piątek, 23 listopada 2012

Po dostojnej Sally czas na kolejną jesienną propozycję Change - Adeline. Jest to przedstawicielka podmarki o nazwie Charade, w zamyśle elegantszej i nieco droższej. Porzucamy (na chwilę :) poważną czerń. Adeline to także dość mroczna dama, ale w głębokim granacie - coś jak nocne niebo (taką zresztą nazwę ma ten kolor w duńskim sklepie internetowym Change) albo prawie czarna śliwka-węgierka. Zdecydowanie jesienny kolor.

 

CHANGE (Charade) - Adeline, rozmiar: 80I, krój: full-cup, kolor: granatowy [rozmiary miseczek: 70-100 D-J, 75-90 K, cena: 149,90 zł; promocja: 104,93 zł]

 

 

Estetyka

Pozostajemy w kręgach staroświeckich full-cupów. W Adeline, jeszcze bardziej niż w Sally, czuję się - hmm, wiktoriańsko :) Jest ona od Sally bardziej ozdobna, a jej ozdoby - ciekawe i nieczęsto spotykane, przynajmniej w produktach większości szerokorozmiarówkowych marek.

Po pierwsze - otworek na mostku (zwany w brytyjskiej nomenklaturze keyhole - dziurką od klucza). Detal w D-plusach praktycznie nieobecny - zawsze dziwiłam się, dlaczego. To mój pierwszy w życiu biustonosz z takim elementem. Obawiałam się niestaranności wykonania - niesłusznie, dziurka jest dobrze obszyta, a zdobiące ją krzyżujące się wstążki solidnie przymocowane, choć wrażenie trochę psuje odstająca nitka tu czy tam. Do tego wisiorek z niklowanego metalu, całkiem ładny.

 

Drugim niezwykłym elementem zdobniczym są wstążki oplatające dolną część ramiączek, kojarzące się z gorsetowym wiązaniem. Czy nie lepiej by było bez tego? - powiedziałam przy pierwszej przymiarce, ale potem zmieniłam zdanie. Bez tych ozdób ramiączka przytłaczałyby - są dość szerokie i ciemne. Dzięki wstążkom bogato zdobiony stanik łagodnie przechodzi w gładkie ramiączka, bez nagłego szoku :) Poza tym sznurowania wpisują się w estetykę całości. Wstążeczka jest przepleciona przez pętelki na brzegach ramiączek. Podoba mi się ten patent.

 

Hafty z motywem przypominającym morskie fale nie są już może tak oryginalne, ale całkiem urodziwe. Ogólnie jednak styl Adeline jest, jak dla mnie, przyciężki - może właśnie przez ten nadmiar haftu.

 

Podobnie jak Sally, Adeline jest bardzo starannie wykonana i przyjemna w dotyku.

 

Dopasowanie

Powtórka poprzedniej oceny - obwód nie zaskoczył, miseczka zgadza się z kalkulatorem.

 

Kształt

Adeline dzięki temu, że jej miseczki są całkowicie nieelastyczne, w dziedzinie modelowania miałaby tu większe pole do popisu niż Sally. Dlatego nie mam dla niej taryfy ulgowej. Niestety nie korzysta zbytnio ze swoich możliwości - zbiera jakby gorzej od koleżanki, choć podnosi całkiem dobrze. Biust przybiera w niej kształt okrągły, żadnych szpiców.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Adeline ma typowy dla części modeli Change staroświecki krój - miseczki mają tylko jeden ukośny szew. Wewnątrz za to mamy dodatek w postaci wstawek po bokach, mających zapewne poprawiać zbieranie z boków (co niestety niezbyt się udaje). Podobne rozwiązanie było w opisywanej wcześniej Samancie (mniej zabudowany model).

 

Adeline jednak nie ma konstrukcyjnych błędów, dobrze przylega do mostka, fiszbiny nie są zbyt długie ani szerokie.

Podtrzymuje również w normie. Obwód jest niezbyt ścisły, ale dzięki swojej szerokości pas trzyma się dobrze i dobrze pracuje. Tył jest, podobnie jak w Sally, dwuwarstwowy - elastyczna siatka od spodu, dzianina od zewnątrz. Także i tutaj bardzo dobrej jakości są gumy (w tym ramiączkowe) i zapięcie.

 

Wygoda

Nie mam większych zastrzeżeń - jak się okazuje, również te z modeli Change, które nie mają elastycznych miseczek, to wygodniczki. W Adeline jednak także, podobnie jak w Sally, dolna gumka potrafi zawijać się w noszeniu do wewnątrz i tutaj, ze względu na bardziej szorstki w dotyku materiał, bardziej mi to zjawisko przeszkadza. Materiały zresztą sprawiają, że Adeline nie zachwyca mnie tak jak Sally pod względem komfortu - niby nic nie drapie, ale nie jest aż tak przyjemnie jak w Sally. Poza tym - problemów brak.

 

Cena



Tu już jestem mniej entuzjastyczna niż w przypadku Sally - regularna cena moim zdaniem jest trochę za wysoka. Nie wydaje mi się, by Adelina odbiegała od swojej koleżanki jakością - przewyższa ją za to ilością ozdób, co zapewne jednak podwyższa koszty wykonania. Mimo wszystko... cóż, powiedzmy, cztery z minusem.

 

Do kompletu - figi



Figi Adelinowe nie są może wybitnym dziełem sztuki majtkarskiej, ale haftowe wstawki ładnie się prezentują i nie drapią, wykończenia i gumki także są bardzo przyjemne dla skóry. Ozdobna kokardka jest z dobrej jakości, dobrze się układającej i niestrzępiącej się wstążki (przeżyła kilka prań). Majtki sprawiają też wrażenie solidniejszych niż majtki Sally, gdyż są uszyte z odrobinę grubszej dzianiny. Jedyne zastrzeżenie mam do ozdobnej górnej gumki, która trochę mnie drapała na początku, choć w praniu jakby zmiękła.

 

Podsumowanie i galeria

Adeline nadaje się na jesiennego codzienniaka z lekkim pazurem, dla miłośniczek konserwatywnego designu, czy też spokojnego retro w wydaniu nieburleskowym. Ma u mnie plusa za rzadko spotykane rozwiązania zdobnicze - choć muszę tu wspomnieć, że niedawno przymierzałam stanik z podobnym pomysłem mostkowym, polskiej firmy Ava (mam nadzieję, że zdam Wam kiedyś bardziej szczegółowe sprawozdanie z noszenia bielizny tej marki, dotychczas kompletnie tu nieobecnej). Adelina jest wygodna i nieinwazyjna, aczkolwiek nie jest mistrzynią modelowania, choć do wyjścia z domu jak najbardziej się nadaje :)

Zapraszam do galerii fotek - warunki lepiej dopisały, choć i tym razem nie wszystkie udało się zrobić w dziennym świetle, które najbardziej lubię.

 

 

Uwaga, promocja!

Przypominam Wam, że w tym miesiącu w sklepach Change mamy obniżkę cen o 30% z okazji pierwszej rocznicy wejścia firmy Change do naszego kraju. Obniżka obowiązuje w dwóch sklepach stacjonarnych Change w Łodzi: w Porcie Łódź oraz w Manufakturze (tu adresy wszystkich sklepów z Change w ofercie). Adeline w obniżonej cenie kosztuje tylko 104,93 zł.

Mam też dodatkową informację o dostępności Adeliny: znajdziecie ją także w sklepie Rosario Lingerie w Poznaniu oraz w Si Bella w Grodzisku Mazowieckim. Ten ostatni sklep zostanie otwarty dopiero w sobotę 24.11 - czyżby nowy dobry sklep na biuściastej mapie świata? Mam nadzieję :)

Na Adelinie kończę opowieść o Change'owym jesiennym wintydżu :) Firma podobno szykuje właśnie specjalną kolekcję zimowo-świąteczną - moje dobrze poinformowanie źródła mówią, że będzie czerwono, czarno, fioletowo i w groszki. Mam cichą nadzieję, że również w full-cupach ;)

sobota, 17 listopada 2012

Po chwili jesiennego odprężenia i wspominek wracam do teraźniejszości... jesiennej :) Pozostajemy wśród czerni - cóż, to chyba taka moja listopadowa faza. Change - o tej już nie tak nowej marce na polskim rynku (obchodzi właśnie pierwszą rocznice obecności w naszym kraju) mówi się ostatnio tu i ówdzie nie tylko u dużobiuściastych. Polscy dystrybutorzy są bardzo pozytywnie nastawieni do kontaktów z bra-blogosferą. Po wielkim testowaniu kilku modeli z kolekcji letniej i bazowej, zaproponowano mi przegląd jesienny, na co bardzo chetnie się zgodziłam. Byłam bardzo ciekawa, jak też Change radzi sobie z bielizną w innym stylu niż pogodnie ubarwione codzienniaki.

W ramach kolejnych testów miałam zapoznać się także z pod-marką Change o nazwie Charade. Jest ona nieco droższa i kierowana jest chyba do amatorek klasycznej elegancji bieliźnianej, lubiących koronki, hafty i ozdoby. Nie do końca jednak chwytam różnicę między tą marką a podstawową CHANGE (nieco tańsza), która przynajmniej w tym sezonie wygląda stylistycznie dość podobnie. Mniejsza jednak o nazewnictwo - przejdźmy do samych produktów.

Jeśli chodzi o kroje - miałam okazję przymierzać zarówno miękkie, jak i półusztywniane i usztywniane wersje trzech modeli o wdziecznych imionach Sally (marka CHANGE), Adelina i Angelique (marka Charade). No i cóż się okazało? Zdecydowanie najlepiej leżą na mnie full-cupy, a najlepiej - krój o nazwie full shaper (latem wypróbowałam w tym kroju model Stasia). Najbardziej szkoda było mi Angelique, która szczególnie podobała mi się w usztywnianej balkonetce zwanej w katalogu nie wiedzieć czemu plunge'em - przecudnej urody koronki w kolorze ciemnej oliwki, z koronkową ozdobą na mostku, skojarzyły mi się z popisami estetycznymi polskiej firmy Avocado.

Nie dla mnie jednak Angelique... :( Musiałam zadowolić się jednymi krojami, które mają wystarczająco dla mnie głębokie miseczki oraz konstrukcję pozwalającą na dojście fiszbin do mostka - przynajmniej na odległość nie większą niż 2 cm... Czyli full-cupami. Żadnemu z pozostałych się to nie udało - a mostek w powietrzu to jednak nie jest to, czego oczekuję od stanika na fiszbinach. Choć czasem zaczynam już czuć się jak bieliźniana perfekcjonistka-dziwaczka wśród powszechnej wciąż tolerancji dla odstającego mostka.

 

Full-cupa się nie boję

Porażka na froncie konstrukcyjnym w innych krojach nie wywołała we mnie jednak uprzedzenia do marki. Ja full-cupa się nie boję. Zwłaszcza że full-cupy z Change mają jedną z charakterystycznych dla tego kroju zalet: są niemożliwie wprost wygodne. Full-cupowi zresztą o to łatwiej - zabudowana konstrukcja powoduje, że obciążenia rozkładają się na większą powierzchnię, trzymana ze wszsytkich stron przez materiał pierś donikąd się nie wybiera, wszystko tkwi na swoim miejscu, nic nie ciągnie w żadną stronę i w związku z tym nie ciśnie ani nie obciera. A jesień to w dodatku świetna pora na full-cupa. Poszłam więc na całość, czyli na full :) I dlatego recenzja będzie podwójna, to znaczy wkrótce po Sally (marka CHANGE) pochwalę się Adeliną (marka Charade).

 

CHANGE - Sally, rozmiar: 80I, kolor: czarny [rozmiary miseczek: D-K, obwody: 70-90, cena: 119,90 zł]

 

Estetyka

Trudno mi zgrabnie ująć w słowa urok tego modelu. Jest staroświecki (babciny!), nieco ozdobny, choć nie luksusowy. Hafty nie są niestety tak finezyjne, jak koronki we wspominanej wcześniej Angelique. Ale to połączenie czerni ze złotawym beżem (łańcuszkowaty motyw wzdłuż krawędzi miseczek, kokardka na mostku) oraz ozdobny brzeżek są znakomite. Całość kojarzy mi się ze starą biżuterią, albo... sama nie wiem, może z jakimś innym modelem, którego nie pamiętam. Mimo dużego zabudowania Sally jest wg mnie seksowna - taką retro-odmianą seksowności, gdzie zbyt wiele się nie odsłania, ale wiele sugeruje, a przy tym seksowności naturalnej - nie plastikowej, przetworzonej. Kojarzy mi się raczej z kobietą pewną siebie, która nie musi niczego udowadniać.

Wróćmy jednak do samego stanika. Kokardka z dwóch szerokości wstążeczki, dobrej jakości, nie strzępiąca się - duży plus.

 

Hafty w porządku, choć jednak kojarzą się z masówką, nie z artystycznym rękodziełem. Kwiatki pokrywające górną część miseczek są nijakie. Nitki z nich jednak nie wychodzą :)

Górna część miseczek to dwie warstwy półprzejrzystych materiałów - inaczej niż w letnim full-shaperze, Stasii, która była całkowicie kryjąca. Ta półprzejrzystość jednak jest ledwie uchwytna. I moim zdaniem do tego stylu to pasuje.

Przednia połowa ramiączek jest z ozdobnej gumy, tylna z gładkiej taśmy - obie dobrej jakości. Bardzo dobre, szerokie zapięcie. Jeśli już doszukiwać się wad - materiał po bokach (na odcinku między fiszbiną miseczki a skrzydełkiem tyłu) w noszeniu trochę się fałduje i tak już zostaje. Jest to cienka, elastyczna dzianinka, która jednak pokrywa stanik tylko z wierzchu (dolna część misek, boki, tył) - od spodu są znacznie mocniejsze, solidniejsze materiały.

 

Dopasowanie

Wybrałam 80I - być może pamiętacie, w poprzednim full-shaperze (Stasia) zdecydowałam się na 75J, bo 80 sprawiało wrażenie luzaka. Tutaj było nieco inaczej, a miałam porównanie z 75 - bez wahania wybrałam 80, bo było mi wygodniej. Mogę więc postawić Sally piątkę za rozmiarową przewidywalność, bo moim „macierzystym” obwodem jest teraz zdecydowanie 80tka. Co prawda kalkulator nie uwzględnia mojej superciasnej metody mierzenia (80 proponuje dopiero od ciasno zmierzonego 85, a ja mam 2 cm mniej), ale w sumie jest to całkowicie wybaczalne. W doborze miseczki także się nie myli - I w tym obwodzie jest na mnie w sam raz.

 

 

Kształt

Nie da się ukryć, że moje najlepsze brytyjskie i polskie balkonetki zbierają lepiej od Sally. Wynika to niewątpliwie z faktu, że miseczki tego modelu są w dolnej części lekko elastyczne. To dokładnie ta sama gruba, ale bardzo miękka dzianina, co w Stasii, którą uwielbiam za wygodę i przyjemność w dotyku. Podnoszenie zaś jest, powiedziałabym, w rozsądnej normie.

Nie są to może okrzyki entuzjazmu, ale nie obawiajmy się - Sally owszem podnosi i zbiera, nic nie wisi ani na boki nie patrzy, pod bluzką też nie ma się czego wstydzić - nie ma jednak tego „twardego” modelowania, jakie dają nieelastyczne materiały. Pierś przyjmuje formę ładnie zaokrągloną i naturalną.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Sally nie ma dla mnie żadnych błędów konstrukcyjnych. Miseczki nie zbliżają się zanadto do pach (lepiej niż w Stasii - zapewne dzięki innemu rozmiarowi). Układ szwów jest w zarysie podobny do typowej balkonetki, jednak zabudowanie jest wyższe. Gdyby obciąć miseczkę w tym miejscu, gdzie zaczyna się złotawy łańcuszek haftu, wyszłoby zabudowanie podobne jak w balkonetce.

Jeśli chodzi o support - szeroki obwód bardzo dobrze pracuje. Pod wierzchnią warstwą cienkiej dzianinki jest siateczka powernetowa, co prawda nie z tych najgrubszych i najmocniejszych, ale za to gumy są doskonałe, zarówno górna, jak i dolna - szerokie, dobrze pracujące i jednocześnie przyjemne w dotyku. Biust jednak ma więcej swobody niż w przeciętnym staniku o nieelastycznych miseczkach i bardziej się kołysze. Idealne są za to ramiączka - elastyczne, ale nie nadmiernie. Taki dobry D-plusowy standard ramiączkowy.

 

Wygoda

To olbrzymi atut Sally. Do tego stopnia, że ostatnio trudno mi się z nią rozstać. Dolna część miseczek zrobiona jest z cudownie przyjemnej w dotyku dzianiny, lekko elastycznej, grubej ale przy tym mięciutkiej. Gdy się ją ściśnie między palcami, uczucie jest takie, jakby w środku była cieniutka warstewka gąbki. Mam wrażenie, że znam ten typ materiału z bardzo starych staników Triumpha, które nosiła moja mama. W każdym razie bardzo dawno nie miałam z czymś podobnym do czynienia. Może Wy go znacie?

 

Poza tym - po prostu nie czuję tego biustonosza na sobie. Jedynym mankamentem jest to, że po dłuższym czasie noszenia guma na dole obwodu z przodu zawija się do środka. Nie mam pojęcia czemu. Daje się jednak bez trudu wywinąć z powrotem, poza tym stanik w tym miejscu jest z obu stron gładki i miękki - nic nie uwiera (gdyby był w tym miejscu pokryty drapiącą koronką, na pewno bym boleśnie odczuła to zawijanie się).

 

Cena

Katalog głosi, iż Sally kosztuje 119,90 zł. W sklepach, np. Intymna.pl, można ją kupić (w wersji jasnobrązowej) w takiej właśnie cenie, tyleż samo kosztuje w sklepach firmowych Change w Łodzi. Moim zdaniem, jak na takiego wygodniczka o całkiem przyjemnym wykonaniu i wyglądzie, jest to cena dobra. W dodatku do końca listopada będzie można ją kupić w sklepach firmowych jeszcze taniej - poniżej 100 zł (o czym niżej).

 

Do kompletu - figi

Biustonoszowi towarzyszą oczywiście majtki. Zrobione są z delikatnej, cienkiej i przyjemnej w dotyku dzianinki, nie uwierają gumkami, mało się odznaczają pod ubraniem (gumki są przyjemnie płaskie). Nie są wysokie - ot, zwykłe figi. Haftowane wstawki harmonizują ze stanikiem. Kokardka jest niestety sztywna i po praniu zaczyna odstawać. Trochę się obawiam, czy będą trwałe - sprawiają wrażenie bardzo delikatnych, a majtki jednak zwykle częściej się pierze i mniej oszczędza.

 

Podsumowanie i galeria

Jestem bardzo zadowolona z Sally i chętnie ją noszę. Są wręcz momenty, gdy nie mam ochoty na inny biustonosz - sięgam po nią bez zastanowienia. Wyglądam w niej wystarczająco dobrze, by pokazać się światu, choć chcąc zrobić większe wrażenie wybrałabym pewnie inny model. Na co dzień jednak świetnie się nadaje.

Na zakończenie - komplet fotek Sally. Słońce niestety ostatnio nie dopisało, dlatego większość musiała powstać w sztucznym oświetleniu :(

 

 

Uwaga, promocja!

Tym razem bez tradycyjnej stanikomaniackiej promocji - bo Change przez cały listopad ma urodzinową obniżkę i to aż o 30%. Obniżka obowiązuje w dwóch sklepach stacjonarnych Change w Łodzi: w Porcie Łódź oraz w Manufakturze. Sally w obniżonej cenie kosztuje tylko 83,93 zł.

Ponieważ Change ostatnimi czasy zaczyna pojawiać się także w innych bra-sklepach (tu lista) - biustonosze te stają się dostępne nie tylko dla łodzianek. Jeśli macie już jakieś wrażenia z przymierzania czy noszenia Change - zapraszam do podzielenia się :)

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...