czwartek, 20 lipca 2017

TrusstLingerie

Obaliłyśmy Fiszbiny! Foto: Trusst Lingerie

Idea pozbycia się drutów ze stanika zyskuje coraz więcej zwolenniczek. Propagatorki bezfiszbinowych braletów zwykle koncentrują się na kwestiach wyglądu i podnoszą argument ciałopozytywności. Wróćmy do naturalnego, niewymodelowanego przez sztywne konstrukcje, prawdziwego kobiecego biustu! - nawołują. Tymczasem punkt widzenia zależy tu od punktu siedzenia, a dokładniej - od miejsca w tabeli rozmiarów. Dla większych biustów w idei stanika nie chodzi tylko o modny kształt. „Wolność od stanika” dla biuściastych może oznaczać opadanie biustu na brzuch, kołysanie się i bolesne podskakiwanie przy mocniejszych ruchach. Na te problemy odpowiedzią jest dobrze dobrany biustonosz. 

Tradycyjny stanik w postaci miseczek na drucie ma jednak wady, do których należą uciskające fiszbiny. Część problemu eliminuje odpowiednie dobranie stanika: po pierwsze - właściwy rozmiar, po drugie - konstrukcja i kształt drutów dostosowane do konkretnych piersi. Ale nawet dobrze dobrane miski nie uwalniają nas całkowicie od naporu drutów, tym większego, że skoncentrowanego na niewielkiej powierzchni. Im cięższy biust, tym siły działające w punktach podparcia stanika są większe i większa spowodowana tym niewygoda. Nie uważacie, że to dziwne, że wynalazek, który liczy sobie przeszło 100 lat, tak niewiele się dotąd zmienił? Podjęto jednak nieliczne próby eliminacji tradycyjnych drutów, którym warto się przyjrzeć. Łączy je idea: nie pozbywamy się „szkieletu” ze stanika, ale zastępujemy fiszbiny czymś lepszym.  

 

Skrzydełka tortur

Najstarsze stanikomaniaczki być może pamiętają dziwaczny model brytyjskiej marki Charnos. Ja wolałabym o nim zapomnieć, ale skoro już przyglądamy się innowacjom - pominąć go nie wypada. Model Bioform powstał w 2000 roku i różnił się od zwykłego stanika tym, że zawierał dodatkowe boczne usztywnienia w postaci plastikowych skrzydełek w miseczkach, mających poprawiać podtrzymanie i zebranie biustu.

 

charnosB001L

Charnos - Bioform. Foto: Lawton's Lingerie

 

Zdaje się, że Bioform nie odniósł rynkowego sukcesu. Udało mi się przymierzyć ten produkt w kilka lat po jego wypuszczeniu w świat - był to najbardziej niewygodny stanik, jaki miałam na sobie w życiu. Plastikowe elementy gniotły boki moich piersi i nie pozwalały o sobie zapomnieć. Nie byłam odosobniona w swoich odczuciach - testerki podzielały moje wrażenia. Wniosek? Coś tu zawiodło, może pierwotna koncepcja, może szczegóły jej urzeczywistnienia. Krótko mówiąc: porażka.   

 

Piersi na półce

Półka na wspornikach to pierwsza analogia, jaka przyszła mi do głowy, gdy rzucił mi się w oczy wynalazek firmy Trusst Lingerie z USA. O co chodzi? Dwie inżynierki z miasta Pittsburgh rok temu postanowiły stworzyć dobrze podtrzymujący biustonosz, który dla odmiany byłby wygodny. W tym celu wymyśliły, że zamiast drutów zastosują elementy wspierajace piersi od dołu, o dużo bardziej skomplikowanym kształcie niż zwykłe fiszbiny - a to w celu rozłożenia ciężaru. Swoją markę nazwały Trusst, czyli kombinacją słów trust (zaufanie) i truss (kratownica - element konstrukcyjny stosowany w budowie mostów, który umożliwia podparcie większego ciężaru tak, by obciążenie było rozłożone, nie zaś skupiało się w kilku punktach). 

 

marjory_pretty

Trusst Lingerie - Marjory (Foto: Trusst Lingerie)

 

suzanne_pretty

Truss Lingerie - Suzanne (Foto: Trusst Lingerie)

 

Laura West i Sophie Berman wspomagały się w tworzeniu swojego dzieła, które nazwały BAST (Breast Advanced Support Technology) technologią druku 3D, która pozwoliła im na szybkie opracowywanie i testowanie prototypów. 

 

Trusst

 

Różnice między tradycyjnymi fiszbinami a BAST firmy Trusst Lingerie (Rysunki: Trusst Lingerie)

Zwróćcie uwagę na przekrój - wypisz, wymaluj półka na wsporniku, za to wymodelowana do kształtu piersi. 

 

Czy dobry rozmiar nie wystarczy?

Moją pierwszą myśą na widok tego wynalazku było: czy kobietom w USA naprawdę nie wystarczy upowszechnienie przyzwoitego brafittingu i dostępność wszystkich rozmiarów? Po co te dziwne wymysły, kiedy starczyłby po prostu porządnie dobrany stanik? Jak wiemy, brafitting w USA wciąż nie jest powszechny, choć sytuacja zapewne zacznie się zmieniać dzięki niedawnemu wejściu brytyjskiej sieci Bravissimo na rynek amerykański. Przeciętna biuściasta Amerykanka jednak boryka się z tymi samymi problemami, które my w naszym kraju przerabiałyśmy ok. 10 lat temu. 

Dziewczyny z Pittsburgha jednak wiedzą, o co chodzi z brafittingiem, o czym świadczy fittingowy dział na stronie ich firmy. Twierdzą jednak, że udało im się stworzyć coś wygodniejszego nawet od właściwie dopasowanych drutów. 

Z początku byłam bardzo sceptyczna - system ten najpierw skojarzył mi się ze skrzydełkami tortur Charnosa, a następnie z Ultimate Straplesem marki Wonderbra i umieszczoną w nim plastikową konstrukcją. Usztywniacz z Wonderbra powoduje, że co prawda mogę przebywać w tym modelu w pozycji stojącej, jednak gdy usiądę, plastikowa rama przedłużona w dół uciska mi żołądek.

 

WONDERBRA_031U_150_01

 

Wonderbra Ultimate Strapless (Foto: Wonderbra)

 Ponieważ jednak wiem, że spora część biuściastych chwali sobie tego straplessa i część dolna im nie przeszkadza, doszłam do wniosku, że może jednak coś w tym jest. 

 

Nie dla anty-drucianych

Moją ciekawość ostatecznie zaspokoiła recenzja z bloga „A Sophisticated Pair”. Autorka, Erica (nosi rozmiar UK 36GG) od 2011 roku prowadzi salon z bielizną m.in. brytyjskich marek, współpracowała nawet z naszym Comeximem - więc jej opinii raczej można ufać. Erica pisze co prawda, że Trussty nie są dobrą propozycją dla klientek nietolerujacych fiszbin, bo sztywny element jednak opiera się na ciele i wywiera na nie nacisk. Natomiast kobiety noszące staniki na fiszbinach mogą docenić zarówno lepsze podtrzymanie, jak i wygodę. Dodam od siebie, że na pewno nie będą skarżyły się na wbijające się końcówki fiszbin na mostku, ponieważ staniki te nie przylegają do mostka. Autorka recenzji twierdzi jednak, że mimo to piersi są rozdzielone i nie tworzą monolitu. Pisze też, że w testowanym przez nią modelu jest jej wygodniej niż w innych, klasycznych stanikach.  

Oto jej recenzja w formie wideo: 

 

 

Biustonosze te dają kontrowersyjną w naszych kręgach rozstawioną formę biustu. Myślę, że przeciętnej polskiej biuściastej z tego właśnie powodu produkt ten by się nie spodobał. Mogłyby docenić go jednak te z nas, którym bardziej zależy na wygodzie oraz posiadaczki bardzo ciężkich piersi szukające alternatywnych sposobów na rozłożenie obciążeń. Trussty mają też szerokie tyły (jeden z modeli nawet pięciohaftkowy) oraz solidne, wyściełane ramiączka, które przypominają mi trochę modele sportowe. 

 

Screen_Shot_20170720_at_18.05.13

@trusstlingerie na Instagramie

 

Rozmiarówka jest trochę tajemnicza - wymierzyłam się dokładnie według wskazówek na stronie i kalkulator podał mi rozmiar 36G - taki, jaki noszę w brytyjskich markach, natomiast przelicznik rozmiarów na stronie i doświadczenia „A Sophisticated Pair” wskazują, że powinnam chyba wybrać I. Nie wiem, jak to rozstrzygnąć, ale jeśli przyjmiemy, że J w Trusst jest rzeczywiście odpowiednikiem GG, to zakres rozmiarów miseczek imponujący nie jest

 

Screen_Shot_20170720_at_16.22.09

Zakres rozmiarów biustonoszy Trusst Lingerie

 

Nieświadomość i niedosyt

Pewnie nie wypróbuję tej eksperymentalnej marki - brak opcji wysyłki poza US i osiemdziesięciodolarowa cena wybitnie do tego nie zachęcają. Zniechęca mnie też kształt biustu, niezbyt wyszukany design oraz obawa, że wsporniki gniotłyby mnie w brzuch i wcale nie byłoby tak wygodnie...

Przede wszystkim jednak, podobnie jak twórczynie marki, mam niedosyt różnych projektów tego typu. Czemu nikt do tej pory nie próbował szukać alternatywy dla drutów? „Czułam się, jakbym wiecznie szukała czegoś, co nie istnieje. Kobiety w ogóle nie rozmawiają o tym, że mają jakieś problemy z biustonoszami” - powiedziała Laura West w wywiadzie dla magazynu „Bustle”. Wydaje się, że kłopoty z podtrzymaniem dużego biustu rozumieją tylko same zainteresowane. Ta nieświadomość jest dużym hamulcem dla innowacji. „Najtrudniejsze było sprawienie, by ludzie niemający takich problemów zrozumieli ich wagę” - dodaje Sophie Berman, wyjaśniając, że zdobycie funduszy na rozwój firmy w świecie, w którym większość inwestorów stanowią mężczyźni, jest w przypadku tego typu wynalazków szczególnie trudne. Dlatego zresztą pittsburżanki zrealizowały wideo, którego bohaterami są panowie - o tym, jak to jest, gdy nosisz przed sobą dwa melony. „Czy nie można by wymyślić czegoś wygodniejszego?” - pyta jeden z uczestników eksperymentu. 

 

 

Czy czeka nas w najbliższej przyszłości rewolucja w bra-designie? Być może - duże nadzieje pokładam w rozwijajacych się wciąż technologiach produkcji materiałów. Czy tradycyjne druty zastąpi innego typu konstrukcja podtrzymująca? A może jakiś nowy,  sztywny, a jednocześnie elastyczny materiał? Mam nadzieję, że prawdziwe potrzeby kobiet w dziedzinie „noszenia biustu” będą zauważane i zaspokajane przez zdolnych i odważnych innowatorów. A zwłaszcza - innowatorki. 

A może Wy znacie inne niecodzienne pomysły na podtrzymanie piersi bez drutu?

piątek, 14 lipca 2017

ImpishLeeSpring17

Impish Lee - model z kolekcji Wiosna 2017 - rozmiary 28-40 A-J - szyte na zamówienie [foto: Impish Lee] 

 

Wahałam się, czy przynudzać Wam braletkowym tematem w kolejnym wpisie pod rząd - ale tak już mam, że jak o czymś myślę, to muszę o tym pogadać :-) A stanikomaniaczki są niezawodne jeśli chodzi o rozmowy na tematy związane z bielizną i ciałem. I jak zwykle - to Wy mnie zainspirowałyście.

Jedna z Was podrzuciła mi na fejsie link do recenzji braletki firmy Impish Lee uszytej dla dużego biustu (jest to firma oferująca szycie wg indywidualnego projektu klientki - fajna sprawa, tylko droga), i tak po nitce do kłębka dotarłam do artykułu Holly Jackson pod wiele mówiącym tytułem „Czy trend braletkowy zdradził kobiety?” Wydaje mi się, że ten tekst już kiedyś obił mi się o oczy, ale jako spóźniona ofiara mody nie zwróciłam na niego uwagi. Teraz zapalił mi w głowie alarmową lampkę. 

 

Braletki to raj dla firm

Ja Wam tu narzekam na niedostatek braletek czy braletkopodobnych produktów dla większego biustu, tymczasem biuściastym grozi dużo większe niebezpieczeństwo, niż tylko prosty brak możliwości podłączenia się do trendu. O tym za chwilę, a na początek wyobraźcie sobie, w jakiej sytuacji jest sklep sprzedający klasyczne biustonosze. Chcąc objąć swoją ofertą jak największy rozstrzał kllientek, musi mieć na stanie kilkadziesiąt różnych rozmiarów.

A w przypadku braletek? Nader często są to rozciągliwe bra-topiki w rozmiarach S-XL, czy produkty niewiele od nich odbiegające. Jak łatwo policzyć - daje to 4 rozmiary zamiast 40. Odpada więc znaczna część inwestycji w towar. Praktycznie odpada także brafitting - bo ileż można się zastanawiać, czy lepiej pasuje nam rozmiar M czy L. 

 

FreyaFanciesBralette

Freya Fancies Bralette - rozmiary XS-XL [foto: Freya] 

 

Dla firmy produkującej staniki - przerzucenie się na braletki oznacza niesamowitą redukcję kosztów. Opracowanie konstrukcji na fiszbinach, której zadaniem jest podtrzymanie, wymaga znacznie większych nakładów pracy konstruktora oraz starannego dobierania materiałów. Rozciągliwa dzianina czy koronka rozwiązuje problem dopasowania do wielu kombinacji podbiuście-biust. To fantastyczna sytuacja dla firmy. Czy jednak na pewno skorzystają na tym klientki? 

Opłacalność braletki może spowodować, że wiele firm przerzuci nakłady w tym kierunku, a co za tym idzie, zmniejszy inwestycje na produkcję i rozwój klasycznych podtrzymujących staników na fiszbinach. To może oznaczać stagnację w dziedzinie konstrukcji, mniej innowacji w dziedzinie materiałów, mniej ciekawych projektów. Mimo całego entuzjazmu dla braletkowego trendu, taki rozwój sytuacji brzmi dla mnie jak koszmar. 

 

Małe biusty wolą bez drutu

Za co pokochałam trend braletkowy, bezfiszbinowy i ogólnie luzacki? Po pierwsze, za to, że jest fantastyczny dla małobiuściastych. Oznacza zdjęcie z nich mnóstwa problemów, jakie stwarzają próby dopasowania miseczek na fiszbinach do małego i bardzo małego biustu. Małobiuściaste mają gorzej w tej dziedzinie - dlaczego, przeczytacie tutaj.

Dla małobiuściastych braletka oznacza koniec presji optycznego powiększania biustu, koniec push-upów, gąbek i wkładek. Nasza biu-estetyka przesunie się w stronę akceptacji naturalnego kształtu i rozmiaru. Masz nieduży biust? To super, w koronkowych trójkątach będzie on wyglądał przepięknie. Jestem całym sercem za tym, by każda małobiuściasta mogła dać sobie spokój z drutami wpijającymi się w żebra, które w niczym nie ułatwiają jej życia, a jedynie służą nadbudowaniu na piersiach jakiejś powiększającej konstrukcji. Żeby nie czuła przymusu, by spędzać życie na brafittingowych forach i w brafittingowych sklepach, w poszukiwaniu tego prawidłowego rozmiaru i tej odpowiedniej konstrukcji. 

 

LePetitTrou

Le Petit Trou - Marion, rozmiary: S-L [foto: Le Petit Trou] 

 

Czy duży biust chce wisieć?

Jako bardziej-biuściasta, pokochałam braletkowy trend za akceptację naturalnego kształtu biustu. No bo skoro niezbyt podnosimy i zbieramy, to znaczy, że nasz biust jest dobry taki, jaki jest. Zasadniczo się z tym zgadzam. Każdy biust jest OK w swojej naturalnej formie. Pytanie, czy zawsze chcemy w takiej formie go nosić? Czy na pewno wygodniej nam bez podnoszenia i podtrzymywania?

Jak zwykle, odpowiedź brzmi: to zależy od sytuacji. O ile jestem zdecydowanie za prawem do naturalnego zwisu, o tyle uważam, że nie mamy prawa nikogo do niego zmuszać. Po pierwsze: w przypadku dużego biustu, biustu o luźnej formie - stan podtrzymany może być dużo wygodniejszy od niepodtrzymanego. Jeśli jesteś właścicielką niedużych piersi, możesz nie być tego świadoma - ale tak jest.

Duża pierś waży konkretne kilogramy - zwisa, zakrywając skórę pod spodem (gorąco!), kołysze się przy każdym ruchu, podskakuje przy bieganiu (boli!). Wiele biuściastych zamiast przesiąść się w braletki zdedydowanie wolałoby, by zasoby przemysłu bieliźnianego kierowały się w stronę opracowywania coraz lepiej podtrzymujących staników o przemyślanej konstrukcji - nie wiotkich kawałków materiału, choćby były najpiękniejsze i najmodniejsze. 

Czy obecność podtrzymującej konstrukcji wyklucza wygodę? Absolutnie nie musi, i bra-przemysł powinien nie ustawać w poszukiwaniach idealnej kombinacji wygody i podtrzymania.

 

ToruAndNaoko_London

Toru & Naoko, kolekcja London Calling, rozmiary: XS-XXL (lub szycie na miarę) [foto: Toru & Naoko]

 

Ciałopozytywność - a co jeśli to mrzonka?

Jak wspomniałam wyżej - braletki wiążą się dla mnie z ciałopozytywnością, i tak też są marketowane przez BRAnżę. To bardzo chwytliwe hasło - w dodatku bliskie memu sercu. Bądź ciałopozywna, pokochaj swój biust - kup braletkę, a najlepiej dużo, dużo braletek! Uwielbiamy twoje ciało, a jeszcze bardziej uwielbiamy twoje pieniądze. 

O ile ciałopozytywny przekaz to świetna sprawa i nie mam o niego do marketerów pretensji (może uda im się zmienić świat na trochę lepszy dla naszych ciał?), o tyle jednak wciąż żyjemy w innej rzeczywistości niż byśmy chciały. W rzeczywistości, w której cały czas rządzi biust sterczący i okrągły. Da radę zaprosić do niej także ten mało wydatny, ale wciąż sterczący. A ten duży i wiszący? No chyba cały czas nie bardzo.

Jest mi z tym źle, oczywiście, i uważam, że świat byłby lepszy, gdyby duży i wiszący biust był widokiem akceptowanym i normalnym. Trudno mi jednak wymagać od kobiet, by nagle zaczęły czuć się swobodnie w sytuacjach publicznych z niepodtrzymanym biustem. Nie powiem idącej na oficjalne spotkanie biuściastej, żeby pod białą biurową bluzkę włożyła sobie koronkowego braleta. O ile sama może kochać swój biust - czy ma obowiązek już teraz czuć się z nim OK wśród obcych ludzi?

 

GorseniaHipnoticMistique

 Gorsenia - modele z kolekcji Be Glamour. Biustonosze są na fiszbinach - mimo to rozmiarówka to S-XL. [foto: Gorsenia]

 

Czy grozi nam powtórka z namiotów w brudnym beżu? 

Wyobraźnia podpowiada mi taki oto czarny scenariusz: sklepy z bielizną zalewają fantazyjne, kolorowe, luksusowe braletki, a gdzieś w kącie stoi stojak ze staroświeckimi fiszbinowymi stanikami dla tych nienormalnych, wielkich biustów, które nie mogą nosić braletek. W nieśmiertelnym kolorze brudnego beżu, rzecz jasna. W modzie jest bowiem tylko braletkowy biust - sterczący, samonośny i niezbyt duży. Marzy o nim każda kobieta, a kliniki chirurgii plastycznej przeżywają oblężenie - redukcja biustu staje się najpopularniejszym zabiegiem. Chyba skądś już znamy ten kierunek... 

 

baba1

Obrazek: artykuł „Nie! namiotom w brudnym beżu”, „Wysokie Obcasy”, 17 marca 2008

 

Mam nadzieję, że to tylko czarna wizja, która się nie ziści i że przemysł bieliźniany nie pójdzie w tę stronę. Że nadal będzie brał pod uwagę prawdziwe potrzeby kobiet, nie tylko kreował opłacalne dla siebie trendy. Mam nadzieję, że każda z nas bedzie miała możliwość, by nosić swój biust tak, jak chce: podtrzymany albo nie, z drutem albo bez, w braletce albo staniku na fiszbinach. W końcu to stanik jest dla biustu, nie odwrotnie.

Jak sądzicie - jest się czego obawiać, czy nie?  A może już wkrótce wejdziemy w ciekawszą erę post-braletkową, w której nasz wybór się tylko powiększy, i nastąpi absolutna wolność? 

 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...