czwartek, 31 maja 2007

Lato szaleje, cała sterta biustonoszowych nowości czeka na opisanie, ja w niedoczasie - zanim jednak z radością rzucę się w wir koronek, tiulów i haftów w kolorach tęczy, czuję się zobowiązana skomentować pewną... publikację.

„Gdy za duży biust jest udręką" - taki tytuł nosi jeden z tekstów zamieszczonych w pewnym kobiecym portalu o urodzie i modzie (nie linkuję świadomie, a dlaczego - okaże się niżej). Duży biust i udręka? Bez przesady - wzruszy ramionami większość z nas. Fakt, polowanie na dobry stanik na większy biust (DD+) w naszym kraju do rozrywek nie należy, zwłaszcza jeśli ograniczamy się do przeciętnych sklepów z bielizną. Ale przyjrzyjmy się dokładniej: chodzi o biust ZA duży - czyli na pewno nie jest to elaborat o tych dobrze nam znanych mankamentach posiadania pokaźnych atutów, wśród których nie ma żadnego, który nie dałby się skompensować noszeniem właściwego rozmiaru bielizny i dobrze dopasowanych ubrań. Na czym jednak polegają udręki ZA dużych biustów, i co to w ogóle znaczy „za duży biust"? Istnieje przypadłość zwana gigantomastią, przy której nawet gorseciarki rozkładają ręce, nie mówiąc już o sklepach, nawet tych zaopatrzonych w dużo dalsze litery alfabetu, niż te znane z osiedlowych bieliźniaków. Jest to choroba, prawdopodobnie o podłożu hormonalnym, przy której opuchnięte do granic możliwości piersi ważą naprawdę wiele kilogramów, utrudniają poruszanie się i uniemożliwiają właścicielce normalne życie: choroba kwalifikująca się do leczenia, nie na zakupy. Zajrzyjmy jednak do „artykułu". Okazuje się otóż, że naczelnym objawem „za dużego biustu" są... wrzynające się ramiączka od stanika i problemy z kupnem bielizny! Czy jest na te udręki jakaś rada? Na przykład: zajrzeć do paru internetowych sklepów? Na najbliższym urlopie w Anglii rozejrzeć się za bielizną? Kupić nareszcie dobrze dopasowany w obwodzie, przyzwoicie trzymający stanik? Nie! [uwaga, ironia:] Kobieto, jeśli na Twoim osiedlu nie sprzedają staników z miseczką powyżej D i obwodem 75, powinnaś koniecznie poddać się... operacyjnej redukcji piersi!

Byłabym nieuczciwa, gdybym nie wspomniała o innych, także wymienianych w tekście problemach, związanych z "przerostem piersi" (które to określenie, jak rozumiem, oznacza wg autorów miseczkę powyżej D). Są nimi bóle kręgosłupa, odparzenia i trudności w uprawianiu sportu. Istnieją, oczywiście, przypadki kliniczne, którym nie wystarczy „terapia" w postaci zakupu nareszcie odpowiedniej bielizny codziennej i sportowej - te najbardziej skrajne. Jaki rozmiar zatem kwalifikuje się do redukcji według autorów tekstu? Otóż jest nim na przykład... 80F (sic!!!).

Tak więc, szanowni producenci cudeniek na literki G, H, J i K, strzeżcie się, albowiem wkrótce wypadniecie z biznesu. Tłumy ogłupiałych Polek z „przerostem piersi" rzucą się do tzw. „niezależnych doradców medycznych" (którzy, jak się zdaje, stworzyli ów pełen szkodliwych bzdur tekst), a potem uderzą gromadnie do chirurgów-plastyków. Chirurdzy skoszą niezłą kasiorę, a z ulic znikną wszystkie biusty, które nie zmieszczą się w „D" ze sklepików i bazarów. Że już nie wspomnę o smutnej perspektywie, że Stanikomania zwiędnie z braku czytelniczek... Oprócz zmarszczek i za dużych brzuchów, które - fakt - rzadko komu się podobają, wymyślono bowiem najnowszą przypadłość, kwalifikująca się do chirurgicznej interwencji: biust nie mieszczący się w staniku D! (Panowie! Ratunku!) Ciekawam, do czego jeszcze każą nam się „przyciąć"? Do rozmiaru konfekcyjnego 36? Do rozmiaru buta 38? Wzrostu 170? Do czego jeszcze namówią nas „niezależni bezpłatni doradcy medyczni"?

Mam dziwną pewność, że to, co z mojego punktu widzenia wygląda na chore i absurdalne (przyznam się, że nigdy w życiu nie postała mi nawet w głowie myśl o zmniejszaniu sobie czegokolwiek, może z wyjątkiem obwodu w talii), wiele kobiet potraktuje jako prawdę objawioną. Bo przecież wrzynają im się te nieszczęsne ramiączka, a biust buja się przy schodzeniu po schodach. Najprostsze i najzdrowsze rozwiązanie w postaci kupna stanika o odpowiednim obwodzie i misce jest jednocześnie najtrudniejsze - bo dla wielu niedostępne i całkowicie nieznane. Łatwiej uwierzyć mądremu „bezpłatnemu doradcy" i pani Krystynie, która wreszcie poczuła się lepiej - bo w sklepie z bielizną może pogrymasić (tak jakby wcześniej nie mogła - trzeba było znaleźć odpowiedni sklep!). Okazuje się także, że nowy, lepszy (bo mniejszy) biust pomógł pani Krystynie w karierze - z poprzednim bowiem wyglądała „nieprofesjonalnie". Zawsze mi się wydawało, że rozmiar biustu ma znaczenie tylko w jednym zawodzie - najwyraźniej się myliłam. Zgodnie z tym tokiem myślenia, szczytem profesjonalizmu jest brak biustu. Kobiety! Już wiadomo, skąd nasze kłopoty na rynku pracy. Marsz do chirurga! A przy okazji i endokrynolog by się przydał - zmiana płci raz na zawsze pozbawi nas „udręki". Tako rzecze Wasz bezpłatny doradca medyczny.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...