czwartek, 29 maja 2008

Zdjęcia ilustrujące „Biusty tygodnia” z natury podkreślają estetyczny aspekt noszenia właściwie dobranej bielizny. Najbardziej spektakularny jest efekt właściwego uniesienia biustu. Nic tak nie przemawia do naszej próżności, jak porównanie biustu „z nosem na kwintę” z tym samym biustem, gdy dziarsko patrzy w przód w dobrym staniku! Bez wahania wybieramy tę drugą opcję. Istnieje wszelako jeszcze inna strona zagadnienia: nasz komfort i zdrowie (nie tylko psychiczne). Osobie, która nie doświadczyła rozmiarowej metamorfozy bądź nie trafiła jeszcze na swój właściwy rozmiar, trudno często uwierzyć w opowieści o wpływie dobrego stanika na stan zdrowia i samopoczucie. Dziś poznamy jeden z przykładów niejako osobiście :)

Małgosia obecnie mierzy 83 cm pod biustem (ciasno zmierzone) i 107 cm w biuście; ma 166 cm wzrostu. „Nosiłam prawie wyłącznie staniki marki Triumph - rozmiar 85F lub 85G, jeśli jakimś cudem ten rozmiar istniał w danym modelu i udało mi się go upolować w internecie. Mój biust miał w porywach do 117 cm w obwodzie” - pisze Małgosia. No cóż - wystarczy rzut oka na tabelę, by przekonać się, że Triumphowe 85G to musiało być za mało... Obecne wymiary Małgosi wykluczają również sensowność noszenia 85 pod biustem. Potwierdza to nasza modelka: „Ostatnio schudłam 10 kg i obwody moich staników Triumpha zrobiły się na tyle za duże, że noszenie ich stało się dla mnie udręką. Niemal nieustannie musiałam poprawiać stanik, tak bardzo podjeżdżał mi z tyłu do góry. Miseczki oczywiście były ciągle trochę za małe.

Od niedawna Małgosia nosi cakiem inny rozmiar - mniejszy pod biustem, o większej miseczce. Jak myślicie - z jakim skutkiem?

Na poniższej parze zdjęć nasza modelka prezentuje dwa biustonosze: pierwszy w starym rozmiarze 85G (Triumph, rozmiar kontynentalny) i drugi, po zmianie rozmiaru na 32(70)H (Freya Arabella, rozmiar brytyjski).

Małgosia jest wysportowaną dziewczyną o mocnych mięśniach i bardzo wysoko osadzonym biuście. Dzięki temu nawet w złym rozmiarze jej piersi nie sprawiają tak smutnego wrażenia, jak dzieje sie to u wielu z nas. Mimo to jednak różnica jest widoczna. Zwróćcie uwagę na kształt profilu piersi i na wysokość, na której znajduje się ich najbardziej wysunięty do przodu punkt. W biustonoszu 85G znajduje się on niżej, a pierś „patrzy” w dół, podczas gdy w 70H wierzchołek wypada wyżej, a biust kieruje się zdecydowanie do przodu.

Obraz to jednak nie wszystko, zwłaszcza że na zdjęciu nie widać podnoszącego się na plecach obwodu niewłaściwie dobranego stanika - nade wszystko jednak nie oddaje ono samopoczucia modelki, która do obu fotek wyprostowała się równie dziarsko (bierzcie przykład, przygarbione biuściaste!). Okazało się, że biustonosze w złym rozmiarze niestety bardzo niekorzystnie odbijały się na jej zdrowiu.

Od kilku lat cierpiałam na chroniczne, bardzo bolesne przykurcze mięśni szyi i barków, trwające od kilku dni do tygodnia, mimo bardzo dobrej kondycji fizycznej i silnych mięśni. Lekarze nie potrafili postawić diagnozy.” - pisze Małgosia. „Pracując przy komputerze, odciążałam kręgosłup opierając biust na biurku” - dodaje. No cóż, nic dziwnego - trzeba sobie jakoś radzić, gdy niewłaściwie dobrany stanik nie spełnia swojej funkcji!

Okazuje się, że dziś nie jest to już potrzebne - Małgosia zamieniła bowiem stare, niepodtrzymujące staniki na nowe, o dobrze dopasowanym obwodzie i odpowiednio dużej miseczce: „Otrzymałam pocztą swoje dwa pierwsze dobrze dobrane staniki w życiu i jestem bardzo szczęśliwa. Są rewelacyjne i tak wygodne [...] Po tygodniu czuję się jak nowonarodzona. W ogóle przestałam czuć, że mam biust! Żadnego obiążenia, żadnej udręki...” Dodam: żadnego poprawiania „wędrującego” w górę obwodu i nareszcie prawdziwa swoboda ruchów, co w przypadku osoby lubiącej sport jest nie do przecenienia.

A oto Małgosia w kolejnej odsłonie:

Przyglądając się uważnie dostrzeżemy, że biust w rozmiarze 85F zajmuje jakby więcej miejsca na klatce piersiowej. Dzieje się tak, ponieważ, podobnie jak w pierwszym przykładzie, został przypłaszczony przez zbyt małe miseczki; nie został też uniesiony tak, jak w dobrze dopasowanym obwodowo rozmiarze 70H. Można odnieść wrażenie (jak w wielu podobnych przypadkach), że w większej miseczce piersi stały się mniejsze! Efektem lepszego uniesienia jest także wizualne wyszczuplenie.

Naszą bohaterkę można zaliczyć do tych, u których zmiana rozmiaru biustonosza znacznie poprawiła komfort życia. Efekt estetyczny jednak też nie jest bez znaczenia. „Mimo że mój biust nigdy nie był nisko osadzony i jakimś cudem noszenie złych staników za bardzo go nie zniszczyło, po włożeniu moich nowych nabytków mam wrażenie, że po prostu wystrzelił w górę.”- pisze nasza bohaterka. Życzymy więc kolejnych owocnych zakupów i radości z „nowego” biustu!

[Podziękowania dla modelki za pomoc w przygotowaniu notki. Prawa do zdjęć zastrzeżone!]

niedziela, 25 maja 2008

Kalyani - Fairy LightsŻółtości ostatnimi czasy uporczywie nie wychodzą z mody - zwłaszcza letniej. Projektanci bielizny jednak rzadko sięgają po te barwy - ani soczyste cytryny, ani słodkie banany nie należą do ich stałego repertuaru. Jedynie od czasu do czasu zdarza sie model przyprawiony odrobiną cytrynowej skórki.

Wśród biuściastych marek w dziedzinie nowatorstwa barwnego na pierwszy plan wysuwa się Kalyani. W tegorocznej letniej kolekcji znajdziemy balkonetkę Fairy Lights - ciepłej, raczej bananowo-słodkiej niż cytrynowo-orzeźwiającej żółci towarzyszą akcenty różowe, błękitne i czekoladowe. To ciasteczko z kremem budyniowym nie grozi nadmiarem kalorii - jest lekkie i przejrzyste jak mgiełka. Widać, że Kalyani, znane wcześniej przede wszystkim z kwiatowych nadruków, stawia w tym sezonie również na hafty i przezroczyste tiule. Już nie tak lekko, lecz wciąż półprzezroczyście prezentuje się nowość o nazwie Be a Sweetie, łączka niezapominajek i żółtych jaskrów na białym tle. Oba staniki sięgają miseczki H i są produkowane od obwodu 65, niestety, biorąc pod uwagę tendencję tej marki do szerokich obwodów i małych miseczek, zakres ten nie stanowi rewolucji.

Smakoszki kogla-mogla i waniliowych lodów zainteresować może kolejne wcielenie Fantasie Mariette, zwane maślanką :) (buttermilk). Tu już poszaleją także GG-plusy - oprócz zwykłego balkonika w zakresie do G mamy także wersję do miseczki J (zapięcie na 3 haftki), choć ta ostatnia niestety dopiero od obwodu 70(32). Kwiatowy haft w górnej połowie miseczki jest wyjątkowo udany, a faktura dołu w subtelne podłużne paski dodaje Mariecie elegancji. Szorty do kompletu prezentują się równie kusząco, figi natomiast mnie nie zachwycają - nie przepadam za trójkątnymi wstawkami.

Fantasie - Mariette Kto ma ochotę na odrobinę cytrusów w korzystniejszej cenie, może jeszcze skusić się na Happy Sunday naszej krajowej marki Kris Line (uwaga - promocja dla czytelniczek Stanikomanii ważna tylko do końca miesiąca!). Niestety zostało już bardzo mało rozmiarów... Polecam szczególnie miłośniczkom groszków i kropeczek.

Żółte akcenty znajdziemy też w ciemnej Operze, przyznam jednak szczerze, że mało widziałam równie nieudanych połączeń nadruku i koronki - jakby do dolnej części jednego modelu doszyto górę z innego, do tego jeszcze te nieszczęsne żółte tasiemki... O tytuł najbrzydszego stanika Brastopu może z nim konkurować niejaka Pantera :)

Idąc tropem cytryn możemy trafić na przedstawicieli niezbyt znanej, ale chwalonej biuściastej marki Adore. Daisy, czyli Stokrotka, występuje w wersji biało-cytrynowej. Trudno niestety dostrzec na zdjęciach choćby ślad tej barwy (czy Wy też macie wrażenie, że fotki na Brastopie okropnie krzywdzą te staniki?), jednak opis pozwala domyślić się, że żółtego koloru jest wstążka i elementy haftu, zapewne niektóre płatki tytułowych stokrotek. Co ciekawe, model ten występuje w wersji plunge i balkonikowej - pierwsza z nich, tak lubiany przez wiele z nas „głęboki plandż”, ma jednak zupełnie niepoważny zakres rozmiarów (E?). Adory mają co prawda opinię nieco dużomiseczkowych, ale cecha ta w żadnym wypadku nie rekompensuje tak wąskiego wyboru... Balkonetkę można było kupić w zakresie do miseczki G, jednak niewiele już zostało. Za to w supercenie!

Ostatniego banana w dzisiejszej kolekcji poducent marki Vanity Fair nazwał cytrynowym sorbetem :) W takiej wersji bowiem występuje w tym sezonie przejrzysto-tiulowy, obficie haftowany Floral Spot. Moim zdaniem te iskrzące się hafty dużo zyskałyby, gdyby cytryna była rzeczywiście wibrująca!

Na zakończenie ciekawostka: kto zgadnie, CO cytrynowego (kolor nazywa się: lemon) znajdziemy w komplecie Girly Whirly marki Kalyani? Hipotezuję, że być może tło wzoru ma kolor bananowy, czego niestety na zdjęciu nie widać. A szkoda, bo model kojarzy się z hitem sprzed kilku sezonów, superwygodnym Fabulous Floral. Kolejny przypadek, gdy kolor żółty okazuje się zbyt trudny do wiernego pokazania na fotografii... Ktoś wie, skąd te kłopoty fotografów z cytryną?

[zdjęcia: Bravissimo, Figleaves]

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...