starannie uszyta, nie strzępi się. Do tego - dwuhaftkowe zapięcie jest lepszej jakości niż np. w Panache! Skąd więc tak słaba ocena?

Zapięcie należy akurat do mocnych stron tego modelu :-) Jest solidne i odkształca się bardzo mało (szkoda, że metka tak szybko się starła...)

 

Winne są ramiączka, w których już po pierwszym praniu (ręcznym!) zaczęły... pękać gumki! Objawem było tworzenie się falbanki na krawędzi ramiączka - co ciekawe, tylko z przodu. Bliższe oględziny wykazały, że winna jest właśnie zewnętrzna gumka, która puściła.

„Falbankujące” ramiączko

 

Winowajczyni - gumka!

 

Na razie pozostałe gumki się trzymają, choć naturalnie powstaje pytanie: jak długo? Ciekawa jestem, czy Wam też coś podobnego się zdarzyło z biustonoszami tej firmy? Na miejscu zwykłej klientki przypuszczam, że próbowałabym zakup reklamować, ja jednak postanowiłam zapłacić za ten eksperyment i zobaczyć, co się będzie działo dalej.

 

Dopasowanie

Po raz nie wiem który już z kolei napiszę, że nie mam pojęcia, jak oceniać przewidywalność rozmiarową polskich firm, ponieważ brakuje mi punktu odniesienia, jeśli chodzi o polską rozmiarówkę. Rozmiar 80 w tym modelu okazał się na mnie w sam raz (w niektórych innych jest on za ciasny). Według tabelki jednak powinien pasować raczej 85, w 80 zaś miseczka G powinna być na mnie stanowczo za mała - mam bowiem 112 cm w biuście, a 80G to zakres... 104-106! :) H zaś, za duża na mnie w niemal wszystkim, co przymierzałam, to zakres do 108...

Z jednej strony jestem przyjemnie zaskoczona, że w ogóle mieszczę się w tę markę. Ale gdybym posługiwała się tabelką, nie kupiłabym z Avy nic, sądząc, że się nie zmieszczę (jak to dobrze, że są lobbystki i ich opinie!). Tabelkę należałoby wreszcie uaktualnić. Wydaje mi się, że firmy polskie w ostatnich latach po prostu powiększyły miseczki, wzorując się być może na producentach francuskich (jak choćby Chantelle, gdzie pasuje na mnie rozmiar 80H), czy wręcz brytyjskich, w związku z czym stare tabele powinny już dawno odejść do lamusa - szkoda, że pokutują jeszcze na stronach. Jeśli znacie choć jedną firmę polską z naprawdę sensowną, sprawdzoną tabelą rozmiarów (oprócz Ewy Michalak, która swojej tabeli trzyma się od zawsze) - dajcie znać! Ten ciągnący się latami brak standardów denerwuje mnie już maksymalnie :(

To za co właściwie stawiam ocenę dostateczną? Za to, że 80, jak w większości moich zakupów, pasuje. Gdyby to był stanik made in UK i gdybym oceniała zgodność rozmiarówki z brytyjską, to oczywiście byłaby piątka za idealnie dopasowane 80G ;)

 

Kształt

Kształt biustu w Vitce to bardzo dobrze zebrane i podniesione kule, nie spłaszczone, po prostu kule. Jest równie skuteczną trzymaczką i modelowaczką biustu, co standardowej jakości modele brytyjskich marek D+. Żadnych tam smutnych biustów, przewieszek dolnych ani autostrad pośrodku.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Pierwsza przymiarka Vitki to było wielkie WOW. Miałam wrażenie, że jeszcze nigdy, poza może Ewą Michalak, nie miałam na sobie tak dobrze skonstruowanego miękkiego modelu made in Poland. Bliższe oględziny wykazały, że jej side-supportowy krój jest bardzo podobny do Jasmine i Envy by Panache, mam jednak wrażenie, że ta konstrukcja jest od nich jeszcze lepsza. Być może sprawiają to materiały - nieelastyczna góra miseczki jednak lepiej trzyma biust na miejscu.

Fiszbiny mają idealną dla mnie wysokość i długość, miseczki nie są nadmiernie zabudowane ani nie wchodzą pod pachy. Boki mają wszyte pionowe usztywnienia, które nie przeszkadzają ani nie uwierają.

Tył zrobiony jest z siatki, może nie najmniej rozciągliwej na świecie, ale zupełnie wystarczającej. Trzyma się bardzo stabilnie. Ramiączka nie są zbyt ciągliwe, a konstrukcja misek świetnie utrzymuje biust na miejscu. Na piątkę.

 

Wygoda

Pół punktu odejmuję Vitce za to, że zdejmując ją pod koniec dnia jednak widzę małe wgniecenie tam, gdzie przylegały końcówki fiszbin na mostku. W ciągu dnia nie czuję niewygody, dopiero zdejmując stanik zorientowałam się, że był w tym miejscu większy nacisk. Poza tym jest kompletnym nieszkodliwcem.

 

Cena

Rewelacja! Miękki, bardzo dobrze skonstruowany, dobrze podtrzymujący i niebrzydki stanik za niespełna 70 zł jest ceną bardzo korzystną (w Kontri.pl ceny Avy wahają się miedzy 90-kilka zł a właśnie takimi - sklep ten często robi przeceny). Wszystkie codzienne biustonosze powinny tyle kosztować! Niestety stacjonarnie Avy bywają sporo droższe.

Uwaga: w tej ocenie nie biorę pod uwagę wadliwych ramiączek. To jest coś, co w ogóle nie powinno się zdarzać i mam cichą nadzieję, że to tylko jakiś jednorazowy kiks i że nie wszystkie Avy tak mają!

 

Galeria

Oto nasza Vitka z bliska :-) Niełatwo dobrze uchwycić ten subtelny kolor... ale modelką jest całkiem wdzięczną :)

 

 

Perypetie rozmiarowe

Jak dotąd Vitka okazała się dla mnie najlepszą z Av. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że udało mi się dopasować odpowiedni rozmiar.

Próbowałam jeszcze innego miękkusa - tego bez side-support'u - który wystąpił w tym sezonie w kolorach arbuzowym, miętowym i błękitnym (model 1154 - Charente, o imponującym zakresie miseczek - do K) - jednak nie miałam szczęścia, trafiając a to w za duży, a to za mały rozmiar (w porównaniu z Vitką jest ciaśniejszy w obwodzie i chyba także mniejszy w miseczkach), a to w brak rozmiaru, bo w sklepie się skończył.

Jeśli chodzi o modele półusztywniane, jedna z letnich sezonówek (Olivet) w 80H była luźna w obwodzie i miała za duże miseczki, ponadto nie podobał mi się jej rozciągliwy tył. Bardzo chciałam dopasować sobie Calthę (995) w czerni, ale 85G miało za duże miseczki, a 85F za małe... Dobrze z rozmiarem trafiłam po drugiej próbie z modelem 925 (85F), jednak okazał się mieć kompletnie nieprzejrzystą, pancerną górę i w ogóle cały jawił się dosyć ponuro ;) Po tych wszystkich eksperymentach doszłam do wniosku, że zarówno z półusztywnianymi, jak i usztywnianymi modelami zaczekam na pełnię jesiennej kolekcji.

 

Zakupy w Kontri.pl

Wszystkie opisane wyżej eksperymenty przeprowadziłam zamawiając kolejne Avy w Kontri.pl. Przesyłki z Kontri z reguły dochodzą w kilka dni, np. 3 - raz tylko trwało to tydzień. Staniki przychodzą w pudełkach, a do paczki dołączony jest kupon rabatowy na kolejne zakupy. Sytuacji wymiany towaru Kontri nie przewiduje - jeśli coś nam nie pasuje, trzeba zakup zwrócić i złożyć kolejne zamówienie. Jest jednak możliwość darmowego wysłania zwracanych rzeczy - zwrot rejestrujemy w serwisie szybkiezwroty.pl i nadajemy za darmo w paczkomacie (pokochałam paczkomaty, mimo że na pocztę mam bliżej!), a pieniądze dość szybko wracają na konto.

Uważajcie tylko, jeśli macie na raz do zwrotu dwa oddzielne zamówienia. Sklep w takiej sytuacji poszedł sobie na skróty i kod do nadania paczki przysłał wspólny, na oba zamówienia. Musiałam szukać większego pudła, żeby wszystkie zwracane sztuki się zmieściły.

Ogólnie jednak doświadczenie zakupowe z Kontri oceniam pozytywnie (zwłaszcza ceny!), gorzej, że rozmiary czasem za szybko się kończą... Na pewno jednak będę tam jeszcze zamawiać, zwłaszcza jeśli wybór jesiennej kolekcji Avy będzie duży. 

 

Podsumowanie

Doświadczenie z Vitroless uważam za bardzo udane :-) Zyskałam bardzo ładnie leżącego „cielaka”, wsparłam polską produkcję, a do tego przekonałam się znowu, że wyprodukowanie dobrze skonstruowanego i podtrzymującego stanika D+ w dwucyfrowej cenie jest jak najbardziej możliwe. Gdyby jeszcze w tej cenie dało się otrzymać odpowiedniej jakości ramiączka, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Mam cichą nadzieję, że firma ten głos usłyszy i że zadba o ich jakość w nadchodzącej kolekcji jesiennej.

W jesiennym katalogu widzę już dwa modele, skrojone tak samo jak Vitka: jeden czarny/cielisty i jeden czarny w białe, czy też beżowe hafciki. Trochę to mało kolorów i mam nadzieję, że firma zainwestuje w kolejnym sezonie w inne barwy. Takich Vitek mogłabym mieć więcej, zwłaszcza za tę cenę :-)

A teraz czekam na Wasze wrażenia z noszenia marki Ava. Jak oceniacie jakość materiałów, wzornictwo i przewidywalność rozmiarów? Bo moim zdaniem rośnie nam gwiazda... jeszcze trochę, a zacznie poważnie zagrażać brytyjskiej konkurencji na dużobiuściastym rynku.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Uwaga, przerywnik made in Poland :-) Powiem Wam, że ostatnio moje zainteresowanie polskimi markami stale rośnie. A to za sprawą faktu, że ich oferta ostatnimi czasy urosła na tyle, że zaczęła wreszcie akomodować moje biustowe wymiary. Co prawda wciąż mnóstwo jest modeli, które kończą gdzieś tuż poniżej mojego zapotrzebowania - i które część z Was już od dawna mogła testować, a ja ciągle nie. Ale jest coraz lepiej. Co prawda jakościowo wciąż różnie - za to cenowo niekiedy bardzo korzystnie. Czuję się więc zobowiązana regularnie zdradzać ulubione marki brytyjskie i testować rodzimą produkcję. Zwłaszcza iż coraz częściej pojawia się ona w porządnych bra-sklepach, stawiających na dobry bra-fitting, a niektóre ich właścicielki twierdzą nawet, że trudno się bez niej obejść... Sprawdzimy więc, czy mają rację.

Gorteks mgliście kojarzył mi się z jedną z tych niezbyt drogich, polskich firm, które w części oferty aspirują w kierunku D-plus. Że różnie bywa z tymi aspiracjami, dobrze wiemy, dlatego jak zwykle podchodziłam do testów z nieufnością. Którą skutecznie przełamał ten ażurek i ten szafir... A do ostatecznej oceny przyczynił się... letni upał :-)

Wspomnę jeszcze, że firma Gorteks produkuje staniki półusztywniane, usztywniane i miękkie (te ostatnie są w mniejszości), a nawet longlajny (półgorsety - ale w małych rozmiarach), a także push-upy. Zakresy rozmiarów sięgają przeważnie miseczki H (polskiej), a obwody zaczynają się od 65. Ostatnio pojawił się nowy miękki model przeznaczony specjalnie dla D-plusów (do miseczki J), którego prototyp miałam przyjemność testować jeszcze zanim wszedł do produkcji i mam nadzieję, że przedstawię go Wam dokładnie wkrótce. Zacznę jednak od Pameli, którą poznałam już dogłębnie.

 

Gorteks - Pamela, rozmiar: 85H, kolor: szafirowy [Rozmiary miseczek: B-H, obwody: 65-100, cena: 79,99 zł w sklepie myBra.pl - uwaga zniżka na końcu!]

 

 

Estetyka

Na początek muszę Was zmartwić - ten kolor już się producentowi skończył i nie wiem, czy można go jeszcze gdziekolwiek kupić :-( Pamela trafiła do mnie kilka miesięcy temu i jest jeszcze przedstawicielką zimowej kolekcji. Obecnie w ofercie mamy bazową czerń i biel oraz całkiem kuszącą czerwień, a na jesień zapowiadany jest ciemny szmaragd, którego próbkę już widziałam :-) Ten kolor spokojnie zasługuje na modną nazwę: kobalt. Dzianina tyłu odrobinę różni się odcieniem od reszty, ale zauważyłam to dopiero robiąc fotki. 

Wszystkie wiemy, jak trudno w ofercie polskich producentów o mgiełkowe, ażurowe modele miękkie dla większych rozmiarów, dlatego wręcz nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Ażurek Pameli jest pełny i nieudawany. Cała miseczka uszyta jest z pojedynczej warstwy siateczki! Jak freyowskie mgiełki (od których jest znacznie tańszy). Jedynym zakłóceniem tej jednowarstwowości jest wszyty z boku panel, który jednak poprawia optycznie wygląd całości, tworząc iluzję bardziej zebranego, wypchniętego do przodu biustu.

Haft łączy proste kwiatki z bardziej skomplikowanymi różyczkami u góry miseczek. Jest staranny i przyjemny w dotyku, choć na krawędzi w niektórych miejscach niezbyt precyzyjnie pbrzycięty. Starannie zrobione są szwy na miseczkach - wąskie, równe, bez nadmiernego ściągnięcia, żadnego zagłębiania się w pierś w miejscu szwu itp. Podoba mi się, że haft z różyczkami zastosowano też na bokach. Jest starannie, symetrycznie rozłożony zarówno na miseczkach, jak i z boków.

Krawędzie, które mają tendencje do powiewania (pod bluzką jest to jednak niewidoczne), są wzmocnione wąskim silikonowym paseczkiem wszytym od środka. Ten paseczek jest trochę widoczny z zewnątrz i nieco przeszkadza wizualnie.

Silikonowy pasek naszyty na krawędź miseczki od spodu

 

Plus za cyrkonię na mostku - nie jest może szczególnie oryginalna, ale fajnie, że jest :-)

Ozdoba mostka - kokardka z wąskiej wstążki i metalowa zawieszka

 

Zapięcie jest przyzwoitej jakości.

 

Dopasowanie

Rozmiar, który sobie dopasowałam, to 85H, które na metce zostało przetłumaczone na brytyjskie 38FF. I chciałam dać dużego plusa za trafność tego przekładu. Sądzę, iż tak właśnie zachowywać się powinno na mnie 38FF :-) To znaczy, jest trochę przyluźne w obwodzie i dobre w miskach.

Metka od spodu.

 

Co do zgodności ze standardem rozmiaru polskiego - naprawdę nie mam już pojęcia, jak to oceniać. Dlaczego? Ponieważ takiego standardu cały czas w Polsce nie ma. Ostatnio przymierzane przeze mnie staniki kilku firm polskich miały rozmiary od 80H do właśnie 85H, przy czym kombinacje typu 85G albo wręcz 85F też okazywały się niekiedy pasować. No to stawiam Pameli piątkę, co mi szkodzi. Nawet tabela rozmiarowa w moim przypadku mówi niemal prawdę - teoretycznie Gorteksowskie 85H pasuje na 83-87 pod biustem i 111-113 w biuście, i tyle ja mniej więcej mam, a pod biustem nawet czasem wybieram 38 zamiast 36.

 

Kształt

Pamela daje ładne zaokrąglenie, średnie uniesienie i takie sobie zebranie. Byłaby pewnie skuteczniejsza w modelowaniu, gdyby nie rozciągliwość - o czym niżej. Generalnie nie jest tytanem modelowania biustu. Ale spokojnie - z domu wyjść się da ;)

 

Konstrukcja

Konstrukcja miseczek Pameli jest zasadniczo okej - ani trochę nie wykazuje nadmiernego zabudowania ani wchodzenia zbyt wysoko pod pachy, co tak często zdarza się naszym krajowym krojom. Pamela ma zabudowanie typowej balkonetki. Mostek przylega bez zarzutu, a fiszbiny układają się jak powinny, w nic się nie wpijając.

Mostek jest wąski, a dolny pas wszyty jest pod kanaliki fiszbin, bez dolnego marginesu, co daje subtelniejszy wygląd.

Pamela od spodu. Widać boczne panele.

 

Co mogę Pameli zarzucić, to bardziej typowy dla polskich biustonoszy krój, który nie daje tak silnego podniesienia biustu, jak typowa balkonetka angielska,  nie mówiąc już o ekstremalnych lifterach typu Cleo :-). Aczkolwiek nie powiedziałabym, że wyglądam w Pameli obwiśle. Nie gorzej niż w Chloe od Fauve ;) (wspominam o niej, bo niedawno nabyłam miękką balkonetkę w podobnym, choć ciemniejszym szafirze).

 

Podtrzymanie

Tu już niestety jest gorzej. Moje ciężkie 36G to dla Pameli trochę za duże wyzwanie. To jednak nie wina konstrukcji, a użytych materiałów.

Po pierwsze - tył jest ze zbyt elastycznej dzianiny. Powiecie, że jest za luźny - może i owszem, noszę go czasem na najciaśniejsze zapięcie, ale wydaje mi się, że mniejszy rozmiar nie rozwiązałby problemu. Dałby tylko większe naciągnięcie obwodu, a nie poprawił niestety podtrzymania. A tak, w większym rozmiarze, jest mi wygodniej, przy upalnej pogodzie wolę też mieć możliwość zwiększenia luzu. Mimo luźności tył nie podjeżdża mi na plecach - jest szeroki (zapięcie na trzy haftki) i zaskakująco dobrze siedzi na miejscu, dzięki czemu stawiam jednak „dostateczny” i to nawet z plusem.

Drugą wadą są zbyt rozciągliwe ramiączka. Biust zyskałby bardziej zebrany kształt i przytrzymanie, gdyby gumy nie były tak elastyczne. Są wygodne, ale... biegać nie polecam. 

 

Wygoda

Z przyjemnością stawiam piątala! Pamela jest wygodniczkiem. Noszę ją nawet w domu, co jest w moim przypadku ewenementem. W domu przeważnie dużo siedzę i obywam się bez biustonosza, ostatnio jednak z przyjemnością przebywam w Pameli. O dziwo, nie uwierają mnie usztywnienia boczne, mimo że są wszyte „po wierzchu”. Pamelcia wygodnie podtrzymuje, nie drażni ani nie gniecie, a przy tym jest ładniutka i przewiewna.

Usztywnienie boczne nie uwiera, mimo że końcówki nie zostały wszyte pod gumki

 

No właśnie - przewiewna. Z przyjemnością zakładałam ją niedawno, przy trzydziestostopniowych upałach, pod luźniejsze letnie sukienki, i czułam się w niej lepiej niż w niejednym brytyjskim cacku. Dlatego stwierdziłam, że już najwyższy czas, by ją Wam przestawić.

Czasem się zastanawiam, oceniajac takie właśnie luzaki, jak to jest mieć mniejszy biust i nie doświadczać tych wszystkich naprężeń, tych sił działających na nasze biedne staniki, i tego ucisku na skórę tu i tam? Nasze staniki to oczywiście „coś za coś” - niepodtrzymany, wiszący i skaczący biust przy braku biustonosza to byłaby też okropna niewygoda. Jednak chciałoby się kiedyś, zamiast zamieniać jedną niewygodę na inną, doświadczyć ideału...

 

Cena



Osiem dyszek, zamiast zwyczajowego sto kilkadziesiąt - jak dla mnie, wszystkie staniki mogłyby tyle kosztować. Duża część polskich firm ma ceny na takim właśnie poziomie i sytuacja, gdy zamiast jednej sztuki mogę nabyć dwie (jak robię to ostatnio, testując modele Ava), bardzo mi się podoba. Pamelcię dostałam jednak w prezencie. Tak czy owak, uważam ją za niezłą value, zwłaszcza jeśli ma się lżejszy biust i nie doświadcza tych problemów z podtrzymaniem, co ja. Jak z trwałością będzie - zobaczymy, było parę prań, wszystkie przeżyła. Na luksus ani dużą solidność jednak nie wygląda - gdyby materiały bardziej przypominały te z nowego modelu Marilyn, przeznaczonego dla D+ (a przynajmniej te zastosowane w testowanym przeze mnie prototypie...) - dostałaby maksa.

 

Galeria

Oto Pamela z bliska :-)

 

 

Podsumowanie

No cóż, cieszę się, że kolejna polska firma zaczyna dawać radę. Być może czekają nas narodziny nowego dobrego polskiego D-plusowca, sądząc po bardzo dobrej komunikacji z firmą, jej otwartości na sugestie i fakcie wprowadzenia do oferty modelu skierowanego specjalnie do naszej grupy. Już z samej Pameli można by wiele wycisnąć, zmieniając tylną dzianinę i ramiączka na mocniej podtrzymujące.

Mój gabaryt co prawda również w tej firmie stanowi, a przynajmniej do niedawna stanowił, górną granicę możliwości - większych miseczek niż H, czy też brytyjskie FF, nie ma ani w modelu Pamela ani w większości innych. Ale to się właśnie zaczyna zmieniać - w nowej Marylin miseczki są już do J. Są firmy, które tę granicę już od pewnego czasu przekracają - nimi także wkrótce się zajmę. Sądzę, że warto Gorteksowi kibicować na tej drodze.

 

 

Uwaga, promocja!

Recenzji tej towarzyszy obniżka w sklepie myBra.pl specjalnie dla stanikomaniaczek - -10% na wszystkie trzy kolory Pameli (biały, czarny, czerwony). Żeby skorzystać z rabatu, wpiszcie tajemniczy kod ST14PAMG w koszyku podczas składania zamówienia. Kod jest ważny do 25 sierpnia włącznie. Zapraszam w imieniu myBra.pl oraz oczywiście firmy Gorteks :-)

Czekam także na Wasze opinie zarówno na temat Pameli (jeśli już ją znacie), jak i reszty oferty Gorteksu. Czy według Was Gorteks rokuje dobrze na przyszłość, jeśli chodzi o ofertę D+?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 188
Zakładki:
Niezbędnik
Blogi w Polsce
Fora i strony w Polsce
Blogi na świecie
Fora i strony na świecie
Serwisy branżowe
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...