piątek, 20 grudnia 2013

Czas na ciąg dalszy malkonetnckiego przeglądu kolekcji na nadchodzącą wiosnę. Narzekałam ostatnio na Freyę, teraz kolej na Fauve. Kolekcja ta bynajmniej nie pozostawiła mnie obojętną - dwa modele z niej przyprawiają mnie o przyspieszone bicie serca - nie potrafię jednak ukryć rozczarowania całością. Nie dość, że modeli sezonowych jest ogólnie mało, to jeszcze jeden z nich, najbardziej barwny, nie wejdzie wcale do produkcji! Po uszczupleniu kolekcji aktualnej (nie będzie pięknej czarnej Anastasii w żadnej wersji, a wszystkie mgiełkowe half-cupowe Delphiny zostały usztywnione!) miałam nadzieję na lepsze wiadomości na przyszły sezon... No cóż, pozostaje cieszyć oko tym, co jest, choć tęsknię za czasami, gdy na widok niemal każdej Fauviaczki oczy otwierały mi się szeroko z zachwytu, a myśl podążała w kierunku... przecen ;)

Miejmy to za sobą - zacznę od tego, czego podobno nie będzie, choć wciąż nie mogę w to uwierzyć. Może to jakaś pomyłka? Anise - oto najżywiej ubarwiony model, zdobiący okładkę katalogu, który ponoć nie wejdzie do produkcji:

Anise miała być miękką balkonetką do GG oraz usztywnianym halfcupem do G. Zrobiłam jej chyba najwięcej zdjęć ze wszystkich modeli - teraz nie ma sensu ich pokazywać... cóż. Po gorące barwy w luksusowej odmianie chyba udam się do Avocado...

 

Wszystkie kolory Chloe

Chloe napiera już od kilku sezonów. Niebawem zamierzam wypróbować jej przepiękną szmaragdową odmianę, jako godna członkini fanklubu przecenionych Fauviaków ;) Teraz mamy sezon na kobalt i czerń, a czerwień z nadchodzącej kolekcji też już się pojawiła, przyspieszając chyba z okazji Świąt. Najwyższy czas więc pokazać oba sezonowe kolory.

W postaci miękkiej-balkonowej trafiła do mnie próbka Chloe w odmianie passion - amarantowej:

 

Drugim krojem Chloe, podobno już docenionym przez wiele biustów, jest pionowo cięty miękki half-cup. Występuje on we wszystkich dostępnych kolorach, ja jednak miałam okazję zapoznać się z próbką w w/w kolorze szkarłatnym:

Oprócz powyższych Chloe wystąpi w trójce kolorów bazowych: czarnym, białym i krecim. Nie wiem, czy cieszyć się z tej mnogości Chloe. Zapewne cieszą się miłośniczki kroju vertical seam, czyli pionowo ciętego halfa. Sięga on jednak tylko miseczki F. Dla mnie korzystanie z uroków Chloe będzie więc ograniczone do balkonetki. Jednokolorowe balkonetki są jednak trochę nudne - jak dla mnie Chloe mogłaby na tym sezonie zakończyć swoją karierę i ustąpić miejsca czemuś nowemu. Tymczasem zadomawia się w bazie...

Rozmiary Chloe: miękka balkonetka 30-38 D-G, 30-36 GG; miękki half 32-38 B-C, 30-38 D-F.

 

Bronte zdumiewa

Wielki podziw dla projektantów marki za odwagę (w sumie należałoby tu również pochwalić klientów - za to, że ów projekt zamawiają i że nie znika on na etapie próbek...), z którą wyposażają ten model w kolejne kolory. Po sensacyjnej pomarańczowej wersji co prawda nastąpiła bardziej klasyczna szmaragdowa, Bronte jednak znowu postanowiła nas zaskoczyć: oliwka, pistacja, zieleń! Trudno mi będzie powstrzymać się przed zaproszeniem jej do szuflady, która jeszcze takiego koloru nie widziała:

Zastanawia mnie jednak jedna rzecz: oto zarówno na próbce, jak i w katalogu, koronka w dolnej części biustonosza longline naszyta jest na materiał. Tymczasem w wersji srebrnej (kontynuacja z aktualnego sezonu), przynajmniej w katalogu i na firmowej stronie, dolna koronka wygląda na przejrzystą. Jak będzie w rzeczywistości? Nie wiem, nie dane mi było też zobaczyć wersji srebrnej longlajna na żywo ani oglądając próbki tego, ani aktualnego sezonu.

Czy ktoś może rzucić odrobinę światła na tę kwestię? :)

Bronte rozczarowuje mnie jednym: mam wrażenie, że trudno dostać wersje balkonikowe, podczas gdy longlajnów wszędzie pełno. A ja akurat nie jestem fanatyczką tego fasonu. Próbek balkonetek tym razem mi poskąpiono, wklejam więc znów zdjęcia z katalogu:

 

Obie Bronte, pistacjowa i srebrna, wystąpią w rozmiarach: miękka balkonetka 30-38 D-G, 30-36 GG; usztywniany longline 32-38 B-C, 30-38 D-G.

Przy okazji chciałam przypomnieć, że marka Curvy Kate w fasonie longline zaszła już znacznie dalej w rozmiarówce niż Fauve - do miseczki J.

 

Delfinarium

Podtytuł na wyrost, bowiem Delphine nie czeka rozmnożenie na wzór Chloe. Kontynuowana będzie kość słoniowa, a obok niej pojawi się kolejna gwiazda kolekcji - Delfina w kolorze szafirowym.

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jaka piękna byłaby wersja half-cup, gdyby pozostała miękka.

Moje zdjęcia nie oddają jej uroku - wyszły mi mocno nieostro i to zarówno próbka, jak i zdjęcie z pokazu. Jest to mój drugi faworyt kolekcji, po oliwkowej Bronte.

Oprócz sztywnego halfa będzie także miękka wersja balkonetkowa - i tylko ta będzie dla mnie dostępna rozmiarowo. Albowiem half-cup, mimo usztywnienia, pozostanie do miseczki F! To nadal krój vertical seam, z jednym pionowym szwem. Bez Sensu.

Rozmiary Delphine: miękka balkonetka z side-supportem 32-40 D-G, 32-38 GG, usztywniany half-cup vertical seam: 32-38 B-C, 30-38 D-F. Zwróćcie uwagę, że biusty noszące takie rozmiary jak 30FF i 30G nie będą miały czego szukać w tym modelu. Z half-cupa wypadają miseczką, a z side-supporta - obwodem. Dziwię się producentowi - są to bowiem rozmiary bardzo w świecie D+ popularne - czy usztywniając halfa nie można było ich wprowadzić? Ech, dokąd zmierzasz, Fauve...

 

Zamiast Emmanuelle - Lavinia

Kolejna zła wieść - tym razem dla miłośniczek Emmanuelle, do których i ja się zaliczam. Kupujcie ten model, póki jeszcze możecie - w tej kolekcji bowiem nie pojawi się już wcale. Schedę po niej ma przejąć niejaka Lavinia, która krojowo wygląda, na oko przynajmniej, bardzo podobnie, inny jest jednak haft - ma wyraźne, ciemne kontury, zmieniono też kokardki (na bardziej zwyczajne). No i pierwszy wprowadzany kolor - kreci - nie jest szczególnie interesujący. I tylko jeden... Patrzyłabym na Lavinię z większym optymizmem, gdyby do tego pojawiła się jakaś ciekawsza sezonowa barwa.

Niestety nie było mi dane obejrzeć i sfotografować Lavinii w postaci innej niż majtki. Dlatego pokazuję niżej fotki katalogowe.

 

A oto fragment majtek, ze szczegółami haftu:

Rozmiary Lavinii: usztywniany half-cup 32-38 B-C, 30-38 D-G, miękka balkonetka 30-38 D-GG.

 

La Isla kremowa

Isla to naczelny bladawiec kolekcji :-) Nie jest to brzydki model, ale gdzież mu do satyny i przepychu pudrowej Coco? Może jestem uprzedzona - nie lubię projektów bazujących na barwach zbliżonych do bieli. Ten dodatek różu i złota o jakby oliwkowym odcieniu obiektywnie jest całkiem udany, ale znowu... Isla wygląda jakoś biednie na tle obfitości koronek i haftów z poprzednich kolekcji.

Isla to usztywniany half-cup w rozmiarach: 32-38 B-C, 30-38 D-G.

Isla ma też piękne majtki, wybitne są zarówno figi, jak i stringi - oba kroje mają urocze kokardki i łezkowe wycięcia z tyłu. 

 

Baza

Oprócz trójki bazowych kolorów Chloe, kościosłonowej odmiany Delphine, Lavinii oraz srebrnej Bronte kontynuowanej z poprzedniego sezonu, w bazie pozostanie Lilia, która debiutowała minionej wiosny - ale tylko w kolorze kości słoniowej - oraz cała seria Rosa, również tylko w kości słoniowej. Zostanie z nami także Maya w wersji białej, cielistej i czarnej na cielistym podkładzie.

Nie będzie natomiast ani bazowej, ani sezonowej Evangeline, że nie wspomnę już o Emmanuelle.

 

Detale

Trend skromności nadal się utrzymuje. W kolekcji jest bardzo mało biżuteryjnych dodatków i są one bardzo drobne: błyszczące łezki na kokardkach Bronte, przejrzyste w kokardkach Chloe, perełki w kokardce Isla. Nie ma skomplikowanych zawieszek - ogólnie dodatki niespecjalnie odbiegają od pozostałych marek Eveden, jak Freya czy Fantasie. Niemal brak wielobarwnych haftów, nie ma ciekawych nowości w tej dziedzinie - najlepsze detale znamy już z poprzedniego sezonu. Zapraszam do obowiązkowego rzutu okiem:

 

Galeria

Oto zestaw zdjęć próbek, jakie udało mi się zrobić - modele sezonowe, niestety nie we wszystkich dostępnych krojach - do dyspozycji miałam po jednej wersji na model. Są za to trzy pary majtek ;)

 

 

Pokaz

Jak już wspominałam przy okazji Frei, pokaz odbył się w niecodziennej scenerii loży VIP warszawskiego Stadionu Narodowego. Gdy skończyła się „część artystyczna”, można było przyjrzeć się przechadzającym się spokojnie modelkom. Fotki nieszczególnie mi się doświetliły, ale widać tu m.in. Lavinię, której nie udało mi się dorwać w postaci próbki do obfocenia.

 

 

Katalog

Rozczarowanie - fotki „lajfstajlowe” to po prostu modelki upozowane na neutralnych tłach, w pustych wnętrzach. Powiecie: minimalizm, a ja powiem: nuda. Fauve jest w tym sezonie pod tym względem wyraźnie niedoinwestowana, w porównaniu z Freyą czy Elomi. Nie znalazłam na youtube filmu z sesji - bo i pewnie nie było specjalnie co filmować...

 

 

Przepych czy minimalizm?

Czas na podsumowanie narzekań ;-) Nie wiem, czy podzielacie moje odczucia - wydaje mi się, że Fauve powoli traci swoją niezwykłość i zamienia się w droższą wersję Fantasie. I w sumie coraz mniej wiadomo, dlaczego droższą. Elementy wyróżniające dotychczas tę markę, takie jak przepych, błysk biżuterii i satyny, obfite, kolorowe hafty (Ach, gdzież Charlotta, Veronique, Dali, Marla...?) są coraz mniej obecne. Jeśli już rezygnować z dotychczasowej stylistyki - przydałoby się jakieś gruntowne odświeżenie, tego jednak nie widać.

Gdyby Fauve w obecnym wydaniu miała zniknąć ze sceny - nie obraziłabym się za markę podobną stylistycznie do małobiuściastej Huit. Rzecz jasna, w D-plusowej rozmiarówce (warto wiedzieć, że marki Huit i Fauve mają obecnie tego samego właściciela i obydwie były obecne na tym samym pokazie). W Huit nie ma kwiecistego baroku - luksus przejawia się tam w wyrafinowanych, geometrycznych wzorach, prostych formach, ciekawych zestawieniach barwnych. Nie trzeba pereł, cyrkonii, satyn i kwiatów, by uzyskać wrażenie, że mamy przed sobą dzieło sztuki. Innym kierunkiem, w którym mogłaby pójść luksusowa marka D+, są zwiewne, luksusowe koronki o misternych wzorach, jak np. u Lise Charmel (czemu w Fauve tak mało miękkiej koronki?).

Jestem bardzo ciekawa, co myślicie o tej kolekcji i o przyszłości Fauve. Jakie są Wasze oczekiwania wobec marek bielizny z wyższej półki? Za co gotowe jesteście zapłacić więcej?

wtorek, 10 grudnia 2013

Będąc niedawno w jednym z warszawskich sklepów (wywiad is coming! :) dowiedziałam się, że staniki wybierane w ostatnich tygodniach przez klientki są jakby... cieplejsze :-) Czyżbyśmy lubiły zimą zaopatrzyć się w dodatkową warstwę ocieplającą w postaci grubszych miseczek? Na przekór niektórym markom, właśnie teraz lansującym przejrzyste mgiełki typu Ooh La La? Ciekawa jestem, co stanikomaniaczki najbardziej lubią się odziewać o tej porze roku :-)

Takim właśnie mięciutkim ocieplaczem, kompletnym przeciwieństwem mgiełki, jest mój najnowszy okaz doświadczalny. Jest to kolejny full shaper firmy Change, lansowany w ramach marki Charade (bardziej lukśna odmiana Change), o nobliwym imieniu Theresa i kolorze ciepłej śliwki z jaskraworóżowym dodatkiem, budzącym jeszcze cieplejsze skojarzenia :-)

 

Staniki z Answeara?

Tym razem eksplorujemy nowe rejony sieci dystrybucji Czejndży w Polsce. Oto Answear.com, czyli duży e-sklep z ubraniami, bielizną, butami i dodatkami, a nawet kosmetykami. Oferta kierowana jest, na oko, raczej do młodych kobiet i mężczyzn, i zawiera propozycje z różnych półek cenowych - od łagodnych dla budżetu, jak Vero Moda czy Medicine, po droższe marki, jak Guess czy Desigual.

Stamtąd właśnie przyszła do mnie Theresa od Change. Na staniu się rozpoznawalnym w naszych kręgach zależy wyraźnie i producentowi, i sprzedawcy. Mnie Answear jawi się jako nieco kameralniejsza wersja Asosa, między innymi za sprawą oferty bielizny, w której znaleźć można, oprócz Change, na przykład znanego nam tu doskonale Gossarda. Czy nie mylę się twierdząc, że jest to jedyny polski e-sklep odzieżowy, gdzie można dostać D-plusy? Jednocześnie chciałoby się, by było ich więcej. Może uda nam się zachęcić załogę Answear do poszerzania oferty?

Dygresja: trochę dziwaczny w Answear jest system rozmiarów. Change już mniej więcej znamy, natomiast Gossard został tam przeliczony na system EU wedle niejasnych dla mnie zasad, ponieważ tabeli rozmiarów... brak. Mam nadzieję, że brak ten zostanie kiedyś uzupełniony, bo miłośniczki Gossarda w miseczkach powyżej D pewnie umierają z ciekawości, jakiż to rozmiar producenta kryje się pod oznaczeniem np. 70H.

Zanim przejdziemy do Theresy, zapowiem, że pod koniec recenzji czeka na Was konkurs, w którym możecie wygrać nieco środków na zakupy w Answear :-)
 

Change Lingerie (Charade) - Theresa, krój: full shaper, rozmiar: 80I, kolor: fioletowy [Rozmiary dostępne w sklepie Answear.com: 65-75 F-K (z pewnością są produkowane większe obwody, jak widać po moim - ale w sklepie już ich nie ma), cena:169 zł]

 

 

Estetyka

Dlaczego w ogóle skusiłam się na kolejną recenzję Change'a? Głównym bodźcem była kolorystyka Theresy, ale najbardziej zanęcił mnie ten hot-pink hafcik i kokardka :-) Kokardka jest bowiem wybitna - jest zrobiona z wąskiej aksamitki i zakończona koraliczkami. Świetny jest także ząbkowany brzeg miseczki. Jeszcze jedną ciekawostką są ozdoby u nasady ramiączek - wstążeczki przeplatane à la wiązanie gorsetowe.

 Gorsetowe ramiączko

Kontrastowy haft i ząbkowana krawędź miseczki

 

Poza tym Theresa jest niebrzydka, lecz przeciętna. Ma bardzo pełny krój, co sprawia, że zajmuje sporo miejsca na klatce piersiowej - to jest „duży” stanik. W moim rozmiarze ma też szeroki tył i trzyhaftkowe zapięcie, co akurat bardzo mi odpowiada. Generalnie jednak nie wygląda szczególnie zgrabnie ani subtelnie, za to solidnie, i jest oczywiście niesłychanie wygodna. W swojej full-cupowej klasie jest całkiem udana wizualnie.

Jak zwykle w tej firmie, wykończenie jest bardzo staranne, a materiały mięciutkie i dobrej jakości. Dół miseczki zrobiony jest miękkiego grubego materiału, który nie jest ani trochę sztywny, lecz całkowicie miękki, jakby w środku miał gąbkę (powtarzam, ani trochę nie sztywną - to jest miękki stanik). Przypomina pod tym względem inne full-shapery - Stasię oraz Sally. Pokryty jest warstwą lekko połyskującej dzianiny. Góra to podwójna warstwa tiulu, wierzchnia z haftem, spodnia bez.

 Theresa od spodu - góra podszyta tiulem, dół z grubej miękkiej dzianiny


 Ta kokardka! :-)

 

Dopasowanie

Dobranie rozmiaru było trochę problematyczne. Zaczęłam od tego samego, co ostatnio w Kammie, czyli 80I. Przestraszyłam się wysoko zabudowanych miseczek, zwłaszcza pod pachami - jest wyżej niż w Kammie (po co?), choć wciąż jeszcze nie odczuwam dyskomfortu. Postanowiłam więc wypróbować miseczkę mniej, lecz w 80H było dużo gorzej - miseczki co prawda nieco niższe, ale za to za płytkie, bułkujące. Wróciłam więc do 80I.

Obwód 80 jest raczej szeroki, trochę szerszy niż w Kammie, ale nie chciałam już wymieniać go na 75 - trzyma się wystarczająco dobrze, choć może będzie czasem wymagał przepięcia na ciaśniejsze haftki.

Solidny tył z trzyhaftkowym zapięciem

Podsumowując, strzelając w 80I znowu trafiłam, jak sądzę, w najlepsze możliwe dopasowanie w tym modelu, choć nie jest ono idealne ze względu na konstrukcję misek.

 

Kształt

Znów raczej nie będę zachwalać. Biust jest za słabo zebrany, dekolt raczej płaski. Bez przesady jednak, nie wstydzę się wyjść na miasto w towarzystwie Tereski :-)

Korciło mnie nie raz, by nazywać Czejndże minimizerami, niedawno jednak zrozumiałam, jak bardzo krzywdzące było dla nich takie porównanie. Otóż odwiedzając warszawskie przybytki Marksa&Spencera i przymierzając tamtejszego minimizera (Top rated by Daily Mail? OMG!) zobaczyłam coś, czego nigdy żaden z moich babcinych full-cupów mi nie uczynił: wyglądałam jakbym zderzyła się frontalnie ze ścianą albo przycisnęła biust do szyby. O nie, Change to nie są minimizery ani trochę! Hau, hau :-) Naprawdę nie jest aż tak źle.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Konstrukcyjnie Theresa wypada gorzej niż Kamma ze względu na zabudowanie podpachowe, co mnie rozczarowało, dlatego ocenę obniżyłam. Czy konstruktorzy Change nie mogliby trochę zmodyfikować tego kroju? Miski powinny być niżej zabudowane i mniej płaskie - głębsze. Najwyraźniej może być trochę lepiej, co widać po Kammie, dlaczego więc Theresa nie staje na wysokości?

Podtrzymanie w Theresie oceniam jako niezłe, znowu biorąc pod uwagę fakt, że miseczki są elastyczne i że nie byłoby realistyczne oczekiwanie od nich przymurowania biustu do klatki piersiowej. Można jednak nosić spokojnie, bauns nie jest odczuwalny.


 

 

Wygoda

Zero zaskoczenia - wygodniczek stuprocentowy, stanik-niewyczuwka. Żadnych gnieceń, drapań, ucisków ani ścisków. Co prawda nie miałam okazji przetestować Theresy na obolałym biuście, ale sądzę, że poradziłaby sobie równie dobrze, jak Kamma.

 

Cena

Cieszę się, że tak się złożyło, iż nie musiałam za Theresę uiszczać nieco wstrząsającej ceny 169 zł. To jednak za dużo jak na biustonosz, który jest co prawda bardzo wygodny, nie stanowi jednak designerskiego fajerwerku...  przynajmniej jak dla mnie, ani też nie zachwyca konstrukcją. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że są osoby, które wcale nie tęsknią ani do krojów, ani do odważnych designów charakterystycznych dla takich marek, jak Freya czy Cleo. Może dla nich Theresa jest właśnie good value for money. A przypomnę, że wykonanie i jakość są naprawdę niezłe.

Zapięcie od spodu. Jak zwykle w Change, jest bardzo dobrej jakości.

 

Galeria

Oto Theresa - warto przyjrzeć się z bliska wykończeniu i materiałom:

 

 

Specjalnie dla stanikomaniaczek

Specjalnie dla Was wymyśliliśmy ze sklepem Answear kameralny, ale twórczy konkurs :-) Mam nadzieję, że będzie to dobry początek twórczego dialogu z firmą. Mam oczywiście na myśli sugestie stanikomaniaczek, dotyczące poszerzenia asortymentu o nowe marki i większe spektrum rozmiarów. Mamy okazję po raz kolejny pokazać, że bielizna jest dla nas przynajmniej równie istotna, jak ubranie.

By the way, jestem ciekawa, co myślicie o takim połączeniu sklepowym: ubrania plus bielizna. I czy często zaopatrujecie się w ciuchy przez internet? To byłoby całkiem poręczne: móc obkupić się we wszystko w jednym sklepie. Przy dużym zamówieniu zawsze łatwiej załapać się na takie przywileje, jak darmowa dostawa, punkty lojalnościowe itp. Takie duże, popularne sklepy mogłyby również popularyzować dobry bra-fitting, oferując duży wybór rozmiarów, dobre poradniki dopasowania - choć to ostatnie jeszcze przed Answear... Może w przyszłości stanie się polskim Figleavesem?

 

Konkurs: wystylizuj się z Answear.com!

Zapraszam wszystkie stanikomaniaczki do zabawy w stylistki. Wasze zadanie konkursowe brzmi:

Stwórz stylizację (zestaw) zawierający biustonosz oraz ubrania z oferty sklepu Answear.com i zaprezentuj ją w formie kolażu. Krótko uzasadnij, dlaczego takiego właśnie wyboru dokonałaś.

Można, a nawet trzeba, korzystać z fotek produktów zamieszczonych w sklepie. Niestety większość ubrań i bielizny jest przedstawiona na modelkach, ale niech Was to nie zraża. Możecie je przycinać i kadrować wedle uznania. Ważne, by było widać ubrania, biustonosze, buty, biżuterię, dodatki... te, które chcecie włączyć do Waszego zestawu. Co się liczy? Dobrze skomponowany zestaw, w którym bielizna koresponduje z całą resztą stylizacji. Bo przecież jest ona tak samo ważną częścią naszego wizerunku :-)

Na 3 najlepsze stylizacje czekają nagrody: karty upominkowe na zakupy w Answear.com o wartości 100 zł. O takie:

Prace (obrazki + teksty) nadsyłajcie na adres: stanikomania.konkurs@gmail.com. Jedna osoba może stworzyć do 3 zestawów. Najfajniejsze opublikujemy.

Konkurs trwa do końca grudnia! 15 stycznia! To znaczy, że na zakupy z Waszymi nagrodami wybierzecie się w styczniu - może będą dobre przeceny? :-)

Zapraszamy do zabawy! :-)

 

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...