środa, 29 marca 2017

 

 

Niedawno internety obiegła informacja o pewnym ciekawym projekcie fotograficznym, przedstawiającym kobiece ciała. Mowa o dziele kanadyjskiej fotografki Julii Busato, która wykonała serię zdjęć pod hasłem „Kobiety, które nie pasują do formy” (Women who don't fit into the mold). Zdjęcia przedstawiają nagie kobiety o najróżniejszych sylwetkach i typach urody, w różnym wieku, pozujące z plastikowym manekinem o „idealnych” kształtach.

Oczywiście jakieś ciasnogłowe indywidua szybko doprowadziły do zablokowania facebookowego profilu artystki. Nie wiem, czy problem udało się rozwiązać, tym niemniej dzieło pani Busato i tak rozprzestrzeniło się na cały świat w setkach tysięcy udostępnień, wśród których znalazło się i moje. Na widok tych zdjęć pomyślałam: szkoda, że przez skrzywiony stosunek społeczeństw do nagiego kobiecego ciała nie możemy oglądać biustów modelek (choć kilka fotek z odsłoniętymi piersiami trafiło na bardziej tolerancyjny Instagram). Pomyślcie, jakże ciekawe byłoby pokazanie przy okazji różnych kształtów kobiecych piersi, które tak samo nijak nie chcą pasować do wzorca...

A propos nagich biustów. Tym z Was, które jeszcze nie znają Normal Breasts Gallery, czyli Galerii Normalnych Biustów, zdecydowanie ją polecam. Galeria zawiera realne, pozbawione podtekstu seksualnego zdjęcia najróżniejszych biustów, bez retuszu, bez modyfikacji - tak by każda kobieta mogła zobaczyć, jak wielka różnorodność kształtów, proporcji, kolorów charakteryzuje nasze popiersia. Większość piersi ma niewiele wspólnego z manekinowym ideałem i nie ma w tym niczego dziwnego, nienormalnego, domagającego się zmiany.

 

W niewoli kulek

A więc już wiemy, że biust nieubrany ma prawo odbiegać od formy podniesionej i kulistej. Czy jednak nie pozostałyśmy niewolnicami tego kształtu, domagając się modelujących piersi biustonoszy? Na ile potrafimy zaakceptować naturalny kształt naszych piersi? Z tym jest chyba słabo. Biusty „na wolności” wciąż nie podobają nam się tak, jak biusty ubrane w kształtujące je staniki - przybierające kształt miseczek, do których je „wlewamy”.

 

Avocado - Calypso, Panache - Elise. Calypso - kształt „naturalny”, Elise - wymodelowany usztywnioną miseczką

 

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w noszeniu stanika nie chodzi nam tylko o estetykę. Biustonosze nosimy też dlatego, że chronią delikatną skórę sutków, oddzielają piersi od brzucha (co przydaje się zwłaszcza w upalne lato), a w przypadku biustów ciężkich - pomagają je unieruchomić, odciążyć kręgosłup, chronić piersi przed przeciążeniami przy intensywniejszym ruchu. Jestem daleka od anty-biustonoszowych krucjat. Nikogo nie namawiam do wyrzucania staników. Jednak proponuję, byśmy w uzależnieniu od biustonoszy i ich modyfikacyjnych możliwości zachowywały pewien umiar. Umiar zaczyna się od uświadomienia sobie, jak bardzo jest się uzależnionym.

 

Pułapka perfekcji

Pasjonując się brafittingiem, zachłysnęłyśmy się tym wszystkim, co dają nam staniki. Zachwycone wyglądem biustu w odpowiednio dopasowanych miskach, wpadamy czasem w pułapkę nadgorliwości i perfekcjonizmu. Nagle okazuje się, że stanik ma nie tylko zmieścić oraz jako tako podnieść i zebrać, ale wręcz zamienić nasz biust na całkiem inny - idealną sterczącą kulkę nie wystającą broń Bogini na boki. Tymczasem ciało nie jest plasteliną i wszystkiego zrobić się z nim nie da, a w każdym razie - nie bez kosztów.

Ja też lubię popatrzeć na to, co z piersiami potrafi zrobić porządny podnośnik, zbieracz i zaokrąglacz. Mam jednak taki biust, jaki mam - z piersi nisko osadzonych, o szerokiej podstawie i z wiekiem coraz mniej jędrnych nie zrobię sterczących nieomal spod brody, zepchniętych z boków w przód kulek. Oczywiście są kobiety, które mają zupełnie inną formę piersi niż ja - takim z kolei trudno byłoby osiągnąć kształt zbliżony do mojego. Na chwilę, dla efektu, dla fajnej fotki, dla zrobienia wrażenia - jasne, mogę się nieco przemodelować, ale wielu godzin w niewygodzie znosić nie zamierzam.

 

 

Ewa Bien - Daria, Sculptresse - Chi Chi. Daria - kształt „naturalny”, Chi Chi - mocno podniesiony, choć wciąż jeszcze wygodny.

 

Sądzę, że z tym nieperfekcjonistycznym podejściem nie jestem odosobniona. Żeby daleko nie szukać, przeciętna kobieta, dla której brafitting nie jest życiową pasją, kieruje się przy doborze bielizny po prostu jako-takim wyglądem i wygodą. A i czasem - o zgrozo - zdarza jej się przedkładać fajny design, fikuśną koronkę nad idealnie podniesiony kształt ;-) Mam pełno staników, które nadają mojemu biustowi najróżniejsze formy - i wszystkie, choć różne, uważam za dobre.

 

Wystarczająco dobry kształt

Czy zatem modelowanie biustu to zuo? Nie no, bez przesady ;-) Jeśli chodzi o mnie - owszem, wymagam od stanika, by podniósł mi biust. Jednak profil piersi w nim nie musi tworzyć prostej linii od podstawy stromo do góry. Pierś może się w tym miejscu zaokrąglać, nawet nieco wisieć, choć nie za bardzo. Powinna jednak być dobrze oddzielona od tego, co pod nią, czyli między dolną częścią piersi a ciałem pod piersią powinien występować kąt w miarę możliwości nieostry.

 

Po lewej - naturalny kształt piersi bez stanika, po prawej - moja komfortowa wysokość podniesionego biustu.

 

Jak wysoko biustonosz powinien podnieść pierś? Myślę, że warto spróbować wyobrazić sobie, jaki kształt uzyskałaby nasza pierś, gdyby nagle wyłączyć przyciąganie ziemskie. Gdzie znajdowałby się jej szczyt? Oczyma wyobraźni widzę, że jest pewna naturalna granica, na której pierś by się zatrzymała i nie wędrowała już wyżej. Na pewno potraficie wyczuć tę wysokość. Powyżej tej granicy podnoszenie piersi jest już ciągnięciem, „wygniataniem” jej do góry, na siłę, co w moim przypadku zaczyna być bolesne zarówno dla piersi, jak i dla ramion.

Każda z nas ma swoją indywidualną komfortową wysokość podnoszenia biustu. 

 

Po lewej - moja komfortowa wysokość podniesionego biustu, po prawej - pierś podniesiona zbyt mocno. Na zdjęciu widać zmarszczony materiał - pod spodem marszczy się również skóra. Nie jest mi wygodnie. To nie jest wysokość, na którą chciałabym podnosić swój biust. 

  

Jeśli chodzi o zebranie z boków - nie wymagam od stanika, by moje piersi w ogóle nie wystawały na boki poza obrys ciała. Moje piersi w swoim naturalnym kształcie kierują się właśnie na boki oraz mają szeroką podstawę. Mogę nieco skierować je do środka, ale ani ich nie zwężę, ani nie rozpłaszczę sobie boków jak deską ;-)

 

Po lewej - piersi bez stanika, po prawej - w usztywnianym biustonoszu Julieta marki Ava

 

Nie wymagam też od moich piersi w staniku, by miały kształt wybrzuszających się w dekolcie kulek (mój biust puszczony wolno nie wybrzusza się do góry, tylko zwisa równo w dół), ani by owe kulki były przytulone do siebie (naturalnie są rozstawione). Akceptuję zarówno kształty kulkowate, jak i noskowate, a nawet trochę spłaszczone.

Jak więc oceniam kształt, gdy recenzuję stanik? Mam pewne wymagania minimum (jak wspomniane wcześniej podnoszenie), a poza tym - musi mi się po prostu podobać, a przy tym nie zniekształcać nadmiernie naturalnej formy biustu. Nie zaakceptowałabym np. stanika wpychającego mi biust pod pachy, tak samo jak nie oceniłabym dobrze ekstremalnych „kaczych dziobów” czy szpiców.

Ciekawa jestem, co Wy nazwałybyście wystarczająco dobrym dla Was kształtem biustu? Czy są staniki, które odrzucacie tylko ze względu na nieodpowiednie modelowanie?

 

Prawo do zwisania

#Możenapiszęcośniepopularnego, ale bardzo podoba mi się moda na braletki, czyli staniki, które, prócz ozdabiania, wiele z biustem nie robią. Nareszcie pierś, przynajmniej ta niewielka i lekka, dostała od nas pozowolenie na kształt zbliżony do naturalnego. I powiem szczerze - chciałabym, by takie pozwolenie uzyskał także biust duży. Nie upieram się, że niepodtrzymująca braletka nadaje się dla każdego i na każdą okazję, ale w wielu okolicznościach mogłabym taki stanik-niestanik nosić. Chciałabym dać swoim piersiom prawo do naturalnego i nieskrępowanego zwisania, a sobie - do lubienia tej formy.

 

 

Toru & Naoko: Juana Wrap Bra

 

Powyższy akapit może dla wielu z nas brzmieć jak rewolucja, a w każdym razie - jak coś trudnego do zaakceptowania. Nie musimy od razu popadać w radykalizm - jak już wspomniałam, nie namawiam ani do wyrzucania staników, ani przesiadania się wyłącznie w miękkie trójkąty z koronki.

Jednak gorąco zachęcam was do tego, byście przy dobieraniu stanika, czy to dla siebie, czy dla kogoś innego, nie ulegały za bardzo presji jedynego, idealnego kształtu biustu. Kulki nie są obowiązkowe - cieszmy się także innymi formami i doceniajmy inne, „pozakształtowe” walory staników, jak skuteczne podtrzymanie, wygodę, ciekawy wzór. Rzecz jasna, nie ma nic złego w tym, że chcemy czasem coś stuningować, poprawić, podkręcić. Jednak róbmy to z pełną świadomością i na mocy własnej decyzji. Spróbujmy przekonać się do myśli, że naturalna forma naszego biustu też jest OK (taki stanikomaniacki wkład w ciałopozytywność). Oraz, że nigdzie nie jest powiedziane, że w stanikach nasze biusty muszą być jednakowe, jak ten manekin z fotografii Julii Busato. Mamy prawo być inne, mamy prawo się różnić, mamy prawo być sobą.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...