sobota, 27 sierpnia 2016

Sezon jesienny zbliża się nieubłaganie. Lubię tę zabawę w sezony i cieszę się, gdy nasze firmy bieliźniane biorą w niej udział :-) Kolekcja jesienna Avy wyraźnie różni się od letniej większą ilością ciemnych i nasyconych kolorów, w tym takich przyjemnie jesiennych akcentów, jak pomarańcz kojarzący się z pożółkłymi liśćmi, czy fiolet dojrzałej śliwki. Dzisiejsza bohaterka Shirley prezentuje mieszankę różu i pomarańczu na czarnym tle. Wzór tego modelu widziałam, a nawet przymierzałam już wiosną i już wtedy postanowiłam, że wypróbuję go, gdy tylko pojawi się w sprzedaży. Od niedawna Shirley, bo tak się nazywa model AV 1454, jest już do kupienia w naszych sklepach. Ja oczywiście wolałabym go w wydaniu miękkim, którego niestety nie stworzono... Cóż, mam w takim razie okazję, by znowu spróbować zaprzyjaźnić się ze stanikami półusztywnianymi. Oto, jak mi się udało :-)

Ava - Shirley (AV1454), rozmiar: 80H [Rozmiary: 65 E-J, 70 D-J, 75 C-I, 80 B-H, 85 B-G, 90 B-F, 95 B-E, 100 B-D; cena regularna: 88,55 zł; biustonosz został mi dostarczony przez producenta]

 

 

Estetyka

To nie jest typowy model Avy, ani w ogóle typowy model polskiej marki z Białegostoku ;-) Wydarzyła się tutaj kolejna (po wiosennym Flowery) mała stylistyczna rewolucja w polskim bra-świecie. Gładka siatka zamiast koronki czy haftu w kwiatki, dolna część miseczki w zdecydowanie mniej „piżamkowy” wzór, niż to zwykle bywa. Te kwiatki kojarzą się trochę art decowato, trochę orientalnie, coś jak wzór na pudełeczku z laki, czy coś w tym rodzaju. Podoba mi się i nadruk, i minimalizm pozostałych elementów. Do tego dorzucono metalowe akcenty w postaci kółek z przodu i plakietki z logo, regulatory są także z metalu w srebrnym kolorze (haftki jednak czarne). Mam skojarzenia z marką Gossard. Gdyby w tej samej serii zrobiono push-upa, wyszłoby coś jak Gossardowy plandż ;-)

 

Wykończenie górnej krawędzi miseczek to przyszyta podwójnym zygzakiem ozdobna gumka, trochę majtkowa, ale moim zdaniem pasuje do całości. Podobają mi się też „pikowane” ramiączka. Co do metalowych okuć, to marzyłyby mi się trochę bardziej błyszczące, no i chciałabym mieć gwarancję, że z czasem nie stracą blasku. Producent twierdzi, że są one hipoalergiczne.

 

 

Zapięcie wygląda na dobrej jakości, choć trochę się obawiam o jedną z haftek. Na zdjęciu nabiustnym z tyłu zauważyłam, że lubi wychodzić ze swojego „gniazdka” w zapieciu, ale daje się też umieścić z powrotem na miejscu - mam nadzieję, że nie będę miała z nią problemów. Właściwie dopiero odkąd robię sobie zdjęcia pleców, zauważam, jak bardzo czasem naciągają się zapięcia - jednak wbrew temu, co czasem widać, żadna haftka jeszcze mi nie odpadła w całej mojej stanikomaniackiej karierze :-)

 

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie, dotyczące nie tyle wyglądu, co dźwięku ;-) Pianka w dole miseczek szeleści. Szeleści przy pocieraniu zewnętrznego materiału, słyszę ją czasem nawet w czasie noszenia, gdy mam na sobie dopasowaną sukienkę lub bluzkę. Takie efekty też należałoby brać pod uwagę przy projektowaniu :-)

Shirley jest starannie wykonana, sprawia wrażenie solidnego, codziennego produktu (nie buduarowego cacka).

 

Dopasowanie

80H, rozmiar, który przyjmuję za wyjściowy w markach nie stosujących rozmiarówki UK, pasuje jak ulał. Mogłabym ewentualnie rozważyć 85G, ponieważ w obwodzie jest dość ciasny, ale jednak nie zdecydowałam się na zmianę. Miseczki mają właściwy rozmiar, a elastyczna górna część pomaga zniwelować asymetrię.

 

Kształt

Moim zdaniem forma biustu w Shirley jest bardzo dobra. Uniesienie i zebranie oraz zaokrąglony kształt - na moje potrzeby jest świetnie. Jedyne, czego mogłabym się z lekka czepiać, to granica między dolną a górną częścią miseczki - gdy patrzymy na biust w samym biustonoszu, widać, że ta dolna część jest grubsza i sztywniejsza od górnej... Za to między innymi ogólnie nie kocham półusztywnianych modeli. Szew ten jednak pod ubraniem się nie odznacza.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Podtrzymanie w Shirley jest bardzo dobre. Trzyma zarówno tył z niezłej dzianiny i solidnych gumek, jak i wzmocnione pianką miseczki. Elastyczna górna część nie „wypuszcza” biustu - sądzę, że to właśnie dzięki stosunkowo wysokiej, sztywnej części dolnej. Potrafię zrozumieć popularność tego typu pół-gąbkowych modeli, choć mnie ona zbytnio nie cieszy ;-) Chyba duża część zarówno klientek, jak i producentów obawia się miękkich miseczek, które trzeba umieć odpowiednio skonstruować, by nadawały biustowi ten najbardziej pożądany, uniesiony i zebrany kształt, oraz uszyć je z odpowiednich materiałów...

 

Konstrukcję tego modelu producent oznaczył na stronie firmowej i w katalogu symbolem SEMI-SOFT BONNY (K-1416). Jako że nie znam nabiustnie modelu AV 1416 i informacja ta nie powiedziała mi zbyt wiele, przydałby się jakiś krótki opis - nie każda z nas bywa wszak na szkoleniach z Dobrą Kreacją :-) Z tego,  co widać gołym okiem na biustonoszu oraz na schemacie - jest to konstrukcja z 3 części, z ramiączkiem wyprowadzonym z części górnej, nie z dolnej. W miejscu łączenia ramiączka z miseczką od wewnątrz znajduje się wzmocnienie ze stabilnego (nieelastycznego) materiału, które zapobiega rozciąganiu się tego miejsca - bez niego łatwo sobie wyobrazić, co by się stało ;-) Widać je od zewnątrz, ale nie przeszkadza mi ono w odbiorze estetycznym całości. 

 

Co do fiszbin, nosząc Shirley mam wrażenie, że nie są one tak wąskie, jak w przeciętnym biustonoszu Avy. W katalogu ani materiałach szkoleniowych (bo miałam szczęście być na wyżej wymienionym szkoleniu :-) ) jednak żadnej wskazówki na ten temat nie ma. Ja jednak ostrożnie polecałabym ten model tym nieco szerszym biustom, które często rezygnują z polskiej bielizny z powodu zbyt wąskich fiszbin. Wysokość fiszbin jest moim zdaniem przeciętna - nie są ani wyjątkowo niske, ani wysokie.

Długie są za to fiszbiny boczne, które niestety mnie uwierają. Bardzo bym się ucieszyła, gdyby firmy zaczęły mocniej pracować nad pozbyciem się tego elementu. Niektórzy producenci nie stosują go wcale i nie robi się od tego dziura w niebie ;-) Ani w moim ciele...

 

 

Wygoda

Nie wiem, od czego to zależy - tutaj wyraźnie bardziej niż w modelu Flowery doskwierają mi fiszbiny boczne, a konkretnie ich dolne końcówki. Co ciekawe, zaczęłam to zauważać dopiero po pewnym czasie. Może biustonosz z czasem trochę zmienił swoją formę? Trochę też odczuwam ucisk dołu fiszbin na żebra. Podejrzewam, że to może być efekt jednak nieco zbyt wąskich fiszbin dla mojego biustu. Poza tymi drutowymi kłopotami nie mam zastrzeżeń.

Część stanikomaniaczek zapewne doceni fakt, że dolna część miseczek jest wyściełana bawełną.

 

 

 

Do kompletu - figi (XL)

Figi mają piękny krój i moim zdaniem w przypadku Shirley to grzech nie mieć całego kompletu :-) Świetnie się prezentują na ciele. Nie są bardzo niskie, właściwie prawie wystarczająco wysokie jak dla mnie, choć wolałabym jeszcze ciut wyższe. Troszkę tylko niepokoi mnie ich delikatność, materiały są cieniutkie i wiotkie - majtki sprawiają tu dużo mniej „pancerne” wrażenie od stanika. I to także stanowi o ich urodzie, bo mnóstwo tu koronki (szerokie pasy z tyłu, góra) i przezroczystego tiulu (przód). Drukowana dzianina jest także cieniutka i miła w dotyku. Mam nadzieję, że będą trwałe. Oczywiście, koronki mogłyby być francuskie i tak dalej, ale tak urodziwe majtki do kompletu to i tak rzadkość, jak na tę półkę cenową (cena regularna: 43,82 zł w Kontri.pl).

 

Galeria

Oto Shirley w zbliżeniach oraz na biuście :-)

 

 

Podsumowanie

Bardzo się cieszę, że nasze firmy coraz odważniej sobie poczynają, jeśli chodzi o design. Już letnia kolekcja Avy zapowiadała interesujacy kierunek - teraz widzę, że jest on kontynuowany. Kolejny ciekawy jesienny model, który niedawno się pojawił, to 1473 - Bettie, także półusztywniany, lecz na innej konstrukcji, z pomarańczowo-fioletowym wzorem. Shirley jednak moim zdaniem wygrywa z nim estetycznie. Wolałabym oczywiście, by wśród tych najciekawszych więcej było miękkich... bez szeleszczącej gąbki :-) Bo co prawda udało mi się Shirley dopasować i trochę się z nią zaprzyjaźnić (mimo kłujących bocznych usztywnień - staram się po prostu nie nosić jej za długo) - to jednak następny testowany model wybrałabym najchętniej znowu spośród tak zwanych softów :-)

 

Jak Wam się podoba jesienna Shirley? A może już ją znacie? Katalog jesiennej kolekcji Avy możecie obejrzeć tutaj. Nawiasem mówiąc, na tej samej konstrukcji oparty jest „paseczkowiec” - Rita (AV 1486). Znajdzie się też coś dla miłośniczek zieleni... Ciekawa jestem, czy coś jeszcze Was zainteresowało :-)

Z ostatniej chwli, czyli:

Uwaga, promocja :-)

W poniedziałek i wtorek 29-30.08 w Kontri.pl -25% na wszystko, co nieprzecenione, z kodem 2016lato. Na Shirlejkę też! :-) 

sobota, 20 sierpnia 2016

Komplet Chamade z najnowszej kolekcji marki Avocado. Cały katalog do obejrzenia tutaj.

 

Dziś będzie trochę osobiście... choć nie bez konkretów :-)

Jak wiecie, ostatnio miałam okazję przyjrzeć się z bliska większej liczbie firm i marek bielizny, testować nowe produkty, rozmawiać z ludźmi, którzy je tworzą. Wywołało to wiele nowych wrażeń - głównie pozytywnych, bo lubię eksperymenty, ale też nieco rozczarowań. Penetrując gąszcze konstrukcji i kolekcji skupiałam się głównie na sprawach technicznych - szerokościach fiszbin, pracy dzianiny czy innych tajnikach softów i semisoftów ;-) Zauważyłam, że w czasie, gdy starałam się poznać i rzetelnie przedstawić jak najwięcej produktów, chcąc promować nasze coraz lepiej rozwijające się firmy, moje własne wymagania i marzenia zeszły na dalszy plan. W końcu jednak znowu zaczęłam zadawać sobie pytanie: w jakiej bieliźnie JA czuję się najlepiej? Czego właściwie oczekuję od marki bielizny?

Próbując się wcielać w „obiektywną klientkę”, reprezentantkę wielu kobiet, na co dzień często traktuję swój biust i swoje ciało jako coś w rodzaju manekina do testów. Ten manekin to jednak nie całkiem ja. A przecież to moje potrzeby zawsze motywowały mnie najbardziej do zajmowania się bieliźnianym tematem. Muszę od czasu do czasu skupić się na nich i dokonać głębszej bra-refleksji :-) Opowiem więc o sobie, ale jednocześnie zapraszam Was do rozmowy o tym, czym dla nas, dla Was jest bielizna - jaką bieliznę uważacie za dobrą dla siebie?

 

Ubranie

Zacznę od kwestii estetycznych. Jak wielu z Was zapewne, nie jest mi wszystko jedno, jak wyglądam :-) Nie pretenduję do bycia modowym guru (modową gurą ;-) ) i moje pomysły na ubranie nie wyróżniają mnie pewnie zbytnio na tle tysięcy innych kobiet. To, co mam na sobie, nie jest jednak nigdy dziełem przypadku. Zawsze stoi za tym jakiś wybór, myśl, upodobanie. Często kupuję nowe rzeczy, lubię zakupy i spędzam na nich dużo czasu, co nie znaczy, że wszystkie nowinki trafiają do mojej szafy. Podsumowując, mój outfit, choć zapewne nie szokuje, to zawsze mnie wyraża - mój gust, nastrój, myśli, nawet moje poglądy.

 

 

Z bielizną jest dokładnie tak samo. Nie jest mi wszystko jedno, co wkładam pod ubranie - mimo że nikt oprócz mnie i najbliższych nie będzie patrzył na to z bliska. Wprawdzie trudniej tu o stylistyczne ekstrawagancje czy modowe manifesty - bo, jak zapewne zauważyłyście, bielizna jest najbardziej konserwatywną dziedziną mody - ale to, co mam na sobie pod ubraniem, jest dla mnie istotne. Nie jestem w stanie nosić bielizny, która mi się wizualnie nie podoba, no, w każdym razie jest to trudne :-) Czułabym, że w jakiś sposób zdradzam samą siebie, okazuję swojemu ciału brak szacunku, odziewając je w rzecz nieładną czy złej jakości. Niekiedy poświęcam się trochę „dla dobra nauki”. I chyba te poświęcenia pomogły mi zrozumieć, jak istotna to dla mnie kwestia.

Zaskakuje mnie, gdy dowiaduję się, że dla części kobiet styl biustonosza jest nieważny. A może to jednak nieprawda? Wiele z nas preferuje bieliznę stonowaną, znikającą, zlewającą się z tłem, ale to przecież też jest jakiś wybór estetyczny. Nie mogę uwierzyć, że niektórym z nas może być obojętne, czy mają na własnym ciele coś brzydkiego, czy ładnego. To chyba mit. Jak sądzicie?

 

Spojrzenie

Wiele napisano w odpowiedzi na pytanie, dla kogo właściwie się ubieramy: dla siebie czy dla innych? Jest rzeczą oczywistą, że to, czy wyglądamy w naszym pojęciu dobrze, czy źle, zależy nie tylko od nas, ale w dużej mierze od panujących w naszych kręgach obyczajów, od wyglądu ludzi w naszym otoczeniu, wreszcie - od tego, co widzimy w mediach. Bielizna - jako to, czego nie widać - z jednej strony nie „zwalnia” mnie ze zwracania uwagi na estetykę, ale z drugiej strony - daje jednak dużo więcej wolności od ocen i oczekiwań zewnętrznych. Najbardziej banalny przykład: kiedy sytuacja wymaga bardziej stonowanego ubioru, niż miałabym ochotę włożyć - mogę próbować zaspokoić swoją potrzebę koloru czy ozdobności, wkładając pod spód coś w jaskrawych barwach, z pełnym przepychu haftem, czy bogatą koronką. Ta wolność od cudzego spojrzenia jest w bieliźnie fantastyczna.

 

 

Z drugiej strony, inni niekiedy chcą narzucać nam nawet to, jak „powinnyśmy” wyglądać bez ubrania. Tu nasuwa się temat katalogów firm bieliźnianych, który ostatnio poruszałyście w komentarzach. Zarówno Wasze, jak i moje wrażenia z tych katalogów bardzo często są negatywne. Skąd biorą się te zarzuty? Nader często wizerunki kobiet prezentujących bieliznę nie mają wiele wspólnego z tym, jak my, kobiety, wyglądamy w bieliźnie w rzeczywistych sytuacjach. I nawet nie chodzi o nieszczęsną kwestię wymiarów i rozmiarów (o to też, ale są tu kwestie bardziej istotne). Chodzi o totalną sztuczność ciał, póz, wyrazów twarzy, rekwizytów i scenerii... gdy patrzę na przeciętną modelkę z katalogu, często nie tylko nie czuję się do niej podobna, ale wręcz wcale bym tego nie chciała. Wolałabym zobaczyć tę bieliznę przedstawioną zupełnie inaczej.

Oglądając wiele katalogów i reklam można odnieść wrażenie, że bielizna służy kobietom wyłącznie do erotycznego wabienia. O ile nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu jej w tej funkcji, o tyle jednak wabienie nie jest wyłączną treścią mego życia :-) Bieliznę wkładam, bo, po pierwsze, jest mi niezbędna dla wygody, po drugie - bo jest mi potrzebna dla dobrego samopoczucia cały czas, nie tylko wtedy, gdy ktoś mnie w niej ogląda. Nie umiałabym zresztą nikogo wabić, nie czując się dobrze.

Dlatego niedawno z wielką ulgą skonstatowałam, że są jeszcze wśród twórców naszej bielizny tacy, którzy uparcie podążają nieco inną ścieżką, nie tylko w projektowaniu samej bielizny, ale także w przedstawianiu jej na zdjęciach. Fotki z najnowszego katalogu marki Avocado nieprzypadkowo ilustrują tę notkę. To zresztą on zainspirował mnie do jej stworzenia. Pomyślałam: wow, nareszcie ktoś tu mówi do mnie moim językiem. No i oczywiście ucieszyłam się, że firma znowu zaczęła tworzyć katalogi :-)

 

Mamy tu co prawda konwencjonalnie ładną (choć na pewno nie pospolitą) modelkę, nieco kuszących wygięć ciała, ale mamy też relaks, zamyślenie, rozmarzenie - na pewno wiele z Was bywa i może z łatwością wyobrazić sobie siebie w sytuacjach ze zdjęć.

 

Samopoczucie

Gdyby ktoś poprosił mnie, bym jak najkrócej odpowiedziała na pytanie, jaka według mnie powinna być dobra bielizna, powiedziałabym: taka, w której dobrze się czuję. To banał - ale jakże pełen treści :-)

Nie chodzi tylko o komfort w sensie dotykowym, ale od niego możemy zacząć. Niedługo po tym, jak zaczęłam bardziej świadomie dobierać bieliznę i zwracać większą uwagę na estetykę, konstrukcję, prawidłowy rozmiar - zdarzało mi się wybaczać swoim biustonoszom różne niewygody. Jestem jednak coraz mniej do tego skłonna. Rzadziej chodzę na kompromisy. Bielizna musi szanować moje ciało i jego potrzeby. Jeśli tego nie robi - trudno, nie zaprzyjaźnię się z nią.

Dobra bielizna to taka, w której czuję się dobrze sama ze sobą. W której z przyjemnością patrzę na siebie w lustrze, i w której chętnie odpoczywam w samotności, tak jak modelka na niektórych zdjęciach w tej notce. Na taką bieliznę zwykle też chętnie włożę ubranie i wyjdę w niej z domu.

 

 

No dobrze, zapytacie - ale co z wyglądem w ubraniu? Co z modelowaniem sylwetki, podnoszeniem biustu, pokazywaniem siebie „z najlepszej strony”? Choć doceniam te możliwości, tu również nauczyłam się stawiać granice, a przynajmniej mieć pełną ich świadomość. Moje ciało jest plastyczne do pewnego stopnia, jednak za urabianie go według wzorca ze zbyt dużą siłą płacę dyskomfortem. Coraz mniej zresztą zależy mi na maksymalnym dopasowaniu do standardu sylwetki z mocno uniesionym i zebranym biustem, wyszczuplaniu optycznym i tym podobnych. Nie tylko dlatego, że cenię wygodę, ale także z przekonania, że powinnam bardziej szanować własne ciało i pozwolić mu istnieć w takim kształcie, jaki ma. Dlatego nigdy nie zobaczycie mnie w gorsecie, ponieważ moja sylwetka jest tak daleka od kreowanej przez ten ubiór formy klepsydry, że musiałabym chyba oduczyć się oddychania ;-)

 

Wolność

Zadziwia mnie, jak nasz bra-świat czasem wydaje się pomijać fakt, że nasze ciała mocno różnią się od siebie. Rozpętałyśmy rewolucję rozmiarową, a co z rewolucją kształtową? Oceniamy nasze biustonosze po tym, jak bardzo potrafią zbliżyć nasze piersi do idealnej formy: zaokrąglonej i możliwie wysoko podniesionej i zebranej z boków do środka. Najmniejsze odstępstwo od ideału nas drażni. Czy nie jest tak, że bielizna, zamiast dawać nam wolność, zaczyna ją krępować?

 

Na przykład, odkąd pokazuję w recenzjach zdjęcia swojego biustu, czuję czasem potrzebę tłumaczenia się z kształtu, wysokości osadzenia, rozstawu i szerokości moich piersi. Nie, mój biust nie może przenieść się wyżej w kierunku brody, bo wyrasta z mojego ciała w określonym miejscu, nie zmieni się też w idealne zebrane do środka kulki. I tak dalej. Mam świadomość, że mój wygląd jest oceniany przez inne osoby przez pryzmat ich własnych ciał, a także przez pryzmat tych obrazów, jakie wszystkie widujemy w mediach. Warto jednak starać się wyjść poza to stereotypowe postrzeganie i dostrzec, docenić różnorodność tego, co daje nam natura. Czy wiecie na przykład, że ludzie różnie słyszą, różnie widzą kolory, inaczej czują smaki i zapachy - i że jest to zapisane w naszych genach? Są rzeczy, których nie da się zmienić, urobić, dopasować. W komplecie, w którym jedna z Was poczuje się fantastycznie, innej będzie niewygodnie, albo będzie ją drażnił kolor czy styl. Wolałabym, by bielizna dawała nam więcej wolności do wyrażania siebie, niż narzucała kolejne ograniczenia.

 

Rozmowa

Wspomniałam wyżej o katalogu, który do mnie przemówił. Co rozumiem przez stwierdzenie, że marka bielizny czy odzieży do mnie mówi? To znaczy, że w prezentowanych przez nią obrazach jestem w stanie zobaczyć siebie, że estetyka produktów jest dla mnie ciekawa, wyjątkowa, budzi różne skojarzenia, że produkt daje się wpasować w moje życie, upodobania i stworzyć zestawienie z innymi rzeczami, które lubię. Co ciekawe, okazało się w przypadku Avocado, że to „przemówienie” było nieprzypadkowe - w wywiadzie z projektantką w świeżo założonym blogu (polecam) przeczytałam wiele zdań, pod którymi mogłabym się podpisać. Mam całkiem podobne, jak autorka, podejście do bielizny, podobne przemyślenia dotyczące kobiecości, i tak dalej. Ciekawa jestem, czy Wam także spodoba się ten wywiad.

 

 

A skoro już polecam Wam i markę (swoją drogą, mam nadzieję, że jeszcze coś z owego katalogu uda mi się także przetestować :-), i blog - zaproszę Was także na właśnie organizowany przez Avocado konkurs. Jego pomysłodawczyni ma chyba podobne podejście także do konkursów - najlepsze konkursy to te twórcze, prowokujące do rozmów, po których zostaje nam coś więcej niż ewentualna wygrana. Taki jest właśnie ten konkurs, a nagroda też całkiem atrakcyjna, bo 500 zł na naprawdę ładną bieliznę, której nie dostaniecie w co drugim sklepie (nawet takim z brafittingiem) ;-) A oto opis konkursu:

KONKURS „Czego nie widać”

Opowiedz o swojej drugiej naturze i wygraj 500 zł na bieliznę Avocado!

Lubię kontrast pomiędzy bielizną, a ubraniem. Gdy ubieram się na czarno lub szaro, lubię uderzenie mocnego koloru pod spodem. Koronkę pod zgrzebnym lnem albo surową bawełną. Ascetyczny stanik pod koronkową sukienką.
Anna Lejwoda, założycielka Avocado

Mówi się, że to przez ubranie wyrażamy swoją osobowość; a co z bielizną?

Ubranie pod ubraniem może mówić o naszej drugiej naturze – tej niewidocznej, przewrotnej. Pracujesz w banku, ale jeździsz do pracy motocyklem? Masz posturę siatkarki, ale wieczorami śpiewasz w chórze? Tego nie widać!

Opowiedz nam o tym i wygraj 500 zł na bieliznę Avocado!

Jesteśmy ciekawe, czym dla Was jest to, czego nie widać.
Jakie ma dla Was znaczenie?
Co mówi o Was Wasza bielizna, a czego nie powie ubranie?

Aby wziąć udział w konkursie:

  1. Napisz o swojej drugiej naturze lub zrób zdjęcie, które pokaże Twoje drugie „ja”.
  2. Odpowiedź wyślij do 18.09 na info@avocado.com.pl

Osoba, która wyśle najlepszą i najbardziej przewrotną odpowiedź otrzyma 500 zł na zakup bielizny Avocado. Wśród pozostałych rozlosujemy 3 nagrody niespodzianki!

Konkurs trwa do 1 września. Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na publikację anonimowo całości lub fragmentu odpowiedzi konkursowej na stronie Avocado.

Trzymamy kciuki!

 

Nauka :-)

Jestem bardzo ciekawa, czy macie podobne do moich bra-przemyślenia :-) Czy zainteresowanie bielizną (zakładam, że ponadprzeciętne, skoro tu zaglądacie :-) ) nauczyło Was tego samego, co mnie? A może całkiem czegoś innego? Bielizna na pewno pomogła mi rozwinąć indywidualny gust i poczucie stylu, zwiększyła wrażliwość na kolory, wzory i faktury. Zwiększyła też wrażliwość na potrzeby mojego ciała i nauczyła, na ile mogę i chcę kształtować jego wygląd, nauczyła też doceniać jego naturalną formę i bronić jego prawa do bycia tym, czym jest, czasem przed mną samą :-) Dała też okazję do spotkania z innymi kobietami i dowiedzenia się o nich, i od nich, wielu ciekawych rzeczy. A jak to było i jest u Was?

01:33, kasica_k
Link Komentarze (18) »
czwartek, 11 sierpnia 2016

Jako że lato powoli zaczyna się kończyć, najwyższy czas już myśleć o przyszłym ;-) Ostatnio miałam okazję obejrzeć kilka ciekawych kolekcji na ten właśnie sezon. Zacznę od marki Cleo by Panache, bliskiej sercu wielu stanikomaniaczek :-) Niektóre tendencje kolorystyczne i motywy, które tu znajdziemy, da się wytropić także w kolekcjach innych marek. Mój ulubiony trend to abstrakcyjne wzory, przypominające zabawę farbami - zamiast tradycyjnych kwiatów, które wielu z Was, jak pamiętam z różnych komentarzy, trochę się opatrzyły. Najwyższy czas na jakiś powiew wzorniczej świeżości. Być może nie jest to jeszcze ten poziom kreatywności, jakiego bym oczekiwała (tu mam nadzieję, że Cleo z czasem wróci do proponowanych kiedyś szaleństw... how about ptaszki?), ale na pewno idziemy w dobrym kierunku. Kolory to znany nam już miks pasteli i neonów, z gamy, którą nazwałabym „ultrafioletową” - od różu z wycieczkami w kierunku moreli i malin, przez lawendę i fiolety, do granatu i przez sprany-dżinsowy niebieski do szmaragdu.

 

Maziajki

Zacznę od dwóch moich ulubionych modeli w nie-kwiatki. Kayla, która jesienią nas opuści, wiosną powróci, i to w jakże ciekawym wydaniu! Pewnie się dziwicie, że zachwycam się białym biustonoszem, bo zwykle ten kolor dyskryminuję, ale ten wzór jest po prostu zbyt fajny, a białe tło świetnie do niego pasuje. Szkoda tylko, że nie ma go na tyłach ani na ramiaczkach. Maziajki całościowe byłyby super :-)

 

Zwróćcie też uwagę na ciekawy zestaw kolorów tych maziajków. Mamy tu róże i fiolety, ale także plamki odcieni niebieskiego oraz szmaragdową zieleń. Dodatek tej ostatniej ucieszył mnie najbardziej :-) Deseń kojarzy mi się z powierzchnią jakiegoś kamienia, może marmuru, czy też korą jakiegoś fantastycznego drzewa. Kayla jest bardzo dobrze podnoszącą biust balkonetką z elastyczną koronką u góry miseczki (recenzję tego modelu z sezonu wiosna-lato 2016 znajdziecie tutaj). Rozmiary (UK): 28 E-H, 30-36 D-J, 38 D-H. 

Minnie już dobrze znamy :-) Niektóre z nas pewnie obawiały się, że ten model już do nas nie wróci, bo w jesiennej kolekcji go nie ma - a tu proszę, powrót w wielkim stylu, bo w bardzo oryginalnym wzorze. Precz z kropeczkami - maziajki rządzą ;-)

 

 

Tym razem na ciemnym tle, coś w rodzaju rozbłysków à la aurora borealis. Wzorzysty jest nie tylko doł miseczek, ale także część górna z charakterystycznymi dla Minnie otworkami. Trochę zgrzytał mi z początku ten jasnoszmaragdowy dół, ale z czasem przekonałam się do tego akcentu. Lubię Minnie za to, że bardzo dobrze układa się na moim biuście - do dziś żałuję, że nie sprawiłam sobie czerwonej w kropki (wszystko przez uprzedzenie do kropek), ale może tym razem już nie powtórzę błędu i Minnie zamieszka w mojej szufladzie :-)

Coś mi mówi, że świetnie pasowałaby do dżinsu (jak zresztą wiele modeli w tej kolekcji). Aż się prosi, by mignęła między połami dżinsowej kurtki :-)

Rozmiary Minnie: (UK): 28 E-H, 30-38 D-J.

 

Kwieciste retro

Bez kwiatków jednak nie ma kolekcji ;-) A ostatnimi czasy nie ma również kolekcji bez półgorsetów, czyli longlines. Model Breeze powraca po raz trzeci, w odsłonie, jak zawsze, kwiatowej. Po mrocznej wersji jesiennej mamy róże i inne kwiaty w zestawieniu z jasnym, kremowym tyłem. Zwracam uwagę na ten odcień, z lekkim hintem bladego różu - to nie jest kolor biały, co dla mnie zawsze jest pozytywem, choć zwykle i do kremów mam stosunek ostrożny... Przód Breeze jest bajecznie kolorowy i fajny, tył - no właśnie, wolałabym, by był podobny. Czy choć raz nie mógłby być we wzorek? ;-) Doceniam jednak tę jego nie-białą nieoczywistość. Biały to pójście na łatwiznę, a ten odcień jest smaczny i wyrafinowany. Podoba mi sie tu także dodatek pastelowej żółci.

 

 

Rozmiary Breeze (UK): 28-38 D-H.

 

Drugi półgorset w kolekcji to Piper. To już inna odmiana tego fasonu - o miękkich balkonetkowych miseczkach, bez wzorów, cała z koronki (z wyjątkiem siateczkowego tyłu). Niejedna marka ostatnimi czasy wprowadza koronkowe, gładkie modele typu longline. Konstrukcja ta debiutuje w Cleo w nadchodzącej właśnie kolekcji jesiennej. A letni kolor to neonowy koral z szaroniebieską kokardką. Jak zwykle miałam problem z oddaniem go na zdjęciach :-) Musicie mi uwierzyć, jest fajny.

 

Rozmiary Piper: (UK): 28 E-H, 30-38 D-J, czyli całkiem pokaźny zakres miseczek, jak na półgorsety. 

 

Dżinsy i szmaragdy

Denim to jeden z tematów tej kolekcji. Całkiem sporo modeli świetnie komponowałoby się z dżinsami, nie tylko tych niebieskich czy morskich.

Kolekcja Cleo byłaby niekompletna bez usztywnianego modelu à la half-cup. Mimi powraca w kropeczki na spranym niebieskim tle z morskim podtekstem, z dodatkami w neonowym pomarańczu. Świetny zestaw - mimo tych groszków, za którymi nie szaleję, uważam ten model za bardzo udany, praktyczny i bardzo wdzięczny na lato. Wróżę mu karierę ;) 

Rozmiary Mimi: 28-38 D-H.

 

Skoro już zahaczamy o temat modeli usztywnianych - w kolor denim ubierze się "skorupkowiec" Koko Muse. Dobry zestaw z neonową limonką.

Rozmiary: 28 E-GG, 30-38 D-H. Zwracam uwagę na zakres do miseczki H, wcale nie taki częsty w przypadku termicznie modelowanych miseczek.

 

A teraz najciemniejszy odcień denimu :-) Marcie wystąpi w kolorze navy, bardzo ciemnym, prawie czarnym granacie. Ale jednak nie jest to czerń, a coś od niej ciekawszego. Udana kompozycja z koralową czerwienią - tu także kropki na kokardce mnie urzekły zamiast zniechęcić. Wygląda, jakby biedronka przysiadła na mostku tego biustonosza. Jestem na tak.

Rozmiary Marcie: 28 E-H, 30-38 D-J.

Mniej denimowo, a bardziej morsko zaprezentuje się Hettie. Wciąż jeszcze nie wypróbowałam tego modelu z elastyczną koronką - może ta wersja mnie skusi? Mamy tu zestaw szafiru z przewijającym się przez tę kolekcję tu i ówdzie pastelowym szmaragdem.

Rozmiary: 28 E-H, 30-38 D-J. 

 

Lawenda i róż

Pewnie wszystkie już z utęsknieniem czekacie na Skye :-) Kolejna bardzo udana barwnie wersja tego koronkowca - jasny wrzos z dodatkami w neonowym różu oraz żółci. Świetny „ultrafiolet”.

Rozmiary: 28 F-H, 30-38 D-J. 

 

W najintensywniejszy róż ubierze się Kali. Naprawdę żałuję, że ta konstrukcja nie jest dla mnie komfortowa, bo to chyba najbardziej neonowy model Cleo. Wersja, a jakże, neon pink. Pasiasta kokardka jest miłym akcentem.

 

Rozmiary Kali: 28 E-H, 30-38 D-J. 

 

Kolejny gładki różowiec to Koko Spirit, tym razem w fuksji - trudno, by zabrakło tego koloru :-) Koko to termicznie modelowany plandżyk z niskim mostkiem i tyłem w żakardowe groszki. Z tyłu mamy haczyk do spinania ramiączek, jak we wszystkich Koko. 

Rozmiary: 28 E-GG, 30-38 D-H. 

 

Trochę na doczepkę - Morgan, jedyny w tej kolekcji model o barwie zbliżonej do czerwieni; jest to dość intensywny malinowy odcień, ale też lekko rozbielony. Mało w tym sezonie czystych barw, większość jest mniej lub bardziej sprana. Tu mamy ciekawy zestaw z granatem - taśma dolna i dodatki. Morgan to również model o termicznie kształtowanych miseczkach, ale o bardziej balkonetkowym mostku. Koronkowe boki i tył sprawiają, że jest ciekawszy.

Rozmiary: 28-38 D-H.

 

Detale

Dla mnie pierwsze skrzypce w tej kolekcji grają oczywiście nadruki, zwłaszcza tytułowe abstrakcje (Kayla, Minnie). Zwracają uwagę różne kontrastowe elementy, charakterystyczne dla Cleo, jak lamówki, regulatory, haftki (Minnie, Mimi, Koko Muse...), no i oczywiście wszechobecny nadruk na kanalikach fiszbin. Dzięki tym dodatkom Cleo zachowuje młodzieńczy charakter i trzyma się swojej lekko szalonej charakterystyki, mimo nieco mniej szalonych ostatnio wzorów. Podoba mi się też, że Cleo nie rezygnuje z udanych haftów, takich jak w modelu Marcie i Kali. Biżuterii niestety brak, ale kokardki są miłe, np. pasiasta w Kali, biedronkowa w Marcie czy duża i kontrastowa w Kayli. Koronki zwykle grają rolę tła lub dodatku, z wyjątkiem Hettie, gdzie ażur i kontrastowe tło podkreślają ich wzór. W Kayli koronka ma też przyjemny dodatkowy kontur. Jakoś trudno mi przestać o tym modelu ;-)

 

 

 

Baza

W kolekcji bazowej Cleo są właściwie wszystkie podstawowe, najbardziej udane konstrukcje tej marki. Choć mnie brakuje tam jeszcze jakiejś miękkiej balkonetki z elastyczną koronką, bazowanej na Kayli. Może i tego się kiedyś doczekamy?

Na razie w bazie, czyli w stałej ofercie, mieszkają: czarna i beżowa Marcie, czarna i beżowa Koko w dwóch wersjach: plunge i strapless do miseczki G, czarna i biała Lucy (konstrukcja identyczna z Kali), usztywniana Juna w kolorach nude, kości słoniowej i czarnym. Nie będzie już termicznie modelowanej balkonetki Maddie, jej miejsce zajmie Lexi w eleganckie żakardowe paseczki, którą opisywałam już przy okazji kolekcji jesień-zima 2016.

Wszystkie te modele możecie zobaczyć na stronie marki Cleo by Panache.

 

Rozmiary i kroje

Miseczka brytyjska J pozostaje górną granicą rozmiarową marki Cleo by Panache. Do miseczki tej sięgają wszystkie modele miękkie, łącznie z półgorsetem Piper. Bywa ona ograniczona obwodowo - kończy na 36 (80). Pozostałe modele sięgają miseczki H, lecz tu z kolei ograniczenia dotyczą obwodu 28 (60). Miseczki w tym obwodzie często zaczynają się dopiero od E czy nawet F (w pozostałych obwodach od D), a kończą czasem na GG. We wszystkich modelach jednak jest dostępny ten rozmiar obwodu. Rozmiarów powyżej 38 (80) nie ma - rozumiem, że firma Panache zakłada, iż większe podbiuścia ubiorą się w marce Sculptresse. Kolekcja tej marki na przyszłe lato również jest nader atrakcyjna, ale mogłaby być liczniejsza ;)

Cleo pozostaje więc marką większych miseczek, ale w „standardowych” i mniejszych obwodach. Wydaje mi się, że z tymi konstrukcjami, zwłaszcza modeli miękkich, można byłoby się już zastanawiać nad zwiększeniem zakresu miseczek, przynajmniej do JJ.

A propos konstrukcji - w tej kolekcji nie wchodzi żadna nowość, ale te już dostępne konstrukcje wydają się sprawdzone i dobre. Nie jestem co prawda fanką Koko i pokrewnych, ale miękkie konstrukcje Cleo z kołyską uważam za świetne, zwłaszcza Kaylę, której dodatkową atrakcją jest elastyczna koronka, umożliwiająca mi lepsze dopasowanie (miękkie Cleo są zwykle lepsze dla biustów pełniejszych od mojego, a ta konstrukcja wydaje się bardziej uniwersalna). Cieszę się z powrotu Minnie. Na pewno marka ta pozostaje bardzo dobrą propozycją dla stanikomaniaczek lubiących mocno uniesiony biust.

 

Galeria

Zapraszam do fotek - więcej ujęć i więcej zbliżeń :-) Warto się poprzyglądać niektórym.

 

Katalog

Katalog jest niedużych rozmiarów, atmosfera raczej domowa, kameralna i bez szaleństw, ale zdjęcia mają piękne światło. Przyjemnie się ogląda :-)

 

Ciekawa jestem, czy kolejna kolekcja Cleo przypadła Wam do gustu podobnie jak poprzednia (czyli jesienna, która zaczyna pojawiać się w sklepach :). Cleo ostatnimi czasy nieco mniej szaleje kolorystycznie, ale dobrze, że mimo to idzie w kierunku mniej typowych nadruków oraz zachowuje charakterystyczne kontrasty i dodatki. Cieszą mnie też, jak zwykle, neony. Szkoda mi modelu Blake, którego w tej kolekcji nie ma, ale pocieszam się Minnie. A jak Wam się podobają? Czy już macie swoje musisztomiecie? :-)

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Baza na tle bazy - Na pierwszym planie Chi Chi marki Sculptresse, a w tle dżinsowa kurtka marki Tchibo, która w rozmiarze 46 pasuje na mój biust i całkiem dobrze się układa jak na ciuch z niebiuściastego mainstreamu (Tchibo nie sponsoruje tego posta ;-) ).

Trochę się rozrecenzjowałam - mam nadzieję, że jeszcze Wam się nie znudziło ;-) Na swoje usprawiedliwienie powiem, że mamy naprawdę ciekawy sezon, dużo fajnych propozycji zarówno wśród importów, jak i polskich marek. Tym razem znowu przeniesiemy się do UK i pokażę Wam kolejną Sculptresskę. Dla odmiany - bazową :-)

 

Baza... Cóż to jest baza? Większość firm ma w swojej ofercie dwa rodzaje kolekcji: bazową i sezonową. Sezonówka, jak sama nazwa wskazuje, zmienia się co sezon :-) Kolory i wzory modeli sezonowych podlegają trendom. Baza natomiast trwa. Niektóre modele pozostają w sprzedaży przez wiele lat, czasem w niezmienionej formie, czasem przechodzą ewolucję. Baza, zwana też bazówką, to uniwersalne, podstawowe bieliźniane kolory (czarny, biały, cielisty, czasem blady róż czy grafit - barwy jak najbardziej zbliżone do tych podstawowych „pasujących do wszystkiego”) i pewien żelazny zestaw konstrukcji. Jeśli firma wprowadza coś do bazy, to zwykle oznacza to, że dany krój został dobrze przetestowany i firma liczy na dobrą i długą jego sprzedaż.

Mówiąc szczerze, baza rzadko mnie porywa. Jako ofiara mody oraz miłośniczka kolorów niepodstawowych zwykle rzucam się na wersje sezonowe. Zwłaszcza że są na nie najlepsze przeceny ;-) Większość z nas jednak potrzebuje w swojej szafie bazy - dlatego od czasu do czasu czuję się w obowiązku nią zająć. Czasem też zdarza się, że bazówka przewyższa sezonowe modele pod niektórymi względami (a czasem jest odwrotnie). Tu mamy przykład pozytywny - pewne cechy tej czarnej damy marki Sculptresse sprawiają, że czasem sięgam po nią chętniej, niż po sezonowe kolorowe ptaszki. Czym mnie tak zachwyciła? Zapraszam do czytania i oglądania :-)

Sculptresse - Chi Chi, rozmiar: UK 38FF, kolor: czarny [Rozmiary: 34-36 E-H, 38 E-HH, 40 DD-HH, 42-46 D-HH; biustonosz został mi dostarczony przez dystrybutora]

 

Estetyka

Chi Chi w wersji czarnej bazowej to po prostu ładny czarny biustonosz. Gładką czernią trudno mnie oszołomić ;-) Chyba że jakimiś wyjątkowymi, designerskimi koronkami czy super-kusidełkowym krojem, o co jednak niełatwo w markach D-plus. Atutem naszej koleżanki jest lekki, nienachalny połysk dzianiny, która pokrywa cały przód stanika, z wyjątkiem koronki w górnej części miseczek. Czerń tej dzianiny jest przyjemnie głęboka. Koronka ma ładny brzeżek.

Kolejny ważny szczegół, za który polubiłam ten stanik: kokardka! Mądra projektantka, a może projektant, użyła tutaj nie zwykłej czarnej wstążeczki, lecz panterkowej, co przyjemnie dodaje pazura całości. Mój wzrok przykuła od razu.

 

Kolejną zaletą jest tył, który został tutaj wykończony w sposób charakterystyczny dla marki Sculptresse (niektórych modeli), a mianowicie bez widocznych na zewnątrz szwów i gumek. Gumki są ukryte w całości w dzianinowej „pochewce”, co powoduje, że tył układa się bardziej gładko. Miła odmiana po Flirtini, gdzie nie wyglądało to tak dobrze. Wiele posiadaczek obfitszych kształtów i miększych ciał zapewne doceni tę małą innowację.

 

Jedyne, co niepokoi mnie z tyłu, to kółka łączące ramiączka ze skrzydełkami, a właściwie nie kółka, lecz prostokąty - które układają się trochę na skos, chciałoby się jakoś je wyrównać, ale się nie da. W noszeniu jednak zupełnie to nie przeszkadza.

 

Last but not least, jakość szycia i wykończenia jest bardzo dobra, a zapięcie należy do solidniejszych - mało się odkształca, choć mogłoby jeszcze mniej.

 

 

Dopasowanie

Miseczki pasują idealnie i moja asymetria mało rzuca się w oczy, zapewne dzięki konstrukcji i elastycznej koronce. Jeśli chodzi o obwód - to też jeden z tych modeli, co do których mam czasem wątpliwości, czy 36 nie byłoby lepszym wyborem. Czasem. Z drugiej strony, w tym lekko luźnawym obwodzie jest mi naprawdę bardzo wygodnie, a szerokie skrzydełka z dobrej jakości dzianiny powodują, że wszystko się dobrze trzyma. Rozmiar oceniam na typowy - niczego innego nie spodziewałabym się po 38FF.

 

Kształt

Chi Chi bazową zaliczam do modeli superpodnoszących - mało jest w mojej kolekcji konstrukcji zapewniającej taki uplift i to przy zachowaniu pełnego komfortu noszenia. Mamy stromą linię do góry od podstawy biustu, a do tego bardzo dobre zebranie. Kształt z rodziny zadarto-nosych, niektóre z Was zapewne prychną, że za mało okrągły, wręcz może dziobowaty, ale jednak bullet-bra to to nie jest. Osobiście ten kształt bardzo lubię - dobrze podkreśla biust pod luźniejszym ciuchem, pod bardziej dopasowanym zresztą też.

 

Na tej fotce widać, jak dobrze zbiera z boków ten model - biust praktycznie nie wystaje poza obrys ciała, widoczne są tylko nieznaczne wypukłości.

 

Bonusik - dekolt plecowy, z którego nigdy nie wyjrzy Wam żaden mostek ;-) Tył, jak widać, również.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Konstrukcja to - jak zapewne niektóre z Was już poznają - side-support (czyli krój z panelem bocznym), znany nam już z takich modeli jak Jasmine i Envy marki Panache. Być może są jakieś subtelne różnice dzielące Chi Chi od modeli Panaszowskich, ale na pierwszy rzut oka jest to ten sam krój. Widzę jednak różnicę na plus jeśli chodzi o podniesienie biustu - Chi Chi wyprzedza pod tym względem zarówno Envy, jak i Jasmine. Przypuszczam, że zawdzięczamy to materiałom, a konkretnie - mocnej laminowanej dzianinie dołu miseczki. Muszę jednak przyznać, że nie porównywałam dokładnie bazowej wersji Chi Chi z seznową. Sezonówki jedynie krótko przymierzałam, nie były też w idealnym dla mnie rozmiarze (robiłam to przy okazji oglądania sampli :-) ). Jestem też bardzo ciekawa, jak wypadnie bazowa Chi Chi w porównaniu z bazową Jasmine, która ma się pojawić tej jesieni.

 

Wracając do tematu, konstrukcja ta wsparta mocnym materiałem dołu sprawdza się doskonale zarówno jako podnośnik, jak i zbieracz biustu. Czuję się też podtrzymana najlepiej, jak to możliwe przy elastycznej koronce u góry. To znaczy, górna część piersi może trochę falować, natomiast dół i pas biustonosza trzymają się bez zarzutu. Skrzydełka składają się z dwóch warstw dobrze pracującej dzianiny, ramiączka są mało elastyczne, z przodu podszyte stabilnym materiałem (znanym z Panache „misiem”). Pięć punktów z czystym sumieniem.

 

 

Wygoda

Chi Chi jest wygodna, naprawdę niczego w niej nie czuję, co stanowi sukces, biorąc pod uwagę jej dość mocno modelujący charakter (podnoszenie, zbieranie). Nie jest tak supermiękka, jak najwygodniejsze znane mi wygodniczki, ale do niczego konkretnego nie umiem się tu przyczepić, nie napiera zbyt mocno mostkiem, niczym szczególnym nie szoruje. Jedynie ułożenie ramiączek z tyłu jest takie (ramiączka są węziej rozstawione niż w większości moich staników), że lewe ramiączko wchodzi mi na znamię i to czasem przeszkadza. Trudno mi jednak winić firmę za brak dostosowania do tak specyficznego szczegółu mojej prywatnej anatomii ;-)

 

 

 

Do kompletu

Figi Chi Chi mają wysoki stan i są mało elastyczne (przedni panel jest stabilny), co nadaje im trochę charakter modelujący. Uwaga na rozmiar - myślę, że następnym razem brałabym 16 zamiast 14. Tył przyjemnie przezroczysty :-) Ale najbardziej lubię je za długość - z przodu sięgają mi do pasa i dzięki temu nigdy przenigdy nie rolują się ani nie zjeżdżają z brzucha. No może z tyłu mogłyby kończyć się odrobinę niżej (swoją drogą, dlaczego nie ma praktycznie majtek na sylwetki brzuchate, tylko na pupiate i biodrzaste? Hm?).

 

Galeria

Zapraszam do rzutu oka na czarną damę z bliska :-)

 

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolona z tej bazowej propozycji Sculptresse. Po pierwsze - nareszcie! Myślę, że wszystkie osoby kibicujące tej marce cieszą się z pojawienia się Chi Chi w bazie. Chi Chi była modelem bardzo chwalonym i dobrze odbieranym i moim zdadniem brak wersji bazowej przeszkadzał zarówno modelowi, jak i marce w rozwinięciu skrzydeł.

 

Kobiety plus size o większych biustach, do których marka Sculptresse jest adresowana, potrzebują solidnej i dobrej konstrukcyjnie bazy w swoim rozmiarze tak samo, jak wszystkie pozostałe. Wiele z nich, gdy już odkryją dobrodziejstwa brafittingu, stają w obliczu gwałtownie zawężonego wyboru... i nie zawsze chętnie rzucą się w pierwszej kolejności na tęczowe panterki. Nie wszystkie lubią intensywne kolory i nie wszystkie mają tak grube portfele, by zainwestować niemałą (bo Sculptresski tanie nie są) kwotę w biustonosz, który nie będzie pasował „do wszystkiego”. Bez solidnej kolekcji bazowej ani rusz :-) Dlatego Chi Chi w wersji bazowej wróżę wielką karierę jako modelowi zapełniającemu dużą, nomen omen, rynkową lukę. Jest to biustonosz świetnie podnoszący i zbierający, czego szczególnie złaknione są biusty cięższe i większe. Do tego po prostu fajnie się w nim wygląda - nie jest przesadnie zabudowany, kusi półprzejrzystą koronką, raczej zaokrągla i eksponuje niż zakrywa. A bazówka przecież też powinna zdobić :-)

Ciekawa jestem, czy którejś z Was udało się już wypróbować Chi Chi w tym wcieleniu? Jak wypada jej porównanie z sezonowymi, kolorowymi wersjami? A może są wśród Was świeże fanki marki Sculptresse, które mogłyby podzielić się wrażeniami? :-)

Przy okazji pozdrawiam wszystkie Stanikomaniaczki, które przybyły na III Mityng Stanikoholiczek w Warszawie. Na spotkaniu pojawiłam się odziana właśnie w Chi Chi, co niektóre z Was miały okazję zaobserwować z bliska ;-) Jeszcze raz dzięki! :-)

 

 

 

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...