wtorek, 29 listopada 2011

Tym razem, dla odmiany - nie o produktach ani sklepach, lecz o jednym ze źródeł, z których można czerpać informacje o nich - czyli o blogach :-)

Kiedy zaczynałam pisać Stanikomanię, byłam prawie pewna, że istnieje już przynajmniej kilka znanych blogów o biustonoszach i bra-fittingu. Zaczęłam więc ich szukać. Może nie przetrząsnęłam sieci zbyt dokładnie, może niesłusznie ograniczyłam się do języków polskiego i angielskiego, ale wyniki przeglądu były skromne - na regularnie poruszaną tematykę brafittingowo-D-plusową trafiłam właściwie tylko na stronie Knickers Blog oraz na kilku anglojęzycznych forach. Zdziwiłam się jednak tylko trochę - to nie był jeszcze czas wielkiego boomu na blogi o tematyce odzieżowo-modowej, o których teraz tyle się mówi.

W międzyczasie rozkwitła kultura fashion bloggerek, u nas - szafiarek. A bielizna? Cóż, mam wrażenie, że w tej dziedzinie również pozostała o krok w tyle za resztą przemysłu modowego (nie lubię tego słowa ;). Niedawno wpadł mi w oko artykuł w magazynie The Lingerie Journal, napisany przez Cheryl Warner, autorkę bloga Invest In Your Chest. Cheryl pyta w nim zarówno przedstawicieli producentów i sklepów (np. dyrektorki marketingu takich firm, jak Eveden czy Curvy Kate), jak i blogerki bieliźnane, o rolę blogów w branży (niedawno ukazała się część druga tekstu).

Oceny są raczej zgodne - jak mówi przedstawicielka Evedenu, znane blogi bieliźniane są intensywnie obecne w serwisach społecznościowych i mają wielu czytelników, warto więc wziąć pod uwagę liczby osób, na które wywierają wpływ. Jednocześnie branża bieliźnana wciąż dojrzewa do tego, by docenić rolę opinii blogerki/blogera i jej/jego wpływu na konsumenckie wybory tak, jak czyni to już od dłuższego czasu branża modowa. Podejście jednak już się zmienia, o czym świadczy choćby pojawienie się w branżowym portalu tego właśnie tekstu - i to napisanego przez blogerkę - nie mówiąc już o liczbie wymienionych w nim blogów. Dziwi trochę, że stało się to dopiero teraz.

(Nawiasem mówiąc, czy znacie jakieś polskie portale branży bieliźnianej? Hm? Jakiś polski Lingerie Buyer? Lingerie Journal? Cokolwiek, oprócz nieco już trącącej myszką strony magazynu Modna Bielizna? Serwis, gdzie na głównej stronie nie przewijają się już teksty z 2006 roku, jak tutaj? Czyżby polska bielizna nie zasługiwała na taki magazyn?) 

Z pewnością już wiecie, że poza naszym krajem też są biuściaste blogi, niektóre z Was zapewne regularnie je odwiedzają. Postanowiłam napisać o kilku, do których, moim zdaniem, warto zaglądać, choćby z ciekawości, jakim wyborem dysponują Biuściaste poza Polską (która, nawiasem mówiąc, na tle reszty świata należy już do brafittingowej awangardy :-). Powstały niedawno - w ciągu ostatniego roku-dwóch. Co ciekawe, autorki znają także polskie marki, jak BiuBiu czy Ewa Michalak - właściwie ich sytuacja jako konsumentek zbliżona jest do naszej, z tą główną różnicą, że jako mieszkanki Wysp (z wyjątkiem Thin and Curvy) mają łatwiejszy dostęp do bielizny brytyjskiej, zarówno pod względem geograficznym, jak i cenowym.

 

Invest In Your Chest

Autorka tego bloga nosi rozmiar 28FF i jej cykl recenzji Bras for 28+ bands reviewed jest wart polecenia biuściastym o drobnej figurze. Warto zajrzeć też do wskazówek bra-fittingowych oraz przeczytać o przygodach Cheryl, która próbowała dobrać sobie biustonosz w najbardziej znanych sklepach i domach towarowych (zgadnijcie, jaki rozmiar dobrano jej w Marks&Spencer). A oto, co pisze o naszych Effuniakach! Poza tym - oczywiście relacje z pokazów i zapowiedzi nowych kolekcji. Invest In Your Chest niedawno obchodził pierwsze urodziny, a autorka, oprócz własnego bloga, pisze także dla magazynu The Lingerie Journal oraz jest autorką postów w blogu marki Freya - The Fitting Talk.

O swojej misji pisze tak: „Nosząc rozmiar 28FF poznałam wiele pułapek i niedogodności posiadania rozmiaru uważanego za „kłopotliwy”. Osobiście doświadczyłam fatalnej jakości usług dopasowania w wielu sklepach i chciałabym (poprzez zwiększanie powszechnej świadomości) przekazać kobietom, że usługa ta powinna opierać się na zaufaniu między klientką a profesjonalnie wyszkoloną brafitterką i że znalezienie odpowiedniego fachowca może poprawić nie tylko wygląd biustu, ale i pewność siebie. Sądzę, że obserwowana przeze mnie mierna jakość usług dopasowania oznacza, że problem ten jest znacznie bardziej rozpowszechniony, niż sugerują aktualne statystyki i uważam, że jedynym sposobem przezwyciężenia tego problemu jest zwiększenie świadomości zarówno klientów, jak i sprzedawców".

Cóż, pod tym mogłabym się tylko podpisać!

 

Thin and Curvy

Ten blog najlepiej znają entuzjastki naszej firmy BiuBiu. Brittany zajmuje się bowiem nie tylko bielizną, ale także - może nawet przede wszystkim - odzieżą dla kobiet o większym biuście i wąskim obwodzie pod biustem. Warto zajrzeć do kompendium marek, które stworzyła i cały czas uzupełnia. Autorka recenzowała bieliznę Ewy Michalak (oprócz tego, rzecz jasna, marki brytyjskie) oraz, jak już wspomniałam, ubrania BiuBiu - warto zerknąć na piękne zdjęcia. Tworzy też poradnikowe artykuły o bra-fittingu. Szczególnie w oko wpadł mi obficie ilustrowany post o tym, jak fatalnie dopasowane biustonosze mają modelki Victoria's Secret...

 

Fuller Figure, Fuller Bust

Blog Georginy Horne, przeuroczej dziewczyny o krągłej figurze klepsydry, która zajęła trzecie miejsce w konkursie Star in a Bra organizowanym przez firmę Curvy Kate. Lektura obowiązkowa dla każdej Biuściastej o pełnych kształtach! „Robię to z tego samego powodu, dla którego przystąpiłam do konkursu - by pomóc kobietom o moim rozmiarze i typie figury znaleźć dobrze dopasowane i ładne ubrania i bieliznę [...] Sama latami borykałam się z problemem, jak się ubierać przy moich kształtach oraz skąd wziąć odpowiednią bieliznę, chętnie więc dzielę się swoimi odkryciami z innymi” - pisze. Czemu warto odwiedzać blog Georginy? Recenzje, recenzje, recenzje! Mnóstwo ubrań (bluzki, koszule, sukienki, spodnie...) i biustonoszy w rozmiarze 34HH/36H, ilustrowanych zdjęciami autorki w recenzowanych kompletach - w końcu jest modelką! Tak na przykład wygląda w Masquerade Rosa i Panache Melody, a tak - w koszulach BiuBiu :-) Effuniaki też przypadły jej do biustu.

 

Busts 4 Justice

Pamiętacie zapewne historię o dzielnych dziewczynach z Wielkiej Brytanii, które w 2009 roku zmusiły Marksa&Spencera do wyrównania cen biustonoszy, dzięki czemu nosicielki D+ przestały być dyskryminowane wyższymi cenami? Biuściaste konsumentki od wiosny zeszłego roku działają już nie tylko na Facebooku. Otworzyły bloga, a w nim - wieści z bieliźnianego rynku prezentowane pod konsumenckim kątem. Znajdziecie tam m.in. wywiad z twórczynią niemieckiego forum Busenfreundinnen, niemieckiego odpowiednika naszego Lobby Biuściastych, prowadzonego przez... oczywiście Polki. Ciekawe, czy dziewczyny zdecydują się kiedyś napisać o Lobby Biuściastych? :-)

 

Serwisy i blogi profesjonalne

Celowo nie rozpisuję się tutaj o blogach firmowych ani o profesjonalnych serwisach tworzonych przez grupy osób, takich jak The Lingerie Addict czy Lingerie Post, mimo że zawierają niekiedy bardzo wartościowe treści. Brakuje mi w nich trochę tej osobistej perspektywy, którą odnajduję w blogach pisanych przez pojedyncze osoby, czyniące to przede wszystkim dla satysfakcji dzielenia się z innymi kobietami swoimi bieliźnianymi odkryciami, doświadczeniami bra-fittingowymi, opiniami o produktach.

Największą radość sprawia mi odnajdywanie u innych blogerek tej samej misji, która przyświeca od lat działalności Lobby Biuściastych oraz poniekąd mnie samej :-)

 

Blogerki kochają polskie marki!

Na początku przytoczyłam opinię, że branża bieliźniana powinna zwrócić baczniejszą uwagę na blogi i serwisy społecznościowe. Sama również staram się przyglądać interesującym firmom polskim, zwłaszcza tym, u których widać wolę zmian w kierunku poszerzenia rozmiarówek i doskonalenia konstrukcji. Ciekawa jestem, jak rola blogów wygląda w naszym kraju z perspektywy firm. Dlatego między innymi skupiłam się tutaj na blogach, w których wspomina się o polskich markach, i to tych z biuściastej awangardy. Czy dobre, szczere opinie Brittany czy Georginy sprawią, że Brytyjki pokochają Ewę Michalak i BiuBiu? Jak myślicie?

A może znacie jeszcze inne warte uwagi blogi zagranicznych i polskich lingeristas, których jeszcze tu nie wymieniałam?

02:00, kasica_k
Link Komentarze (33) »
środa, 16 listopada 2011

Ruch - to sytuacja, w której dobry biustonosz jest naszym piersiom naprawdę potrzebny. Żeby się o tym przekonać, nie trzeba wcale uprawiać sportu - wystarczy podbiec do autobusu czy puścić się w pogoń za rozpędzonym dzieckiem. Jeśli nawet w takich codziennych momentach nasze biusty łakną podtrzymania, to co dopiero mówić o ćwiczeniu? Należę do osób prowadzących raczej nieruchawy tryb życia i powiem szczerze - potrafię wyobrazić sobie wykonywanie większości codziennych czynności bez biustonosza. Dwóch rzeczy jednak z całą pewnością nie mogę sobie wyobrazić bez dobrego stanika: biegania i podskoków! Dlatego uważam, że temat biustonoszy sportowych, zwłaszcza dla D+, nie powinien nigdy schodzić ze sceny. Nawet teraz, gdy pogoda skłania raczej do lenistwa ;)

Mamy już w Polsce powszechnie dostępnych kilka marek biustonoszy sportowych D+, niedawno dołączyła kolejna, której producent twierdzi, że nasz kraj jest dla niego ważnym rynkiem. Mamy więc okazję, poprzez nasze opinie i wybory, zasygnalizować nasze potrzeby.

The ultimate support for any sport - takie rymowane hasło reklamuje sportowy produkt marki Panache (pozwoliłam sobie wymyślić własną wersję: „wsparcie na każdym starcie” ;-), który, jak obiecuje producent, ma zapewnić nam aż 83% redukcji podskakiwania biustu w czasie intensywnego ruchu. Liczba ta ponoć jest wynikiem metodycznie przeprowadzonych pomiarów i testów. My, konsumentki, nie dysponujemy jednak sprzętem pomiarowym ani naukowym zapleczem. Dla nas najważniejsza jest skuteczność, którą odczuwamy - dosłownie - na własnej skórze i ciele. 


Nie mierzyłam więc Panache'owi procentów redukcji baunsu ;) Po prostu sobie w nim poskakałam, pobiegałam, pospacerowałam i pożyłam. Poniżej efekty moich eksperymentów w postaci recenzji, a na zakończenie - konkurs dla Was, przygotowany przez dystrybutora, w którym można wygrać biustonosz i inne gadżety. Zadanie konkursowe jest twórcze i mam nadzieję, że Wasze prace staną się po raz kolejny pretekstem do dyskusji, tym razem o tym, dlaczego tak ważne jest dla nas dobre „wsparcie na starcie”.

Zapowiadam też, że ta recenzja to nie koniec moich sportowych zamiarów na ten sezon. W planach są recenzje innych marek, również w wykonaniu czytelniczek (nieco bardziej usportowionych ode mnie ;). Postanowiłam też wprowadzić nowy szablon recenzji biustonosza sportowego - z odpowiednio zmodyfikowanymi kryteriami oceny, innymi niż przy zwykłych biustonoszach. Czy uważacie, że zdaje on egzamin? Myślę też, że już niebawem nadejdzie czas na plebiscyt na na najlepszego sportowca... Co Wy na to? Trzeba rozruszać temat! :-)

Zacznijmy zatem od nowicjusza na naszej sportowej scenie, czyli:

Panache Sport, rozmiar: 36G, kolor: czarny [Rozmiary: 28 DD-H, 30-38 D-H, 40 D-GG, cena: ok. 169 zł]

 

Podtrzymanie i redukcja wstrząsów

Po tak szumnie ogłaszanych doskonałych rezultatach testów i po wstępnych oględzinach próbek spodziewałam się po Panachowym sportowcu wiele. I przyznać muszę, że raczej się nie zawiodłam.

Dotychczas miałam do czynienia tylko z klasycznymi sportowcami - miękkimi i bez fiszbin. Większość z nich działała dość podobnie - ściskając biust, przytwierdzała go jak najsilniej do klatki piersiowej, co nazywamy kompresją (compression). Panache w swojej kampanii reklamowej podkreśla, że kluczem do sukcesu w przypadku jego produktu jest mocne wyodrębnienie miseczek, z których każda okala i niejako zamyka w sobie pierś, redukując jej ruch nie tylko w kierunku góra-dół, ale także na boki. Brytyjczycy i Amerykanie nazywają to: encapsulation, co można niezgrabnie spolszczyć jako enkapsulacja :). Już dawno w badaniach nad sportowcami dr. Scurr stwierdziła, że konieczne jest działanie dwojakie: zarówno kompresja, jak i enkapsulacja, przy czym ta ostatnia w przypadku dużych biustów zyskuje na znaczeniu.

Prawdę mówiąc, dotychczas tylko w Shock Absorberach miałam wrażenie „objętych” piersi, Panache Sport jednak robi to skuteczniej - dzięki fiszbinom i miseczkom wymodelowanym z gąbki. Fiszbiny sięgają mi na mostku zaledwie do poziomu przeciętnej balkonetki, a nawet niżej - zastanawiam się, czy nie lepsze byłyby nieco dłuższe - piersi jednak są rozdzielone dużo mocniej niż w bezfiszbinowcach, nawet tych, gdzie miseczki są widocznie wyodrębnione. Dzięki temu, mam wrażenie, ruchy na boki są minimalne.

A walka z grawitacją? W spoczynku dolna linia biustu kieruje się w Panache Sport stromo do góry - profil przypomina takie mocno podnoszące modele, jak mój ulubiony miętowy George marki Cleo, czy też termicznie formowane staniki usztywniane. Przyjrzałam się uważnie, co dzieje się z dolną częścią piersi przy dynamicznych podskokach. Gdy podskoczę w którymkolwiek z miękkusów, biust najpierw wędruje do góry, a następnie opada nieco niżej, niż znajdował się w spoczynku. W Panache Sport jest inaczej - piersi, przynajmniej wizualnie, nie schodzą nigdy poniżej tego poziomu, na którym trzymają je w spoczynku usztywniane miseczki. To jeszcze żadnemu z moich sportowców się nie udało.

Ideał więc blisko, ale jeszcze nie został osiągnięty. Mam wrażenie, że Panachowemu sportowcowi przydałoby się więcej „enkapsulacji” od góry. Luz, który pozostaje u mnie w górnych partiach biustonosza, w spoczynku niemal niezauważalny, daje biustowi zbyt dużą swobodę podskakiwania w górę. Być może wynika to z konstrukcji niezupełnie kompatybilnej z moim biustem - przymierzałam mniejsze miseczki, licząc na likwidację owego luzu, i rzeczywiście było lepiej - fiszbiny w FF były jednak na mnie za wąskie, musiałam więc pozostać przy G.

 

Komfort noszenia i zakładania

Mimo że fiszbiny były już i są stosowane przez niektórych producentów sportowców, sama nigdy nie wierzyłam, że w fiszbinowcu może mi być naprawdę wygodnie. Druty, i to w połączeniu z usztywnianymi miseczkami? Byłam nieufna, nawet mimo obejrzenia na własne oczy (i dotknięcia) nagich „elementów szkieletowych” Panache Sporta (ciągle żałuję, że nie zrobiłam im zdjęcia).

Fiszbiny te mają kształt spłaszczony i są objęte sprężystą silikonową otoczką o zauważalnej grubości, która działa jak poduszka. Do tego oczywiście są wpuszczone w tunele z grubej dzianiny. Nie tylko nie uwierają mnie podczas truchtu (choć muszę otwarcie powiedzieć, że nie uprawiam maratonów, a jedynie przebieżki dookoła bloku) - nie zauważam ich również przybierając różnorakie pozycje siedząco-leżące. Panache Sport to również stanik w sam raz na kanapę ;) Dość powiedzieć, że ja - zaciekły wróg spania w staniku - mogę spać w tym biustonoszu.

Założenie i zdjęcie Panache Sporta to sekundy - mamy do pokonania wyłącznie zwykłe trójhaftkowe zapięcie (wyściełane czymś miękkim od spodu). Żadnych rzepów, skomplikowanych układów.

Nieufnością napawał mnie haczyk pozwalający na skrzyżowanie, a właściwie spięcie ze sobą ramiączek z tyłu. Nie byłam pewna, kiedy należy go zapiąć - przed włożeniem stanika wydaje się to raczej niemożliwe, a jeśli po włożeniu, to czy sięgać od góry, czy od dołu? Okazało się, że najwygodniej jest od góry :) Nie jestem jednak przekonana do noszenia Sporta w ten sposób - niby jest wygodnie, ale denerwują mnie ramiączka, które układają się wtedy bliżej szyi. Nie uwierają - po prostu są, w miejscu, do którego nie przywykłam. Obawiałam się także, że haczyk będzie gniótł w plecy w pozycji leżącej - sprawdziłam jednak, że jest niewyczuwalny, nawet gdy leżę na całkowicie twardym podłożu.

Ramiączka również są bardzo wygodne, szerokie i czymś miękkim w środku wyściełane. W ogóle ich nie czuję, mimo że noszę je w stanie mocno skróconym.

 

Materiały, redukcja wilgoci



Po biustonoszu sportowym już standardowo spodziewamy się materiałów „oddychających”, czyli przewiewnych i odprowadzających wilgoć od ciała. Jak dotąd nie udało mi się Panache Sporta dogłębnie „przepocić”, może dlatego, że jest gruby ;) Jest w nim raczej sucho, choć trochę za ciepło. Mam wątpliwości, czy będzie się nadawał do intensywnych ćwiczeń outdoorowych w upalną pogodę, bez klimatyzacji.

Jeśli chodzi o ogóle odczucia co do jakości materiałów (od dzianin po detale - zapięcia, kółka) oraz wykonania, wydaje się bez zarzutu.

 

Wygoda eksploatacji

Uprany, schnie w ciągu nocy. Przyznam , że bałam się dotąd prać go w pralce, ale pewnie w końcu się złamię... Producent jednak wyraźnie tego zakazuje, zalecając pranie ręczne w ciepłej wodzie (oczywiście bez wirowania). Co prawda trudno się spodziewać innych zaleceń w przypadku usztywnianego fiszbinowca, fakt jednak jest faktem - brak możliwości wrzucenia stanika do pralki razem z całym sportowym outfitem to spora wada.



 

Dopasowanie i przewidywalność rozmiaru

Właściwie powinnam postawić maksa - w końcu noszę w Panache Sporcie rozmiar, który ostatnio kupuję najczęściej. Obwód z mocnej dzianiny podszyty siatką okazał się dostatecznie mocno trzymający w rozmiarze 36 - żadnej potrzeby dodatkowego zaniżania celem wzmocnienia supportu.

Miałam jednak problem z decyzją co do rozmiaru miseczek. Miseczki w rozmiarze G mają zbyt dużo luzu u góry, w rozmiarze FF zaś były za wąskie fiszbinowo, zwłaszcza dla mojej większej piersi. Dlatego, ostatecznie, moje dopasowanie okazało się kompromisem. Bałam się ryzykować w sportowcu gniotącą fiszbinę.

 

Estetyka i kształtowanie

Cóż, powinnam może pogodzić się z tym, że design biustonoszy sportowych jest monotonny, jak chyba żadnych innych. Panache Sport nie odbiega tu od wzorca, choć na plus należy mu zaliczyć, że oprócz czarnej i białej wersji powstało także wcielenie w dwóch odcieniach szarości oraz fioletowe z różem. Być może to ostatnie sama bym wybrała - czerń jednak dostarczył mi dystrybutor, zanim jeszcze Panache Sport oficjalnie wszedł na rynek. Wybrzydzać nie wypadało ;-) Niezależnie jednak od braku estetycznych uniesień, przyznać muszę, że Panache Sport w czerni jest minimalistycznie elegancki i wstydzić się nie ma czego.

Największą zaletą wizualną Panache Sporta jest kształt, jaki nadaje biustowi, odbiegający mocno na plus od sportowej przeciętnej. Nie ma on w sobie nic z rakiet czy rozsmarowanych po klatce piersiowej naleśników. Co prawda od zewnątrz mamy do czynienia raczej z jednopiersiem (zewnętrzna warstwa materiału nie ujawnia wewnętrznej konstrukcji), nie można też powiedzieć, że absolutnie nie spłaszcza... Nie wstydziłam się jednak nosić go w ciągu normalnego dnia, pod zwykłą odzież - biust w nim jest świetnie podniesiony, co prawda nie wybitnie zebrany, ale nie odbiega od formy w zwyczajnym, trochę-gorzej-zbierającym staniku. Komu więc dopiekły gniotące fiszbiny, albo kto chce móc się zdrzemnąć w staniku (albo pobiegać! ;-) w ciągu dnia, może po prostu rano włożyć Sporta zamiast zwykłego biustonosza i nie doznać większych strat na wyglądzie.

 

Cena

Obecne na naszym rynku sportowce oscylują w okolicach 200 zł, z wyjątkiem wyraźnie tańszego Royce'a (obecnie ok. 160 zł). Panache Sport plasuje się w bardzo ekonomicznej strefie, z cenami zaczynającymi się od poziomu 165 zł. I za tę cenę dostajemy wg mnie na tyle dobry produkt, że wypada ją pochwalić.

 

Podsumowanie

Panache Sport nie jest jeszcze ostatecznym spełnieniem moich marzeń o idealnym staniku sportowym, jest jednak jednym z najlepszych, jakie znam. Nie próbowałam, rzecz jasna, wszystkich - w szczególności brakuje w mojej kolekcji marek Freya czy Elomi. Dlatego ciekawa jestem także Waszych opinii, zwłaszcza tych osób, które testowały więcej marek.

Na pewno niektóre z Was pamiętają, że kiedyś firma Panache produkowała biustonosze sportowe - Panache High Impact Sports Bra dawno jednak zniknął z kolekcji. Pamiętam tylko, że był bardzo zabudowany i dużo mniej zgrabny od swojego następcy. Szkoda tylko, że następca ów sięga tylko do miseczki H - rozmiar ten co prawda konkurencja przekracza rzadko, ale mam nadzieję, że Panache ma większe ambicje i wkrótce ubierze także biusty H+.

 

Na zakończenie - oddaję głos organizatorom konkursu! :-)


WyGRAJ z Panache Sport

Biustonosz Panache Sport to prawdziwa rewolucja na rynku biustonoszy sportowych. Doskonale sprawdza się w każdej dyscyplinie sportowej i, co najważniejsze, jako jedyny na rynku zapewnia podtrzymanie biustu aż w 83%. Wynik ten potwierdzają niezależne badania Progressive Sports Technologies – instytutu będącego światowym liderem w dziedzinie badań i rozwoju, współpracującego z największymi globalnymi markami sportowymi.

Z doświadczenia wiemy, że ryzyko, że zrezygnujesz z treningu, rośnie wraz z rozmiarem biustu. Sprawa jest prosta: ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujesz podczas uprawiania sportu, są podskakujące piersi. Zamiast się poddawać, zafunduj sobie biustonosz Panache Sport i ciesz się maksymalnym podtrzymaniem. Niezależnie od tego czy masz ochotę na bieganie, tenis czy jazdę na rowerze, Panache Sport może się okazać najważniejszym elementem wyposażenia sportowego, jaki kiedykolwiek posiadałaś.

W związku z premierą Panache Sport na rynku, So Chic!, dystrybutor bielizny marek Panache, ma dla czytelniczek Stanikomanii niespodziankę – konkurs, w którym do wygrania są 3 biustonosze sportowe Panache Sport i 5 zestawów idealnych dla kobiet aktywnych, zawierających torbę, ręcznik i bidon Panache Sport. No cóż… Sportowe szaleństwo czas zacząć!

Zadanie konkursowe wymaga od Was kreatywności i… niezłego wysiłku, ale przecież o to właśnie chodzi. Rywalizacja w stylu sportowym, czyli obowiązują zasady fair-play. Nie szczypiemy, nie drapiemy, nie kopiujemy (ciekawe, ile z Was przeczytało „kopiemy” ;)) pomysłów innych. Przechodząc do sedna – przekonajcie nas, wykorzystując wszystkie możliwe środki audiowizualne (zdjęcie, grafika, nagrana piosenka, krótki film), że to Wam przyda się najbardziej biustonosz sportowy Panache Sport. Liczy się pomysłowość i oryginalność - więc czytelniczki Stanikomanii nie powinny mieć z tym zadaniem najmniejszego problemu. Aparaty, kamery, komputery zaczynają pracować pełną parą i… 3…2…1… START!

Na Wasze prace czekamy do 16 grudnia. Wysyłajcie je na adres sochic@sochic.pl i publikujcie na naszej stronie facebookowej (aby wziąć udział w konkursie, trzeba spełnić oba warunki).

Już nie możemy się doczekać pierwszych realizacji i emocji z nimi związanych :-)

Najciekawsze prace nagrodzi jury składające się z Izy i Asi - przedstawicielek So Chic! i Kasicy ze Stanikomanii. Jeden z trzech staników sportowych powędruje natomiast do osoby, której praca otrzyma najwięcej „Lubię to!” na naszym Facebooku. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 20 grudnia.

Szczegółowy regulamin znajdziecie na tej stronie

Zapraszamy :-)

 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...