wtorek, 28 kwietnia 2009

Na początek łyk historii. W 2005 roku, gdy w Polsce powstało forum Lobby Biuściastych o biustonoszach i ich dobieraniu, nasze koleżanki z innych kontynentów już aktywnie badały rynek bieliźniarski. Dochodziły do podobnych wniosków, jak „lobbystki”: większość kobiet nosi staniki w nieprawidłowym rozmiarze. Co więcej, odkryły, że profesjonalny bra-fitting oferowany w sklepach jest niezadowalającej jakości - kobiety wychodzą ze sklepów ze stanikami tak samo źle dobranymi, jak przyszły. Takie były rezultaty badań przeprowadzanych w owym czasie przez organizacje konsumenckie.

CHOICE, największe stowarzyszenie konsumentów w Australii, przeprowadziło test (o którym można poczytać także tutaj), w ramach którego 12 „tajemniczych klientek” odwiedzało sklepy z bielizną. Kupiły 49 staników, których dopasowanie zostało następnie ocenione przez zespół ekspertek (dwie gorseciarki oraz Deirdre McGhee, fizykoterapeutka, która niezależnie od dr Scurr wspomnianej w notce Nauka w służbie biustu prowadziła badania nad biomechaniką piersi).

Wyniki? 68% biustonoszy zdaniem ekspertek zostało źle dobranych, w tym 43% z nich miało za małe miseczki (tkanka biustu wymykająca się górą, bokiem, dołem ze stanika), zbyt luźny lub zbyt ciasny obwód pod biustem (który pełni ważną rolę w podtrzymaniu biustu, redukując obciążenie ramion), a także zbyt wąskie skrzydełka i tył. Kontrowersyjna natomiast wydaje mi się ocena, że wiele biustonoszy miało nieprawidłowy kształt fiszbin, co powodowało ich nacisk na tkankę biustu - moim zdaniem problemy tego rodzaju najczęściej powoduje źle dobrany rozmiar... Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że stanikologia od owego czasu poczyniła znaczne postępy - w szczególności teraz mamy większy wybór rozmiarów do testowania.

Co ciekawe, kobiety uczestniczące w eksperymencie, poproszone o ocenę wygody swoich nabytków odpowiadały w większości, że odczuwały „średni dyskomfort”. Ekspertki CHOICE doszły do wniosku, że większość kobiet przywykła niewiele oczekiwać od swojej bielizny. Czemu jednak godzić się na „średni dyskomfort”, gdy można zapewnić sobie pełen komfort? I o to właśnie chodzi w ruchach konsumenckich.

 

A jak to robią w Ameryce?

W trzy lata po testach Australijek, w kwietniu 2008 roku magazyn ShopSmart, wydawany przez amerykańskie zjednoczenie konsumentów Consumers Union, opublikował opracowanie na temat dobierania biustonoszy. Wydawałoby się, że od czasu dobrego początku zrobionego przez dzielne Australijki świadomość konsumentek powinna wzrosnąć - jednak najwyraźniej tak się nie stało, a przynajmniej nie wszędzie.

Oprócz oczywistych rad, w rodzaju „upewnij się, że obwód stanika znajduje się na tej samej wysokości z przodu i z tyłu”, w artykule znalazła się analiza pięciu przypadków niedopasowania. Zaprezentowane metamorfozy na pierwszy rzut oka przedstawiają zmiany na lepsze. Czy jednak osiągnięto prawidłowe dopasowanie? Mam poważne wątpliwości...

W jednym z przypadków osobie o piersiach, które „obwisają i migrują pod pachy” (Amerykanki też wiedzą o słynnej biusto-migracji! :)) zaoferowano biustonosz, który co prawda znacznie lepiej obejmuje jej biust tudzież nie wbija się w piersi krawędziami miseczek, jednak fiszbiny pośrodku wyraźnie nie przylegają do mostka (tj. klatki piersiowej między piersiami). Odstające od ciała fiszbiny świadczą o tym, że najprawdopodobniej miseczki są zbyt płytkie. Nierozdzielone mostkiem stanika piersi stykają się za sobą, a dalsze ściskanie ich w zbyt płytkich miseczkach sprawi, że będą nadal migrować radośnie pod pachy, co zresztą już widać. Jednym słowem: OBA zdjęcia przedstawiają osobę w ŹLE dobranym biustonoszu!

I kolejny przykład. Bardzo chciałabym wierzyć, że dokonane zmiany w całości są zmianami na lepsze, jednak zupełnie nie mam tej pewności. Zdjęcie „przed” przedstawia buły, a wręcz zwisy plecne w pełnym rozkwicie - kombinowany efekt zbyt niskich boków stanika, najprawdopodobniej zbyt małych miseczek i być może zbyt ciasnego obwodu pod biustem (tylko po co w takim razie stanik został zapięty na najciaśniejsze haftki?). Naszej bohaterce zaoferowano biustonosz z wyższym pasem obwodowym (dobrze) i doczepiono doń przedłużkę obwodu (trudno powiedzieć...). Buły wyraźnie się zmniejszyły, choć nie zniknęły całkowicie.

Jestem jednak niezmiernie ciekawa, jak osoba ta wygląda z przodu? Tego już nam nie pokazano. Wiadomo jednak, że zwiększono rozmiar miseczki o jeden, aż do „zawrotnego” DDD marki Wacoal (wiele amerykańskich marek używa systemu kontynentalnego z tą zabawną różnicą, że powyżej miseczki D kolejne rozmiary to tylko zwielokrotniona litera D... przy czym rzadko zdarzają się rozmiary powyżej D potrójnego), a przedłużka zwiększyła obwód o dwa cale, czyli jeden rozmiar podbiustowy.

Tymczasem problemy modelki to, jak napisano (oprócz widocznych buł), wbijanie się ramiączek w ramiona i miseczki podjeżdżające do góry (!?). Zwiększenie obwodu pod biustem nie wygląda na najlepsze rozwiązanie tych problemów. Pokazanie wyłącznie widoku z tyłu niestety podważa wiarygodność ekspertów z Consumer Union. Skąd wiadomo, czy obwód nie jest w rzeczywistośći za luźny i po kilku ruchach nie znajdzie się pod karkiem modelki?

Jakie wnioski płyną z tych przykładów? Niezależne organizacje konsumenckie niezupełnie radzą sobie z tematem biustonoszy i bra-fittingu, co widać szczególnie na przykładzie amerykańskim. W tym kontekście kto wie, czy Lobby Biuściastych nie stanie się najbardziej fachową siłą konsumencką - co najmniej w naszej części Europy. Jak myślicie?

 

A na marginesie...

Jeśli chiałybyście zwiększyć szanse autorki Stanikomanii na kontakt z dziennikarzami jednego z pism należących do Burda Communications (takich jak „Elle” czy „InStyle”) i opublikowanie w którymś z nich własnego tekstu, wejdźcie tutaj i zagłosujcie :-) Tym razem żadnych SMSów ani e-maili - wystarczy kliknąć! Banner konkursowy znajdziecie także w prawej kolumnie bloga, pod boksem z ostatnimi komentarzami. Dziękuję za wszystkie głosy!

 

piątek, 24 kwietnia 2009

W 1977 roku, w czasach, gdy w Ameryce triumfy święciła moda na zdrowy styl życia i jogging, Lisa Lindahl, 28-letnia studentka uniwersytetu w Vermont, przebiegała 30 mil tygodniowo. Irytowało ją to samo, co i dziś jest udziałem wielu miłośniczek ruchu na świeżym powietrzu - podskakujący biust. Postanowiła aktywnie zająć się problemem i we współpracy ze znajomą projektantką kostiumów Polly Smith stworzyła Jogbra - pierwszy nowoczesny stanik sportowy. Inspiracją projektu było suspensorium, czyli męska część garderoby używana m.in. przez sportowców w celu podtrzymania i ochrony genitaliów w czasie biegu - ponoć dziewczyny wpadły na pomysł, by zszyć dwa suspensoria razem. Pierwszy model Jogbra znajduje się w zbiorach Smithsonian Institution oraz nowojorskim Metropolitan Museum of Art (kto znajdzie i przyśle mi jego zdjęcie? :))

Wraz z upowszechnieniem sportu wśród kobiet, do projektowania biustonoszy sportowych zaprzęgnięto naukę. I to właśnie dzięki stanikologii sportowej kwestia ochrony piersi przed niszczącym wpływem podskakiwania stała się przedmiotem poważnych badań. To niezwykle ważne z punktu widzenia troski o nasze biusty, daje bowiem szansę na to, że podtrzymanie i konstrukcja z czasem staną się, obok estetyki, główną troską producentów bielizny. I nie chodzi tu wyłącznie o zgrabny wygląd dobrze uniesionych piersi - chodzi przede wszystkim o nasze zdrowie, wygodę, wolność od bólu i swobodę ruchów.

Zaskakuje jednak fakt, że badaniami nad zachowaniem piersi w czasie ruchu zajmuje się, najwyraźniej, tylko jedna osoba - znana już niektórym stanikomaniaczkom dr Joanna Scurr z uniwersytetu w Portsmouth (jeśli komukolwiek wiadomo o innym ośrodku prowadzącym takie badania, proszony jest o podzielenie się informacją). Dr Scurr już w 2007 roku przebadała 70 kobiet - przy pomocy sensorów przyczepionych do ich piersi w trakcie biegu na mechanicznej bieżni mierzyła zakres i prędkość ich ruchów. Wnioski?

Po pierwsze - co dla większości z nas nie jest szczególnie zaskakujące - przeciętny stanik zupełnie nie radzi sobie z intensywnością ruchu piersi. Amplituda ruchu góra-dół w czasie biegania sięga 21 cm, do tego dochodzi także ruch na boki oraz do i od klatki piersiowej. Okazuje się, że biust porusza się równie intensywnie w czasie szybkiego sprintu, jak i wolniejszego joggingu. To sprawia, że dobrze podtrzymujący stanik sportowy jest niezbędny nie tylko wyczynowym szybkobiegaczkom, ale i przeciętnym miłośniczkom aktywnego trybu życia. „Naprawdę istnieją kobiety, które chciałyby uprawiać sport, ale nie robią tego, ponieważ nie mają odpowiednich biustonoszy” - powiedziała dr Scurr. Ja dodałabym do tego: nie tylko odpowiednio zaprojektowanych i uszytych, ale także - w odpowiednim rozmiarze.

Przyczyną, dla której kobiety boją się ruchu, jest między innymi ból - może to być bolesność związana z cyklem miesięcznym, która zwiększa się przy ruchach piersi, a także ból spowodowany rozciąganiem się tkanki piersi podczas uprawiania sportu. Nasze piersi, by nie bolały, potrzebują po prostu unieruchomienia.

Naturalne podtrzymanie piersi nie jest zbyt mocne. Za zachowywanie kształtu piersi odpowiedzialne są bynajmniej nie mięśnie klatki piersiowej - sama pierś nie jest w ogóle umięśniona. Na „naturalny stanik” składa się skóra oraz przerastająca całą pierś sieć pasm tkanki łącznej, zwanych po angielsku więzadłami Coopera (Cooper's ligaments), a po polsku - więzadłami wieszadłowymi sutka [patrz: schemat na początku notki]. Rzecz jasna, więzadła te poddane są ustawicznemu naciąganiu, a nadmierne obciążenia mogą prowadzić do ich trwałych zniekształceń i obwisania piersi.

[Powyżej: dr Joanna Scurr przeprowadza prezentację dla Shock Absorbera, producenta staników sportowych]

Badania dr Scurr były pionierskie. Po raz pierwszy przebadano tak duży zakres rozmiarów piersi - badane kobiety nosiły miseczki od A do JJ. „Dopiero teraz projektowanie staników stało się nauką” - powiedziała dr Scurr. Wcześniej nie było żadnych badań. To tak, jakby projektować samochody albo sprzęt kuchenny bez wiedzy, do czego te przedmioty służą. Trzeba zastanowić się nad tym, do czego potrzebujemy staników? Czego od nich wymagamy? Czy łatwo uwierzyć, że te słowa padły dopiero AD 2007? Nasuwa się pytanie: czemu nie 30 lat wcześniej, gdy Lisa Lindahl poczuła, że bolą ją piersi przy bieganiu? A dlaczego nie jeszcze wcześniej?

Joanna Scurr odpowiada na to pytanie następująco: „Nauka o sporcie zawsze była zdominowana przez mężczyzn. Studiowanie ruchu piersi traktują oni jak coś raczej zabawnego [...] Kiedy na konferencjach pytają mnie, czym się zajmuję, odpowiadam, że skaczącymi piersiami, nie - biomechaniką piersi. Ludzie reagują nerwowym śmiechem, ale potem zawsze chcą dowiedzieć się więcej.”

Badania dr Scurr już mają wpływ na rynek bieliźniany. Na jej dokonania powołuje się np. producent biustonoszy marki Shock Absorber, jednej z nielicznych, która dba o biusty D+ (ciekawe, kiedy zadba o G+... Zadbał i o G+ - biustonosze do miseczki HH tej marki są dostępne m.in. w Bravissimo). Warto obejrzeć animacje zamieszczone na stronach Shock Absorbera, o których już kiedyś wspominałam - przedstawiają one poruszające się piersi w zależności od rozmiaru biustu i rodzaju noszonego stanika. To naprawdę robi wrażenie... Sklepy z bielizną, takie jak amerykański HerRoom.com, zaczynają w prezentacjach towaru uwzględniać „testy podskokowe” - oto testy video 30 modeli staników (obok można ściągnąć podcast z wypowiedzią dr Scurr). Zespół dr Joanny cały czas pracuje nad innowacyjnymi modelami sportowych podtrzymywaczy.

Ciekawe, kiedy doczekamy się czasów, gdy każdy stanik, nie tylko do joggingu, będzie miał naukowo opracowaną konstrukcję dostosowaną do budowy kobiecego ciała? Czy nadejdzie era naukowego gorseciarstwa? Kiedy każdy producent bielizny, by utrzymać się na rynku, będzie zmuszony współpracować z badaczami i brać pod uwagę realne potrzeby kobiet, zamiast szyć „na oko”, nie na biust?

Mam również nadzieję, że staniki przyszłości będą szyte nie tylko z inteligentnych, ale i pięknych materiałów :-)

[Korzystałam z informacji i zdjęć ze stron: Breast Cancer Source, Scientific Blogging, Uniwersytetu Vermont]

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...