wtorek, 29 sierpnia 2017

A'zaira Intimates - Morghan

 

Ostrzegam właścicielki co grubszych portfeli - jeśli lubicie bieliźniane cudeńka, Wasze zasoby mogą niebawem ulec uszczupleniu ;-) Sięgam bowiem w kierunku wyższej niż zwykle półki. 

Na anglojęzycznych blogach czy portalach nie raz już wpadło mi w oko twierdzenie, że rynek dla pełniejszych biustów został zdominowany przez marki tanie. Dla nas brzmi to zaskakująco. Nagminnie przecież spotykam się z opinią, że za biustonosze w rozmiarach D+ każe nam się płacić fortunę, podczas gdy posiadaczki mniejszych rozmiarów mogą robić kilka razy tańsze zakupy w sieciówkach, czy nawet na bazarach. To jak to w końcu jest? Ubieramy nasze biusty drogo czy tanio?

Odpowiedź jest prosta: suma, która przeciętnej rodzimej stanikomaniaczce jawi się jako poważna inwestycja, czyli okolice 150-200 zł za biustonosz (np. przeciętny model takich firm, jak Panache czy Freya), dla większości mieszkanek zachodniej Europy czy USA jest ceną średnią lub niską. Aby zacząć mówić o wyższej półce - ceny, do których większość z nas się (z trudem) przyzwyczaiła, należałoby mniej więcej potroić. 

 

Adina Reay - Lou

 

W tym kontekście, a także biorąc pod uwagę ograniczenie rozmiarowe oferty większości marek premium, D-plusowe poszukiwaczki francuskich koronek oraz wyrafinowanych designów mają prawo odczuwać niedosyt. Brytyjskie firmy oferujące miseczki D+ nie mają im wiele do zaproponowania. Warto zauważyć, że marki aspirujące do zaspokajania luksusowych potrzeb, jak Fauve, czy w pewnym stopniu Masquerade, a potem Panache Black, w ostatnich latach przestały istnieć. Niektórym z nas mogło zacząć wracać poczucie, że większy biust jest niemodny, nieluksusowy i w ogóle jakiś taki nieelegancki - skoro w najlepszych koronkach i najcieńszych tiulach wciąż paradować mogą głównie miseczki A-D (no, może czasem nawet F). 

Zdaje się, że luka ta została dostrzeżona i zaczęły pojawiać się młode firmy, usiłujące sięgnąć do grubszych portfeli części klientek z D-plusowego zakresu rozmiarowego. Co ciekawe - oprócz materiałów i ceny, oferują one design wyraźnie odmienny od biuściastego mainstreamu - z jednej strony bardziej klasyczny (tiul, koronka, haft, kolorystyczny minimalizm), z drugiej - odważniej eksponujący ciało. Widać chęć zaspokojenia marzeń o delikatnej i pięknej, a nie przede wszystkim funkcjonalnej i wspierającej biust bieliźnie. 

 

Muśliny od Adiny

Adina Reay debiutowała w 2015 roku. Nieduża, licząca 10 modeli kolekcja zawiera miękkie lub półusztywniane (!), obfitujące w przejrzystości balkonetki i plandże. Lukśność wyraża się w koronkach z Leavers oraz tworzonych na zamówienie austriackich haftach, a także w obfitości satyny, oczywiście jedwabnej.

Kolekcja z początku obejmowała obwody 32-36 (70-80) w miseczkach DD-G, obecnie rozmiary pod biustem zaczynają się od 28 (nasze 60). Ceny oscylują wokół stówki ;-) Funtów, oczywiście (£90 - £150). 

 

 

Adina Reay - Fran

 

Oprócz materiałów, zdecydowanie warto zwrócić uwagę na design. Projektantkom wyraźnie zależało na lekkości wizualnej, a więc - jak najmniejszym zabudowaniu, minimalnym zakryciu. Stąd przejrzyste tiule i koronki, nisko zabudowane konstrukcje, pomysłowe metody odsłaniania ciała - jak „otwarty” mostek czy, co zaintrygowało mnie najbardziej, „rozgałęzione” zapięcia. Faktycznie, próżno szukać takich pomysłów w najpopularniejszych projektach biuściastej sceny, gdzie tył zwykle występuje w dwóch odmianach: z nadrukiem i bez, a przód powiela jeden z kilku obowiązujących schematów, wśród których króluje trzyczęściowa miseczka typu „nadruk u dołu, haft lub koronka na górze”. 

 

Adina Reay - Jean

 

By the way, chwała dla twórców firmowej strony za zamieszczanie zdjęć kompletów od frontu, z profilu i z tyłu. 

 

Rosarium A'zairy

A'zaira Intimates to marka, w momencie pisania tego tekstu, potencjalna - modele z pierwszej, debiutanckiej kolekcji Scribble Rose dostępne są na razie w pre-orderach, które mają być realizowane we wrześniu. Być może teraz, gdy to czytasz, są już w regularnej sprzedaży.

 

A'zaira Intimates - Charis

 

Dwudziestokilkuletnia twórczyni marki mówi, że zainspirowała ją własna potrzeba. Gdy planowała ślub, nie mogła znaleźć dla siebie wymarzonej bielizny - wystarczająco delikatnej, zwiewnej, tworzącej luksusową oprawę dla wyjątkowej okazji. Postanowiła więc wyprodukować ją sama. Cztery zaprojektowane dotąd linie to: dwa półgorsety (longline) i dwa plandże z ozdobnymi paseczkami, wszystkie bardzo przejrzyste, jednobarwne i ozdobione haftami o subtelnym rysunku, niczym tatuaż na piersiach. Do każdego z biustonoszy powstały ciekawe „doły”: pasy do pończoch, stringi oraz cudne majtki z wysokim stanem.

 

A'zaira Intimates - Charlotte

 

Zakres rozmiarów obejmuje miseczki brytyjskie DD-H i rozmiary pod biustem 28-36 (nasze 60-80), a ceny mieszczą się w zakresie £157 -  £170.

Ciekawa jestem, czy tiule tak cienkie, że prawie niewidoczne na skórze, utrzymają biusty do brytyjskiej miseczki H? Czy konstrukcje zdołają unieść i ukształtować biust tej wielkości? Chciałabym w to wierzyć, ale wolałabym najpierw zobaczyć ;-) 

 

„Luksusowe” rozmiarówki

Niestety, jak widzimy, zakresy rozmiarów powyższych producentów wciąż dyskryminują sporą część biustów. Chodzi tu, po pierwsze, o msieczki powyżej G (czy, w przypadku A'zairy, H), a po drugie - o rozmiary pod biustem powyżej 36(80). Jeśli obwody okażą się ciasne, sama być może zaliczę się do grona „nieluksusowych”... 

Mam świadomość, że ekonomia jest nieubłagana i tworzenie potężnej liczby rozmiarów jest bardzo trudne do sfinansowania, zwłaszcza dla młodej firmy kierującej swoją ofertę do niemasowej klientki. Mimo wszystko - trochę smutno. Zwłaszcza że nie widzę na horyzoncie zbyt wielu marek oferujących luksusowe biustonosze dla rozmiaru, choćby, 85-brytyjskie-G. Kibicuję więc, ale z uczuciem niedosytu. 

 

Adina Reay - Sam

 

A Wam jak się podobają produkty młodych luks-marek z UK? Czy potraficie dorzucić jeszcze inne do tej listy? A może już znalazłyście dla siebie produkty na porównywalnym poziomie, czy o podobnej stylistyce w innych firmach, np. francuskiej Empreinte czy polskiej Avocado? Co sądzicie o „specjalizacji” rozmiarowej tych młodych marek?  

czwartek, 24 sierpnia 2017

Zdjęcie promujące aktualną kampanię marki Panache - Find Your Fit

 

Miałyście kiedyś brafitting? :-) I jak to wspominacie? Było OK, a może coś nie zagrało? Jeśli to drugie, albo jeśli w ogóle nie macie chęci na konsultację stanikową - to nie jesteście same. W sporej części kobiet wizyta u brafitterki nie budzi wcale ciekawości, a raczej obawy. Potwierdzają to sondaże. Jak donoszą źródła branżowe, firma Panache zleciła niedawno ankietę, w której zapytano około 3000 kobiet w Wielkiej Brytanii o ich stosunek do usługi profesjonalnego dobrania biustonosza, czyli brafittingu. Wynik moim zdaniem i tak napawa optymizmem - okazuje się, że aż prawie połowa (48%) badanych kobiet ma za sobą brafitting.

Warto jednak pamiętać, że sondaż dotyczył UK - ojczyzny wielu marek o szerokim zakresie rozmiarów, czyli kraju pełnego staników na praktycznie każdy biust. Nic tylko się brafitować! Gdyby nie to - podejrzewam, że wynik byłby skromniejszy. Aż połowa uświadomionych stanikowo kobiet - to wielki sukces, oczywiście pod warunkiem, że ten brafitting nie odbył się na zasadzie „dam pani 80C, to prawie to samo, co 75D” - ale że kobiety te rzeczywiście noszą teraz właściwy rozmiar biustonosza

A co z tą drugą połową kobiet, które z brafittingu nie korzystały? Zapytano je o powody. Co jest na pierwszym miejscu? Pewnie umieracie z ciekawości. Tadaaam! 41% kobiet podało, że unika brafittingu, ponieważ... wstydzi się rozebrać przed brafitterką. 

 

Kiedy tak stałam z oklapniętym biustem...

Niedawno trafiłam na facebooku na wpis rozczarowanej klientki pewnej (cenionej przez stanikomaniaczki) brytyjskiej sieci sklepów z bielizną, który bardzo mnie zaskoczył. Jak relacjonuje nasza bohaterka, na samym wstępie została poproszona o... zdjęcie biustonosza w obecności brafitterki. Dalej czytamy o tym, jakie emocje nią targały, gdy stała z oklapniętym, zapewne sporym biustem - w bluzce, bo stanik udało jej się ściągnąć trudną sztuką, bez zdejmowania topu - przed panią specjalistką i jak skrępowana się przy tym czuła. Oj, chyba ktoś tu czegoś mocno nie przemyślał... i nie chodzi tu o osobę korzystającą z usługi. Jeśli pierwszym doświadczeniem kobiety w przymierzalni jest zaskoczenie, wstyd i zmieszanie (w dodatku niczemu niesłużące - bo w czym, na Jowisza, brafitterce przyda się widok wystraszonej kobiety bez stanika na samym początku spotkania?), to nic dziwnego, że prawdopodobnie nigdy już z brafittingu nie skorzysta.

A teraz coś, co być może Was zaskoczy. Ten tekst nie jest o tym, że kobiety powinny się wstydzić tego, że się wstydzą. Szczerze mówiąc - nie lubię tego całego pokrzykiwania, do którego ma tendencję część bra-entuzjastek: no weźcie, nie ma się czego wstydzić, ludzka rzecz, ech te głupie kompleksy, nic wam się nie stanie jak zdejmiecie bluzkę, u lekarza też się wstydzicie rozebrać? - i tak dalej. Czy muszę wam tłumaczyć, że takie poszturchiwanie słowne wcale nie zmniejsza skrępowania tych, do których jest kierowane? Bo ja sądzę, że raczej służy podbiciu poczucia lepszości tym, które takie namowy wygłaszają: Ja się nie wstydziłam! A na spotkaniu stanikomaniaczek to nawet bez bluzki się pokazałam wszystkim, o! A ty chyba jakaś zacofana jesteś!

Jeśli chcemy rzeczywiście komuś pomóc, a do tego osoba ta musi przezwyciężyć skrępowanie - to podstawą jest stworzenie przyjaznej, bezpiecznej, akceptującej atmosfery. Możemy narzekać i załamywać ręce nad kulturą, która sprawiła, że kobiety traktują swoje piersi jak wstydliwą część ciała, wobec której w dodatku są niezmiernie krytyczne. Ale krytykowanie za to kobiet nie sprawi, że nastąpi magiczna zmiana i ich zawstydzenie wyparuje.

Swoją drogą, uważam, że żadna kobieta nie powinna być nakłaniana do rozbierania się przed brafitterką. Topless może, ale nie musi się pojawić, dopiero w trakcie przymiarek, gdy przydaje się pomoc w ocenie dopasowania czy prawidłowego założenia biustonosza. I dopiero w momencie, gdy obie strony nawiązały już ze sobą przyjazny kontakt i pojawiła się owa bezpieczna atmosfera. Jeżeli mam być szczera - a mówię to jako osoba, która w pewnych okolicznościach występuje publicznie bez bluzki - takie żądanie rzucone na wstępie wzbudziłoby u mnie chęć ucieczki, jako naruszenie moich granic. 

 

Jestem brafittingową samosią

Kobiety pytane o to, czemu nie korzystają z brafittingu twierdziły też, że: nie mają na to czasu, że obawiają się, że brafitterka nie znajdzie niczego pasującego oraz... boją się poznać swój prawidłowy rozmiar (!). Zwłaszcza ten ostatni powód zwraca uwagę. Jednak już drugim w kolejności, po wstydzie przed rozebraniem się, powodem niekorzystania z usług brafitterek jest po prostu brak takiej potrzeby. Stanik możemy dobrać sobie same - uważa 40% kobiet spośród tych, które nie korzystały z brafittingu - i tego powodu nie zamierzam kwestionować ani krytykować. Sama do brafitterek nie chodzę wcale :-) I uważam, że spokojnie można być swoją własną brafitterką. O ile nie umniejszam tu wcale roli tej usługi dla osób jej potrzebujących, to twierdzę, że każda z nas może osiągnąć bra-samodzielność. Jeśli nie wcale bez pomocy, to na pewno po jednej-dwóch sensownych wizytach u specjalistki i kilku zakupach. 

A zatem: nie po drodze ci do salonu z brafittingiem, albo już w takim byłaś, znasz swój rozmiar, wiesz, o co chodzi z tym dobieraniem? Nie zmieniły ci się wymiary ani konsystencja piersi, twoje biustonosze pasują? Tak jak żadna z nas nie ma obowiązku chodzenia do fryzjera ani kupowania co sezon nowej garderoby, tak samo polecany regularny brafitting co 6 miesięcy jest tylko „polecany”, a nie obowiązkowy. Do brafitterki możesz wybrać się dla przyjemności, gdy najdzie cię ochota na nowy komplet. Może przy okazji usłyszysz jakąś przydatną radę, może trafisz na niewypróbowaną jeszcze, dobrą konstrukcję? Nowy stanik to nie mammografia czy USG piersi (na badania, dla odmiany - polecam zgłaszać się regularnie). Nie ma musu, nie ma spiny.

Ale jeśli czujesz, że z twoimi biustonoszami jest coś nie tak, że nie pasują do twoich piersi i nie bardzo wiesz, jak to zmienić - czytaj dalej! :-) 

 

Foto: Panache

 

Twój rozmiar jest dla ciebie

Ten wpis nie miał być też o tym, dlaczego nie warto chodzić do brafitterek :-) Wręcz przeciwnie, chciałam zachęcić te z was, które się wahają albo już należą do tej niechętnej połowy. Jeśli czujesz, że „nie dogadujesz się” ze swoimi stanikami - spotkanie z fachowczynią może być znakomitym pomysłem. Dzięki niej nie będziesz skazana na szukanie po omacku i zgłębianie stanikowiedzy samodzielnie. Twój problem zostanie prawdopodobnie szybko zdiagnozowany i zostaną ci zaproponowane rozwiązania. Może inne modele i konstrukcje? A może zupełnie inny rozmiar? Aż 78% kobiet, jak donoszą wyniki wspomnianego wcześniej badania, w wyniku kontaktu z brafitterką zmieniło rozmiar stanika. Może popełniasz jakiś łatwy do wyeliminowania błąd w dopasowaniu rozmiaru (taki jak za szeroki obwód, za małe miseczki), a może po prostu nie znalazłaś jeszcze „swojej” marki czy kroju. 

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy rozmiarze. Według sondażu Panache niektóre kobiety nie mają ochoty na brafitting, ponieważ obawiają się usłyszeć „wyrok” - swój prawidłowy rozmiar stanika. Słyszały zapewne, że brafitterska diagnoza często-gęsto kończy się stwierdzeniem, że jednak nie 90E, tylko raczej 75G. A to przecież rozmiar, którego „się nie produkuje” (fakt: nie ma go w sieciówkach, ale jest w ofercie mnóstwa marek!) a przede wszystkim tak dziwaczny, że należy się go wstydzić. Lepiej udawać, że ma się D. Co z tego, że nie pasuje.

Powiem szczerze, że o ile rozumiem skrępowanie związane z kontaktem z obcą osobą przy dobieraniu bielizny, to tutaj już trochę mniej empatyzuję i raczej uderza mnie bezsens takiej postawy. Kobieto! Twój rozmiar to tylko numer (i litera). Dobrany rozmiar to nie powód do wstydu, a przepustka do lepszego świata! Świata staników dopasowanych do twoich piersi, i w związku z tym dużo wygodniejszych i poprawiających twój wygląd. Serio. 

W sumie, myślę sobie, że wszystkie te opory biorą się tak naprawdę z tego samego źródła: obawy, że brafitterka nas zawstydzi jakąś swoją uwagą czy zachowaniem. Że okaże zdziwienie naszymi wymiarami, że powie, jak sto sprzedawczyń przed nią: „TAKICH rozmiarów nie mamy”. Innymi słowy - że powodem jest wciąż ten sam nasz stary przyjaciel - wstyd. Być może wzmocniony wcześniejszymi, złymi doświadczeniami. 

 

Znajdź swoją brafitterkę

Dobra brafitterka - nie taka, którą opisywała rozczarowana klientka z początku notki - powinna umieć sprawić, że całe twoje zawstydzenie i obawy szybko rozpłyną się w niebycie, a jedynymi towarzyszącymi ci emocjami będą: ciekawość, radość z własnego widoku w lustrze, a w końcu - z nowego zakupu (plus ewentualnie dreszczyk emocji związany z pozbywaniem się pewnej sumy pieniędzy :-) ). Na pewno NIE zacznie od żądania zdjęcia bluzki, nie wspominając o biustonoszu. Jeśli więc trafisz na taką delikatną i taktowną, a zarazem fachową osobę, nie wahaj się polecać jej znajomym. 

Słyszałam i czytałam setki historii stanikowych metamorfoz, relacje kobiet wpadających w euforię po tym, jak dowiedziały się, jaki rozmiar nosić i jak powinien naprawdę leżeć i działać biustonosz. To wszystko po latach niewygody i stresu związanego z kupowaniem i noszeniem staników, kompleksów „niewymiarowego biustu”. Dobre brafitterki to prawdziwe bohaterki dnia codziennego :-) 

 

Wideo promujące kampanię Panache Find Your Fit 

 

Pamiętacie, jak namawiałam was do nominowania Waszych ulubionych brafitterek na wasze kobiece wzory do naśladowania? Było to rok temu w ramach kampanii organizowanej równiez przez Panache. Kto wie, czy czasem nie stanowiło to inspiracji dla tych, którzy wymyślają owe kampanie - bo w tej, która właśnie trwa (Find Your Fit) klientki nominują swoje brafitterki, a najpopularniejsza ma otrzymać tytuł Brafitterki Roku Panache. Jak to się odbywa i czy warto włączyć się do zabawy?

Sklepy biorące udział w kampanii po pierwsze - brafitują, a potem proszą klientkę o wypełnienie specjalnej karty. Można też zrobić to online. Karta ta zawiera między innymi: rozmiar klientki przed i po brafittingu i kupione przez nią modele, nazwisko brafitterki i bardzo ważne pytanie: Jak się czujesz w swoim nowym biustonoszu? Można też dodać swoje zdjęcie w nowym nabytku. Można też wrzucić je w soszal media i otagować #FoundMyFit (ja proponuję dodać nasze rodzime bra-selfiaczowe, ciałopozytywne hasło: #BiustySąRóżne :-) )

Dodatkową zachętą do wypełniania kart są oczywiście nagrody: co miesiąc na pięć szczęśliwych klientek czekają trzy komplety produktów Panache, Panache Sport i Panache Swim. A więc, stanikomaniaczko - jeśli masz ochotę, zbrafituj się (albo namów znajomą), a może przy okazji wygrasz komplet bielizny, sportowca i kostium? :-) Podoba mi się ten pomysł - walor edukacyjny, można coś wygrać - same zalety. Ale kampania kampanią - nie trwa cały czas, a dobry brafitting i dobre brafitterki popularyzować warto.

Ciekawa jestem, jak taki sondaż z pytaniami o brafitting wypadłby w Polsce. Czy Polki mają raczej dobre doświadczenia z brafittingiem, czy też wciąż się go obawiają, pomne złych doświadczeń przez lata słabego wyboru w sklepach? A jak jest u was? Czy korzystałyście z usług brafitterki przy dobraniu rozmiaru i czy czułyście się przy tym komfortowo? Czy znalazłyście swój rozmiar bez wstydu i obaw, w bezpiecznej atmosferze? Co było najważniejsze dla waszego poczucia komfortu? 

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...