niedziela, 28 listopada 2010

Na jesienne, a biorąc pod uwagę aurę - zimowe smutki proponuję kolejną kurację w postaci zapowiedzi letniej kolekcji kostiumów kąpielowych - tym razem Panache Swimwear :-)

Wśród plażowych propozycji na nadchodzący sezon nie ma może tylu innowacji, co w zapowiadanej bieliźnie tego producenta, widać jednak, że Panache i na tym polu się rozwija. Katalog Panache Swimwear wygląda dużo bardziej imponująco w porównaniu z ubiegłorocznym. Zawiera sześć (nie pięć, jak rok temu) wzorów kostiumów, występujących w różnych krojach, takich jak trzy typy staników, tankini i kostiumy jednoczęściowe. Niektóre już pojawiają się w angielskich sklepach.

W przyszłym roku poznamy też kolejną markę - Atlantis Swimwear, kąpielowy odpowiednik marki Atlantis, obejmującej bieliznę powiększającą biust. O Atlantisach wspomnę oddzielnie, a tymczasem wracamy do kostiumów z miseczkami do K.

 

Black&White

Trochę nietypowo jak na dawkę antydepresantów, zaczniemy od czerni :-)  Na lato 2011 szykuje się jej w Panache Swimwearze sporo: solo bądź w połączeniu z bielą.

Taylor to bikini ze stanikiem o kroju plunge oraz prosty kostium jednoczęściowy, oba w rozmiarach miseczek D-G i obwodach 65-85. Układ białych fragmentów na staniku wydaje się optycznie zmniejszać biust - nie jestem pewna, czy dla wszystkich jest to efekt pożądany, tym niemniej kostium całkiem mi się podoba. Z mniejszym entuzjazmem patrzę na jednoczęściowca - biały pas w talii wydaje mi się poszerzający. Taki układ również maskuje wielkość biustu i bioder, przyciągając wzrok w kierunku środka sylwetki.

 

Podobne wątpliwości budzi we mnie kostium jednoczęściowy Mae, gdzie cały środek kostiumu zajmuje czarno-biały wzór, tu jednak sytuację trochę ratuje jeden wąski, ale wyraźny czarny pasek w talii. Jednoczęściowiec Mae (do miseczki G) to bandeau z odpinanymi ramiączkami, co pozwala nosić go także w wersji strapless.

Mimo zastrzeżeń do optycznego kształtowania sylwetki, kostium ten wydaje mi się jedną z najelegantszych propozycji całej kolekcji. Wzór kojarzy się z ziarnkami kawy, a może muszelkami kauri? Balkonetkowe bikini Mae sięga do miseczki K, nadruk natomiast trochę się różni - „muszelkom” nie towarzyszą paski i w tej odmianie deseń ten jest już mniej ciekawy. Kolekcję dopełnia tankini o nieco bardziej wyszczuplającym wzorze, do miseczki J.

 

Wieczorowa czerń

Po czarno-białym stereo spójrzmy na czarne mono. Jednoczęściowy kostium Ava (do miseczki G) ma krój plunge i ozdoby kojarzące się trochę z wieczorową suknią. Czyżby coś na basenowe przyjęcia? Podobne wrażenie sprawia balkonetkowe bikini. Lśniące elementy zdobią też majtki, dość skąpe biodrówki.

 

Stuprocentowo czarne będzie również kilka wcieleń Anny, która wydaje się następczynią zeszłosezonowej Genevy. Takie proste, jednobarwne kostiumy w bogatym wyborze krojów i rozmiarów to tradycyjnie żelazny element kolekcji.

Czarne Anny to: prosty kostium jednoczęściowy do miseczki K i stanik do bikini w kroju plunge do G (te dwa modele nie wystąpią w innych kolorach, poza czernią), a także balkonetka do K i tankini do G. W dwóch odmianach - czarnej i malinowoczerwonej (raspberry) - wystąpi też stanik bandeau do G.

Nowością jest plażowe wdzianko, czyli kaftan - wyłącznie w czerni: będzie pasował zarówno do czarnych, jak i czarno-białych kostiumów.

 

Mono i w kolorze

Pozostałe kolory gładkiej Anny, poza czernią, to malinowa czerwień i turkus. Najuboższa jest wersja turkusowa, w tym kolorze bowiem wystąpi tylko tankini i balkonetka. Z turkusowych majtek będą do wyboru tylko klasyczne figi oraz figi z podwijaną częścią górną, co umożliwia regulację ich wysokości.

Tak lubiane przez niektóre z Was majtki z wiązaniem na biodrach będą czarne i malinowe. Malinowe będzie też tankini, balkonetkowy stanik oraz wspomniane bandeau.

 

Malinowa gwiazda

Malinowe bandeau Anna mocniej przykuło mój wzrok :-) Mam jednak wątpliwości, czy wszystkie biusty z zakresu jego rozmiarów (D-G) poczują się wystarczająco dobrze podtrzymane bez ramiączek? Co prawda na pokazie widziałam ramiączko przekładane przez szyję, tak jak niegdyś w modelu Brighton, ale już w katalogu nie ma na ten temat informacji... To bandeau, zwłaszcza w zestawie z wiązanymi majtkami, to według mnie kolejna gwiazda kolekcji. Uwaga: dostępny obwód 60!

 

Marynarskie retro

Styl marynarski w wydaniu „pasiaste wdzianko, szorty khaki i torba z uszami ze sznurka” nigdy nie wydawał mi się pociągający, ten kostium jednak po prostu mnie urzekł. Lucille ze swoimi guziczkami i paseczkami jest dziewczęca i słodka, a ze względu na retro-szyk moim zdaniem pasuje kobiecie w każdym wieku.

Kojarzy mi się trochę z już wspomnianym Brighton, zwłaszcza w wydaniu ze stanikiem bandeau (tutaj mamy odpinane ramiączka). Mniej pociągający jest zakres rozmiarów - od D do G, również w tankini.

 

Nie ma lata bez kwiatów

Na zakończenie coś dla miłośniczek klasycznej plażowej kwiecistości, czyli Loren w dwóch odmianach: turkusowej i czerwonej. W tej serii zobaczymy jedyne w całej kolekcji kostiumy typu halterneck, czyli wiązane na szyi, do miseczki H. Balkonetkowe bikini będzie dostępne również dla K-miseczek, a tankini sięgnie do miseczki J.

Jedna z odmian majtek wyposażona jest w regulację wysokości (ściągane sznureczki). Podoba mi się zwłaszcza wersja czerwona, z wyraźnym ciemnym paskiem pod biustem w jednoczęściowcu i tankini. Sympatyczny nadruk kojarzy się trochę orientalnie.

 

Rozmiary bez rewolucji

Podobnie jak w zeszłym roku, tak i w tym Panache Swimwear oferuje miseczki do K. Zakres ten spotkamy jednak tylko w balkonetkach (Mae, Loren, Anna) oraz jednym kostiumie jednoczęściowym - czarnej Annie. Staniki plunge (Taylor, czarna Anna) sięgają już tylko do miseczki G, podobnie bandeau. W tankini Anna, Mae i Loren ubiorą się J-biusty. Wszystkie pozostałe modele z wyjątkiem wiązanych na szyi kwiecistych kostiumów Loren (do H) to zakres D-G.

Prawie we wszystkich modelach występuje ten sam zakres obwodów: 65-85. Chlubnym wyjątkiem będzie Anna, gdzie zobaczymy zakresy 60-90! Wszystkie kostiumy Anna planowane są od obwodu 60 (w tym piękne malinowe i czarne bandeau), 90tki natomiast dotyczą: czarnego jednoczęściowca, wszystkich tankini oraz balkonetek (czarne, czerwone, turkusowe).

 

Pożegnanie z szortami

Obficie obecne w poprzedniej kolekcji szorty w nadchodzącym sezonie wychodzą wg Panache'a z mody. Królują figi, a dla tych, które chcą mieć możliwość regulacji stopnia zasłonięcia - figi z wywijanym „mankietem”, które moim zdaniem pięknie podkreślają biodra, oraz ściągane sznureczkami. Wraca skąpe bikini - majtki wiązane na biodrach (Anna) oraz niskie biodrówki (Ava). Miło, że wszystkie odmiany majtek, także te odważniejsze, wystąpią w tym samym zakresie rozmiarów - XS-XXXL. Trochę jednak szkoda mi szortów - te z kostiumu Pebbles bardzo polubiłam...

 

Gorący pokaz

Żeby obraz był pełen, zapraszam do galerii zdjęć katalogowych oraz na krótki film, który udało mi się nakręcić na pokazie kolekcji we wrześniu. Panował wtedy jeszcze upał... trudno w to teraz uwierzyć :-) Figury modelek nie zawsze korespondowały z rozmiarami kostiumów, ale niektóre z nich mimo to zostały całkiem kusząco zaprezentowane. Montując film i pisząc tę notkę udało mi się na chwilę zapomnieć o mrozie - czego i Wam życzę :-)

 

 

Dziękuję firmie So Chic! za zaproszenie na pokaz oraz za materiały zdjęciowe.

 

środa, 24 listopada 2010

Podobno rynek specjalistycznej bielizny sportowej jest w naszym kraju, eufemistycznie mówiąc, w początkowej fazie rozwoju (a prosto z mostu: prawie go nie ma). Z punktu widzenia stanikomaniaczki zaś, która jeszcze kilka lat temu polowała na wyprzedażowe Shock Absorbery w Brastopie, na naszych oczach dzieje się rewolucja. Nie dość, że marki oglądane przez nas dotąd w witrynach angielskich e-sklepów trafiły pod dachy polskich stacjonarek, to jeszcze pojawiają się nowe, co świadczy o szerokich horyzontach i odwadze naszych przedsiębiorców.

Marka Pure Lime (damska odzież sportowa i bielizna) pochodzi z Danii i ma już przynajmniej pięcioletnią historię, w Polsce jednak była do niedawna zupełnie nieznana. W ostatnim roku zaktywizował się nią polski dystrybutor i za jego sprawą biustonosze Pure Lime pomału pojawiają się w naszych sklepach. Z czterech modeli sportowców Pure Lime najszerszy zakres rozmiarów ma High Impact Compression Bra i jego to właśnie chciałabym Wam przedstawić.

Pure Lime - High Impact Compression Bra, rozmiar: 36G, kolor: czarny [Rozmiary miseczek: B-GG (brytyjskie), obwody: 28-44, cena: np. 204,98 zł w sklepie Ebras]

 

Estetyka

Z dotychczas testowanych sportowców (Shock Absorber, Royce) „Kompresik” podoba mi się zdecydowanie najbardziej. Zdjęcia w sklepach są trochę mylące - wygląda jak sztywny pancerzyk, tymczasem to normalny, miękki stanik bez fiszbin.

Dobrym pomysłem projektanta jest jasnoszary szew łączący dolną część miseczek z górną, połączoną z ramiączkami, imitujący linię dekoltu. Zmniejsza on optycznie całość, likwidując wrażenie monolitu, jakim w nieunikniony sposób staje się spory biust w takim zabudowańcu o jednolitej barwie (kiedy wreszcie pojawią się szeroko-rozmiarówkowe sportowce we wzory?). Miła jest też gumowa aplikacja w dolnej części mostka - mam nadzieję, że nie odpadnie w praniu (tak się złożyło, że dotąd prałam ten biustonosz tylko ręcznie).

Wracając do zabudowania - Kompresik nie sięga po szyję, choć oczywiście wygląda z głębszych dekoltów. Tył jest mało dekoracyjny - prosty, szeroki pas z zapięciem na cztery haftki. Ramiączka można przepiąć na krzyż, dzięki czemu nie będą wystawały z koszulki - bokserki.

Szeroka gumowa taśma pod biustem przy skłonach, siadach itp. wywija się po jakimś czasie na zewnątrz, co może przeszkadzać estetkom, ale mnie nie razi. Dzianina, z której uszyta jest większość biustonosza, jest przyjemnie śliska w dotyku, a szycie jest bardzo staranne.

 

Dopasowanie

Z tym miałam pewien kłopot. W rozmiarze 34G cały biustonosz był za ciasny. Pas obwodowy cisnął nieprzyjemnie również przy próbie zapięcia biustonosza bez nałożonych miseczek. Po wymianie na 36G (rozmiar, który ostatnio noszę dość często - choć nie we wszystkich modelach) już po jednym dniu noszenia zaczęłam zapinać biustonosz na środkowe haftki. Wolę jednak korygować zapięcie, niż cierpieć niewygodę.

Wielkość miseczek, a raczej miejsca na biust (bo miseczki są tu słabiej wyodrębnione niż w stanikach na fiszbinach) mieści się moim zdaniem w normie, natomiast obwód trudno mi ocenić - skoro mniejszy wydawał się za ciasny, a większy okazuje się nieco za luźny. A może po prostu wpadłam w międzyrozmiar?

 

Kształt

Jestem pozytywnie zaskoczona swoim wyglądem w Kompresiku. Powoduje on co prawda spłaszczenie biustu, ale jest ono niewielkie i w przypadku sportowca - moim zdaniem - nieuniknione. Jego nazwa - Compression Bra - sugeruje, że został pomyślany jako biustonosz kompresyjny, czyli przyciskający piersi do klatki piersiowej. Spodziewałam się większego spłaszczania.

Stanik zbiera z boków umiarkowanie, czyli nieco gorzej od biustonoszy na fiszbinach, nie daje jednak wrażenia rozlania biustu po klatce piersiowej. Nosiłam go również jako zwykły, codzienny biustonosz i nie miałam żadnych zastrzeżeń do formy biustu pod ubraniem, choć oczywiście nie modeluje on biustu tak, jak np. usztywniane balkonetki. Podsumowując - jak na sportowca-bezfiszbinowca kształtuje zaskakująco dobrze.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Compression jest wyposażony w pewną ciekawostkę - cały bok miseczki i jej dół okala wszyte od wewnątrz wzmocnienie z cienkiej, miękkiej gąbki, które wg producenta redukuje ruch piersi na boki. Zapewne to jemu w pewnym stopniu zawdzięczamy zebranie biustu. Konstrukcyjnie trudno mi cokolwiek zarzucić Kompresikowi -miseczki ani boki nie sięgają zbyt wysoko, nie są też zbyt niskie.

Supportem jestem nieco zawiedziona. Od biustonosza, w którym miałabym biegać czy skakać, z moim ciężarem piersi, oczekiwałabym większej redukcji ich ruchu, zwłaszcza góra-dół. Żaden sportowiec jak dotąd nie dał mi stuprocentowego zadowolenia w tym względzie. Do Compression Bra można by odnieść te same zastrzeżenia, co do opisywanego wcześniej Royce'a - w moim odczuciu, jeśli ma się ciężki biust (moje 36G to niemal końcówka zakresu rozmiarów), podtrzymanie przy biegu jest trochę zbyt słabe. Za to do innych form ruchu, np. na siłownię, moim zdaniem świetnie się nadaje. Przypuszczam też, że lżejsze biusty oceniłyby go łaskawiej niż ja.

Jest pewien szczegół, któremu - być może - przypisać należy moje problemy z dopasowaniem obwodu i konieczność regulacji zapięcia. Otóż dzianina, z której zrobione są boki biustonosza, ma niewielki zakres elastyczności - gdy weźmiemy ją do ręki, dość łatwo naciągnąć ją do maksimum. Sytuacji nie poprawia guma, która ma wprawdzie większy zakres ściągania-rozciągania, ale nie trzyma mocniej od dzianiny. Mój dobór rozmiaru był kompromisem - w 34 maksymalnie naciągnięty obwód powodował dyskomfort, w 36 natomiast nie daje mi w pełni zadowalającego podtrzymania.

Moje prywatne badania nad sportowcami trwają jednak za krótko, bym mogła pouczać producentów - być może bardziej elastyczne dzianiny mają inne wady i wyeliminowanie takich kompromisów nie jest proste.

 

Wygoda

Compression Bra to bardzo komfortowy biustonosz. Mimo że od wewnątrz skóra ma styk ze szwami, są one całkowicie nieodczuwalne. Same miseczki są bezszwowe, więc najwrażliwsze miejsca mają zapewniony komfort nawet przy dłuższym ruchu. Poszerzone na ramionach i wyściełane gąbką ramiączka nie gniotą ani nie obcierają. Zapięcie na zwykłe haftki (bez żadnych dodatkowych rzepów) nie sprawia żadnych kłopotów przy zakładaniu ani zdejmowaniu.

Nie udało mi się Compression Bra spocić - ruszałam się zbyt mało intensywnie, a upał nie ułatwił mi sprawy tak, jak w przypadku Royce'a, który w dodatku jest bardziej zabudowany. Przypuszczam jednak, że materiał typu Coolmax, z którego jest zrobiony, powinien nieźle się sprawować.


Cena

Za Compression Bra w polskich sklepach zapłacić trzeba ponad 200 zł. Uważam, że jak na ładny i dobrze uszyty, ale nie idealny biustonosz sportowy jest to cena trochę zbyt wygórowana. Mam nadzieję, że dalszy rozwój wyżej wspomnianego rynku sportowców w naszym kraju sprawi, że pojawi się więcej tańszych opcji.


Podsumowanie

Compression Bra zakładam z przyjemnością, bo jest po prostu ładny. Myślę, że uroda ma wbrew pozorom niebagatelne znaczenie w przypadku biustonoszy sportowych, zwłaszcza dla takich osób, jak ja, nieszczególnie usportowionych :-) - dla których ruch jest sposobem na zachowanie zdrowia i poprawienie sylwetki. Świadomość, że w swoich sportowych szmatkach wyglądamy atrakcyjnie, jest przyjemna i mnie osobiście bardzo motywuje. Projektanci odzieży Pure Lime chyba też o tym wiedzą.

Życzyłabym sobie (i nam) jednak, żeby producent poszedł zarówno w kierunku polepszania własności podtrzymujących, jak i powiększenia zakresu rozmiarów. Dzięki temu marka Pure Lime mogłaby rzeczywiście stać się marką dla wszystkich kobiet, nie tylko tych „do GG”.

 

Patronat, promocja i konkurs

Polski dystrybutor marki Pure Lime organizuje akcję promocyjną pod hasłem "Zatrzymaj piersi przy sobie!" w wybranych klubach fitness i salonach z bielizną, w których będzie można kupić sportowce tej marki z 15% zniżką (za okazaniem karty członkowskiej klubu).

Akcję wspiera kilku partnerów, a wśród nich i Stanikomania, która zgodziła się zostać jednym z patronów medialnych :-) Pomyślałam, że warto w ten sposób zaznaczyć stanikomaniacką obecność w środowisku wysportowanych - to sposób na dodatkową promocję bloga, a także bra-fittingu i idei ochrony biustu w czasie ruchu.

Akcji towarzyszy konkurs „Kobiece Inspiracje”, w którym można wygrać model High Impact Compression Bra. W celu wzięcia udziału trzeba kupić dowolny biustonosz Pure Lime oraz wykonać pewne proste zadanie konkursowe - szczegóły na stronie konkursu. Potrwa on do końca stycznia. Życzę powodzenia! :-)

 

Sportowy bra-fitting

Przy okazji doszłam do wniosku, że dobór biustonosza sportowego do naszych wymiarów i potrzeb nie jest wcale taką prostą sprawą - jak widać po moich próbach. Ciekawa jestem, jak radzicie sobie z tym Wy oraz bra-fitterki w naszych sklepach. Wszelkie spostrzeżenia mile widziane :-)

poniedziałek, 15 listopada 2010


Ciąg dalszy przeglądu markowego :-) Z marką Gossard po raz pierwszy zetknęłam się blisko początku swojego zainteresowania brytyjską bielizną, czyli kilka lat temu - bardzo niedawno, jeśli wziąć pod uwagę jej długą historię. Gossard istnieje bowiem od 1901 roku, czyli niebawem będzie obchodził swoje 110. urodziny! Co ciekawe, od lat 50. dwudziestego wieku firmę tę nabyła potężna brytyjska spółka przemysłu chemicznego i tekstylnego, Courtaulds, która istnieje od roku... 1794 :-) Choć więc dzisiejsze produkty Gossarda wyglądają bardzo współcześnie, jest to prawdziwy bieliźniany weteran. Jako że swego czasu zniechęciłam się do tej marki, poświęcałam jej niewiele uwagi, jednak ostatnio patrzę z nowym zaciekawieniem w stronę Gossardów, w czym niemały udział miała ta recenzja oraz ta notka pełna znakomitych zdjęć (znacznie lepszych i wartościowszych informacyjnie niż katalogowe!).


„Cudowne” push-upy

Jeszcze kilka historycznych ciekawostek. Gossarda znamy obecnie jako producenta biustonoszy. Karierę swą firma zaczęła jednak, jak przystało na początek zeszłego wieku, od gorsetów na metalowych fiszbinach. Potem przyszedł czas na staniki i pasy do pończoch typu girdle (więcej o historii firmy można poczytać tutaj). Już w latach sześćdziesiątych Gossard dał się poznać jako producent staników, które „czynią cuda” - firma zaczęła produkować biustonosze na licencji Wonderbra i czyniła to aż do 1994 roku, gdy marka ta przeszła w ręce Playtexa. Gossard oczywiście natychmiast wykreował własną linię gładkich plandży i nazwał ją... Ultrabra :-)


Marka Gossard zapisała się więc w historii jednego z najpopularniejszych typów biustonoszy - push-up'a. Usztywniane staniki do głębokich dekoltów stanowią do dziś podstawę oferty Gossarda, choć bywały w niej także miękkie balkonetki, a oprócz tego, rzecz jasna, majtki do kompletu oraz pasy do pończoch.


Ewolucja bez rewolucji

Miseczka DD pojawiła się w ofercie Gossarda w latach 70 w odpowiedzi na „rosnące biusty” klientek. Gdzieś w okolicach roku 2006 zakres rozmiarów sięgał „aż” do F. Dwie miseczki w ciągu 30 lat to - przyznacie - niedużo, zakres ten uchodził jednak za szeroki, zwłaszcza w przypadku usztywnianych plandży. Wtedy też wypróbowałam swojego pierwszego plandża Superboost Satin, który jednak okazał się wyjątkowo małą F-ką o dość rozciągliwym obwodzie. O Gossardzie więc zapomniałam, mimo że w ciągu kolejnego roku czy też dwóch dorobił się miseczek FF i G. Mój biust jednak uparcie rósł szybciej od oferty marki. W dodatku biustonosze Gossarda przez długi czas uchodziły za małomiseczkowe - nawet sklep Brastop odnotował tę ich cechę.

Oprócz dwóch nowych miseczek, dzięki którym Gossard doszlusował do większości szanujących się marek (usztywniane plandże powyżej G były wszak do niedawna zupełnie nieznane), do oferty weszły także już standardowe dziś obwody 30(65). Z tego powodu Gossarda ceni sobie wiele kobiet o drobniejszych sylwetkach i biustach. Brakuje co prawda do 28-ek, ale słychać głosy, że słynne niegdyś z rozciągliwości Gossardy bywają całkiem ciasne i że nie warto zaniżać rozmiaru obwodu. Wygląda na to, że Gossard przyspieszył rozwój, choć szkoda, że jako specjalizujący się w plandżach nie znalazł się w awangardzie...



Satyna i detale

Satynowe lśnienie i gładka śliskość materiału to coś, co zawsze mnie pociągało, i czego w ofercie Gossarda nie brakuje. Wielką zaletą dzisiejszych Gossardów są materiały.

Dzięki uprzejmości sklepu Bradea miałam zeszłego lata okazję obejrzeć na żywo część wiosennej oraz zapowiedzi jesiennej, teraz już częściowo dostępnej kolekcji.

Byłam pod dużym wrażeniem faktu, że Gossardy bierze się do ręki z tak dużą przyjemnością - materiały są gładziutkie, świetnej jakości. Ten Superboost sprzed lat był w porównaniu z nimi bardzo przeciętny. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie dbałość o detale. Metalowe sprzączki, porządne zapięcia, ładne, nietandetne ozdoby - kokardki, metalowe zawieszki, plakietki z logo. Szycie jest staranne, hafty i koronki delikatne. Szczególnie podobało mi się wykończenie brzegu modelu Coco z kolekcji jesiennej (w katalogu do G, w sklepie firmowym do FF, w sklepach polskich - na razie zero... :().

Nie podobały mi się natomiast złote nitki w modelu Satin Superboost Showtime, na szczęście w kolekcji jesiennej już ich nie ma.


Koronkowe retro

W kolekcji jesień-zima 2010 koronkowce i satynowce występują mniej więcej w równych proporcjach. Sztandarową przedstawicielką jest seria Ooh La La, wg firmy inspirowana dawną kolekcją z lat czterdziestych. Zawierająca ona biustonosz plunge, biustonosz typu longline, różne typy majtek oraz piękny wysoki pas do pończoch - wszystko w dwóch klasycznych odmianach barwnych: czarnej z beżowym podkładem oraz bladoróżowo-beżowej. Biustonosz longline to coś w rodzaju ogniwa pośredniego między stanikiem a gorsetem - krój obecnie rzadko spotykany.


Oh La La to takie uwspółcześnione retro - „stare koronki” w połączeniu z dość współczesną gumą obwodową. Jednak owe koronki w połączeniu ze starannym wykończeniem i miedzianymi (!) detalami robią dobre wrażenie mimo wysokiej jak na Gossarda ceny (£30 za plunge'a).

Klasycznie ubarwiona jest w tym sezonie jedna z kusicielek - Temptress (czerń z beżem). Mnie jednak frapuje ciemna wersja koronkowego Enchanté, który obecnie różowo-różowy, ma się pokazać w wersji czarno-szafirowej. Kolory są zresztą mocną stroną kolekcji, zwłaszcza, jeśli się lubi fiolety, purpury i róże - mamy pięknego fioletowego Can Cana, jasnofioletową Temptress i Squeeze Me.



Rozmiary i konstrukcje

Niestety sama nie mogłam prawie niczego przymierzyć, bo próbki miały rozmiar w okolicy miseczki D - nieco więcej szczęścia miała moja drobniejsza współpracowniczka, która, mam nadzieję, odezwie się w komentarzach. Dostałam natomiast sygnał, że obwody bywają naprawdę ciasne. Największym ściskaczem jest longline bra z kolekcji Oh La La (patrząc na niego zresztą odnoszę wrażenie, że coś takiego nie może być wygodne, jeśli nie jest się osobą bardzo szczupłą), jego plandżowy brat również nie należy do luzaków, podobnie jak Temptress. Może dlatego longline bra Oh La La jest, zaskakująco, tylko do miseczki E?

Zarówno satynowy Superboost, jak i mój faworyt jesienny, Can Can, wydają się dobrze rokować jeśli chodzi o konstrukcję, obiecująco też wygląda mi koronkowa Enchante, natomiast Temptress, z tego co zaobserwowałam, na drobniejszym biuście okazała się spłaszczająca. Recenzje Gossardów w brytyjskim Figleaves są różne - sporo w nich narzekań na zaskakująco ciasne obwody czy też za duże bądź za małe miseczki i inne dziwności. Wydaje mi się, że dla przeciętnej użytkowniczki znanych D-plusowych marek, jak Freya czy Panache, Gossardy mogą okazać się trochę nieprzewidywalne rozmiarowo. Chyba trzeba je lepiej poznać.


Ciekawą opcją, oprócz plandży, są straplessy, dostępne w serii Cosmetix. Ciekawa jestem wrażeń na ich temat, aczkolwiek raczej od mniej biuściastych, bo są do miseczki DD. Co do plunge'ów z tej serii zdania są podzielone. Są to jedyne u Gossarda całkowicie gładkie termicznie modelowane miseczki. Kuszą m.in. przepięknym kolorem Royal Blue, który chętnie bym wypróbowała, ale jakoś nie mogę znaleźć swojego rozmiaru (dlaczego model z aktualnej kolekcji jest nie do dostania w pełnej rozmiarówce nawet w firmowym sklepie Gossarda - nie rozumiem).

Swego czasu rozczarował mnie Esprit, miękki koronkowy model określany jako full-cup. Jego wersja dla drobniejszych biustów (do E), zwana balkonetką, lecz skrojona bardziej jak typowy half-cup, sprawdzała się znakomicie i zdobyła wysoką lokatę w Kusidełku 2009 w kategorii A-D. Full-cup niestety nie dogadał się z moim biustem - szeroki obwód, brak zbierania i jakiegokolwiek modelowania. W kolekcji jesień-zima 2010 nie ma już ani jednego miękkiego stanika... Widać firma postanowiła pozostać przy push-upach, być może słusznie.


Charakterystyczne dla niektórych Gossardów są tyły zbudowane z samych gumek i zapinane na jedną haftkę, jak w Can Canie czy Superboost Satin. Jak się przekonałam niegdyś na przykładzie Freyi Retro w odmianie plunge, takie zapięcie wcale nie musi być niestabilne i nietrwałe.


Poduszkowce

Nie każda małobiuściasta lubi push-upowe wkładki, a wśród bardziej biuściastych ich miłośniczki stanowią, jak sądzę, nikły procent. Trudno stwierdzić, do jakiego rozmiaru poszczególne Gossardy są wyposażane w wyjmowane wkładki, bo producent o tym nie pisze. Czy we wszystkich granicą będzie rozmiar DD, jak w Can Can czy Temptress? Zła wiadomość dla anty-gąbkowiczek: w Coco na przykład gąbka jest integralną częścią stanika i wyjąć się jej nie da. W rozmiarach bezpoduszkowych za to Gossardy mają podobno miseczki większe od standardowych. Mam nadzieję się o tym nabiustnie przekonać.



Gossard w Polsce - uwaga, promocja!

W ciągu ostatniego roku Gossardy pojawiły się w polskich sklepach z bra-fittingiem oraz internetowych. Prekursorem była Bradea, znany sklep internetowy, którego motto brzmi „Szeroki wybór w wąskich obwodach”. Mam nadzieję, że znajdziemy w polskich sklepach nowe Gossardy również w obwodzie 80...

W związku z ukazaniem się tego artykułu udało się nam namówić sklepy na promocję marki Gossard dla czytelniczek - 10% rabatu na hasło Stanikomania :-)

A oto szczegóły promocji w poszczególnych sklepach:

Bradea - rabat naliczany po wpisaniu kodu „Stanikomania”
Bellami - j.w.
Noszę biustonosze - kod należy wpisać w komentarzu do zamówienia, rabat zostanie naliczony ręcznie
Kamea - stacjonarnie (Zabrze) oraz internetowo (obniżka cen bez konieczności korzystania z kodu, maila itd.)
Li Parie - stacjonarnie (Warszawa) i internetowo (w komentarzu do zamówienia)
Onlyher - stacjonarnie (Wrocław) i internetowo, rabat naliczany ręcznie w mailu zwrotnym
Secret Hills - stacjonarnie (Warszawa) i internetowo (na kod).

Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną wrażeniami z noszenia nowych Gossardów. Jak je oceniacie, zwłaszcza na tle innych znanych usztywnianych plandży, jak np. Deco marki Freya czy biustonosze Ewy Michalak? Warto zatańczyć kankana w Can Canie? A może wystroić się w Coco albo czarować w Enchanté? ;-)

sobota, 13 listopada 2010

Jak wynika z Waszych komentarzy, stroje kąpielowe marki Miss Mandalay, mimo że są rzadkością w sklepach, mają już w naszym kraju zagorzałe zwolenniczki :-)

Marka ta znana jest przede wszystkim z seksownych bikini, składających się z wiązanych na szyi staników (halterneck) i majtek w dwóch fasonach: figi oraz figi wiązane na biodrach. Plażowe Misski, efektownie skrojone i eleganckie, były jak dotąd, niczym bieliźniana Paris, w większości jednokolorowe. Znamy je z odcieni czerwieni, oliwki, połyskliwego złota, czekolady...

Ten najprostszy wzór dorobił się z czasem dodatkowych elementów, takich jak falbanki w Ruffle Bikini (różowym i zielonym - ciekawe, czy zdjęcia oddają prawdziwe kolory) oraz deseni (Paisley). Pod tym ostatnim względem jednak naprawdę rozpieści nas dopiero nadchodząca kolekcja.


Motyle i zebry

Zamiast lamparcic, jak w bieliźnie - w kostiumach spotkamy barwne motyle. Mariposa (co znaczy: motyl) w wersji czarnej ma się pojawić w Polsce w lutym. Model ten, w przeciwieństwie do wersji białej, nie jest wiązany na szyi - ma zwykłe ramiączka.

 

Drugi zwierzak to kolorowa odmiana Zebry :-)



Marynarskie pasy

Paski będą w nadchodzącym sezonie zdobiły niejeden kostium (np. w Panache Swimwear też znajdziemy piękne pasiastości, które pokażę osobno :). MM zapaskuje w aż trzech wcieleniach: plunge'u Harbour Club, halternecku Brighton (oba widoczne na ilustracji z początku notki) oraz... lekko usztywnianej balkonetce Ahoy, wyraźnie wzorowanej krojem na biustonoszach Gigi czy Katie.


 

To już kolejny przypadek przejęcia tego wzoru do kostiumu kąpielowego - w aktualnej ofercie mamy już kraciasty model Gingham, bardzo do Ahoya podobny. Ten pasiak to mój faworyt - co prawda nie przepadam za stylem marynarskim w ubraniach, ale to już nie pierwszy raz, gdy kostiumy doń nawiązujące wpadają mi w oko... Harbour ma trafić do naszych sklepów w lutym, a Ahoy już w styczniu.


Tankini dla przyszłych mam?

Zapowiadane tankini Fawn dla pań w ciąży oraz tych, które wolą zakryć brzuszek, ma mieć również wiązanie na szyi i plandżowy dekolt, a majtki - odwijany „golfik” służący do regulacji stopnia zakrycia. Część stanikowa ma być pozbawiona fiszbin (czy da sobie radę z cięższym biustem?). Jego kolor to gładka czerń - szkoda, że bez motylków... Nie bardzo potrafię wyobrazić sobie, jak będzie leżał ten kostium - nie dysponuję niestety zdjęciem na modelce, tylko schematem. No i nie jestem w związku z tym pewna, czy ten model w ogóle wejdzie do produkcji.


Rozmiary i konstrukcje

Wiązane na szyi trójkąty to wzór najbardziej kojarzący się z klasycznym bikini, choć wśród propozycji D-plusowych nie jest tak znowu częsty. U Miss M. trójkąty są na fiszbinach (choć dawniej zdarzały się i bez), co poprawia ich podtrzymująco-modelujące właściwości, czyniąc z nich staniki typu plunge. Ich zwolenniczki twierdzą, że podtrzymanie jest dostateczne, a tasiemki wiązania nie uwierają w szyję. Niektórym przeszkadza stosunkowo szeroki mostek w stanikach, inne osoby są z niego zadowolone. Niestety żadnego z tych ekscytujących bikini nie przymierzałam, natomiast widziałam je na kilku osobach i mogę potwierdzić - leżały pięknie.

Druga konstrukcja - ta balkonetkowa - moim zdaniem powinna pojawiać się częściej wśród kostiumów MM. W wydaniu bieliźnianym jest bardzo wygodna i udana wizualnie - chciałabym móc tak wyglądać również na plaży :-)


Jeśli chodzi o zakres rozmiarów - według informacji od dystrubutora ma on obejmować miseczki od D do GG i obwody od 30 do 38. Z tego wniosek, że w przeciwieństwie do bielizny, nie znajdziemy w kostiumach obwodów 28 (a są one dostępne obecnie np. w Bravissimo) ani miseczek C.


Ceny nie rozpieszczają

Bikini Miss Mandalay są drogie - droższe od bielizny. Typowa cena biustonosza w firmowym sklepie to £45, a majtek - dwadzieścia kilka funtów. To więcej niż kostiumy takich marek, jak Freya czy Fantasie! Jakie będą polskie ceny nadchodzącej kolekcji? Mam cichą nadzieję, że nie aż tak wygórowane.


Gdzie kupić?

Oprócz firmowego e-sklepu kostiumy MM można czasem upolować w Bravissimo, Asosie czy Boudiche. Z polskich sklepów do tej pory spotykało się je w: MamBra, Marcille i Li Parie. A gdzie pokażą się zimą i wiosną? Czekam na wieści :)

Czekam też, jak zwykle, na Wasze komentarze: czy podobają się Wam plażowe Mandalajki, a może coś byście w nich zmieniły? Czy bikini wiązane na szyi dostatecznie komfortowo podtrzymuje cięższe, bardziej opadające biusty, czy też jest zarezerwowane dla tych lżejszych? A wzory? Bo ja przyznam szczerze, że elegancko jednobarwne Misski podobały mi się bardziej od np. pasiastego Brighton czy Harbour Club...

 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...