piątek, 28 listopada 2008

Miss Mandalay - ParisPamiętam, jak kilka sezonów temu rozważałam kupno kompletu Paris marki Miss Mandalay. Kusiły obie wersje: szafirowa i jaskrawoczerwona - i pewnie dlatego decyzja nie zapadła od razu... choć niektórym z Was chyba się udało :) A potem było już za późno.

Tak bywa - nieraz długo przyglądamy się czemuś, decyzję o kupnie odkładając na nieokreślone „kiedyś”. Rzecz jasna, nie bez wpływu na takie odłożone wybory są ceny - często warto po prostu poczekać na wyprzedaż. Zwłaszcza w przypadku Miss Mandalay, która, choć kusiła eleganckim designem, na początku odstraszała wysoką ceną.

Polityka producenta jednak najwyraźniej uległa zmianie, bo obecnie dostępne Misski, które przywędrowały także do naszych polskich sklepów, są już dużo przystępniejsze cenowo. Na przykładzie Leopardess przekonałam się już, że są warte zainteresowania - choćby tylko jako odmiana po dobrze znanych markach Panache czy Evedenu.

Tak się złożyło, że i Paris w końcu zamieszkała u mnie - z przyjemnością ją Wam przedstawiam :-)

 

Miss Mandalay - Paris, 34G, 159 PLN, kolor: zielony

rozmiary miseczek: D-GG, obwody: 28-38 (60-85)

 

Estetyka

(5)

Najbardziej ciekawiło mnie, czy zdjęcia katalogowo-sklepowe wiernie oddają kolor. Okazało się, że tak - odcień prawdziwej Paryż jest tylko minimalnie cieplejszy i ciemniejszy od sfotografowanej. Szmaragdowa zieleń sprawia „syntetyczne” wrażenie - kolor jest intensywny i nie przypomina żadnej z barw natury.

W tę nowoczesną estetykę wpisuje się też faktura materiału. Chodzi o wrażenia dotykowe: po poprzednich, droższych modelach, z których niektóre pyszniły się zawartością szlachetnych włókien, spodziewałam się raczej czegoś w rodzaju jedwabnego tiulu - materia Paris nie ma jednak nic wspólnego ze staroświeckim szykiem, raczej z jego futurystyczną odmianą :) „Hmm, to jest jakieś dziwne w dotyku” - chce się powiedzieć. Jakby plastikowe, trochę sztywne, ale jednocześnie gładkie i nie drapiące (skład: poliamid z elastanem). Siateczka w górnej części jest naprawdę wyjątkowo cieniutka, a przy tym sprawia wrażenie mocnej. Kosmiczna technologia?

Satynowa taśma na brzegach miseczek lśni identycznie, jak na zdjęciach, a kształt biustu jest tak samo okrągły. Ramiączka też lekko połyskują i nie są przesadnie szerokie. Przejrzystość dodaje lekkości i seksapilu. Oszczędny, niemal minimalistyczny design i spektakularny kolor to dobre połączenie. Podsumowując: bardzo udany model.

 

Dopasowanie

(4 1/2)

Obwód stanika w normie - ani przesadnie rozciągliwy, ani za ciasny, choć raczej w kierunku tych ciaśniejszych. Rozciągliwe są jedynie tylne skrzydełka, co zwiększa stabilność. Ramiączka należą do krótkich, podobnie jak u Leopardess, jednak w tym przypadku ich długość uznałam za wystarczającą. 

To, co może budzić niewielkie zastrzeżenia, to miseczki - paryskie G nie należy do największych. Celowanie w większy rozmiar nie miałoby jednak sensu. Na pewno do wrażenia „małości” przyczynia się nieelastyczna satynowa taśma na brzegach, która ma tendencję do wcinania się w pierś. Szerokość fiszbin w normie, raczej bliżej wąskich niż szerokich.

 

Krój i podtrzymanie

(4 1/2)

Do własności podtrzymujących Paris nie mam zastrzeżeń - dzięki użyciu stabilnych materiałów obwód dobrze spełnia swoją rolę. Klasyczny balkonetkowy krój ładnie zaokrągla piersi - efekt potęguje przejrzystość górnej części miseczek i oszczędna estetyka, w której właśnie kształt wybija się na plan pierwszy. Biust jest odpowiednio uniesiony i porządnie zebrany z boków. Odejmuję pół punktu za wspomnianą już taśmę - w niektórych pozycjach zagłębia się odrobinę w pierś, tworząc zakłócenie idealnie krągłej powierzchni. Trudno jednak byłoby tego uniknąć.

 

Wygoda

(4 1/2)

Odrobinę niewygodnie było jedynie przy pierwszym założeniu. Obcierały dolne krawędzie gumek, a raczej doszytej do nich od zewnętrznej strony siatki. Wydaje się jednak, że pierwsze pranie rozwiązało problem.

 

Cena

(4)

Mocne cztery. Wynik przyjemnego zaskoczenia po cenach MM sprzed kilku sezonów, zderzonego z trzeźwym spojrzeniem - zauważyć należy, że Paris co prawda nie jest biustonoszem banalnym, ale też i nie należy do luksusowych. Staranne wykonanie, dobry krój i konstrukcja, ale bez szaleństw - takie biustonosze potrafią kosztować mniej. Pariska jednak wyróżnia się estetycznie, co sprawia, że niektóre z nas chętnie przymkną na tę cenę oko - bo ten kolor!

 

Podsumowanie

Coś dla tych, które w niejednej już marce biust nosiły :) i chciałyby spróbować czegoś nowego. A także dla nowicjuszek, spragnionych żywych kolorów i przejrzystych materiałów. Paris odbiega stylistycznie od większości znanych na naszym rynku modeli DD+ - wyróżnia ją brak haftów i skomplikowanych ozdób, a uwagę przykuwa kontrast lśniącej satynowej wstążki z matową półprzejrzystą siatką. Robi wrażenie, nie rozczarowuje. Definitywnie da się lubić.

[Biustonosz do recenzji dostarczył sklep Intimo z Krakowa, ul. Wysłouchów 3]
poniedziałek, 24 listopada 2008
W poprzedniej notce poruszyłyśmy temat buły. Przyczyną powstawania tejże (a właściwie tychże, bo różne są typy buł - jedne gnieżdżą się nad miseczkami z przodu, inne pod pachami, a niektóre nawet pod dolną krawędzią miseczek) jest, najogólniej rzecz biorąc, wydostawanie się piersi ze stanika - czyli źle dobrany, za mały rozmiar miseczek.

Mówi się, że prawidłowo dobrana miseczka powinna obejmować całą pierś, a fiszbiny - okalać ją. Ale co to właściwie znaczy? Sprawa wcale nie jest taka oczywista. Wiele początkujących stanikomaniaczek ma bowiem kłopoty z określeniem, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy pierś i co w związku z tym oznacza owo „okalanie” jej wypukłości przez łuk fiszbiny.

Dlaczego tak się dzieje? Winne są między innymi nieprawidłowe wzorce, którymi podświadomie nasiąkamy, oglądając fotomodelki w źle dobranych biustonoszach. Zdjęcia kobiet w stanikach, dostępne np. na stronach sklepów internetowych z bielizną, są, po pierwsze, mocno retuszowane, a po drugie, bardzo często przedstawiają biusty w za małych miseczkach.


Widok z przodu

Przyjrzyjmy się następującej parze fotek:

Oba zdjęcia przedstawiają widok z przodu - taki właśnie jest nam pokazywany najczęściej. Profile czy nawet półprofile są w bieliźnianych e-sklepach rzadkością. Ujęcie biustonosza od frontu przedstawia nam jedynie połowę prawdy - podobnie jak zdjęcia Kasi z poprzedniej notki... Na zdjęciu „en biust” buła nadmiseczkowa zawsze pozostaje przed nami skrzętnie ukryta. Możemy się jej jedynie domyślać.

Czy wiecie już, który z powyższych biustonoszy jest na pewno za mały na modelkę?

Chodzi, rzecz jasna, o fotkę z lewej, która mogłaby stanowić ilustrację do antyporadnika dobierania rozmiaru. Przedstawia bowiem jeden z klasycznych objawów za małych miseczek - odstawanie fiszbin na mostku, czyli pomiędzy miseczkami. Dobrze dobrane miseczki powinny być na tyle głębokie, by drut leżał płasko na klatce piersiowej, pomiędzy piersiami, a nie „wisiał” gdzieś w powietrzu, w pewnej odległości od mostka. Jednym z powodów, dla których tak często fotografuje się kobiety w stanikach o za małych miseczkach, jest tworzenie się w nich, a raczej wymuszanie „kreseczki”, czyli widoku dwóch stulonych półkul. Ściśnięte w za małym staniku piersi przytulają się do siebie i seksownie się kojarzą. Nikt oczywiście nie pokaże nam wtedy widoku bocznego, który najpewniej ujawni groteskową i wcale nie seksowną bułę.

Spójrzcie na zdjęcie po prawej - fiszbiny leżą grzecznie pomiędzy piersiami, przylegając do mostka. Prawidłowo.

Podsumowując: fiszbiny między piersiami winny dochodzić do klatki piersiowej i płasko do niej przylegać. Jeśli tak się nie dzieje, miseczki są zbyt małe. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie widzimy buł - nie znaczy to, że wszystko jest w porządku. Nie mieszczące się w biustonoszu, ściśnięte piersi zawsze znajdą drogę ucieczki z miseczki - czy to górą, czy bokiem. Czasem potrafią wymykać się naprawdę niepostrzeżenie, zwłaszcza dla niewprawnego oka - trzeba być czujnym :-) Zbyt małe miseczki zawsze skutkują niedostatecznym podtrzymaniem biustu, zwłaszcza jeśli towarzyszy temu za luźny obwód pod biustem.

Nieczęsto, ale zdarzają się w przyrodzie biusty wyjątkowo blisko osadzone - takie, które fizycznie nie pozwalają fiszbinom dojść do końca dolinki międzypiersiowej. Najczęściej jednak efekt taki świadczy o tym, że miseczki są zbyt płytkie.

Jeśli zaś chcemy uzyskać efekt stulonych półkul (kreseczka), poszukajmy specjalnego kroju stanika - najlepiej sprawdzają się w tej funkcji usztywniane plunge i push-upy. W takich stanikach, mocno zbierających piersi z boków, fiszbiny na mostku są krótsze, dzięki czemu piersi mają szansę zbliżyć się do siebie mocniej niż w innych modelach. Nie zwalnia nas to jednak z prawidłowego doboru rozmiaru!

Wróćmy jednak do okalania piersi. Wiemy już, że fiszbiny powinny płasko przylegać do mostka między piersiami. A co w innych miejscach? Rzecz jasna, to samo obowiązuje wzdłuż całego łuku. Drut ma obowiązek tkwić na naszych żebrach - ale, uwaga, w żadnym punkcie nie ugniatając piersi. Łuk fiszbiny powinien być w tym celu odpowiednio szeroki, a miseczka - odpowiednio głęboka, tak, by fiszbina nie „wisiała” w powietrzu, odepchnieta od klatki piersiowej.


Widok z boku

Wiele z nas ma kłopoty z określeniem, w którym miejscu powinien leżeć zewnętrzny koniec łuku fiszbiny - ten od strony pachy. Gdzie kończy się zwykła tkanka tłuszczowa okrywająca klatkę piersiową, a gdzie zaczyna pierś, na którą drutowi wejść absolutnie nie wolno? To już trochę trudniej zdefiniować, bowiem nie u każdej kobiety punkt ten leży w tym samym miejscu. W dodatku u osób latami noszących za małe miseczki obraz może być zniekształcony przez utrwalone w tym miejscu buły - te niejako odkrojone przez fiszbiny fragmenty, które powinny znaleźć się w miseczce, tymczasem wyemigrowały poza nią. Przyjmuje się, że koniec fiszbiny winien celować mniej więcej w środek pachy - zwłaszcza u kobiet z większym biustem. Prędzej czy później każda stanikomaniaczka dochodzi do optymalnego dla siebie zasięgu łuku fiszbiny. Przyjrzyjmy się znowu przykładom z polskich sklepów internetowych:

Jak już wspominałam, trudno w sieci o stanikowe profile - zadowolimy się więc półprofilami, mimo że takie ujęcie nieco zaciemnia sytuację. Pierwsza fotka przedstawia za mały biustonosz, nadający się najwyżej na gadżet do szybkiego zdjęcia w sypialni. Z tak płytkich i wąskich miseczek spore piersi fotomodelki szybko uciekną - gdy tylko zacznie się intensywniej ruszać. Nietrudno też wyobrazić sobie, jak pod ciężarem marnie podtrzymanego przez miseczki, skaczącego biustu ramiączka naciągają się i wpijają w ramiona. Fiszbiny przylegają do ciała modelki w miejscu, które jeszcze jest piersią - z pewnością nie jest jej zbyt wygodnie. Łuk powinien sięgać dalej - jak daleko, nie jest łatwo jednoznacznie określić w tak skręconej pozycji - co najmniej do miejsca, gdzie w tej chwili znajduje się linia pionowego usztywnienia bocznego.

Biustonosz na prawym zdjęciu zaś prezentuje się wyraźnie lepiej. Końcówki fiszbiny od pachy nie dzielą kilometry - a fakt, że drut nie celuje do jej wnętrza, zawdzięczamy głównie skrętowi ciała. Widać również fragment mostka, przylegającego grzecznie do klatki piersiowej. Trudno ocenić na tej zapewne pracowicie retuszowanej podobiźnie, czy dopasowanie jest perfekcyjne - piersi jednak nie rwą się do ucieczki tak, jak ma to miejsce na lewej fotce.

Podsumowując: od strony pachy drut powinien przylegać do klatki piersiowej tam, gdzie zaczyna się pierś - nie wolno mu na nią nachodzić ani naciskać. Jego końcówka winna celować mniej więcej do środka pachy, zwłaszcza u pań o wydatniejszych (i przez to także szerszych) piersiach - nie powinna jednak wędrować w kierunku pleców. Jeśli drut nachodzi na pierś i naciska na nią - najczęściej oznacza to zbyt małe miseczki. Zdarza się jednak, że mimo właściwego rozmiaru stanika łuk jest zbyt wąski - czasem więc warto poszukać innego modelu, o nieco szerzej rozstawionych fiszbinach. Tam, gdzie zaczyna się pierś - to właściwe miejsce dla fiszbiny. Poznajmy więc dokładnie granice swoich piersi - nie bierzmy przykładu z źle ostanikowanych fotomodelek.
[Zdjęcia fotomodelek w biustonoszach pochodzą ze sklepów: Twoja Bielizna, Biust.pl, Bellissima.]
czwartek, 20 listopada 2008

Pewnie już znacie tę reklamę Plusa :) Niektórym z nas od razu nasunęła ona skojarzenie ze... stanikami. Bułą albowiem w żargonie społeczności Lobby Biuściastych określa się wybrzuszenie tworzące się nad miseczkami za małego biustonosza (przykład na zdjęciu obok). Gdy miseczka jest zbyt płytka, nie ma siły - buła wyjdzie: górą, bokiem, czy nawet dołem, gdy za małym miseczkom towarzyszy zbyt szeroki obwód pod biustem. 

 Widok buły w dekolcie niektórzy uważają za seksowny (tzw. seksi buła). Faktycznie, z pewnej perspektywy (czytaj: od frontu) „bułkujący” biust przypominać może parę krągłych jabłuszek. Czar jednak pryska w chwili, gdy prezentujemy profil - okazuje się, że buła to widok raczej groteskowy niż pociągający.

Standardowy zakres rozmiarów dostępnych w sklepach bieliźniarskich zmuszał nas do niedawna do godzenia się z mniejszą lub większą „bułą”. Nasza dzisiejsza bohaterka obecnie nosi brytyjskie staniki w rozmiarze 30JJ (czyli 65 pod biustem, miseczka JJ brytyjska, co w przeliczeniu na kontynentalną rozmiarówkę oznacza okolice... P lub R). Zanim Kasia rozpoczęła przygodę z „nietypowymi” rozmiarami, nosiła... 75DD. Panie w bieliźniakach skutecznie mnie przekonywały, że to i tak dziwactwo. I że - tak, tak - większych misek dla 75 nie ma! - mówi. Gdyby to była prawda, jedyną alternatywą dla Kasi byłoby zwiększenie obwodu pod biustem. Dla biustu osoby mierzącej tylko 75 cm w tym miejscu nie jest to zbyt kusząca opcja - za luźny obwód to gwarancja braku podtrzymania i niewygody. Na szczęście Kasia odkryła, że większe, a nawet dużo większe miseczki istnieją, i to przy jeszcze mniejszych obwodach - szkoda tylko, że nie na wieszakach większości sklepów...

 Fotka z lewej przedstawia Kasię w biustonoszu Panache Eliza 30JJ, a po prawej - w 75DD:

Biust w Elizie wydaje się mniej wyeksponowany - po prostu mieści się w miseczkach, podczas gdy z Triumpha po prostu wystaje. Że noszenie piersi nad miseczką zamiast w środku nie jest dobrym pomysłem, pokazują wyraźnie zdjęcia z profilu:

W miseczkach stanika 30JJ biust mieści się w całości - piersi tworzą gładką linię, bez wybrzuszeń. Są też dobrze uniesione i podtrzymane dzięki odpowiednio dopasowanemu rozmiarowi pod biustem (65 - czyli aż o 10 cm węższym). A w 75DD? Oceńcie same, czy taka „seksi buła” może wyglądać korzystnie...

W przypadku Kasi źle dobrany rozmiar biustonosza tylko szpecił jej bardzo zgrabną figurę i psuł wygląd biustu. A przecież, przyznacie chyba, że jej piersi wcale nie sprawiają wrażenia nietypowo dużych - ot, wydatny biust przy szczupłej sylwetce, rzecz bynajmniej nie niezwykła. Przy wysokim wzroście Kasi (182 cm) taki biust wygląda całkiem proporcjonalnie.

Domagajmy się więc w sklepach wyboru rozmiarów nie tylko „z grubsza”, ale naprawdę dobrze dopasowanych do naszych sylwetek. Bułom mówimy stanowcze nie!

niedziela, 16 listopada 2008

Hestia StraplessJak się zapewne domyślacie, nie o soczystych darach jesieni będzie tu mowa - zajmiemy się natomiast eksponowaniem krągłości naszych (co najmniej równie apetycznych) biustów. Efektowi „jabłuszek w koszyczku” brytyjska marka Masquerade zawdzięcza sympatię wielu z nas.

Wśród Maskaradek liczne są usztywniane biustonosze o reputacji half-cupów dla biuściastych, choć technicznie rzecz biorąc bliżej im do 3/4 cupów. Piersi są w nich jednak odsłonięte mocniej niż w wielu tradycyjnych balkonetkach czy plunge'ach, mimo że mostek (łączenie miseczek) sięga raczej wysoko. I to właśnie, plus usztywnienie stanika, daje nam ten wymarzony efekt apetycznych półkul wyłaniających się z dekoltu... 

Czas więc na kolejną „odsłonę” Maskaradek - tym razem będziemy odsłaniać także ramiona :-)  Wprawdzie zrobiłyśmy to już, przymierzając kuszący gorsecik z kolekcji Masquerade Hestia, przyznacie jednak, że każdej z nas przydałoby się także coś, w czym można poczuć się nieco bardziej na luzie... Coś do włożenia choćby pod miękki sweter z dużym, spadającym z ramion łódkowym dekoltem czy po prostu imprezowy topik na jakąś listopadową okazję.

 

Czyli - bezramiączkowiec.

Masquerade Hestia - stanik z odpinanymi ramiączkami, 34G, 145 PLN, kolor: czarny

rozmiary miseczek: D-G, obwody: 30-38 (65-85)

 

Estetyka

(4)

Gorsetowi postawiłam piątkę ze względu na piorunujący efekt. Tym razem jednak już nie działa magia gorsetu - bezramiączkowiec będzie oceniany w swojej bezramiączkowej lidze. I wypada w niej całkiem korzystnie. Jak dotąd, jest to najładniejszy biustonosz tego typu (wśród DD+, oczywiście), jaki znam - nie liczę tu słynnego turkusowego Satin Chic sprzed dwóch lat, który właściwie nie nadawał się do użytku bez ramiączek, oferował bowiem zbyt słabe podtrzymanie piersi. Pewne nadzieje wiązałam z ozdobną odmianą Porcelaina - Oasis, lecz jak dotąd nie udało mi się zobaczyć go na własne oczy (poza katalogiem) i nie jestem pewna, czy w ogóle został wprowadzony do obrotu.

Wracając do Hestii - mogłabym tu właściwie skopiować to, co zostało już powiedziane przy okazji gorsetu - satyna miękko lśni, kokardka z perełką na mostku przyjemnie urozmaica, choć perełka mogłaby być większa :-) To zupełnie inny stanik niż recenzowany wcześniej strapless Panache z serii Porcelain - tamten był stuprocentowo funkcjonalny i służył raczej do schowania pod ubraniem, ten - wręcz przeciwnie - jak najbardziej nadaje się do pokazania.

Główne zastrzeżenie mam do wykończeń miseczek i ramiączek - o ile z daleka prezentują się pięknie, to z bliska i w dotyku są nieco sztywnawe i mało luksusowe. A przecież tak bardzo za tym luksusem tęsknimy! W końcu w tym zakresie rozmiarowym wybór jest wciąż tak mizerny. Masquerade nie chce być marką drogą - to dobrze dla kieszeni większości z nas, zważywszy, że DD-plusy ogólnie do najtańszych nie należą. Jednak tęsknota za luksusem, zwłaszcza bezramiączkowym, wciąż czeka na zaspokojenie.

Pozytywnie zaskoczyło mnie natomiast, że Hestia mało odznacza się pod ubraniem - nie jest to oczywiście idealna gładkość bezszwowca, ale spodziewałam się znacznie gorszego efektu. Plusem jest także sam fakt, że ramiączka są zdobione - w większości bezramiączkowców tasiemki te stanowią obojętny dodatek, który od razu ląduje zapomniany na dnie szuflady, te ramiączka jednak sprawiają, że ma się ochotę czasem włożyć Hestię w charakterze zwykłego usztywnianego balkonika. Lśniące metalowe haczyki i kółka także sprawiają dobre wrażenie.

 

Dopasowanie

(4 1/2)

Być może powinnam postawić piątkę - ostatecznie okazało się bowiem, że najczęściej kupowany przeze mnie rozmiar 34G pasuje zdecydowanie najlepiej. Nie od razu jednak doszłam do tego wyniku. Przymierzałam w sumie trzy rozmiary: 34G, 36FF i 36F, usiłując idealnie dopasować miseczkę, która ma u mnie tendencję do odstawania po bokach, podobnie zresztą jak w przypadku gorsetu. Płytsze miseczki z kolei zaczynają brzydko spłaszczać biust. Pogodziłam się więc z lekkim odstawaniem na rzecz zdecydowanie najlepszego kształtu właśnie w G.

Podsumowując: miseczki mają standardową wielkość, a obwód jest wystarczająco ciasny - biustonosz zapięty na najluźniejsze zapięcie podtrzymuje biust tak, jak powinien i nie zsuwa się.

 

Krój i podtrzymanie

(3/5)

Jakkolwiek znacznie lepiej skrojona od tradycyjnych straplessów w rodzaju Panache Special Occasions, Hestia z jej pionowym cięciem miseczek zmierza co prawda w stronę ideału, lecz niestety zatrzymuje się w pewnej odległości od niego. Biust, dobrze podtrzymany dzięki usztywnieniu, po odpięciu ramiączek traci nieco na kształcie, rozchodząc się lekko na boki i przypłaszczając odrobinę (ale naprawdę tylko odrobinę) od strony mostka, miseczki natomiast mają tendencję do odstawania z boków. Zmiana jest subtelna, lecz zauważalna - niestety, nie są to dokładnie te same jabłuszka w koszyczku, jakie znamy z modelu Antoinette.

Ale bądźcie spokojne - nie zobaczycie w Hestii przypłaszczonego „zeza rozbieżnego”, tak charakterystycznego dla staników typu Special Occasions, stanik ten bowiem lepiej od tamtego zbiera z boków. Przy jędrnych i pełnych, zbliżonych do siebie piersiach być może nie zauważycie w ogóle różnicy między kształtem z ramiączkami i bez.

Fanki Antoinette rozczaruje być może kolejna informacja - Hestia jest wyżej zabudowana od swojej koronkowej koleżanki. Usztywnienie też jest inne - obejmuje tylko same miseczki, nie, jak u tamtej, cały przód stanika. Na podstawie swojego przypadku sądzę jednak, że niższe miseczki mogłyby nie utrzymać biustu po odpięciu ramiączek.

Podsumowując - piersi w Hestii są rozdzielone, lecz nie nadmiernie rozstawione, dobrze uniesione i podtrzymane, choć nienajlepiej zebrane. Biust prezentuje się w tym staniku lepiej niż w tradycyjnie skrojonych bezramiączkowcach.

 

Wygoda

(4)

Nosi sie wygodnie (swoją drogą, chyba nie należę do wielkich wrażliwców), tylko po dłuższym noszeniu coś zaczyna drapać w okolicy bocznych końcówek tunelików z fiszbinami. Od wewnątrz całą dolną krawędź stanika oraz górną krawędź tyłu podklejono silikonowym paskiem zapobiegającym przesuwaniu się obwodu, co jest częste w tego typu biustonoszach. Nie powoduje to dyskomfortu.

 

Cena

(4 1/2)

Chyba po raz pierwszy stawiam w tej kategorii cztery z plusem. Hestia nie należy do najdroższych, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę jej wieczorowy charakter. Nie jest ideałem, lecz naprawdę cieszy oko i jednocześnie spełnia swoją funkcję. 

 

Podsumowanie

Specjalnie starałam się nie przesadzać z wysokością ocen - zwłaszcza krój oceniłam tym razem dość surowo. Nie oznacza to bynajmniej, że chcę Hestię odradzać - wręcz przeciwnie, uważam, że to jeden z bardziej udanych staników tej jesieni. Po prostu sądzę, że Masquerade stać na więcej - a tutaj oczekiwałabym naprawdę idealnego dopracowania konstrukcji. Jednak jeśli szukacie bezramiączkowca, którego nie będziecie miały ochoty zdjąć natychmiast po zrzuceniu kreacji - sprawcie sobie Hestię.

[Biustonosz do recenzji dostarczył sklep Dopasowana.pl]
 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...