poniedziałek, 30 sierpnia 2010

W minioną sobotę w warszawskim sklepie Peachfield przy ul. Bruna 9 odbyła się inauguracja bra-fittingowej kampanii prowadzonej przez polskiego dystrybutora marek Panache, firmę So Chic!. Akcja o nazwie Klinika Stanika (ma nawet swoją stronę internetową) obejmuje spotkania dla klientek w sklepach całej Polski, podczas których „stanikowe panie doktor” wystawią wszystkim chętnym recepty na nowe rozmiary.


W Peachfield dyżurowały Marysia i Iwona - na pewno zna je już spora część warszawskich klientek, nie mówiąc już o uczestniczkach Lobby Biuściastych :) Można było je spotkać już na pokazie Panache, który odbył się w Warszawie na początku sierpnia (tam Klinika miała swoją prapremierę):

Za profesjonalizm tych uśmiechniętych młodych pań mogę ręczyć osobiście - widziałam je w akcji :-)


Komu potrzebna Klinika Stanika?

Spytacie: na czym właściwie polegają takie imprezy? Czym się różni „dyżur” od zwykłego dnia pracy w sklepie bieliźniarskim, podczas którego bra-fitterki też przecież dobierają rozmiary?

Po pierwsze - atrakcje dodatkowe, czyli zniżki. W sobotę w Peachfield można było kupić bieliznę marek Panache o dziesięć procent taniej, a oprócz tego wziąć udział w losowaniu kompletu bielizny (przez siebie wybranego). Jest więc okazja na tańsze zakupy, a przy tym - wabik dla przyjaciółek czy członkiń rodziny, które też chciałybyśmy „ostanikować” :-) Aczkolwiek uważam, że 10% to raczej mało.

Po drugie - dyżury Kliniki nie muszą odbywać się tylko w sklepach. Jeśli nie macie w okolicy dobrze zaopatrzonego sklepu z bielizną, albo macie ich zbyt mało - „panie doktor” można zaprosić na dowolną imprezę (np. kobiecy festiwal) w dowolnym miejscu Polski (członkinie ekipy mieszkają w różnych miejscach kraju). Dysponują one pełnymi zakresami rozmiarów w kilku modelach, odpada więc główny problem, jakim jest zdobycie bielizny. Trzeba w tym celu skontaktować się z firmą. Terminarz akcji w sklepach znajduje się na stronie Kliniki.

Po trzecie - nie da się ukryć, charakterystyczną akcją (nazwa, logo, fartuszki, etc.) dużo łatwiej zainteresować media i przyciągnąć ogólną uwagę. W ten sposób firma promuje swoje produkty i jednocześnie przyczynia się do szerzenia bra-fittingowej edukacji.

Na przykład do Peachfield zawitała ekipa telewizyjna Polsat Cafe. Przygotowania trwały długo...

Szkoda, że nikt nie potrafił udzielić nam informacji, kiedy zostanie wyemitowany nagrany materiał, a zapowiada się ciekawie: dziewczyny m.in. demonstrowały przed kamerą oznaki dobrego i złego dopasowania rozmiaru!


Materiały edukacyjne

Moim zdaniem Klinika Stanika ma trzy podstawowe zalety: pierwszą jest fachowość bra-fitterek (przynajmniej warszawskiemu zespołowi niczego zarzucić pod tym względem nie można) i ich mobilność, pozwalająca nie ograniczać się tylko do sklepów i tylko do największych miast, drugą - bielizna w odpowiednio szerokim wyborze rozmiarów, a trzecią - niby drobnostka, a tak naprawdę coś, czego, o ile wiem, nie zrobił jeszcze nikt przedtem.

Mam na myśli ulotkę, którą otrzyma każda klientka zgłaszająca się na „diagnozę” (widać ją na pierwszym zdjęciu). Jest to całkiem obszerny, ilustrowany zdjęciami przewodnik - można go w całości obejrzeć na stronie Kliniki Stanika. Mowa w nim o tym, jak wygląda właściwie dopasowny biustonosz oraz jakie są symptomy złego doboru rozmiaru. Tylko tyle i aż tyle - taki kieszonkowy podręcznik dopasowania może służyć nam, jeśli dopiero zaczynamy swoją przygodę z dobieraniem rozmiaru, możemy też pokazać go przyjaciółkom czy rodzinie - a nuż ziarno zakiełkuje? Moje brawa dla firmy za ten pomysł!

 

Miejsce akcji

Jak już wspomniałam, kolejne dyżury są już zaplanowane w sklepach całej Polski - co nie oznacza oczywiście, że imprez nie może być więcej. W warszawskim Peachfield na Bruna 9 przez pierwszą połowę dyżuru było dość spokojnie. To miłe wnętrze z trzema (czy nawet czterema?) przymierzalniami mieści się na bliskim Mokotowie, czyli niedaleko Centrum, ale z dala od największego tłoku i gwaru, w cichej i zielonej okolicy (a po zakupach można wpaść do pobliskiej herbaciarni Herba Thea).

Na przywiezionych przez dystrybutora wieszakach pyszniły się zwiastuny nadchodzącej kolekcji zimowej. Na pierwszym planie - gorset Angie (a w tle - Stanikowa Doktor Mary :-)


Niestety, o ile wiem, nie można było ich jeszcze kupić. Nie powstrzymałam się jednak przed zrobieniem im kilku portretów, nareszcie w świetle dziennym... Czekamy więc (oprócz wspomnianej Angie) między innymi na:

niebieskofioletową Elizę...


i arcyciekawego „nudziarza” w prążki, Porcelain Viva:

 

Kilka jesiennych modeli jednak jest już w sprzedaży - wiszą w pełnej krasie na Peachfieldowych wieszakach. Na przykład:

Pistacjowa Antoinette


 

...i kawowa Maia:

 

A może któraś z Was była w sobotę w sklepie i skorzystała z diagnozy, albo obniżki?

Zapraszam do dzielenia się opiniami i sugestiami na temat Kliniki Stanika i materiałów edukacyjnych na stronie - przypuszczam, że organizator z uwagą je przeczyta. Wydaje mi się, że akcja zapowiada się nieźle - jak sądzicie? Choć zniżki przydałyby się większe ;-)

piątek, 27 sierpnia 2010

Nie od dziś wielkim zaciekawieniem obserwuję, jaką karierę w naszym kraju robi pojęcie bra-fitting - przed kilkoma laty całkowicie nieznane, teraz obecne w pismach kobiecych, reklamach sklepów, bielizny, imprez (bra-fittingowych, a jakże)... Angielskie słówko wylansowane przez kobiety na Lobby Biuściastych przejęli i włączyli do swojego repertuaru specjaliści od marketingu. Pozytywne skutki nowej mody odczuwamy wszystkie - wreszcie w celu ubrania naszych DD-plusowych biustów nie jesteśmy zmuszone do prywatnego importu, robią to bowiem za nas nasi dystrybutorzy i sklepy, widząc w tym najwidoczniej coraz lepszy interes. Co więcej, ubierać nas zaczynają pomału firmy polskie. Jednym słowem - wiwat bra-fitting!

Zjawiska te od jakiegoś czasu nasuwają mi pewną refleksję, którą postanowiłam się z Wami podzielić. Otóż bra-fitting to nic innego, jak dobieranie stanika. Czemu wypowiadam tę oczywistość? Bo zaczynam mieć wrażenie, że reklama kreuje pojęcie bra-fittingu jako czegoś niezwykłego, wyjątkowego, dostępnego w nielicznych sklepach i dzięki nielicznym markom - „bieliźnie bra-fittingowej” (spotkałam się z używaniem takiego terminu).

Kobieta może więc dziś po prostu pójść do sklepu i kupić sobie stanik, albo - jeśli nadąża za trendami - poddać się bra-fittingowi czy też zakupić bra-fittingową bieliznę. Myślę, że kwestią czasu jest pojawienie się specjalnych butów shoe-fittingowych (w odpowiednim zakresie rozmiarów, obejmującym nie tylko długość, ale i np. szerokość - coś, na co w Polsce wciąż czekamy), oraz odzieży clothes-fittingowej (tu w pewnym sensie prekursorką jest moja ukochana firma BiuBiu - ale ona rzeczywiście jest wyjątkowa i lepiej pasowałoby określenie: breast-fittingowa ;-), która - o rewolucjo! - szyta byłaby w większej liczbie rozmiarów niż, powiedzmy, pięć! (oj, chętnie zobaczyłabym taką rewolucję w niektórych markach...) ;-) Bielizna, odzież i obuwie, które pasują - toż to niesamowite! Brzmi trochę absurdalnie, prawda? Dlaczego?

Dlatego, że dla nas, jako konsumentek, odpowiednia liczba rozmiarów i krojów do wyboru - tak, by każdy biust, stopa i ciało mogły się odpowiednio ubrać - powinna być czymś absolutnie oczywistym. To nieco bałamutne pojęcie „bielizny bra-fittingowej” nie oznacza niczego innego, jak po prostu bieliznę szytą w szerokim zakresie rozmiarów. To prawda, że w dużych zakresach rozmiarów specjalizują się obecnie konkretni producenci i tworzone przez nich marki. Ale czy owa bra-fittingowość sprawia, że bielizna ta staje się wyjątkowa, rządzi się innymi prawami i stawiamy jej inne wymagania? Dobrego podtrzymania biustu i prawidłowego układania się wymagamy przecież nie tylko od biustonoszy marek Freya, Panache czy Curvy Kate, ale po prostu od wszystkich biustonoszy. Od Triumpha w rozmiarze 75B też. To działa też w drugą stronę - od brytyjskich marek DD-plusowych mamy prawo wymagać komfortu, urody i efektownego eksponowania biustu, bo ich produkty służą do noszenia - nie tylko „do bra-fittingu”.

W całym biuściastym ruchu konsumenckim nie chodzi bynajmniej o ubranie całej Polski w inne marki bielizny niż dotychczas, tylko o sprawienie, by wszystkie kobiety zyskały dostęp do biustonosza we właściwym dla siebie rozmiarze, odpowiedniej jakości. Żeby było im wygodnie, niezależnie od tego, czy powinny nosić 80C, czy 65H. Chodzi o to, by coraz więcej kobiet potrafiło ocenić dopasowanie i jakość stanika oraz dokonać odpowiedniego zakupu, wspierając tym samym te firmy, których produkty odpowiadają ich wymaganiom. To kolejna oczywistość, warta jednak czasem wyjaśnienia, zwłaszcza tym, którzy na ten ruch konsumencki patrzą z zewnątrz czy też od niedawna.

Doskonale wiemy, że znane nam marki DD-plusowe to wcale nie jest bielizna idealna, która zadowoli każdy biust - dowiadujemy się tego na co dzień, na forach czy w komentarzach, widać to np. po Waszych wypowiedziach nadesłanych na Wygodny Konkurs, wiedzą o tym nasze bra-fitterki. Problemy dotyczą konstrukcji, materiałów, i jest ich całkiem sporo - mamy nadzieję, że dzięki zaangażowaniu konsumentek będą one stopniowo rozwiązywane.

Podsumowując - coś, co ze zrozumiałych względów promuje się jako rewolucyjną nowość (bo i jak inaczej przyciągnąć klienta?), jest tak naprawdę czymś absolutnie i dogłębnie zwyczajnym. Ta zwyczajna rzecz nazywa się dopasowany stanik :-)

[Zdjęcia zostały zrobione w warszawskim salonie LiParie. Warto odnotować, że przedstawiają wyłącznie bieliznę marek polskich, w rozmiarach zbliżonych do rozmiaru autorki - co miało stanowić ilustrację postępu na rynku :-)]

środa, 25 sierpnia 2010

Jako poniekąd Kaśka, i do tego posiadaczka, hm, kształtów nieKanciastych - postanowiłam jednak nie powstrzymywać się przed przekazaniem Wam wieści, podrzuconej już wcześniej przez charyzmatyczną blogerkę Renulca (nieustająco polecam!) i odnotować kilka elektryzujących zapowiedzi na wiosnę 2011 marki Curvy Kate. Powyżej najnowsze ruchome obrazki, a poniżej to, co najważniejsze - litery :-)


MięKKa baza

Znane nam już doskonale miękkie modele: Princess, Emily, Portia i Angel - powiększą swój zakres rozmiarowy do litery K. Będzie on więc przedstawiał się następująco: 28 - 40 DD, E, F, FF, G, GG, H, HH, J, JJ, K! Powiększanie miseczkowych zakresów można więc już uznać za trwały trend w rozwoju D-plusowych marek: wiemy już, że w 2011 roku urośnie Masquerade, urosną też zakresy miskowe modeli charakterystycznych dotąd głównie dla zakresów D-G, jak usztywniane plunge w marce Panache Superbra i Cleo. Kaśki musiały w końcu powiedzieć: K! Zapytacie jednak, i ja razem z Wami: a K jak Konstrukcja? Czy miękkie balkonetki w wąskich obwodach i rejonie od GG w górę będą mogły nosić kobiety o kształcie krągłym, nie - trójkątnym? Prawdę mówiąc, jestem sceptyczna... Choćby słabe wyniki marki w wyborach Wygodniczka nie świadczą najlepiej o jakości kroju Kasiek.

Wracając do kolekcji - oprócz bazowych bieli, beży i bladych róży, wśród miękkusów urozmaicenie wniesie Emilka w lawendowoniebieskim oraz w jasnym turkusiku zwanym aqua, który najbardziej mi się podoba:



... i baza usztywniana?

Po raz pierwszy do kolekcji Curvy Kate zawita model z obniżonym mostkiem - Elegance.

Na razie obecny tylko w dwóch podstawowych kolorach: czarnym i kości słoniowej, prezentuje się ciekawie na zdjęciach, niestety na najnowszym wideo widać go niewiele. Pokazuje się dopiero w części poświęconej kolekcji Showgirl, do której wizualnie pasuje bardziej. Na biuście Laury Ann (30HH) wygląda ładnie - mam nadzieję, że nie jest to wynik jakiejś manipulacji i że model jest w miarę przyzwoicie skrojony... Cieszy mnie lekko lśniąca satyna, na pierwszy rzut oka kojarząca się z usztywnianymi half-cupami Thrill Me, tylko szkoda, że w opisie ani słowa o usztywnieniu nie ma. Jest za to zakres rozmiarowy Elegantek, który wygląda, jak na plandża, imponująco (zwłaszcza w niskich obwodach): 28-30 DD-J, 32 DD-HH, 34 DD-H, 36 DD-GG, 38 DD-G.


Kasia w pończoszkach

Pasy do pończoch, urozmaicające już w tym sezonie komplety Angel, nie opuszczą nas ani jesienią, ani przyszłą wiosną. Kolory - znowu najbardziej klasyczne z możliwych. Ja, jak zwykle, wolę wersję ciemną.


 

Turkusy i Korale

Bliźniaczki Thrill Me z kolekcji Showgirl przynoszą kolejne wcielenie gamy koralowo-błękitnej, w której to tak chciałam widzieć maliny z miętą. Właściwie są to rozbielone, złagodzone wersje kolorów jesiennych, ze śliwkowymi wykończeniami, co wydaje mi się dobrym pomysłem. A rozmiary? Jak zwykle: 28-30 DD-J, 32 DD-HH, 34 DD-H, 36 DD-GG, 38 DD-G. Trochę szkoda, że bez zmian...


Koronki i migdały

Koronkowa Tease Me wystąpi nareszcie w moim ulubionym super-klasycznym zestawieniu: czerń i jasny beż, albo, jak niektórzy wolą, migdał. Są takie kompozycje barwne, które po prostu nie mają prawa wyglądać źle - uważam, że ta wersja powinna wejść do kolekcji na stałe. Druga, z różem, już dużo mniej mi się podoba. Rozmiary - jak wyżej.


Szkarłatna Kusicielka!

Model typu plunge w kolekcji Showgirl zapowiadano już kilka sezonów temu. Nie mogłam się doczekać, aż go wypróbuję... Tym razem już nie podejrzewam, żeby producent wycofał się w ostatniej chwili z tej oto zapowiedzi, czyli Tempt Me:


Nie przepadam niestety za typem pod tytułem: koronka naszyta na usztywniane miseczki, mam też nadzieję, że odcień czerwonego bliższy jest malinowemu niż flagowemu - może Tempt Me zyska przy bliższym poznaniu. Na filmie znowu prawie tego modelu nie widać, co wg mnie jest podejrzane - taką nowość powinno się przecież wyeksponować! Rozmiary Kusicielki stanowią identyczną rewolucję, jak w przypadku Elegance: znowu, jeśli wierzyć katalogowi, w węższych obwodach sięgną miseczki J, choć w tych szerszych nie jest już tak optymistycznie: 28-30 DD-J, 32 DD-HH, 34 DD-H, 36 DD-GG, 38 DD-G.

Mamy więc kolejną kolekcję bez większych rewelacji estetycznych, za to ciekawą rozmiarowo-konstrukcyjnie. Ciekawe, czy innowacje sprawdzą się na naszych biustach?

Zapowiem jeszcze, że na samym początku września poznamy przyszłoroczne propozycje marek z rodziny Eveden, czyli Freya, Fantasie, Fauve, Elomi oraz Freya Swim. Ciekawe, czy tam też szykują się jakieś rewolucje.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Coś mi mówi, że czas już wrócić do rozkoszowania się tiulami, haftami i kolorami :-) Skorzystam więc z końcówki wakacyjnego sezonu i pozachwalam Wam model utrzymany w wiosennej wręcz kolorystyce, choć jego premiera miała miejsce w pełni lata, a w powietrzu już czuje się jesień... (ech, widać na zdjęciach ten „jesienny” półmrok).

Rozpocznę nim kolejną kolorystyczną serię, tym razem pod hasłem „zielono mi” (od razu zapowiadam, że już czeka kontynuacja!) Wiele z nas dotkliwie odczuwa niedostatek zieleni w naszej bieliźnie. Marzymy o zazielenieniu naszych szuflad... Czyżby to był początek spełnienia? Miłośniczkom świeżych, roślinnych odcieni być może przypadnie do gustu:


Freya - Leona, rozmiar: 36G, kolor: kiwi [Rozmiary miseczek: C-H, obwody: 28-38, cena: 217 zł]


Estetyka

Przyznam, że początkowo Leona nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Na jej widok pomyślałam: no cóż, miło, że wreszcie coś zielonego, ale dlaczego akurat w tym odcieniu? Czemu nie szmaragdowa, butelkowa, chłodna, bez tej nieproszonej żółtości?

Nie wiem, czym wyjaśnić mój późniejszy przypływ sympatii do Leonki, może porą roku? Może upodobaniem do paisley-nadruków? Tak czy owak, oliwki z cytrusami ostatecznie bardzo mi posmakowały.

O urodzie Leonki stanowią według mnie dwie rzeczy: nadruk (godne podziwu utrzymanie tego samego wzoru na miseczkach i bokach!) i delikatność przejrzystej siatki, którą mogą się cieszyć także nosicielki miseczek GG i H (brak tak częstego „upancerniania” miseczek powyżej G). Haftowane różyczki wydawały mi się z początku zbędnym dodatkiem, ale polubiłam tę lekką rozrzutność. Lubię też jej ciemnooliwkowe ramiączka (choć są trochę za szerokie) i skromne „militarne” kokardki. Na marce Freya można polegać - nigdy nie poczęstuje nas banalną, kwiaciarnianą wstążką.


Dopasowanie

To mój kolejny biustonosz w rozmiarze 36G (wcześniej często kupowałam 34GG). Jak na markę Freya, obwód okazał się całkiem ciasny, stąd taki a nie inny wybór rozmiaru (34GG również przymierzałam). Nie oznacza to jednak, że Leonowe 36 równe jest przeciętnemu 34, albowiem moje własne wymiary także poszły nieco w górę. Tak czy owak, Leonka nie wydaje mi się zbytnim rozciągliwcem - kilka Fantasie w tym rozmiarze zachowuje się (niestety) gorzej :) Podsumowując - obwód i miseczki w normie.


Kształt

Typowe Freyowe „zadarte noski” nie budziłyby moich zastrzeżeń, gdyby nie pewien feler, który zaobserwowałam we wszystkich przymierzanych rozmiarach - aczkolwiek w tym, który ostatecznie wybrałam, widać go najmniej. Prawdę mówiąc, pod ubraniem nie widać go wcale, ale cóż, niektóre z nas są perfekcjonistkami, więc problem wymaga bezwzględnie opisania. Chodzi o wspominany już kiedyś efekt nierównej linii dołu piersi z profilu - wygląda to w ten sposób, że w okolicy fiszbiny tworzy się wybrzuszenie, a dalej - lekka wklęsłość. Według moich obserwacji zjawisko pojawia się wtedy, gdy fiszbiny nadmiernie rozchodzą się na boki i zwłaszcza wtedy, gdy są stosunkowo krótkie, co ma miejsce w Leonce.


Konstrukcja i podtrzymanie

Leonka ma dość lekką konstrukcję - zarówno mostek, jak i boki są nieco niższe od przeciętnej Freyowej balkonetki. Dla wielu z nas zaletą będzie, że lekkość ta została utrzymana również w rozmiarze miseczki GG i H (nie ma różnicy wersji). Jedno jednak można by poprawić: miseczki mogłyby nie wspinać się tak wysoko po ramiączkach w kierunku pach. Nie powodują dyskomfortu, ale spod niektórych wyciętych bluzek wystają. Jak któraś z Was zgrabnie ujęła w Wygodnym Konkursie, ważny jest także komfort psychiczny, który wynika z komfortu estetycznego :-)

Każdy medal jednak ma dwie strony - odnoszę wrażenie, że lekkość konstrukcyjna poskutkowała niezbyt dobrym podtrzymaniem. Fiszbiny są dość niskie po bokach i mają tendencję do rozchodzenia się, co wpływa niekorzystnie na kształt. W moim odczuciu Leonka niezbyt nadaje się na duże, ciężkie, wymagające dobrego wymodelowania biusty.


Wygoda

Anty-miłośniczki Freyowych „upiornych pętelek” nie byłyby zadowolone. Na szczęście mnie nie robią one żadnej krzywdy. Leonka jest komfortowa, fiszbiny nie gniotą, ramiączka nie piłują, przewiewna siatka jest przyjemna dla skóry.


Cena

Bardzo mi się nie podobają ceny powyżej dwustu złotych. Jedyne, co może uratować kandydatkę przed dwóją, to wysoka jakość wykonania, luksusowe materiały i estetyczne wyrafinowanie. A Leona to przyjemna wzorniczo, wesoła, ale zwyczajna i wcale nie idealnie skonstruowana balkonetka. Dlatego bardzo polecam skorzystanie z niżej wspomnianej zniżki stanikomaniackiej :-) Zwłaszcza miłośniczkom zieleni, które skłonne są dać wiele za spełnienie marzeń.


Podsumowanie

Leonka ma w sobie coś, co sprawia, że sięga się po nią chętnie - te wesołe kwiatuszki na optymistycznie limonkowym tle bardzo poprawiają nastrój, a oliwkowe ramiączka mogą bez wstydu wymknąć się na chwilę spod kreacji w intensywnych letnich kolorach czy też topu w militarnym khaki. Dlatego wybaczam jej drobne wady. Poza tym - jest tak cudnie przejrzysta...

 

Uwaga, promocja!

Sklep Marcille z Krakowa oferuje 10% zniżki na Leonę przez tydzień po ukazaniu się niniejszej recenzji, jak zwykle na hasło STANIKOMANIA. Marcille mieści się przy ul. Długiej 18 oraz, rzecz jasna, w internecie (uwaga, darmowa wysyłka!). Oferta jest całkiem bogata - właśnie wpadłam na grafitowe Deco oraz nową Siennę :)

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...