poniedziałek, 23 stycznia 2012

Na przekór mało energetycznej aurze proponuję aktywny temat :-) Pamiętacie być może, jak obiecywałam, że wrócę do tematyki sportowej i że postaram się pozyskać siły maksymalnie kompetentne (czyli: biuściaste i ruchliwe :) do oceniania tego, co w dziedzinie podtrzymywania biustu podczas uprawiania sportu proponują nam producenci. Biust w ruchu - akcja testowania bielizny sportowej - to pierwsza próba sprostania oczekiwaniom wysportowanych stanikomaniaczek :-) Do akcji na razie włączyły się marki Shock Absorber oraz Freya Active i mam nadzieję, że ich pula będzie rosła.

Biust w ruchu stanie się, jak planuję, jednym z działów większego cyklu, którego kryptonim brzmi Stanikotest, a którego ramach będę regularnie oddawać głos niezależnym recenzentkom, rekrutującym się spośród Czytelniczek (dość monopolu kasicy_k na recenzje na Stanikomanii, ha!), nie tylko w dziedzinie bielizny sportowej, ale i codziennej czy „do zadań specjalnych”.

Zanim przedstawię Wam pierwszą staniko-testerkę, garść zasad, którymi będziemy się kierować:

  • Oceny recenzentek są szczere i bezstronne. W ich treść nie ingeruje ani autorka Stanikomanii, ani jakikolwiek inny podmiot, w szczególności firmy wspierające akcję. Wsparcie ze strony firm może polegać jedynie na dostarczeniu bielizny do recenzji. Ani autorka Stanikomanii, ani recenzentki nie pobierają żadnego wynagrodzenia za udział w akcji. Autorka Stanikomanii zastrzega sobie prawo do drobnych poprawek stylistycznych w tekstach, nie wpływających na treść recenzji.
  • Biustonosze oceniane są w punktach, w skali 1-5 (niedostateczny, mierny, dostateczny, dobry, bardzo dobry).
  • Każdy z testowanych biustonoszy sportowych powinien być wykorzystany w co najmniej pięciu pełnych treningach (im więcej, tym lepiej :). Powinien też przejść kilkukrotne pranie i suszenie. Jeżeli trenowanie w danym biustonoszu sprawia recenzentce wyraźny dyskomfort, może przerwać jego testy w dowolnym momencie. Informacja o tym powinna się znaleźć w recenzji. 

A teraz... do biegu, gotowi - start! :-)

 

Ula recenzuje: Freya Active Soft Cup i Shock Absorber B4490



Moja aktywność

Od kilku lat biegam hobbystycznie. Na początku – jeszcze nieświadoma istnienia dobrze dopasowanych staników sportowych - postanowiłam przebiec maraton. Cel osiągnęłam, ale podczas wszystkich treningów oraz samego maratonu mój biust nie pozwalał mi o sobie zapomnieć.

Aktualnie biegam raczej rekreacyjnie, zazwyczaj ok. 5-10 km, czasami, w weekendy robię dłuższe trasy, aczkolwiek powyżej 20km już raczej nie biegam – nie mam niestety tyle wolnego czasu, co podczas studiów. Jeśli chodzi o tempo, to zazwyczaj staram się utrzymać puls ok. 130, więc sprinterem nie jestem.

Oprócz biegania jeżdżę również na rowerze. Jest on moim ulubionym środkiem lokomocji i przyznam szczerze, że za nic nie wsiądę wiosną, latem i jesienią do samochodu, jeśli mogę jechać bicyklem. Dlatego też tak długo, jak poranki nie nokautują mnie swoją rześkością, dojeżdżam do pracy na rowerze.

Co tydzień chodzę jeszcze na piłkę nożną.

Każda z tych aktywności jest inna i wymaga innego poziomu podtrzymania biustu. Moim zdaniem podczas jazdy na rowerze zwykły stanik wystarczy. Do biegania konieczny jest stanik mocno trzymający biust, zaś do piłki taki, który zapewnia poczucie stabilności podczas szybkich zwrotów i gwałtownych podskoków.

Dotychczas korzystałam z dwóch staników sportowych: Royce Impact Free 30G oraz Shock Absorbera BE53 32F. Na mój biust (69/96, normalnie noszę 30G; dla porządku dodam jeszcze wzrost: 168cm) SA był lekko przyciasny, zaś Royce po dłuższym czasie stracił swoje właściwości podtrzymujące. Ostatnio przetestowałam dwa inne staniki sportowe:

- Freya Active Soft Cup (bez fiszbin), rozmiar 32FF

- Shock Absorber B4490, rozmiar 32FF

 

Podtrzymanie i redukcja ruchów biustu podczas uprawiania sportu

Freya Active 



Ogólnie jest bardzo dobrze, ale jeszcze nie idealnie. Po dłuższym biegu zaczynam odczuwać lekko ruch biustu – czyżby materiał się rozciągał podczas treningu? Ciężko stwierdzić. Po pierwszym treningu odniosłam wrażenie, że obwód się rozciągnął – przed treningiem dopinałam się tylko na pierwszą haftkę, po treningu byłam w stanie się dopiąć na najciaśniejsze haftki. A może to ja się rozciągnęłam po biegu? ;)

Osobną kwestią są ramiączka – jak dla mnie (a jestem osobą raczej średniego wzrostu o standardowej długości tułowia i wysokości biustu) były trochę za długie – po maksymalnym podciągnięciu ramiączek ciągle brakowało mi 1 cm. Postanowiłam więc skrócić lekko ramiączka i w wersji skróconej jest już idealnie:)

 

Shock Absorber



Tutaj sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku Freyi. Jest prawie idealnie, ale czasami czuję jeszcze ruch biustu. Ogólnie biust jest bardzo dobrze podtrzymany, przez większość czasu zapominam o jego istnieniu.

W tym modelu również musiałam podciąć ramiączka. W wersji skróconej jest o niebo lepiej, niż w fabrycznej.

 

Dopasowanie i przewidywalność rozmiaru 

Freya Active



Shock Absorber



W przypadku obu modeli jestem zadowolona z dopasowania i przewidywalności rozmiaru. W ciasnoobwodowych modelach biorę 32FF, taki też rozmiar pasował mi w obu sportowcach.

Ważne! Staniki sportowe nie mogą być za duże – jeśli tak się stanie, to zapomnijcie o dobrym podtrzymaniu. Jeśli musicie wybierać mniejsze zło, bo akurat jesteście między rozmiarami, to bierzcie rozmiar mniejszy w miskach.

 

Komfort noszenia

Freya Active

/0!

Shock Absorber

/

Na krótkich dystansach oba staniki są niezwykle wygodne, nic nie uciska i nie obciera. Niestety wraz z kolejnymi kilometrami Freya zmienia się w ciche narzędzie tortur.

Ostatnio zabrałam się za treningi przed półmaratonem i zaczęłam robić tzw. wybiegi - tzn. dłuższy bieg i spokojne tempo (min. 15-18 km). Niestety Freya się do tego nie nadaje - po pierwszym wybiegu miałam mniejszą pierś obtartą do krwi wzdłuż odszycia dodatkowej warstwy materiału przy fiszbinie. Goiło się to tydzień - masakra. Po godzinnym biegu krwi nie ma, ale otarcia niestety tak. Po wybiegu w SA piersi były OK, zero otarć, zero krwi.

Podsumowując: dla osób trenujących krótko lub mało intensywnie, oba modele będą dobre. Jeśli jednak planujecie długo biegać lub uprawiać coś równie ruchomego ;) -  zdecydowanie odradzam Wam Freyę. Osobiście nie założę już jej więcej na dłuższe biegi.

W tej kategorii wystawiam dwie oceny: krótkodystansową (pierwsza) i długodystansową (druga). Niestety Freya za krew dostaje zero!

 

Wygoda regulowania, zakładania i zdejmowania

Freya Active



Shock Absorber

W obu przypadkach staniki zakłada się bez problemu, radzę sobie sama. Shock Absorber ma dwa osobne zapięcia, które można oddzielnie regulować, zaś Freya ma jedno szerokie zapięcie, które gwarantuje stabilność obwodu. W obu przypadkach zapięcia nie rozpinają się samoistnie. Podobnie wygląda kwestia ramiączek - raz wyregulowane pozostają niewzruszone podczas treningów i prania – nie musiałam ich jeszcze ani razu ponownie regulować.

 

Odprowadzanie wilgoci

Freya Active



Shock Absorber



Niestety oba modele nasiąkają potem w dolnej części piersi. Im bliżej gumy obwodowej, tym gorzej. Staniki nasiąkają po ok. 20 min. treningu (aczkolwiek tutaj dużą rolę gra zapewne nasz indywidualny poziom potliwości). Podczas treningu i tak się tego mocno nie odczuwa, niemniej „oddychanie” i „odprowadzanie wilgoci” w obu modelach traktuję bardziej jak chwyt marketingowy niż fakt.

 

Wytrzymałość materiałów 

Freya Active



Shock Absorber



Ogólnie oba staniki po dłuższym testowaniu podczas treningów i prania o dziwo nadal wyglądają dobrze. Oczywiście tu i ówdzie wolne końce materiału zaczęły się siepać, pojawiły się małe kuleczki w kilku miejscach – ale jest to moim zdaniem normalne. Materiały sprawiają wrażenie trwałych i mam nadzieję, że nie będę zmuszona zmienić o nich zdania w najbliższej przyszłości.

Jedyną uwagę mam do obwodu Freyi – ciągle pamiętam wrażenie po pierwszym treningu, że się rozciągnął. Dlatego też odejmuję jej dodatkowe pół gwiazdki.

 

Wygoda eksploatacji

Freya Active



Shock Absorber



Łatwo się pierze i suszy. Piorę w pralce w 40 stopniach, wraz z innymi ubraniami. Suszę normalnie na suszarce, nie oprawiam nad nimi żadnych rytuałów ;) Trzymam je schowane w szufladzie, nic szczególnego z nimi nie robię.

W tym miejscu po prostu MUSZĘ wspomnieć o niejednoznaczności zaleceń dot. prania dla Freyi – metka w obwodzie pozwala na pranie w pralce, zaś metka doczepiona do stanika każe już prać ręcznie, suszyć w cieniu i odmówić stosowne modlitwy podczas aktu prania. Litości, stanik sportowy, z którym mam się obchodzić jak z jajkiem? Nie ma mowy. Oczywiście na początku przestudiowałam zalecenia zawarte na metce dołączonej do stanika. Żywo oburzona postanowiłam się do nich nie stosować i prać stanik w pralce. Podczas dokładniejszego oglądania stanika spojrzałam na metkę wszytą w obwód i z ulgą przeczytałam ludzkie warunki prania. Za irytację związaną z praniem ręcznym i suszeniem w cieniu odejmuję Freyi pół gwiazdki.

 

Estetyka

Freya Active


Shock Absorber

Freya wizualnie jest bardzo ładna. Przemawia do mnie to połączenie kolorystyczne oraz sposób, w jaki kolor został wpisany w pozornie nudny, czarny stanik. Jeśli chodzi o kształt… Na pewno mój biust sprawia wrażenie gotowego do sprintu ;) Takich rakiet nigdy jeszcze nie miałam! Na szczęście zawsze na stanik zakładam bluzkę, a pod nią efekt nie jest już tak piorunujący.

Shock Absorber jest bardzo oszczędny w designie, podoba mi się. Nie rozumiem jedynie, po co obszywają czarny stanik białą lamówką – takie coś wygląda fajnie do pierwszego prania. A potem biel zjeżdża po równi pochyłej w kierunku brudnych szarości. Jeśli chodzi o kształt, SA oferuje nam „seksowną” jednopierś – nasze atrybuty kobiecości są mocno ściśnięte i przyklejone do klatki piersiowej. Efekt nie powala. 

Nie oszukujmy się, kształtowanie biustu to nie jest coś, co decyduje o zakupie stanika sportowego – tutaj liczy się przede wszystkim podtrzymanie. Aczkolwiek miło by było kiedyś założyć śliczny, pięknie kształtujący i genialnie podtrzymujący stanik sportowy:)

 

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolona z obu staników. Dobrze podtrzymują, ładnie wyglądają, sprawiają wrażenie trwałych… Super! Trenowanie w nich sprawiało mi dużą frajdę i o to chodzi :)

Ula

 

Podziękowania i zaproszenie

Stanikomania ma głos :-) Dziękuję Uli za zgodę na zostanie naszą pierwszą recenzentką, sumienne przetestowanie obu biustonoszy, recenzję i zdjęcia. Dziękuję również polskim dystrybutorom marek Freya Active oraz Shock Absorber, którzy wspierają nasza akcję, dostarczając bielizny dla recenzentek (tym drugim należą się szczególne podziękowania z uwagi na to, że to oni wyszli z inicjatywą całego przedsięwzięcia, chcąc zmierzyć się z innymi liderami bra-sportu :).

Zapraszam także przedstawicieli innych marek do udziału w kolejnych odcinkach Biustu w ruchu - marzy mi się, byśmy mogły w ten sposób przeanalizować ofertę wszystkich marek dobrych biustonoszy sportowych na rynku.

Czytelniczki zaś jak zwykle zapraszam do komentowania - jestem bardzo ciekawa, jak Wam się podoba formuła recenzji i czy udało się nam uwzględnić wszystko, co ważne w dobrym staniku sportowym. A może macie jakieś własne uwagi odnośnie do recenzowanych biustonoszy albo propozycje, które modele warto byłoby jeszcze przetestować?

wtorek, 17 stycznia 2012

Różowy blogasek chyba już wszedł w zaawansowany wiek, bo niewiele brakowało, a zapomniałby o swoich urodzinach! I to nie byle jakich, bo w zeszłą niedzielę stuknęło Stanikomanii całe pięć lat. Z okazji tego faktu dzielę się z Wami wirtualnym tortem, który znalazłam na stronie Cake Decorating Ideas. Mam nadzieję, że jest równie smaczny, co oryginalny ;)

 

Dla siebie jednak, jako że w moim wieku muszę już dbać o linię, poprosiłabym o coś w innym stylu - jakiś biuściasty bukiecik, czyli biukiecik :)

 

Po poczęstunkach czas na gwóźdź programu. Chciałabym podziękować Wam za kolejny rok, w którym towarzyszyłyście mi w stanikomaniactwie, wspierając swoimi komentarzami, uwagami i działaniami w terenie - a był to rok, w którym znowu coś niecoś poszło w pożądanych przez nas kierunkach. Nie będę zanudzać Was szczegółowym sprawozdaniem, bo noworocznych podsumowań macie już pewnie trochę dosyć ;) Przypomnę tylko, że od czasu poprzedniego jubileuszu na Stanikomanii ukazało się:

  • 15 recenzji staników, w tym aż sześć - polskich firm. Debiutowały marki Samanta i Ewa Bien, kontynuowały swoją obecność - Ewa Michalak i Avocado.
  • 3 wywiady, w tym dwa z właścicielkami polskich sklepów i jeden - z prowadzącymi pierwszą polską bra-fitterską firmę szkoleniową. Z Redakcją też przeprowadzono wywiad - a co, kiedyś trzeba się pochwalić :) - można go przeczytać w czerwcowym numerze „Wysokich Obcasów Extra”.
  • 2 plebiscyty: pierwsza edycja Stanikomarki, czyli plebiscytu na najlepszą markę biustonosza, oraz „Wystaw Biustonosz” - głosowanie na najlepszą biuściastą witrynę sklepową
  • 2 konkursy - w pierwszym dzieliłyście się wizjami idealnej stanikomarki, w drugim - uzasadniałyście, dlaczego kobietom potrzebne są staniki sportowe.
  • 1 artykuł z cyklu „Biust na żywo” (wiem, miało być więcej... ja biję się w piersi, a Wy podsyłajcie fotki! ;)

Udało mi się także: opisać całe mnóstwo jesienno-zimowych i wiosenno-letnich zapowiedzi kolekcji naszych ulubionych marek, sfilmować Katarzynę Figurę, odkryć idealnego straplessa, zadumać się nad tym, dlaczego, do diaska, kobiety tyle czasu nosiły tylko 4 rozmiary staników, sprawdzić, czy biustonosze dla karmiących mam zaspokajają ich potrzeby, podzielić się z Wami teorią naciągu stanikowego obwodu, poskarżyć się na gryzące pancerniki, zazielenić się, ustroić w modne piórka, a przede wszystkim - wchodzić w nieustanny twórczy dialog z moimi czytelniczkami tudzież otwartymi na nowe trendy przedstawicielami bra-nży, którym także gorąco dziękuję!

 

Dla tych, co dobrze rokują (for those about to rock ;-)

A teraz pięknie proszę drogich gości o urodzinowy prezent! Oprócz biukietu, wymarzyłam sobie, żeby dwa bra-blogi startujące w konkursie Blog Roku 2011 przeszły szybciutko i gładko do kolejnego etapu rozgrywek, a dalej już tylko pięły się w górę! A do tego absolutnie niezbędne są Wasze głosy.

Pierwszy blog należy do prawdziwej bra-profesjonalistki i startuje już po raz drugi - w kategorii „Profesjonalne”. Chyba cała bra-Polska zna już przesympatycznego Renulca, który(a) barwnie i ciekawie pisze o swoich stanikowych biz-perypetiach, a od czasu do czasu także o codzienności bez przedrostka bra-.  Kto nosi biustonosze - niech da głos!

 

Autorka Bra-fittingu co prawda pisze już od dawna, ale do konkursu zgłosiła się dopiero w tym roku. Startuje w bardzo obleganej, i przez to trudnej kategorii „Moje zainteresowania i pasje” (wiecie coś o tym, w końcu nie raz pchałyście tam Stanikomanię w górę swoimi głosami!). Maith zajmuje się przede wszystkim dobieraniem strojów i ozdób do różnych typów sylwetek, rzecz jasna z uwzględnieniem biustu, wykazując się wyobraźnią plastyczną i przestrzenną (wszak nasze ciała są w 3D! :). W ostatnim roku poruszyła kilka ważnych tematów, w tym - kwestię biustonoszy dla kobiet niepełnosprawnych. Opracowała też poręczny zestaw linków, z których warto korzystać, gdy chcemy nawrócić kogoś na dobrą stanikową drogę, czyli zachęcić do noszenia właściwego rozmiaru. Zajrzyjcie do tych notek, jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście! A potem - telefon w dłoń...

 

Jak głosować?

Głosowanie jest proste - trzeba wysłać SMS na numer 7122, a w treści podać kod:

B00046 - by zagłosować na Stanikowe biz-perypetie Renulca

H00719 - by zagłosować na Bra-fitting Maith.

Koszt SMSa to 1,23 zł brutto, a dochód z nich zostanie przeznaczone dla turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

Tylko dziesięć blogów o największej liczbie głosów w każdej z kategorii przejdzie do następnego etapu konkursu! Na dodatek w tej edycji na głosowanie mamy bardzo mało czasu, bo tylko do czwartku 19.01, do godziny 12:00. Trzeba się więc mocno sprężyć. Dajmy dziewczynom szansę na dalszą grę, każdy głos się liczy!

 

Wasz głos to ważny głos

Startując (z niezłymi wynikami ;) kilka razy w konkursie onetowskim przekonałam się, jak bardzo liczy się nawet tak ulotna reklama, jak obecność bloga na konkursowych stronach - dzięki temu na blog zagląda więcej osób niż zwykle, a część z nich pozostaje na dłużej, zainteresowana tematem. Startowanie w konkursach to dobry sposób na popularyzację strony i upowszechnianie treści w niej zawartych. Im wyżej w rankingach wywindujemy bra-blogi, tym więcej kobiet zainteresuje się bra-tematyką i dobierze sobie właściwy rozmiar. Miejmy na uwadze fakt, że nawet w ciągu pięciu lat istnienia Stanikomanii (i ponad sześciu - Lobby Biuściastych) nie udało się jeszcze skutecznie ostanikować wszystkich Polek. Ale ja wierzę, że to w końcu nastąpi! Wszystko w naszych rękach :-)

Żeby sprawdzić, gdzie w rankingu znajduje się nasza faworytka, trzeba zajrzeć na stronę kategorii (Profesjonalne, Moje zainteresowania i pasje). Zasady całego konkursu znajdziecie tutaj.

 

Koncert życzeń

Uczestniczkom konkursu życzę wygranej, a Was, w nagrodę za grzeczne głosowanie ;) zapraszam na koncert życzeń. Jak chciałybyście, by wyglądał kolejny rok Stanikomanii? O czym chciałybyście czytać najczęściej, jakie tematy lubicie najbardziej? Czego na Stanikomanii niedobór, a czego - nadmiar? A może macie propozycje kolejnych tematów, które wydają Wam się ciekawe, ważne, niezbędne? Dajcie głos! (co najmniej tak głośny, jak ten :-)

wtorek, 10 stycznia 2012

Szeroki wybór w wąskich obwodach - może pamiętacie, że takim hasłem witał nas kiedyś jeden ze znanych D-plusowych e-sklepów. Bradea jednak już zmieniła szatki (wygląda całkiem świeżo), a ja chciałabym dziś pokazać Wam inne przedsięwzięcie, tym razem z Wysp Brytyjskich. Big Bra Bar - tak nazywa się sklep ze „wszystkim, czego potrzebuje kobieta z dużym biustem” (wysyła do Europy za £5.00), a wpadłam na niego przeglądając brytyjskie blogi. Co kryje się pod tym dumnym hasłem?

 

Samonośne dwudziestkiósemki

Jak dowiedziałam się z tego i tego wywiadu, twórczyni Baru Wielkich Staników stworzyła również trzy marki produktów skierowanych do kobiet z większym biustem: bieliźnianą, kąpielową i ubraniową. Zacznę od najciekawszej: 2wenty8, czyli 2wadzieścia8 :) Jak się łatwo domyślić, jej głównymi adresatkami są kobiety noszące rozmiar obwodu 28, czyli, na nasze, 60. Jak doskonale wiemy, rynek traktuje tę grupę klientek po macoszemu - nie wszystkie D-plusowe marki dostarczają biustonoszy w tym rozmiarze obwodu, a istniejące produkty często pozostawiają wiele do życzenia, zwłaszcza jeśli chodzi o konstrukcję. Nisza wciąż czeka na zapełnienie - a w Polsce chyba sytuacja wygląda, wbrew pozorom, lepiej - dzięki firmom Ewa Michalak i Onlyher.

Pierwsze modele 2wenty8, jak usztywniany plunge Loren Claret czy balkonetka Bette Black to faktycznie nisza nisz - występują wyłącznie w obwodzie 28 i miseczkach DD-H. Trzy inne, wprowadzone niedawno w ramach nowej kolekcji, m.in. całkiem urokliwa wersja Loren w kolorze Midnight Blue, obejmują już obwody 28-32.

Co interesujące, twórczyni marki wyraża przypuszczenie, że wśród jej klientek znajdzie się wiele modelek prezentujących bieliznę czy też tancerek, które przeszły opreracje powiększania biustu, czyli bardzo szczupłych kobiet ze sporymi piersiami. Jestem ciekawa, czy tak się rzeczywiście dzieje. I czy modelki to wystarczająco duży rynek, by utrzymać markę? Powstaje też inne, ważne dla nas pytanie: czy bardzo mocno odsłaniające biust konstrukcje opracowane dla 2wenty8 sprawdząją się na naturalnych, przeciętnych biustach bez silikonowych implantów (zwłaszcza w nowo wprowadzonych obwodach 32 i miseczkach np. GG), których jest chyba więcej niż tych powiększanych? A może to właśnie dobra alternatywa dla przesadnie zabudowanych balkonetek innych marek?

Dwudziestkiósemki mają wprawdzie co najmniej jedną pozytywną recenzję, jej autorka zwraca jednak uwagę na fakt, że te koronkowe, bardzo nisko zabudowane cacka w stylu retro nie są ideałami podtrzymania. Zdaje się jednak, że taki właśnie był zamysł ich twórczyni - miały być przede wszystkim efektowne i piękne, jak biustonosze z kolekcji Agenta Provocateura. I faktycznie brzydkie chyba nie są...

Nieco niepokoją jednak niektóre zdjęcia na stronie oraz filmy na firmowym kanale YouTube - na zdjęciach miseczki niektórych modeli zdają się wpijać w piersi, a filmowe biusty są dziwnie nieruchome. Może to faktycznie kwestia implantów u modelek, a może jakaś inna mroczna tajemnica? ;)

 (Czy Was też zabolały biusty na widok ostatniego kadru ze zdjęciem modelki? ;)

 

W stronę dwudziestekszóstek?

Obwody 26, co w naszej numeracji oznaczałoby 55 pod biustem, nie są produkowane praktycznie wcale (poza może mega-niszowymi producentami szyjącymi na zamówienie). Nie oznacza to jednak, że nikt ich nie potrzebuje. Co pewien czas zwraca się do mnie ktoś z pytaniem, co zrobić, gdy się ma poniżej 60 cm pod biustem. Radzę zwykle szukać co ciaśniejszych modeli 60 albo je zwężać czy też podszywać - bo cóż innego mogę? Zdarzają się jednak także osoby, którym rozmiar ten wychodzi z zaniżenia - te zazwyczaj przestrzegam przed nadmiernym zaniżaniem obwodu.

Nie potrafię ocenić rozmiarów dwudziestkoszóstkowego rynku. Trafiłam jednak niedawno na informację, że 2wenty8 rozważa próbne wprowadzenie tego rozmiaru w jednym modelu, w celu wysondowania zapotrzebowania. Chodzą też (niepotwierdzone przeze mnie) słuchy, że Panache wprowadzi ten rozmiar w 2013 roku. Jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie. Czy dużo jest osób, które naprawdę potrzebują obwodów węższych niż 28(60)?

 

Nie samą bielizną

Oprócz bielizny własnej marki 2wenty8 i symbolicznej ilości innej (jest dosłownie kilka biustonoszy Curvy Kate oraz sportowiec Royce'a), w BBB kupimy także linię kostiumów kąpielowych, również własnej marki Slinky Dip.

Utrzymane w stypu pin-up bezfiszbinowe halternecki, jak uczciwie przyznaje producent, nie oferują wiele podtrzymania właścicielkom piersi noszących miseczki powyżej FF, mimo że sięgają rozmiaru H. Bestsellerowy ponoć model Yellow Polka Dot jest dostępny nawet w obwodzie 26. Brawo za uczciwość, ale mam ochotę spytać: jaki sens ma produkcja rozmiarów, które marnie leżą i niewiele podtrzymują?

Nieco bardziej obiecująco wyglądają usztywniane bikini na fiszbinach (np. Black and Gold), są jednak produkowane tylko do miseczki FF. Za to aż do „zawrotnego” obwodu 36 :)

Uwagę zwracają dość niskie ceny - niewiele przekraczające 30 funtów, a na wyprzedaży - dwadzieścia kilka.

Ostatni, trzeci filar oferty Big Bra Baru to ubrania marki MissFit (ciekawa nazwa). Nie będę się o nich szczegółowo rozpisywać - są bowiem zupełnie nie w moim guście. Mocno błyszczące satynowe bluzki z marszczeniami czy koszule z obfitymi bufiastymi rękawami to nie jest coś, czego każda biuściasta kobieta potrzebuje ;-) (choć eleganckiej, ale bardziej stonowanej jedwabnej bluzce nie powiedziałabym „nie”). Ciekawy jest system rozmiarów - podaje się po prostu rozmiar stanika, w przypadku sukienek - skombinowany z rozmiarem konfekcyjnym. 

 

Wszystko pod jednym dachem

Widać, że zamysłem właścicielki jest rzeczywiście zaspokojenie „wszystkich” potrzeb klientek poprzez zaoferowanie im w jednym miejscu bielizny, kostiumów kąpielowych oraz bluzek i sukienek (te ostatnie w stylu raczej balowym). To właśnie z tymi grupami produktów mamy problemy, gdy oczekujemy dobrego dopasowania w biuście i pod. Właścicielka firmy stara się maksymalnie wykorzystać potrzeby swojej grupy docelowej, i bardzo słusznie - skoro już uda się przyciągnąć klientki jednym czy drugim produktem, na przykład stanikiem, szkoda byłoby zmarnować okazję i nie zaproponować jej innego, na przykład bluzki. Również w Polsce niektóre sklepy z bielizną D-plusową oferują ubrania - chodzi o naszą firmę BiuBiu (prowadzą ją takie sklepy, jak Bra Dreams czy Dopasowana), jest to jednak wciąż rzadkością. 

Ideałem byłaby, rzecz jasna, sytuacja, w której ubrania dopasowane do wymiarów biustu byłyby normalnie dostępne w stacjonarnych sklepach odzieżowych. Tymczasem funkcjonują one jako uzupełnienie oferty sklepów bieliźnianych oferujących bra-fitting. To na pewno dobry początek - wszak właściwie ostanikowana kobieta tym silniej odczuwa potrzebę dobrze leżącej koszulowej bluzki... Marzy mi się jednak, by BiuBiu czy podobne firmy wypłynęły u nas na szersze wody, a także zaczęły oferować pełen asortyment ubrań, od letnich bluzek po płaszcze, tak jak czyni to brytyjskie Bravissimo/Pepperberry.

Czy nie byłoby pięknie móc wejść do sklepu stacjonarnego w polskim mieście i obkupić się w bieliznę wiodących marek D+ nie tylko brytyjskich, ale i polskich (jak Avocado, Ewa Michalak, Kris Line...), a oprócz tego w ubrania BiuBiu w dowolnym rozmiarze? Sądzę, że marzyć nie tylko można, ale i trzeba :-)

Uważam jednak, że sklep taki stanowczo nie powinien ograniczać się do „małych obwodów”! :-)

Na koniec pytanie do Was: czy oferta Big Bra Baru - nie da się ukryć, skromna, ale w pewnym sensie bezprecedensowa - zaciekawiła Was? Czy ich dwudziestkiósemki mogą okazać się ciekawe także dla Polek? I czy u nas też jest popyt na dwudziestkiszóstki? Wszak mówi się, że Polki są średnio szczuplejsze od obywatelek Zjednoczonego Królestwa. Czy to znaczy, że tym bardziej potrzebujemy rozmiaru 55?

piątek, 06 stycznia 2012

Czas podsumowań jeszcze nie całkiem za nami - postanowiłam i w tym roku dołączyć do spoglądających wstecz na osiągnięcia i niedostatki minionych dwunastu miesięcy... Zainspirował mnie do tego zwłaszcza wątek o odkryciach i rozczarowaniach z Lobby Biuściastych. Wyrażone tam opinie bywają zaskakująco różne (zadziwia, jak dalece sprawdza się powiedzenie, że co biust, to gust!), warto jednak się w nie zagłębić i wyłowić także punkty wspólne naszych oczekiwań wobec bra-rynku.

Wiele z nas ma już bardzo sprecyzowane upodobania i potrzeby dotyczące biustonoszy - żądamy konkretnych krojów i stylów, nie tylko „żeby się wreszcie zmieścić” i mniej-więcej dobrze wyglądać. Dotyczy to zwłaszcza tych kobiet, które z racji przynależności do „łatwiejszych” stref rozmiarowych mają już na rynku spory wybór. Trzeba jednak pamiętać, że niemała część  takiego wyboru nie ma - wiele kobiet wciąż czeka na zaspokojenie podstawowych potrzeb, takich jak nadająca się do noszenia konstrukcja, estetyczny design. Poniższa wyliczanka zostanie więc wygłoszona niejako z uprzywilejowanej pozycji, choć i ja nie jestem w pełni zadowolona z oferty dla tej niby najlepiej zaopatrzonej strefy, jaką jest D-G.

 

Dla kogo D-G?

Zacznę więc od narzekań z pozycji „rozkapryszonej” właścicielki G-biustu...

Próbowałam otóż w ciągu ostatniego roku eksperymentować z mniej znanymi w naszym kraju markami D-plusowymi. Szukałam czegoś innego, ciekawszego niż wolno zmieniający się zestaw konstrukcji i stylów, jakimi raczą nas marki Freya czy Panache. Rozglądałam się też za tańszymi alternatywami, w szczególności - produkcji polskiej. Wrażenia mam mieszane.

Jednym z największych zawodów była marka Elle Macpherson Intimates, której piękny biustonosz w moim rozmiarze okazał się totalną porażką konstrukcyjną. Nie wiem, jak to się stało, że po tylu latach rozwoju branży D-plusowej ta popularna firma wciąż udaje, że skrojenie balkonetki w rozmiarze 36G to zadanie w zasadzie niewykonalne...

Nie do końca zachwycił również Gossard, który nie poraża podtrzymaniem w mojej strefie rozmiarowej - to jednak zupełnie inna liga konstrukcyjna niż wymieniony wcześniej EM i zamierzam znowu dać tej marce szansę.

Miss Mandalay w wydaniu usztywnianym co prawda oczarowała delikatnym wzorem, ale zawiodła również podtrzymaniem. Co dobre dla średniego biustu i niewielkiego obwodu, z większym wymiarem i ciężarem niekoniecznie sobie poradzi, szkoda tylko, że nie każdy producent jest tego świadom.

 

Polskie marki na pograniczu

W ubiegłym roku pierwszy zagościły na tutejszych łamach takie marki, jak Ewa Bien i Samanta.

To z jednej strony powód do radości (nareszcie się zmieściłam!), z drugiej - rozczarowanie tym, że wybór dla mojego brytyjskiego 36FF-G (a polskiego 75I czy 80H) był w nich ograniczony praktycznie do jednego modelu. A co mają powiedzieć większe biusty? Pozytyw: jedna z przymierzanych Samant (wciąż ten sam model) miała na mnie jednak za duże miseczki. Widać więc światełko w tunelu :-)



Mam też wielką nadzieję, że w przyszłym roku firma Dalia zaoferuje biustom z moich okolic coś więcej niż model K-24, który w ubiegłym roku pojawił się m.in. w pięknej odsłonie ciemnozielonej (znajdziecie ją w tej notce). Liczę przynajmniej na podobnie skrojony, ale miękki K-26.

 

Polskie marki rozwojowe!

Czas na trochę pozytywów. Kilku naszych najbardziej zasłużonych dla strefy D+ producentów, jak Avocado czy Ewa Michalak, w ubiegłym roku bynajmniej nie stało w miejscu.

Muszę tu bardzo pochwalić Avocado, z którym ostatnio zaprzyjaźniłam się bardziej niż kiedykolwiek (w zeszłym roku opisałam udane przygody z Daphne i Libertine). Do pięknych jak zawsze koronek i haftów dołączyły dobrej jakości tyły, ramiączka i te wszystkie detale, które sprawiają, że biustonosz nie pozostaje tylko dekoracyjnym cackiem. Nowością zeszłoroczną były usztywniane balkonetko-halfy, niezła konkurencja dla brytyjskiego Masquerade (Rococo, Camelia). Pojawiły się też przyjaźniejsze ceny i obniżki (Avocado za 99 zł? Tego jeszcze nie było! ;)

 

 

Ewa Michalak zaskoczyła wszystkich bardzo obfitą i dopracowaną estetycznie (wreszcie!) jesienno-zimową kolekcją, w której na szczególną uwagę według mnie zasługują: wkładki do redukcji asymetrii w modelach plunge i half-cupach kroju CH, dopasowane do rozmiaru miseczki, miękki model Burgund oraz piękny zielony haft w modelu Ulis. Wiosną po raz pierwszy przetestowałam miękkiego half-cupa - Motyla i mam nadzieję, że takich zwiewnych propozycji doczekamy się więcej w tym roku.

 

Kris Line zasłużył się, wprowadzając na rynek modele dla kobiet karmiących na fiszbinach (czy wszystkie? Nie wiem, na stronie brakuje niestety informacji...)

 

Trudno tu nie wspomnieć o jedynej polskiej marce odzieżowej produkującej ubrania w rozmiarach uwzględniających wymiary biustu. Chodzi oczywiście o BiuBiu, które jesienią zalało nas przede wszystkim sukienkami, jednocześnie przyjemnie zaskakując rosnącą jakością tkanin i wykonania. Mam nadzieję, że latem również nas nie zawiedzie.

 

Polska nowość - Onlyher

Pozostajemy na naszym podwórku, na którym pojawiło się zjawisko bezprecedensowe - marka stworzona przez firmę zajmującą się wcześniej jedynie handlem (sklepy Onlyher) i dystrybucją bielizny D+. Usztywniane modele Espresso i Latte przeznaczone są na razie dla mniejszych biustów (obwody 60-75, miseczki od B) i mają spore powodzenie (są chwalone zwłaszcza za wygodę) - co niezbicie dowodzi, że potrzeby również tej grupy rozmiarowej długo pozostawały nie do końca zaspokojone.

O ile wiem, „Onlyherki”, podobnie jak konstrukcje Ewy Michalak, powstawały w żywym kontakcie z tzw. prawdziwym biustem, czyli były i są cierpliwie testowane na ochotniczkach, rozmiar po rozmiarze. Myślę, że to wróży im pewny sukces (i doprawdy nie rozumiem, czemu wszystkie firmy nie postępują podobnie...).

 

Rozkwitająca dystrybucja

Wracając zaś do importu - warto zauważyć, że oprócz prężnie i długo już działających dystrybutorów bielizny firm Eveden oraz Panache, w Polsce dystrybuowane są również takie marki, jak Miss Mandalay, Pour Moi?, Gossard, Shock Absorber, coraz prężniej promowana Cake Lingerie, Hot Milk, a także Royce, Audelle, Charnos... W częstym kontakcie z Polską są też przedstawiciele Curvy Kate. Można więc powiedzieć, że nie samą Freyą czy Panache polski biust żyje, choć wciąż brakuje tych mniej popularnych marek w stacjonarnych sklepach.

 

Blaski i cienie kolekcji made in UK

Co zachwyciło mnie najbardziej w minionym roku w kolekcjach najbardziej znanych marek zagranicznych? Wiele z Was jako wielkie odkrycie wymienia model Freya Deco i jego „klony” (takie, jak Taylor) nie tylko w odsłonie plunge'owej, ale i bezramiączkowej.

Dla mnie natomiast Deco Strapless należało do porażek - mój biust zupełnie się w nim nie odnalazł, że tak to ujmę ;) Odnalazł natomiast straplessa idealnego - stary, ale jary model Fantasie Smotthing Strapless. Odkrycie to zaliczam do swoich największych stanikowych sukcesów AD 2011.

Drugim rozczarowaniem by Freya był dla mnie half-cup Lauren szyty według nowego kroju - zupełnie nie radził sobie z modelowaniem biustu, w przeciwieństwie do identycznie skrojonego, ale uszytego z innych materiałów Erin, z którym się zaprzyjaźniłam i uważam za jeden z ciekawszych wzorów ostatniego roku.

Jestem również zadowolona z testów dwóch modeli marki Bravissimo - Alany i Bubbles, chwalonych również przez użytkowniczki z zakresu G+. Obydwa, mimo pewnych wad, znalazły się w moim codziennym repertuarze.

Nadal darzę olbrzymią sympatią markę Elomi - oprócz evergreena Caitlyn polubiłam również „fullcupo-plunge'a” Suzie i mam zamiar rozwijać naszą przyjaźń w kolejnym roku. Z przyjemnością też zauważam, że coraz więcej zwolenniczek ma w naszym kraju droga, ale świetna marka Fauve - chyba zaczynamy pomału inwestować także w wyższą półkę. Szafirową Lucię kupiłam jednak na przecenie w Brastopie ;-)

Jeżeli chodzi o trendy - po początkowej fascynacji (urok nowości...) szybko straciłam zainteresowanie modnymi w ostatnich sezonach fasonami longline. Bardzo natomiast podobały mi się nadruki w modelach marki Freya (kwieciste - Nieve i od niedawna dostępne ptasie - Ingrid), a także bravissimowych „Bąblach”.

 

Zimowa kolekcja Masquerade, już nieźle zadomowiona w zakresie miseczek do H, była dla mnie ucztą wizualną. Niestety marka ta dostarczyła mi też jednego z największych rozczarowań - zupełnie nie leży na mnie model Rhea, który wystąpił w pięknej wersji śliwkowo-burgundowej...

 

Przychylny wiatr z Wysp?

Mam wrażenie, że w ciągu ostatniego roku dla niektórych producentów z D-plusowego „raju”, jakim z naszego punktu widzenia jest Wielka Brytania, staliśmy się nareszcie rynkiem, z którym warto się liczyć. Mam tu na myśli głównie Panache i jego dystrybutora. Firma ta ujęła mnie dwiema rzeczami: po pierwsze, dobrze przygotowanymi materiałami dotyczącymi nadchodzącej kolekcji wiosennej, w których to zawarte zostały informacje o konstrukcjach i uwzględnieniu w nich zmian postulowanych m.in. przez polskie konsumentki, a po drugie - sposobem wprowadzenia nowości, jaką był model Panache Sport.

Nowemu sportowcowi towarzyszyła kampania w mediach (której echo znalazło się również tutaj, w postaci konkursu), mam także wrażenie, że dostawy Panache Sporta w naszych sklepach nie były tym razem spóźnione w stosunku do sklepów brytyjskich, jak to wcześniej bywało z wyspiarską bielizną... Wracając zaś do osiągnięć promocyjno-reklamowych - myślę, że warto pogratulować dystrybutorowi ostanikowania oraz pozyskania dla marki jednej z najbardziej biuściastych polskich aktorek, Katarzyny Figury :-) (Pani Katarzyna była konferansjerką na pokazie jesiennej kolekcji na początku roku - niestety, całkiem elegancki gorset Evie Liaison, który miała na sobie, okazał się jednym z moich największych rozczarowań ze względu na rozciągliwość...)

 

Bra-fitting nie tylko w wielkim mieście

Sklepy z dużym wyborem rozmiarów i prowadzące usługi bra-fittingowe coraz częściej powstają poza największymi miastami, jak mocno już stanikowo nasycone Kraków czy Warszawa. O dobre stanikowe sklepy wzbogaciły się w ostatnim czasie takie miasta, jak Toruń, Częstochowa, Brodnica, Skierniewice, Grudziądz. Znajdziecie je na alfabetycznej liście sklepów.

Zaczęła się też nareszcie rozwijać branża szkoleniowa - nowe sklepy potrzebują przecież wykwalifikowanej kadry. W tym roku pierwsze dyplomy otrzymały absolwentki kursów organizowanych przez Akademię Brafittingu.

 

Nadzieje na przyszłość?

Czego życzyć sobie w przyszłym roku? Sądzę, że dobrze by było, by stał się on wreszcie rokiem pojawienia się naprawdę dobrych konstrukcji dla stref G+ i J+ i to nie tylko w ofercie jednej firmy i jednym typie modeli (mam tu na myśli Ewę Michalak i jej usztywniane plandże, choć pochwalić należałoby i miękkie balkonetki Bravissimo). Może nowe kolekcje Panache zaczną stawać na wysokości zadania? A może Freya zacznie słuchać głosu polskich konsumentek? Marzy mi się także, by skończyła się w polskich sklepach dyskryminacja osiemdziesiątek i by każdy obwód mógł znaleźć coś dla siebie. A także, by Elomi nie pozostawało wciąż jedyną marką realnie dostosowaną do potrzeb kobiet plus-size. I żeby polskie firmy bieliźnianego mainstreamu zaczęły starać się mocniej...

Mam jeszcze jedno marzenie: naprawdę duża kampania w mediach na rzecz prawidłowego dopasowania - niech by i reklamowała konkretną markę, lecz z naciskiem na „fit”, nie na design czy powabne kształty modelek. A może to całkiem nierealna mrzonka?

Być może z tej samej kategorii jest kolejna wizja: wyobraźmy sobie pokaz bielizny o szerokim zakresie rozmiarów, jednej marki lub kilku, na którym występują modelki o naprawdę różnorodnych kształtach... oczywiście w Polsce. To by dopiero było święto wszystkich biuściastych!

A oprócz tego? No cóż, jak zwykle - idealnie dopasowanych, genialnie skrojonych, wygodnych, pięknych, efektownych, oryginalnych wzorniczo i bajecznie kolorowych... Czego i Wam życzę! :-)

A Wy? Czy powyższy subiektywno-wannabe-obiektywny przegląd w jakimś stopniu odpowiada Waszym obserwacjom? Czy jesteście rozczarowane czy zadowolone z postępów biuściastego rynku w ubiegłym roku, pod względem rozmiarowym, krojowym, wzorniczym? Na co macie największą nadzieję w przyszłym roku?

06:59, kasica_k
Link Komentarze (30) »
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...