wtorek, 23 września 2014

Marks&Spencer - brytyjska sieciówka, którą znają chyba wszyscy. Ma swoje przybytki na całym świecie, z czego kilkaset w samym UK i kilkanaście w największych miastach Polski. Dział bieliźniany Marksa obfituje w biustonosze D+, z których większość to modele D-G lub D-GG. Asortyment jednak różni się mocno w zależności od kraju - w Polsce modeli z zakresu D-G spotykałam co najwyżej kilka, podczas gdy w Wielkiej Brytanii z Marksa mogłabym wyjść z przynajmniej kilkunastoma nabytkami. Trzeba jednak przyznać, że jeszcze kilka lat temu zaopatrzenie polskich Marksów w D-plusy wynosiło zero modeli. ZERO. A więc coś się ruszyło - a ruchy we właściwym kierunku należy popierać :-)

Do najwiekszego warszawskiego Marksa wybrałam się bez wielkich oczekiwań. Zaglądałam tam kilka razy latem i byłam na tyle rozczarowana, że nie było o czym mówić - zaopatrzenie w D-plusy wyglądało na gorsze, niż jeszcze wiosną zeszłego roku. Pomyślałam, że mimo to dam szansę jesiennym kolekcjom - a nuż coś się trafi...

 

Spacerem wśród regałów

Miejsce akcji: Sawa, ul. Marszałkowska 104/122.

To największy sklep tej sieci w Warszawie. Ma dwa piętra, bieliznę znajdziemy na pierwszym (parter to dział spożywczy i część odzieżowego). Z doświadczenia wiem, że zarówno ubrań, jak i bielizny jest tam największy wybór spośród sześciu warszawskich Marksów. Można więc przypuszczać, że jest tam największa oferta D-plusów w całym kraju (wiele z Was pisało, że poza Warszawą wybór jest mniejszy albo wręcz w ogóle nieistniejący). Wybrałam się tam w sobotnie popołudnie, obawiając się, czy nie zastanę zamkniętych drzwi, jak w wielu innych sklepach poza centrami handlowymi, ale nic z tych rzeczy - właśnie sprawdziłam, że w sobotę jest czynne do 21, a w niedzielę - do 20:00. Tak więc, jeśli macie ochotę na weekendowy wypad do centrum Warszawy, możecie wpaść na rekonesans.

Przywitał mnie plakat o... brafittingu. To już zdaje się nie pierwsza tego typu akcja w Marksie - chodzi o zniżki na biustonosze, które otrzymuje się po konsultacji z brafitterką. Minęłam go bez większego zainteresowania - rozmiar swój znam, a do tego byłam przekonana, że znowu nie będzie co przymierzać i że skończy się na mierzeniu sukienek. Z obowiązku jednak zaczęłam od działu bieliźnianego. Co tam znalazłam?

Prawie obok schodów popatrzył na mnie ciemny szmaragd. Był to znany już zarówno z angielskich, jak i z polskich wieszaków model, który zresztą przywiozłam sobie z Anglii w kolorze czarnym, a który najwyraźniej zyskał nową barwę. Wciąż nie wierząc w szczęście, podeszłam bliżej i... zgarnęłam niejaką Rachel z kolekcji Autograph w rozmiarze 36G (ciekawe - nigdy wcześniej nie zauważyłam, by staniki M&S miały imiona!).

Przepraszam Was za okropną jakość sklepowych zdjęć - robiłam je telefonem, bo wizyta miała charakter spontaniczny, nie planowałam żadnych blogowych relacji. Swoją drogą - brytyjski przybytek był znacznie lepiej oświetlony i nawet fotki robione komórką wychodziły tam całkiem znośne. Warszawski oddział mógłby trochę lepiej urządzić swoje sklepy!

Kolor tych nie-czarnych staników lepiej odaje foto z początku notki. Jest naprawdę ładny - dlatego, jako maniaczka zieleni, skusiłam się na cały komplet!

 

Dalsza inspekcja wykazała smutną nieobecność usztywnianych plunge'y w zakresie D+ - z wyjątkiem znalezionych później bazowych dwupaków (a wiecie, jaki jest mój stosunek do bazy). A czemu zwróciłam na nie uwagę? Bo było ich wszędzie pełno, tylko wszystkie do DD...  

Plandży w kolorach bazowych i sezonowych było znacznie więcej - zdominowały sklep. Niestety żadne z kolorówek nie występowały w rozmiarach D+.

 

Na jednym z niskich regałów wyczaiłam jeszcze przyjemne różowe balkonetki w kwiatowy nadruczek, które przymierzałam już kiedyś i które wspominam pozytywnie.

 

Ale naprawdę ciekawie zrobiło się dopiero „za winklem”, czyli po drugiej stronie dużego regału. Zdaje się, że to pierwszy w historii polskiego M&S regał z samymi, albo prawie samymi D-plusami! Odkryłam tam wreszcie coś miękkiego i kolorowego: dwie miękkie balkonetki. Obok wisiały nieszczęsne bezfiszbinowe skorupiaki, które przymierzałam już rok temu i które niestety nie rozdzielają ani nie zbierają porządnie biustu, a także wspomniane dwupaki plandży. Jedną z balkonetek - tę w granacie, z piórkowym wzorem (Juliet) zgarnęłam również w rozmiarze 36G.

Najciekawsze miękkie modele. Ten pośrodku też już kiedyś przymierzałam i pamiętam, że mnie nie zachwycił. Szara balkonetka z lewej była OK, a granatową kupiłam!

 

Szara balkonetka. Przymierzałam ją już kiedyś - pamiętam, że była OK, choć nie pomnę, jak tam było z rozciągliwością obwodu.

 

Balkonetka w pierzasty wzorek, która urzekła mnie nie tylko piórkami, ale i kolorem oraz mieniącym się haftem (lepsze zdjęcia będą, mam nadzieję, w recenzji :-)

 

D-plusowe usztywniane bezfiszbinowce (fajna ciekawostka, ale jednak nie rozdzielają biustu dostatecznie) oraz miękki full-cup, dostępny także w dużych obwodach (widziałam 42).

 

Dwupaki D-G - bezszwowe plandże w kolorach bazowych


Przechodziłam także obok regału z minimizerami i zobaczyłam tam przynajmniej dwa kolorowe modele. Ale nie pokażę ich Wam. Marksowskie minimizery zamierzam konsekwentnie bojkotować, ponieważ robią one z biustem coś tak strasznego, że powinno to być zabronione. Wiem, bo przymierzałam i wolę już tego nie pamiętać - wyglądałam w nich, jakbym zrobiła sobie jakąś krzywdę...

 

W przymierzalni

Objuczona dwoma egzemplarzami przebiegłam jeszcze przez dział odzieży, skąd zgarnęłam chyba pięć sukienek, i udałam się przymierzać. O sukienkach rozwodzić się nie będę (niektóre nawet nie były dramatycznie za duże wszędzie indziej oprócz biustu), skupię się na stanikach.

Ciemnoszmaragdowa Rachel okazała się trochę za luźna w obwodzie, luźniejsza niż nabyta przed rokiem wersja czarna. Nie jest to jednak nic, czego nie dałoby się zniwelować zapięciem na ciaśniejsze haftki. Granatowa balkonetka natomiast pasowała jak ulał i była wygodniejsza niż przywieziony wcześniej z UK miękkus. Okazuje się, że podobnie jak np. w Panache, tak i w Marksie wolę wersje banded od bandless, które uwierają mnie dołem mostka. Oba modele jednak bardzo mi się spodobały, poczułam się też w obowiązku, żeby trochę „pozgłaszać popyt” :) Krótko mówiąc, postanowiłam kupić obia staniki i to w miarę możliwości z majtkami. Oddałam więc sukienki i ruszyłam na poszukiwanie majtek. Niestety miękkus wbrew napisowi „matching knickers available” takowych do kompletu nie posiadał. Spytałam później jedną z pań, czy mam szansę na maczingujące nikersy w najbliższej przyszłości i dostałam odpowiedź, że szansa jest, bo majtki do kompletu czasem przychodzą później ;)

Jeszcze raz przepraszam za jakość zdjęć - mam nadzieję zrecenzować oba nabytki i wtedy urządzę im odpowiednie sesje :-)

 

Bra-fitting

Czas na clou programu :-) Skoro już zamierzałam trochę wydać - przypomniałam sobie o zapowiadanej zniżce 25 zł. Miłe panie poinformowały mnie, że żeby dostać specjalny kuponik i zapłacić 25 zł mniej, należy skonsultować się z brafitterką ORAZ kupić biustonosz w cenie przynajmniej 139 zł. Ponieważ Rachel akurat tyle miała na metce (miękkus mniej), zażądałam brafittingu :-)

Po krótkiej chwili czekania nadeszła miła pani i uprzejmie zaoferowała pomoc. Powiedziałam szczerze, że z rozmiarami chyba problemu nie mam, ale że chętnie pokażę się pani w swoich potencjalnych nabytkach, żeby mogła to sprawdzić :-) Padło pytanie, czy chciałabym, żeby weszła ze mną do przymierzalni, na co odparłam, że wolałabym sama włożyć biustonosz i poprosić, żeby zajrzała. Tak też się stało.

Na pierwszy ogień poszła Rachel. Pani Paulina (bo później poznałam jej imię) od razu stwierdziła, że obwód jest trochę za luźny. Mogłaby mi co prawda zaoferować rozmiar 34, ale miseczki wtedy byłyby prawdopodobnie za małe. W tym momencie już nie miałam wątpliwości, że mam do czynienia z osobą fachową i nie próbującą mnie przekonywać do kupna nieodpowiedniego rozmiaru.

Zgodziłam się z opinią mojej opiekunki i powiedziałam, że mimo to jestem zdecydowana na kupno (moja decyzja nie była kwestionowana, co uważam za rzecz całkowicie prawidłową!). Miękkus natomiast został oceniony dobrze - zgodziłyśmy się, że jest ciaśniejszy w obwodzie od usztywnianego i lepiej trzyma. Padło jeszcze kilka słów o tym, że fiszbiny leżą prawidłowo - wokół piersi, nic się nigdzie nie wpija ani nie wrzyna. Gdybym potrzebowała - przypuszczam, że otrzymałabym dłuższą lekcję dopasowania. Nie udawałam jednak, że nie jestem zorientowana w temacie - bo strasznie nie lubię udawać (z tego powodu słabo nadaję się na tajemniczą klientkę :-).

Po bra-fittingu dostałam kuponik uprawniający do zniżki, który wygląda tak - a właściwie tak wygląda jego część, którą mogłam zachować, gdyż właściwy kupon zniżkowy został odcięty:

Przy okazji zamieniłam kilka słów zarówno z panią Pauliną, jak i inną panią obsługującą przymierzalnie, starając się przekazać, jak bardzo potrzebujemy, żeby centrala zwiększyła asortyment dużych miseczek w Polsce. Pani Paulina wyraźnie powiedziała, że jej zdaniem wybór powinien być większy i że zdarza się, iż nie jest w stanie zaproponować klientce niczego, co by pasowało - bo tego po prostu nie ma w sklepie. Zgodziłyśmy się jednakowoż, że kiedyś było dużo gorzej, że jest lepiej, a powinno być jeszcze lepiej ;-) Po tej miłej pogawędce wyskoczyłam z ponad dwóch setek polskich złotych, po zniżce oczywiście (lobbowanie kosztuje!) oraz syta wrażeń udałam się do działu spożywczego, gdzie czystym przypadkiem przy kasach zauważyłam tę oto ulotkę (niewykluczone, że w odzieżowym też była):

Nie jest to może najlepsza ulotka na świecie, ale najważniejsze kwestie zostały poruszone. Największe zastrzeżenia mam do punktu o obwodzie. Powinno zostać wyraźnie podkreślone, że obwód powinien leżeć poziomo i nie podnosić się do góry ani z tyłu, ani z przodu. Reguła o dwóch palcach zaś niestety grozi nieprawidłową interpretacją. W zamyśle chodziło o to, że obwód jest za ciasny, jeżeli nie da się włożyć dwóch palców między stanik a ciało. Już jednak widzę nadgorliwe adeptki dopasowania, które zmieściwszy pod obwód trzeci palec dochodzą do wniosku, że jest on za luźny. Nawiasem mówiąc: pod wszystkie moje staniki da się włożyć dużo więcej palców niż dwa :-) Należałoby więc opisać rzecz dokładniej, albo w ogóle z tej reguły zrezygnować.

Jeśli już trzeba koniecznie podawać regułę, to lepsza będzie reguła dłoni włożonej na sztorc, którą podawał niegdyś któryś z brytyjskich sklepów (powinna się dać włożyć, nie powinna dać się odciągać na znaczną odległość). A najlepiej, moim zdaniem, ograniczyć się do równego poziomu z przodu i z tyłu. Jeżeli biustonosz nie podjeżdża z tyłu do góry ani nie wjeżdża z przodu na piersi, to znaczy, że dobrze trzyma się na ciele i podtrzymuje biust.

Przy okazji na ulotce zauważyłam informację, że akcja trwa do 8.10, więc do tej pory możecie wpaść do Marksa, przetestować usługę brafittingu i kupić stanik za 114 zł zamiast 139 ;-)

 

Lobbing w Marksie

Podsumowując, mogę stwierdzić, że Marks&Spencer stanął na wysokości zadania - zapewniono mi kontakt z fachową osobą świadomą ograniczeń asortymentu :-) a do tego kulturalną i miłą. Pozdrawiam panią Paulinę serdecznie i dziękuję za poświęcony mi czas.


Zachęcam więc te z Was, które mają blisko do Warszawy i jej centrum - wpadnijcie do M&S. Może znajdziecie tam coś ciekawego w swoim rozmiarze? A dlaczego zachęcam? Firma M&S nie miała z tym nic wspólnego - nie sponsorowała tego posta (i żadnego innego :-) Uważam jednak, że jeśli, jako sieciówka, zacznie stawać na wysokości zadania, to jest to dla polskich biustów pewna szansa. Nie każda z nas przepada za zakupami w salonach z bra-fittingiem, nie każdą z nas na to stać - Marksy są jednak trochę tańsze od Frejek. W dodatku nie trzeba tu nikogo przekonywać, że większe biusty istnieją - oni przecież już dawno to wiedzą, sprzedając dziesiątki modeli D+ od wielu lat. A jeśli miseczki powyżej D przestaną być domeną „fanaberyjnych” salonów, do których nie każda kobieta zdecyduje się wejść, a zaczną być obecne także w popularnych sieciówkach (bo może za M&S pójdą inne?), gdzie w dodatku zaczną być fachowo dobierane - to edukacja brafittingowa Polek może wkrótce wznieść się na wyższy poziom :-)

wtorek, 16 września 2014

Curvy Kate - to marka, którą kocham po pierwsze za nazwę ;-) A także za klimat - radosny, pro-kobiecy, trochę kiczowaty, bez nadęcia, kojarzący się prostu z wesołością i dobrą zabawą. Kaśka to fajna dziewczyna, z którą chętnie pójdziesz na ciacho, na szoping i poszalejesz na imprezie. Nie musisz być bogata, bo Kaśka nie leci na kasę ;-) Choć widać, że jest coraz wybredniejsza i coraz mocniej stawia na jakość. Ma być nie tylko kolorowo i przyjemnie, ale także solidnie i wygodnie, który to kierunek zdecydowanie popieram.

Kaśka ostatnimi czasy żąda coraz większego wyboru. Nie chce być gorsza od sióstr na F czy P. Dlatego proponuje coraz więcej: a to mgiełkowe balkonetki, a to miękkie plandże, a to straplessy. Przed Wami kolekcja, która wydała mi się najbogatsza i najciekawsza ze wszystkich od początku istnienia marki. Wrażenie zrobił na mnie już katalog - dostałam go pocztą i nie mogłam oderwać od niego wzroku. Potem entuzjazm zmalał do rozsądniejszych rozmiarów, ale nadal jestem tą kolekcją zachwycona i mam nadzieję, że stanowi ona zapowiedź dalszego podnoszenia poziomu (niekoniecznie cen ;).

Oprócz własnego ;) polecam Wam szczerze przegląd kolekcji w wykonaniu bloga NoszęBiustonosze vel Stanikowe biz-perypetie, z doskonałymi fotkami nabiustnymi, na których świetnie widać, jak leżą poszczególne modele (ja też takie robiłam, ale jest ich mniej - możecie je obejrzeć w galerii na końcu notki).

 

Mgiełki

Jednak chyba wychodzi na to, że przezroczyste miękkusy to mój ulubiony typ stanika :-) Zaczęło się oczywiście od marki Freya i jej Arabelli, w której zakochał się niejeden biust, w tym i mój. Jeśli w jakiejś marce brakuje przezroczystych miękkich modeli, zawsze czekam z utęsknieniem na ich pojawienie się. No i doczekałam się u Kasiek! Zbieram je więc tutaj razem.

Madagascar to mój pierwszy musisztomieć z tej kolekcji. Delikatnie mówiąc przypomina Freyowską zeberkę Jungle Fever, co jednak wcale mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - wzór mi się podoba i chętnie zobaczyłabym go w niejednym kolorze. Prążki nie są wbrew pozorom czerwono-żółte (jak mogłyby sugerować pastelowożółte kokardki oraz gumki), lecz czerwono-białe, a może czerwono-bladoróżowe. Mam jedno zastrzeżenie do Madagascaru: kokardki przy ramiączkach są tu moim zdaniem za duże, albo w ogóle zbędne. Za to są dobre jakościowo.

 

Rozmiary Madagascaru: 28-40 D-K.

 

Pozostałe mgiełkowce mają już zdecydowanie wieczorowy charakter. Bardot to czarna balkonetka z liliowym hafcikiem. Aż się prosi, by ją ochrzcić „Kaśkową Arabelką”. Choć hafcik mógłby być jakiś ciekawszy.

Bardotka wystąpi też jako koszulka babydoll! Bardzo dobry pomysł, by oprócz babydollek o usztywnianych miseczkach, które pojawiały się w ostatnich kolekcjach, dodać jeszcze miękką. Mam tylko wątpliwości, ile warstw siateczki mamy w dolnej części miseczek - na zdjęciach wygląda mi raz na pojedynczą, raz na podwójną warstwę siatki, a pamięć mi trochę zawodzi. Babydollka robi wrażenie pojedynczej na całej miseczce. 

Rozmiary (zarówno stanika, jak i koszulki): 28-40 D-K.

 

Z Ditą wiążę wielkie nadzieje. Dlaczego? Bo to miękki plandż z tiulu, który bardzo przypomina mojego ukochanego Darka i bardzo bym chciała, by okazał się jego nową wersją... Dare jest jedynym miękkim plandżem, który naprawdę sprawdził się na moim biuście. Żaden inny (a próbowałam głównie produktów firmy Panache) nie leżał tak dobrze ani nie był przy tym tak wygodny, jak ten (przypominam, że w nadchodzącym jesiennym sezonie będzie wersja buraczkowa ze sreberkiem). Z niepokojem reagowałam na zasłyszane uwagi, że Dita chyba nie leży identycznie, jak Darek. Sama niestety przymierzyć nie mogłam, bo próbki Kaś są na mnie za małe :-(

Dita ma niezwykły haft - zawiera on w dużej ilości srebrne nitki, które opalizują tęczowo. Bardzo trudno było złapać tę tęczę na zdjęciach, ale robiłam, co umiałam :-) W galerii na końcu zobaczycie ją także na modelce.

Rozmiary Dity: 28-38 D-J.

 

Usztywniane kusicielki

Usztywniane modele o uwodzicielskim charakterze to znak firmowy Kasiek od początku istnienia firmy. W letniej kolekcji znowu powróci słynna i zasłużona Tease Me, tym razem skrócona do Tease :-) Wersja kolorostyczna - klasyczna: czerń z bladym różem. Model ten cieszył się powodzeniem przez lata, zatem jeśli ktosia jeszcze nie wypróbowała - polecam :)

Rozmiary Tease: 28-38 D-J.

 

Ritzy znamy już z poprzednich sezonów: była już wersja czarna na beżowym spodzie, a w tym sezonie - efektowna czerwona. Wiosną wrócimy do czerni i czerwieni. Jak dla mnie - pomysł doskonały.

Oprócz biustonosza - babydollka w tych samych rozmiarach. Sama nie wiem, czy bardziej podoba mi się ta, czy Bardot...

 

Rozmiary: 28-38 D-J.

 

Temptress to przedstawicielka frakcji jeszcze mocniej czerwonej. Nazwa kojarzy się z dawną Tempt Me, ale krój tego plandża jest już ponoć zupełnie inny (no, ciekawe...). Koronka wbrew pozorom nie jest biała, lecz w odcieniach różu. Podobają mi się detale (kokardki) i odcień czerwonego, ale ogólnie nie jest to mój klimat.

Rozmiary: 30-40 D-J.

 

Usztywniane figlarki

Kolejne z obfitego zestawu modeli usztywnianych (dziedzictwo marki Showgirls) - tym razem w klimacie dzienno-letnim :-)

Soda Pop linią przypomina trochę wprowadzane w poprzednich kolekcjach modele longline - tyle że nim nie jest :-) Mamy jednak pionowo cięte miseczki z dwoma szwami i dość równą linię dołu. Longline'ów zresztą w tej kolekcji nie ma wcale - przypuszczam, że zrezygnowano z nich z powodu niewielkiego powodzenia tego kroju (nie tęsknię - bo i ja nie należę do grupy docelowej, a i wzorniczo niezbyt mi się podobały).

Haft wybitnie przypomina mi coś, co znamy już z marki Cleo :-) Trochę dużo tych znanych motywów... Projekt jednak całkiem udany, choć ozdoba na mostku (łezka udająca kryształek) mogłaby nie być tak bardzo plastikowa.

Rozmiary Soda Pop: 28-38 D-J. Uwaga: w komplecie pas do pończoch!

 

Arizona to usztywniana balkonetka podobna krojem do Daily Boost, ale ponoć od niego niższa. Uwielbiam dżinsowe motywy w bieliźnie, mniej podobają mi się te jasne wstawki w grochy. Wydaje mi się jednak, że Arizona ma szansę trafić w polskie gusta :-) Zwracam uwagę na falbankowe majtki!

Rozmiary Arizony: 28-40 D-K

 

Aniołek, fiołek...

Skojarzenie z tą dziecinną wyliczanką miałam oglądając katalog, w którym kolory przybierają takie nazwy, jak violet czy poppy. Oprócz silnego nurtu uwodzicielsko-wieczorowego z czernią w roli głównej, w kolekcji królują kwiaty, pastele i kilka wyraźnych tematów barwnych. Najwięcej jest kolorowych modeli miękkich - o zwierzęcym Madagascarze była już mowa, pora więc na roślinność :-) Zacznę zatem od bzu, vel fiołka.

W kolorze violet z dodatkiem turkusu (zwanego topazem) wystąpi znana nam już balkonetka Jewel. Przepych haftu i ozdoba na mostku kojarzą mi się jakoś tak indyjsko.

Rozmiary Jewel: 30-40 D-K.

 

Drugim fiołkiem bedzie sezonowa wersja formowca Smoothie. Wzór zwierzęcy, za to kolor zdecydowanie kwiatowy :-) Oprócz fiołkowej będą także wersje bazowe: czarna i cielista.

Rozmiary Smoothie: 28-30D-J, 32D-HH, 34D-H, 36D-GG, 38D-G.

 

Maki

Makową czerwień (poppy) znamy już z Temptress, a także z Madagascaru. W kolor ten, i to także w połączeniu z żółtym, przybierze Portia w wersji sezonowej. Nie wiem, gdzie zgubiłam zdjęcie od frontu, pokażę więc Wam przód z katalogu, a tył własny :)

Oprócz sezonowej wersji będą także bazowe: czarna i biała z różowymi dodatkami. Rozmiary Portii: 28-40 D-K.

 

Cytrynka

A może jaskier? :-)

Producent jednak nazwał ten kolor lemon fizz, a ja, oprócz skojarzenia z cytrynową barwą mam tu też skojarzenia geometryczne. Zwróćcie uwagę na haft - czy nie przypomina Wam plasterków cytryny? :-) Oto Dreamcatcher.

CK już kolejna marka - po Panache - gdzie pojawia się jasny odcień żółtego. Wygląda na to, że będzie to jeden z najmodniejszych kolorów sezonu. Żółtka widziałam też np. w kolekcji Audelle (gdzie będzie Fiore w żółtym).

Dreamcatcher, oprócz żółtego z turkusowymi dodatkami, wystąpi też w bazowych kolorach czarnym i cielistym. Rozmiary: 28-40 D-K, 42-44 D-G.

 

Firecracker także kojarzy mi się z cytrynowym tematem, mimo że żółte są tu tylko akcenty. Równie silnie jednak przynależy do frakcji różowej :-)

To model plunge, który w odróżnieniu od Dare'a czy Dity ma dolną część miseczek uszytą z mocnej laminowanej dzianiny, nie z tiulu. Trochę się obawiam, czy nie układa się przez to zbyt kanciasto. Wciąż jednak nie wypróbowałam tego modelu (w obecnym sezonie jest kobaltowo-pomarańczowy).

Rozmiary: 28-38 D-J.

 

Róże

Pozostając przy plandżach - kolejny to znana nam już z zapowiedzi aktualnej kolekcji Daisie. Tym razem w wersji jaskraworóżowej, poetycko zwanej cerise (dla mnie to raczej malina niż wiśnia). To także model z laminowaną dzianiną w dolnej części miseczek.

Oprócz wersji różowej będzie także bazowa czarna. Rozmiary: 28-38 D-J.

 

W cerise-owej wersji wystąpi też Princess. Różowi towarzyszyć będą turkusowe dodatki. Przyznam, że zupełnie nie jestem fanką tego połączenia, ale co kto lubi...

Miłośniczki bazy jak zwykle będą miały do dyspozycji 3 bazowe wersje: białą, cielistą i czarną.

Rozmiary Princess: 28-40 D-K, 42-44 D-G.

 

Do różyczek zalicza się też wspomniana już wyżej Soda Pop :-)

 

Kaskada

Kolor topaz :) czyli turkusik, powtarzający się w dodatkach (Dreamcatcher, Princess) wystąpi także w roli głównej - w miękkiej balkonetce Cascade. Cascade kojarzy mi się z niestety nieobecną już w tej kolekcji Gią, a to za sprawą rombów w hafcie i na mostku oraz miseczek z grubszej dzianiny. Podoba mi się zarówno mocny, optymistyczny kolor, jak i hafty oraz wspomniana ozdoba. Jest bardzo efektowna.

Rozmiary: 28-40 D-K, 42-44 D-G.

 

Baza nowa i stara

W bazie pojawi się trochę ciekawych nowości - dobrze, że przestała już kończyć się na Princess, Portii, Gii i sztywniakach :) Choć szkoda, że nie wszedł do niej Dare... Pierwszą nówką, która całkiem przypadła mi do gustu, jest Florence.

To miękka balkonetka, która wystąpi w kolorach cielistym i czarnym. Wersja cielista w próbce ma kolor inny niż docelowy. Próbkowa bardziej wpada w karmel, a właściwy model będzie miał kolor bliższy blademu różowi. Szczerze mówiąc i ten próbkowy jest całkiem przyjemny (zwłaszcza zdjęcie na modelce pokazuje, że wcale nie jest taki ciemny).

Florence ma przyjemny, bezpretensjonalny hafcik i uroczy guziczek w kształcie kwiatka na mostku - normalnie zwykle nie przepadam za guziczkami, a ten mi się podoba.

Rozmiary: 30-40 D-J (ciekawe, skąd taki skromny zakres w porównaniu z wieloma innymi).

 

Druga nowość w zasadzie już nowością nie jest, bo pojawia się właśnie teraz, choć zdaje sie miała wejść wcześniej. Tak czy owak, wiadomo o niej wciąż niewiele. Mam na myśli straplessa Luxe, który w ostatnio oglądanych próbkach zupełnie mnie nie przekonał, więc i tym razem specjalnie ich nie szukałam. Firma jednak ruszyła ostro z jego kampanią reklamową, a owoce możemy już podziwiać na blogach - np. wczoraj pojawiła się recenzja Georginy z bloga Fuller Figure, Fuller Bust. Powiem tak: nie uwierzę, póki nie przymierzę :) Z recenzji zresztą wynika, że do ideału jeszcze trochę brakuje. Dla mnie jednak dobrze wróży zamknięty kształt miseczek, które mój biust zdecydowanie preferuje w przypadku straplessów.

Rozmiary Luxe: 28-30D-J, 32D-HH, 34D-H, 36D-GG, 38D-G. Zwróćcie uwagę, że w mniejszych obwodach sięga on aż do miseczki J, co jest ewenementem w przypadku straplessów.

Resztę bazowych modeli już znamy. Tylko w bazowych kolorach (czarny i cielisty zwany gold) wystąpi w omawianym sezonie Starlet (druga, obok Smoothie, formówka). Do tego powróci wierny jak zawsze Daily Boost (czarny, biały, cielisty). Oprócz tego w bazie zostają wspomniane wcześniej bazowe kolory modeli: Dreamcatcher, Portia, Princess, Daisie (czarna), Smoothie. Tylko w bazowej czerni i cielistym wystąpi strapless.

 

Detale

Nieźle się dzieje u Kasiek z detalami. Nie skąpiono na zawieszki (bogata łezka Jewel, efektowny kwadracik Cascade - tylko szkoda, że Soda Pop ma taki biedny kawałek plastiku), kokardki też są na poziomie - kolorowe, z różnej szerokości wstążek. Jeśli chodzi o desenie - dominują modele gładkie. Za najciekawszy nadruk uważam zeberkę by Madagascar, w haftach króluje Dita i Firecracker. Nie ma u Kaś luksusowych koronek, ramiączka ani tyły nie są zdobione, nie ma też ozdóbek przy zapięciach (buuu!), ale materiały są miłe w dotyku i raczej mocne.

 

Rozmiary i kroje

Curvy Kate to marka zdecydowanie przodująca jeśli chodzi o rozmiarówkę. Większość modeli dostępna jest do miseczki K, czasem J, nie zdarzają się modele do G (zakres do G zdarza się jednak w obwodach 42-44). Większość modeli zaczyna zakres obwodów od 28 (60), a kończy na 40 (90), sporo oferuje też wspomniane przed chwilą 42-44 (czyli 95-100). Można więc uznać, że Kasie mają sporo do zaproponowania także paniom z zakresu typowego plus size. Nie jest to marka „do 85”! Najbardziej ograniczone rozmiarowo są modele termicznie formowane, gdzie zakres miseczek jest inny niemal w każdym z obwodów. 

Krojów jest już u Kasiek sporo. Oprócz zwykłej miękkiej balkonetki znów mamy sporo miękkich modeli typu plunge. Wśród usztywnianych dominują modele w stylu half-cup, z dwoma pionowymi cięciami miseczki, mamy jednak także usztywniane balkonetki oraz jednego plandża (Temptress). Nie wiem tylko, czemu zrezygnowano z kroju Roxie (plunge, w którym dolna część miseczki składa się z trzech części połączonych pionowymi szwami). Zrezygnowano także z longline'a.

Osobiście oczywiście czekam na miękkiego halfa :-) No i jak najwięcej udanych miękkich plandży poproszę, zwłaszcza tych tiulowych, bo słyszę, że te z laminowaną dzianiną to jednak nie całkiem to :(

 

Galeria

Uwaga, dużo fotek - oprócz staników w wielu ujęciach znajdziecie też kilka par majteczek. Niektóre z modeli możecie zobaczyć także na modelce (pozdrowienia dla modelki!).

 

 

Katalog

Fajna, plenerowa sesja, dużo zdjęć. Zdecydowanie najbardziej podobają mi się zdjęcia łąkowo-wiejskie :-) Scenerie tropikalne, z palmami w tle już trochę mnie nudzą. Moim zdaniem Kasie powinny iść w rodzime klimaty :-) Do obejrzenia całości zapraszam tym razem pod ten link :-)

Ciekawa jestem, czy podzielacie mój entuzjazm dla tej kolekcji. Jest bardzo konsekwentna jeśli chodzi o kolory. Sporo fajnych pomysłów kolorystyczno-stylistycznych, jak denimowa Arizona, cytrynowy Dreamcatcher czy opalizująca Dita. Mgiełki, plandże... moim zdaniem jest się czym ekscytować. Mam nadzieję, że jakościowo Kasie też nie obniżą poziomu, a może zaczną piąć się w górę. Cieszy mnie, że najważniejsze elementy w Kaśkach są na dobrym poziomie: w miarę porządnie pracujące obwody, dobre zapięcia, solidne ramiączka. Mam nadzieję, że mgiełkowce okażą się tak mocne, jak powinny :-)

A zatem, co myślicie o tej kolekcji? Czy jest w niej coś, co Musicie Mieć? :-)


 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...