piątek, 29 listopada 2013

Czas na temat, który jestem Wam winna już prawie od roku - czyli od czasu, kiedy to po raz pierwszy po dłuuugiej przerwie obkupiłam się niespodzianie w Marksie&Spencerze :-) A już na pewno od minionej wiosny, kiedy to owocem mojej wycieczki do Zjednoczonego Królestwa był krótki raport z tamtejszego oraz, przy okazji, warszawskich sklepów M&S.

 

Moje Marksowe nabytki - wcześniejszy i późniejszy :-)

 

Temat wyboru D-plusów w sieciówkach krąży po naszych forach i blogach nie od dziś - jak dotąd, wychodzi na to, że sytuacja z lekka i tu i ówdzie się poprawia, ale generalnie - wciąż dobrze nie jest.

Szczególnym i nieco dziwnym przypadkiem w tym kontekście jest M&S. M&S to sieć, która w swojej ojczyźnie oferuje dziesiątki modeli staników w szerokiej rozmiarówce. W Polsce wybór ten jest znacznie, znacznie mniejszy. W porównaniu jednak z sytuacją sprzed kilku lat, gdy modele powyżej D-E praktycznie nie występowały, w ciągu ostatniego roku dokonał się postęp w postaci pojawienia się kilku :-) Trzeba jednak zaznaczyć, że postęp ten dotyczy głównie kilku sklepów. Przoduje Warszawa, gorzej jest w innych miastach, nie wspominając już o tych, gdzie Marksów w ogóle nie ma. Tak czy owak, dobrze byłoby przekonać Marksowych decydentów, że warto do naszego kraju sprowadzać bieliznę D+... Czy rzeczywiście warto? No cóż, osobiście mogę zapewnić, że regularnie wstępowałabym do Marksa po bieliznę, podobnie jak regularnie znajduję tam coś dla siebie wśród ubrań.

 

Rosie - któż to taki?

To będzie opowieść o formowanych, obszytych jedwabiem plandżach z serii Rosie for Autograph, których mam już dwa (a oprócz nich jeszcze trzeci, już nie Rosie, lecz po prostu Autograph), i które uważam za bardzo udane. Autograph to jedna z własnych marek M&S, którą sygnowana jest zarówno odzież, jak i bielizna. Bielizna Autograph nie jest wcale droższa od tej, którą możemy zakupić w naszych sklepach z brytyjskimi stanikami - a nawet, jak się za chwilę okaże, w wielu przypadkach tańsza.

Nazwa kolekcji Rosie for Autograph pochodzi od jej ambasadorki, którą jest brytyjska modelka i aktorka Rosie Huntington-Whiteley. Kolekcja obejmuje nie tylko biustonosze i komplety, ale także koszulki, szlafroczki, piżamki itp., w klasycznym, eleganckim stylu. W bieliźnie dominuje jedwabna satyna, niekiedy drukowana w kwiatowe wzory, w towarzystwie koronek.

Oto klip promujący aktualną kolekcję jesień-zima 2013:

 

 

Większość staników w kolekcji to oczywiście i niestety modele w zakresie A-E, B-DD i podobnych. Zakres DD-G (i tylko do G) reprezentowany jest skąpo. Mamy mianowicie do wyboru formowane plandże i... formowane plandże :-) Modeli jest w zasadzie dwa, jeden gładki, drugi w różyczki, za to dostępne w różnych wersjach kolorystycznych - najwięcej wariantów (m. in. cielisty, czarny, czerwony, oliwkowy...) posiada ten pierwszy, choć oczywiście w Polsce dostępny jest góra jeden-dwa. I o nim właśnie Wam opowiem.

 

Rosie for Autograph - Silk Padded Plunge DD-G Bra with French Designed Rose Lace, kolory: cielisty, malwowy, rozmiar: 36G [Rozmiary miseczek: 32-38 DD-G, 40 DD-E, skład materiałowy: 33% jedwab, 32% poliester, 29% poliamid, 6% elastan; cena: 139 zł, oba modele zostały kupione w warszawskich sklepach M&S].

 

Estetyka



Na wersję cielistą zdecydowałam się nie od razu. W sklepie zobaczyłam ją w styczniu tego roku i obwieściłam Wam o tym czym prędzej na fejsbuku. Czemu kupiłam ją dopiero tydzień później? No cóż, nudziarze to wciąż nie jest mój ulubiony typ, a do tego byłam mocno rozżalona, że wariant cielisty był jedynym dostępnym. W tym samym czasie brytyjskie wieszaki pełne były wersji czerwonej... U nas także, ale tylko do miseczki E! Namioty w brudnym beżu strike back... W końcu jednak schowałam dumę i oburzenie do kieszeni, zwyciężyła chęć eksperymentu, a poza tym - obiektywnie rzecz biorąc, stanik jest naprawdę ładny i okazał się doskonale na mnie leżeć.

Na pierwszy rzut oka zupełnie nie kojarzy się z formowcem - forma jest bowiem ukryta pod zakładkami z jedwabnej satyny. Mają one bardzo ciekawy, promienisty układ, w dodatku przetykane są matowymi panelami. Tak uszytego biustonosza nie miałam jeszcze nigdy.

 

Wersja wrzosowa, zwana przez producenta przydymioną malwą, jest pod tym względem trochę mniej ciekawa. Malwową Rosie kupiłam na początku października. Najwyraźniej design tego modelu został od czasu zeszłego sezonu zimowego zmieniony - nie ma już gry błysku i matu, zamiast zakładek pojawiły się widoczne szwy, a ich układ także się zmienił. Pojawiła się za to koronka po bokach miseczek. Czerwonej wersji oczywiście dalej nie było, podziwiam jednak wielką odwagę, jaką wykazał się polski oddział M&S, sprowadzając dla nas ten jakże ryzykowny kolor malwowy (ironia ;).

Obie wersje mają nieszczególnie sensacyjne, raczej neutralne, ale przyjemne dla oka, eleganckie barwy, są też bardzo jednolite kolorystycznie - żadnych gumek innego koloru niż reszta, itp. Ładne koronkowe - ozdobne lecz dobrze trzymające - tyły, błyszczące metalowe wykończenia w różowozłotym kolorze (haftki, regulatory, miniaturowe plakietki z logo Rosie na bokach).

 

Przednia część ramiączek w obu wersjach pokryta jest satyną, w cielistej jest ona nieelastyczna, w malwowej - pokrycie ma postać zmarszczonego tuneliku, w którym kryje sie gumka, a nasada ramiączek ozdobiona jest koronką.

Nasada ramiączka w wersji malwowej - z koronką

Złączenie ramiączka z miseczką w wersji cielistej

Wolę ramiączka malwowe, również ze względu na część tylną - zdobi je stylizowany napis Rosie, ładniejszy od kanciastego Autograph zdobiącego ramiączka cieliste:

Miejsce połączenia części przedniej-satynowej ramiączka z tylną - gumkową, widoczny regulator - wersja cielista

 

Miejsce połączenia części przedniej-satynowej ramiączka (zmarszczony tunelik) z tylną - gumkową, widoczny regulator - wersja malwowa 

 

Natomiast same miseczki oraz ich wykończenie (układ szwów, ozdobny brzeżek) bardziej podobają mi się w wariancie cielistym.

Obie różyczki są niezwykle starannie uszyte i wykończone, nie mam też żadnych zastrzeżeń do jakości materiałów. Wszystko jest gładziutkie, solidne, niestrzępiące się. Podobne wrażenia mam z satynowych plandży Gossarda. Nie jest to może jakaś designerska awangarda - ot, bardzo porządna klasyka z odrobiną jedwabnego luksusu. Pół punkta odejmuję za nudę ;)

 

Dopasowanie

Rozmiarówka M&S jest trochę inna niż w większości brytyjskich marek, do których jesteśmy przyzwyczajone - nie zawiera miseczki FF. Jak dotąd jednak marksowskie G pasuje na mnie doskonale. Obwody są w normie, ani nadmiernie ciasne ani rozciągliwe, dobrze pracujące, a miseczki po prostu w sam raz. Mogłabym brać w ciemno (choć nie wiem, co robią nosicielki miseczek FF - zaokrąglają w dół czy w górę?).

 

Kształt

Nie do wiary, stawiam prawie same piątki. Kształt był tym, co zdecydowało ostatecznie (obok jedwabiu i zawodowej ciekawości :) o tym, że w końcu kupiłam najpierw jedną, potem drugą Rosie. Obie dają mi znakomicie podniesiony profil i świetne zebranie, biust zamienia się w piękne sterczące w przód kulki, nie spłaszczone, lecz dziarsko zaakcentowane (ale nie szpice!). Do tego dekoltowa dolinka jak należy, choć nie bardzo głęboka (nie jest to ekstremalnie niski plandż) i raczej wąska (serduszkowaty kształt dekoltu). 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Jedyne zastrzeżenie dotyczy boków miseczek, które mogłyby być dosłownie o ten centymetr niższe pod pachami. Nadmiar ten nie jest jednak uciążliwy.

Trzyhaftkowe obwody należą do dobrze pracujących, doskonale trzymają się bez uciskania. Tył składa się z dwóch warstw: siateczkowej i koronkowej, plus dobrze pracujące gumy.

 

 

Wygoda - wersja cielista

Niedługo niestety trwała moja radość z cielistej różyczki. O ile patrzeć mogę na nią z przyjemnością długo, o tyle nosić mogę krótko, a to za sprawą dwóch rzeczy: usztywnień bocznych, które wbijają się w skórę dolnymi końcami, oraz ramiączek, które wbijają się w ramiona - są wąskie i zbyt mało elastyczne. Zastanawiam się, czy tych bocznych fiszbin nie dałoby się jakoś usunąć.

Wersja cielista od spodu - widoczna fiszbina boczna

 

 

Wygoda - wersja malwowa

Tu znowu z przyjemnością stawiam maksa. Usztywnień bocznych tu po prostu nie ma i nie czuję, by były do czegokolwiek potrzebne, a ramiączka mają odpowiedni stopień elastyczności. Cieszę się więc, że zdecydowałam się kupić również ten wariant, bo na pewno potestuję go znacznie dłużej :-) Ta wersja jest właściwie wygodniczkiem.

 

Cena

Nie pamiętam już szczerze mówiąc, czy za malwową zapłaciłam 139, czy czasem nie 149 zł, tak czy owak - obie ceny uważam za bardzo dobre, biorąc pod uwagę jakość i tę jedwabną odrobinę luksusu, oraz porównanie z cenami innych „brytyjczyków” w polskich sklepach. Nie mogę oprzeć się skojarzeniu ze stanikami Masquerade, które podobnie pysznią się satynami (i to wcale nie jedwabnymi), kosztują jednak o ok. 100 zł więcej! I bynajmniej nie wszystkie mogą pochwalić się ciekawszymi kolorami czy designem...

Mostek cielistej Rosie - widać naprzemienne pasy matowego i błyszczącego materiału pokrywającego miseczki

 

Mostek Rosie malwowej - błyszcząca satyna. Szkoda, że kokardka tylko pojedyncza.

Tu muszę jeszcze, gwoli uczciwości, nadmienić, że ów jedwab, o którym niektóre z nas tak marzą, ma też swoje wady. W jedwabnym staniku nie należy się na przykład zbyt mocno pocić - zostają ślady. Może nie bardzo widoczne, ale jednak. Druga wada to oczywiście pranie - nie odważyłabym się wrzucić żadnej z Różyczek do pralki.

 

Galeria

Zapraszam do rzutu okiem na detale - obie Róże są naprawdę ładne i fotki nie oddają moim zdaniem ich urody, zwłaszcza że krótki, ciemny dzień listopadowy mi nie sprzyjał :) Ach, gdyby można było zdobyć pozostałe kolory... A najbardziej życzyłabym sobie, by powstały też inne wersje: granatowa, szmaragdowa, koralowa, fioletowa... - i żeby wszystkie, rzecz jasna, raczono sprowadzić do Polski...

 

 

Dobry początek?

Mam nadzieję, że niniejsze eksperymenty to będzie dopiero początek testowania różnych krojów i modeli M&S, których obfitość zaleje polskie sklepy ;-) Chciałoby się... Chciałoby się też zapytać, co właściwie powstrzymuje tę potężną sieć przed odważniejszym sprowadzaniem D-plusów nad Wisłę? Gigantowi przecież znacznie łatwiej podjąć tę odrobinę ryzyka, polegającą na wstawieniu kilku-kilkunastu sztuk do paru sklepów, w sytuacji, gdy pozostałe setki sklepów są ich pełne. Bo mam wrażenie, że taki wciąż jest rozmiar owego eksperymentu: parę sztuk. Gdy już kupiłam swoje 36G, drugi egzemplarz już się na wieszakach nie pojawił.

Brakuje też choćby ociupiny promocji - np. ustawienia nad regałem tabliczki „tu znajdziesz miseczki powyżej D”. Czy wiecie, ile czasu zajmuje wypatrzenie pośród kilkunastu regałów tych kilku modeli D+? Sport tylko dla wytrwałych stanikomaniaczek :-)

A może ta recenzja będzie początkiem jakiegoś ożywienia w stosunkach biuściasto-Marksowskich? Czy polski oddział nas słyszy? :-) A może i Wy macie coś naszym Marksom do przekazania? Jak Wam się podobają różyczki? A może też możecie podzielić się wrażeniami z noszenia tych, bądź innych modeli?

czwartek, 21 listopada 2013

 

Ciąg dalszy dawkowania wiosenno-letnich kolekcji... Różnie to bywa z kolekcjami. Zdarzają się takie, które wywołują u mnie natychmiastowy zachwyt i zmuszają do szybkiego podzielenia się z Wami żądzą posiadania :-), a są i takie, którym spokojnie pozwalam dłużej wylegiwać się w zaciszu pamięci aparatów i komputera. Wiosenna kolekcja marki Freya należy raczej do tych drugich. Nie wyczekuję z niecierpliwością pojawienia się najnowszego Deco w kolorowe ciapki, ani kolejnej wersji nakrapianej Patsy...

Entuzjazm budzą we mnie właściwie tylko dwa modele w moich ulubionych typach (jeden usztywniany half-cup i jedna mgiełkowa balkonetko-plandżówka) oraz jedna reaktywacja z przeszłości.

Freya jest jedną z moich ulubionych marek, bardzo cenię sobie jej wzornictwo i jakość, może dlatego mam wyśrubowane oczekiwania. A może przechodzę jakiś kryzys bieliźnianej manii, może gusta mi się sublim... hmm... zmieniają ;) Może kolekcja jesienno-zimowa wyczerpała chwilowo limit nowości, a może faktycznie mamy do czynienia z jakimś obniżeniem kreatywnych lotów w firmie? Ale koniec spekulacji na razie - bierzmy się za kolekcję :-)

 

Czerwony żar

Zacznę od jednego z tych modeli, które wzbudziły we mnie najwięcej emocji - nie jest to jednak ekscytacja nowością, lecz słodycz wspomnień :-) Rio - wiele z nas zaczynało przygodę z Freyą od tego właśnie modelu. Czarne, białe, niegdyś także cieliste, towarzyszyło nam przez lata, powstało nawet kilka sezonowych wersji kolorowych: czerwień, fuksja... (coś jeszcze?). Co sezon prawie ubolewałam nad brakiem kolorowego Rio. Aż tu, jak na moje zamówienie - reaktywacja!

 

Rio w kolorze karmazynowym - wedle katalogu nowym - przypomina jednak do złudzenia tamten stary czerwony. No i oczywiście ta sama nietypowa koronka, metalowe klamerki, pięknie zaokrąglający krój miseczek (sądząc przynajmniej po tym, jak leżał na modelce na pokazie - chyba się nie zmienił).

Gdzieś mam jeszcze ten stanik, pewnie już trochę na mnie za mały. Może by więc odnowić zapas? Rozmiary jak zwykle: 32-38B, 30-38 C-D, 28-38 DD-H (zwracam uwagę na obecność w Rio niezbyt często spotykanego rozmiaru 30C).

 

Drugim przedstawicielem nurtu szkarłatnego jest Tropics - interesująco drukowana miękka plandżobalkonetka:

 

Hmm, czy dobrze kojarzę ten hafcik u góry z modelem Ruffle my Feathers?

Powinnam piać z entuzjazmu na widok tej energetycznej barwy, ja jednak wzdycham z tęsknotą za nieodżałowaną, wibrującą pomarańczem i fuksją Tigerlily...

[Freya Tigerlily, 2008; foto: Katalog Lobby]

 

Rozmiary Tropics to: 32-38 B-C, 28-38 D-H.

 

Szaraki

Lubię szarości w bieliźnie, choć najbardziej - w połyskliwej wersji srebrnej, takiej jak gwiazda obecnej kolekcji Deco Charm (już do mnie jedzie! ;-). W tej kolekcji szarościom towarzyszą różowe i morelowo-pomarańczowe pastele. Jednak żaden z modeli, które zaliczam do grupy szaraków, nie wyróżnia się według mnie niczym szczególnym. Taka szaropastelowa masa.

Najbardziej szarym szarakiem jest nowa odmiana Deco: Deco Delight.

Muszę policzyć mu na plus, że jest naprawdę przemiły w dotyku - dokładnie tak, jak wygląda. Materiał wierzchni przypomina w dotyku bawełenkę, choć składu nie sprawdziłam. Całkiem przyjazny ten szary gołąbek, a do tego towarzyszy mu cała seria: plejada majtek (stringi, szorty, braziliany) oraz koszulka i spodenki. Nic, tylko zalec na kanapie... Ten plandżyk jednak nie jest tylko domatorem - jest bowiem multiwayem (podobnie jak Deco Shape), ramiączka są odpinane, co pozwala dostosować go do wielu outfitów, znaczy, strojów. To ostatnie jest jego największą zaletą. Prawdę mówiąc, nie wiem, czemu wszystkie Deco nie są  wyposażone w przepinane ramiączka.

Designersko mam skojarzenia z szarym dresem - ulubionym dziełem młodych polskich projektantów mody ;-) - a także z działami bieliźnianymi sieciówek typu H&M czy piżamkowego Oysho. Szarość to fajny kolor na co dzień, jednak nie rzucę się w pogoń za tym szarakiem (biała koronka? Come on, nie chcę, żeby mi to wystawało z letnich ciuchów, tak często nadmiernie wyciętych pod pachą).

 

Kolejny szarak, nieco bardziej już urozmaicony, to Thimble Cottage. Tu widzimy to, czym Freya tak często podbija serca stanikomaniaczek: rzucik, rzucik niebanalny, bo w... domki. Domków chyba jeszcze nie graliśmy? Mimo domków niestety tu także nie doswiadczam huraganu emocji. Zaciekawiła mnie tylko nazwa: czy któraś z Was wie, o co chodzi w Thimble Cottage? Thimble to naparstek, a cottage to na przykład wiejski domek z ogródkiem.

Domki wystąpią w trzech wersjach: usztywnianego halfa 32-38 B-C i 30-38 D-G, balkonetkoplandża 28-38 D-G i balkonetki 28-38 GG-J/30-36 JJ-K. Halfcupowa wersja ma klasyczny krój z tylko pionowymi szwami, mój ulubiony. Szkoda tylko, że kolorystyka taka mdła :-( Nie miałam niestety dostępu do próbek miękkich wersji.

 

Kolejnym wzorem z cyklu „rzucik na białym tle” jest wiosenna odmiana Flourish, balkonetki i longlajna znanego z obecnej kolekcji (bardzo efektowna wersja czarna w kwiaty). Ściślej mówiąc, nie ma tu niczego szarego, z daleka jednak te czarne wzorki robią na mnie wrażenie szarości, i mentalnie wrzucam go do jednego worka z Thimble Cottage. Róż kwiatków na fotkach w katalogu udaje chyba neon, niestety neonem nie jest, a szkoda, bo zdobyłby dużo więcej mojej sympatii.

Rozmiary Flourisha to: longline 32-38 C, 28-38 D-G; miękka plandżobalkonetka 28-38 D-G, i balkonetka 28-38 GG-J/30-36 JJ-K (próbek miękkusów niestety brak).

 

I nareszcie zbliżam się do rzeczy ciekawszych. Jungle Fever to według mnie gwiazda kolekcji i jeden z najbardziej udanych rzucików zwierzęcych ever, nie tylko w kolekcjach Freya, ale w bieliźnie i odzieży w ogóle. Mgiełka w zebry - oto mój główny musisztomieć sezonu SS2014:

 

Tym zebrom wybaczam nawet biały kolor gum i zapięcia oraz haftu na miseczce. Nie powstydzę się ramiączek z takim printem, jeśli wyjrzą spod owersajzowego outfitu ;-) Róż także nie jest neonowy, ale przyjemnie gumowobalonowy.

Jungle Fever wystąpi w rozmiarach: 32-38C, 30-38 D-G, 30-36 GG-H.

 

Bombowe mu-szelki

Bombshell też trochę się kojarzy z szaro-różowawo-morelowym nurtem, choć nie mamy tu szarości, lecz liliowy. Postanowiłam go jednak wyróżnić. To mój drugi faworyt kolekcji, choć chyba nie muszę go mieć aż tak... Muszelkowate motywy kojarzą mi się z geometrycznymi wzorami z lat 60. Tylko te piżamkowe guziczki na mostku jakieś takie niewyszukane.

 

Wzór ten bardziej moim zdaniem pasuje do half-cupa niż do miękkich balkonetek, w których też występuje. Rozmiarowo mamy następujący układ: usztywniany half-cup 32-38 B-C i 30-38 D-G, balkonetkoplandż 32-38 B-C i 28-38 D-H oraz balkonetka 28-38 GG-J/30-36 JJ-K. Próbek miękkusów nie było mi dane zobaczyć.

 

Hopskocz w kratkę

Hopscotch - to drugi i ostatni longline, obok Flourisha, w kolekcji (nie licząc longlajnowych straplessów Deco Shape w bazie). Nie wiem, czy Was zaskoczę - nie podoba mi się kompletnie ten zestaw słodkiego różu z niebieską kratką, doskonałą może na obrus albo kuchenne zasłonki, ale na biust? Obiektywnie jednak jest to całkiem ładny nadruk. Podoba mi się, że kokardka też ma fakturę kraciastą.

 

Hopscotch, oprócz longline'a 32-38 C, 28-38 D-G, wystąpi też w miękkiej plandżobalkonetce 28-38 D-G, i balkonetce 28-38 GG-J/30-36 JJ-K, dokładnie tak, jak Flourish. Próbek miękkusów niestety brak.

 

Decobalt

Kobalty, królewskie błękity i chabry zawsze były bliskie memu sercu, cieszy mnie więc pojawienie się kobaltowego Deco. Ale jego bliźniaka w roślinno-tropikalne wzorki na niebieskim tle nie odbieram już z takim entuzjazmem. Tak czy owak, jednak Deco to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej (wyjątek: Deco Charm!).

Deco kobaltowe:

 

Deco Lagoon:

Ten drugi przypomina nieco strój kąpielowy. Oba kolorowe Deka jak zwykle w rozmiarach: 32-38 B-C, 28-38 D-G, 30-36 GG. Oprócz kolorówek jak zwykle dostępna będzie  Dekobaza, czyli cielisty, czarny i grafitowy plandż, cielisty i czarny strapless, bezfiszbinowiec i half-cup.

 

Do rodzinki dołożę jeszcze Deco Honey, który co prawda kobaltem nie jest - jest miętą. Miętę widziałyśmy już sto razy, tym razem nazywa się topaz ;)

Rozmiary Deco Honey: 32-38 B-C, 28-38 D-G, 30-36 GG.

 

Patsy z fuksją

Nie lubię Patsy. Nie i już. Co prawda tym razem sezonowe kropeczki będą trochę ciekawsze, ale z daleka to jednak tylko kropeczki. Fuksję natomiast w ogólności popieram.

To, co zwraca największą uwagę w tym modelu, to rozmiarówka. Usztywniany half-cup jest bowiem aż do miseczki H, czego dotąd nie było - eksperyment ten podjęto w aktualnym sezonie w modelu Fan-Tastic, ale Patsy dotąd była grzecznie do G. Ponieważ Patsy jest także modelem bazowym (różowy, czarny) - jest to bardzo istotna zmiana, ponieważ niniejszym GG-H-miseczki zyskały aż 4 usztywniane halfy (choć niestety tylko do obwodu 36). Coś mi się zdaje, że Freya boi się oddać pole Curvy Kate w dziedzinie half-cupowatych modeli dla G+.

A oto Patsy Fuchsia:

 

Patsy Ink - tu niestety dysponowałam jedynie próbką majtek :-) Wzór z bliska wygląda tak:

 

A to fotka katalogowa:

Obie Patsy wystąpią także w miękkich balkonetkach, i obie wersje będą miały rozmiary: 32-38 B-C, 28-36 GG, 30-36 H.

 

Marvellous?

Marvel to nowy pomysł aktualnego sezonu. Najpierw tylko w bazie, wiosną dorobi się takiej oto sezonowej wersji biało-miętowej. Jest to coś w rodzaju wyższego half-cupa (pionowe cięcie) z bocznym side-supportem, nieusztywnianego, lecz o miseczkach uszytych z dość sztywnego materiału. Tajemnicza jest dla mnie kwestia krawędzi miseczek. Próbka jakoś mi umknęła, ale na pokazie widziałam coś takiego:

Tutaj u góry miseczki są wykończone paskiem siateczki, co ma pewnie dać gładkie przyleganie do biustu. W katalogu za to jest inaczej - paski są naszyte na miseczkę:

No i komu tu wierzyć? :-) Ta pierwsza wersja znacznie bardziej mi się podoba...

Bazowe wersje są dwie: sympatycznie wyglądająca czarna z fioletowymi dodatkami oraz cielista gładka bez wzorków, z kością słoniową. Natknęłam się niedawno na recenzję czarnego Marvela na Bratabase - wygląda całkiem ciekawie, choć i tutaj górny pasek jest naszyty na miseczkę, zamiast wyżej. Recenzentka także o tym pisze. Jeśli któraś z Was ma już doświadczenia z tą konstrukcją, proszę podzielcie się wrażeniami :-)

 

Pudrowa mgiełka

Zakochałam się w Ooh La La z aktualnej kolekcji - ta wiosenna nie budzi już we mnie takich uczuć, choć będzie niewątpliwie jednym z bardziej udanych „cielaków” w repertuarze Frei. Brakuje mi tu jednak tej cudownej odrobiny błysku, obecnej w wersji zimowej. Dobrą wiadomością dla fanek będzie być może, że wersja różowa wchodzi do bazy. A czemu nie czarna? Szkoda.

Rozmiary Ooh La La: plandżobalkonetka 28-38 D-G, balkonetka (przypuszczam, że z podszytym dołem misek, choć w katalogu nie ma o tym ani słowa!) 28-38 GG-J, body 30-36 D-G, koszulka S-XL, pas do pończoch XS-XL oraz 3 kroje majtek :)

 

Enchanted - bazowe plandże

Nowością w bazówce będzie miękka plandżobalkonetka o nazwie Enchanted, która wbrew nazwie nie oczarowała mnie specjalnie. Krój wygląda na stary, a wygląd - nic szczególnego, poza jednym: pomarańczowy haft w wersji białej to chyba jedyny prawdziwy neon w całej kolekcji, tak mi się przynajmniej wydaje. Skojarzenie z neonową Lucy od Cleo przyszło oczywiście natychmiast.

Chyba ciekawsze od staników są w Enchanted majtki - figi są ozdobione bardzo ładnym marszczeniem. Nie dysponując próbką - pokażę Wam katalogową fotkę:

Rozmiarówka Enchanted to: 32-38 B-C, 28-38 D-HH.

 

Gem z czarnej porzeczki

Na odtrutkę po nudnej bazie - nowy Gem przybierze taki oto piękny fioletowy kolorek. Jasny punkt kolekcji :-)

 

Gem to, przypominam, także model bazowy (czarny, cielisty). Występuje w charakterze: miękkiego half-cupa z pionowymi szwami tylko do miseczki F (32-38 B-C, 28-38 D-F) oraz balkonetki w dwóch wersjach: 28-38 D-G oraz 28-38 GG-J, 30-36 JJ-K, przy czym ta druga ma miseczki podszyte również w górnej części.

 

Nowość dla karmiących

Wśród karmników pojawi się model na fiszbinach - Pure, czarny i cielisty biustonosz bezszwowy. Nie miałam go niestety w ręku. Mam wrażenie, że materiał to lekka pianka, taka jak w Amelii od Elomi, ale mogę się oczywiście mylić. Katalog zapewnia, że fiszbiny są miękko podszyte oraz elastyczne. Niestety Pure mam tylko na fotkach od producenta.

Pure wystąpi w rozmiarach: 30-40 D-G, 30-38 GG-HH.

Oprócz tego pozostanie w repertuarze Dotty czarna, Rosie biała i amarantowa, Pollyanna biała.

 

Baza bazowa

Oprócz wspomnianych wcześniej wersji bazowych takich modeli jak Patsy, Rio, Marvel, Deco, Gem oraz nowości bazowej Enchanted, w bazie pozostanie nadal seria Deco Shape (przypominam: wersja czarna z szarością i biała z morelą, stanik plunge multiway oraz strapless longlajn, wyszczuplająca koszulka z wbudowanym stanikiem bez ramiączek, majtki zwykłe oraz wysokie wyszczuplacze), Lauren czarna i biała, Faye czarna, biała i cielista. Nie będzie już Lacey ani Jolie.

 

Nie będzie Arabelli!

Tak, dobrze czytacie. Arabella znikła z bazy i w ogóle znikła całkiem! Chyba należałby jej się jakiś pożegnalny bankiet... Szkoda, bo uważam, że z Arabella to wciąż doskonały model. Marzą mi się jakieś nowe, nowoczesne kombinacje kolorystyczne, na przykład neony. Nie patrzyłabym nawet w stronę neonów z Claudette, gdyby zaoferowano mi neonową Arabelkę! Kto zajmie miejsce najbardziej zasłużonej mgiełki Frei? Ooh La La? No cóż, nie ukrywam, że to jeden z powodów, dla których ta kolekcja nie spowodowała mojej euforii...

 

Detale

Jak zwykle zachwycam się dbałością o szczegóły i jakością materiałów. Na przykład ramiączka, gumy i inne technikalia Frei są ciągle nie do pobicia. Ciekawe, że nie przypominam sobie w marce Freya ramiączkowych niewypałów, które miały miejsce nawet w drogiej Fauve. Freya po prostu trzyma poziom i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.

Detale nie zaskoczyły mnie w tej kolekcji niczym szczególnym - znane już modele znamy, nowości niewiele. Zapraszam jednak na tradycyjny rzut oka.

 

 

Rozmiary, kroje i postępy

Jedynym postępem rozmiarowym, jaki zauważam, jest powiększenie repertuaru half-cupów do miseczki H - ale szkoda, że tylko dla miłośniczek groszków (Patsy). Poza tym rewolucji brak. Współczuję nosicielkom miseczek J-K, bo z nielicznych przeznaczonych dla nich modeli aż trzy są moim zdaniem mocno średnie (wersje balkonetkowe Thimble Cottage, Hopscotch, Flourish). Dobrze, że zostaje im chociaż Bombshell i fioletowy Gem. Nie zwiększył się zasięg rozmiarowy tak licznych formówek na bazie Deco - GG pozostaje górną granicą.

Jeśli chodzi o kroje - nowości brak, jedyną ciekawostką jest fiszbinowy karmnik. Tęsknię ogromnie za jakimikolwiek nowościami konstrukcyjnymi, bo konkurencja goni, zwłaszcza biusty G+ chyba niedługo przesiądą się na Panache Superbra i Jasmine/Envy - bo Freyowskie konstrukcje od zawsze niezbyt dobrze sobie z nimi radzą, a zmian od lat nie widać...

Czy kolejna kolekcja jesienna nas zaskoczy?

 

Galeria

Niestety nie wszystkie modele i ich wersje dotarły do mnie w postaci próbek, ale większość wzorów mam na zdjęciach. Jest ich całkiem sporo. Zapraszam - oto foto :)

 

 

Pokaz

Tym razem mam dla Was także trochę zdjęć na modelkach. Co prawda nie fotografowałam w trakcie „oficjalnej” części pokazu, ale później, gdy modelki spacerowały po sali i prezentowały bieliznę zainteresowanym. Nie na wszystkie modele się załapałam. Impreza była, jak widać, utrzymana w tropikalnym klimacie - orchidee we włosach, intensywne kolory zdobiące fryzury. Ta koncepcja akurat bardzo mi się podobała :-) Nietypowe było miejsce - loża VIP na Stadionie Narodowym w Warszawie.

 

 

Trochę żałuję, że nie filmowałam, bo film z pokazu, którym niedawno chwaliła się nasza Freya na fejsie, jest co prawda pełen barw i energii, ale prezentuje głównie wdzięki modelek - samej bielizny prawie na nim nie widać. Za to panom, którzy go realizowali, na pewno bardzo się podoba ;>

 

 

Czarnoskóre dziewczyny nie występowały niestety w roli modelek (a szkoda, bo bardzo rzadko oglądamy modelki inne niż białe!), lecz tancerek. Pokaz tańca urozmaicił pokaz - dziewczyny poruszały się fantastycznie, ale wolałabym chyba, jako stanikomaniaczka, by zamiast tego więcej czasu poświęcono stanikom ;-)

 

Katalog

Tu jestem dla odmiany zachwycona, przede wszystkim brazylijską scenerią sesji. Wibrujące kolory, miasto rozgrzane tropikalnym słońcem. Oto film z sesji - warto zerknąć na ożywające obrazy :-)

 

 

Jestem ciekawa, czy podobnie jak ja zareagowałyście na tę kolekcję umiarkowanym entuzjazmem :-) A może przesadzam z malkontenctwem? Czekam na Wasze wrażenia!



 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...