wtorek, 28 kwietnia 2009

Na początek łyk historii. W 2005 roku, gdy w Polsce powstało forum Lobby Biuściastych o biustonoszach i ich dobieraniu, nasze koleżanki z innych kontynentów już aktywnie badały rynek bieliźniarski. Dochodziły do podobnych wniosków, jak „lobbystki”: większość kobiet nosi staniki w nieprawidłowym rozmiarze. Co więcej, odkryły, że profesjonalny bra-fitting oferowany w sklepach jest niezadowalającej jakości - kobiety wychodzą ze sklepów ze stanikami tak samo źle dobranymi, jak przyszły. Takie były rezultaty badań przeprowadzanych w owym czasie przez organizacje konsumenckie.

CHOICE, największe stowarzyszenie konsumentów w Australii, przeprowadziło test (o którym można poczytać także tutaj), w ramach którego 12 „tajemniczych klientek” odwiedzało sklepy z bielizną. Kupiły 49 staników, których dopasowanie zostało następnie ocenione przez zespół ekspertek (dwie gorseciarki oraz Deirdre McGhee, fizykoterapeutka, która niezależnie od dr Scurr wspomnianej w notce Nauka w służbie biustu prowadziła badania nad biomechaniką piersi).

Wyniki? 68% biustonoszy zdaniem ekspertek zostało źle dobranych, w tym 43% z nich miało za małe miseczki (tkanka biustu wymykająca się górą, bokiem, dołem ze stanika), zbyt luźny lub zbyt ciasny obwód pod biustem (który pełni ważną rolę w podtrzymaniu biustu, redukując obciążenie ramion), a także zbyt wąskie skrzydełka i tył. Kontrowersyjna natomiast wydaje mi się ocena, że wiele biustonoszy miało nieprawidłowy kształt fiszbin, co powodowało ich nacisk na tkankę biustu - moim zdaniem problemy tego rodzaju najczęściej powoduje źle dobrany rozmiar... Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że stanikologia od owego czasu poczyniła znaczne postępy - w szczególności teraz mamy większy wybór rozmiarów do testowania.

Co ciekawe, kobiety uczestniczące w eksperymencie, poproszone o ocenę wygody swoich nabytków odpowiadały w większości, że odczuwały „średni dyskomfort”. Ekspertki CHOICE doszły do wniosku, że większość kobiet przywykła niewiele oczekiwać od swojej bielizny. Czemu jednak godzić się na „średni dyskomfort”, gdy można zapewnić sobie pełen komfort? I o to właśnie chodzi w ruchach konsumenckich.

 

A jak to robią w Ameryce?

W trzy lata po testach Australijek, w kwietniu 2008 roku magazyn ShopSmart, wydawany przez amerykańskie zjednoczenie konsumentów Consumers Union, opublikował opracowanie na temat dobierania biustonoszy. Wydawałoby się, że od czasu dobrego początku zrobionego przez dzielne Australijki świadomość konsumentek powinna wzrosnąć - jednak najwyraźniej tak się nie stało, a przynajmniej nie wszędzie.

Oprócz oczywistych rad, w rodzaju „upewnij się, że obwód stanika znajduje się na tej samej wysokości z przodu i z tyłu”, w artykule znalazła się analiza pięciu przypadków niedopasowania. Zaprezentowane metamorfozy na pierwszy rzut oka przedstawiają zmiany na lepsze. Czy jednak osiągnięto prawidłowe dopasowanie? Mam poważne wątpliwości...

W jednym z przypadków osobie o piersiach, które „obwisają i migrują pod pachy” (Amerykanki też wiedzą o słynnej biusto-migracji! :)) zaoferowano biustonosz, który co prawda znacznie lepiej obejmuje jej biust tudzież nie wbija się w piersi krawędziami miseczek, jednak fiszbiny pośrodku wyraźnie nie przylegają do mostka (tj. klatki piersiowej między piersiami). Odstające od ciała fiszbiny świadczą o tym, że najprawdopodobniej miseczki są zbyt płytkie. Nierozdzielone mostkiem stanika piersi stykają się za sobą, a dalsze ściskanie ich w zbyt płytkich miseczkach sprawi, że będą nadal migrować radośnie pod pachy, co zresztą już widać. Jednym słowem: OBA zdjęcia przedstawiają osobę w ŹLE dobranym biustonoszu!

I kolejny przykład. Bardzo chciałabym wierzyć, że dokonane zmiany w całości są zmianami na lepsze, jednak zupełnie nie mam tej pewności. Zdjęcie „przed” przedstawia buły, a wręcz zwisy plecne w pełnym rozkwicie - kombinowany efekt zbyt niskich boków stanika, najprawdopodobniej zbyt małych miseczek i być może zbyt ciasnego obwodu pod biustem (tylko po co w takim razie stanik został zapięty na najciaśniejsze haftki?). Naszej bohaterce zaoferowano biustonosz z wyższym pasem obwodowym (dobrze) i doczepiono doń przedłużkę obwodu (trudno powiedzieć...). Buły wyraźnie się zmniejszyły, choć nie zniknęły całkowicie.

Jestem jednak niezmiernie ciekawa, jak osoba ta wygląda z przodu? Tego już nam nie pokazano. Wiadomo jednak, że zwiększono rozmiar miseczki o jeden, aż do „zawrotnego” DDD marki Wacoal (wiele amerykańskich marek używa systemu kontynentalnego z tą zabawną różnicą, że powyżej miseczki D kolejne rozmiary to tylko zwielokrotniona litera D... przy czym rzadko zdarzają się rozmiary powyżej D potrójnego), a przedłużka zwiększyła obwód o dwa cale, czyli jeden rozmiar podbiustowy.

Tymczasem problemy modelki to, jak napisano (oprócz widocznych buł), wbijanie się ramiączek w ramiona i miseczki podjeżdżające do góry (!?). Zwiększenie obwodu pod biustem nie wygląda na najlepsze rozwiązanie tych problemów. Pokazanie wyłącznie widoku z tyłu niestety podważa wiarygodność ekspertów z Consumer Union. Skąd wiadomo, czy obwód nie jest w rzeczywistośći za luźny i po kilku ruchach nie znajdzie się pod karkiem modelki?

Jakie wnioski płyną z tych przykładów? Niezależne organizacje konsumenckie niezupełnie radzą sobie z tematem biustonoszy i bra-fittingu, co widać szczególnie na przykładzie amerykańskim. W tym kontekście kto wie, czy Lobby Biuściastych nie stanie się najbardziej fachową siłą konsumencką - co najmniej w naszej części Europy. Jak myślicie?

 

A na marginesie...

Jeśli chiałybyście zwiększyć szanse autorki Stanikomanii na kontakt z dziennikarzami jednego z pism należących do Burda Communications (takich jak „Elle” czy „InStyle”) i opublikowanie w którymś z nich własnego tekstu, wejdźcie tutaj i zagłosujcie :-) Tym razem żadnych SMSów ani e-maili - wystarczy kliknąć! Banner konkursowy znajdziecie także w prawej kolumnie bloga, pod boksem z ostatnimi komentarzami. Dziękuję za wszystkie głosy!

 

piątek, 24 kwietnia 2009

W 1977 roku, w czasach, gdy w Ameryce triumfy święciła moda na zdrowy styl życia i jogging, Lisa Lindahl, 28-letnia studentka uniwersytetu w Vermont, przebiegała 30 mil tygodniowo. Irytowało ją to samo, co i dziś jest udziałem wielu miłośniczek ruchu na świeżym powietrzu - podskakujący biust. Postanowiła aktywnie zająć się problemem i we współpracy ze znajomą projektantką kostiumów Polly Smith stworzyła Jogbra - pierwszy nowoczesny stanik sportowy. Inspiracją projektu było suspensorium, czyli męska część garderoby używana m.in. przez sportowców w celu podtrzymania i ochrony genitaliów w czasie biegu - ponoć dziewczyny wpadły na pomysł, by zszyć dwa suspensoria razem. Pierwszy model Jogbra znajduje się w zbiorach Smithsonian Institution oraz nowojorskim Metropolitan Museum of Art (kto znajdzie i przyśle mi jego zdjęcie? :))

Wraz z upowszechnieniem sportu wśród kobiet, do projektowania biustonoszy sportowych zaprzęgnięto naukę. I to właśnie dzięki stanikologii sportowej kwestia ochrony piersi przed niszczącym wpływem podskakiwania stała się przedmiotem poważnych badań. To niezwykle ważne z punktu widzenia troski o nasze biusty, daje bowiem szansę na to, że podtrzymanie i konstrukcja z czasem staną się, obok estetyki, główną troską producentów bielizny. I nie chodzi tu wyłącznie o zgrabny wygląd dobrze uniesionych piersi - chodzi przede wszystkim o nasze zdrowie, wygodę, wolność od bólu i swobodę ruchów.

Zaskakuje jednak fakt, że badaniami nad zachowaniem piersi w czasie ruchu zajmuje się, najwyraźniej, tylko jedna osoba - znana już niektórym stanikomaniaczkom dr Joanna Scurr z uniwersytetu w Portsmouth (jeśli komukolwiek wiadomo o innym ośrodku prowadzącym takie badania, proszony jest o podzielenie się informacją). Dr Scurr już w 2007 roku przebadała 70 kobiet - przy pomocy sensorów przyczepionych do ich piersi w trakcie biegu na mechanicznej bieżni mierzyła zakres i prędkość ich ruchów. Wnioski?

Po pierwsze - co dla większości z nas nie jest szczególnie zaskakujące - przeciętny stanik zupełnie nie radzi sobie z intensywnością ruchu piersi. Amplituda ruchu góra-dół w czasie biegania sięga 21 cm, do tego dochodzi także ruch na boki oraz do i od klatki piersiowej. Okazuje się, że biust porusza się równie intensywnie w czasie szybkiego sprintu, jak i wolniejszego joggingu. To sprawia, że dobrze podtrzymujący stanik sportowy jest niezbędny nie tylko wyczynowym szybkobiegaczkom, ale i przeciętnym miłośniczkom aktywnego trybu życia. „Naprawdę istnieją kobiety, które chciałyby uprawiać sport, ale nie robią tego, ponieważ nie mają odpowiednich biustonoszy” - powiedziała dr Scurr. Ja dodałabym do tego: nie tylko odpowiednio zaprojektowanych i uszytych, ale także - w odpowiednim rozmiarze.

Przyczyną, dla której kobiety boją się ruchu, jest między innymi ból - może to być bolesność związana z cyklem miesięcznym, która zwiększa się przy ruchach piersi, a także ból spowodowany rozciąganiem się tkanki piersi podczas uprawiania sportu. Nasze piersi, by nie bolały, potrzebują po prostu unieruchomienia.

Naturalne podtrzymanie piersi nie jest zbyt mocne. Za zachowywanie kształtu piersi odpowiedzialne są bynajmniej nie mięśnie klatki piersiowej - sama pierś nie jest w ogóle umięśniona. Na „naturalny stanik” składa się skóra oraz przerastająca całą pierś sieć pasm tkanki łącznej, zwanych po angielsku więzadłami Coopera (Cooper's ligaments), a po polsku - więzadłami wieszadłowymi sutka [patrz: schemat na początku notki]. Rzecz jasna, więzadła te poddane są ustawicznemu naciąganiu, a nadmierne obciążenia mogą prowadzić do ich trwałych zniekształceń i obwisania piersi.

[Powyżej: dr Joanna Scurr przeprowadza prezentację dla Shock Absorbera, producenta staników sportowych]

Badania dr Scurr były pionierskie. Po raz pierwszy przebadano tak duży zakres rozmiarów piersi - badane kobiety nosiły miseczki od A do JJ. „Dopiero teraz projektowanie staników stało się nauką” - powiedziała dr Scurr. Wcześniej nie było żadnych badań. To tak, jakby projektować samochody albo sprzęt kuchenny bez wiedzy, do czego te przedmioty służą. Trzeba zastanowić się nad tym, do czego potrzebujemy staników? Czego od nich wymagamy? Czy łatwo uwierzyć, że te słowa padły dopiero AD 2007? Nasuwa się pytanie: czemu nie 30 lat wcześniej, gdy Lisa Lindahl poczuła, że bolą ją piersi przy bieganiu? A dlaczego nie jeszcze wcześniej?

Joanna Scurr odpowiada na to pytanie następująco: „Nauka o sporcie zawsze była zdominowana przez mężczyzn. Studiowanie ruchu piersi traktują oni jak coś raczej zabawnego [...] Kiedy na konferencjach pytają mnie, czym się zajmuję, odpowiadam, że skaczącymi piersiami, nie - biomechaniką piersi. Ludzie reagują nerwowym śmiechem, ale potem zawsze chcą dowiedzieć się więcej.”

Badania dr Scurr już mają wpływ na rynek bieliźniany. Na jej dokonania powołuje się np. producent biustonoszy marki Shock Absorber, jednej z nielicznych, która dba o biusty D+ (ciekawe, kiedy zadba o G+... Zadbał i o G+ - biustonosze do miseczki HH tej marki są dostępne m.in. w Bravissimo). Warto obejrzeć animacje zamieszczone na stronach Shock Absorbera, o których już kiedyś wspominałam - przedstawiają one poruszające się piersi w zależności od rozmiaru biustu i rodzaju noszonego stanika. To naprawdę robi wrażenie... Sklepy z bielizną, takie jak amerykański HerRoom.com, zaczynają w prezentacjach towaru uwzględniać „testy podskokowe” - oto testy video 30 modeli staników (obok można ściągnąć podcast z wypowiedzią dr Scurr). Zespół dr Joanny cały czas pracuje nad innowacyjnymi modelami sportowych podtrzymywaczy.

Ciekawe, kiedy doczekamy się czasów, gdy każdy stanik, nie tylko do joggingu, będzie miał naukowo opracowaną konstrukcję dostosowaną do budowy kobiecego ciała? Czy nadejdzie era naukowego gorseciarstwa? Kiedy każdy producent bielizny, by utrzymać się na rynku, będzie zmuszony współpracować z badaczami i brać pod uwagę realne potrzeby kobiet, zamiast szyć „na oko”, nie na biust?

Mam również nadzieję, że staniki przyszłości będą szyte nie tylko z inteligentnych, ale i pięknych materiałów :-)

[Korzystałam z informacji i zdjęć ze stron: Breast Cancer Source, Scientific Blogging, Uniwersytetu Vermont]

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

ENGLISH version

Wiosna to sezon krytycznych spojrzeń w lustro. Wdziewamy lżejszą odzież, sprawdzamy, czy zmieścimy się w zeszłoroczne bikini, zapisujemy się na fitness czy basen. Odnawiamy garderobę wierzchnią... ale czy pamiętamy o spodniej?

Te z nas, którym nieobce są porady stylistyczne Trinny&Susannah czy Goka Wana, wiedzą już, że odpowiednia bielizna to fundament dobrego wyglądu w ubraniu. Nie znaczy to jednak, że wraz z nadejściem ciepłej pory mamy koniecznie zakuć się w różnego rodzaju obciskające tuby, zwane bielizną korygującą. W większości przypadków i sytuacji wystarczy nam właściwa „odzież” nabiustna! Nie od dziś wiadomo, że uniesienie, zebranie i lekkie wymodelowanie biustu optycznie odejmuje kilogramów, czyni figurę zgrabną i powabną. Nie mówiąc już o wygodzie i swobodzie ruchów. Zresztą zobaczcie same.

 

Gracja w kąpieli

Pierwsza modelka postanowiła pokazać się nam w dwóch strojach. Oba to jednoczęściowe kostiumy kąpielowe o oszczędnym, sportowym designie, w kolorze czarnym. I na tym kończą się ich podobieństwa. 

Ten pierwszy (z lewej strony) to przeciętny jednoczęściowiec ze sklepu sportowego - bez wzmocnień, miseczek ani, tym bardziej, fiszbin. Drugi to kostium Panache Grace w rozmiarze 30J. Rozmiar stanikowy świadczy o tym, że kostium został zaprojektowany z myślą o potrzebach biustu. Kostium jest wyposażony w wewnętrzny stanik na fiszbinach, zapinany z tyłu, unoszący i podtrzymujący piersi.

 

Od frontu także doskonale widać, gdzie znajduje się biust modelki w dobrze podtrzymujacym kostiumie - co najmniej kilkanaście centymetrów wyżej. Tych kilkanaście centymetrów zmienia bardzo wiele - dzięki odsłonięciu talii wysmukla i dodaje lekkości. Przy okazji warto zauważyć, że ramiączka w kostiumie Panache wcale nie są szerokie. Dzięki dobrze dobranemu rozmiarowi pod biustem piersi podtrzymywane są przez pas stanika. Modelka mierzy ok. 75 cm pod biustemi i 105 w biuście, a rozmiar kostiumu to, przypominam, 30J (co odpowiada kontynentalnemu rozmiarowi 65... P :-)

Do kompletu brakuje jeszcze pełnego profilu:

Widać, że piersi dokładnie mieszczą się w odpowiednio głębokich miseczkach - gładka linia, żadnych niepożądanych wybrzuszeń nad stanikiem, a przy tym - ładny dekolt.

Łatwo wyobrazić sobie, na ile wzrósł komfort modelki w nowym kostiumie - piersi nie opadają na brzuch, nie kołyszą się i zgrabnie „patrzą” w przód. Okazuje się, że strój jednoczęściowy wcale nie musi być spłaszczającą tubą! Możemy wyglądać w nim równie zgrabnie, jak w dobrze dobranym staniku. Najmocniejsze podtrzymanie biustu zapewni nam kostium wyposażony w wewnętrzny stanik, składający się miseczek i tylnego zapięcia.

 

Liczy się poziom :-)

I kolejny przykład pokazujący, w jaki sposób stroje czy bielizna o różnym poziomie podtrzymania biustu wpływają na figurę. Ta część z Was, która zagląda na forum Lobby Biuściastych, zna już te zdjęcia. Modelka (inna, niż pozująca do poprzedniego zestawu) chciała zademonstrować, ile potrafi dać dobrze dobrana konstrukcja biustonośna.

Pierwsza fotka to znowu sportowy kostium bez części podtrzymującej biust - funkcjonalny odpowiednik przylegającej bluzki bez stanika pod spodem.

Druga przedstawia sylwetkę modelki w stroju Freya Drew. Kostium ten, model sprzed kilku sezonów, ma wymodelowane wewnątrz miseczki na fiszbinach, „stanik” ten jednak jest pozbawiony pasa i zapięcia z tyłu - można powiedzieć, że jest to tylko połowa stanika. Bardzo podobny efekt występuje w źle dobranych stanikach o za luźnym, niczego nie podtrzymującym obwodzie - wyglądamy w nich niewiele lepiej niż bez bielizny.

Trzeci obrazek to bieliźniany gorset (basque), model marki Elomi (Occasions). Częścią piersionośną jest tutaj stanik na fiszbinach o dobrze podtrzymującym obwodzie.

Dodatkową ciekawostkę stanowi tutaj wyjątkowa konstrukcja części stanikowej. Oprócz fiszbin w kształcie łuków, okalających piersi, jak w każdym fiszbinowcu, w miseczkę wszyto także dodatkowe pionowe wzmocnienia, zrobione z podobnego elastycznego tworzywa, co znane nam już fiszbiny boczne stosowane w bokach staników (dla ciekawskich: w slangu bieliźniarskim są one zwane z angielska treslo, co sprytne lobbystki przerobiły już na swojsko brzmiące „tręsła” :-))

Wróćmy jednak do naszej modelki. Na pierwszej fotce widzimy krągłą figurę przypominającą jabłuszko. Biust, pozbawiony podtrzymania, praktycznie zlewa się z brzuchem - właściwie niespecjalnie go widać. Tymczasem skądinąd wiemy, że modelka dysponuje całkiem znaczną różnicą obwodów - na co dzień nosi staniki m.in. w rozmiarze brytyjskim 34JJ. I dopiero ostatni ciuszek z zestawu pozwolił odpowiednio wyeksponować tę różnicę - dzięki dobrze podtrzymującemu stanikowi.

To tylko przykłady - jedne z wielu. Dobrze dobrany biustonosz czy kostium kąpielowy podtrzymujący piersi już niejednej kobiecie wybił z głowy myśl o rezygnacji z plaży czy pływania, ubieraniu się w maskujące worki zamiast w podkreślające figurę ciuszki tudzież odwiódł od myśli o chirurgicznej ingerencji w wygląd. Trzeba tu dodać, że właściwie dobrany, dobrej jakości „biustonośnik” powinien być również wygodny - nie ma mowy o żadnym brutalnym modelowaniu à la gorsety naszych praprababek. Ściśle dopasowany obwód pod biustem i odpowiednio głębokie miseczki - to trzy czwarte, a może nawet i dziewięć dziesiątych sukcesu.

 

Trwały efekt!

Zgodnie z sugestią jednej z czytelniczek :) uzupełniam ten tekst o kolejny dowód na dobroczynne działanie odpowiedniej bielizny na sylwetkę. Okazuje się bowiem, że regularne noszenie biustonosza we właściwym rozmiarze może istotnie poprawić wygląd biustu również bez stanika! Poniższe zdjęcia przedstawiają tę samą osobę, co powyżej, sfotografowaną w tym samym, zwykłym kostiumie kąpielowym, pozbawionym konstrukcji podtrzymującej piersi, w dwuletnim odstępie czasowym.

Zdjęcia po lewej zostały zrobione w maju 2007. Zdjęcia po prawej - w kwietniu 2009. Co zrobiła modelka w ciągu tych dwóch lat? Czy poddała się opieracji plastycznej?

Nie - jedyną zmianą był rozmiar noszonego stanika. Obecnie jest on o trzy rozmiary miseczki większy niż dwa lata temu. Dzięki noszeniu odpowiedniej bielizny piersi ujędrniły się i uniosły tudzież wróciły z emigracji - spod pach, a nawet z pleców - dokąd były wcześniej spychane przez zbyt ciasny stanik.

Najwyraźniej dobroczynny wpływ konstrukcji biustonośnej nie kończy się w momencie, gdy zdejmujemy wieczorem stanik - możemy dzięki niej trwale poprawić swój wygląd!

Szkoda, że nikt (a może jednak ktoś?) nie prowadzi badań naukowych na temat trwałego wpływu noszenia biustonoszy na tkankę biustu. A może dr Joanna Scurr, o której piszę w tekście Nauka w służbie biustu, także interesuje się tym problemem? Przede wszystkim jednak powinni zainteresować się nim lekarze - z pewnością udałoby się dzięki temu uratować niejeden biust przed niepotrzebną interwencją chirurga plastyka.

Co Wy na to? Czy warto inwestować w dobrze dobraną bieliznę? :-)

(Wielkie podziękowania dla Modelek za podzielenie się z nami swoimi biusto-metamorfozami!)

piątek, 17 kwietnia 2009

Podobno plaże w Brighton nie kuszą złotym piaskiem, są bowiem raczej kamieniste - być może zyskują na uroku przy bliższym poznaniu :) I tak też przebiegała moja znajomość z tym granatowym bikini. Zdjęcie katalogowe nie obiecywało zbyt wiele - ot, stanik bandeau, co do którego miałam pewne obawy, czy będzie korzystny dla mojej figury, miseczki zwyczajnie granatowe, biała lamówka, guziczki. Styl retro, pociągający, ale czy nie zbyt prosty, wręcz nudny? Na szczęście zwyciężył pęd eksperymentatorski - i chwała mu, bo już po pierwszej przymiarce zdecydowałam, że nie mam najmniejszej ochoty rozstawać się z:

 

Panache - Brighton bandeau bikini, stanik: 34G, majtki: 12, kolor: granatowy

[Rozmiary miseczek stanika: D-G, obwody: 30-38 (65-85), cena: 159 zł (majtki: 75 zł)]

 

Estetyka

(4 1/2)

Skąd ten niespodziewany zachwyt? Otóż: żeby docenić urok Brighton, należy je włożyć! Krótko mówiąc - i nie ma w tym żadnej przesady - poczułam się w tym kostiumie jak gwiazda. Mimo całkiem niegwiazdorskiej sylwetki, krągłej nie tylko w tych najbardziej pożądanych miejsach :-) W tym niby zwyczajnym, szkolnym wręcz, zestawie granatu i bieli jest coś niesamowicie kobiecego. Może zadziałała magia skojarzeń z filmami z lat sześćdziesiątych i legendami kina? Podsumowując: piątka za styl!

Przejdźmy jednak do konkretów. Stanik w wersji bandeau (bo jest i plunge), usztywniany gąbką, jest nieco miększy niż większość bieliźnianych staników, co budzi pozytywne odczucia. Na zewnątrz nie widać konstrukcji stanika - podobnie jak w Saharze z kolekcji Masquerade, fiszbiny są ukryte pod pokrywającym miseczki materiałem, dzięki czemu nie budzi bieliźnianych skojarzeń. Stanik odsłania szczyty piersi, za co tak lubimy wszystkie usztywniane bandeaux. Ucieszą się amatorki eksponowania biustu tudzież, rzecz jasna, opalonych ramion bez jasnych paseczków!

Minus, za który odejmuję pół punkta, dostrzegalny jest jedynie z profilu - pionowy szew pośrodku miseczki powoduje, że pierś nie ma idealnie gładkiej linii, zauważa się tu pewną nierówność. Ten szczegół ginie jednak w ogólnym dobrym wrażeniu.

Majtki występują w dwóch wersjach, klasyczne i szorty. Jeśli więc ktoś oczekuje skąpego bikini typu trójkąciki wiązane na biodrach, Brighton na pewno nie okaże się dobrym strzałem. Szorty nie są przesadnie zabudowane, są też zgrabniej wykrojone od wielu znanych mi szortów.

 

Dopasowanie

(5)

Stanik bikini, zamówiony w zwykle kupowanym przeze mnie rozmiarze bieliźnianym, okazał się idealnie dopasowany. Obwód nie jest szczególnie ciasny, co uważam za zaletę - biust pozostaje dobrze podtrzymany, a pasek nie naciąga się nadmiernie i wygląda estetycznie. Jestem na pograniczu rozmiarów i w niektórych 34G prawa połowa mojego biustu ma tendencje ucieczkowe. Tutaj też tak jest, ale wybaczam - w końcu to bikini, nie bielizna korygująca :-)

Majtki w rozmiarze 12 (mój rozmiar bieliźniany) również pasują, ale przypuszczam, że wiele osób może zaskoczyć ich wielkość. Są spore - gdyby zaufać przeliczeniu angielskiego 12 na kontynentalne 38, wiele trzydziestekósemek mogłoby być zawiedzionych. Ponieważ jednak hojne rozmiary brytyjskich majtek są zjawiskiem dość znanym, nie obniżam oceny - niech będzie wyrazem mojego zadowolenia ze stanika :)

 

Kształt

(3 1/2)

Brighton przyzwoicie unosi piersi, natomiast nieszczególnie zbiera z boków. Nie jest to ten sam wyśniony kształt, za który lubimy staniki Masquerade - w tym celu zapewne usztywnienie musiałoby być twardsze. Oprócz tego mamy wspomniany wyżej nieidealny profil miseczki.

Kryterium kształtu, moim zdaniem, nie jest jednak aż tak istotne w przypadku staników plażowych. Tu nie musimy tak dalece dbać o gładką linię tudzież doskonały kształt pod ubraniem, jak w przypadku bielizny.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

(4)

Ten stanik trzyma! Dzięki gąbkowanym miseczkom i wszytych po bokach pionowych fiszbinach, znanych z niektórych staników, bandeau Brighton można nosić bez ramiączek, jak na bardotkę przystało.

Przy cięższym i nie pierwszej jędrności biuście radzę jednak doczepić ramiączka - „na stanie” są troczki, które można przyczepić po dwóch stronach stanika (są haczyki) i zawiązać na szyi. Wygląda to bardzo ładnie - linia zwężającego się ku górze trójkąta sprawia, że jest to rozwiązanie doskonałe dla osób o szerszych ramionach. Pas stanika bliżej miseczek jest dość szeroki, lecz w stronę pleców i plastikowego zapięcia stopniowo się zwęża, co zresztą nadaje stanikowi bardzo ładną linię. Mimo wszystko nie czuję się w nim aż tak bezpieczna, jak np. w straplessie Oasis.

 

Wygoda

(5)

Zarówno stanik, jak i majtki - całkowicie „nieszkodliwe”. Ich funkcjonalność i wygodę należałoby jednak oceniać po doświadczeniach plażowych, zatem załóżmy, że nie jest to ocena ostateczna.

 

Cena

(4)

Co prawda ceny ostatnio rzadko budzą mój entuzjazm, ale uważam, że warto docenić fakt, iż bikini to jest w cenie przeciętnego, wcale nie najdroższego kompletu bielizny brytyjskiej marki DD-plusowej. Zważywszy słabą dostępność przyzwoitych kostiumów dla biuściastych (jest ich jeszcze mniej niż bielizny) jest to powód do radości. Brawa za rozsądną cenę majtek! Zwróćmy uwagę, że np. Freya wycenia majtki bardzo podobnie do staników.

 

Podsumowanie

Coś dla miłośniczek stylu retro i takich, które jeszcze się do niego nie przekonały - z własnego doświadczenia twierdzę, że warto spróbować. W Brighton można wyróżnić się prostą, oryginalną elegancją na tle plażowego zalewu kolorów i wzorów. Mimo marynarskiego skojarzenia w tytule (a muszę przyznać, że nie cierpię stylu marynarskiego!) jest to absolutnie kobiecy kostium.

Kostium do recenzji dostarczył dystrybutor marki Panache - So chic!.

 

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...