środa, 27 stycznia 2010

Na fali podsumowań i rozważań, co ostatnio zmieniło się w zaopatrzeniu naszego rynku w tzw. mniej popularne rozmiary biustonoszy, dużo mówi się o wysokich cenach importowanych marek. Oczy biuściastych z nadzieją zwracają się ku producentom polskim - liczymy na to, że zapewnią nam oni nie tylko lepszą dostępność towaru, ale i korzystniejsze ceny, niepokoi nas natomiast jakość (oraz jej relacja do ceny) i wciąż ograniczony zakres rozmiarów u większości z nich. Na pewno warto śledzić postępy dobrze rokujących polskich firm i starać się naciskać na poszerzanie oferty.

Dziś kolejna recenzja z cyklu „chcemy nosić polskie marki”, tym razem dotyczącą modelu fimy Kris Line. Co ciekawe, biustonosze tej firmy w D-plusowych zakresach rozmiarów wiele z nas spotykało dotąd głównie w brytyjskich sklepach internetowych, Kris Line szył je bowiem na eksport. Ostatnio jednak, w związku ze zmianami na rynku, D-plusowe serie KrzyśLinków zaczęły pojawiać się i w polskich sklepach. Dzisiejsza bohaterka pochodzi z jednego z warszawskich sklepów stacjonarnych. A oto jej przymioty :-)

Kris Line - Fallon, rozmiar: 34GG, kolor: fioletowy [Rozmiary miseczek: E-H, obwody: 70-90 (wg informacji na stronie sklepu), cena: 119 zł]


Estetyka

(4 1/2)

Nazwanie tego koloru fioletowym jest nieco mylące, z drugiej strony niełatwo znaleźć inne określenie. Barwy Fallon są trudne do zdefiniowania - ciemniejszy kolor to jakby śliwka złamana brązem, jaśniejszy - liliowy z lekkim posmakiem kakaowym, oba oryginalne, eleganckie, trochę w stylu vintage, podobnie jak kwiatowy nadruk na dolnej połowie miseczki. Drugim smaczkiem Fallon jest miękko lśniąca satyna górnej części miseczki.

Fallon jest biustonoszem pół-usztywnianym - obawiałam się, że granica między sztywną dolną częścią a miękką górną będzie się odznaczała, jednak tak nie jest. Ponadto usztywnienie jest delikatne i Fallon nie sprawia „pancernego” wrażenia. Ramiączka mają szerokość 2 cm, ale nie obciążają wizualnie całości - są gładkie i mają ciemny kolor (nie jasny, jak na fotce z katalogu).

Oryginalny design Fallon wystarczyłby do maksymalnej oceny, niepokoi mnie jednak jakość materiałów, a zwłaszcza cienkiej dzianiny, którą pokryty jest dół miseczki i z której zrobione są boki. Jest rozciągliwa, wiotka i obawiam się o jej trwałość - trochę „nie dorasta” do satynowej góry, sprawiającej wręcz luksusowe wrażenie.

 

Dopasowanie

(4)

Obawiałam się, czy miseczki Fallon będą odpowiadały brytyjskim standardom (mają rozmiar GG wg systemu brytyjskiego), lecz spotkała mnie miła niespodzianka. Są dość spore i pasują idealnie.

Obwód natomiast należy do bardzo rozciągliwych. Po kilku dniach noszenia musiałam zacząć ciaśniej zapinać biustonosz. Winny jest niestety materiał, z którego zrobiony jest tył.


Kształt

(4 1/2)

Dzięki lekko usztywnianym miseczkom Fallon dobrze podnosi biust, nieco gorzej natomiast zbiera z boków, ale też i nie rozstawia. Kształt piersi jest zdecydowanie okrągły, naturalny, linia biustu gładka. Miłośniczki nosków mogą być zawiedzione, amatorki półkul będą zadowolone.


Konstrukcja i podtrzymanie

(3 1/2)

Kolejny przypadek, w którym konstrukcja przodu stanika nadrabia niedociągnięcia tyłu. Miseczki są zbudowane z trzech części - zszytego z dwóch piankowych segmentów dołu oraz miękkiej góry i radzą sobie skutecznie z uniesieniem i zaokrągleniem piersi. Fiszbiny przylegają do klatki piersiowej we właściwych miejscach (żadnego odstawania czy nachodzenia na pierś) i są dobrej jakości - nie rozginają się na boki.

Boki miseczek od strony pachy są dosyć wysokie a ramiączka szeroko rozstawione - u mnie nie powodują dyskomfortu, lecz wyżej osadzone biusty mogą narzekać na ocieranie się krawędzi o pachę.

Cały przód stanika, aż do fiszbin bocznych (za które Fallon ma plusa) jest nieelastyczny, tył natomiast „nadrabia” rozciągliwością - uszyty jest ze słabiutkiej, cienkiej dzianiny o rozciągliwości niemal rajstopowej. Na szczęście jest dość szeroki, ponadto sytuację ratują gumki, lecz i te są wąskie i nie wiem, jak długo będą sobie radziły z podtrzymaniem biustu.


Wygoda

(5)

Powinna być piątka z plusem. Fallon jest mięciutka, przyjemna w dotyku i bardzo wygodna, bardziej komfortowa od wielu brytyjskich modeli. Może właśnie pod tym względem - komfortu - będą polskie marki konkurować z zagranicznymi?


Cena

(3 1/2)

Poprzednio recenzowany biustonosz polskiej marki, Attina, został oceniony wyżej - był o całe 40 zł tańszy. Co prawda Fallon ma nad tamtą „polską dziewczyną” przewagę - jest bardziej wyszukana estetycznie i subtelniejsza, przegrywa jednak jakością materiałów. Cóż z tego, że miseczki z przodu kuszą elegancką satyną, skoro tył uszyto z czegoś, nie bójmy się tego powiedzieć - słabo nadającego się na tył stanika D+? Wystarczyło zastosować mocną siatkę, jak w Attinie - w harmonizującym kolorze, i model mógłby bez najmniejszych kompleksów konkurować z biustonoszami brytyjskimi.

Nie rozumiem, czemu firmy polskie tak często skąpią na dobrej jakości tyły - czy wychodzą z założenia, że klient patrzy tylko na miseczki?


Podsumowanie

Fallon na razie dobrze i przede wszystkim wygodnie się nosi, choć obawiam się o jej trwałość. Zachęciła mnie jednak do dalszego śledzenia marki Kris Line, górującej nad wieloma innymi polskimi producentami zakresem rozmiarów i doświadczeniem konstrukcyjnym - w końcu przeszli przez brytyjską szkołę. Dzięki Fallon przekonałam się także, że nie taki „półsztywniak” zły - usztywnienie dołu miseczki nie musi wiązać się z dziobowatym kształtem!


Uwaga, promocja!

Fallon pochodzi z warszawskiego sklepu Satine, mieszczącego się pod dwoma adresami: ul. Puławska 24B i Mazowiecka 3/5. Naszej bohaterki wprawdzie nie zostało już zbyt dużo na półkach, lecz wszystkie stanikomaniaczki zaproszone są do korzystania z pozostałego asortymentu marki Kris Line z 10-procentową zniżką przez najbliższy tydzień. Hasło „stanikomania” :)

środa, 20 stycznia 2010

Treść dzisiejszej notki dla wytrawnych stanikomaniaczek nie będzie żadną nowością. Postanowiłam bowiem urządzić mały powrót do całego tego galimatiasu z obwodami i miseczkami, od którego Wszystko Się Zaczyna. Nie ukrywam, że mocno zainspirowała mnie Maheda i jej kolejny film edukacyjny, a ponieważ w związku z konkursem (i, mam nadzieję, nie tylko) zaglądają tu nowe czytelniczki, uznałam, że należy im się wyjaśnienie, o co w tym wszystkim chodzi i czy Stanikomania to jakiś klub zakupoholiczek, sklep ze stanikami, a może grupa wsparcia dla kobiet z przerostem biustu (no bo któż inny nosiłby biustonosze w rozmiarach G czy H)?

Miseczka D w powszechnej świadomości kojarzy się z końcem biustowo-stanikowej skali. Wszystko powyżej to D+, czyli Dziwactwo i „Here be dragons”. A tu tymczasem okazuje się, że alfabet nie tylko nie kończy się na D, ale dla niektórych - dopiero od niego zaczyna. Spróbujmy więc wyjaśnić, co to właściwie znaczy: nosić D?


Teoria owocowa

Na początek streśćmy to, co większość z nas wie na temat rozmiarów biustów i biustonoszy.

W świadomości przeciętnej klientki sklepu bieliźniarskiego biusty dzielą się na: małe (miseczka A), średnie (miseczka B), większe (miseczka C) i bardzo duże (miseczka D). Podobno istnieją jeszcze większe, ale mało kto je widział - w końcu wielki biust to rzadkość. Innymi słowy, że przypomnę tu pewien słynny slajd, który służył już w kilku prezentacjach na ten temat, większość z nas wyznaje tak zwaną teorię owocową:



Kiwi to kiwi - nie jest jabłkiem, leży więc w skrzyneczce z napisem „miseczka A”, która jest przeznaczona dla takich właśnie niewielkich owocków. I tak dalej.

Różowa Krecha, którą przekreśliłam obrazek, oznacza oczywiście, że teoria ta nie odpowiada prawdzie. Litera miseczki wcale nie określa objętości biustu, ponieważ, UWAGA: przy różnych rozmiarach obwodu pod biustem (wyrażanych liczbami, np. 70, 85) miseczka oznaczona tą samą literą ma różną pojemność! Większy biust zmieści się w staniku 90D, niż w staniku 70D. Nie wierzycie? Wystarczy przejść się do sklepu bieliźniarskiego i porównać staniki w tych dwóch rozmiarach - co zresztą uczyniła Maheda w swoim filmie.

 

Ta sama litera - inny biust!

Ja natomiast przywołam ilustrację, pochodzącą z nowozelandzkiego sklepu z bielizną Avokado, cytowaną także w blogu Stanikowy matrix:

Oba staniki mają ten sam rozmiar miseczki - DD (o oczko większy od D). Widać jak na dłoni, że w górnym staniku zmieszczą się dużo większe piersi, niż w maleństwie na dole. Cyfry oznaczają rozmiary obwodu pod biustem - australijsko-nowozelandzkie 18 to nasze 90, a 8 - nasze 65.

Na czym więc polega różnica między powyższymi egzemplarzami? Zostały uszyte na różne obwody pod biustem. Widać więc, że miseczka oznaczona tą samą literą przy większym obwodzie pod biustem zmieści większą pierś, niż przy mniejszym obwodzie pod biustem.

(Wracając do maleństwa - ostatnie ujęcie w filmie Mahedy przedstawia właśnie stanik w rozmiarze 60D. Jeśli więc dziwią Was drobne osóbki, proszące w sklepach z bielizną o rozmiar 65D czy E, czy też, o zgrozo, G, a następnie narzekające na internetowych forach na mały wybór - to... powinnyście już przestać się dziwić ;-)

 

Liczbowe manipulacje sklepów

Przekonanie o tym, że litera oznacza bezwzględną objętość biustu, wzmacniają w nas niestety sklepy bieliźniarskie.

Wchodząc do typowego sklepu z bielizną bywamy taksowane wszystkowiedzącym wzrokiem ekspedientki, a następnie nasz biust zostaje wrzucony do skrzyneczki z odpowiednim owockiem: A, B, C lub D. Wedle tej błędnej taksonomii szczupła dziewczyna o drobnych piersiach nie może nosić niczego innego niż A, a kobieta bardziej biuściasta - najwyżej D.

Co się dzieje, gdy piersi naszej klientki (kryptonim, dla skupienia uwagi, „Pomarańczka”) występują z brzegów miseczek przymierzanego stanika? Najczęściej dostaje do zmierzenia kolejny stanik, ale nie z większym rozmiarem miseczki (bo przecież pomarańczka nie jest dynią!), lecz o większym obwodzie pod biustem.

Gdy okaże się, że jabłuszka naszej Pomarańczki nie mieszczą się w staniku o rozmiarze 70D, dostanie ona do przymierzenia 75D. Nie może być inaczej - na D kończy się asortyment sklepu. Nasza bohaterka wprawdzie jakoś mieści się w tym rozmiarze, ale cóż to? Tył stanika podnosi się w górę, zamiast zostać na jednej linii z piersiami, a biust jest jakoś dziwnie słabo podtrzymany. Dlaczego? Rozmiar obwodu jest za luźny. Zamiast zwiększyć obwód, należało bowiem zwiększyć miseczkę. Przecież to nie podbiuście klientki nie mieściło się w staniku, lecz jej biust.

Spójrzmy jeszcze raz na poprzednią ilustrację - większy obwód pod biustem jest przeznaczony dla tęższej osoby, niż mniejszy. Pomarańczka powinna była dostać do przymierzenia rozmiar 70DD albo 70E, ale... sklep nie sprowadził, hurtownia nie zamówiła, producent nie uszył... no bo przecież wszyscy uważają, że miseczka E ma wielkość dyni i nikt o takie dziwactwa w sklepach nie pyta.

Pomarańczka wyszła więc ze sklepu z kolejnym źle dopasowanym stanikiem 75D i zastanawia się, co jest nie tak z jej piersiami - wszystkie staniki leżą na nich jakoś dziwnie. Widocznie są jakieś niewymiarowe... Najłatwiej winić biust, gdy tymczasem należałoby oskarżyć stanik!

(ilustracja pochodzi z artykułu Nie! namiotom w brudnym beżu z Wysokich Obcasów)

 

D jak Duży, G jak Gigant?

Jedną z konsekwencji teorii owocowej oraz liczbowej manipulacji jest także błędne przeświadczenie, że rozmiary piersi, im dalej w alfabet, rosną bardziej, niż to zachodzi w rzeczywistości. Jeśli porównamy ze sobą staniki o tym samym obwodzie pod biustem, lecz z różną literą miseczki, to oczywiście miseczki te będą różniły się między sobą. 65E będzie wyraźnie większe od 65B. Ale, ale... Czy ktoś w ogóle widział taki rozmiar: 65E? Przeciętne sklepy z bielizną rzadko dysponują większymi miseczkami przy małych obwodach pod biustem. Pytając o jakiekolwiek E, najczęściej dostaniemy np. 85E. To już całkiem zauważalny biust i obwód pod biustem - taki stanik może zrobić wrażenie ogromnego, zwłaszcza na szczupłej, młodej osobie. Stąd zapewne przekonanie o tym, że miseczki większe od D muszą być naprawdę wielkie i noszą je tylko osoby korpulentne. A my przecież chcemy być szczupłe, zgrabne, wiotkie i powabne - nosimy najwyżej D!

A obok na fotce - dziewczyna nosząca miseczkę G. Czy to naprawdę Gigant?


Wołanie o zróżnicowanie

Ograniczona oferta większości firm produkujących biustonosze zmusza 80% kobiet do noszenia rozmiarów niedostosowanych do ich realnych wymiarów. W konsekwencji „liczbowej manipulacji” większość z nas nosi zbyt luźne obwody pod biustem i zbyt małe miseczki, a słysząc o 65G najczęściej myślimy, że to rozmiar bardzo nietypowy, albo w ogóle nieistniejący w przyrodzie. Tymczasem powinno nosić go znacznie więcej osób, niż nam się wydaje. Jesteśmy znacznie bardziej zróżnicowane niż to, co oferuje nam przeciętny producent bielizny.

Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii niektóre firmy bieliźniarskie wpadły na pomysł, by wyspecjalizować się w rozmiarach spoza zakresu A-D. Pewnie niektóre z Was dziwią się, że pełno w tym blogu angielskich marek bielizny - cóż, tak się złożyło, że właśnie Brytyjczycy pierwsi zaczęli rozwijać segment D+. W 2005 roku pewna mądra Biuściasta wpadła na pomysł założenia forum dla kobiet z większym biustem - tak powstało Lobby Biuściastych, które stało się inspiracją do powstania Stanikomanii. Zaczęło się od wymiany informacji o zagranicznych (głównie) sklepach i markach, skończyło na propagowaniu wiedzy o prawidłowym dobieraniu stanika, lobbowaniu producentów oraz inspirowaniu dziesiątek kobiet do otwierania własnych sklepów i szkolenia się w zawodzie bra-fitterki, czyli osoby specjalizującej się w dobieraniu kobietom biustonoszy. A wszystko to po to, by odpowiedni dać piersiom stanik :-)


A na deser...

Oto wspomniany wyżej film Mahedy - tym razem wydaje mi się co prawda nieco chaotyczny, niezbyt dobrze też widać staniki w niektórych ujęciach - ale idea została przekazana, a nad formą można jeszcze popracować. Towarzyszy mu artykuł, którego lekturę bardzo polecam - doskonale systematyzuje kwestię miseczkową!

 

Lektura uzupełniająca

- a właściwie obowiązkowa ;-), Kwestii Rozmiaru nie da się bowiem wyczerpać w jednej notce.

Alfabet Stanikomanii

Jak założyć stanik?

Obwód to podstawa, czyli jak dobrać obwód pod biustem

Gdzie zaczyna się pierś, czyli jak dobrać miseczkę

Bra-fitting w 3 krokach, czyli dobieranie stanika w pigułce

Oraz, last but not least, Brafitting by Maheda, czyli stanikologiczny kanał na YouTube, a w nim niezrównane metamorfozy rozmiarowe na żywo.

piątek, 15 stycznia 2010

...trzy i pół, głową sięgam ponad stół... Gdyby tak Stanikomanię zmierzyć w metrach bieżących zapisanego ekranu, sięgnęłaby znacznie wyżej! Skąd nagle przedszkolne wierszyki w miejscu dla, bądź co bądź, dam w wieku co najmniej dorastającym? Otóż nie dalej jak wczoraj, czyli 14 stycznia, Stanikomania obchodziła swoje trzecie urodziny.

Co wydarzyło się w ciągu minionego roku na łamach różowego blożka? Należy się małe...


Sprawozdanie!

W styczniu 2009 głosowałyśmy na Kusidełko (i tej zimy też będziemy! Chciałabym jednak w tym roku trochę wzbogacić plebiscyt, szczegóły wkrótce), nauczyłyśmy się też, jak zbudować sobie karmnik... to jest, przerobić zwykły stanik na stanik do karmienia, oraz dyskutowałyśmy o tym, czego wymaga karmiący biust. Stanikomania dostała też mnóstwo Waszych głosów w konkursie na Blog Roku (niżej kilka słów na ten temat :-).

W lutym wróciłyśmy do arcyważnego zagadnienia prawidłowego zakładania stanika. Zachwycałyśmy się też zapowiedziami jesienno-zimowej kolekcji Panache - tych, które właśnie wykupujemy ze sklepów. Dyskutowałyśmy też o tym, kim jest bra-fitterka i dlaczego nie jest wróżką. Marzec był miesiącem bra-fittingu :-) Spotkania staniko-dopasowawcze zaczęły robić prawdziwą karierę. Zaroiły się od lobbystek imprezy i festiwale kobiece, takie jak Progressteron. Rasowe maniaczki zaś podziwiały zapowiedzi kolejnej kolekcji marek Freya, Fantasie, Fauve i Elomi.

Kwiecień za to był miesiącem nauki - Stanikomania doniosła, co badacze mają do powiedzenia na temat biomechaniki ruchu piersi, a spektakularny przykład uświadomił wielu z nas, jak wiele w wyglądzie piersi potrafi zmienić podtrzymanie ich odpowiednim stanikiem. Do ruchu wróciłyśmy w maju, przeglądając aktualną ofertę biustonoszy sportowych. Poza tym maj należał do wygodnickich - dzięki Waszej pomocy w czerwcu powstał ranking stanikowych niewygód, czyli tego wszystkiego, czym dręczą nas biustonosze.

W lipcu zastanawiałyśmy się, czego brakuje polskim biustonoszom i dlaczego tak rzadko je nosimy (a przecież chcemy nosić polskie marki!), poczęstowałam Was także pierwszą w historii bloga recenzją polskiego stanika. W sierpniu pomagałyśmy naszym babciom dobrać biustonosz, podziwiałyśmy też zapowiedzi kolekcji na nadchodzącą wiosnę i lato, m.in. marek: Cleo, Masquerade oraz Freya&inne na F, a wrzesień zaczął się od Elomi. Pełne kształty konkurowały jesienią z drobnymi sylwetkami - moja współpracowniczka Sylwiastka debiutowała artykułem o dobieraniu stanika na mniejszy biust.

Październik przyniósł kolejną turę bra-eventów oraz debiut edukacyjnego kanału na YouTube - Brafitting by Maheda, którego twórczyni była także gwiazdą listopada. Dyskutowałyśmy też o wadach i zaletach usztywnianych staników. W listopadzie małobiuściasta część redakcji zajęła się odpowiednimi krojami dla drobnych piersi. Przedstawiłam Wam również mobilne narzędzie bra-fittingowe, czyli aplikację Bra-Fitter na iPhone. Grudzień przyniósł pierwszą małobiuściastą recenzję i dalszy ciąg Mahedowych metamorfoz (z miseczki C na FF). W Sylwestra zaś, jak na ostatni dzień Starego Roku przystało, zastanawiałyśmy się, czy stanikowy rok 2009 był wystarczająco dobry :-)

Uff, czy to już wszystko? Oczywiście, że nie! Oprócz tego Stanikomania rozmawiała z trzema sklepami bieliźniarskimi oferującymi profesjonalny bra-fitting (KAROline, Abrakadabra, Lady's Place) oraz z dynamicznie rozwijającą się firmą odzieżową BiuBiu (mrrau!). Zajmowała się też tym, co wprost uwielbia, czyli tematycznymi przeglądami rynku (np. bikini czy wszystko czerwone), prezentacjami biuściastych marek, oraz zasypała Was (mam nadzieję, że nie zanudziła!) stertą recenzji staników... Nawiasem mówiąc - chętnie posłucham Waszych uwag o tym, czego Waszym zdaniem na blogu brakuje - czego jest tyle, ile trzeba, czego za dużo, a czego za mało?

Trzeci roczek Stanikomanii był całkiem pracowity. Czy następny też taki będzie? Mam nadzieję, że tak! Dziękuję wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom za trzy wspólne lata i zapraszam do wkroczenia wraz z nami w czwarty rok stanikomaniactwa, stanikofilstwa i stanikoholizmu (nie zapominając o bra-edukacji, bra-eventach i bra-fittingu oczywiście).


Trzylatka na start!

Rok zazwyczaj kończą rankingi i konkursy - zgodnie z dwuletnią tradycją Stanikomania startuje w konkursie na Blog Roku 2009, organizowanym przez Onet.pl. W poprzednich latach Jurorzy notorycznie nominowali różowego blożka do nagrody, choć ostatecznie trafiała ona w inne ręce. Czy i w tym roku mamy szansę znaleźć się w finale? Będzie to zależało w pierwszej kolejności od Waszych głosów, w drugiej - od decyzji Jury. Jak zagłosować na Stanikomanię?

O, tak:

Blog Roku 2009Żeby zagłosować na Stanikomanię, trzeba wysłać SMS o treści H00329 (H jak miseczka H, dwa zera, trzysta dwadzieścia dziewięć) na numer 7144. Po zagłosowaniu otrzymujemy potwierdzenie oddania głosu. SMS kosztuje 1,22 PLN brutto.

Na stronach konkursowych znajdziecie etapy i zasady konkursu. Można też na bieżąco obserwować ranking.

Po co to wszystko? - zapytacie. Tytuły, nagrody? Hmm, jakiś laptop w zapasie zawsze się przyda, ale w końcu na czymś już te notki piszemy ;) Jak wspomniałam już rok temu, jest jedna bezcenna rzecz, którą można osiągnąć dzięki wysokiej pozycji na stronach konkursu - nowe czytelniczki, czyli, w perspektywie, nowe prawidłowo ostanikowane oraz nowe członkinie biuściastej społeczności, zgłaszające zapotrzebowanie na odpowiednio dopasowaną bieliznę.

Zachęcam także do poparcia młodego biuściastego bloga (też na S :-) - Stanikarnia. Szkoda, że w konkursie nie startuje więcej biu-blogów, bo chętnie widziałabym tam jeszcze kilka. Mam nadzieję, że nowe wizyty na stronie Stanikomanii przyniosą także wzrost odwiedzin na pozostałych.

Dziękuję za wszystkie już oddane i te jeszcze nieoddane głosy, a przede wszystkim za to, że wpadacie czasem na różowego blożka. Trzylatki podobno są bardzo towarzyskie :-)

08:38, kasica_k
Link Komentarze (39) »
wtorek, 12 stycznia 2010

Być może dziwicie się, że ostatnio tak obficie zasypuję Was recenzjami, biorąc przykład z panującej wokół śnieżycy :) Przyczyna jest prosta - w sumie już niedługo na topie znajdą się wiosenne nowości, a kolekcja zimowa powoli odejdzie w cień. A tu tymczasem tyle jeszcze zostało do opisania! Śmiem bowiem twierdzić, że tegoroczna jesień naprawdę obfitowała w piękne modele. Po prostu nie potrafię ich pominąć, zwłaszcza że tak wiele z nich pokazało się w moich ulubionych kolorach ;-) Do tego jeszcze nacierają nowe na naszym rynku marki, które także wołają o eksplorację. Jednym słowem - nawał! Łapmy więc kolejną śnieżynkę, póki jeszcze wisi w sklepach!

Lucy to kolejne spełnienie moich kolorystycznych marzeń, po fioletowej Arabelce i turkusowej Arizie. Pozostałe srebrne marzenia to Lara marki Elomi oraz Evie marki Fantasie, naprawdę urodziwe sreberko... Zacznę jednak od marzeń spełnionych :-)

Freya - Lucy, rozmiar: 34GG, kolor: srebrny [Rozmiary miseczek: D-J, obwody: 28-38 (60-85), cena: 209 zł]


Estetyka

(4,5)

Lucy to jeden z kilku modeli z rodziny satynowych balkonetek do miseczki J. Zachwycałam się już perłową Katie - do serii tej mam wyjątkową słabość właśnie z powodu gładkiego, lekko połyskliwego materiału, z którego uszyte są miseczki. Dzięki niemu nawet w codziennej, pastelowej kolorystyce staniki te robią bardzo eleganckie wrażenie, a co dopiero w wydaniu szarosrebrnym (czekam na złoto i miedź!). Roślinny ornament miseczek został powtórzony na bokach z mocnej siatki - lubię taką jednolitość, sprawia wrażenie, że model jest dopracowany.

Wykończenie miseczek i ozdoby nie są czarne, lecz ciemnografitowe. Brawo za delikatne kokardki, atut większości modeli marki Freya - to nie jest kawałek zwykłej wstążki, dostępnej w każdej kwiaciarni ;)

Wadą są w moim odczuciu zbyt szerokie ramiączka. Tym razem zdecydowałam się na miseczkę GG, co sprawiło, że „wskoczyłam” na wyższy poziom wzmocnienia niż w Katie. Nie przeszkadzają mi szersze boki i zapięcie, ale ramiączka szerokości 2,2 cm sprawiają wrażenie nieco dziwaczne, mimo że ozdobna guma jest całkiem ładna.

 

Dopasowanie

(4)

Podobnie jak w przypadku Katie, tak i tu odniosłam wrażenie, że miseczki są nieco większe od przeciętnej, choć nie o cały rozmiar. Dlaczego zdecydowałam się tym razem na GG? Cóż, trochę powiększyły mi się wymiary, poza tym trochę z eksperymentatorskiej ciekawości. Myślę, że mogłabym jeszcze skusić się na G, ale GG przekonało mnie do siebie ostatecznie lepszym podtrzymaniem.

Ocenę obniżam głównie ze względu na rozciągliwy obwód, choć szerokość boków w tym rozmiarze sprawia, że zachowuje się on lepiej niż w Katie.


Kształt

(5)

Noski zadarte, lecz zaokrąglone :-) Bardzo dobre podnoszenie i zebranie z boków. Pierś w górę i do przodu - na piątkę.


Konstrukcja i podtrzymanie

(5)

Jeśli rozciągliwość obwodu przynosi straty w podtrzymaniu, to są one znikome. Zapobiega im szeroki pas i pionowe fiszbiny boczne. Wysokość boków jednak nie jest przesadna, miseczki nie uwierają w pachy, a fiszbiny leżą idealnie.

Jedyny mankament to lekkie marszczenie się miseczki na szwie biegnącym w stronę ramiączka, występuje jednak tylko na mojej mniejszej piersi i wydaje się być raczej kwestią rozmiaru niż kroju.

Miseczki są oczywiście nieco wyżej zabudowane niż w rozmiarze 34G, jednak nie postrzegam tego jako wady - biust wygląda ładnie, koronka nie wychyla się z przeciętnego dekoltu, choć do głębszych wycięć Lucy się nie nadaje. Ale ostatecznie - to nie plunge ani half-cup.

Czuję się w Lucy stuprocentowo bezpiecznie. Można biegać :)


Wygoda

(5)

Zdarza się, że czuję ozdobioną pętelkami dolną krawędź stanika, lecz w sposób, który mi nie doskwiera. Poza tym Lucy jest komfortowa i niewyczuwalna.


Cena

(2)

Oceną tą wyrażam swój stanowczy sprzeciw wobec: 1) zjawiska pod tytułem „biustonosze za dwieście złotych”, 2) dyskryminacji G-plusów.

Co dokładnie mam na myśli? „Przecież takie staniki są po dwieście złotych!” to argument często podnoszony w momencie, gdy próbujemy przekonać kogoś do zmiany rozmiaru stanika, jeśli zmiana ta dotyczy przejścia z bardziej na mniej „typowy” rozmiar. Z reguły daje się jakoś przekonać naszą rozmówczynię, żeby mimo wszystko spróbowała nowej jakości życia w dobrze dobranym biustonoszu - podsuwając jej tańsze, często nawet dużo tańsze propozycje. I tak się jakoś składa, że przeważnie pochodzą one z wyprzedaży w angielskich sklepach tudzież z serwisów aukcyjnych, co jest doprawdy smutne. Chciałabym móc uczciwie proponować w takich sytuacjach sklepy polskie, których przecież jest już tak dużo.

Cena Lucy należy do tych irytujących utrącaczy argumentów za zmianą rozmiaru, pretekst do „Aniemówiłam, że po dwieście?”. I jakby nie patrzeć, nasza oponentka będzie miała świętą rację - dwieście złotych to naprawdę za dużo za normalny w końcu, choć bardzo ładny stanik.

Druga sprawa - w rozmiarach do miseczki G włącznie stanik ten jest o 10 zł tańszy. To nie jest polski wynalazek - podobne różnice występują w sklepach brytyjskich. Pamiętacie akcję Bust4Justice? Moim zdaniem to trochę nieładnie - uzależniać cenę od rozmiaru... Zwłaszcza jeśli cena tego tańszego wariantu i tak jest bardzo wysoka.


Podsumowanie

Lucy jest jednym z moich ulubionych staników, choć za dobre G-plusowe podtrzymanie musiałam zapłacić szerokachnymi ramiączkami. Srebrna satyna i zgrabny krój sprawiają, że eksperymentu nie żałuję. To bardzo dobry model, dopracowany i świetnej jakości, która jednak z trudem uzasadnia tak wysoką cenę... Na szczęście udało się odrobinę ją obniżyć :-)

 

Uwaga, promocja!

Zielonogórski sklep KAROline.pl (działający stacjonarnie na ul. Sikorskiego 6) oferuje stanikomaniaczkom aż 15% zniżki na model Lucy - do 17 stycznia. Na hasło stanikomania (małymi literami) sreberko stanie się więc nieco tańsze :-)


 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...