sobota, 20 kwietnia 2013

Pełne kształty, pełna figura - te określenia Większych Rozmiarów lubię - choć może ktoś spyta: czyżby te mniejsze były „niepełne”? ;-) Myślę jednak, że warto pozwolić niektórym z nas cieszyć się tym miłym dla ucha przymiotnikiem. Zwłaszcza że im dalej w rozmiary, tym więcej powodów do narzekań na ubrania i bieliznę. A tym, czego najbardziej życzyłabym innym „pełnym” i sobie, jest pełnia wyboru.

Kolekcja marki Elomi, którą chcę Wam teraz przedstawić, sprawiła na mnie wrażenie pełnej nie tylko w znaczeniu wymiarów jej adresatek, ale i pewnej dojrzałości, kompletności. To kolekcja, w której prawie każda z nas znajdzie coś dla siebie, pod warunkiem oczywiście, że należy do strefy rozmiarowej obwodów 75plus. Mamy już w Elomi full-cupy, plandże, modele miękkie, usztywniane i delikatnie usztywniane, koszulki (już w liczbie mnogiej), gorsety i wyszczuplacze, straplessy, sportowce i karmniki. Mamy nadruki i koronki, śmiałe kontrasty, klasyczne stonowanie i bazową uniwersalność. Nie mamy natomiast modelu longline :-( Ale nie zaczynajmy od narzekania na braki ;)

Jeśli chodzi o paletę barw - dominuje trójka czerwono-niebiesko-fioletowa, uzupełniona klasycznymi zestawami czerni z miodowymi brązami oraz oczywiście kolorami bazy. Nie jest to szczególnie oryginalna paleta, ale stworzono z niej kilka naprawdę efektownych zestawień.

 

Śmiałe czerwienie

Zacznę od tych, które nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Renée - to już znany nam z poprzedniego sezonu kwiecisty deseń ożywiony także kwiecistym wielokolorowym haftem, który powtarza barwy nadruku, tak jakby materiał został zadrukowany już po jego wykonaniu. Daje to całkiem ciekawy efekt. Tym razem w wydaniu czerwonym, które chyba wolę od czarnego.

 

Renia jest full-cupem opartym na wcześniejszych modelach Sakura i Libby, czyli nieco niżej zabudowanym od Caitlyn. Krój - dobrze nam znane trzy części plus side-support. Niestety, podczas gdy poprzednia wersja była od góry jednowarstwowa i przejrzysta, ta jest w całości podszyta cienką siateczką, co już nie daje tak mocnego ażuru. Trochę szkoda :(

Wybór rozmiarów całkiem szeroki: 36-44 E-FF, 34-44G, 34-42 GG-JJ.

 

Jocelyn to z kolei śmiały kontrast malinowej czerwieni z grafitową szarością. Przyznam, że zarówno drobne rzuciki, jak i zestawy odcieni czerwonawych z ciemniejszym tłem rzadko mnie zachwycają, ale Jocelyn swoją śmiałością przezwyciężyła opory. Superenergetyczny, wibrujący model. Nie bez powodu zdobi okładkę katalogu (katalog do obejrzenia pod koniec notki).

Jej krój oparto na modelu Valentina (potomkini Suzie), który już się w tej kolekcji nie pojawi. Buu, a tak kocham Valentinę... Z drugiej strony - jak długo można eksploatować wzór płatków róż? (hmm, już wiem - wrzucić je na zielone tło! :) Plandżowy krój Valentinowy nie jest dla mnie co prawda najlepszy - długo zastanawiałam się nad rozmiarem, krawędzie misek mają tu tendencję do wcinania się w piersi. Mimo to jest to model tak wygodny, że kto wie, może i z Jocelyn się zaprzyjaźnię.

Jocelyn będzie dostępna w rozmiarach: 36-46 D-DD, 36-44 E-G, 34-42 GG-HH.

 

Rita, koleżanka Caitlyn i jej mocna konkurentka (zbudowana na kroju Libby - nieco niżej zabudowanym) w sezonowej wersji będzie miała kolor poppy, czyli makowy. Moim zdaniem jej barwa jest chłodniejsza od klasycznej makowej czerwieni, ale może to kwestia oświetlenia. Mój aparat trochę oszalał od błysku satyny i nasycenia koloru.

Podobnie jak poprzednio, dodatkowym atutem Rity jest haczyk do spinania ramiączek na plecach (widać, że wyposażono w niego nawet próbkę).

Zakres rozmiarowy Rity, nieco mniejszy od Caitlyn: 36-46 E-FF, 34-44 G-H, 34-42 HH, 34-40 J-K. Oprócz sezonowej czerwieni wystąpi ona także w kolorach białym i miodowym (beżowym).

 

Zmienne niebieskości

Elomikowe bluesy stanowią nawzajem swoje przeciwieństwa. Na początek figlarna Betty - tym razem w mocnym turkusie z haftami w fiolecie. Groszki, jak zwykle, białawe.

Zestaw barw bardzo mi się podoba - nareszcie coś naprawdę ciekawego w tym modelu. (I tu uwaga: oprócz sezonowego turkusiku zostaje z nami wersja czarna z różem).

Zakres rozmiarowy biustonosza Betty to: 36-46 D-DD, 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-HH.

To jednak jeszcze nie wszystko - oprócz stanika mamy jeszcze koszulkę, dokładnie taką, jak w kolekcji wiosennej czyli obecnej. Ale niestety - tylko w kolorach klasycznych, czyli czarnym z różowymi dodatkami. Szkoda! Rozmiary koszulki: 36-42 E-FF, 34-42 G-H. Jej część górna wygląda tak jak stanik, a dół ma całkiem urocze rozcięcia wykończone kokardkami, takimi jak na mostku stanika. Próbki nie widziałam, przypomnę Wam więc fotkę z katalogu:

 

Drugi blues jest już dużo bardziej stonowany. To kolor wieczornego czy też burzowego nieba, który szalenie mi się podoba. Amelia to zmodyfikowana wersja znanej z poprzednich kolekcji Hermione (ponoć ściślejsza) i do złudzenia ją przypomina.

 

Zarówno Hermione, jak i Amelię odbieram szalenie pozytywnie - jest to model innowacyjny i do tego naprawdę wygodny. Jest „wytłoczką”, ale dużo ciekawszą niż zwykłe sztywne bezszwowce: zrobiony jest z miękkiej, przepuszczalnej pianki i można powiedzieć, że stanowi próbę połączenia zalet miękkusa z przymiotami sztywniaków. Do tego obszyto go całkiem sympatyczną koronką.

 

Przymierzałam go - próbka co prawda była na mnie za mała, ale tylko o około 1 rozmiar. Widoczne wewnątrz slingi, czyli te boczne zbieracze, nie dają co prawda mocnego zebrania, ale biust wygląda całkiem OK. Co mnie mocno zaniepokoiło - to brzeg, który odznaczał się pod ubraniem. Co prawda zapewniano mnie, że w produkcji na pewno zostanie to poprawione, ale nieufność pozostała.

Amelia wystąpi w rozmiarach: 36-46 DD-FF, 34-44 G-GG, 34-42 H, 34-40 HH. Oprócz niebieskiej wersji sezonowej (ocean) wystąpi też w bazowej odmianie czarnej.

Uwaga: wprowadzenie Amelii nie spowodowało bynajmniej wycofania Hermiony! Hermione nadal pozostaje w bazie, w kolorach cielistym i grafitowym. Czy Amelia i Hermiona, a wcześniej Kenya (czekoladowy klon Hermiony) to freyowskie Deco w wersji Elomi? Czy będzie więcej kolorów?

 

Zmysłowe fiolety

Fiolet to nowa czerwień, zawsze tak uważałam :-) Nie ma w sobie nachalności czerwonego ani nudy czerni - moim zdaniem jest po prostu sexy i cieszę się, że producenci bielizny też o tym wiedzą. Caitlyn, ulubiony model wielu pełnych figur, w kolejnej wersji sezonowej wystąpi w pięknym winogronowym fiolecie. Superowsko :)

Oprócz sezonówki, mamy Caitlyn oczywiście nadal w bazie, w kolorach: czarnym, cielistym, perłowym. Zakres rozmiarów największy w marce - do miseczki K, która wystąpi w obwodach od 34 do 42: 38-46 DD, 34-46 E-HH, 34-42 J-K.

 

Drugi fiołek jest bardziej figlarny od poważnej Caitlyn. Izzy to kolejny plandż albo prawie-plandż, różniący sie jednak od pozostałych. Jest to model bandless, czyli „wiszące fiszbiny", oparty ponoć na kroju Abi, ale niżej od niej zabudowany.

Jako anty-miłośniczka kropek jestem prawie odporna na jego wdzięki. Prawie - bo jednak ten kolor, i ten błysk satyny spod spodu, i te falbanki. No i nazwa wersji: hummingbird, czyli koliberek :-) Jedna kwestia nie jest dla mnie jasna. W katalogu mowa o przejrzystości w górnej części, próbka jednak jest w całości podszyta nieprzejrzystą dzianiną. Czy ktoś zna prawdę?

Izzy stanikowa wystąpi w rozmiarach: 36-44 E-FF, 34-44 G, 32-42 GG-JJ.

 

A oprócz stanikowej, mamy także Izzy koszulkową! Stanikowa część koszulki ma być oparta na plandżu Betty, czyli skrojona inaczej od Izzy stanikowej. Dół jest prosty, więc nie musicie żałować, że nie zmieścił mi się w kadrze ;)

Koszulka wystąpi w takich samych rozmiarach, jak koszulka Betty, czyli: 36-42 E-FF, 34-42 G-H.

 

Intrygi z czernią

Przechodzimy w bardziej stonowane barwnie rejony, ale nie mniej ciekawe. Pamiętacie pewnie z zapowiedzi marki Freya model Fan-Tastic w wachlarzyki? Madison wyraźnie koresponduje z tym motywem - zdobi ją zarówno nadruk, jak i haft w wachlarzykowate wzory. Do tego frędzlasta ozdoba na mostku - widać wyraźne orientalne wpływy, albo, żeby nie szukać aż tak daleko - nawiązanie do stylu art deco. To jedna z moich faworytek tej kolekcji.

Madisonka jest plandżem zbudowanym analogicznie do Betty i występuje w takich samych rozmiarach: 36-46 D-DD, 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-HH.

 

Imogen - to jedna z głównych nowości kolekcji. Wydaje się ona próbą odtworzenia świetności Lary (pamiętacie Larę?). Jest to linia, którą tworzą dwa kroje biustonoszy (podobnie jak wcześniej w czarnej Larze). Do tego mamy jeszcze waspie czyli taliowyszczuplacz - nie wiem, czy rzecz ta ma jakąś polską nazwę - moim zdaniem to bieliźniany krewny gorsetu typu underbust, więc jak dla mnie może być nazywany po prostu gorsetem podbiustowym. Do kompletu są też oczywiście majtki, bardzo udane, z seksownie przejrzystym tyłem (foto w galerii na końcu).

Pierwszy ze staników jest oparty na znanej nam z poprzednich kolekcji Palomie - jest to piankowy half-cup czy też niska balkonetka, jedyna w całej kolekcji (to coś, za co mam do marki Elomi pretensję: dlaczego wciąż tylko jeden biustonosz w tym kroju?).

 

I o ile cała idea Imogen mi się podoba (czarna siatka na miodowym spodzie, subtelne kontury haftu) - ta wersja nie budzi mojego entuzjazmu. Dlaczego? Bo miseczki z zewnątrz zostały pokryte jednym kawałkiem laminowanego materiału, dostosowanym tylko kilkoma szwami do kształtu misek. Nie chce mi się wierzyć, że tak sztywny materiał będzie gładko się układał i że nie będzie dzióbków na końcach szwów. Jeśli chodzi o wygląd - w naturze prezentuje się naprawdę dużo ładniej niż na moich zdjęciach, z jakichś powodów większość wyszła mi nieostra. A Palomy cały czas nie mam - i już zaczynam żałować, że jej sobie nie sprawiłam, bo nie pojawi się już w tej kolekcji, a wiosenna wersja zachwyca mnie dużo mniej od jesiennej. Rozmiary Imogen half-cupowej to: 36-46 D-F, 36-44 FF, 36-42G.

Drugie wcielenie Imogeny jest już mniej kontrowersyjne - full-cup oparty na Sakurze i przynajmniej odrobina ażuru w górnej części miseczek. Podoba mi się bardzo ten model - ma elegancki, mocny charakter.

 

Rozmiary Imogen full-cupowej: 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-JJ.

Waspie niestety nie dotarł do mnie w postaci próbki. Będzie występował w rozmiarach M-2XL i można go zobaczyć na fotkach i filmie z pokazu (pod koniec notki :)

 

Trzecia klasyczka, którą być może powinnam zaliczyć do bazy, to Eva - oparty na kroju Abi wisząco-fiszbinowy, trochę lżejszy full-cup, do którego znowu nie dostałam próbki. A więc, powtórka z rozrywki: oto wersja czarna i wersja beżowa (biscotti):

Jak podkreślono w katalogu, detale są aksamitne :-) Całkiem mi się podoba Eva - ciekawe urozmaicenie kratką gładkiego, uniwersalnego modelu. No i błysk satyny!

Eva wystąpi w rozmiarach: 36-44 E-FF, 34-44 G, 34-42 GG-JJ.

 

Na specjalne okazje - Maria

To kolejna po Imogen duża nowość kolekcji. Zadomowiona w marce od lat seria Occasions odchodzi i ustępuje miejsca nowej, nieco bogatszej. Czy lepszej? Gorsety Occasions jakoś nie chciały na mnie pasować, trudno mi więc wyrazić opinię na ten temat. Mogę tylko powiedzieć, że strapless Maria też leżeć na mnie nie chciał. Zacznijmy więc od straplessa.

Biustonosz z odpinanymi ramiączkami, usztywniany, to pierwsza część kolekcji. Elegancji odmówić mu nie można: satyna, miękkie koronki. Jest podszyty miękką pianką i ma wszystko to, co straplessy mieć powinny.

Mamy więc szeroki obwód (3 lub 4 haftki), 2 pozycje dopięcia ramiączek z przodu i z tyłu, silikonowe paski od wewnątrz obwodu (niektóre z Was jednak za nimi nie przepadają). Do tego miseczki mają znane Wam ze starej serii Occasions pionowe usztywnienia. Są one bardzo elastyczne, nie sprawiają żadnego dyskomfortu. No ale cóż, kiedy nie leży :( Przynajmniej na mnie.

Strapless wystąpi w rozmiarach: 36-48 DD, 36-46E, 36-44F-FF, 34-44G, 34-42 GG-HH.

Gorset jest moim skromnym zdaniem naprawdę elegancki. Ażurowe panele, satyna, koronka - zobaczcie zresztą same. Pionowe fiszbiny w gorsecie są metalowe, powinny więc być solidne. Część stanikowa jest zbudowana podobnie jak strapless i bez ramiączek z moim biustem dogadać się nie chce. Trudno :(

Gorset wystąpi w niezwykłym jak na Elomi zakresie rozmiarów, bo już od obwodu 32. Czyżby twórcy Marii liczyli także na klientki zazwyczaj zaopatrujące się w innych markach? A oto rozmiary gorsetu: 34-48D, 32-48 DD-E, 32-46 F, 32-44 FF-G, 32-42 GG-H, 32-40 HH.

Wszystkie elementy serii Maria - czyli bezramiączkowiec, gorset, figi oraz stringi, wystąpią w kolorze czarnym - wieczorowym oraz białym - ślubnym. Umieram z ciekawości, jak też gorsety i strapless sprawować się będą na naprawdę pełnych figurach.

Wersję czarną gorsetu i białego straplessa zobaczycie na zdjęciach z pokazu (oraz, rzecz jasna, w katalogu).

 

Baza

I to już wszystko, jeśli chodzi o sezonówki oraz bazowe innowacje. Sama baza jednak nieco się skurczy. Zacznę od tego, co zostaje: Hermione grafitowa i cielista, panterkowa Asia (ciemna) i jej jaśniejsza siostra Nala, Abi (beż, czerń).

Nie wróci Victoria ani Tamarie. Seria Occasions, jak już wspomniałam, ustąpi miejsca Marii.

W serii Smoothing sporo nam ubędzie - nie bardzo rozumiem, czemu. Zostaną następujące modele staników, w kolorach cielistym i czarnym: bezszwowy full-cup (miękki) i strapless (oba do GG), karmnik na fiszbinach (do H). Nie dostaniemy natomiast: usztywnianej balkonetki ani plandża. Ani gorsetu! Ciekawa jestem, czy w kolejnych kolekcjach szykuje się coś nowego w Smoothingach - trudno mi uwierzyć, że przy takiej popularności bezszwowej bielizny Elomi z niej rezygnuje.

Będzie Beatrice - cielisty karmnik bez fiszbin do miseczki JJ. Będzie też sportowiec Energise na fiszbinach, do miseczki J i w trzech kolorach: czarnym, białym i cielistym. Jestem bardzo ciekawa: kiedy pojawią się w Elomi kolorowe sportowce?

I jeszcze deser - Elomi curve: wyszczuplające majtki z nogawkami i bez, cieliste i czarne, w rozmiarach od M do 6XL.

 

Rozmiary i kroje

Jeśli chodzi o rozmiary - trochę zmian, i trochę braku zmian :-) Miseczka K jest nadal górną granicą i występuje tylko w dwóch modelach - Caitlyn i Rita. Pozostałe kończą na HH lub JJ (mniej więcej pół na pół), Asia i Nala oraz Smoothingi na GG. Najniższą granicą jest G i występuje w jednym modelu - half-cupie Imogen. Modele plunge kończą na miseczkach HH, podobnie jak bezszwowce podobne do Hermiony (czyli Hermiona i Amelia w dwóch kolorach każda). Zmieniła się jednak dolna granica obwodowa - gorsety Maria mają być dostępne od obwodu 32 (i występuje w nich np. taki rozmiar, jak 32 DD, który trudno zaliczyć do „pełnofigurowych” - ciekawe, czy gorsety te dobrze sprawują się w całym, tak różnorodnym zakresie rozmiarów?). Ale tylko one. Pozostałe modele zaczynają od 34, przy czym - co ciekawe - znalazłam tylko dwa zaczynające dopiero od 36, a mianowicie strapless z serii Smoothing oraz half-cup Imogen. Należy jednak zwrócić uwagę na bardzo różną dostępność miseczek w zależności od obwodu. Górna granica obwodów to 48 (europejskie 110), występuje jednak mało licznie.

Majtki występują w rozmiarach M-4XL.

Mimo że straciłyśmy model longline (ciekawe dlaczego i czy jeszcze wróci), pod względem różnorodności krojów kolekcja prezentuje się już naprawdę ciekawie. Mamy full-cupy o różnym poziomie zabudowania i lekkości, plandże, piankowe bezszwowce. Wyraźnie rozmnażają się klony Hermiony - czyżby firma planowała coś w rodzaju odpowiednika modelu Freya Deco w marce Elomi? Szkoda tylko, że half-cupy nadal w stagnacji.

 

Galeria

Jak zwykle - detale Waszej uwadze polecam :-)

 

 

Katalog

Tym razem bardzo ładnie wydany, lepiej niż w poprzednim sezonie - zdjęcia z sesji zajmują całe strony. Zawiera dwie marki: Elomi Lingerie i Elomi Swim (kostiumy kąpielowe). Zdjęcia są jednak mniej frapujące niż poprzednio - zamiast szczypty egzotyki mamy dość nudne pałacowo-hotelowe wnętrza. Na szczęście kolekcja broni się sama. Zastrzeżenia budzić może jednak modelka - piękna, urocza kobieta, ale trudno uwierzyć, że nosi rozmiary Elomi - jeśli już, to z dolnej granicy zakresu.

 

 

Pokaz

Niestety w „części artystycznej” pokazano tylko część modeli - a szkoda, chętnie zobaczyłabym wszystkie. Dużą nowością było wprowadzenie do pokazu modelek plus size, podobnie jak na pokazie marki Sculptresse. Nasi dystrybutorzy jakby umówili się, by wykonać ten ruch jednocześnie :-)

W tym pokazie brały udział modelki z agencji Maxilook, jednej z najbardziej znanych agencji modelingu plus size w Polsce. Zachęcam do zerknięcia na stronę, dziewczyny są piękne, w rozmiarach od 38 do 50 :-)

A oto film - krótki, niestety:

 

 

Jedna z modelek, pani Karolina (brunetka) stale współpracuje z agencją Maxilook - jej profil i zdjęcia można obejrzeć na stronie agencji. Druga pani (blondynka) nie jest na stałe związana z Maxilook, ale mam nadzieję jeszcze kiedyś zobaczyć ją na jakimś pokazie, bo wyglądała naprawdę zjawiskowo.

 

Zaskoczyło mnie, że w drugiej, informacyjnej części pokazu część modeli była prezentowana także przez bardziej konwencjonalne rozmiarowo modelki (te same, które pokazywały Freyę i inne marki) - nosiły one próbki w mniejszych rozmiarach (choć dopasowanie też nie było idealne). Zastanawiam się, jaki był cel tego posunięcia. Czy ktoś chciał zasugerować, że Elomi zamierza rozszerzyć rozmiarówkę w dół? Bo firma na razie temu zaprzecza. A może po prostu nie udało się zatrudnić więcej plus size'owych modelek (dlaczego?). A ja bardzo żałuję, że gorsetu Imogen nie mogłam obejrzeć w większym rozmiarze! A oto zdjęcia, które udało mi się zrobić podczas tej części prezentacji:

 

 

Jeśli chodzi o mnie, nie miałabym nic przeciw temu, żeby w prezentacji Elomi uczestniczyły modelki z różnych stref rozmiarowych - od średnich, po większe i jeszcze większe. Nie widzę natomiast sensu w prezentowaniu bielizny w rozmiarach, w których nie jest produkowana. A Wy jak myślicie?

Ciekawe, jak też potoczą się dalsze losy marki w Polsce. Mam wciąż nadzieję, że Elomi stanie się w naszym kraju bardziej dostępna. Może właśnie nowe modelki plus size przekonają klientów marki - zarówno sklepy, jak i potencjalne użytkowniczki kolekcji - że żywe kolory, kontrasty i ciekawe wzory to coś, w czym możemy wyglądać pięknie w każdym rozmiarze?

Jestem bardzo ciekawa Waszych przemyśleń na ten temat. A także na temat samej kolekcji, rzecz jasna :-)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Zanim zaznajomimy się z tajnikami pracy pewnego działu projektowania (hmm, nie wiem, czy nie za dużo Wam obiecuję w związku z dalszym ciągiem reportażu z Panache ;), zajmę się niektórymi efektami jego działalności. Chodzi o model, o którym była tu już wiele razy mowa, i który stanowi powiew nowości i - moim skromnym zdaniem - zaczątek nowych obiecujących kierunków w Panache. Kierunki te to m.in. zerwanie z praktycznym monopolem kroju, który nazwałabym „balkonetką tangowatą” :-) i wprowadzenie nowego typu konstrukcji, kojarzącej mi się nieco z marką Fantasie ze względu na tak zwany side-support (o mojej słabości do Fantasie i jej krojów opowiadam Wam nie od dziś). Mowa o kroju Jasmine, który, z tego co widzimy po zapowiedziach jesiennych, ma zamiar zadomowić się w tej marce na dobre. Co bardzo mnie cieszy, ponieważ od razu zostałam jego oddaną fanką.

 



Superbra by Panache - Jasmine, rozmiar: 36G, kolor: czarny [Rozmiary miseczek: D-K, obwody: 30-38, cena: 165 zł w sklepie myBra.pl]

 

Estetyka

Na początek słówko o tytule - kto pamięta ten film? Odkąd go obejrzałam, wszystko co ma związek z jaśminem, kojarzyć mi się będzie z Jasminum :-) Jednak Jasmine zdradza raczej tropikalne pochodzenie - choć, gdy bliżej przyjrzeć się roślinkom na tym nadruku, wyglądają całkiem swojsko (jakieś trawy, a tu i ówdzie - czyżby owies? :-)



Do rzeczy jednak: gdyby wizja Jaśminy została zrealizowana idealnie i w pełni, punktacja byłaby maksymalna. Szalenie podoba mi się ptasi deseń, uwielbiam też wielobarwne, papuzie motywy na ciemnych tłach. Ale... rozczarowuje jakość nadruku - jest trochę zbyt rozmyty, a czerń nie dość czarna. Nie obraziłabym się też, gdyby kolibrów było trochę więcej w stosunku do perłowo-szarawych motywów roślinnych. Podoba mi się jednak mrocznawy, niebanalny charakterek Jasmine. Noc w dżungli? Raczej noc skrzyżowana z łąkową sielanką, ale sprzeczności zawsze są pociągające :-)

 

Dlatego mimo zastrzeżeń wersja czarna jest moją zdecydowaną faworytką i uważam ją za lepszą od obecnej kwiecistej wiosennej. Tę drugą wolę w szalonym wydaniu przygotowanym dla brytyjskiej sieci sklepów Bravissimo - ma pojawić się w czerwcu, jak można dowiedzieć się na fejsie - stamtąd ukradłam fotkę :-)

 

Czaję się też na jesienny róż!

Ostatnio prawie za każdym razem, gdy mam w ręku coś z Panache, pozytywnie zaskakują mnie ramiączka. Pozostaję co prawda wielką fanką doskonałych jakościowo ramiączek Evedenowskich (mimo że czasem straszą szerokością), ale te panaszowe mają w sobie coś, czego nie mają tamte. Są przeważnie trochę węższe (za to grubsze ze względu na podszycie), subtelniejsze, a mimo to wygodne i stabilne. Tu bardzo ładnie współgrają z całością ozdobnym brzeżkiem. Dobrze, że nie są prostą taśmą.



Wpływ na ocenę estetyki Jasmine ma też jej świetny wygląd na biuście. Jest dość nisko zabudowana, ma linię zbliżoną do poziomej, trochę wręcz kojarzy się z half-cupem. I tak właśnie moim zdaniem powinna prezentować się prawdziwa balconette bez full-cupowatych tendencji. Plus ta ażurowa koronka. To po prostu bardzo seksowny model.

 

Dopasowanie

Zero wątpliwości, zero zastrzeżeń. 36G pasuje idealnie, jak większość, zatem - wszystko w normie.

 

Kształt

Wielkie wow - to jeden z najlepiej kształtujących modeli w mojej kolekcji. Zebranie piersi do środka jest znakomite - nie potrzebuję mocniejszego. Biust jest też dobrze uniesiony, linia dolna nie wznosi się tak mocno ku górze jak w słynnych „podnośnikach” marki Cleo, jest bardziej okrągła, ale zdecydowanie wznosząca. Profil jest idealnie okrągły i ani odrobinę nie spłaszczony. Różnica między kształtem nadawanym zazwyczaj przez klasyczne modele Superbra jest dla mnie wyraźna: tu mamy dużo mocniejsze zebranie z boków i zupełny brak przypłaszczania czy rozstawiania. Efekt: idealne kulki podane do przodu.


 

Konstrukcja

Miseczki Jaśminy skonstruowane są nie z 3, lecz z 4 części, z czego jedna stanowi tzw. side support, czyli boczny panel podtrzymujący. Panache nazywa go side panel. Jest on dosyć spory i może dlatego bardzo skuteczny.

Miseczki nie są też nadmiernie zabudowane (mam wrażenie wyeksponowania, a nie zasłonięcia), a konstrukcja całości zachowuje się nienagannie: rozdziela, przylega i podnosi. Wszystko na swoim miejscu. Maks!

 

Podtrzymanie

Jest pewien mankament sytuacji, gdy biust jest mocno podany do przodu i ani trochę nie przypłaszczony. Odkryłam mianowicie, że w ciągu dnia ten spektakularny lift Jasmine słabnie, tył trochę się podnosi i jeśli chcę wrócić do początkowego „wow”, muszę Jasmine co parę godzin na sobie poprawić. Uwaga: nie znaczy to, że pas jest za luźny bądź źle pracuje. Nie wyobrażam sobie noszenia ciaśniejszego czy mocniej obciskającego. Po prostu mój ciężki biust i miękkie ciało nie dają się kształtować w dowolny sposób i ulegają grawitacji, nie mogę więc w nieskończoność podawać biustu jak na tacy, chyba że zakuwając go razem z tułowiem w sztywny pancerzyk.

 

Kolejnym czynnikiem wpływającym na support, oprócz kroju i obwodu, jest tutaj elastyczna koronka w górnej części miseczek, która sprawia, że miseczki dostosowują się pięknie do piersi (mojej niewielkiej, ale istniejącej asymetrii w ogóle nie widać) i eliminuje wszelkie problemy z wpijaniem się, wcinaniem, odstawaniem bądź odznaczaniem się krawędzi. Ta elastyczność jednak powoduje, że góra piersi bardziej „pływa” niż w stanikach całkowicie nieelastycznych. Coś za coś - albo plastyczność/sprężystość albo totalna stabilność. I tak jestem pozytywnie zaskoczona, bo naprawdę bałam się tej koronki - niepotrzebnie. Elastyki jednak mają swoje zalety, o czym przekonałam się także przymierzając model Idina (o tym w innym odcinku :-)



Wszystkie te zastrzeżenia nie powodują jednak, że Jasmine staje się biustonoszem niedostatecznie podtrzymującym. To wciąż dobrze podtrzymujący stanik, tyle że nie pancernik.


Wygoda

Nie mam większych zastrzeżeń do komfortu w Jaśminie. Ramiączka są bardzo wygodne, a dół podszyty taśmą nigdzie nie gryzie ani nie drapie, łącznie z dołem mostka, na który czasem narzekam. Na fotce poniżej mamy tę właśnie część stanika, która jest jedną z moich ulubionych - pod warunkiem, że jest odpowiednio podszyta :-)

 

Koronka jest mięciutka i nie gryzie, a zapięcie ma odpowiednio długi języczek wyścielony porządną warstwą miękkiego puchatego materiału, podobnie jak ramiączka. Te są w przedniej części nieelastyczne, podszyte tym panaszowskim „misiem”, za którego lubię ramiączka w tej firmie i który sprawia, że nawet bardzo wąskie, pozostają komfortowe. Ostatnio jednak firma ramiączka trochę poszerzyła, ale nadal nie jest to ekstremum - tu: 16 mm.

Punkt odejmuję za końcówki fiszbin między piersiami. Jednak kłują! Choć znacznie mniej i później to zauważam, niż mi się to zdarzało np. w przymierzanych niekiedy modelach marki Cleo.

 

Cena

Może trochę za wysoka? Jasmine jest ładna i przyzwoita jakościowo oraz starannie wykonana, ale jednak nie sprawia wrażenia luksusowej (może gdyby spełnione były te warunki, o których pisałam wyżej w punkcie Estetyka...). Poziom, który obecnie uznaję za dobry dla codziennych staników dla nas - Polek, z naszymi przeciętnymi zarobkami i cenami innych ubrań w sklepach, to przedział do 150 zł. Wiele brytyjskich biustonoszy D+ ten poziom znacznie przekracza, w Superbra ceny zawsze były... hmm „w miarę” do niego zbliżone i mam nadzieję, że tak pozostanie.

 

Galeria

Polecam Waszej uwadze detale, zwłaszcza nadruki :-)

 

 

Podsumowanie

Marka Superbra przyjemnie mnie zaskoczyła Jasminą. Patrząc na ostatnie kolekcje i zapowiedzi widzę, że dużo się w niej ostatnio dzieje dobrego i chyba nie tylko ja mam takie wrażenie. Kilka dni temu miałam okazję poprzymierzać nowy model Idina i również jestem mile zaskoczona, zwłaszcza balkonetką, o której na pewno napiszę.

Wracając do Jasmine - krótko mówiąc, superstanik :-) Jeden z moich ulubionych ostatnio, a pod względem modelowania biustu - wg mnie bezapelacyjnie najlepszy wytwór marki Superbra jak dotąd. Dodatkowo będzie teraz miał dla mnie wartość sentymentalną, ponieważ tak się złożyło, że jest to stanik, w którym poleciałam po raz pierwszy do Kraju Staników ;-)

 

 

Uwaga, promocja!

Jasmine zakupiłam w sklepie myBra.pl, stosunkowo nowym na naszej stanikomaniackiej scenie. Jeżeli zdecydujecie się wypróbować ptasią Jasmine - polecam zniżkę: -10% na hasło „stanikomania” do 30 kwietnia! Oraz zwracam uwagę na miły fakt, że dostawa jest darmowa, jeśli dokona się przedpłaty.

Nie będę ukrywać, że ze sklepem myBra.pl trochę się znamy - pisuję dla niego edukacyjne teksty i udzielam czasem stanikologicznego wsparcia. Mogłabym w związku z tym podejrzewać, że po znajomości zostałam potraktowana wyjątkowo, ale zapewniono mnie stanowczo, że moja paczka została wyekspediowana dokładnie w takiej formie i takim tempie (szybkim), w jakim trafia do wszystkich klientek, nie tylko bra-blogerek :-) Biustonosz dostałam zapakowany w solidne pudełeczko, a w środku znalazłam kilka miłych gratisów, no ale nie mogę zdradzać wszystkiego ;) Wspomnę może tylko o specjalnej taśmie do mierzenia się, która stanowi coś w rodzaju miarki i kalkulatora/tabeli rozmiarów w jednym - może być poręczna do szybkiego brafittingu na okolicznych kobietach. Jeśli zdecydujecie się na zakup tam, chętnie wysłucham wrażeń, a skargi i wnioski z przyjemnością przekażę „komu trzeba”.

Na zakończenie pytanie do Was: wypróbowałyście już Jasmine? Która z wersji barwnych podoba Wam się najbardziej?

piątek, 05 kwietnia 2013

Biustonosz zdekonstruowany: poznajecie markę? :-)

 

Siedziba firmy Panache w Sheffield


Żeby odpocząć trochę od zapowiedzi nowych kolekcji, zrobię przerwę na reportaż :-) Tuż przed Wielkanocą miałam okazję odbyć niecodzienną wycieczkę: zostałam zaproszona przez firmię Panache na tak zwany blogger event, czyli imprezę zorganizowaną dla blogerów, a właściwie blogerek. Trochę się wahałam, czy eskapada tuż przed Świętami to dobry pomysł, ale cóż - tego typu okazje nie zdarzają się codziennie. Zwłaszcza że ja - co być może zabrzmi zaskakująco - nigdy przedtem nie byłam w Wielkiej Brytanii, funkcjonującej w mojej wyobraźni od dawna jako Kraj Stanikami Płynący. Wdziałam więc swą nową Jasmine marki Superbra :-) i poleciałam do Sheffield w hrabstwie Yorkshire, gdzie mieści się Kwatera Główna firmy Panache Ltd. (jak widać na fotce, wiosna nie rozpieszcza w tym roku nawet Wyspiarzy).

Mimo iż mój pobyt w Sheffield trwał w zasadzie dwa dni (jeden wieczór, cały dzień i jeden poranek), na opisanie wszystkich bra-wrażeń ze Zjednoczonego Królestwa chyba nie wystarczy jedna notka. Zacznę od głównego tematu imprezy, czyli od tego, czego dowiedziałam się w Panache na temat bra-fittingu po brytyjsku.

 

Kto powinien Learn the Fit?


Kurs, w którym miałam okazję wziąć udział - bo tak było nazywane to wydarzenie przez organizatorki - miał tytuł Learn the Fit i jego głównym celem było, jak nietrudno się domyślić, przekazanie podstawowych zasad dopasowania biustonosza (i oczywiście promocja marki). A cóż to nowego dla nas, stanikomaniaczek? - zapytacie. Faktycznie, kurs nie zrewolucjonizował mojego pojęcia o tym, jak powinien leżeć właściwie dopasowany stanik. Raczej potwierdził to, co znamy z naszej praktyki - możemy więc spać spokojnie, używamy biustonoszy Panache w sposób całkowicie zgodny z ich przeznaczeniem ;-)

Ciekawy był natomiast sposób przekazania wiedzy. Zaczęło się od wykładu z prezentacją, który prowadziła niezwykle miła i energiczna osoba - Karen Forbes. Karen jest właścicielką sklepu z bielizną, a wcześniej długo pracowała dla innych firm działających na rynku D+, miałyśmy więc do czynienia z doświadczoną (i biuściastą :-) fachowczynią. Wykład był prowadzony tak, by zrozumiały go osoby całkowicie początkujące i takie rzeczywiście znajdowały się na sali. Widownia składała się bowiem nie z blogerek specjalizujących się w bieliźnie (byłam, o ile wiem, jedyną reprezentantką tego gatunku), lecz zajmujących się modą i szeroko pojętym stylem życia. Mimo to jednak nie mogłam oprzeć się zdziwieniu, że istnieją mieszkanki UK, dla których właściwe dopasowanie stanika jest tematem nowym.

Learn the Fit ma być wydarzeniem cyklicznym - kierowanym nie tylko do blogerek i mediów, ale przede wszystkim do klientek i klientów firmy, prowadzących sklepy czy myślących o ich założeniu, moim zdaniem nadaje się też dla osób zainteresowanych pracą bra-fitterki.

 

Właściwy wymiar prezentacji

Karen zaczęła od prezentacji poszczególnych marek Panache (Superbra, Panache Swim, Panache Sport, Cleo, Cleo Swim, Masquerade, Scupltresse) - podając przykłady konkretnych modeli. Były one prezentowane przez modelki - jedną o szczupłej figurze, drugą bardziej plus-size - co ogromnie mi się podobało. Większość marek prezentowały obie modelki, o całkowicie różnej budowie ciała - z wyjątkiem Sculptresse, którą zobaczyliśmy tylko we właściwym dla jej zakresu rozmiarów, większym wymiarze.

Masquerade


Sculptresse

 

Podkreślony został także wizerunek producenta jako prawdziwego specjalisty od biustonoszy - miałyśmy okazję dowiedzieć się, dlaczego powinnyśmy wybierać Panache ;-) Bielizna i kostiumy były właściwie dopasowane do wymiarów modelek - czym nie byłam zdziwiona, ale odnotować warto.

 

Szczegóły techniczne i anatomiczne

Po prezentacji marek przyszedł czas na garść technikaliów. Jak powstaje stanik i z czego się składa? Najpierw dowiedziałyśmy się, jak długi jest cykl produkcyjny biustonosza:

Wychodzi 14 miesięcy z hakiem - ponad rok!

 

Dowiedziałyśmy się też, z jak wielu części składa sie stanik. Padła liczba 25, ja jednak bez trudu naliczyłabym więcej. Oto nasze pomoce naukowe:

Anatomia Tango

 

Fiszbiny Panache Sport w miękkiej, sprężystej silikonowej osłonce, czyli plansza, którą zapomniałam dla Was kiedyś sfotografować

 

 

 

Fiszbiny: od 30D do 38KK!

 

Po anatomii biustonosza przyszedł czas na anatomię biustu. Na pewno poznajecie naszych starych znajomych - więzadła Coopera :-)

 

Typologia

Ciekawą częścią wykładu było omówienie rodzajów biustów i sylwetek. Karen przedstawiła poszczególne rodzaje, a właściwie cechy biustów - podkreślając bardzo wyraźnie, że wiele biustów łączy w sobie wiele różnych cech oraz że jako istoty ludzkie jesteśmy różnorodne - nie ma dwóch identycznych biustów, nie istnieje też jeden doskonały, czy też „normalny” kształt. Przy każdym typie krótko omówiła, z jakimi problemami w dopasowaniu mamy do czynienia i jak im zaradzić (np. przy biuście asymetrycznym - wkładki, manipulowanie długością ramiączek; przy pełnej figurze, gdy dolna krawędź mostka wpija się w ciało (mam to! :-) - mocniej wykrojone mostki, a także węziej rozstawione ramiączka, by nie ześlizgiwały się z ramion, itp.). 

 

Po typologii biustów przyszedł czas na typologię staników z przykładami modeli. Na slajdach znalazły się przykłady każdego z typów (balkonetka, plunge, full-cup, t-shirt bra, strapless, bezfiszbinowiec, biustonosz do karmienia i sportowy), czemu za każdym razem towarzyszyła prezentacja na modelce. Także w tej prezentacji brały udział obie dziewczyny - znowu można było gruntownie zapoznać się z ofertą firmy i od razu sprawdzić, jak prezentują się produkty na prawdziwych ciałach, w dwóch różnych rozmiarach.

Straplessy: Evie (Superbra) i Deity (Masquerade)

 

Dobrze/źle

Czyli nic nowego pod słońcem - dokładnie i komunikatywnie wyjaśniono nam, pokazując wszystko na przykładzie modelki, jak wygląda źle, a jak - właściwie dobrany biustonosz i objaśniono najczęstsze błędy w dopasowaniu. Jedna ze słuchaczek zauważyła, że wiele kobiet sądzi (podała przykład własnej rodziny), że obwód stanika powinien tworzyć na plecach łuk, czyli, mówiąc naszym językiem, podjeżdżać. Cóż - skwitowała prowadząca - nasze mamy co prawda mają zawsze rację, ale ten przypadek należy do wyjątków...

Fiszbiny - czy są we właściwym miejscu?

 

W przymierzalni

Zmierzamy do jednej z najciekawszych części całego kursu: jak dobrać właściwy rozmiar innej osobie (klientce)? Prowadząca podkreśliła, że w bra-fittingu niezwykle ważne jest doświadczenie w pracy z klientkami i ich biustami. Od czegoś trzeba jednak zacząć, a nasz krótki kurs posłużyć miał do zaprezentowania absolutnych podstaw.

Co ciekawe, Karen zaczęła od zachowania bra-fitterki wobec klientki w przymierzalni. Myślę, że tych kilka zasad przyda się zarówno bra-fitterkom, jak i klientkom - by wiedziały, czego mają prawo wymagać, gdy są obsługiwane:

1. Zawsze uprzedzaj klientkę, gdy wchodzisz do przymierzalni.

Żadnych nagłych wtargnięć - klientka może właśnie się rozbierać albo być półnaga, a na zewnątrz mogą przecież stać inni ludzie. Trzeba mieć szacunek dla cudzej intymności. Dodałabym: zapytaj, czy możesz wejść!

2. Na każdym etapie wyjaśniaj klience, co robisz i dlaczego.

Chyba nie wymaga komentarza.

3. Nigdy nie zostawiaj klientki samej, nie mówiąc jej, dokąd idziesz i po co.

O tak, nie ma to jak sterczeć na środku przymierzalni bez bluzki i zastanawiać się, po co poszła pani bra-fitterka i czy w ogóle jeszcze wróci ;-)

4. Używaj neutralnych terminów (po angielsku: breasts, boobs, po polsku np. piersi, biust) - unikaj innych określeń.

Kolokwialne określenia (nie muszę chyba wymieniać?) wiele osób rażą.

5. Zawsze sprawdzaj, czy na wieszaku jest ten rozmiar, który chciałaś podać klientce.

 

Po przymierzalnianych pięciu przykazaniach nastąpiły sugestie, jak nawiązać dialog z klientką i jakie pytania warto zadać:

 

Jak dobierać, czyli bra-fitterskie oko

Karen powiedziała nam, że doświadczone bra-fitterki często na pierwszy rzut oka wiedzą, w jakich okolicach rozmiarowych powinny szukać właściwego biustonosza dla klientki. Jestem przekonana, że wiele naszych doświadczonych bra-fitterek już takie wyczucie posiada. Bra-fitterskie oko zyskujemy jednak dopiero po dłuższym czasie. Jeśli jeszcze go nie mamy, najlepiej posłużyć się takim oto schematem:

Dobieranie właściwego rozmiaru wg Panache najlepiej zacząć od oceny, jak wygląda klientka w biustonoszu, w którym przyszła do sklepu i sprawdzenia, w jakim jest rozmiarze. Czy obwód jest za luźny, a może za ciasny? Jak układają się miseczki? I tak dalej.

Drugim punktem jest pomiar obwodu pod biustem. Ważne: pomiar to tylko punkt wyjścia! To, co zobaczymy na miarce, nie oznacza jeszcze rozmiaru obwodu - to weryfikuje się podczas przymierzania. Bardzo charakterystyczne, że nie wprowadzano nas w tym miejscu w świat obliczeń: dodawań, odejmowań, zaniżeń i zawyżeń. Nie padło też ani jedno słowo na temat osławionej zasady „plus cztery”, stosowanej przez niektóre sklepy (zwłaszcza w USA, co wiemy od amerykańskich blogerek). Demonstrowana na modelce technika pomiaru to pomiar bez ściskania, ale też i bez zawyżania, a miarka miała oczywiście brytyjską podziałkę (w calach, ale też i centymetrach).

Następnie, na podstawie uzsykanych wcześniej danych, oceniamy rozmiar miseczki. Bez mierzenia obwodu w biuście i czytania tabelek. Znamy już przecież mniej więcej rozmiar klientki pod biustem, wiemy, w jakim rozmiarze był stanik, w którym klientka przyszła i jak on leży, oraz widzimy jej biust. To bardzo dużo informacji! Prawdę mówiąc sądzę, że gdy mamy do dyspozycji pełną rozmiarówkę i czas na eksperymenty, przy znajomości zasad bra-fittingu można w ten sposób spokojnie dobrać rozmiar.

Pokazano nam też, jak można - bardzo pobieżnie - optycznie ocenić rozmiar miseczki:

Gdyby znajomość tego schematu była powszechna, zniknęłyby przesądy dotyczące „olbrzymiej miseczki D”. D wyraźnie zaliczono do biustów średnich.

Po wstępnych pomiarach i ocenach oczywiście przychodzi czas na etap kluczowy, czyli przymierzanie. Warto też zachęcić klientkę, by sprawdziła, jak biustonosz się układa, gdy ma na sobie bluzkę.

Jedyną tabelą, jaką zobaczyłyśmy, była tabela przeliczania rozmiarów. Przykład: jeśli klientka ma na sobie biustonosz 36E i obwód podnosi jej się na plecach, lecz miseczki leżą właściwie - spróbuj 34F. Przy zmniejszaniu obwodu o 1 rozmiar przeliczamy miseczki o 1 oczko w górę:

Tabela przeliczania rozmiarów

 

Oto, jaka przemiana może dokonać się w przymierzalni: czy widzicie różnicę między dobrym a złym rozmiarem?

 

Sesja praktyczna

Po wykładzie przyszedł czas na zweryfikowanie świeżej wiedzy w praktyce. Uczestniczki podzielono na grupy. Każda z grup miała okazję dobrać rozmiar trzem osobom: bardzo szczupłej, dość tęgiej i średniej. Do dyspozycji miałyśmy pełne rozmiarówki modeli Tango, Lucy oraz Panache Sport, a nasze pomysły weryfikowała Karen.

Spostrzeżenia? Miałam okazję przekonać się, że pomiar wykonany miarką calową bez ściskania ma się całkiem nieźle do dobranego potem rozmiaru brytyjskiego obwodu - przy czym zdarzają się odchylenia zarówno w dół, jak i w górę. Wiele zależy też od konkretnego modelu stanika i jego rozciągliwości. Na przykład, modelka z 30 calami pod biustem dobrze czuła się w Tango w rozmiarze 28 (miseczka, o ile pamiętam, F), model ten bowiem w tym rozmiarze ma dość rozciągliwy obwód - i to mnie zaskoczyło. 32 cale pod biustem za to dobrze czuły się w obwodach 34, a 36 - także w 34, przy czym biustonosz sportowy musiał mieć dopiero rozmiar 38. I tak dalej. W gruncie rzeczy - nic nowego: różne biustonosze, różne biusty i podbiuścia, różna ściśliwość i wrażliwość, różna też zapewne dokładność pomiaru, bo wszystko odbywało się trochę w pośpiechu.

Niestety żadna z modelek nie dysponowała rozmiarem G+ i nie miałam okazji sprawdzić, jak też bra-fitterska szkoła Panache radzi sobie z problemami tej grupy rozmiarowej, takimi jak wysokie, szerokie i zbyt rozciągliwe fiszbiny czy zbyt wysoko zabudowane miseczki. Niektóre z blogerek miały też krótkie sesje indywidualne z Karen w zamkniętej przymierzalni i dobrały sobie rozmiary - może szkoda, że nie starczyło mi śmiałości, by poprosić którąś o pokazanie się w nowym rozmiarze i zapytać, czy jej wygodnie.

Rzecz jasna, omówienie wszystkich możliwych kwestii dotyczących dobierania odpowiedniego rozmiaru i modelu na jednodniowym kursie jest absolutnie niemożliwe. Uważam jednak, że podstawy zostały zaprezentowane solidnie i stanowiły dobry punkt wyjścia do dalszych treningów.

 

Czego zabrakło?

W części poświęconej dopasowaniu - przede wszystkim trudniejszych problemów. Wszystkie modelki na fitting session miały stosunkowo „łatwe” biusty, z których żaden nie wykraczał poza strefę D-G. Może powstanie kiedyś kurs dla zaawansowanych?

Zabrakło mi też trochę technikaliów dotyczących projektowania i produkcji, ale rozumiem, że inny był główny punkt nacisku kursu. W kolejnych odcinkach tej relacji opiszę nasz spacer po działach technicznym i projektowania, a jeśli się uda, zaprezentuję krótkie wywiady ze specjalistami z tych działów. Na te jednak trzeba będzie pewnie trochę poczekać. Czekam też na Wasze pytania: czego chcemy dowiedzieć się od Panache?

Ze spaceru po Design Department - szczegóły, mam nadzieję, w następnym odcinku :-)

 

Wrażenia i wnioski

Jak już wspomniałam, treść sporej części prezentacji nie była dla mnie nowa, więc chwilami trochę się nudziłam. Wszystkie prezentowane modele znałam (żaden nie pochodził z kolekcji nowszej niż aktualna wiosenna), a zasady bra-fittingu również nie są mi obce. Interesujący był za to dobór informacji i sposób ich przekazywania, a zwłaszcza metoda na bra-fitting bez koncentracji na liczbach i tabelach. Warto jednak zauważyć, że jest to metoda dobra do zastosowania w dobrze zaopatrzonym sklepie stacjonarnym. Przy doradzaniu zdalnym trudniej niestety polegać na „oku” i przymiarkach. Tak czy owak, jestem zadowolona, że dowiedziałam się, jak edukują bra-fittingowo brytyjscy spece. Może warto korzystać z ich doświadczeń?

Uderzył mnie też stosunek firmy do obecnych osób. Każda z nich (łącznie ze mną) została zaproszona do udziału w evencie na koszt firmy - łącznie z dojazdem i noclegiem, a po jego zakończeniu dostałyśmy do wypełnienia ankiety oceniające kurs, gdzie było miejsce na sugestie. Widać, że Panache zależy na promowaniu zarówno produktów, jak i samych zasad bra-fittingu, wśród blogerek zajmujących się modą i stylem życia, nie tylko wśród swoich klientów (handlowców). Aż kusi, by spytać: ciekawe, kiedy nasze bra-firmy zaczną robić to samo?

W każdej chwili mogłyśmy zapoznać się z ofertą marki Sculptresse (w tle wieszaki z aktualną kolekcją)

 

Zaskoczyło mnie nieco, że przy tak dobrze zaopatrzonym rynku istnieją jeszcze Brytyjki, którym trzeba wyjaśniać zasady bra-fittingu. Dość powiedzieć, że w odległości 5 minut drogi piechotą od hotelu, w którym mieszkałam, mogłam kupić przynajmniej kilkanaście modeli biustonoszy w moim rozmiarze (szykuję oddzielną relację na ten temat). Brytyjski rynek wygląda inaczej niż polski - ważną pozycję mają na nim domy towarowe i sieci, takie jak Debenhams i Marks&Spencer, obecne w całym kraju. Obie sieci prowadzą sprzedaż biustonoszy D+, w tym własnych marek. Trudno z nimi konkurować niezależnemu detaliście, takiemu jak np. The Little Big Bra Shop, prowadzony przez naszą prelegentkę Karen - nikt jednak, według niej, nie oferuje lepszego bra-fittingu niż małe sklepy. Be proud to be independent - powiedziała nasza wykładowczyni (warto zajrzeć do krótkiego, lecz ciekawego poradnika na stronie jej sklepu).

Pozytywnym akcentem była dla mnie silna reprezentacja blogerek plus-size. Dziewczyny piszą o modzie i po ich wyglądzie widać, że bawią się nią tak samo, jak ich szczupłe koleżanki. Bez najmniejszego wahania domagały się np. powiększenia rozmiarówki majtek, by móc nosić komplety Cleo. Chciałabym doczekać się kiedyś silnej plus-size'owej blogosfery w Polsce, ponieważ uważam, że moda jest dla wszystkich - szczupłych i tęgich, mało- i dużobiuściastych o wszelkich możliwych typach budowy. Dobrze, że istnieją firmy dbające o zaspokojenie potrzeb różnych kształtów, ale jest ich wciąż zbyt mało. Przykład biuściastych jednak pokazuje, że konsumenckie lobby może wiele zmienić. Nieprawdaż?

 

Dziękuję firmie Panache za zaproszenie na imprezę! 

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...