środa, 29 maja 2013

Oglądając nowe kolekcje często mam skojarzenia biżuteryjne - co nie znaczy, że posiadam szkatuły pełne kosztowności - chyba braki w tej dziedzinie kompensuję bielizną ;-) Tym razem jednak trudno chyba byłoby ich nie mieć. Propozycje Fauve na najbliższą jesień - która, uwaga, zacznie się już w lipcu - mieszczą się bowiem w gamie barwnej szlachetnych metali i kamieni. Mamy szmaragd, szafir, rubin, srebro, różowe złoto (choć brak klasycznego - żółtego), białe perły... i sporo czerni, czyli znowu motyw małej czarnej i klejnotów. Zacznę tym razem od czarnych dam właśnie, bo mocno przykuły moją uwagę i chyba powiększyły grono czarnych faworytów i faworytek.

 

Czarne damy

Anastasia - duże, efektowne hafty na półprzejrzystym tle, satynowe wykończenie brzegu miseczki, szeroka kokarda - Fauve w wydaniu miękko-mgiełkowym zawsze mnie cieszy. Biustonosz ten wystąpi w dwóch krojach, z których jeden nazwany został full-cupem (do miseczki H), a drugi - vertical seam bra, czyli biustonoszem z pionowym szwem (zwykle tego typu fauviaczki nazywałyśmy half-cupami).

Oto tak zwany full-cup:

A oto pionowiec:

Vertical (wertykał? :) od spodu: mgiełka!

Full-cup wygląda mało full-cupowato, zwłaszcza jako próbka, być może inaczej jest w większych rozmiarach misek. Ma on szerszą, tzn. wyższą część satynową niż half-cup, jednak nie jest ona wysoka na pół miseczki - i inny układ haftu. Oba staniki mają też różne zakresy rozmiarów - full-cup to 30-40 D-G i 32-38 GG-H (cieszą te ostatnie miski - jak na Fauve H to dużo), a vertical - 32-38 B-C i 30-38 D-F (już dużo mniej cieszą!).

Oba staniki (próbki) są w dolnej części półprzejrzyste, full-cup jednak ma pod spodem dodatkową warstwę siatki. Nie podobają mi się te różnice, za to sam model - bardzo. Ma też wybitne majtki - stringi mają z tyłu ciekawe trójkątne wycięcie, a i szorty prezentują się sexy (zapraszam do galerii i katalogu na koniec).

 

Drugą, równie efektowną czarnulą będzie Chloe, która wystąpi także w szafirze zwanym electric blue (i żeby mieć ją z głowy - zaprezentuję ją tutaj :-)) Obydwa kolory to według mnie wielkie gwiazdy tej kolekcji, zwłaszcza ów cudny szafir.

Chloe także pojawi się w dwóch wcieleniach: pięknego przejrzystego pionowca (32-38 B-C i 30-38 D-F) i nieprzejrzystego u dołu balcony (30-38 D-G i 30-36 GG). Ten drugi widoczny jest niżej w wersji szafirowej.

Chloe czarna:

Chloe szafirowo-elektryczna w wersji balkonowej:

Do kompletu Chloe ma jeszcze koszulki - zwykłe, bez wbudowanego stanika, więc nie ma się czym ekscytować.

 

Damy w szmaragdach

Pierwsza - to kolejna czarnula, ale już z dodatkiem jednego z głównych kolorów kolekcji. Koronka Agnes ma wzór lekko połyskujący, geometryczno-roślinny, bardzo ciekawy. Agnieszki będą dwie: usztywniany half-cup (32-38 B-C i 30-38 D-G) oraz miękki balcony (30-38 D-G). Ciekawy szczegół w postaci zewnętrznego „koszyczka” z miękkiej siatki: w balkonetce z boku, w half-cupie u dołu.

Agnes balkonetkowa:

Agnes half-cupowa:

 

Agnes do kompletu będzie miała koszulkę i pas do pończoch, ten ostatni znajdziecie w galerii pod koniec.

Druga dama z pewnością oczaruje niejedną stanikomaniaczkę. Bronte, którą znamy już z zapowiedzi aktualnego sezonu, jesienią pojawi się aż w dwóch wersjach - jade oraz silver (o tej drugiej za chwilę). Jadeitowi czy też szmaragdowi towarzyszy tu oczywiście czerń. Bronte wystąpi w dwóch wersjach: miękkiej balkonetce (30-38 D-G; 30-36 GG ) oraz tak uwielbianym ostatnio longline, lekko usztywnianym (30-38 D-G; 32-38 B, C).

 

Znów wielka szkoda, że nie ma próbki longlajna, wystarczyć więc nam musi foto z katalogu:

 

 

Azalie i maki

Firmowe nazewnictwo w tej kolekcji nie zawsze podąża biżuteryjnym tropem :-) Ta wersja Veronique równie dobrze może jednak kojarzyć się z rubinami tudzież czerwonym winem. Rubinowej barwie towarzyszy nie czerń, lecz ciemny grafit, co bardzo mi się podoba. Veronique wystąpi po raz kolejny w usztywnianym halfie (30-38 D-G; 32-38 B, C) i miękkiej balkonetce (30-40 D-G; 30-38 GG). Próbki tylko halfowe:

I tu nie powstrzymam się od krytyki: próbowałam sprawić sobie Weronkę szmaragdową (moje marzenie!), lecz ramiączka były tak fatalnie rozciągliwe, że nie byłabym w stanie jej nosić (żeby było ciekawiej - były całkiem inne niż we wcześniej oglądanej przeze mnie próbce!). To ma być brytyjska luksusowa jakość? Wielkie rozczarowanie - biustonosz powędrował do zwrotu. Niestety próbki nowej Veronique mają ramiączka identyczne z tamtą fatalną szmaragdową wersją... Jak będzie w produkcji? To wie chyba tylko producent :-(

 

Jaśniejszą, żywą czerwień (poppy) reprezentuje kolejna urzekająca nowość tej kolekcji - Delphine. Kolejna półprzejrzysta mgiełka - tylko się cieszyć. Urzekł mnie haft - precyzyjny czarny ornament wygląda jak narysowany cienkim piórkiem. Delfina również wystąpi w dwóch wydaniach: half-cupowo-pionowym (32-38 B-C i 30-38 D-F) oraz w postaci full-cupa z side-supportem (32-40 D-G i 32-38 GG). Ten typ full-cupa już znamy.

Delphine makowa - halfowa:

Jak widać na zdjęciu z tyłu, miseczki mają pod spodem boczne wstawki z siatki, mające zapewne poprawiać zebranie biustu.

 

Delphine makowa w wydaniu full-cup - foto z katalogu. Szkoda, że w tej wersji haft jest przycięty z powodu podziału miseczki :-( Zdjęcie katalogowe moim zdaniem przekłamuje kolor - w rzeczywistości jest żywszy.

 

Perły i srebro

Skoro już jesteśmy przy Delphine - druga jej odmiana będzie miała barwę kości słoniowej. Rzadko podobają mi się „odcienie bieli”, ten stanik jednak jest wybitny. Wszystko jest zasługą tego pięknego haftu. Tu dysponowałam już próbką kroju full-cup:

 

Srebrem zabłyśnie natomiast drugie wcielenie Bronte (najwyraźniej wersja z obecnego sezonu ma powodzenie wśród zamawiających, skoro w kolejnym pojawiają się aż dwie). Chłodne srebro kontrastuje tu z cieplejszym, waniliowym odcieniem dodatków. Srebrna Bronte będzie oczywiście także w dwóch krojach: balkonetce i longline.

 

Longlajn niestety znowu tylko katalogowy:

Swoją drogą, to koronkowe wykończenie dołu wygląda obłędnie, ale ja wciąż obawiam się, że w realnym świecie to się musi podwijać. A miseczki u modelki trącą malizną!

 

Emmanuelle o zachodzie słońca

Sunset - tak będzie nazywała się jeszcze jedna wersja uwielbianej już od tylu sezonów Emmanuelle (mam nadzieję, że producent nigdy z niej nie zrezygnuje!) Uważam ten odcień za bardzo ciekawy. Nawiązuje trochę do odcieni złota, w których już Emmanuelle widywałyśmy, lecz tym razem złoto jest różowe. Nazwa sunset brzmi bardzo trafnie - kolor jest trudny do zdefiniowania i faktycznie może kojarzyć się z chmurkami zabarwionymi na różowo przez blask zachodzącego słońca, zwłaszcza że haft połyskuje. W różnych oświetleniach wydaje się to cieplejszy, to chłodniejszy. Bardzo ładna według mnie jest ta Emanuelka.

Oczywiście jak zwykle wystąpi jako usztywniany half-cup (32-38 B-C, 30-38 D-G) i miękka balkonetka (32-38 C tylko w kolorze latte; 30-38 D-G, 30-36 GG), w wersji sezonowej oraz bazowej kremowej latte, którą już chyba wszystkie znamy na pamięć.

Oto balkonetka na zdjęciu z katalogu (bo próbki nie dowieźli):

 

Baza

Szeregi bazówek zasili ponownie Coco w kolorze pudrowo-różowym (nie będzie koloru sezonowego), a także znana z bieżącej kolekcji Lilia w czerni i bieli. Oprócz tego znowu Maya w trzech kolorach: kremowym butterscotch, czarnym na cielistym podkładzie oraz białym, w postaci usztywnianego half-cupa 32-38 B-C i 30-38 D-G oraz miękkiego full-cupa 30-40 D-G. O Emanuelle w kolorze latte już wiemy. Została jeszcze Evangeline, która w tym sezonie nie będzie miała barwnej wersji, lecz tylko czarno-beżową. Evangeline to sztywniaczka w postaci: usztywnianego half-cupa w rozmiarach 32-38 B-C i 30-38 D-G oraz modelowanego termicznie plandża w takich samych rozmiarach.

Rosa wystąpi niestety tylko i wyłącznie w kolorze ślubnym, czyli kości słoniowej. Przypomne, że ta udana linia składa się z dwóch modeli biustonoszy opartych na kroju Freya Deco: plandża (32-38 B-C, 30-38 D-G, 30-36 GG) oraz straplessa (w identycznym zakresie). Zawiera także gorset typu basque w rozmiarach 32-38 B-C, 30-38 D-FF, do tego pas do pończoch, koszulkę i różne kroje majtek. Wielka szkoda moim zdaniem, że nie będzie czarnej. Mam nadzieję, że jeszcze wróci.

 

Rozmiary i kroje

Trochę się tu dzieje. Miseczka H (przypomnę, że w poprzedniej kolekcji GG było górną granicą) występuje co prawda „aż” w jednym modelu (Anastasia w wersji full-cup), ale zawsze to coś. Cieszą modele miękkie do miseczki GG, których w tym sezonie jest w sumie całkiem sporo: nowość Delphine w dwóch kolorach, znana już Chloe w dwóch kolorach, Bronte w dwóch kolorach, Emmanuelle, Veronique. W ogóle miękkości jest w tej kolekcji dużo. Bardzo mi się podoba ten trend - rosnąca dominacja usztywnianych biustonoszy wcześniej mnie niepokoiła. Kto jak kto, ale luksusowa marka nie powinna w ten sposób iść na łatwiznę i taniznę - cieszę się, że w firmie Eveden myślą tak samo.

Co niepokoi i rozczarowuje zarazem, to fakt, że mnożące się miękkie wersje half-cupowe („wertykalne”) są wciąż doprowadzone tylko do miseczki F. Doprawdy dziwne, zważywszy, że np. Panache nie obawia się tego typu krojów i już w tym sezonie wprowadza miękkiego half-cupa Orlę do miseczki H! F wypada w tym kontekście naprawdę słabo...

 

Detale

Wbrew moim skojarzeniom, biżuterii jest mało - te wszystkie kryształowe łezki już znamy, jedyną nowością są czarne klejnociki przy Agnes. Oczywiście wszystkie dodatki są jak zwykle doskonałej jakości: kokardki, zdobienia tyłów, ramiączka (oprócz Veronique...). Wielkie brawa za hafty, zwłaszcza w modelu Delphine, w koronkach zaś przoduje Agnes. Cieszę się z obecności satyny (Bronte, Anastasia...), ale trochę brakuje mi większej ilości miękkich koronek, a także kilkubarwnych haftów.

 

 

Galeria foto

Zapraszam do galerii moich fotek. Niestety znowu nie wszystkie wersje wystąpiły w próbkach, rozczarowuje zwłaszcza brak longline'ów (znowu!). Jest dużo zbliżeń oraz niektóre co ciekawsze majtki.

 

 

Pokaz

Oto filmik zmontowany z odpowiednich fragmentów pokazu. Brakowało niestety makowej Delphine, ale za to jest Bronte longline! :-)

 

 

Pokaz w części „nieartystycznej” sfotografował mi się tak sobie - przeważnie nieostro. 

 

 

Katalog

A oto sesja katalogowa. Wnętrza są trochę ponure, ale ciekawe, bo nietypowe. Nie wiem, czy zdjęcia te wykonano w prawdziwym skarbcu jakiegoś banku, ale nawet pasują do klejnotowego charakteru kolekcji. Sesja ma przekaz: bielizna Fauve to coś naprawdę drogocennego. Oby tylko jakość stanęła na wysokości zadania.

 

 

Mimo że kolekcja ta stylistycznie jest bardzo spokojna, brak w niej kontrastów i szaleństw barwnych, które tak lubię - zaciekawiła mnie bardzo. Cieszy mnie zwłaszcza ruch w kierunku miękkości i przejrzystości. Mam tylko nadzieję, że kroje z pionowymi szwami kiedyś dojdą przynajmniej do H! A Wam jak się to podoba? Czy miękkie half-cupy na razie sprawdzają się w swoich rejonach rozmiarowych? I czy macie już swoje musisztomiecie? :-)

wtorek, 21 maja 2013

Tu dojrzała klasyka, tam młodzieżowe kolory i wzory - M&S stara się trafiać w potrzeby wszystkich.

 

Drogie mieszkanki i bywalczynie Zjednoczonego Królestwa - obawiam się, że nie znajdziecie w tym tekście żadnych rewelacji. Ponieważ jednak jeszcze nie wszystkie (chyba? :) Polki zdążyły już odwiedzić „kraj staników”, postanowiłam podzielić się doznanym tam szokiem kulturowym :-) Już bowiem  kilkugodzinny spacer po jednym z większych angielskich miast (na więcej, niestety, nie starczyło mi czasu w ciągu mej brytyjskiej wycieczki, na którą zaprosiła mnie firma Panache) pozwolił mi zorientować się, jak dalece brytyjski bra-rynek różni się od polskiego.

Marks&Spencer - tę sieć wielobranżowych sklepów dobrze znają mieszkanki kilku wielkich miast Polski. W UK zapewne zna ją każde dziecko, albowiem Marksów jest tam ponad 700 (w Polsce - 16, z czego 6 w Warszawie). Wszyscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii mają też dostęp do całości oferty online, a wraz z nimi - mieszkańcy większości UE oraz sporego kawałka reszy świata. Kambodża? Oczywiście. Bośnia i Hercegowina? No problem. Żeby jednak M&S dostarczył coś na polski adres, zamówienie musi zostać złożone... stacjonarnie, w jednym z brytyjskich sklepów. Czemu w ogóle wspominam o zakupach online - skoro we własnym mieście stacjonarek mam kilka do wyboru? Rzecz jasna, z powodu istotnych różnic w asortymencie między Marksem PL a Marksem UK.


Misja: Sheffield, Fargate

W Sheffield, mieście o liczbie mieszkańców ponadtrzykrotnie mniejszej od Warszawy, stacjonarnych Marksów jest 5, z czego tylko 3 prowadzą odzież i bieliznę. Trafiłam do sklepu położonego w centrum miasta, od którego dzieliło mnie tylko kilka minut spaceru z hotelu. Otwarty od 8 rano! Z żalem pominęłam bardzo rozbudowany dział spożywczy, przespacerowałam się szybkim krokiem po odzieżowym i ruszyłam do stanikowego raju, czyli działu bieliźnianego.

Nie da się ukryć, że w tradycyjnym zakresie A-D wybór był znacznie większy. Było to łatwe do sprawdzenia, ponieważ na każdym wieszaku (podobnie jak w polskich M&S-ach) znajduje się informacja o zakresie rozmiarów danego modelu. A-D, B-D czy A-E - te miały wyraźną przewagę. Co jednak nie zmienia faktu, że w moim rozmiarze 36G mogłam nabyć przynajmniej kilkanaście, a może nawet dwadzieścia kilka modeli staników, prosto z wieszaka, zarówno w kolorach bazowych, jak i jaskrawych sezonówkach (w sklepie online zaś wyszukiwarka daje liczbę... 76!). Nie zapuszczałam się zresztą zbytnio w bazówkę - gdybym miała więcej czasu, pewnie znalazłabym i pokazała Wam więcej.

Kupiłam tylko dwa - jeden miękki i jeden usztywniany. (Uwaga na marginesie: w M&S nie ma rozmiaru FF, jednak Marksowe 36G z reguły pasuje na mój biust).

(Przepraszam Was za jakość fotek - wszystkie zostały zrobione komórką, ponieważ nie miałam pewności, jak zareagowałby personel na dziwną Polkę biegającą między półkami z aparatem :-) Uwaga: wszystkie fotki przedstawiają modele D+!)

M&S Sheffield, Fargate. Obfitość miękkich balkonetek D+. Z lewej - bazowe dwupaki.

 

Nie brakowało też żywo ubarwionych plandży w zakresach DD-GG.

 

Mięta i malina. M&S Woman i Per Una. Ten miętowy przymierzałam - niestety dziobował.



Klasyczna (ślubna?) elegancja spod znaku Autograph. To moja ulubiona marka M&S, obok Per Uny.

 

Miękkusy i sztywniaczki D+ w kilkunastofuntowych cenach. Nasze znajome marki mają się czego bać...

 

Dwupaki, dwupaki... Proste, codzienne, niedrogie, 8 funtów za stanik. Nie do pobicia.

 

W przymierzalni. Buraczkowe palmy po lewej kupiłam i nie żałuję. Beżowej koronki na miętowym spodzie niestety nie - miałam w niej „smutny” biust.

 

W przymierzalni. Pośrodku miękki plunge, który leżał na mnie doskonale. Gdyby nie białe tło nadruku, kupiłabym go bez wahania. Choć w sumie i tak żałuję, że tego nie zrobiłam.

 

Po lewej - niezrealizowane marzenie. Nie kupiłam tego biustonosza, ponieważ pechowo mój rozmiar był jedynym, jakiego brakowało. Oczywiście zaproponowano mi wysyłkę właściwego rozmiaru do domu, a mnie, głupiej, nie przyszło do głowy spytać o wysyłkę międzynarodową, która z UK jest możliwa. Po prawej - mój drugi zakup :-)


Z cyklu „różnice kulturowe” - takie oto urządzenie znajduje się w każdej przymierzalni.

 

Jeśli chodzi o rozmiary obwodów, zaczynają się one w Marksie od 30, choć nie we wszystkich modelach - użytkowniczka 30G także coś by dla siebie znalazła, jednak znacznie mniej niż ja (online - 10 modeli). Gorzej niestety z G-plusami - widziałam tylko kilka modeli i to głównie bazowych full-cupów do miseczki H, a większych wcale - nieliczne H-plusy są dostępne online.

Mimo powyższych ograniczeń - zaczynam rozumieć już, w jakiej sytuacji działają brytyjskie firmy D+. W sytuacji poważnej konkurencji ze strony potężnych, ogólnokrajowych sieci. Kolejną z nich jest Debenhams - sieć domów towarowych z własną marką D-plusową. Tu jednak znane nam firmy mogą już uszczknąć kawałka tortu - można je bowiem znaleźć na Debenhamsowskich wieszakach.



Debenhams nie taki Gorgeous

Co prawda rzecz głównie o Marksie i Spencerze, ale trudno mi pominąć mój drugi stanikowy zwiad. Najbliższa centrum placówka sieci domów towarowych Debenhams była niestety mała, ciasna i wyglądała, jakby czasy świetności miała już dawno za sobą. Być może dlatego znalazłam tam tylko kilka sztuk macierzystej marki Debenhams Gorgeous w moim rozmiarze, które jednak skwapliwie przymierzyłam (online wybór jest jednak olbrzymi - 96 produktów w moim rozmiarze!). Wyglądały sympatycznie, leżały nieźle, jakość jednak miały słabszą, zarówno w porównaniu z Marksami, jak i Freyą z wieszaka obok. Gorsze materiały, mniej staranne szycie, mimo że niektóre wzory całkiem efektowne. Z Evedenu i z Panache wisiało tam trochę bazówki, trochę sezonówki i trochę przecen - niestety! w moim rozmiarze nic ciekawego w przecenach nie było.

Po lewej - ten model musiał przyciągnąć mój wzrok. Mojego rozmiaru jednak już nie było - i nie szkodzi, bo w przymierzalni dostrzegłam jego wady (niestaranne szycie, słabej jakości zapięcie, ogólna tandetność). Po prawej - miękkusy do H w obniżonej cenie.

 

Po lewej - sztywniaczek do H, po prawej - strapless do G, oba marki Debenhams Gorgeous.

 

Ta miękka półprzejrzysta balkonetka najbardziej mi się podobała spośród „Gorgeousów”, brakowało jej jednak kokardki na mostku, a przeceniona była tylko o 30%. Nie zdecydowałam się.


Tak czy owak - wybór rozmiarów w Debenhamsie spokojnie pozwalał na przeprowadzenie dobrego bra-fittingu, choć do G wybór był wyraźnie większy (zwłaszcza w marce własnej). Nie przetestowałam jednak kompetencji obsługi, ponieważ, po pierwsze, trzeba było jeszcze zdążyć na samolot, a po drugie - obsługa nie sprawiała wrażenia zainteresowanej klientem. W przeciwieństwie do M&S, gdzie zapytano mnie dwukrotnie, czy nie potrzebuję pomocy w doborze rozmiaru. Że już nie wspomnę o guziczkach w przymierzalniach, służących do wzywania w razie potrzeby tych superuprzejmych istot, jakimi są sprzedawczynie w Marks&Spencer wersja UK. Zapewne jednak nie był to najlepszy Debenhams w kraju.

Po lewej - poznajemy. Po prawej - reklama usługi, z której nie skorzystałam.

Wracając zaś do marki własnej Debenhamsa - nie zrobiła ona na mnie piorunującego wrażenia. Lepsze wrażenie robi za to wybór rozmiarów - w G-plusach w tej konkretnej stacjonarce był słaby, online jednak wypada lepiej od Marksowskiego i to nie tylko ze względu na Freye, Panache, Curvy Kate itp. Samych Debenhams Gorgeous w rozmiarze 34J jest 14 modeli (w M&S - jeden smutny bezfiszbinowiec).

Przypomnę, że obie sieci, o których mowa, obecne są praktycznie w każdym mieście w kraju, obie też mają obszerną ofertę online. A u nas? No cóż, warunki są trochę inne.

 

Warszawskie peregrynacje

Jakoś około początku roku gruchnęła wieść, że w polskich Marksach coś się rusza. Ucieszyłam się niezmiernie i przy najbliższym pobycie w warszawskim CH Arkadia wpadłam do Marksa. I tadaam! Znalazłam tam całe dwa modele w moim rozmiarze, pierwszy raz od ładnych paru lat (kilka lat temu bowiem udało mi się przymierzyć jakąś miękką balkonetkę, jedyną na cały sklep, która leżała katastrofalnie). Rewelacją podzieliłam się z Wami na fejsie. Lepiej było w sektorze małobiuściastym - obwody 30 w mniejszych miseczkach spokojnie do dostania.

W końcu zdecydowałam się nabyć beżowego, jedwabiem krytego, modelowanego termicznie sztywniaczka marki Autograph - jest to mój pierwszy biustonosz marki M&S w prawidłowym rozmiarze kupiony w Polsce! Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością tego plandżyka z vintage'owej serii Rosie - świetne materiały (40% jedwabiu), staranne wykończenie i dobry kształt biustu. Zwłaszcza ten ostatni walor zachęcił mnie do zakupu. Moim marzeniem był ten sam model, ale w czerwieni - niestety znalazłam go tylko w wersji A-E.

Pierwszy Marks po latach: z wieszaka w CH Arkadia na moją kanapę (a następnie na biust ;)

 

Potem odwiedziłam jeszcze kilka innych Marksów - w Złotych Tarasach oraz Blue City, i w tym pierwszym (bo w drugim nie było nic) znalazłam już kilka modeli D-plusów, w tym tak niesłychane rozmiary, jak 32GG ;-)  W moim 36G jednak znalazłam niewiele więcej niż w Arkadii. Były też bazowe full-cupy do miseczki H. W niektórych modelach, oznaczonych jako D-plus, wybór kończył się na... E.

M&S Złote Tarasy. 32GG - „kosmiczny” jak na M&S Polska rozmiar. Przymierzałam ten model w swoim 36G - niestety, słabo zbierał mi biust.


M&S Złote Tarasy - full-cup z lewej szyty jest do miseczki GG, a ten z prawej - do H. Przymierzałam ten pierwszy - mimo że na wieszaku nie zachwyca, leżał zupełnie nieźle. Te do H były jeszcze w kolorze cielistym.

 

M&S Złote Tarasy. Biustonosze ze znakomitej serii Rosie - niby DD-G, ale w mocno ograniczonym wyborze. Może już przebrane?

 

M&S Złote Tarasy. Z prawej plandż w dwupaku (ale, jak widać, kolory tylko bazowe); kosztował 139 zł - znacznie więcej niż podobne w Anglii (16 funtów to ok. 80 zł!)



Po powrocie z Anglii, pamiętając jeszcze Wasze zachęty, by sprawdzić jeszcze jednego Marksa - tego w Centrum, udałam się do Sawy na Marszałkowskiej (w Warszawie), by tam powypatrywać modeli choćby DD-G. To największy sklep tej sieci w Warszawie, piętrowy i najlepiej moim zdaniem zaopatrzony. I jakież było moje zdziwienie, gdy oprócz już znanego mi beżaka i czarnego ustywnianego bezdrutowca, na wieszakach znalazłam jeden z modeli, które miesiąc wcześniej przywiozłam z Anglii! Oprócz tego w DD-G znalazłam jeszcze usztywnianą halfo-balkonetkę, widzianą w Sheffield, trochę plandży „nawet” w miseczkach GG i bazowe miękkie full-cupy.

Obydwa D-plusy spotkałam w Sheffield, a tego sztywniaczka po prawej nawet kupiłam. Wygląda może trochę nietypowo, ale jest doskonały - recenzja w planach.

 

Plandżyk do miseczki GG - nie tylko na obrazku, ale i na wieszaku. Szkoda, że całkiem nie w moim guście.

Niestety Sawa mi strasznie nie po drodze i bywam tam wyjątkowo rzadko - obiecałam sobie jednak częściej wpadać tam choćby w celach poznawczych.

 

Dobry kierunek

Trochę skromnie - powiecie - w porównaniu z brytyjskim wyborem. Ano, skromnie. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, że oto po raz pierwszy w Polsce w sieci sklepów, obecnej w dużych centrach handlowych, pojawiają się D-plusy. Nie liczę bowiem tych paru marnych koronkowców do GG sprzed lat, które zniknęły równie szybko, jak się pojawiły, ani jednego czy dwóch minimizerów w miseczkach do F. Te D-plusy wiszą na wieszakach, dostępne dla każdej sklepowej spacerowiczki, gotowe do bezstresowego przymierzania (choć polskie przymierzalnie pozbawione są guziczków). Spełnia się zatem moje marzenie sprzed lat - żebym, wchodząc do samoobsługowego sklepu z ciuchami i bielizną, znalazła na wieszakach cokolwiek na swój biust. Ideałem jest, oczywiście, by mój wybór był identnyczny z tym, który mają koleżanki mieszczące się w zakresie A-D.

Można więc chyba ostrożnie obwieszczać, że polski Marks&Spencer zaczyna się budzić z letargu, wpadł bowiem wreszcie na prosty pomysł, by kilka spośród dziesiątków produkowanych przez siebie modeli D-plusowych udostępnić polskim klientkom i zobaczyć, co z tego wyniknie. Osobiście bardzo temu pomysłowi kibicuję i mam nadzieję, że to trwała tendencja. Dlaczego? Czy nie wystarczą mi polskie bra-sklepy? Czy nie lepiej, by stanikowe uświadamianie odbywało się w mniejszych, wyspecjalizowanych sklepach, z wyszkoloną obsługą?

I tak, i nie. Są osoby, które nigdy z własnej inicjatywy się w takim sklepie nie pojawią - wolą wejść do dużego, anonimowego samoobsługowca. Takie, które nie lubią interakcji ze sprzedawcami, albo zraziły się do mniejszych sklepów - bo trafiały dotąd tylko do tych słabo zaopatrzonych i z niefachową obsługą. Są i takie, które zakupy robią prawie wyłącznie w centrach handlowych. Wreszcie, są takie, które już dobrały sobie rozmiar i wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi - i chcą po prostu wejść, zgarnąć z wieszaka 5 modeli, przymierzyć i kupić, bez dyskusji, bez kolejki do przymierzalni... Przy okazji, gdy wybiorą się po bluzkę czy sukienkę. Chciałabym, by rozmiary D+ stały się po prostu normalną częścią sklepowego krajobrazu. Niech każda z nas ma wybór - specjalistyczny sklep z bielizną oferujący bra-fitting, albo dom towarowy i możliwość samodzielnego buszowania między wieszakami.

 

Tworzyć popyt

Jeśli chodzi o jakość - większość biustonoszy M&S, z jakimi miałam do czynienia ostatnio, czy to przymierzając je i kupując w Anglii, czy w Warszawie, była dobrze skonstruowana i bardzo przyzwoitej jakości. W sheffieldzkiej przymierzalni byłam niezadowolona tylko z jednego biustonosza - w ślicznym miętowym modelu z beżową koronką biust nieładnie wisiał. Inny trochę stożkował, ale do przyjęcia. Reszta - bez zarzutu. Ceny w Polsce nie są niskie - okolice 120-130 zł - ale plasują się w dolnych rejonach, jeśli chodzi o ceny DD-plusów w naszym kraju.

Zachęcam więc te z Was, które mają blisko do polskich Marksów, a zwłaszcza do Sawy, do zajrzenia tam - a nuż w Waszym rozmiarze znajdziecie coś ciekawego. Niektóre z Was być może już znalazły. Ja na pewno będę systematycznie do Marksa wracać - może w końcu znajdę odpowiednik tego plunge'a, którego nie kupiłam w Sheffield, albo coś pokrytego czerwoną satyną? :-) A może jakieś codzienne, wygodne modele? Rzecz jasna, by firma zdecydowała się poszerzać dostępną w Polsce ofertę, musi dojść do wniosku, że jest na nią popyt. Warto więc ów popyt tworzyć - o ile towar na to zasługuje. Czy zasługuje? Moim zdaniem tak. A Waszym?



 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...