wtorek, 27 lutego 2007

 

Podobno najdroższy biustonosz świata, jak można przeczytać (i zobaczyć) tutaj, został zrobiony z osiemnastokaratowego białego złota i wysadzany 2 900 diamentami oraz 22 rubinami. Śliczny, ale nadaje się chyba wyłącznie do trzymania w sejfie – dla Was mam coś bardziej praktycznego :-)

Wśród biustonoszy nie jest łatwo o prawdziwy złoty metalik”. Najczęściej spotykamy złocenia w postaci połyskujących haftów. Z jakichś powodów projektanci skąpią DD-plusom metali szlachetnych – próżno wśród nich szukać takich modeli, jak to satynowe cacko Day Birger&Mikkelsen. Do mojego wyobrażenia o „złotym biustonoszu” w naszych rejonach miskowych najbardziej zbliżył się model Panache Inferno w kolorze biscuit - w zasadzie można go zaliczyć do cielistych, ale każdy chyba przyzna, że jest w tym gronie wyjątkowy. To zresztą jeden z moich ulubionych modeli – żaden tak nie „robi” dekoltu, a jeśli ktoś dotychczas wątpił, czy dla DD-plusów produkuje się push-upy –to właśnie jeden z nich. Być może powinnam wymienić też inne cieliste, połyskliwe okazy, ograniczę się jednak do mojego ulubieńca z tej rodziny Fantasie Belle w kolorze bamboo. Z tej serii rzecz jasna najbardziej lubię balcony, z dolną połową miseczki z połyskliwej tkaniny, górną – z przejrzystego tiulu z haftem w różyczki.

Złoto według projektantów biustonoszy najlepiej komponuje się z kością słoniową – najwięcej modeli ze złocistymi haftami znajdziemy wśród biało-kremowych czy wręcz cielistych. Nudziarstwo? Przyznam, że zawsze wolałam żywsze barwy, ale nawet mnie trudno oprzeć się urokowi niektórych z nich. Zacznijmy od tych najbardziej luksusowych – niezawodny Rigby&Peller proponuje złotą wersję cudnego, półprzejrzystego modelu Grace, na którą można rzucić okiem także tutaj. W wersji kremowo-złocistej, zwanej perłową, mamy też klasyczną serię Opulence - tu możemy się dosłownie obsypać złotem, bo do wyboru jest kilka rodzajów biustonoszy, w tym bez ramiączek; spektakularna baskinka (niestety, tylko do miseczki F), koszulka, pas do pończoch, obowiązkowych kilka rodzajów majtek, a nawet urocza podwiązka z biżuteryjnym detalem (poniżej).


Jak na Opulence przystało, wszystko to nader drogocenne i bardzo eleganckie. Mam wątpliwości, czy ten seksowny model Valentina ma w sobie cokolwiek metalicznego, ale kolorystyka jest podobna, haft też niezwykle elegancki, a krój – usztywniany balkonik – jeden z moich ulubionych (niestety też tylko do F). A co z Isabellą? Czy ten lśniący haft w wersji „truflowej” jest przyzwoitej próby?

A propos trufli – oto gratka dla miłośniczek czekolady, tym razem w przyprószonym złotem wydaniu: wspominany wcześniej full cup Pour Moi – Paris w wersji czekoladowo-złotej.

Wracając do kości słoniowej – ten okropnie drogi model Wacoal nie przekonuje mnie ani krojem, ani kolorem – dla mnie to nudziarz nad nudziarze, który z żadnymi szlachetnymi surowcami nie ma nic wspólnego, chyba że zdjęcie znacząco pomniejsza jego walory. Niestety wszelkie złocenia są chyba trudne do uchwycenia na fotkach, co poważnie utrudnia mi zadanie. Na przykład Fantasie Allure w wersji full cup, czekoladowej – czy to złocenia, czy krem? A może któraś z Was miała go w ręku i może zaświadczyć o jego szlachetności czy też pospolitości?

Niestety nie natrafiłam na złocenia wśród modeli w innych kolorach, a szkoda, bo uważam, że złoto doskonale komponuje się z turkusem, granatem, ciemną zielenią czy bordo, nie wspominając już o czerni, która owszem, bywa łączona ze srebrem, a ze złotem jakoś nie – chyba że niektóre zdobienia czarnych modeli, które na zdjęciach wyglądają na biel czy szarość, w rzeczywistości są złote. Najwyraźniej projektanci uważają inaczej, albo i w tej dziedzinie panuje barwna dyskryminacja naszych rozmiarów. Jeśli ktokolwiek znajdzie mi złote refleksy na głębokiej zieleni, zapewniam natychmiastową publikację :-)

piątek, 23 lutego 2007

Większość z nas, reprezentantek dalszych rejonów biustowego alfabetu, nie raz zadawała sobie pytanie: dlaczego, u licha, ciężko wywalczona, często z dalekich stron sprowadzona szmatka w odpowiednim rozmiarze potrafi kosztować tyle, co cała reszta garderoby, nie wspominając o kosztach wysyłki? Jakie tajemnicze prawo przyrody sprawia, że właścicielka B-biustu może zaspokoić swoją bieliźnianą potrzebę za cenę mniejszą od obiadu, a F-biusty wydają na tę przyjemność równowartość miesięcznego wyżywienia czterech kotów? Czy naprawdę mocny, niezbyt rozciągliwy materiał i nieco szersze ramiączka uzasadniają pięciokrotne różnice w cenie?

Przypuszczam, że: po pierwsze – do odziania F-biustu potrzeba jednak więcej surowca. Ale czy 5 razy wiecej? O nie, na to mnie producenci staników nie nabiorą. Może jest to inny, lepszy, droższy surowiec? W tej dziedzinie czuję się już nieco mniej pewnie. Firma Freya na swojej stronie pisze tak:

Pytanie: Dlaczego tak trudno zdobyć modne biustonosze w rozmiarach powyżej miseczki G?

Odpowiedź: Wiemy, że macie z tym kłopoty. Nie zabrzmi to zbyt pocieszająco, ale powodem tego stanu rzeczy jest fakt, że jest ogromnie trudno wyprodukować odpowiednio leżący biustonosz w tych większych rejonach rozmiarowych, ponieważ wiele cienkich, przejrzystych materiałów zwyczajnie się do tego nie nadaje. Nie będziemy wchodzić w szczegóły, ale wierzcie nam: to jest trudne!”

Jestem skłonna uwierzyć Freyi, że uszycie biustonosza w rozmiarze J z tej samej tkaniny, co w rozmiarze B może być niemożliwe. Ale czy to samo jest prawdziwe dla rozmiaru E czy F? I, wreszcie, czy jest to wystarczającym uzasadnieniem dla kosmicznych cen? Nie siedzę w przemyśle gorseciarskim, ale jako klientce zwyczajnie trudno mi uwierzyć, że nieciekawy model w zdechłym beżu MUSI kosztować tyle, co koronkowe cacuszko, albo i kilka takich cacuszek – a różni je głównie ta magiczna literka alfabetu. A może coś jeszcze? Krój? Myśl inżynierska? Bez przesady, w tej dziedzinie chyba wszystko już wymyślono. Każda z nas zna przynajmniej jeden typ biustonosza i potrafi naszkicować, jak mniej-więcej jest skonstruowany. Już dawno istnieją gotowe szablony i algorytmy na G-staniki. A może jednak materiał? Czy ten przejrzysty powernecik jest naprawdę na wagę złota? Guma na ramiączka? No cóż, gotowej odpowiedzi na te pytania nie znam – być może kiedyś zdobędę tę wiedzę, gdy zapragnę Uszyć Stanik… Wierzę szczerze, że stanika na F-biust nie da się sklecić całkiem z byle czego – ale, z drugiej strony, czy można z dowolnego gałganka uszyć coś odpowiedniego dla B? Dlaczego szycie większych rozmiarów przedstawia się nam jako kosmiczną tudzież kosmicznie drogą technologię?

Nasuwa się tu, rzecz jasna, najbardziej oczywiste twierdzenie: towar wart jest tyle, ile klient jest gotów za niego zapłacić. Z jakichś przyczyn DD-plusy są towarem rzadkim, niemal luksusowym, a wciąż niewielka konkurencja na tym rynku pozwala na radosne windowanie cen. Mniej radosne dla klientek. Najwyraźniej jest nas ciągle za mało, proszę Pań! Zatem kupujmy staniki! A tak serio – możemy tylko pracą u podstaw sprawić, żeby było nas więcej :-) To znaczy, przekonywać nieprawidłowo ostanikowane znajome, którym zapięcia podjeżdżają pod kark, a atuty przelewają się przez miski, do zweryfikowania pomiarów i rozmiarów, a handlowców – do powiększania asortymentu. Nasze Lobbystki już podejmują takie próby. A więc, Lobby, do ataku!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...