czwartek, 26 lutego 2009

Brak dobrych tradycji bra-fittingowych w naszym kraju jest przedmiotem ubolewań niejednej z nas. Tęsknimy nie tylko do zwykłej, kompetentnej obsługi w sklepach bieliźniarskich, która wie, czym różni się 75B od 70D tudzież nie ma za sobą wieloletniego szkolenia według tego profilu. Bra-fitterka to ktoś więcej niż sprzedawca - a właściwie nie tyle więcej, co: inaczej.

 

Kto to w ogóle jest: bra-fitterka?

W największym skrócie: jest to osoba, która fachowo doradza klientkom w sprawie doboru rozmiaru biustonosza.  Okazuje się bowiem, że same nie radzimy sobie z tym kompletnie, o czym świadczyć ma powtarzany wszędzie slogan, że co najmniej 80% kobiet nosi niewłaściwy rozmiar. Oczywiście, nie jest to wyłącznie nasza wina - część z nas, owszem, podchodzi do tematu bezrefleksyjnie i zgarnia z wieszaka byle co, pozostała część jednak stara się, jak może, dopasować coś z powszechnie dostępnej dwudziestki rozmiarów (kropla w morzu pięciokrotnie większych potrzeb), nie mając po prostu innego wyjścia. A skąd możemy wiedzieć, jak powinien leżeć biustonosz w prawidłowym rozmiarze, jeśli nigdy nie miałyśmy takowego na sobie?

Natykając się w prasie, internecie czy telewizji na wspomniane wyżej twierdzenie część kobiet dojdzie do wniosku: no dobrze, skoro mam 80% szans na to, że moje osiemdziesiąt ce jest be, to znaczy, że muszę czym prędzej zejść z błędnej drogi i zacząć nosić rozmiar prawidłowy. Jak? Kto mi w tym pomoże?

Tę pomocną dłoń winna wyciągnąć do nas bra-fitterka - osoba, której miejsce w sklepie z bielizną znajduje się nie tyle za ladą, ile w przymierzalni. Jej powołaniem jest dyskretna, nie narzucająca się, lecz skuteczna pomoc. Jednak wyobrażenia o tym, na czym owa pomoc powinna polegać, są bardzo różne - i nie zawsze realistyczne.

 

Kim bra-fitterka nie jest?

Podobno coraz większym powodzeniem cieszą się usługi różnorakich ekspertów, którzy kompleksowo doradzają, jak się ubrać, jak urządzić przyjęcie, a nawet jak wychować dziecko - z minimalnym wysiłkiem z naszej strony. Mamy do czynienia z istnym kultem fachowców - wierzymy, że w każdej dziedzinie życia istnieją jedynie słuszne wzorce postępowania. Zamykamy oczy, wyłączamy mózgi i z ufnością oddajemy się w ręce tych, którzy je - podobno - znają. Na samodzielne zdobywanie wiedzy i doświadczenia nie mamy czasu. Powiedzmy, że ma to swoje złe i dobre strony. Skupię się tu raczej na tych gorszych.

Na początek powiem dobitnie - jakkolwiek bardzo cenię sobie zawód bra-fitterki i znam co najmniej jedną osobę, która potrafi wykonywać go doskonale - bra-fitterka nie jest wróżką! Nie oczekujmy od niej tzw. rentgenowskiego oka, za które tak potępiałyśmy panie ekspedientki krzyczące do nas od progu „dla pani to siedemdziesiątpięćbe!”. Widok naszej figury, nawet jeśli nie weszłyśmy do sklepu ubrane w puchową kurtkę, nie spowoduje natychmiastowego dobrania rozmiaru. Na to trzeba czasu. I cierpliwości. Niezbędne jest wejście do przymierzalni, tudzież, niekiedy, poddanie się operacji pomiaru przy użyciu centymetra krawieckiego. Wiele z nas jest przekonane, że zna swój rozmiar pod biustem - jak już wiemy, w 80% przypadków jest to przekonanie błędne. Zapewne potrzebne będzie także przymierzenie wielu różnych modeli.

Po drugie - bra-fitterka nie siedzi w naszej głowie. Nie oczekujmy więc od niej, że nieproszona od razu przyniesie nam naręcze staników w naszym ulubionym fasonie i kolorze - np. koniecznie z koronką, ciemnych, i żeby układały się na biuście w określony sposób. Zgadywanie naszych gustów nie należy do jej obowiązków. Nie oczekujmy też - i tu bardzo ważny punkt! - tego, że domyśli się, czy w danym rozmiarze i modelu jest nam wygodnie!

Bra-fitterka nie siedzi w naszym biuście, ona tylko na niego patrzy - pod warunkiem, rzecz jasna, że jej na to pozwolimy. Nie będzie miała pojęcia, co czuje Twoja pierś czy plecy, jeśli jej tego nie powiesz. Bardzo różnimy się od siebie nie tylko wymiarami i kształtami, ale także np. wrażliwością skóry czy pojemnością płuc. Obie te rzeczy mają wpływ na to, jak czujemy się w biustonoszu i obu nie da się stwierdzić gołym okiem. Dlatego pod koniec przymiarek ze strony bra-fitterki winno paść sakramentalne pytanie: No i jak pani się czuje w tym rozmiarze/modelu? Jeśli nie padnie, nie wahajmy się podzielić wrażeniami same. W przymierzalni milczenie nie jest złotem. Dlatego lepiej otworzyć buzię zawczasu, niż zapłacić, uciec, a potem mieć żal, że stanik nie został właściwie dobrany. W wielu przypadkach bowiem pretensję powinnyśmy mieć przede wszystkim do siebie.

 

Trudna sztuka uczenia się

Pamiętajmy, że bra-fitting to nie jest nauka ścisła. Można by nawet pokusić się o nazwanie tej profesji sztuką - w takim sensie, w jakim sztuką jest być dobrym lekarzem, czy - dobrym sprzedawcą. Owszem, wiąże się niekiedy z pomiarami, ale miarki i tabelki to tylko punkt wyjścia. Nie ma tu uniwersalnych praw, są jedynie dość elastyczne reguły. Dwie kobiety o identnycznych wymiarach mogą czuć się w tym samym rozmiarze i modelu zupełnie inaczej - tak samo, jak nie ma dwóch identycznych organizmów czy dwóch identycznych przebiegów choroby.

Nie ma też dwóch identycznych modeli staników. Dlatego werdykt w postaci „siedemdziesiątHaHa” nie jest uniwersalny - może się okazać, że inny model tej samej marki przypasuje nam w rozmiarze sześćdziesiątpięćJotJot. Nie chodzi o poznanie numerka, który będzie nam służył przez całe życie - chodzi przede wszystkim o nauczenie się, jak powinien leżeć dobrze dobrany stanik.

Dlatego proponuję otworzyć zamknięte oczy i pobudzić do myślenia rozleniwione mózgi :-) Do przymierzalni wchodzą dwie rozumne istoty - bra-fitterka i Ty. I to Ty, droga Klientko, będziesz chodzić w tym staniku, który kupisz. Dlatego warto nauczyć się podejmować decyzję samodzielnie. Warto wysłuchać porad i być otwartą na zmiany - w końcu do bra-fitterki przychodzimy po to, by naprawić błędy i czegoś się nauczyć. Starajmy się jednak używać naszej inteligencji. Może się bowiem zdarzyć, że następnym razem z ciężkim zadaniem kupna stanika będziemy sobie musiały poradzić same. Istnieje także możliwość, że nie mamy do czynienia z tak doskonałym fachowcem, jak byśmy chciały. Warto przed skorzystaniem z jego usług zasięgnąć opinii innych klientek, na przykład na Lobby Biuściastych. Bra-fitterstwo to profesja młoda, zwłaszcza w Polsce - wiele pracownic sklepów dopiero się jej uczy.

Warto poznać prawidła stanikologii - po to, by nauczyć się stosować je samodzielnie. Najlepszy nawet konsultant czy doradca nie siedzi w naszej skórze i nie będzie ponosił skutków naszej decyzji. Korzystajmy więc mądrze z pomocy bra-fitterek i nauczmy się dobierać sobie stanik!

A Wy? Czy oddawałyście się kiedyś w ręce fachowca? Czego oczekujecie od stanikowych ekspertek? A ekspertki - od klientek? Jak zwykle zachęcam do wymiany doświadczeń.

 

Kilka lektur uzupełniających

Zostań swoją własną bra-fitterką, czyli notka, która powstała na fali zainteresowania mediów bra-fittingiem i społecznością Lobby Biuściastych

Będąc młodą bra-fitterką, czyli wywiad z najlepszą znaną mi bra-fitterką Marysią Dastych (na Blogu Lobby)

Jak założyć stanik? Czyli jak założyć stanik :-) (a nie: jak upchnąć biust w nieprawidłowym rozmiarze) - przyda się w przymierzalni

Obwód to podstawa, czyli dobieramy sobie rozmiar obwodu pod biustem

Gdzie zaczyna się pierś, czyli co powinno mieścić się w miseczce

 

[Ilustracje powstały przy użyciu nieocenionego http://www.toondoo.com :-) Dziękuję falcon_eye za namiar na tę pożyteczną stronkę]

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...