czwartek, 31 grudnia 2009

Kto obserwował polski rynek bielizny D+ przynajmniej przez ostatnie dwa lata, zapewne zgodzi się ze mną, że jeśli chodzi o jego rozwój w minionym (prawie ;) roku, możemy sobie szczerze pogratulować.


Handlowa eksplozja

Nigdy jeszcze nie było tylu sklepów specjalizujących się w szerokiej rozmiarówce. W 2009 roku powstały takie sklepy internetowe, jak np.: Bradea, Onlyher, Adore, Bellami, Noszę biustonosze, polsko-angielskie Braheaven czy sklep polskiej firmy Ewa Michalak (hm, widziałyście najnowszy model? ;), stacjonarne, jak warszawska Abrakadabra czy Secret Hills, lubelski Body, łomżyńska Danaberia, krakowska Marcille (kto da więcej?). Znane e-sklepy otworzyły pierwsze lub kolejne stacjonarne oddziały - dość wspomnieć o warszawskiej Dopasowanej czy Lady's Place. Niektóre tradycyjne sklepy dały się przekonać do wzbogacenia asortymentu, jak warszawski Li Parie. Żeby zdać sobie sprawę z tej obfitości, wystarczy spojrzeć na Biuściastą Mapę Świata - niektóre z nas pamiętają, jak wyglądała w początkach swojego istnienia. Stanikowych biznesów jest już tyle, że można organizować plebiscyty na najlepszy sklep, jak czyni to właśnie Balkonetka. Za tę handlową eksplozję odpowiedzialna jest cała społeczność skupiona wokół forum Lobby Biuściastych i oczywiście wszystkie odważne bra-businesswomen, które zdecydowały się zainwestować w tę najbardziej kobiecą z branż :-)

 

Wiwat różnorodność

Innowatorki polskiego bra-biznesu sprowadziły do naszego kraju dotychczas nieznane marki, jak Pour Moi?, Adore, Ultimo, Gossard, Keia Pink, Discover Mademoiselle czy Hot Milk, przełamując tym samym monopol marek należących do brytyjskich spółek Panache i Eveden. Choć bardzo daleko nam jeszcze do czasów, gdy balkonetki Pour Moi czy plandże Gossarda zawisną w co drugim bieliźniaku, widać olbrzymi postęp - bielizny jest coraz więcej, różnorodność wzrasta, konkurencja też... Polskie firmy z tradycjami, takie jak Dalia, także powoli budzą się z letargu. W końcu, jeśli w jednym roku powstaje kilkanaście dobrze prosperujących sklepów wypchanych brytyjską bielizną, to znaczy, że czegoś dotąd na rynku brakowało - i niekoniecznie chodzi tylko o jakąś nową modę na bieliznę made in UK.

 

Przedwczesny optymizm?

Możemy więc świętować koniec roku 2009 jako najbardziej, jak dotąd, biuściastego roku polskiego bra-handlu i życzyć sobie, żeby kolejne były jeszcze lepsze. Lepsze, czyli - z punktu widzenia klientki - jakie? Oczywiście z jeszcze większym wyborem i wygodniejszym dostępem do towaru. I z lepszymi cenami.

Z tym ostatnim nie jest już tak różowo - cała ta beczka miodu nie obejdzie się bez łyżki dziegciu. Nie będę wdawać się w rozważania na temat światowego kryzysu, wahań kursów walut i innej polityki, a spojrzę z punktu widzenia klientki marek D+, która właśnie, jak co roku, zastanawia się, gdzie by tu skorzystać ze świeżutkich styczniowych wyprzedaży.

Z myślą o tych kilku modelach, znajdujących się jeszcze na mojej chceliście, udałam się na wirtualne poszukiwania.

Na czerwoną Carlottę marki Fauve, do której wzdychałyśmy przy okazji zapowiedzi kolekcji jesienno-zimowych, nie natrafiłam w polskich sklepach wcale - może niezbyt uważnie szukałam? Gdzieś mignęła mi biała... Pierwszy rzut oka na brytyjski Figleaves wystarczył - Carlotta w czerwieni, w wersji usztywniany half-cup, jest tam do kupienia za dwie trzecie regularnej ceny - 35 funtów, około 162 złote. Zwykła cena to 50 funtów, 230 złotych... Polskie Carlotty, z tego co wiem, nie schodzą poniżej 300 zł, w dodatku prawie ich nie ma. A może się mylę? W każdym razie - czym prędzej zamówiłam swój stanik marzeń za równowartość przeciętnego Panasza i połowę polskiej ceny. I to, bynajmniej, nie na ebay, lecz w dużym i wcale nie najtańszym e-sklepie!

Inna pozycja na liście marzeń - half-cup Lara marki Elomi, również szeroko tu opiewana. Tu przyznam się, że stanik odkupiłam od znajomej z forum, która z kolei zdobyła go, o ile się nie mylę, w jednym z ebay-shopów - w brytyjskim Figleaves bowiem nie znalazłam swojego rozmiaru. A w Polsce? W Polsce jest to model niemal nieobecny - znalazłam go tylko w jednym sklepie w cenie 279 złotych. To sporo drożej niż w USA, gdzie w Amazon.com Lara kosztuje 66 dolarów (ok. 191 złotych). Ja kupiłam jeszcze taniej - za równowartość ceny z Figleaves (150 zł).

Te dwa przykłady utwierdziły mnie w przekonaniu, że do ideału jeszcze trochę nam daleko - zarówno jeśli chodzi o dostępność towaru, jak i jego cenę. Jeśli dany model do naszego kraju praktycznie jeszcze nie dotarł, a na Wyspach jest już sprzedawany ze zniżką, to coś tu nie gra. Oznacza to zapewne, że czerwonej Carlotty nie zobaczymy w Polsce wcale, mimo naszych tu gromadnych zachwytów - a tutejsze zachwyty, o ile mi wiadomo, mają swoją moc :-) Dziwnym wydaje mi się, że murowane przeboje z jesiennych zapowiedzi Evedenu nie są w ogóle wprowadzane na polski rynek. Z naszej siły nabywczej ucieszą się więc po raz kolejny Listki Figowe i inne sklepy za granicą.

Powiecie: polski sklep stacjonarny ponosi większe koszta i jednocześnie kreuje wartość w postaci choćby fachowego bra-fittingu. Ale... po pierwsze - dostępność modelu w jednym czy dwóch sklepach w kraju sprawia, że dla większości klientów zakupienie go stacjonarnie i tak jest niemożliwe i o żadnym bra-fittingu mowy być nie może. Po drugie - czy to uzasadnia aż tak duże różnice? Z pewnością wiele z Was jest w stanie podać więcej przykładów na dużo, zbyt dużo większą opłacalność zakupów na Wyspach. Są oczywiście i pozytywy - polskie sklepy też organizują wyprzedaże i promocje, gdzie ceny są tylko niewiele wyższe od angielskich, a wygoda zakupów w ojczystym języku jest dla wielu klientek istotna. Mimo wszystko jednak - życzyłabym sobie, i Wam też, żebyśmy podczas przyszłorocznej wyprzedaży polowały na okazje głównie w Polsce.


 

Fajerwerki popularności

Zgrzeszyłabym, nie kończąc dziś mocniejszym pozytywnym akcentem :-) Rok 2009 był według mnie rokiem bra-fittingu. Określenie nowego zawodu - bra-fitterka - media odmieniały przez wszystkie przypadki, a pamiętać warto, że to my, na naszych forach i blogach, stworzyłyśmy go, a właściwie przeszczepiłyśmy z angielskiego do polszczyzny. Nie ma już chyba babskiego pisma, w którym nie padłoby choć kilka zdań o prawidłowym dobieraniu biustonoszy, temat rozwijała także telewizja (w tej kronice medialnej jeszcze kilku wydarzeń brakuje). Bra-fitting jest hot oraz in, i niech taki pozostanie (lansujmy go wytrwale!), dopóki nie stanie się codziennością i standardem. Niektóre lobbystki, jak Maheda, związały się z bra-fittingiem zawodowo - teraz to one wytyczają trendy i kierunki w tej branży.

Mimo wszystko - uczciwie mówiąc - choć mogłoby być lepiej, to jest całkiem dobrze :-)

Życzmy więc sobie dobrego stanikowego roku 2010 - oby przyniósł nam kolejną rewolucję, korzystną dla naszych portfeli, oraz, rzecz jasna, pomyślność na wszelkich innych polach. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!


05:57, kasica_k
Link Komentarze (43) »
sobota, 26 grudnia 2009

Zastanawiałam się, co byłoby odpowiednim tematem na świąteczną notkę. Szybko doszłam do wniosku, że na pewno nie poczęstuję Was świąteczną aranżacją bieliźnianą, bo w konkurencji z talentem kompozycyjnym Renulca odpadam w przedbiegach (swoją drogą - bardzo polecam tego przesympatycznego bloga - gwarantuję, że pozazdrościcie autorce pełnych emocji początków w bra-biznesie!). Bra-prezenty pod choinkę? O, tu już poczułam się pewniej, bo co prawda nikt nie obdarował mnie przedwczoraj stanikiem, ale kilka nowości zawitało w grudniu do mojej szafy. Skojarzenia poszły więc innym torem. Świąteczne wieczory - czas, gdy ożywają wspomnienia i na nowo odkrywamy zalety tego, co już dobrze znamy - tradycyjnych potraw, zwyczajów, dawno nie widzianych bliskich - a w moim przypadku również... dawno nie noszonych modeli staników :-)

Być może niektóre z Was pamiętają, jak niżej podpisana deklarowała, że Arabelek ma serdecznie dość, że opatrzyły jej się i że jest tyle ciekawszych, nie mniej kuszących modeli. Skąd to znużenie? Otóż, Arabella marki Freya już od ładnych kilku lat biła wśród biuściastych rekordy popularności. Jest to Stanik, Dzięki Któremu Biuściasta Przekonuje się, że w staniku w swoim rozmiarze Może Wyglądać Sexy. Arabella wystąpiła już w mnóstwie odmian barwnych, od klasycznej czerni z jasnym różem, przez bladocielisty do czekolady i jaskrawej fuksji (które z nich najbardziej lubicie?). Skusiłam się dawno, dawno temu na czarną i na tym skończył się mój romans z piękną Arabellą - aż do teraz, albowiem wystąpiła w najbardziej ulubionym z moich ulubionych bieliźnianych kolorów, czyli fiolecie (zwanym czarną porzeczką).

Przedstawiam Wam więc moją świąteczną faworytkę:

Freya - Arabella, rozmiar: 34G, kolor: cassis [Rozmiary miseczek: D-G i GG-J (dwie wersje), obwody: 28-38 (60-85), cena: 175 zł]


Estetyka

(5)

Za co kochamy Arabelkę? Nosicielki miseczek do G włącznie mogą odpowiedzieć, że za przejrzystość - wprost niewiarygodną, zwłaszcza z punktu widzenia cięższych, przyzwyczajonych do mocnych konstrukcji biustów. Właścicielki większych rozmiarów mogą delektować się ażurem niejako w połowie, ponieważ w tej wersji dół miseczek jest wzmocniony i nieprzezroczysty. Przyznam się, że nigdy nie darzyłam tej drugiej wersji zbytnią sympatią i długo nie rozważałam nawet jej przymierzenia. Aż do teraz... Wynik? Wierzcie albo nie, ale z całym przekonaniem stwierdzam, że Arabella w wersji G+ to piękny, elegancki i seksowny biustonosz. Nie wiem, czy sprawił to ten cudny ciemnofioletowy kolor, ale wybór między wersją G i G+ wcale nie był łatwy. Przesądziły względy dopasowaniowe, bo Arabelka to dużomiskowiec (o czym niżej).

Przejrzysta siateczka i jej piękna barwa opiewania już nie wymagają, skupię się więc na innych szczegółach. Po pierwsze - żeberkowany haft, staranny jak zwykle u Freyi, tym razem jest czarny, przez co ładnie wtapia się w ciemne tło, tworząc z nim elegancki stonowany zestaw (fiolet z czernią to jedno z moich ulubionych połączeń). Natomiast pasek biegnący równolegle do brzegu miseczki harmonizuje z kokardkami w soczystym odcieniu magenty, dzięki czemu cały stanik mieści się w moim ulubionym zakresie barwnym! Dla miłośniczek śliwek i fioletów ta Arabelka to po prostu must-have.

Wiele uroku dodają Arabelce ozdobne pętelki na dolnej krawędzi oraz górnych krawędziach boków. Podobno niektórych uwierają. Mnie na szczęście zupełnie nie.

Jedyna wada estetyczna Arabelki to w moim odczuciu zbyt szerokie (jak zwykle!) ramiączka. Cieszę się jednak, że nie są ozdobne, bo wtedy projekt stałby się zdecydowanie przeładowany.

 

Dopasowanie

(3 1/2)

Zawsze mam dylemat, jak oceniać staniki o nieprzeciętnie dużych miseczkach. Z jednej strony to wykroczenie poza standard, z drugiej - pozytyw z punktu widzenia wielu biuściastych. Jeśli jesteście na granicy miseczek G-GG i wolicie wersję przejrzystą, możecie spokojnie się na nią skusić - nie powinna być za mała. Na mnie GG było za duże, miseczki się marszczyły i pozostawiały luz.

Obniżam ocenę głównie ze względu na rozciągliwy obwód, z którego Arabelka jest zresztą powszechnie znana. Przykro stawiać trójczynę takiemu cacku, ale co robić? Z drugiej strony daleka jestem od popadania w totalny krytycyzm - jest wiele równie rozciągliwych modeli, nie mających innych zalet Arabelki. Dlatego na pewno nie warto jej z tego powodu skreślać.


Kształt

(4)

Biust przyjmuje w Arabelli typową dla Freyowych balkonetek formę zadartych nosków, do stożków mu jednak daleko. Zbieranie i podnoszenie średnie, takie w sam raz na czwórkę.


Konstrukcja i podtrzymanie

(3 1/2)

Największa wada - rozciągliwy obwód, który w swoim zwykłym rozmiarze obwodowym muszę w ciągu dnia zapinać coraz ciaśniej. Druga - brak w wersji do G bocznych usztywnień, które tak lubię. Ponadto fiszbiny wydają mi się zbyt elastyczne i zbyt łatwo rozchodzą się na boki. Oceniam surowo, bo wiem, że Freyę stać na więcej. W przypadku solidniej zbudowanej wersji G+ nota byłaby zapewne wyższa, bo i podtrzymanie lepsze.

 

Wygoda

(5)

Arabelka bardzo wygodnie się nosi. Był czas, gdy głosiłam co innego - głównie za sprawą złego rozmiaru. Fiszbiny wbijały mi się końcówkami w mostek, powodując, że stanik był prawie nie do noszenia, a przyczyną był najprawdopodobniej zbyt luźny obwód i związane z tym układanie się przodu stanika pod złym kątem. Nowej Arabelce co prawda daleko do obwodowej ciasnoty, ale jest dużo lepiej dopasowana i niczym mnie nie dręczy.

Jedynym mankamentem są ramiączka, które w trakcie noszenia same się wydłużają - przesuwają się w regulatorach. Tu przydałby się mocniej „pętelkowane” brzegi.

 

Cena

(3 1/2)

Freya zrobiła się w Polsce okropnie drogą marką i jej rosnąca popularność wydaje się tę tendencję wzmacniać. Wcale mi się to nie podoba. Dlatego szukam okazji i staram się namawiać naszych Freyo-dostawców do obniżek :-) Czego rezultatem jest promocja, o której informację znajdziecie niżej.

Warto zresztą zauważyć, że Arabella jest jednym z tańszych modeli Freyi, a jej cena zbliżona jest do cen biustonoszy Masquerade.

 

Podsumowanie

Udany powrót do przeszłości. Muszę się przyznać, że to od Arabelki między innymi zaczęła się moja fascynacja DD-plusami i to ona jest w znacznym stopniu odpowiedzialna za rozwój Stanikomanii z wielkiej i małej litery, kiedyś zresztą zdobiła nagłówek tego bloga :-) (kto pamięta?). Arabelka to stanik-symbol i stanik-rewolucja. To ilustracja tezy, że lekki biustonosz i ciężki biust nie wykluczają się wzajemnie oraz zapowiedź zmierzchu „namiotów w brudnym beżu”...

A kończąc te sentymentalne rozważania - Arabella jest po prostu efektowna, elegancka i solidnie wykonana.

 

Uwaga, promocja!

Biustonosz do recenzji dostarczył sklep Body z Lublina (Al. Kraśnicka 34). I tym razem oferuje stanikomaniaczkom zniżkę -10% na porzeczkową Arabellę do końca grudnia! (zniżka działa na kod: stanikomania). Może warto skorzystać i zrobić sobie po-świąteczny przed-karnawałowy prezent? :-)

A ja tymczasem życzę wszystkim Czytelniczkom miłej reszty Świąt w zrelaksowanej, rodzinnej atmosferze. Rzecz jasna, z dumnie wypiętą i doskonale ostanikowaną piersią :-) A może udało Wam się już ostanikować kogoś przy tej świątecznej okazji?

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...