środa, 30 września 2009

Vanity Fair to niewątpliwie chwytliwa nazwa dla marki bielizny, zwłaszcza jeśli chodzi o jej bardziej ozdobną, kuszącą odmianę, bogatą w tiule, hafty i koronki.

Zaglądając na stronę internetową tej amerykańskiej marki każda rasowa stanikomaniaczka przeżyje jednak srogie rozczarowanie. Dawno nie widziałam tak nieciekawej kolekcji, mimo że doceniam podstawowe kolory i klasyczne kroje - autorzy strony nie wpadli nawet na to, żeby na ogólnym widoku pokazać choć jeden biustonosz, który nie byłby biały bądź cielisty (bo są jeszcze czarne... A nawet czerwony znalazłam!). Zaskoczenie moje jest tym większe, że znam zupełnie inne wcielenie Vanity Fair, znacznie bardziej adekwatne do nazwy.

Na pewno kojarzycie tę markę z brytyjskich sklepów, takich jak Brastop czy Figleaves. W tym pierwszym znajdziemy jeszcze dwie pastelowe wersje efektownie haftowanego full-cupa (przynajmniej z nazwy, bo na zdjęciu widać balkonik w stylu side support) Verity, miętową i liliową.

Obie zupełnie nie przypominają amerykańskich nudziarzy, nie tylko pod względem estetyki, ale i zakresu rozmiarów - tamte cielaki bowiem sięgają, o ile zdołałam się zorientować, „zawrotnej” miseczki DD. Hipotezuję, że zakres D-G jest produkowany specjalnie na rynek brytyjski. O miseczki większe niż G w Próżniakach trudniej, ale nie traćcie nadziei.

Niektóre z Was pewnie pamiętają jeszcze model Floral Spot z lśniącym haftem kropkowo-kwiecistym na półprzejrzystych miseczkach, który wyjątkowo ładnie prezentował się w wersji granatowej. Figleaves oferuje go obecnie w bieli i czerni, a po trzecią barwę podstawową (tak zwaną szampańską) można wybrać się do Undercoverexperience. Tam też znajdujemy całkiem spory wybór Próżniaków w różnych kolorach, szkoda tylko, że wszystkie występują tam pod arcynudną nazwą Pretty Plus.

Weźmy na przykład taką Plusową Ślicznotkę nr 754 w kolorze żurawinowym, czyli Cranberry - bardzo udatne połączenie czerni i czegoś, co przypomina nieco wypłowiałe bordo. Uwiodła mnie zarówno półprzezroczysta koronka, jak i wzorzysty dół miseczek. W sam raz na jesień! Całkiem intrygująco wygląda także jej szara siostra (widoczna na zdjęciu majtek).

Srebrnawą odmianę (obok różowawej) ma także Ślicznotka nr 762 (czy naprawdę nie można było nadać im jakichś imion, zamiast nieszczęsnych numerków?) - model tajemniczy, zwłaszcza że totalnie pozbawiony opisu. Czy jest półusztywniany? Czarna koronka na jasnych podkładach bardzo mnie kusi, lecz brak szczegółów zniechęca.

Dużo pewniej poczujemy się z powrotem w Figleaves, gdzie znajdziemy model Wave, coś dla miłośniczek granatu. Miseczki wyglądają na zdecydowanie pełne, a falisty wzorek na ramiączkach przywodzi na myśl markę Fantasie.

Po jeden z trzech modeli, jakie znalazłam w rozmiarach G+, musimy jednak wrócić do Undercovera. Ślicznotka nr 765 ma czarne, kryjące miseczki w grafitowy wzorek - tyle przynajmniej wywnioskować można z niezbyt wyraźnego zdjęcia. Miseczki do J, i to już od obwodu 30(65). Może warto wypróbować?

W podobnym zakresie rozmiarów występuje jeden z najciekawszych i budzących największe zaufanie zestawów - domniemanie o jego przyzwoitej jakości czerpię z faktu, że można go kupić w brytyjskim Bravissimo, sklepie, który szczególnie dba o swoją reputację wśród biuściastych. Francesca (zdjęcie z początku notki) to misterna kombinacja czarnych koronek i haftów, okraszona ozdobnym szlaczkiem z białych kwiatków. Zestaw trochę słodki, trochę retro. Jego kolejna zaleta to dostępność ładnego, szerokiego pasa do pończoch.

Na zakończenie szczypta codziennego komfortu - niektórzy chwalą sobie dostępny również do miseczki J prosty, wygodny model z dużą zawartością bawełny, w Bravissimo zwany Pure.

Podsumowując: Próżniaki to marka w moim odczuciu nieco tajemnicza, przez niektórych chwalona, słychać jednak także narzekania. Przyznam, że jednym z celów popełnienia tej notki było zasięgnięcie Waszej opinii - do tej pory bowiem nie mam w swojej kolekcji żadnego biustonosza Vanity Fair. Ceny VF są raczej przeciętne - nie należą do najniższych, na szczęście można je czasem dostać na przecenach. Czy warto zaspokajać próżność z Vanity Fair? Mam nadzieję, że uda nam się pozytywnie odpowiedzieć na to pytanie - miło byłoby dodać kolejną sprawdzoną markę do kolekcji...

[W notce wykorzystano zdjęcia ze sklepów: Undercoverexperience, Brastop, Figleaves]

sobota, 26 września 2009

Wracamy do pełnych kształtów! Po oglądaniu, przymierzaniu i fotografowaniu przyszedł czas na noszenie - oto obiecane wrażenia z użytkowania jednego z (podobno) najbardziej udanych modeli marki Elomi. Przypomnę, że Elomi jest marką skierowaną do kobiet o szerszych obwodach pod biustem. Dziś prezentowany biustonosz należy do tych o najbogatszym zakresie rozmiarów, bo w obwodzie 34(75) (który w Elomi zalicza się do wąskich) jest produkowany do miseczki HH. Podobno chwalą go sobie także panie o szerszych od mojego wymiarach podbiustnych. Jeśli któraś z Was należy do szczęśliwych użytkowniczek, zachęcam do podzielenia się wrażeniami. A tymczasem oddaję głos swojemu biustowi ;-)


Elomi - Caitlyn, 34G, kolor: czarny


[rozmiary: 38-46(85-105)DD, 36-46(80-105)E, 34-46(75-105)F-HH, cena: 217 zł]


Estetyka

(5)

Caitlyn nie jest zwiewna ani wydekoltowana - co nie znaczy, że nie jest piękna. To full-cup o minimalistycznym designie, łączący satynowy połysk z jednobarwnym eleganckim haftem na matowym tiulu. Stylistycznie kojarzy się trochę z klimatami retro - zdecydowanie nie jest to model z epoki push-upów kształtujących kuszące jabłka wychylające się z ekstremalnych wycięć. Caitlyn eksponuje nasze atuty w inny sposób - podtrzymując je i modelując pod dopasowanym, choć niekoniecznie wydekoltowanym ubraniem. Należy też powiedzieć sobie jasno: to nie jest model dla drobnych sylwetek i drobnych biustów, gdyż mógłby je zdominować.

Czerń czarnej wersji jest głęboka i połyskliwa, a haft na górnej części miseczek (zrobionej z podwójnej warstwy siatki) - gęsty i staranny. Szerokie ramiączka harmonizują z całością. Klasę Caitlyn uzupełnia świetna jakość materiałów i wykonania. Caitlyn to kobieta elegancka, zadbana i pewna siebie :-).


Dopasowanie

(4 1/2)

Miseczki dość duże, co mnie cieszy, choć za nieprzewidywalność należałoby obniżyć ocenę. Przymierzając poprosiłam także o FF, okazało się jednak, że G leży lepiej, GG zaś, które w wielu modelach jest w sam raz,  byłoby już wyraźnie za duże. W sumie - duże miseczki to zawsze dobra wiadomość dla tych z nas, które często wypadają z rozmiarówek.

Obwód zaliczyłabym do szerokich, lecz stosunkowo wysokie boki z podwójnego powernetu pracują doskonale i raczej przestrzegałabym przed kupowaniem obwodu węższego, niż się zwykle nosi. Fiszbiny Caitlyn są przeciętne, czyli dość giętkie (podobnie jak w biustonoszach Freya czy Fantasie), co w połączeniu z nieco ponadstandardowymi miseczkami i szerokimi bokami może doprowadzić do syndromu „owinięcia się miską”, jeśli obwód będzie za ciasny. Podsumowując - radziłabym kupować rozmiar standardowy, ewentualnie z mniejszą o jeden rozmiar miseczką, a w razie zbyt dużego luzu popełnić herezję i zapiąć się ciaśniej ;) Caitlyn jest dobrej jakości i wygląda na to, że z czasem mało się rozciągnie.


Kształt

(5)

Miseczki skrojone są w specyficzny sposób - już widzę, jak niektóre z Was prychają z pogardą na widok poziomych szwów. Faktem jest, że w przeciętnym full-cupie powodują one fatalny efekt rozepchnięcia piersi na boki, tutaj jednak - nic z tych rzeczy. Połączenie dwóch części, górnej i dolnej, z pokaźnych rozmiarów trzecią - boczną daje miseczkę doskonale zaokrąglającą i zbierającą pierś z boku. Żadnych stożków, dziobków ani innych atrakcji - Caitlyn „robi” całkiem kształtne jabłka, tyle, że w miseczce, a nie nad nią.

Wysokie boki, oprócz walorów podtrzymujących, mają jeszcze jedną zaletę - u mnie dają gładkie plecy bez żadnych wałeczków nad obwodem, a należę raczej do, hm, pleczystych.


Konstrukcja i podtrzymanie

(5)

Mimo powyższych ostrzeżeń dotyczących obwodu nie musimy martwić się o podtrzymanie - śmiem twierdzić, że konstrukcja Caitlyn (jak i wielu innych Elomików) sprawia, że nawet, gdybyśmy kupiły luźniejszy niż normalnie obwód, otrzymałybyśmy support na zupełnie przyzwoitym poziomie. Caitlyn nie daje może podtrzymania sportowego, ale codzienne bezpieczeństwo jest w niej stuprocentowe.

Co bardzo ważne, mimo wysokiego zabudowania boki nie uwierają w okolice pach. Dzieje się tak dzięki dużemu podkrojowi pachy i wyprowadzeniu ramiączek bliżej szyi - nie są one tak szeroko rozstawione, jak w balkonikach. Sądzę, że fakt ten nie pozostaje bez wpływu także na uniesienie biustu.


Wygoda

(5)

Jako że mostek w Caitlyn jest bardzo wysoki, obawiałam się uwierania końcówek fiszbin między piersiami. Rzeczywiście, początkowo czułam w tym miejscu napór, co wiązało się z pewnym dyskomfortem (choć nie z bólem), jednak z czasem uczucie znikło. Caitlyn jest ogólnie niewyczuwalna, i jak już wspomniałam, mimo wysokiego zabudowania nie dręczy pach dzięki specyficznej konstrukcji miseczek.


Cena

(3)

Przyprawia o zawrót głowy. Sama nie wiem, jak tę cenę ocenić :-) Caitlyn jest produktem świetnie zaprojektowanym i wykonanym, z solidnych materiałów - nie są to jednak luksusy, lecz przyzwoita, codzienna jakość. Być może zweryfikuję swoją opinię z czasem - jeśli nasza bohaterka po roku regularnego używania pozostanie w dobrym stanie, uznam, że warto dać za nią dwie setki. Bo faktem jest, że została jedną z najlepszych przyjaciółek mojego biustu.


Podsumowanie

Chyba dawno tak nie chwaliłam żadnego biustonosza. Może dlatego, że od Caitlyn dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam i czego oczekiwałam - a nie była to zwiewna delikatność czy dziewczęcy urok, lecz bezpieczne podtrzymanie, dobry kształt i komfort. W dodatku głębokość dekoltu nie jest, zwłaszcza o tej porze roku, moim codziennym priorytetem - jest nim natomiast wygoda, elegancja i dobry wygląd w ubraniu. Polecam wszystkim okrągłym i dojrzałym jabłkom :-)

Na zakończenie kilka słów o dostawcy Caitlyn - pamiętacie, jak narzekałam, że w polskich sklepach brakuje Elomi? Są wyjątki - należy do nich warszawski Peachfield, który wprowadził tę markę bodaj jako pierwszy, zdobył już pewne doświadczenie w jej dobieraniu i ma w planach poszerzanie asortymentu. Dzięki temu przynajmniej pełnokształtne warszawianki będą miały możliwość stacjonarnego przymierzenia Elomików, i to już w dwóch miejscach - na Żoliborzu i Mokotowie (nowy Peachfield mieści się na ul. Bruna 9). Elomiki są także, rzecz jasna, dostępne w sklepie internetowym. Mam nadzieję, że na wiosnę trafi tam także malinowa wersja Caitlyn...
Z ostatniej chwili: 10% RABATU na hasło „stanikomania” w Peachfield - do 3 października. Spieszcie się! :-)

 

16:13, kasica_k
Link Komentarze (26) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...