wtorek, 24 maja 2011

Tytuł tej notki pozwoliłam sobie pożyczyć od dystrybutora marek Panache - wypada więc poinformować o organizowanej przez firmę So Chic! akcji z okazji Dnia Matki: 20% zniżki (nie do pogardzenia!) na biustonosze marek Panache i torba plażowa dla każdej klientki, a i autograf Kasi Cichopek zdobyć można! :-) Piszę tutaj co prawda nie o promocjach z okazji święta Mam, ale jak najbardziej w związku z tematem macierzyńskim.

Karmiące mamy, zwłaszcza te o obfitszych wymiarach biustu, często narzekają na niedobór właściwych biustonoszy. Typowy „karmnik” jest po pierwsze - za mały, po drugie - rozciągliwy i niepodtrzymujący, po trzecie - nie zachęca wizualnie. Na szczęście producenci zaczęli przymierzać się do wypełnienia tej oczywistej luki rynkowej. Pojawiają się więc kolorowe, uszyte ze stabilnych materiałów, a przede wszystkim - różnorodne rozmiarowo biustonosze do karmienia. Zaczyna i u nas być widoczny trend spod znaku „seksowna mama”.

Został on zapoczątkowany w odpowiedzi na tęsknotę wielu kobiet, by w okresie karmienia poczuć się od czasu do czasu nie tylko karmicielką, ale i - kusicielką. Tęsknota ta może też dotyczyć ich partnerów - wszak niektórzy panowie lubią obdarowywać wybranki uwodzicielską bielizną, a teraz dzięki kuszącym „karmnikom” miło im będzie to czynić również po przyjściu na świat młodszego pokolenia. Choćby jako prezent na Dzień Matki :-) Niezależnie jednak od działania na płeć przeciwną, każda z nas chyba woli bieliznę ładną i nadającą zgrabny wygląd (bez strat na komforcie) niż nieciekawe, porozciągane jak pieluszki staniki.

 

H jak HOT

Celowo zaczynam od tej marki, ponieważ należą się jej brawa za powiększenie zakresu rozmiarów miseczek - kiedyś doprowadzone tylko do G, obecnie HOTMilki sięgają miseczki H. Gorzej z obwodami - producent wciąż nie zdecydował się zejść poniżej rozmiaru 32.

HOTMilki zerwały zdecydowanie ze stereotypem pieluszkowatego bawełniaczka, wprowadzając styl, którą nazwałabym „cztery K”: Kolor, Kontrast, Koronka i Kokardka ;) Typowym przedstawicielem trendu był np. model Awakened by Her Desire, poniżej widoczny w charakterystycznej dla marki bajkowo-zmysłowej stylizacji. W tym samym stylu zresztą utrzymany był opisywany tu już The Age of Allure (moim zdaniem elegantszy), a w najnowszej kolekcji - She Was Seemingly Unaware (uwielbiam nazwy HOTMilków :).

Na szczęście firma nie poprzestała na zestawie koronka plus tło - w najnowszej kolekcji pojawiły się też jednobarwne modele, nadruki, obok koronki wystąpiła satyna. Dzisiejszy HOTMilk to już co innego, niż wczorajszy - mamy już kolekcję bazową, w której występują trzy modele do miseczki H, a do tego aż siedem sezonowych. Producent rozróżnia dwa fasony - full-cup i 3/4 cup, ten drugi, nieco mniej zabudowany, sięga miseczki G. Jest też bielizna nocna oraz koszulki, z których jedna ma rozmiarówkę stanikową - bardzo intrygujące.

Charakterystyczne dla HM są eleganckie detale - duże kokardki czy wisiorki. Muszę przyznać, że większość projektów bardzo mi się podoba. Mam też nadzieję, że tegoroczna kolekcja dorównuje poprzedniej, jeśli chodzi o jakość materiałów i komfort noszenia.

 

Niech jedzą ciastka

Let them eat cake - to slogan reklamowy nowej marki Cake Lingerie (kolejna firma wykorzystuje, jak widać, kuszący potencjał ciasteczek i słodkości ;), która postanowiła śladami HOTMilka pójść w karmniki kolorowe i koronkowe. Modele wydają mi się nieco prostsze wizualnie, ale również kuszą. W przeciwieństwie do HM, ciasteczka miewają fiszbiny - są one jednak dużo miększe od normalnych. Jest jednak w tyle jeśli chodzi o rozmiary - G to największa miseczka, w aktualnym katalogu występuje w jednym modelu Velvet Delight (niebieski). Amarantowo-czarny Turkish Delight kończy się, niestety, na FF (tu do obejrzenia katalog).

Cake, podobnie jak HOTMilk, ma już też polskiego dystrybutora, jest też dostępny w polskich sklepach.

Dwie specjalistyczne marki karmnikowe D+ to już coś, do pełni szczęścia jednak brakuje biuściastym karmiącym mamom szerszej rozmiarówki. W czym mają karmić panie noszące miseczkę HH i większe? 

 

Znani i sprawdzeni

Po większe miseczki można udać się do znanych firm, jak Panache czy Freya. Zakresy rozmiarów nie idą tu jednak w parze z designerskim rozmachem... Karmniki wiodących D-plusowców są, przykro mi to stwierdzić, nudne.

Na przykład: Sophie od Panache, przedstawicielka trendu „Koronka i Kokardka”, w wersji różowej skojarzyła mi się trochę z Hot Milkowym Awakened (zdecydowanie jednak wolałabym różowe ramiączka). Tu już zakres rozmiarów wypada bardziej imponująco - miseczki D-J, a obwody zaczynają się od 30 i kończą na 40, w wersji dla sklepu Bravissimo występują też obwody 28. Fiszbin Sofijki nie posiadają.

Inne w miarę ciekawe wzorniczo modele to panterkowa Kelly czy kropkowana Dotty marki Freya. Tu jednak miseczki nie przekraczają HH, a obwody nie sięgają poniżej 30.

Rekordzistą rozmiarowym jest natomiast marka Royce, specjalizująca się w sportowcach, karmnikach i biustonoszach dla pań po operacjach piersi. Sadie sięga od miseczki DD do K (obwody 28-40), nie oszołamia niestety urodą. Znacznie ładniejsza jest fioletowa Amy - niech mi tylko ktoś wyjaśni, dlaczego uroda staników ma być zarezerwowana tylko dla rozmiarów od obwodu 32 i od miseczki B do F...

Znana na polskim rynku niemiecka Anita także ma doświadczenie w produkcji biustonoszy do karmienia. Swoją urodą (typ: Kokardka, Kontrast :) zwrócił moją uwagę ostatnio ten czarno-różowy cukierek, którego można posmakować w polskiej Mambrze, ale... co to za zakres rozmiarów? Od B do E? 

 

 

Z naszego podwórka

Zaczynając ten akapit miałam nadzieję, że po kliknięciu w dział „dla ciężarnych” na stronie polskiego producenta D-plusów - Kris Line - zobaczę nową, zapowiadaną już od dawna kolekcję biustonoszy do karmienia. Niestety, moim oczom ukazał się wyłącznie informacja: „zapraszamy wkrótce”... Inne znane marki o szerokiej rozmiarówce, jak Ewa Michalak czy Avocado, takich biustonoszy nie oferują.

Jedynym wyjątkiem jest Melissa. Liczba modeli, które można kupić w wersji przystosowanej do karmienia (głównie na fiszbinach, choć są też miękkie) jest imponująca, a rozmiary sięgają miseczki L według własnego systemu Melissy (miseczki mniejsze od brytyjskich, a większe od typowych polskich) w obwodach od 60. Ich wielką zaletą są ceny - modele zdobione barwnym haftem kosztują sto kilkanaście złotych, ale gładkie, najprostsze - tylko 84. 

Drugim pozytywnym przykładem jest Comexim, który oferuje dwa modele karmnikowe na fiszbinach, przypominające zwykłe staniki tej firmy. W obwodach 60 rozmiary sięgają miseczki N, w 75 - K. Biało-pomarańczowa Daisy kosztuje 96 zł. Szkoda, że obydwa są jasne - przydałby się wybór. 

 

Wciąż za mało mamy, drogie Mamy

Postępy rynku na od czasu, gdy fascynowałam się HOTMilkami dochodzącymi zaledwie do miseczki G, są zauważalne - pojawiają się kolejne marki, jak Cake, niektórzy znani producenci, jak Panache, „wchodzą w karmniki” (niegdyś firma ta produkowała biustonosze do karmienia dla sieci Mothercare), polski Kris Line zapowiada... szkoda, że na razie tylko zapowiada. Tak czy owak - miseczki do K z Royce'a to już sporo, ale cóż do wyboru ma tytułowa Sexy Mama? Zdecydowanie najlepsze wzorniczo HM i Cake idą z rozmiarami w górę, lecz powoli. Miejmy nadzieję, że pójdą wyżej, a ich ceny... przynajmniej trochę niżej, bo ceny naprawdę ładnych biustonoszy do karmienia są porażające (bliskie 200 zł). A przecież każda mama potrzebuje ich kilka.

Z przyjemnością odnotowuję pojawienie się na biuściastej scenie specjalistycznego sklepu z D-plusowymi karmnikami, Lovemum.pl (z okazji Dnia Matki promocja - drugi HotMilk za pół ceny! Jeśli znacie ten sklep, podzielcie się, proszę, opinią). Mamy już wyspecjalizowany sklep z biustonoszami sportowymi, czas więc, jak widać, na sklepy dla mam, także tych bardziej biuściastych. Oferta ogranicza się na razie tylko do trzech marek, ale traktuję pojawienie się tego sklepu jako zapowiedź wzrostu. Może więcej polskich producentów zainteresuje się tym obiecującym i wciąż tak słabo zaopatrzonym rynkiem? 

Na zakończenie mam prośbę do wszystkich Mam: podzielcie się doświadczeniami na temat obecnej sytuacji na rynku karmników. Pozwoli to nam zorientować się, czy rzeczywiście coś zmienia się na lepsze, i jakie potrzeby wymagają jeszcze zaspokojenia. Zainteresowane tematem sklepy proszę także o kilka słów na temat Waszej oferty dla karmiących. A może szykujecie jakieś specjalne promocje na nadchodzący Dzień Matki? :-) 

A wszystkim Mamom życzę wszystkiego najlepszego z okazji ich święta!

poniedziałek, 16 maja 2011

To nie będzie, wbrew pozorom, recenzja biustonosza Alana marki Bravissimo (na obrazku), choć to właśnie Alanka była siłą sprawczą tego tekstu :) Alana zawsze mnie intrygowała. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że brytyjska sieć sklepów Bravissimo, tworząc własną markę bielizny, już w jednym z pierwszych modeli zdystansowała wszystkich doświadczonych producentów D-plusów w tym chyba najtrudniejszym ze wszystkich segmencie: okolice brytyjskiej miseczki J.

J-biusty chwalą Alanę za brak wad, których doświadczają nosząc biustonosze innych marek. Alana notorycznie trzyma fason: nie wykazuje irytującej tendencji do rozkraczania się fiszbinowego, a w każdym razie wykazuje ją w znacznie mniejszym stopniu. O co chodzi? Wiele biustonoszy D+, które w okolicach miseczki G czy nawet GG zachowują się grzecznie i łuki ich fiszbin potrafią leżeć prawidłowo, w wyższych miseczkach rozciągają się przedziwnie na boki, kreując efekt zwany „fiszbinami na plecach”. Za te przykre objawy, pociągające ze sobą zarówno niewygodę, jak i straty na podtrzymaniu oraz wyglądzie, obwiniamy zwykle złą konstrukcję (vide notka o trójkątnych kobietach). Co prawda nie jestem przedstawicielką strefy J+, ale mimo to postanowiłam spróbować tego wybitnego kroju, podtrzymania i modelowania na własnym biuście.

 

Szmaragdowy ewenement

Z drżącym sercem zamówiłam więc swój ulubiony kolor, bojąc się, że za chwilę całkiem zniknie ze sklepu. Co warte odnotowania, najszybciej sprzedały się właśnie rozmiary powyżej miseczki G. Kolejne wersje kolorystyczne, w tym najnowsza czekoladowa, oferowane są w jeszcze większym niż przedtem zakresie rozmiarów: do miseczki L. 

Pierwsze wrażenie było mieszaniną zadowolenia ze zdziwieniem. Ucieszyłam się z koloru - jako że przekonałam się ostatnio, że zdjęcia w e-sklepie Bravissimo niezbyt wiernie oddają barwy bielizny, obawiałam się, że zamiast szmaragdowej zieleni dostanę jakiś blady turkus albo wręcz błekit. Tymczasem Alana okazała się podobna do zielonkawej wersji Paris Miss Mandalay, co mi najzupełniej odpowiada, mimo że jest jaśniejsza niż na sklepowej fotce. Zdziwiła mnie natomiast szerokość ramiączek - prawie 2,5 cm przy miseczce zaledwie GG nie jest często spotykane.

Nie przeszkadza mi natomiast solidny obwód i zapięcie na trzy haftki. Na szczęście tym oznakom pancerności nie towarzyszy przesadne zabudowanie: Alana to przeciętna balkonetka, która całkiem zgrabnie odsłania biust, a przede wszystkim fantastycznie go podtrzymuje, rozdziela i modeluje w piękne, zgrabne kulki. Za kształt, konstrukcję i podtrzymanie - piątka z plusem. Nie dziwi mnie ani trochę, że Alana ma tyle oddanych fanek-Alanek.

 

Drapieżne druty

Zgrabny ten pancernik okazał się jednak nie do końca przyjaznym stworzeniem: prawie natychmiast po założeniu końcówki fiszbin wpiły mi się boleśnie w mostek. Podobne zachowania u moich biustonoszy zdarzają się rzadko. Stwierdziłam już, że nie łączą się w żaden sposób z wysokością fiszbin między piersiami. Wiedziona stanikomaniacką dociekliwością, porównałam więc Alankę z kilkoma ostatnio noszonymi balkonetkami, np. marki Fantasie. Nowy nabytek okazał się różnić jedną wyraźną cechą: ma bardzo twarde fiszbiny, które trudno zgiąć. Przypuszczam, że to jest przyczyna, dla której wpija mi się w ciało, zamiast po prostu przylegać. 

Jako stanikomaniaczka ceniąca sobie dobre dopasowanie, podtrzymanie i modelowanie, zawsze uważałam druciane rusztowanie biustonosza za swojego wielkiego sprzymierzeńca. W końcu fiszbiny, gdy nie wpijają się w piersi, lecz przylegają do klatki piersiowej, okalając je - nie powinny naszemu ciału czynić żadnej krzywdy. Narzekania na niewygodę fiszbin to przeważnie wynik nieprawidłowego dopasowania rozmiaru miseczek. To wszystko prawda - zdarza się jednak, czego doświadczyłam na własnej skórze, że samo dopasowanie rozmiaru nie wystarczy, by było wygodnie.

 

Kto potrzebuje twardego łuku?

Pamiętacie zapewne nasze rozważania na temat różnej rozciągliwości obwodów staników w zależności od długości i szerokości paska materiału. Podobne zjawisko występuje w przypadku łuków z drutu, wszywanych w miseczki. Im łuk jest większy, tym mocniej - ciągnięty przez boki stanika - odgina się w bok. Dlatego w przypadku dużych miseczek tak ważne jest, by fiszbiny były z twardego materiału i nie odkształcały się zbyt łatwo. Moje doświadczenie z Alaną sugeruje, że może właśnie tym - poza konstrukcją - wygrywa Alana z biustonoszami innych producentów: twardy drut sprawia, że miseczki zachowują kształt mimo działających na nie dużych sił. Fiszbiny rozginają się w niewielkim stopniu, nie odstają też od mostka, na co skarżą się dużobiuściaste nosicielki innych marek. Cześć i chwała za to producentowi!

Mój entuzjazm byłby tym większy, gdyby producent uwzględnił także potrzeby J-minusów, jak ja, i do mniejszych miseczek zastosował nieco bardziej giętki drut. Miseczki nie odkształcałyby się zbytnio, a mój mimozowaty mostek odetchnąłby z ulgą. Rzecz jasna, jako osoba z dość szczęśliwej strefy rozmiarowej mam, poza Alaną, do wyboru całe mnóstwo innych modeli. Może nie ma sensu wymaganie, by producent różnicował materiały w zależności od rozmiaru?

Jak dla mnie, Alana mogłaby po prostu być modelem dla J+, może H+-biustów. Mamy na rynku serie D-G - może czas na GG-L albo J-N? Może właścicielki biustów z tych stref ucieszyłyby się, gdyby producenci specjalnie zadbali o ich potrzeby, tworząc wyspecjalizowane linie? Oczywiście pod warunkiem, że byłyby one dostosowane do ich potrzeb rzeczywistych, a nie powielały niechlubne tradycje „namiotów w brudnym beżu”. 

Być może jestem wyjątkową fiszbinową mimozą, a moje doświadczenie z Alaną stanowi wyjątek - to świetny biustonosz i zapewne cieszą się nim niezliczone J-minusy o odporniejszych mostkach. Kto wie jednak, może są wśród nas i takie stanikomaniaczki, które z chęcią powitałyby więcej elastyczności w dziedzinie odrutowania?

 

Gdy delikatność jest naprawdę ważna

Niedawno na forum Lobby Biuściastych pojawił się bardzo ciekawy wątek. Stanowi on zaczątek bazy informacji o rozwiązaniach, modelach, markach biustonoszy nadających się dla tych z nas, które wymagają szczególnej miękkości, bo ze względów zdrowotnych nie mogą sobie pozwolić na uciskanie klatki piersiowej przez fiszbiny. Chodzi tu nie tylko o panie po operacjach piersi, ale także osoby unieruchomione, spędzające dużo czasu w pozycji leżącej, cierpiące na obrzęki - a przy tym potrzebujące komfortowego podtrzymania biustu. Zdarza się też, że karmiące matki czy kobiety w ciąży nie tolerują nawet dobrze dopasowanych fiszbin.

Rzecz jasna, na rynku jest sporo biustonoszy bez fiszbin. Wśród D-plusów są jednak stosunkowo rzadko spotykane. Pewnym rozwiązaniem może być zainteresowanie się biustonoszami dla karmiących, które mają w swojej ofercie wiodące marki. Są też firmy specjalizujące się w karmnikach, jak Hot Milk, która doszła już do miseczki H - swoje spotkanie z HM bardzo dobrze wspominam.

Warto również zwrócić uwagę na marki stosujące w swoich produktach miękkie fiszbiny, takie jak Triumph, który, nawiasem mówiąc, ciągle zaniedbuje polskie klientki, oferując im okrojony zakres rozmiarów. Elastyczne fiszbiny widziałam również w ofercie od niedawna dostępnej w Polsce marki Cake Lingerie - to znowu karmniki, ale podobnie jak Hot Milk, całkiem efektowne (Turkish Delight, model widoczny na fotce, przymierzałam z podobną przyjemnością, co niegdyś The Age of Allure).

Jestem ciekawa, czy są wśród Was osoby, dla których stopień elastyczności fiszbin stanowi jedno ze świadomie stosowanych kryteriów doboru bielizny. I czy wolicie te miększe, czy te twardsze? A może zdarza Wam się marzyć o tym, żeby ich wcale nie było?

 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...