piątek, 28 maja 2010

Dyskutowałyśmy ostatnio o naszych wymaganiach dotyczących jakości biustonoszy. Przy okazji sporo pisało się też o tym, czego oczekujemy od polskich marek, zarówno tych dopiero wchodzących w poszerzone zakresy rozmiarów, jak i doświadczonych w ubieraniu większych biustów. Do tej drugiej grupy należy Kris Line, firma, która do niedawna ofertę D+ kierowała właściwie wyłącznie na rynek brytyjski, w ostatnim czasie jednak stała się widoczna również w polskich sklepach, gdzie, o ironio, też musi konkurować z markami z Wysp. Po wypróbowaniu jednej z półusztywnianych balkonetek, z których marka ta jest najbardziej znana, byłam ciekawa, jak też firma radzi sobie z materią miękką. Radzi sobie lepiej, niż się spodziewałam.

Kris Line - Brillant, rozmiar: 34GG, kolor: czarny [Rozmiary miseczek: B-I, obwody: 65-115 - dokładny wykaz rozmiarów w sklepie firmowym, cena: 119 zł w sklepie Gorseteria Scarlett]


Estetyka

Jestem pozytywnie zaskoczona miękkością i przejrzystością tego biustonosza. Niby nic szczególnego, biorąc pod uwagę ofertę brytyjskich marek czy też naszego Avocado, gdzie ażury są na porządku dziennym, ale cenię sobie taką odmianę po długim testowaniu modeli półusztywnianych.

Najładniejszym elementem jest wyrazisty haft o ciekawym dziurkowanym brzegu na przejrzystej siateczce. Dół nie jest już tak przezroczysty, bo podszyty dodatkową warstwą tiulu, ale również sprawia lekkie wrażenie. Wracając do górnego brzegu miseczek - jest od podszyty wąziutką tasiemką, która na pierwszy rzut oka wygląda trochę jak przewleczona przez otwory wstążeczka. Wrażenie to wzmacnia kokardka na mostku, zrobiona z moich ulubionych wąskich wstążeczek właśnie. Tasiemka nie zdradza żadnych skłonności do wbijania się w biust.

Wysadzane szkiełkami metalowe serduszko na mostku to trochę pospolity motyw, ale co tam - jestem sroką i lubię błysk ;) Ramiączka są szerokie (20 mm) i nieciekawie gładkie, ale przed „męskie szelki-look” ratuje je ozdobny brzeżek. Nie podobają mi się kokardki na ich złączeniu z miseczkami, zwłaszcza że jedna z nich zaczęła się strzępić. Szkoda, że nie zastosowano w nich dwóch szerokości wstążki, co często robi np. Freya. Prosty zabieg, a wrażenie dbałości o detale od razu by wzrosło.

Brawa należą się Kris Line za to, że materiały są miękkie, przyjemne w dotyku i nie sprawiają sztucznego wrażenia. Dotyczy to zarówno frontu, jak i tyłu.

Nie zdecydowałam się umieścić zdjęcia katalogowego, ponieważ nie chciałam szpecić bloga ani robić Brillantowi niepotrzebnej antyreklamy. Jest on dużo ładniejszy, niż go malują, a raczej: photoshopują. Droga firmo Kris Line, czemu robicie swoim produktom taką okropną krzywdę?


Dopasowanie

Kris Line stosuje brytyjskie oznaczenia rozmiarów i przeważnie trzyma się systemu angielskiego, Brillant 34GG jednak ma zaskakująco małe miseczki. Co jednak najbardziej mnie zaskoczyło, to rozmiary obwodów w tym modelu - podczas gdy czarne 34 pasuje bez zastrzeżeń, w czerwonym nie mogłam się dopiąć, 36 z kolei było mocno za luźne. Dlatego ostrzegam przed nierównością rozmiarów Brillanta.


Kształt

Brillant świetnie unosi biust, równie dobrze zbiera z boków i nadaje piersiom formę kulek lekko zaakcentowanych na szczytach. Jestem bardzo zadowolona.


Konstrukcja i podtrzymanie

Tu również nie mam zastrzeżeń. Pas tylny zrobiony jest z dobrze pracującej dzianiny, miła odmiana po rozciągliwej Fallon. Jest też wystarczająco szeroki i świetnie się trzyma. Miseczki są dość nisko zabudowane, żadnego wspinania się pod pachy. Sądzę, że gdyby były nieco większe (myślę, że 34GG i pół byłoby dla mnie idealne :), konstrukcja nadal nie budziłaby zastrzeżeń. Krój przypomina balkonetki marek brytyjskich.


Wygoda

Co tu dużo pisać - Brylant jest nieszkodliwy, miękki i wygodny, nie mam z nim żadnych kłopotów.

 

Dyscyplina dodatkowa: do kompletu :-)

Sympatyczne, ażurowe stringo-szorty zachowują tę miłą miękkość, która cechuje stanik. Oprócz środkowego panelu z tego samego haftu, który zdobi miseczki stanika, są zrobione z elastycznej, miękkiej koronki, która została także zastosowana w staniku, lecz w mało widocznym miejscu - na bokach pomiędzy usztywnieniami bocznymi a zewnętrznymi krawędziami miseczek. Kosztują 52,90 zł. Sprawiają jednak wrażenie trochę nietrwałych.


Cena

Czarny Brylant kosztuje tyle samo, co jego półusztywniane koleżanki, w tym Fallon, a wygrywa z nią zdecydowanie jakością tyłu, nie ustępując przy tym estetycznie ani gatunkowo niektórym markom brytyjskim, jak choćby Pour Moi. Daję więc czwórkę, zwłaszcza że można czasem kupić Brylanty ze zniżką :-)


Podsumowanie

Przykład Brylanta wskazuje, że nie ma przeszkód, by polska firma produkowała bieliznę dla większych biustów na poziomie średnich marek brytyjskich. Przydałoby się może trochę więcej dbałości o szczegóły estetyczne, ale podstawy Kris Line ma solidne. Może to kandydat na producenta polskiej bazówki w dobrej cenie, o której tyle ostatnio dyskutowałyśmy? Jeśli ktoś już miał okazję docenić Brylanta (lub na tę okazję czeka, a nie interesują go bazowe kolory ani czerwień) - informuję, iż doszły mnie słuchy, że ma powstać również w kolorze fioletowym :-)

 

Uwaga, promocja!

Przy okazji Brylanta chciałam przedstawić Wam kolejny jasny punkt na biuściastej mapie naszego kraju, czyli bydgoski sklep Gorseteria Scarlett. Długo brakowało w tym rejonie sklepu z sensownym wyborem rozmiarów. Gorseteria mieści się w Galerii Fordon przy ulicy Skarżyńskiego 10; prowadzi także sklep internetowy Biustomania. Dla Stanikomaniaczek przygotowano specjalną promocję: przez tydzień od publikacji recenzji na hasło Stanikomania obowiązuje rabat 10% na wszystkie produkty Kris Line (biustonosze, majtki, body, gorsety, peniuary, pasy, halki...) oraz Konrad. Dziękuję za współpracę załodze Gorseterii Scarlett, a także pani Izabeli Graczyk, przedstawicielce handlowej marki, dzięki którym ta recenzja mogła się ukazać :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...