środa, 26 marca 2014

Wygląda na to, że miłośniczki zieleni mają się w tym sezonie całkiem nieźle. Tu szmaragdzik, tam mięta, ówdzie limonka... Na Coco Lace marki Lulu Tout trafiłam w momencie, gdy zafascynowała mnie wiosenna kolekcja francuskiej marki Chantelle, a zwłaszcza obecne tam obficie szmaragdziki z linii Merci. Niestety nie udało mi się przymierzyć half-cupa Merci, ponieważ w firmowym salonie (stacjonarny, w dużej galerii handlowej) nie było go w rozmiarze, który mógłby ewentualnie pasować (a jest szyty do G). Plunge'a też nie.

Dlaczego w ogóle przyszło mi do głowy, że mój szalonej wielkości biust mógłby zasłużyć na francuską koronkę? Ano udało mi się przymierzyć jakiegoś full-cupa w misce H i ponieważ okazał się nadspodziewanie obszerny (i do tego ładny!), doszłam do wniosku, że warto by spróbować i jakiegoś G. Niestety, zagadnięta mailem Agencja Handlowa Chantelle nie wie, co jest w sklepach w Polsce (!), i jedyna pomocą, jaką może mi zaoferować, jest podanie listy sklepów partnerskich i numer katalogowy modelu. Stwierdziłam więc, że łatwiej mi będzie zamówić w Figleaves, niż wydzwaniać do warszawskich sklepów bez gwarancji jakiegokolwiek rezultatu.

Chantelle - model Merci w dwóch krojach

 

Tyle dygresji, wróćmy do... no właśnie, brytyjskiego Figleaves, bo to stamtąd pochodzi mój nabytek. Szperając w poszukiwaniu Chantelle trafiłam na promocję stosunkowo nowej marki własnej tego sklepu - Lulu Tout. „Francuskawa” nazwa miała, jak się zdaje, odzwierciedlać stylistykę. Brakowało nam dotąd w angielskich DD-plusach jednokolorowych, miękko-koronkowo-buduarowych modeli, charakterystycznych dla francuskich firm... Wygląda na to, że Lulu Tout chciałoby tę lukę wypełnić. Zerknijcie zresztą na lookbook tej marki.

 

Lulu Tout - Coco Lace w dwóch krojach

 

Niestety, ten uroczo półprzejrzysty half-cup ma gorszy zakres rozmiarowy od Chantelle, bo tylko do DD. Na szczęście balkonetka sięga już miseczki H. Do tego ma ciekawą, dwuwarstwową konstrukcję z trójkątami koronki, zaczynającymi się wysoko blisko szczytu ramienia - zawsze zazdrościłam małobiuściastym tego typu efektów... Porzuciłam więc chwilowo myśl o francuskich koronkach i zakupiłam brytyjskie - dwa razy tańsze :-)

 

Lulu Tout - Coco Lace, kolor: Emerald, rozmiar: 36G [Rozmiary miseczek: DD-H, obwody: 30-38, cena: £24.00]

 

Estetyka

Coco Lace ma u mnie mnóstwo punktów za oryginalność. Spodnia warstwa miseczek jest uszyta z przejrzystej siatki, co daje seksowny look à la balkonetki Miss Mandalay. Dolna część miseczki od spodu wzmocniona jest siatką w beżu, trochę nie wiadomo czemu nie w tym samym kolorze, co reszta. Może gdyby ta warstwa także była zielona, miseczki sprawiałyby wrażenie ciemniejszych? Nie wiem. Tak czy owak, tych spodnich szczegółów na wierzchu ani trochę nie widać.

Zgodnie z intencją producenta, odsłonięty jest fragment górnej, całkowicie przejrzystej części miseczki, a dół zakrywają koronkowe panele. Warstwa ta nie jest przyczepiona do miseczki w żadnym punkcie poza fiszbiną - niepokoiłam się, czy nie będzie się marszczyła czy też odstawała, ale nic takiego się nie dzieje. Oczywiście, w rejonie ramiączka nie przylega do ciała, bo w ciele jest tu wklęsłość, układa się więc nieco pod kątem, i daje wrażenie, jakby piersi były podwieszone na pasach koronki - i właśnie o to chodziło.

Dwuwarstwowe miseczki - warstwa wierzchnia nie jest przymocowana do spodniej

 

Całość jest kolorystycznie prawie jednolita - wszystko w ciemnym szmaragdzie, od tyłów po kokardki. Dopiero mój aparat zauważył, że zapięcie nieco różni się odcieniem od reszty - moje oko jakoś tego nie dostrzega, chyba że w bardzo ostrym świetle. Drugim odcinającym się elementem są szwy. Nitki są trochę jaśniejsze niż podłoże i to już nieco mi przeszkadza.

Od spodu. Widać beżowe podszycie miseczek, zapięcie i szwy różniące się nieco kolorem od reszty



Regulatory i kółka z tyłu są z metalu w modnym obecnie odcieniu różowego złota.

Ciekawą ozdobą jest też oczko na mostku. Jest starannie wykończone. Widać je tylko w staniku naciągniętym (na przykład: na ciele :), dlatego na wielu zdjęciach nie jest widoczne.

Mostek z oczkiem

 

Coco Lace jest starannie uszyta. Prawie nie ma sterczących niteczek, siepiących się szwów. Świetnej jakości gumy, doskonałe, nieodkształcające się zapięcie. Jedyne, co mogę jej zarzucić, to że zdobiona prążkowym haftem koronka, co prawda miękka i miła w dotyku, to jednak nie to samo, co francuskie cuda. Za te jednak płaci się, jak wiadomo, dużo więcej. Można było jednak bardziej starannie przyciąć jej brzegi.

 

Zapięcie - solidne i nie odkształcające się

 

Koronka ma trochę postrzępiony, niedokładnie przycięty brzeg

 

Dopasowanie

Mój zwykły rozmiar pasuje idealnie. Obwód nie jest ani za ciasny, ani za luźny, miseczki w sam raz. Czegóż chcieć więcej?

 

Kształt

Zawsze obawiam się w młodych markach dwóch rzeczy: kształtu i konstrukcji. Tu jednak obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Kształtowi nic zarzucić nie można. Biust jest doskonale podniesiony, świetnie zebrany, okrągły. Wierzchnia, koronkowa warstwa pod ubraniem nie jest widoczna.

Zbliżenie na koronkę

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Jeśli chodzi o podtrzymanie - mimo iż ostatnio lubuję się w stabilniejszych, trzyhaftkowych tyłach, nie mam tu powodów do narzekań. Obwód jest bardzo stabilny i pracujący. Nie trzyma się jedynie na gumach. Tyły zrobione są z dwóch warstw siatki, spodniej - mocniejszej i wierzchniej - cieńszej i delikatniejszej. Również dobrze pracują ramiączka. Całość podtrzymuje bez zarzutu.

Jeśli chodzi o konstrukcję - mamy tu klasyczną, trzyczęściową balkonetkę, o przeciętnym zabudowaniu. Miseczki nie wchodzą pod pachy, choć jeszcze ze 2 cm w górę i mogłyby stać się niewygodne. Ale nie są. Jest to porządnie skonstruowany stanik.

Konstrukcję miseczek najlepiej widać od spodu

 

Wygoda

To byłby wygodny i niewyczuwalny stanik... Plusy należą się bardzo przyjemne w dotyku gumki, niegniotące usztywnienia boczne (elastyczne i dobrze wszyte).

Byłby, gdyby nie jedno jedyne miejsce: połączenie ramiączka z częścią koronkową. Właściwe ramiączko jest tu bowiem doszyte wyżej niż zwykle w biustonoszach - u mnie miejsce to wypada nieco poniżej szczytu ramienia, przylega więc mocno do skóry. I szew łączący koronkę z ramiączkiem drapie mnie po prostu nieznośnie, mimo że wygląda niewinnie. Wielka szkoda - tak ładny stanik i taki dręczyciel. Albo wyhoduję sobie grubszą skórę, albo te szwy z czasem zmiękną... Na razie niestety nie mogę w Coco Lace wytrzymać zbyt długo :(

Miejsce wszycia ramiączka z przodu - od spodu

 

Cena

Gdyby nie ten problem z drapiącym szwem, uznałabym Coco Lace za w zupełności wartą swojej ceny. Podobne sumy, a nawet kilka funtów wyższe, kosztują balkonetki Panache, a jakość jest porównywalna. Za to design nader ciekawy. I taki chyba jest cel marek Figleaves - dostarczanie tańszych alternatyw i wypełnianie nisz.

 

Galeria

Zapraszam do przyjrzenia się urokom Coco Lace dokładnie :-)

 

 

Podsumowanie

Cieszę się, że odważyłam się wypróbować Lulu Tout. Wcześniej byłam nieufna wobec marek Figleaves. Kojarzyły mi się - no wiecie, ze słabymi marketowymi markami wszystkiego, choć doświadczenie z innych dziedzin konsumpcji jednak poucza mnie, że marka własna może okazać się bardzo dobra jakościowo. Zresztą, żeby daleko nie szukać - Bravissimo przecież też projektuje całkiem udane biustonosze (swoją drogą słyszy się tu i ówdzie, że szyje je firma Panache). Więc kto wie, czy nie skuszę się na Lulu Tout raz jeszcze.

Jestem ciekawa, czy próbowałyście już którejkolwiek z własnych marek Figleaves - takich jak Just Peachy, Midnight Grace, Sophina, Figleaves Boudoir, Figleaves London? Co prawda mają jedną zasadniczą wadę - nie da się ich kupić w Polsce... Ale czyż dla prawdziwej stanikomaniaczki stanowi to jakąkolwiek przeszkodę? ;-)

piątek, 21 marca 2014

Ta recenzja powinna była właściwie ukazać się w Dzień Świętego Patryka, kiedy to podobno należy koniecznie mieć na sobie coś zielonego :-) A tak się przypadkiem złożyło, że miałam! Pozostaję zatem w nastroju pro-liściastym i otwieram cykl „Zielono mi”. Zielony to kolor rzadko w bieliźnie widywany, a wiem od Was, że nie jestem osamotniona w miłości do tej barwy, mam więc nadzieję, że stworzymy tu wspólnie bazę liści, świeżych pączków, traw, zarośli  oraz mchu i paproci. W końcu już wiosna!

Model Forest firmy Samanta wypatrzyłam po raz pierwszy na Facebooku Samanty, gdzie był prężnie promowany. Z przyjemnością dowiedziałam się, że wystąpi w kilku krojach, z czego co najmniej jeden będzie na mnie pasować. Ten urokliwy szmaragdowy haft wykorzystano bowiem w modelach: miękkim balkonetkowym, half-cupowym, usztywnianym push-upie i właśnie tym, o którym będzie mowa - półusztywnianym. Będzie to debiut półusztywnianego kroju A225 na tych skromnych łamach.

Czemu dopiero teraz testuję Samantowego półsztywniaka? Ano dlatego, że jakoś nigdy nie mogłam trafić na tego typu model w moim rozmiarze, którym jest w Samancie 80H. To chyba zresztą nowy krój, bo w spisie krojów na stronie sklepu jeszcze go nie ma (swoją drogą - podobno sklep ma przejść lifting, co bardzo by się przydało... a w opisach krojów przydałoby się info, czy dany krój jest usztywniany czy miękki!) Do tej pory testowałam tylko krój A922 - miękką balkonetkę dla dużych biustów, która w obwodzie 80 dochodzi teraz już do (Samantowego) J.

 

Ciekawie się składa - pierwsza recenzja Samanty na Stanikomanii należała do modelu Semi również w zielonych barwach :-) Był to krój A922, podobnie jak testowana później Odetta. Tym razem jednak nie zdecydowałam się na kolejnego A922, mimo że w tym wzorze również prezentuje się atrakcyjnie. Zadecydowała stanikomaniacka żądza eksperymentu, a do tego miłe zaskoczenie układaniem się modelu półusztywnianego, który w porównaniu z miękkim daje mocniejsze uniesienie biustu. Miękkusa również przymierzyłam i wizualnie wypada nie gorzej od Semi, dłuższym testom natomiast poddałam już tylko A225.

Samanta - Forest, krój A225, rozmiar: 80H, kolor: szmaragdowy [Rozmiary: 65 D-K, 70 C-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G), cena: 169 zł w sklepie firmowym Samanty, biustonosz został mi dostarczony do recenzji przez producenta]

 

Estetyka

W tym hafcie można zakochać się na zabój, zwłaszcza gdy ktoś, jak ja, kocha się w zieleni i szmaragdach. Wracają wspomnienia różnych dawnych brytyjskich modeli w kolorze teal i pokrewnych. A także poprzedniego sezonu w modzie odzieżowej, który należał ponoć do koloru Pantone Emerald, dzięki czemu wzbogaciłam szafę o trochę ubrań w odcieniach szmaragdu. Do tego brakuje jeszcze tylko odpowiedniej ilości bielizny :-) W dodatku hafty są cieniowane i przyjemnie połyskują, a całość kojarzy się wspaniale roślinnie, może nie tyle z naszym północnoeuropejskim lasem, co z dżunglą czy palmami.

Mimo tych superlatyw mam Forestowi do zarzucenia to i owo. Po pierwsze, niejednolitość odcieni - o ile mogę jeszcze zaakceptować różnicę między miseczkami a całą resztą (boki, tył, ramiączka - tu plus za to, że te elementy mają odcień identyczny), o tyle kokardka złożona z dwóch odcieni, z których każdy jest inny od wszystkiego, wprowadza pewien chaos. Druga sprawa to układ haftów. Zostałam już na tyle rozpieszczona przez niektóre firmy (np. nasze Avocado), że zwracam uwagę na rozmieszczenie wzorów i o ile górne, przejrzyste części miseczek mają je ułożone symetrycznie po obu stronach, o tyle na dole mamy już bałagan. Po trzecie - nie kocham gąbki powleczonej siatką. Gąbka siedzi sobie oczywiście pod bawełnianą dzianiną w kolorze dostosowanym i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że na tej bawełence z czasem zawsze robią się zagniecenia, które przez siateczkę trochę widać. Do tego dołożę jeszcze zapięcie, które co prawda ma porządne haftki i odpowiednio długi „język” na końcu, ale w noszeniu się wyciąga i nieco odkształca.

 

Zapięcie Foresta od spodu

 

Miejsce przyczepienia ramiączka z przodu

 

Ostatnia rzecz to odpinane ramiączka. Nie wiem, czemu polscy producenci tak upierają się przy tych haczykach. Po co wymieniać tak ładne ramiączka na inne? A może chodzi o możliwość przepinania ich na różne sposoby? Na to są niestety zdecydowanie za krótkie, bo do normalnego noszenia zmuszona jestem je maksymalnie wydłużyć. Krój stanika zaś nie pozwala na noszenie go bez ramiączek. Moim zdaniem te haczyki z przodu, niczym nie zamaskowane, psują tylko estetykę. Na plus należy zapisać, że same ramiączka są bardzo ładne, a wzmocnienie wszyte pod spodem ich przedniej części jest wykonane starannie.

Uff, po takiej ilości marudzenia możecie być zaskoczone sumarycznym zachwytem, ale TE KOLORY u mnie przeważają wszystko. No i haft, zwłaszcza u góry miseczki, prezentuje się na biuście naprawdę świetnie. Siateczka zaś jest kusząco mgiełkowo przejrzysta. Godny pochwały jest też dobry kształt biustu i przyjemnie niskie zabudowanie.

 

Dopasowanie

O ile Semi i Odetta były przydużawe, o tyle Forest w kroju A225 jest trochę za mały. Fiszbiny są na absolutnej granicy, a mostek u góry trochę odstaje. Nad miseczkami nie tworzą się jednak bułki. Większej miseczki w tym obwodzie niestety już nie ma. Rozmiar obwodu 80 za to jest zupełnie odpowiedni.

Za kalkulator rozmiarów na stronie nadal pała! Nic się nie zmieniło, moje wymiary wg niego w ogóle nie istnieją. Jemu także przydałaby się modernizacja. Konkludując: wciąż za słaba przewidywalność rozmiarowa...

 

Kształt

Forma biustu w Foreście jest bardzo dobra: jest idealnie uniesiony, zebrany i okrągły. Łączenie górnej części miseczki z dolną jest lekko widoczne pod cienkim ubraniem, ale nieznacznie i jest to do zaakceptowania. Biust w tym kroju jest lepiej uniesiony niż w A922, linia od dołu idzie najpierw łagodnie, a potem stromo do góry, bez żadnych przewieszek nad fiszbinami.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Podtrzymanie jest nieco upośledzone przez to, że mostek nie przylega idealnie, a do tego cały stanik jest dość nisko zabudowany, przez co niestety nie należy do najlepszych trzymaczy. Ramiączka byłyby stanowczo zbyt rozciągliwe (pamiętacie, jak narzekałam na ramiączka w Fauve Veronique? Te są prawie identyczne, jeśli nie dokładnie identyczne) - gdyby nie to, że w przedniej części zostały podszyte nierozciągliwą tasiemką. To je uratowało - sprawują się znośnie.

Ramiączko w miejscu, gdzie podszyta część przednia przechodzi w tylną - rozciągliwą

 

Ramiączko - to samo miejsce od spodu

 

Tył jest dość rozciągliwy (jedna warstwa dzianiny), trzyma się w dużym stopniu na gumkach, ale trzyma się odpowiednio, więc właściwie nie mam na co narzekać.

Konstrukcją jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie ma żadnych dziobów ani problemów na granicy gąbka-siatkowa część górna, nie ma też wchodzenia miseczki pod pachy. Jest niskie zabudowanie, które chyba trochę by urosło, gdyby miseczki były nieco większe, ale nie sądzę, by był to duży skok. A225 można raczej zaliczyć do niskich balkonetek. Tak przynajmniej twierdzi mój biust.

 

Wygoda

Właściwie nie czuję Foresta na sobie, jednak skłamałabym twierdząc, że jest supermiękkim wygodniczkiem. Trochę przeszkadzają mi ramiączka - obecność tego podszycia czasem czuję - wolałabym lepszej jakości, gładkie i miękkie od spodu ramiączka, których nie trzeba by niczym podszywać. No i te haczyki. Normalnie ich nie zauważam, ale przy niektórych ruchach jednak czuję, że są jakieś twarde elementy u nasady ramiączek, na szczęście tylko te z przodu.

Miejsce przyczepienia ramiączka z tyłu. Tuż obok widać regulator - noszę je maksymalnie wydłużone, ale na szczęście nie są za krótkie.

 

Cena

W moim odczuciu w Foreście na wysoką cenę zasługuje bardziej sam projekt niż jego realizacja. Gdyby to samo zrobić z jednolitych kolorystycznie, najwyższej jakości materiałów, nie obraziłabym się nawet za wyższą cenę. Ta jednak wydaje mi się trochę za wysoka w stosunku do jakości surowców. Zaletą jest efektowność, i dobra konstrukcja. Mam nadzieję, że ten piękny szmaragd szybko nie zblaknie... Dla fanek zieleni jest to z pewnością gratka, bo takie modele nie zdarzają się często.

Szczęśliwie, jak to zwykle bywa, udało mi się wytargować dla Was małą promocję :)

 

Galeria

Oto Las w pełnej krasie, także w wiosennym słońcu. Zapraszam na spacerek :-)

 

 

Podsumowanie

Ogólne brawa dla Samanty za efektowne, kolorowe, przyciągające wzrok hafty, co zresztą widzimy w tej marce nie od dziś. Cieszę się też, że rośnie wybór krojów dla większych miseczek. Nadmieniam, że w podobnym zakresie rozmiarów do wypróbowanego przeze mnie wcześniej modelu A922 mamy jeszcze A111 dostępny w wiosennej kolekcji w m.in. w magentowym modelu Desert i A211 w czarnym Blackcurrant. Jeśli któraś z Was zna już te kroje, proszę podzielcie się wrażeniami :-) O to samo proszę zresztą wszystkie większo-biuściaste użytkowniczki Samanty.

Polecam przy okazji rzut oka na stronę firmową, gdzie można zobaczyć modele w lepszych powiększeniach niż w sklepie (lifting, prosimy!), np. takie oto ślicznoty z kolekcji Glamour... Niestety bez informacji o typach krójów i rozmiarach, trzeba więc ciągle biegać między sklepem a stroną, co jest bardzo niewygodne.

Jestem ciekawa, co myślicie o obecnej ofercie Samanty? A o zielonym Foreście? :-)

 

Uwaga, promocja!

Jeśli nabrałyście ochoty na Foresta, będziecie mogły go kupić trochę taniej :-) OD PONIEDZIAŁKU w sklepie firmowym Samanty otrzymacie 10-procentową zniżkę na wszystkie Foresty! Warunek: trzeba wpisać hasło „Stanikomania” w polu komentarza do zamówienia, a zniżka zostanie Wam policzona. Promocja będzie działała dokładnie przez tydzień czyli do końca marca. 

 

poniedziałek, 17 marca 2014

Ciąg dalszy podróży po przyszłych kolekcjach, a to jeszcze nie koniec... Curvy Kate zajmie tym razem sporo miejsca, albowiem kolekcja jest jeszcze większa od poprzedniej. Kaśki coraz bardziej przyspieszają tempo! W kolejnym sezonie wyjątkowo dużo pojawi się modeli typu plunge - miękkich, co jest na rynku DD+ rzadkością. Sama nie miałam jeszcze przyjemności przymierzyć miękkiego plandża CK. Muszę nadrobić to czym prędzej - czekam właśnie na Dare, czyli Darka :-) Na biuście, którego „użyczyła” nam w trakcie spotkania przemiła pracownica firmy Amitto (świeżo powstałej firmy dystrybucyjnej, dostarczającej polskim sklepom bieliznę Curvy Kate) miękkie plandżyki leżały całkiem zachęcająco, niestety nie były w moim rozmiarze :-(

Kolorystycznie w kolekcji dominują „buraczki”, czyli odcienie ciemnego różu, zwane w katalogu najczęściej boysenberry (owocek będący hybrydą maliny i jeżyny) oraz czerwienie, do tego szczypta moreli, kobalt i turkusowe błękity. To wszystko przyprawiane dodatkami w srebrze, szarości, bieli. Do tego oczywiście masa klasyki w czerniach i beżach. Ta różowo-niebieska gama trąci nieco monotonią, ale kilka ciekawych projektów się znajdzie. Tym, czego mi wciąż w Curvy Kate brakuje, są nadruki, zwłaszcza wielobarwne, takie à la Freya czy Cleo - choć jeden z najefektowniejszych modeli jest właśnie w kolorowe wzorki.

 

Dekoltowce miękkie

Zacznę od najbardziej charakterystycznego wyróżnika kolekcji: miękkich modeli typu plunge, czyli z niższym mostkiem, do głębszych dekoltów. Znany nam już z poprzedniej kolekcji model Dare wystapi w tej kolekcji w ciemnoróżowym boysenberry w zestawieniu z szarością, którą wzbogacono srebrem. Nitki haftu wyglądają, jakby posmarowano je srebrną farbą. Błyszczą całkiem efektownie. Nawet podoba mi się „mrożona” uroda tego modelu, lubię błysk w bieliźnie. Tylko obawiam się, czy ta pozłotka, a raczej posrebrzanka, wytrzyma pranie. Na moich zdjęciach Dare prezentuje się mniej interesująco niż w naturze, aparat mi chyba trochę „głupieje” od tego błysku.

 

Rozmiary Dare to: 28-38 D-J. Umieram z ciekawości, jak jego konstrukcja sprawdza się w miseczce J!

Firecracker to prawdziwy fajerwerk tej kolekcji. Czy Wam też coś ta kolorystyka przypomina? Bo ja nie mogę pozbyć się skojarzenia z Melissą Cleo. Choć odcienie są jednak inne - w partiach czerwonych więcej pomarańczu. To też najbardziej oryginalny nadruk z całej kolekcji. Geometryczny - a ja lubię geometrię, szalenie ostatnio modną. Wzór nadruku powtórzony jest na równie niecodziennym hafcie. CK daje czadu.

Dół miseczek uszyty jest z mocnej laminowanej dzianiny, tak jak wcześniejsze modele Lottie czy Rosie.

Rozmiary Fireckrackera: 28-38 D-J.

 

Daisie to chyba próba podejścia do miękkoplandżowej bazówki (choć jest to na razie propozycja sezonowa). Model ten wystąpi w dwóch kolorach: czarnym i czerwonym. Nie zafrapował mnie zbytnio. Dzianina dolnej części miseczek jest w słabo widoczny kwiatkowy wzorek, który kojarzy mi się trochę z Freyową Pollyanną czy Faye. Haft ma całkiem ładny wzór.

Rozmiary Daisie: 28-38 D-J.

 

Dekoltowce usztywniane

Nowa konstrukcja usztywnianego plunge'a, która debiutowała ostatnio w postaci Roxie, doczekała się kolejnego modelu. Love Struck ma ten sam czteroczęściowy krój. Którego nadal nie znam, a bardzo jestem ciekawa, ponieważ usztywniane plunge z serii Tempt Me niegdyś zupełnie nie chciały na moim biuście leżeć. Wzór tego modelu jednak mało mnie zachwycił. Wolę już Roxie. Natomiast wyjątkowo udane są majteczki do Love Struck (z falbanką!) - zajrzyjcie do galerii pod koniec notki. To komplet bardzo w stylu dawnych Showgirls... o których za chwilę też będzie :-)

Rozmiary Love Struck to "kombinowany" zakres, typowy dla usztywnianych modeli CK (nie wszystkie miseczki występują w kombinacji z każdym obwodem): 28-30 D-J, 32 D-H, 34 D-HH, 36 D-GG, 38 D-G.

 

Roxie natomiast w sezonie AW 2014 wystąpi w granacie z białym. Chyba jednak wolałam klasyczną, czarną wersję, choć w obu niezbyt podoba mi się białe czy też prawie białe tło pod koronką. Całkiem ładną, dodam.

I tu nowość - do Roxie firma zdecydowała się dołożyć babydollkę. Koszulka jest krótsza niż jej koleżanki towarzyszące innym modelom (o których za chwilę) - ma nie zakrywać bioder. Do tego oczywiście mamy majteczki, całkiem udane. 

 

Rozmiary Roxie stanikowej to: 28-30 D-J, 32 D-HH, 34 D-H, 36 D-GG, 38 D-G (podobnie jak w przypadku Love Struck); w koszulce jednak nie będzie obwodu 28 - podobno sklepy nie złożyły na niego zamówień.

 

Frywolne powracają!

Na początek jedna z najważniejszych wieści dla miłośniczek Kasiek: Curvy Kate reaktywuje model Tease Me, kuszącą kombinację koronki i falbanek, która miała swoje wielbicielki przez wiele sezonów. Tease Me powraca w klasycznej kombinacji black/gold. Próbki nie dane mi było zobaczyć, zaserwuję Wam więc katalogówkę:

Tease Me powróci w rozmiarach: 28-30 D-J, 32 D-HH, 34 D-H, 36 D-GG, 38 D-G.

 

Wygląda na to, że duch starej marki Showgirls jest coraz bardziej obecny w nowych kolekcjach CK. Do modeli nawiązujących do tamtej marki zaliczyłabym też Ritzy i Lolę - oba usztywniane i obu towarzyszyć będą koszulki babydollki.

Ritzy już znamy i lubimy w wersji czarnej. Moim zdaniem jest ona tak udana, że powinna wejść do bazy. W przyszłym sezonie będzie czerwona:

Moim zdaniem to jeden z najbardziej udanych modeli w całym CK, odkąd zadebiutował. Fajnie leży, jest z ciekawego materiału i do tego jeszcze wygodny i w dotyku przyjemny. Same plusy :-)

Rozmiarówka Ritzy jest bardzo bogata: 28-38 D-J!

Koszulka w wersji czerwonej będzie nad wyraz efektowna:

Rozmiary koszulki mają być (według mojej obecnej wiedzy) takie same, jak stanika. 

 

Lolę znamy już z kolekcji wiosennej, gdzie występuje jako biało-kremowy „ślubniak”. Jesienią będzie wieczorowa. Krój Loli, usztywniana balkonetka, oparty jest na kroju bazowego Daily Boost. Szczerze mówiąc nie jestem przekonana do usztywnianych trzyczęściowych balkonetek, wydają mi się niepotrzebnie pancerne. Słyszałam jednak, że Daily Boost dobrze sprawdza się na dużych biustach, typu miseczka J. Ciekawa jestem, czy możecie to potwierdzić?

Wracając do Loli - wystąpi znowu w wersji stanikowej i koszulkowej, obie w rozmiarach 28-40 D-K (imponujący zakres!).

Nie mam próbki koszulki - w katalogu wygląda tak:

Jest to długa koszulka, zakrywająca biodra, uszyta z półprzejrzystej dzianiny i wykończona u dołu satynową taśmą, tak samo jak jej jasna koleżanka.

Lola zamyka pochód koszulek :-) Jak nietrudno policzyć, w sezonie jesiennym będzie ich trzy: Roxie, Ritzy i właśnie Lola. Ciekawe, czy Tease Me kiedyś doczeka się koszulki?

 

Ostatnim z modeli, które zaliczyłabym do nawiązujących do stylu Showgirls, jest debiutująca tej wiosny Carmen - model longline. Wiosenna wersja nie podoba mi się zbytnio, zwłaszcza białe tło miseczek. Jesienna za to jest trochę nudna z tą czernią... Haft jednak wygląda fajnie. Lepiej niż na moich fotkach, które nieszczególnie mi wyszły. Brakuje mi jednak w Carmen czegoś delikatnego, może odrobiny połysku, może milszych materiałów, czegoś w stylu Ritzy.

Urodę haftu lepiej widać na pasie do pończoch:

Carmen wystąpi w rozmiarach: 28-38 D-J.

 

Miękkie nowości

Przechodzimy do strefy klasycznych, miękkich balkonetek. Z kolekcji znika Romance, wcześniej pożegnałyśmy się z Emily, a teraz witamy nowy model - Jewel. Jego biżuteryjna strojność kojarzy się z plandżem Dare. Brakowało mi dotąd takich glamurnych balkonetek w CK.

 

Nasyconej czerwieni towarzyszy w Jewel hafcik w kolorze morelowo-pomarańczowym oraz w kolorze tła. Do tego niecodzienna zawieszka w kształcie łezki. Całość budzi we mnie hinduskie skojarzenia. Rozmiary Jewel to: 28-40 D-K.

Jeżeli pamiętacie Lottie i jej następczynię Rosie, to do tamtych modeli nawiązuje taka oto nówka - Wonderland. Dla mnie już chyba za dużo tych buraczków, więc nie rzucam się na niego zachłannie.

Wonderland wystąpi w rozmiarach: 28-40 D-K.

 

Miękkie dobrze znane

Modele: Princess, Gia i Dreamcatcher zostają z nami. Oprócz bazowych wersji pojawią się też sezonowe kolory. Skoro już jesteśmy przy buraczkach, zacznę od miękkiej balkonetki Gia:

 

Oprócz sezonowego koloru będzie także do dyspozycji bazowa trójka: czarny, biały i cielisty. Rozmiary: 28-40 D-K i 42-44 D-G.

 

Sezonowa Portia będzie morelowa z dodatkami w bieli. Bardzo ładny ciepły odcień (nie wiem, czemu zwany spice), choć popularność morelek trwa już jakiś czas...

Portia wystąpi także w wersjach bazowych: czarnej i białej. Rozmiary: 28-40 D-K.

 

Dreamcatcher sezonowy będzie turkusowy („mroźny” wg katalogu) z buraczkowymi (w katalogu to, rzecz jasna, boysenberry, jak wszystkie buraczki w tym katalogu :) dodatkami:

Oprócz tego będą bazowe wersje: czarna i cielista. Rozmiary: jak Gia, czyli 28-40 D-K i 42-44 D-G.

 

Drugą niebieskość, tym razem ciemną, reprezentuje Princess. Kolor: night/snow, rzecz jasna :)

Princess wystąpi w bazie w kolorach: czarnym i cielistym. Rozmiary, jak wyżej: 28-40 D-K i 42-44 D-G.

 

Na gładko

Z termicznie modelowanych miseczek pozostają z nami zarówno Smoothie, jak i Starlet. Starlet w wersji sezonowej będzie nie buraczkowa, lecz turkusowa z buraczkami, podobnie jak Dreamcatcher:

Oprócz tej sezonowej wersji (nie w moim guście, ale swój urok niewątpliwie posiada) będzie także bazowa: czarna i cielista. Starletka skrojona jest identycznie jak Smoothie. Bardzo mi się podobała w ciemnym turkusie z mijającej już zimy. Rozmiary: 28-30 D-J, 32 D-H, 34 D-HH, 36 D-GG, 38 D-G.

Smoothie sezonowa będzie czerwona:

Krój jest bez zmian, zmienił się jednak nieco wzór. Kontury lamparcich cętek są bardziej poszarpane i zadziorne. Zmianę wprowadzono również do kolorów bazowych: czarnego i cielistego, przy czym cielisty zmienił dodatkowo odcień na bardziej różowawy. Niestety na zdjęciu tego nie udało mi się zarejestrować - widać jednak dobrze różnicę deseni. Widać też, że tło stało się bardziej lśniące. Mnie bardziej podoba się nowa wersja (ta na wierzchu):

 

To jeszcze nie koniec zmian. Z tyłu pojawi się haczyk do spinania ze sobą ramiączek. Niepokoi mnie tylko fakt, że jest on zamontowany na regulatorze ramiączek. Przecież u każdej z nas będzie on znajdował się na innej wysokości. W dodatku, by spiąć ze sobą ramiączka, trzeba je zwykle bardziej wydłużyć. Może tylko w próbce zastosowano tę oszczędność elementów?

Rozmiary Smoothie: 28-30 D-J, 32 D-H, 34 D-HH, 36 D-GG, 38 D-G.

 

Baza

W bazie pozostaną znane już modele, takie jak: Portia, Princess, Gia, Dreamcatcher, Starlet, Smoothie. Pozostanie też model plunge multiway - Desire - w wersji białej i czarnej, oraz trzy podstawowe kolory usztywnianej balkonetki Daily Boost.

Oprócz tego w bazowych wersjach czarnej i cielistej pozostanie strapless. Tego wciąż nie udało mi się wypróbować.

 

Rozmiary i kroje

Od do poprzedniej kolekcji czyli aktualnej wiosennej nie pojawił się żaden nowy krój, powiększono jednak liczbę modeli dostępnych w nowych krojach plunge, zarówno miękkich (Firecracker, Daisie), jak i usztywnianych (Love Struck). Wprowadzono kolejną babydollkę (Roxie). Świadczy to o tym, że nowości konstrukcyjne się sprawdzają. Naprawdę jednak przekonamy się o tym w rozpoczynającym się właśnie sezonie wiosennym :-)

Rozmiary prezentują się podobnie, czyli obficie. Zakresy w każdym modelu sięgają przynajmniej miseczki J. Miękkie plandże bez wyjątku sięgają do J, miękkie balkonetki - do K. W modelach usztywnianych rozmiarówka jest bardziej ograniczona. Warto zawuażyć, że w Curvy Kate nie ma ani jednego modelu, który kończyłby swój rozmiarowy repertuar na miseczce G, czy nawet H.

 

Detale

Kasie często stroją się w biżuterie. Mamy sporo połyskujących zawieszek, choć przydałyby się też elementy w ciekawszych formach niż geometryczne wisiorki z okrągłymi cyrkoniami. Niektóre modele epatują obfitymi kokardkami (Lola). Mamy kilka udanych haftów (Firecracker, Carmen), choć nadruki nie są zbyt spektakularne (najciekawszy, wielobarwny - Firecracker). Prawdziwym ewenementem jak na CK jest srebrzony haft w modelu Dare. Smoothie jak zwykle błyska kryształkową łezką, którą już dobrze znamy.

 

Galeria

Wyszła całkiem obfita. Zapraszam do rzutu okiem na zbliżenia detali oraz co poniektóre majteczki :-) Nie mogę się doczekać, aż Kaśki zafundują nam jakiś pokaz z modelkami...

 

 

Katalog

Nasz miły dystrybutor dostarczył mi zdjęcia katalogowe (katalog nie jest jeszcze po polsku, ale pozostałe materiały, np. terminarz dostaw, już tak). Klimat trochę hotelowo-sypialniany. Marzy mi się, by Kasie pokusiły się o jakąś sesję w plenerze, coś przyrodniczego albo przeciwnie - miejskiego. Może kiedyś? Nieustające brawa zaś należą się za naturalne, roześmiane modelki o wymiarach wyraźnie D-plusowych.

 

 

Ciekawa jestem, czy podobają się wam Kaśkowe zapowiedzi. Jak dla mnie są trochę za monotonne barwnie, zaczynam mieć też poważnie dość buraczków. Błękity jednak przyjemnie ożywiają całość, a już zwłaszcza zestawienie kobaltu z pomarańczem w wykonaniu Firecrackera powoduje, że nie mogę przejść obok tej kolekcji obojętnie. Błysk w Darku mi się podoba, podoba mi się też czerwona Ritzy. A Wy? Na którą z Kasiek macie ochotę? Ciekawam też, czy powitacie z entuzjazmem powrót Tease Me. Zapraszam do dzielenia się wrażeniami :-)

wtorek, 11 marca 2014

Oto Boutique Bielizny. Dojedziesz tu także rowerem! :-)


A oto, co czeka w środku...

 

Wracam do cyklu prezentacji cennych punktów na stanikowej mapie Polski :-) Na razie głównie Warszawy, choć skoro wakacje coraz bliżej, to może przyjdzie czas i na inne miasta... Na razie jednak pozostajemy w stolicy - a dokładniej, na Mokotowie. Kilka razy przejeżdżałam Aleją Niepodległości obok tego sklepu, zastanawiając się: ciekawe, czy to jakiś nowy „nasz” sklep? Ee, niemożliwe, pewnie jakiś zwykły bieliźniak z ambicjami... Aż tu nagle dostałam mailem zaproszenie do zapoznania się z ofertą Boutique Bielizny i szybko zorientowałam się, że chodzi właśnie o to miejsce. Sklep mieści się przy Al. Niepodległości 153/155, kawałek za skrzyżowaniem z ul. Rakowiecką (jadąc w stronę Mokotowa). Jest dobrze widoczny z ulicy - wieczorem szyld jest oświetlony, a na wystawie stoją podświetlone od wewnątrz manekiny.

Witryna BB. Manekiny są podświetlane od wewnątrz, co intrygująco wygląda po zmroku


Salon jest nieduży, ale przytulny, ma aż 3 wygodne przymierzalnie, kawowy stolik i wygodne fotele (można napić się kawy lub herbaty) oraz komodę z bardzo tajemniczymi szufladkami (co się w nich mieści - przeczytacie na końcu :-). Na wieszakach brytyjsko-francusko-holenderski koktajl marek, w którym brak niestety produktów polskich. Od szefowej sklepu dowiedziałam się jednak sporo ciekawego o ofercie, która nie ogranicza się do bielizny! Zapraszam Was do lektury wywiadu z Anną, szefową Boutique Bielizny.

 

Wnętrze z odrobiną szaleństwa :-)


Przymierzalnia, jedna z trzech. Trudno to oddać na zdjęciu, ale miejsca jest naprawdę pod dostatkiem.


Jak zwykle zaczynam od...  początków :-) Jak wpadłaś na pomysł, by założyć Boutique Bielizny? Dlaczego Boutique - po francusku? Czy to ze względu na miłość do francuskich koronek? :-)
 
Myślę, że moja historia zabrzmi znajomo: po wielu latach spędzonych na pracy w korporacjach odczułam potrzebę zmiany. Praca pochłaniała większość mojego czasu i nie widziałam jej efektów. Poza tym nie dawała mi satysfakcji. Poczułam się wypalona i pomyślałam, że jeżeli nie zmienię czegoś teraz, to wkrótce może być za późno. W międzyczasie poznałam osoby, które zaraziły mnie miłością do pięknej bielizny. Zaczęłam szukać odpowiedniego lokalu, w których chciałam stworzyć miejsce przyjazne dla kobiet.

Tak powstał Boutique Bielizny, którego mottem jest hasło Zmierz się ze swoją kobiecością. Zapis nazwy Boutique po francusku miał podkreślać wyjątkowość miejsca oraz nawiązywać do mojej ulubionej marki - Empreinte. Chciałabym, aby Boutique Bielizny był miejscem szczególnym, do którego chętnie się wraca.

Strefa czarno-kolorowa


Fokus na kobalcik :-)

 

W jakie marki bielizny można się u ciebie zaopatrzyć? Czy więcej jest propozycji dla biustów mniejszych, czy większych?

Mamy ofertę zarówno dla małobiuściastych, jak i dla kobiet z większym rozmiarem obwodu i miseczki. Każda pani powinna znaleźć w moim butiku odpowiedni rozmiar i krój dla siebie. Mamy ofertę firm: Panache, Cleo, Freya, Fantasie, Elomi, Fauve, Berlei, Pour Moi oraz wspomnianej wcześniej Empreinte, a na mniejsze biusty: Gossard, Marlies Dekkers, Undressed. Do każdego biustonosza oferujemy majteczki, co jest bardzo istotne dla miłośniczek kompletów.

Strefa jasna i bazowa


Dla wszystkich planujących w najbliższym czasie urlop Boutique Bielizny proponuje już teraz kostiumy kąpielowe jedno- i dwuczęściowe takich marek, jak: Gossard, Empreinte, Freya, Fantasie oraz australijskie Seafolly i Miraclesuit (kostiumy jednocześnie korygujące sylwetkę). Paniom, które chcą skorygować drobne mankamenty figury oraz odjąć sobie w szybki i łatwy sposób kilka kilogramów, proponujemy także bieliznę korygującą firm Naomi and Nicole oraz Cupid.

Regał bazowo - kostiumowy. U dołu po prawej - wyszczuplacze.

 

W Boutique Bielizny dobieramy również biustonosze sportowe: Shock Absorber i Panache Sport. Shock prowadzi badania nad konstrukcją biustonoszy sportowych i specjalizuje się w ich produkcji. Nie wszystkie z nas zdają sobie sprawę, jakie nieodwracalne zmiany wywołuje u nas rozciągniecie włókien Coopera. Czytelniczki mogą sprawdzić, jakim ruchom podlega nasz biust (nawet ten najmniejszy) podczas wykonywania różnych ćwiczeń na stronie Shocka. Ja sama biegam regularnie, więc doskonale wiem, o czym mówię, oraz co jest ważne dla naszego komfortu i skupienia się na treningu.

„Baunsometr” Shock Absorbera znają już chyba wszystkie stanikomaniaczki :-) Ale dobrze, że o nim przypomniałaś! Kolejne pytanie: czy mamy karmiące znajdą u ciebie specjalistyczne modele do karmienia?

Mamy bardzo piękne propozycje marki Cake Lingerie. Są to biustonosze dla kobiet karmiących i przyszłych mam, śliczne, a przede wszystkim wygodne. Są wyposażone w specjalne tytanowe fiszbiny, które dzięki swojej elastyczności dopasowują się do kształtu biustu. Biustonosze te nie uciskają przepony i mają szeroką regulację obwodu.

Karmniki marki Cake

 

Czy jest coś wyjątkowego, co szczególnie poleciłabyś większym biustom?

Naprawdę szczerze polecam markę Empreinte. Biustonosze te wykonane są z wysokiej jakości koronki, wspaniale układają biust. Warto wspomnieć, że firma ta opatentowała sposób kroju koronki, która bez cięć i szwów doskonale utrzymuje biust do miseczki H. Panie doceniają nie tylko wygodę, ale piękny design i wykonanie tych modeli.

 

A mniejszym?

Bestsellerem na mniejsze piersi jest Sophia marki Gossard, która łaczy doskonałą konstrukcję z pięknym designem. Dla mniejszych biustów polecam właśnie firmię Gossard, od lat docenianą przez klientki na całym świecie (działa od 1901 r.), oraz Marlies Dekkers - holenderską markę dla fashionistek i kobiet ceniących nowoczesny design.

Efektowne Gossardy


Wracając do Empreinte - widzę na wieszakach kilka różnych modeli. To francuska marka, piękna, lecz nietania. Czy nie sądzisz, że biustonosz w cenie 500 zł to za dużo dla przeciętnej warszawianki? Jak reagują klientki na modele z wyższej półki? Czy nasz rynek dojrzał do takiego luksusu?

Modele Empreinte w Boutique Bielizny kosztują ok. 500 zł. Jest to droższy produkt niż znane nam brytyjskie  marki, ale gdy dowiemy się, jak i z czego powstaje, cena przestaje się wydawać taka wygórowana. Biustonosze te są szyte z najwyższej jakości francuskiej koronki, zamawianej w tradycyjnych hafciarniach. Modele często łączą gipiurę z koronką. Materiały ciętę są ręcznie tak, by wzór był symetrycznie rozłożony na prawej i lewej miseczce. Każdy rozmiar jest konstruowany oddzielnie, by zagwarantować, że będzie on idealny dla danej wielkości biustu. Fiszbina w każdym rozmiarze ma inną wielkość. Biustonosze są wykrawane we Francji ręcznie i zszywane w Tunezji. Przed udostępnieniem do sprzedaży przechodzą weryfikację. Materiały są wybierane bardzo starannie, by mieć pewność, że utrzymają duży biust.

Firma Empreinte ma ponad 60 lat doświadczenia. Jako jedyni opracowali technologie dla miękkiego termicznego biustonosza wykonanego całkowicie z gipiury. Jest to luksus, od którego można się uzależnić... Panie noszące Empreinte nie chcą już nosić innych marek i wracają po kolejne modele.

Bezszwowy koronkowiec Empreinte. Pasuje i ładnie leży, choć trochę zszokowały mnie mega szerokie ramiączka. Oprócz niego przymierzałam jeszcze pewną efektowną balkonetkę, którą będę dla Was recenzować...

 

Potwierdzam - przymierzyłam takiego koronkowego bezszwowca Empreinte, są rzeczywiście ładne i bardzo wygodne. W dodatku poszerzyli nieco rozmiarówkę - kiedyś balkonetki produkowane były tylko do francuskiego F, wyżej można było liczyć tylko na niezbyt zgrabne full-cupy. Teraz balkonetki sięgają do G i jest to spory rozmiar, równy praktycznie brytyjskiemu.

 

Model marki Undressed by Marlies Dekkers - nad miseczkami charakterystyczna konstrukcja z paseczków 


Na wieszakach w twoim salonie widzę modele marki Undressed by Marlies Dekkers. Zawsze mnie fascynowała ta mnogość paseczków... Niestety największe miseczki są na mnie za małe, a obwody trochę za rozciągliwe. Komu poleciłabyś tę markę?

To prawda, że Undressed nie jest marką dla każdego. Oferuje rozmiary do obwodu 80 i miseczki F. Jest to najwygodniejsza marka dla małych i średnich biustów. Trafiają do nas starsze panie, skarżące się na uciskające fiszbiny, czy też spedzające większość czasu za biurkiem lub za kierownicą i ich wyborem bywa właśnie Undressed czy Marlies Dekkers [Marlies Dekkers oraz Undressed by Marlies Dekkers - to dwie marki należące do tego samego producenta]. Obwody nie są wcale rozciągliwe, lecz elastyczne. Producent kierował się wygodą kobiet, dlatego konstrukcja miseczki pozwala na dobre podtrzymanie biustu bez ściśliwego obwodu. Biustonosze te są też perfekcyjnie wykonane. Na chwilę obecną marka nie planuje powiększać rozmiarów [:-(]. Undressed oferuje także fantastyczny biustonosz dla amazonek.

Undressed. W taki pomarańcz chętnie bym się wystroiła. Niestety, mojego rozmiaru brak...

 

Jeszcze jeden okaz holenderskiej marki. Szkoda, że firmy produkujące większe rozmiary nie sięgają do takich detali!


 
Czego twoim zdaniem najbardziej brakuje na naszym bra-rynku?

Uważam, że pomimo dużej liczby sklepów z bielizną, brakuję miejsc z naprawdę szerokim asortymentem. Takich sklepów, które słuchają potrzeb klienta i wychodzą naprzeciw ich oczekiwaniom. U nas można bardzo szybko dostać także to, co nie jest dostępne w danej chwili w sklepie. W Warszawie i myślę, że w pozostałych miastach także, brakuje też miejsc, które posiadają ofertę na bardzo małe biusty: 70% Polek to rozmiary do miseczki G.

Anna wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientek :-) 

 

W rozmowie ze mną wspominałaś o jeszcze jednym wyjątkowym atucie Boutique Bielizny: warsztaty dla kobiet. Czego jeszcze, poza odpowiednim dobraniem biustonosza, można się u was nauczyć?

Jak już wcześniej wspomniałam, motto Boutique Bielizny brzmi: Zmierz się ze swoją kobiecością. Chciałabym stworzyć miejsce, w którym kobiety czują się wyjątkowo, czują się dopieszczone. Pragniemy również edukować kobiety i stwarzać atmosferę przyjaźni, tak, by czuły, że mogą się otworzyć ze swoimi problemami i potrzebami.

Dlatego w BB organizujemy organizujemy spotkania z: edukatorką seksualną, coachem, sportowcami, dietetykami, stylistkami i wizażystkami. Panie same mogą zgłaszać tematy, a my znajdziemy eksperta.

Przy herbacie - krótkie szkolenie z brafittingu :-)


Warsztaty z edukatorką seksualną? Jak przebiegają takie spotkania?

Takie warsztaty odbywają się u nas w salonie przynajmniej raz w miesiącu. W miłej atmosferze, przy blasku świec omawiamy sprawy dla wielu z nas nadal będące tematami tabu. Mówimy o naszej kobiecości, naszych pragnieniach.

Na początku każdego spotkania pokrótce omawiamy pewne gadżety erotyczne, które moim zdaniem każda z kobiet powinna mieć w swojej szufladzie. Nie służą one jedynie wzbogacaniu doznań, ale mają też zastosowanie medyczne. Na przykład kulki gejszy, które większości z nas kojarzą się wyłącznie z przyjemnością seksualną... 

 

A do czego jeszcze mogą służyć kulki gejszy?

Kulki gejszy służą do ćwiczenia mięśni Kegla i do utrzymywania ich w dobrej kondycji. Tak jak mięśnie nóg, pleców, pośladków - tak także mięśnie znajdujące się wewnątrz pochwy, podtrzymujące macicę, powinny być ćwiczone, by zachowały sprawność i nie wiotczały z wiekiem, po porodach. Możemy oczywiście ćwiczyć je same, ale wymaga to ciągłego skupienia. Używając kulek gejszy niejako wymuszamy pracę mięśni. Moc kulek to nic więcej, jak ułatwienie nam ćwiczeń, które same powinnyśmy wykonywać regularnie. Kulki podczas ruchu obijają się o ścianki naszej pochwy i  wymuszają pracę mięśni Kegla. Te mięśnie są odpowiedzialne także za jakość naszego życia seksualnego. Ale regularne stosowanie kulek to przede wszystkim: prewencja chorób kobiecych, nietrzymania moczu, obsuwania się macicy, zwiotczenia mięśni. Na początku nosimy kulki przez kilka minut i stopniowo zwiększamy czas ich stosowania. Maksymalny czas ich jednorazowego noszenia to dwie, trzy godziny. Największe efekty daje stosowanie kulek podczas ruchu - np. idąc na spacer z dziećmi, biegając czy jeżdżąc na rowerze.

Kulki gejszy to alternatywa dla leków czy inwazyjnych zabiegów, stosowanych na wysiłkowe nietrzymanie moczu, wypadanie macicy itp. Panie, które nie są przekonane do stosowania kulek gejszy, odsyłam do konsultacji z ginekologiem. 

Dziękuję za tę ciekawą wypowiedź! (Czy wiedziałyście, drogie Stanikomaniaczki, o zbawiennym działaniu kulek i o tym, jak ważne są mięśnie Kegla?) Gdzie można znaleźć informacje o tym, kiedy odbędzie się najbliższe spotkanie?

Informacje o warsztatach umieszczamy na naszym fanpage na facebooku. Przy okazji wizyt klientek w naszym sklepie także wspominamy o spotkaniach. Wstęp na warsztaty jest wolny i zawsze mamy komplet. Zaproszenia pojawiają się też w prasie - np. w kalendarium „Twojego Stylu” umieściłyśmy informację o spotkaniu z makijażystką.

Najbliższe spotkanie z Marią Magdaleną, naszą zaprzyjaźnioną edukatorką seksualną, odbędzie się 20 marca, o godzinie 19.00.

Jeżeli czytelniczki Stanikomanii bedą zainteresowane jakimś tematem, możemy zorganizować  specjalne zamknięte warsztaty tylko dla nich. Jestem otwarta na propozycje! :-)

Słyszałyście? Czekamy wraz z Boutique Bielizny na propozycje warsztatów specjalnie dla Stanikomaniaczek! :-)

 

Takie otoczenie sprzyja ciepłej atmosferze :-)

 

Na zakończenie zapytam o twoje dalsze plany związane z dzialalnością Boutique Bielizny. Czy planujesz więcej imprez dla kobiet i jakie tematy są jeszcze twoim zdaniem warte poruszenia?

Naszym głównym celem jest pomoc kobietom w odkrywaniu kobiecości - niezależnie od wieku czy rozmiaru. Mam pomysł na zorganizowanie spotkania dla Pań w rozmiarze 46+. Kobiety o większych wymiarach również mogą się czuć piękne, seksowne i kobiece. Wystarczy tylko uwierzyć w siebie! Stylista, która poprowadzi te warsztaty, podpowie nam, jak to osiągnąć, a modelka w rozmiarze 46+ zaprezentuje propozycje pięknej bielizny.

Sama jestem ciekawa, jak mogą wyglądać takie warsztaty, bo zaczynam załapywać się na rozmiarówkę ;-) Ciekawa jestem, co Stanikomaniaczki myślą o takim połączeniu salonu z bielizną z centrum kobiecej edukacji. Czy są wśród Was chętne na warsztaty z edukatorką seksualną, stylistami? A stanikomaniaczki w rozmiarze XXL? Ciekawa jestem Waszych opinii. A może byłyście już Boutique Bielizny i możecie podzielić się wrażeniami?

Na koniec przypominam namiary: Boutique Bielizny, Al. Niepodległości 153/155, Warszawa. Czynne: jak poniżej:

Godziny otwarcia Boutique Bielizny

Dziękuję Boutique Bielizny za miłe spotkanie i rozmowę! Zapraszam Czytelniczki do zadawania dalszych pytań :-)

 

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...