piątek, 29 kwietnia 2011

Ciepło, ciepło, coraz cieplej... Niektóre stanikomaniaczki już gorączkowo przetrząsają szafy, nie chcąc, by fala letniego upału zaskoczyła je bez odpowiedniego przygotowania. Niedługo na czoło, a właściwie - ramię, wysunie się Problem Ramiączek. Miłośniczki przewiewnych topów odkrywających ramiona, plecy i dekolt, do których i ja się zaliczam, już wiedzą, o co chodzi.

Lubimy bluzki na ramiączka, ale wiele z nas woli, by na widoku pozostała tylko jedna ich para, i żeby nie były to ramiączka stanika. Biustonosze bez ramiączek, czyli straplessy, owszem, istnieją - ale... wiadomo, jak to jest: czy to ze względu na rozmiar, czy preferowany kształt, poziom zabudowania czy po prostu wymagania dotyczące modelowania bądź komfortu, nie każda z nas może i nie każda z nas lubi je nosić. Będę szczera: nie przepadam za straplessami latem, bo jest mi w nich gorąco (te szerokie obwody i usztywniane miseczki...), w dodatku bez ramiączek nie zbierają biustu tak, jak lubię.

 

Wzlot i upadek cami topów...

Zdjęcie po prawej to już historia. Dawno, dawno temu brytyjska sieć sklepów z bielizną Bravissimo stworzyła własną markę odzieżową, a w niej - strappy tops, czyli topy na ramiaczkach z wbudowanym w środek stanikiem, w rozmiarówce biustonoszowej. Sama kiedyś kupiłam i zrecenzowałam jeden z nich. Top na ramiączkach, zwany też cami topem, gdzie „cami” jest skrótem od „camisole” (koszulka), po wbudowaniu weń stanika, staje się wynalazkiem genialnym - daje nam ten stopień odsłonięcia górnych partii, o jakim marzyłyśmy, bez zakłócania pełni szczęścia dodatkową parą ramiączek.

Ma tylko jedną wadę - właściwie nie jest to wada idei, lecz jej realizacji: topowe ramiączka są zwykle cienkie i niezbyt solidne, co sprawia, że cięższe biusty nie uzyskują tej kombinacji komfortu i podtrzymania, jaka jest im potrzebna. Sama oceniam pod tym względem swój stary Bravissimowy strappy top jako nie całkiem zadowalający. Liczyłam na to, że firma (ciekawostka: podobno topy dla Bravissimo produkowała firma Panache) będzie swój produkt udoskonalała i że z czasem uda się połączyć w ramiączkach bluzkową estetykę z bieliźnianą funkcjonalnością - można by choćby zastosować stanikowe gumy i obszyć je tunelikiem z tkaniny. Liczyłam też przynajmniej na kontynuację różnorodnych krojów bluzek - dekolty, marszczenia, ozdoby...

Niestety, oferta marki odzieżowej Bravissimo, niedawno przemianowanej na Pepperberry, zamiast się rozszerzać, skurczyła się po prostu haniebnie. Żegnajcie kopertowe dekolty! W obecnej kolekcji mamy tylko jeden model topu o najprostszym możliwym kroju, w podstawowych kolorach, przypominających bieliźniany zestaw obowiązkowy, z jednym dodatkiem w postaci czerwieni i świeżo dołączonym koralowym. Dwa kolory, czarny i biały, po raz pierwszy wprowadziła do swojej kolekcji firma Panache. Chętnie bym je wypróbowała, ale zniechęca mnie jedno: krój. Jest to najzwyklejsza, nudna koszulka, z prostą, poziomą linią dekoltu, bez żadnego akcentu... a moja figura poziomych dekoltów nie lubi.

 

Z plaży do miast?

Skąd to cofnięcie się w rozwoju? Nie mam pojęcia. Dużo większe, niż w odzieży, urozmaicenie w dziedzinie topów nie wymagających stanika pod spodem znajdziemy wśród... kostiumów kąpielowych. Wiele tankini topów marek specjalizujących się w kostiumach D+ ma wbudowane staniki z zapięciem. Gdyby nie typowo plażowe materiały i wzory, można by niektóre z nich, zwłaszcza te na zwykłych ramiączkach, niezbyt wydekoltowane, z powodzeniem zaadaptować do miejskiego noszenia, chociażby na weekend. A może by mimo wszystko spróbować?

Na samym początku wzrok mój przyciągnął pasiak marki Panache, czyli Lucille. Dekolt co prawda ma w nielubianym przeze mnie kształcie, ale nadrabia pasiastością, zwłaszcza skośnym układem wzoru. Obawiam się tylko - i dotyczy to wszystkich tankini - czy uda mi się dobrać rozmiar, który będzie jednocześnie dawał biustowi odpowiednie podtrzymanie i nie obciskał nadmiernie reszty ciała? Bo o ile kostium przylegający jak druga skóra mogę uznać za normę, to w bluzkach zdecydowanie wolę więcej swobody. Pamiętam, jak w zeszłym roku zrezygnowałam z tankini Pebbles tej samej marki - w rozmiarze komfortowym dla brzucha biust nie czuł się bezpiecznie. Jeśli dobierając tankini zawyżymy obwód pod biustem, skutek dla podtrzymania może być fatalny, a jeśli go nie zawyżymy - możemy poczuć się jak w obcisłej bieliźnie korygującej. Rzecz jasna, stanikomaniaczki o idealnej figurze nie mają się czym martwić...

Przeglądając dostępne w e-sklepach D-plusowe tankini znalazłam jednak zaskakująco mało krojów potencjalnie miejskich. Czym się kierowałam? Chodziło mi o to, by top jak najbardziej przypominał bluzkę, czyli nie miał widocznych elementów konstrukcji stanika, jak fiszbiny. Do tego wykluczyłam kroje typu halterneck, jako niezbyt bezpieczne oraz zbyt plażowe. Po takiej eliminacji pozostała np. Brasilia marki Fantasie czy Różowy hibiskus marki Free.

 

Kiedy Polska?

Właściwie dlaczego musimy w kwestii bra-topów polegać na Brytyjczykach? Miałyśmy nawet pionierski produkt - firma Avocado produkowała niegdyś koszulki z wbudowanym stanikiem. Czemu z nich zrezygnowała? Dlaczego żaden z polskich producentów bielizny D+, jak Ewa Michalak, Comexim, Kris Line - nie podjął wyzwania?

Drodzy producenci, czemu nie chcecie nas uwolnić od nadmiaru ramiączek? 

Jak myślicie, czemu topy z wbudowanymi stanikami są tak rzadkim zjawiskiem na rynku? A może w ogóle nie czujecie potrzeby posiadania takiego produktu w swojej szafie? A może znacie inne firmy, które je produkują? Czy moje dziwaczne plany, by nosić tankini top zamiast bluzki, nie wydają Wam się aktem rozpaczy, żałosną prowizorką, skazaną na niepowodzenie? :) Bo mnie owszem. Ale co robić? 

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Lekkość wizualna biustonosza to cecha, o której, oprócz dobrego podtrzymania i modelowania, najczęściej marzą biuściaste z wyższych stref miseczkowych. Jeszcze do niedawna wydawało się, że bardzo trudno ją pogodzić z bezpieczeństwem, oferowanym przez solidne, zabudowane konstrukcje. Rzeczywistość jednak pokazuje, że przynajmniej dla niektórych z nas marzenia mogą się spełniać. Usztywniane half-cupy, czy też 3/4-cupy dla frakcji D-G, D-H, a nawet wyższych, już stały się częścią naszego bieliźnianego krajobrazu. Brakowało tylko odpowiedzi na największą z tęsknot, czyli modeli łączących niskie zabudowanie, korzystny wizualnie krój z pionowym cięciem miseczek i ażurową miękkość. Kiedy pojawiły się nareszcie miękkie projekty Ewy Michalak, ich zakres rozmiarowy był wyraźnie mniejszy niż modeli usztywnianych. Wiele z nas, w tym i ja, czekało z niecierpliwością na pociągnięcie konstrukcji dalej. Pierwszy krok w tym kierunku został właśnie zrobiony: część miękkusów urosła o kilka miseczek. Należy do nich nasz dzisiejszy bohater, który dzięki temu znalazł się nagle w zasięgu mojego nienajlżejszego przecież biustu. Przedstawiam więc z dużą radością kolejne wyniki testów polskiego biustonosza - testów, które wypadły bardzo pomyślnie.

Ewa Michalak - Granatowy Motyl, rozmiar: 85F [Dostępne rozmiary: 65A-HH, 70A-HH, 75AA-GG, 80A-G, 85A-FF, cena stanika: 119 zł, cena szortów: 49 zł]

Estetyka

Po niedawnych zachwytach nad fioletową mgiełką znów mam okazję ponapawać się ażurem. To jeden z tych atutów, którymi nigdy nie poszczyci się żaden model usztywniany. W połączeniu z nie tylko realnie, ale i optycznie unoszącą konstrukcją (pionowy szew), niskim zabudowaniem i bardotkową linią górnej krawędzi na większym biuście daje on efekt „wow!”, który zależnie od widowni może oznaczać „wow, ależ seksowny!”, bądź też „wow, jak to możliwe?” :-)

Podoba mi się też w tym modelu zestawienie kolorów: granatu wpadającego w fiolet z jasnym liliowym. Co prawda wolę ciemne ramiączka, ale właśnie ten układ barw dodaje Motylowi charakteru. Szkoda tylko, że ramiączka są tak proste, wolę takie z ozdobną fakturą. Kolejnym „charakternym” szczegółem jest połączenie ramiączek z miseczkami za pośrednictwem dzianinowego trójkąta, choć element ten chyba nie występuje w mniejszych rozmiarach (ha, nareszcie lżejsze biusty mają mi czego zazdrościć ;-)

Przyczepię się do szczegółu: ozdoba w postaci motylka na ramiączku, tak przyciągająca uwagę (brawo za pomysł), mogłaby być lepiej dopasowana kolorem do dzianiny biustonosza  - jest rzeczywiście granatowa, w porównaniu z fioletowym odcieniem reszty, trochę też przeszkadzają mi jego ostre brzegi - na szczęście nie drapią ramienia.

Haft jest mięciutki i staranny, w czasie krojenia zachowano też symetrię miseczek i tak przycięto materiał, by pionowe szwy nie zakłócały zbytnio linii brzegu. Jego delikatność budzi jednak obawę, czy będzie trwały. Szeroka, wycięta w ząbek kokardka została dobrze zabezpieczona przed strzępieniem. Materiały nie są luksusowe, ale przyzwoitej jakości i sprawiają dobre wrażenie (choć motylka przydałoby się trochę „ulukśnić”), biustonosz jest starannie wykonany. Całość sprawia leciutkie, trochę zabawne, przyjemnie bezpretensjonalne wrażenie.

 

Dopasowanie

Jak być może zauważyłyście - Motyl jest pierwszym biustonoszem z obwodem 85, który recenzuję. Biustonosze Ewy Michalak uchodzą za takie, w których przy dobieraniu rozmiaru nie warto zbytnio zaniżać obwodu pod biustem. W przypadku moim i Motyla można chyba uznać, że opinia ta się sprawdziła. Przymierzałam kilka sąsiadujących rozmiarów i w 80 było mi po prostu niewygodnie, mimo że materiał boków jest bardziej elastyczny niż w przypadku np. Chabra. Co prawda z czasem obwód mojego Motyla się nadciągnął i uważam, że mógłby być ciaśniejszy, ale naprawdę nie miałam ochoty na aktywne rozciąganie niewygodnej 80-tki.

Miałam pewną trudność z doborem miseczek. F, na którym ostatecznie stanęło, w trakcie pierwszych przymiarek miał nieco za wąski rozstaw fiszbin na moją większą pierś. Ponieważ jednak mniejsza wyglądała idealnie, a większe miseczki wydawały się zbyt wysoko zabudowane i odstawały na krawędziach, postanowiłam jednak zaryzykować. I słusznie - nacisk fiszbiny na pierś przestałam odczuwać już po jednym dniu noszenia, widocznie wystarczyło lekkie rozciągnięcie. Jestem zadowolona z wyboru - miseczki przylegają jak druga skóra i sięgają, jak się wydaje, dokładnie na taką wysokość, jak zaplanowała projektantka.

Po dokonaniu wyboru sprawdziłam, jaki rozmiar dla moich aktualnych wymiarów wylicza kalkulator na stronie sklepu Ewy Michalak - jest to właśnie 85F. W tej sytuacji mogę chyba przyznać pięć punktów :-)

 

Kształt

Brak maksymalnej oceny jest tu głównie skutkiem wyśrubowanych standardów, ustanowionych przez wcześniej recenzowanego Chabra. Motyl bardzo dobrze unosi piersi i zaokrągla je, zauważam jednak tendencję do lekkiego spłaszczania od przodu (ale naprawdę lekkiego) i już nie tak dobre zebranie z boków. Jeśli więc chcemy perfekcyjnego modelowania, bardziej polecałabym usztywnianego Chabra czy Perełkę (którą także noszę i jestem bardzo zadowolona). Z drugiej strony - przy tak delikatnych materiałach trudno od Motyla wymagać podobnej skuteczności.

 

Konstrukcja

W oczach gorseciarskiego laika Motyl jest po prostu magiczny - to niezwykłe, jak za pomocą dwóch szwów, a właściwie jednego szwu i jednej poziomej zakładki, udało się stworzyć tak ładnie układające się, nisko zabudowane, a jednocześnie nie wypuszczające biustu na wolność miseczki. Jestem pod wrażeniem. To pionierski projekt w polskich D-plusach, a może i światowych :) Lekkie zdziwienie budzi miniaturowy trójkącik doszyty w dolnej części pionowego szwu, który w większych rozmiarach miseczek jest większy - nie wiem, czy ma jakąś funkcję konstrukcyjną, czy też wynikał z jakiejś konieczności technicznej - tak czy owak, mój biust nie dostrzega wad w tej konstrukcji :)

 

Podtrzymanie

To kryterium postanowiłam tym razem wydzielić, bo należy się Motylowi nieznaczne obniżenie oceny, a to za sprawą zbyt mało solidnego tyłu. Jest on bardziej rozciągliwy od Chabrowego czy też od Perełki, która (mam ją w identycznym rozmiarze) trzyma się mocniej i to nie tylko dzięki usztywnianym miseczkom. Sam tył jest w Motylu węższy, zapinany na dwie haftki, a ja chętniej widziałabym go jako trzyhaftkowca, zważywszy fakt, że jest miękki i w związku z tym raczej „eteryczny”. Coraz częściej przepinam biustonosz na środkową haftkę, mimo że, jak wcześniej wspomniałam, w obwodzie o rozmiar mniejszym było mi za ciasno. Przydałby się więc szerszy i bardziej mięsisty (dziękuję jednej z komentatorek za podrzucenie tego obrazowego określenia :) obwód. Mimo to jednak biust nie opada i jest podtrzymany nadspodziewanie dobrze, jak na kombinację tak lekkiej konstrukcji i tyłu.

 

Wygoda

Nie odczuwam w Motylu żadnych dyskomfortów. Ucisk fiszbiny na większą pierś, nieznaczny na początku, szybko znikł. Innych zastrzeżeń brak.

 

Cena

Motyl kosztuje dokładnie tyle samo, co Chaber. To niezła cena, ale Chaber w tej relacji prezentuje się moim zdaniem korzystniej, zważywszy materiał, spektakularność i ogólną solidność. Z drugiej strony, w porównaniu z choćby niedawno recenzowanym biustonoszem marki Ewa Bien, Motyl za niższą cenę daje co najmniej równie dobry kształt, a także lepsze podtrzymanie, warto też zwrócić uwagę na dużo bardziej realny rozmiar (tam - rozciągliwe 75, tu - trochę rozciągliwe... 85!).

 

Do kompletu: szorty

To znów coś dla miłośniczek bardziej zabudowanych dołów. Mimo optycznych trików, na sylwetce sprawiają nieco cięższe wrażenie, niż figi Chaber, ze względu na dłuższe nogawki - ale to w końcu szorty. Za to także i tutaj objawia się „majtkologiczny” geniusz Ewy Michalak - nie wiem, czy to za sprawą precyzyjnie dobranej wysokości majtek, czy też ich szerokości bądź materiału, ale szorty świetnie układają się na brzuchu, nie wpijają się ani nie „podcinają”. Sama jednak, jak się przekonałam, korzystniej wyglądam w zabudowanych figach.

Brawo za koronkowy trójkącik ozdabiający tył i wszystkie pozostałe trójkątne układy. Nie mam też żalu o brak kokardki, która na sklepowym zdjęciu jest, a na moich szortach nie ma - wolę wersję skromniejszą. Nie przeszkadza mi też, że majtki są zdecydowanie trójkolorowe :) Odejmuję pół punkta za to, że motylek mnie drapie, kiedy paraduję w negliżu i zapragnę usiąść...

 

Podsumowanie

Co tu dużo mówić - cieszę się, że „miękkie halfy” Ewy Michalak o świetnie dopracowanej konstrukcji, uszyte z przejrzystych koronek i siateczek, które były przedmiotem marzeń i tęsknot wielu stanikomaniaczek od czasu powstania firmy, wypływają na coraz szersze biuściaste wody. Mam nadzieję, że doczekamy się wielu barwnych odsłon tej konstrukcji w podobnym zakresie rozmiarów, a w perspektywie - być może w jeszcze większym. A nawet jeśli nie - mam nadzieję, że powstaną również inne ażurowe modele, w tych samych rozmiarach, co obecne usztywniane modele plunge - że doczekamy się miękkich balkonetek, a może nawet full-cupów. Jestem dziwnie pewna, że ich kroje byłyby perfekcyjne.

 

Uwaga, promocja!

Dla tych stanikomaniaczek, które chciałyby ubrać swoje biusty w delikatne motyle skrzydełka, a może po raz pierwszy zaeksperymentować z HM, czyli miękkim halfem - firma przygotowała promocję w postaci 10% zniżki na komplet Motyl przez tydzień od ukazania się niniejszej recenzji, na kod „Stanikomania”.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Rozciągliwiec to, czy ściśliwiec? - pytanie to dręczy myśli każdej stanikomaniaczki, która z palcami zawieszonymi nad klawiaturą i wzrokiem zachłannie wpatrzonym w witrynę stanikowego e-sklepu rozważa zakup kolejnego przedmiotu pożądania. Czytamy więc zawzięcie recenzje, fora, blogi, bazy stanikowej wiedzy, próbując wydobyć z nich tę najcenniejszą informację, która pozwoli nam zdecydować: 80, czy może jednak tym razem 75? 65, czy 60? A jeśli 60 nie ma, to czy 65 wystarczy? Innymi słowy: na jaką długość naciągnie się obwód celu naszego polowania, w którym z rozmiarów będzie on pasował do wymiarów klatki piersiowej oraz naszej indywidualnej ściśliwości osobniczej? Skąd tę informację o naciągu wyciągnąć? Kto nam doradzi niezawodnie?

Z racji długiego przebywania „w rozmiarach” (o kimś, kto ustawicznie znajduje się w podróży, powiemy: „ten to ciągle w rozjazdach”, a ja wszak stale jestem w stanikowej podróży! :) mogę chyba poszczycić się pewnym doświadczeniem w tej materii. Moja odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: wartość informacji pozyskiwanych od innych nosicielek danego stanika jest ograniczona, a w każdym razie informacje te zawsze muszą być poddawane krytycznemu filtrowaniu. Niby nic nowego - nasze potrzeby przecież bardzo się od siebie różnią, nie ma dwóch identycznych biustów. Sądzę jednak, że jest to jedna z tych oczywistości, które warto co jakiś czas przywoływać.

Skąd chęć podzielenia się nią akurat teraz? Jak zwykle - z osobistej frustracji. Miałam bowiem ostatnio okazję przekonać się po raz kolejny, jak różne obwody potrafią mieć staniki w dokładnie tym samym rozmiarze, i to tego samego producenta, oraz jak bardzo może różnić się ich ocena dokonana przez inne użytkowniczki od mojej własnej.

Skupmy się na kwestii oceny rozciągliwości obwodu w obrębie jednego modelu biustonosza. Rozciągliwiec czy ściśliwiec? Ściśliwiec! - gruchnęła wieść, gdy urocza Rhea marki Masquerade pojawiła się w polskich sklepach. Rzuciłam się więc w stronę tego rozmiaru obwodu, który wybieram zwykle, zamawiając ściślaki, a co najmniej średniaki. Zamówiłam 80, po angielsku 36. Jakież było moje zaskoczenie, gdy tył rzeczonego 36 natychmiast po założeniu... odjechał w kierunku karku. Rozciągliwiec to! Na dodatek z tyłem uszytym z bardzo elastycznej lśniącej satynowej dzianinki, który nie został dostatecznie wzmocniony od spodu czymś solidniejszym. Typowe zachowanie obwodu „satynowego” jest następujące: najpierw rozciąga się bardzo łatwo, po czym nagle zatrzymuje na granicy swoich ciągliwczych możliwości - mur i ani milimetra więcej. Miejsce to w moim przypadku znalazło się o dobrych kilka centymetrów dalej w przestrzeni. Wiele wskazuje na to, że ten biustonosz okazał się nie tylko rozciągliwcem, ale i po prostu produktem nienajlepiej dostosowanym do moich potrzeb: mój biust potrzebuje zarówno dobrego podtrzymania, jak i komfortu, a tego przy takich cechach tyłu osiągnąć się nie da. Nadmiernie rozciągliwy satynowy obwód zachowuje się niewiele lepiej niż kawałek tasiemki, która zawiązana luźno, niczego nie podtrzyma, a zawiązana ciasno, będzie uwierała. W przypadku Rhei skazana więc jestem na mniej lub bardziej niezdrowy kompromis.

Skąd więc te wieści o ściśliwcu, które w moim przypadku tak bardzo się nie sprawdziły? Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że osoby, które przymierzały ten model jako pierwsze w Polsce, noszą dużo mniejsze od mojego rozmiary obwodu. Pas materiału rozciąga się na całej swojej długości, proporcjonalnie. Tak więc, jeśli materiał rozciąga się o 20%, a pasek ma długość 20 cm, przyrost długości będzie wynosił około 4 cm. Jeśli pasek tego samego materiału będzie miał długość 30 cm, urośnie proporcjonalnie do swojej długości, czyli o 6 cm. Im dłuższy obwód, tym bardziej przyrasta jego długość przy naciąganiu.

Ten sam biustonosz może więc w rozmiarze 28 okazać się dusicielem na granicy pęknięcia (stanika albo żeber nosicielki ;), a w rozmiarze 38 - ciągnąć się jak nieszczęsna gumka do majtek. Różnie z tym bywa, ale ten schemat powtarza się dość często, zwłaszcza w przypadku takich materiałów, jak wyżej wspomniana elastyczna ozdobna dzianina. Zasięgając więc opinii o danym biustonoszu warto zwrócić uwagę na to, o jakim rozmiarze mowa. Najbardziej miarodajne są oceny osób o wymiarach zbliżonych do naszych, choć i tu czasem może czyhać niespodzianka. Sam wymiar to nie wszystko - nasze klatki piersiowe mają różny „skład”, czyli grubość tkanki tłuszczowej, ilość masy mięśniowej, różnie też zmieniają swoją objętość przy oddychaniu (jedne powiększają się mocniej, inne słabiej).

Dodatkową trudność w moim przypadku może stanowić występowanie w naszym kraju zjawiska dyskryminacji osiemdziesiątek, któremu poświęciłam osobny tekst. Zmniejsza ono nie tylko moje szanse zakupowe, jak i informacyjne, bo tym trudniej mi dowiedzieć się, jak dany model leży w rozmiarze, dajmy na to, 80G - skoro nie wiedzą tego nawet przedstawiciele sklepów i dystrybutorzy! Tak więc, nawet model popularny i często opisywany przez swoje użytkowniczki, dla 80-tki może nadal pozostać terra incognita.

To podobna sytuacja, jak w przypadku przysyłanych do Polski próbek towaru - ich rozmiary to zazwyczaj okolice 32DD czy E. Tak jakby liczono na to, że składające zamówienia na ich podstawie przedstawicielki sklepów nie tylko same noszą ten właśnie rozmiar, ale i będą miały klientki głównie w tym rozmiarze. Ryzyko ponoszone przez zamawiającego jest tu ogromne. I tu znowu dopuszczę do głosu moją własną frustrację. Nie raz oglądając na żywo zapowiedzi przyszłych kolekcji zachwycałam się tym czy innym modelem tudzież dzieliłam się owym zachwytem z Wami, a potem okazywało się, że w moim rozmiarze zupełnie nie spełnia on moich oczekiwań. Jak widać choćby na przykładzie ostatniej recenzji, model idealnie dopracowany w rozmiarze miseczki D (jak mniemam), w miseczce G może okazać się kompletnym niewypałem!

Jaki wniosek z tego długiego wywodu? A taki, że rozmiar ma znaczenie. ;-) Wydawałoby się, że tak prosta rzecz, jak ocena długości i elastyczności paska materiału, nie powinna nastręczać nam trudności. Co innego - krój miseczki, gdzie zmiennych jest dużo więcej. Ale obwód? Przecież informacje o rozciągliwości należą do tych, którymi dzielimy się najczęściej. Trzeba jednak mieć świadomość, ile można z nich dla siebie wyciągnąć...

Czy tylko mnie zdarza się, że opinie krążące o danym modelu się nie sprawdzają?

czwartek, 14 kwietnia 2011

Warszawska Wola - to moja dzielnica. Tu się urodziłam, z babcią spacerowałam po cichych osiedlach Młynowa. Pączki na Górczewskiej, kwiaciarnia na rogu Płockiej, piekarnia na Żytniej, pełna skarbów pasmanteria na Wolskiej... Wola przeobraża się, ale w porównaniu z resztą miasta tempo zmian jest raczej senne. Stoi tu dużo starych domów, a wśród mieszkanek dominuje pokolenie przyzwyczajone do niełatwego życia we wczesnopowojennej Warszawie, któremu coś takiego, jak idealnie dopasowany biustonosz, zapewne wciąż jawi się jako luksus. Kiedy wreszcie powstał tu pierwszy sklep z prawdziwie dużym wyborem, poczułam niezwykłe emocje - wiatr historii wręcz zaświstał mi w uszach :) Ucieszyłam się ogromnie i postanowiłam, że muszę o tym niezwykłym miejscu napisać. Nareszcie się udało. Przed Wami wywiad z panią Dorotą Sierocką - prawdziwą bra-marzycielką, twórczynią salonu Bra-Dreams przy ulicy Wolskiej 50A (pawilon 24)!

Jak zawsze na wstępie, zapytam, co zainspirowało panią do stworzenia Bra-Dreams? Czy było to długo pielęgnowane marzenie, czy też - błyskawiczna decyzja?

Bra-Dreams powstało szybko. Rok temu, pamiętam nawet datę, 15 lutego - podjęłam decyzję o stworzeniu Salonu. Scenariusz napisało życie. W styczniu zostałam bez pracy i to był moment, który zmotywował mnie do przeprowadzenia zmian. Stwierdziłam, że nie chcę już mieć szefa, chcę lubić swoją pracę i chętnie do niej chodzić, a najlepiej, żeby moje hobby było moją pracą. I jeszcze, żeby ta praca była blisko miejsca, gdzie mieszkam...

Wola to jedna z tych dzielnic, które najdłużej opierały się bra-fittingowej kolonizacji. Uchodzi za zamieszkaną przez osoby niezbyt skore do zmian czy większych inwestycji. Czemu właśnie tutaj zdecydowała się pani rozwijać skrzydła?

Od zawsze mieszkam na Woli i właśnie dlatego zdecydowałam się na tę dzielnicę. Znam ją i wiedziałam, czego się spodziewać. Rok temu najbliższy sklep z bra-fittingiem mieścił się aż w Centrum. Miałam dość jeżdżenia do Śródmieścia, na Mokotów czy Ursynów, żeby kupić dobry biustonosz - można powiedzieć, że pomysł ten po części zawdzięczam mojemu lenistwu :-) Wolę rzeczywiście zamieszkują osoby starsze, ale jest ona również dzielnicą banków i hipermarketów - a to oznacza miejsca pracy. Poza tym przez Wolę dojeżdża się na Bemowo, Jelonki, Ursus. Pomyślałam, że jest to dobry punkt pośredni pomiędzy tą częścią Warszawy a Centrum. Oprócz tego potraktowałam to jako wyzwanie: stworzyć przyjemne i profesjonalne miejsce dla kobiet właśnie na Woli - tej Woli, która wydaje się taka szara. Miejsce, gdzie może wstąpić i emerytka, i młoda dziewczyna, mama z dzieckiem i babcia z wnuczką, gdzie każda z nich zostanie potraktowana z równą uwagą. Każdej klientce mam do zaoferowania wiedzę i, rzecz jasna, biustonosz - o odpowiednim wyglądzie, jakości i cenie.

Jaka jest pani przeciętna klientka? Czy więcej przychodzi osób starszych czy młodszych? Czy mieszkają w pobliżu? Jak Bra-Dreams przyciąga kobiety?

Na początku pojawiały się głównie panie mieszkające w okolicy. Szybko jednak zaczęła działać poczta pantoflowa. Nie ukrywam, że zaczęłam umieszczać informacje o Salonie na różnych forach internetowych i roznosić ulotki. Myślę, że nasze początki były podobne, jak większości sklepów z bra-fittingiem. Czas okazał się łaskawy i wkrótce zaczęły napływać panie w różnym wieku: młode dziewczyny, bizneswomen w przerwach na lancz, panie doktor i pielęgniarki (w okolicy mieści się kilka szpitali), emerytki zaciekawione darmowym doborem rozmiaru biustonosza, przyszłe mamy, mamy z maluchami, a także Amazonki.

Myślę, że Bra-Dreams przyciąga wystrojem. Okna nie są zastawione ani przysłonięte firanką, dzięki czemu widoczne jest wnętrze. Moim zdaniem jest u nas przytulnie - po prostu chce się wejść, choćby z ciekawości. Podobno tapeta w róże jest piękna! (mnie też się podoba - przypis redakcji :)

W witrynie jest czytelna informacja o bezpłatnym, indywidualnym doborze rozmiaru biustonosza. Po wejściu klientki zawsze staram się, aby została profesjonalnie obsłużona. Jestem gadułą, z każdym lubię zamienić kilka słów, a w szczególności staram się rzetelnie odpowiedzieć na wszystkie pytania. W wolnej chwili, gdy nie ma dużego ruchu, zawsze zapraszam klientki na dobrą herbatę czy kawę przy stoliku, na którym zawsze stoją świeże kwiaty. Regularnie proponujemy ciekawą Ofertę Tygodnia - na specjalnej tablicy umieszczamy informację o modelu biustonosza w preferencyjnej cenie. Bra-Dreams organizuje także cykliczne spotkania z panią Marią Dastych - wspaniałą bra-fitterką. Odbywają się w soboty - dużo się wtedy dzieje i zawsze piekę na ten dzień szarlotkę! (redakcja musi kiedyś spróbować! :)

Jakie biustonosze noszą przychodzące klientki, a jakie najchętniej kupują? Czego oczekują od biustonosza?

Można podzielić panie na trzy grupy: 1) noszące biustonosze z fiszbinami, z rozciągniętymi obwodami i za małymi miseczkami (zazwyczaj to są klientki z tzw. typowym 75B), 2) noszące biustonosze bez fiszbin - ogólnie źle dobrane, 3) noszące dobrze dobrane rozmiary - czyli panie już „ostanikowane”. Wszystkie oczekują dobrego biustonosza - ale często nie potrafią sprecyzować wymagań, jakie powinien spełniać. Dopiero w trakcie przymiarek i rozmowy okazuje się, że np. w grę wchodzi tylko push-up – żeby powiększał biust, albo biustonosz ma być ścisły – żeby biust „nie latał”, lub też - ma przede wszystkim nie uwierać fiszbinami. Powodów wizyt u mnie jest mnóstwo. Oczywiście klientki są zapraszane do przymierzalni i dopiero w tym miejscu dowiadują się praktycznie o bra-fittingu. Klientka sama doświadcza, że nie musi koniecznie nosić push-upów, że w dobrym biustonoszu fiszbina nie wbija się w ciało, że ramiączka nie muszą być szerokie, żeby dźwigać biust, że na każdy biust istnieje odpowiedni rozmiar biustonosza, i tak dalej. Po przymierzeniu różnych modeli i fasonów już wie, który biustonosz jest dla niej najlepszy.

Nie ukrywam, że dla mojej klientki cena jest ważna, ale zdaje ona sobie sprawę również z tego, że jakość kosztuje. Staram się mieć w ofercie Salonu biustonosze w różnych cenach. Najczęściej kupowane biustonosze to biustonosze z miękkimi lub półmiękkimi miseczkami.

Czy trudno dotrzeć do klientek z bra-fittingowym „uświadomieniem”? A może stosuje pani jakieś specjalne chwyty oswajające nieufne klientki? :)

Czy trudno? Chyba nie, ale oczywiście zdarzają się panie, które z założenia zawsze wiedzą lepiej, jaki biustonosz powinny nosić :) Bra-fitting jest coraz bardziej znany, pomagają media. Coraz częściej zdarza się, że do Salonu przychodzi emerytka, która naoglądała się w telewizji o dobieraniu biustonoszy i teraz chce się sama przekonać, jak to wygląda. Po wizycie w przymierzalni i dobraniu stanika wychodzi szczęśliwa. Są również panie, które przez całe życie nosiły biustonosze jednej firmy w tym samym modelu i oczekują, że u mnie otrzymają podobny, najchętniej za niższą cenę. Po przymiarce okazuje się, że mierzony rozmiar jest po prostu niedobry, ale klientka nie chce się poddać bra-fittingowi. Tak też się zdarza.

Jestem osobą, która lubi ludzi, dlatego zawsze staram się być uśmiechnięta. Zachęcam do wizyty w przymierzalni i przekonania się, na czym to wszystko polega. Nigdy jednak nie namawiam na siłę. Czasami wstępują do mnie panie w trakcie robienia zakupów w okolicy – zostawiają wtedy zakupy obok foteli, czasami nawet wrzucam mrożonki do lodówki na zapleczu Salonu i maszerujemy do przymierzalni :) Zdarza się, że panie przychodzą, żeby się „rozejrzeć”, a po rozmowie albo decydują się od razu, albo umawiają się, że przyjdą później - i przychodzą.

Po wejściu do sklepu od razu rzucił mi się w oczy wieszak pełen ubrań marki BiuBiu - skrojonych tak, by pasowały na różne rozmiary biustu (dla mnie, biuściastej, jest to prawdziwe objawienie!). Czy klientki nie są zaskoczone, widząc bluzki koszulowe z kołnierzykami w sklepie z bielizną? Jak sprzedaje się BiuBiu na Woli?

Ubrania bywają z początku kojarzone z koszulami nocnymi i piżamami. Ale od razu wyjaśniam, w czym rzecz i niejednokrotnie udaje mi się skusić klientkę na przymiarkę. Jest wówczas zachwycona i pełna uznania dla producentki - pani Kingi.Wszyscy sądzą, że nie produkuje się ubrań dopasowanych do wielkości biustu - a tu taka niespodzianka! Każda klientka, która odkryje u mnie „biubiowe” ubrania - wraca, ponieważ wygląda się w nich wyjątkowo zgrabnie. panie, które już znają markę BiuBiu, także są częstymi gośćmi.

Czy Bra-Dreams to tylko pani, czy tez ma pani wiernych współpracowników? Czy zarazili się od pani bra-fittingową pasją?

Bra-Dreams to właściwie firma rodzinna. W Salonie razem ze mną pracuje moja córka Paula, która wspaniale sobie radzi. Pod moim okiem wyszkoliła się i dobiera klientkom biustonosze. Mam również bardzo dużą pomoc i wsparcie w osobie mojego męża - Artura, bez którego część magazynowo-księgowo-informatyczna by nie istniała.

Czy jest jakiś plan, który chciałaby pani zrealizować? O czym marzy Bra-Dreamerka?

Bardzo chciałabym mieć większy sklep, i to własny (nie wynajmowany), aby móc powiększyć ofertę. Chciałabym wprowadzić kilka kolejnych marek, ale do tego potrzebne jest miejsce. Jedna marka to przynajmniej dwa, trzy modele w prawie pełnej rozmiarówce. Myślę m.in. o biustonoszach Ewy Michalak, Curvy Kate, Ewy Bien. W przyszłości chciałabym otworzyć drugi Salon. Wtedy mogłabym poszaleć! Poza biustonoszami i BiuBiu chciałabym sprzedawać inną bieliznę: piżamki, koszulki, szlafroki, body... Na razie wszystko to pozostaje w sferze marzeń, ale marzenia są od tego, żeby je spełniać :-)

Na zakończenie proszę o przedstawienie sklepu klientkom. Jak trafić do Bra-Dreams i czego można się tam spodziewać?

Salon Bra-Dreams mieści się w ciągu pawilonów przy ulicy Wolskiej (adres: Wolska 50A), wchodzi się do niego z boku. Jest kameralnym wnętrzem z dwiema dużymi przymierzalniami, które są tak usytuowane, że nie widać ich od strony wejścia, co zapewnia klientkom prywatność. W każdej z nich mieszczą się swobodnie po dwie osoby (klientka i bra-fitterka), a nawet dziecko z blokiem rysunkowym i kredkami siedzące na krzesełku! :)

Jak na Salon przystało, jest miejsce na odpoczynek i pogawędki. Przy wejściu - kanapa i dwa fotele przy okrągłym stoliku, gdzie zawsze można złapać oddech po przymiarkach. Do dyspozycji - prasa dla pań i panów, książeczki dla dzieci oraz kosz z zabawkami i kredkami. Obok zmieści się wózek dziecięcy, a w razie potrzeby może on stanąć również przy przymierzalni. Na kanapie już niejeden maluch był przewijany i karmiony piersią. Na zapleczu znajduje się toaleta, z której klientki mogą swobodnie korzystać.

Nasze godziny otwarcia: dzień powszedni: 11-19, sobota: 10-15 (zmiana - w soboty godziny przedłużone!).

W ofercie mamy biustonosze w obwodach 60-100 i miseczkach od A do K oraz ubrania BiuBiu od rozmiaru 34 do 46 (i dla różnych wielkości biustu). Oprócz tego dostępne są również: pasy do pończoch, figi, bielizna wyszczuplająca, ramiączka, woreczki do prania bielizny, rajstopy, pończochy, bony podarunkowe. Staram się, aby każda kobieta mogła kupić w Bra-Dreams biustonosz, który jest jej w danej chwili potrzebny. Zapraszam więc Amazonki, kobiety ciężarne i mamy karmiące, kobiety uprawiające sport, przyszłe panny młode. Nasze marki to: angielskie: Freya, Fantasie, Elomi, Panache, Atlantis, Masquerade, Bestform, Charnos; niemieckie: Amoena, Anita; polskie: Dalia, Corin, Alles, Głowno.

Bra-Dreams to także sklep internetowy. Na stronie www.bra-dreams.pl można nie tylko dokonać zakupów, ale i znaleźć informacje o aktualnej Ofercie Tygodnia, o nowościach, o dojeździe, o reklamacjach i zwrotach. Towary zakupione drogą internetową można również odebrać osobiście.

Dziękuję za rozmowę. Co tu dużo mówić - Bra-Dreams jest także spełnieniem moich własnych marzeń o tym, że na moim osiedlu (prawie), za rogiem (powiedzmy: za kilkoma :) powstanie sklep, w którym będę mogła kupić dowolny rozmiar biustonosza... Czy jeszcze kilka lat temu mogłam sobie wyobrazić, że biustonosze z miseczkami G czy J oraz ubrania BiuBiu będą przymierzały moje sąsiadki z Wolskiej, Działdowskiej, Żytniej? Wciąż nie mogę otrząsnąć się ze zdumienia!


A Wy - czy też macie już swoje spełnione „bra dreams”? :-)


 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...