sobota, 31 października 2009

W serwisie YouTube nie od dziś można trafić na instruktażowe filmy dotyczące dobierania biustonosza. Są one dziełem zagranicznych firm i sklepów bieliźniarskich - kilka z nich już tu omawiałyśmy i doszłyśmy do wniosku, że przydałaby się jakaś rodzima produkcja...

No i doczekałyśmy się podobnej inicjatywy - i to w najlepszym możliwym wydaniu. Pierwszy polski filmowy instruktaż bra-fittingowy dostępny online jest dziełem Mahedy, znanej uczestniczki społeczności „biuściastych”, a prywatnie Marysi Dastych, zawodowej bra-fitterki o sporym już doświadczeniu. To dopiero pierwszy odcinek - polecam śledzenie kanału „Brafitting by MaHeDa”, gdyż niebawem pojawi się kontynuacja.

Na razie zapraszam do obejrzenia pierwszego odcinka, w którym nasza bohaterka prezentuje, jak zmiana rozmiaru biustonosza wpłynęła na jej własną sylwetkę.

wtorek, 27 października 2009

 

Gdy nadchodzi złota jesień, rośnie ochota na czekoladę :-) Brąz, przez jednych traktowany niechętnie, przez innych lubiany (jestem z tej drugiej frakcji :-), często pojawia się w bazowych częściach bieliźnianych kolekcji, grając rolę alternatywy dla czerni bądź występując jako wariant cielistego dla ciemnoskórych. Wśród sezonowych „gwiazd” także można spotkać czekoladę, choć w tym sezonie jest jej niewiele. Do wyjątków należy nasz dzisiejszy bohater, St. Tropez marki Pour Moi w wersji czekoladowo-złotej.

Model ten, dostępny już od ładnych kilku sezonów, w zasadzie mógłby zostać zaliczony do kolekcji bazowej - jego strojna uroda odbiega jednak od przeciętnej. To już druga (po Paris) czekoladka Pour Moi, której miałam przyjemność skosztować, co najmniej równie udana. Przedstawiam Wam więc:

Pour Moi - St. Tropez, 34G, kolor: czekoladowo-złoty [Rozmiary miseczek: D-G, obwody: 30-38 (65-85), cena: 99 zł]


 

Estetyka

(4 1/2)

Kusi mnie porównanie z Paris, modelem już niedostępnym. Czekolada St. Tropez jest trochę jaśniejsza, bardziej mleczna niż gorzka. Złotawobrązowe hafty - nieco mniej obfite niż w Paryżance, ładne, choć przyznam, że mimo wszystko wolałam tamte. Mam jednak wrażenie, że od czasów Paris marka zrobiła postępy, jeśli chodzi o jakość wykonania i materiały - nie jest to może luksus, ale w porównaniu do choćby Panache Superbra - nie ma się absolutnie czego wstydzić. A designerska kreatywność stoi tu całkiem wysoko
W St. Tropezce urzekł mnie detal - kremowozłoty kwiatek na mostku, zwieńczony „brylancikiem”. Ta w gruncie rzeczy prosta ozdoba, wykonana z satynowej wstążki, nadaje temu stanikowi mnóstwo charakteru. Ucieszą się wszystkie maniaczki detali :-)

 

Dopasowanie

(5)

Przy Opulence zwracałam uwagę na obszerne miseczki i dość ciasny obwód, porównywalny ze stanikami Panache. St. Tropezka jest pod tym względem bardzo podobna. Miseczki są duże - dość powiedzieć, że mieszczę się w nich swobodnie, mimo bycia na granicy rozmiarów, a obwód dzięki szerokim bokom z podwójnej siatki trzyma bardzo mocno.

Dlatego tu także odradzam znaczące zaniżanie obwodu i powiększanie miseczki, bo może to doprowadzić do odkształcenia miseczek, zwłaszcza że fiszbiny są stosunkowo giętkie.


Kształt

(5)

St. Tropezka na pierwszy rzut oka wygląda na skrojoną podobnie do typowych balkonetek Freyi czy Fantasie, nadaje jednak moim piersiom zupełnie inny kształt - i to kształt jest tym, co mnie (obok wyżej wymienionego detalu i zestawu kolorów) najbardziej urzekło w tym biustonoszu.

Boję się napisać „stożki” w obawie, że niektóre z Was to niepotrzebnie zniechęci, nie są to bowiem te krytykowane powszechnie stożko-dzioby, którym często towarzyszy wypłaszczenie górnej części piersi, lecz coś w rodzaju kulek o zaznaczonych szczytach, jeśli można tak powiedzieć. St. Tropezka znakomicie wygląda pod jesiennym, niewydekoltowanym strojem - wyraźnie eksponuje biust, jednocześnie czyniąc go zgrabnym (nie ma efektu półkul -„bomb”, na które niektóre z Was narzekały w związku z biustonoszami Masquerade).

W recenzji Opulencji zwracałam uwagę na odkształcenie w dolnej części miseczki, związane prawdopodobnie z giętkością fiszbin - tu także zaobserwowałam coś podobnego, ale tylko w pierwszym dniu noszenia.

Miseczki podszyte są na krawędzi wąziutkim silikonowym paskiem, co ma zapobiegać odstawaniu koronki. I rzeczywiście - nic nie odstaje, a pasek jest niemal niewidoczny i nie tworzy wcięcia.


Konstrukcja i podtrzymanie

(4)

St. Tropezka jest wyżej zabudowana od Opulencji, ma też delikatne usztywnienia boczne. Podtrzymuje dobrze, choć może nie tak, jak superpodtrzymujące balkonetki w rodzaju Rio Freyi.

Za mankament uznaję dość giętkie fiszbiny, choć to tak naprawdę kwestia użytych materiałów, nie konstrukcji. Ostrożność w doborze rozmiaru powinna jednak uchronić nas przed zbytnim rozchodzeniem się miseczek na boki. Na szczęście miseczki są głębokie, a obwód ścisły.

 

Wygoda

(4)

Pochwała należy się ramiączkom - regulowane na całej długości, z wierzchu mają ozdobną fakturę, zapobiegającą dodatkowo przesuwaniu się regulatorów, a od spodu - miły w dotyku, gładki materiał.

Po dłuższym noszeniu fiszbiny trochę gniotą dołem. Niekiedy podobny efekt obserwowałam przy za luźnym obwodzie, tu jednak z pewnością tak nie jest - stawiałabym raczej na zbyt ciasny. Hmm, może czas popracować nad swoimi wymiarami? ;)

 

Cena

(5)

Schodzeniu ceny biustonosza poniżej magicznej kwoty 100 zł mówimy stanowcze TAK. Zwłaszcza jeśli mamy jeszcze szansę na zniżkę (o czym niżej ;)

 

Podsumowanie

Krótko: dobra rzecz za dobrą cenę. I to w smacznych kolorach. Dobry wybór na jesień.

 

Uwaga, promocja!

Biustonosz do recenzji dostarczył wrocławski e-sklep Onlyher, który oferuje stanikomaniaczkom 10% zniżki na komplet St. Tropez w dowolnym kolorze - a do wyboru mamy czarny, biały, czarno-różowy, błękitno-limonkowy, ciemnopopielaty i oczywiście czekoladowy. Jeśli zdecydujemy się na sam biustonosz, zniżka wyniesie 5% - warto więc skusić się także na majteczki (zwróćcie uwagę na obecność na nich tego samego detalu, który zdobi biustonosz :-)  Promocja kończy się za pięć dni.

 

środa, 21 października 2009

„Polećcie mi jakiś dobry model stanika, najlepiej usztywniany, bo tylko taki utrzyma mój duży biust” - odpowiedzi na podobne prośby, pojawiające się często na biustonoszowych forach, z reguły nakłaniają do rewizji „sztywnych poglądów” i rzucenie swych piersi w objęcia miękkich miseczek na fiszbinach. Wiele osób, zwłaszcza na początku, dziwi to zamiłowanie biuściastych doradczyń do miękkości, zwłaszcza że niektóre lubiane przez nas marki, na czele z Masquerade, obfitują przecież w usztywniane modele. W ramach kolejnego powrotu do podstaw postaram się wyjaśnić, jak to jest z tymi sztywniakami - jakie są ich wady, jakie zalety i kiedy spotkanie z nimi przyniesie nam najwięcej korzyści. Tym razem skupię się głównie na potrzebach większych biustów.



Na drodze do dopasowania

Na ogół odradza się staniki usztywniane osobom, które właśnie radykalnie zmieniają rozmiar (żargonowo mówiąc, przechodzą „stanikowe uświadomienie”). Dlaczego? Czy w ten sposób żądamy od przyszłych „wiernych” poświęcenia, polegającego na wyrzeczeniu się ulubionego rodzaju bielizny? :-) Zanim wyjaśnię, proponuję zastanowić się, dlaczego tak wiele kobiet wprost nie wyobraża sobie życia bez sztywnych miseczek.


Złudzenie podtrzymania

Osoby z większym biustem, którym trudno w przeciętnych sklepach dopasować odpowiednio głębokie miseczki, z reguły kupują rozmiary, w których miseczka jest zbyt mała (choć często największa z dostępnych), a obwód pod biustem - za luźny. W takiej sytuacji trudno o odpowiednie podtrzymanie biustu. Sztywne miseczki natomiast potrafią częściowo skompensować brak podtrzymania przez obwód i choć odrobinę podnieść piersi oraz utrzymać je w ryzach.

Dlatego kobieta z większym biustem, skonfrontowana z ofertą przeciętnego sklepu, dochodzi niekiedy do całkowicie usprawiedliwionego wniosku: jej biust najlepiej prezentuje się w „skorupkach”. Z jej doświadczenia wynika wyraźnie, że spośród dostępnych jej biustonoszy, te o miękkich miseczkach nie podtrzymują jej piersi wystarczająco, ani też nie nadają im ładnego kształtu. Podtrzymująco-modelujące właściwości sztywnej miseczki, w normalnych warunkach - zaleta, w warunkach złego dopasowania mogą co prawda częściowo ratować sytuację, ale jednocześnie maskują problem, oddalając od jego rozwiązania, którym jest właściwy rozmiar.


Narzucony kształt

Usztywniane miseczki, czy to uszyte z kawałków gąbki, czy to wymodelowane termicznie z twardego tworzywa, narzucają piersiom własny kształt. Są też całkowicie nieprzezroczyste. Nawet dotykając piersi w biustonoszu trudno stwierdzić, jak dokładnie układają się wewnątrz - czy w miseczce pozostają luzy, czy też, przeciwnie, piersi są nadmiernie ściśnięte. Klasyczny przypadek źle dopasowanego „sztywniaka” o za małych miseczkach przypomina dwie czapeczki zakrywające tylko szczyty piersi, podczas gdy reszta zostaje bezwzględnie zepchnięta - nie tylko w górę (to często efekt pożądany), ale i na boki czy poniżej obwodu. Nosicielki takich staników często w ogóle nie zauważają, że coś jest nie tak - w końcu na klatce piersiowej widnieją dwie wyraźne, sterczące kulki, więc w czym problem?

Dlatego osobom proszącym o porady dotyczące doboru nowego rozmiaru odradzam kupowanie na początek stanika usztywnianego, zwłaszcza jeśli przy pierwszych zakupach nie będzie towarzyszyła im fachowa bra-fitterka. Po prostu samodzielna ocena, czy dany rozmiar miseczki jest właściwy, jest trudniejsza przy staniku usztywnianym, niż przy staniku miękkim, gdzie wszystkie błędy widać jak na dłoni. Dopasowanie „sztywniaka” osobie zmieniającej rozmiar jest owszem, możliwe - ale trudne i obarczone sporym ryzykiem błędu.


Narzucony wymiar

Nieelastyczne, usztywniane miseczki, definiując kształt piersi, wymuszają także ich rozmiar. Jeśli ktoś przez długie lata nosi zbyt małe miseczki, zwłaszcza usztywniane, zdarza się, że piersi ulegają wręcz odkształceniu - powstają wyraźne granice między tą ich częścią, która mieściła się w miseczkach, a „odkrojoną” od nich resztą. Taki biust z reguły bez problemu wróci do normy, jeśli zaczniemy nosić właściwy rozmiar miseczki. I najlepiej zacząć wtedy od miseczek miękkich. Miękki stanik da ciału większą swobodę i pozwoli „wyemigrowanym” fragmentom piersi bez przeszkód wrócić na miejsce.


Pożądany efekt

Kiedy już wiemy, w jakim rozmiarze biustonosza czujemy się i wyglądamy najlepiej, nie ma żadnych przeszkód, by na nowo odkryć uroki usztywnianych miseczek. Ich zalety nie ulegają kwestii - dobrze unoszą biust, zbierają go skutecznie z boków, nadają ładny kształt - pod warunkiem, rzecz jasna, że są dobrze skrojone i pasują rozmiarowo. Zwłaszcza większe, cięższe i miększe biusty doceniają podtrzymujące właściwości sztywniaków - tam, gdzie miękki half-cup może sobie nie poradzić z podtrzymaniem i nadaniem ładnego kształtu, usztywniany może nam zapewnić upragniony efekt „jabłuszek w koszyczkach”. Także biustonosze typu plunge (do głębokich dekoltów) w wersji usztywnianej dają bardziej spektakularne efekty. Wreszcie - biustonosze bez ramiączek, czyli straplessy, to niemal w stu procentach biustonosze usztywniane.

Niestety, ku wielkiemu żalowi wielu biuściastych, rozmiary usztywnianych biustonoszy z reguły kończą się na miseczce brytyjskiej G (są wyjątki, jak strapless Panache - Evie, czy kusidełkowe modele Showgirl marki Curvy Kate, ale to kropla w morzu potrzeb). Niektóre z nas uciekają się do pewnej manipulacji i kupują szersze niż zwykle obwody, by zmieścić się w miseczkach upragnionego kusidełka. Ten wybieg, chleb powszedni wielu w epoce „przed-uświadomieniem”, wymaga jednak stosowania go z pełną świadomością ryzyka, jakie ze sobą niesie, jak gorsze podtrzymanie czy złe układanie się przymałych miseczek. Jeśli jednak bardzo zależy nam na efekcie - w pewnym zakresie rozmiarów manipulacja może się udać. Pytanie brzmi: kiedy producenci biustonoszy przestaną nas zmuszać do takich kompromisów?


Gładkość

Inną zaletą wielu usztywnianych biustonoszy, oprócz silnych właściwości podtrzymująco-modelujących, są gładkie miseczki. Nie mówimy tu oczywiście o koronkowych cudeńkach typu Masquerade, z których tylko nieliczne zapewniają gładkość pod przylegającym ubraniem. Najlepszym rozwiązaniem, jeśli zależy nam na niewidoczności biustonosza, są staniki modelowane termicznie. Usztywnienie dodatkowo maskuje brodawki piersi. Są kobiety, które przywykły do idealnie gładkich, bezszwowych staników i nie uznają innych - ja jednak uważam, że szkoda tak całkowicie odmawiać sobie koronek :-) Są jednak takie stroje i okazje, gdy bezszwowce są niezastąpione.


Podsumowanie

Warto mieć w swojej szafie kilka „sztywniaków” - nic nie da nam tak spektakularnego efektu, jak dobrze dobrany sztywny plunge, i nic nie zapewni takiej dyskrecji, jak bezszwowy t-shirt bra. Jeśli jednak jesteśmy niedoświadczone i właśnie zmieniamy rozmiar, samodzielne dobranie rozmiaru usztywnianego stanika nie będzie łatwe - dlatego często radzi się takim osobom, by zaczęły od biustonoszy miękkich.

[fotki: B-style, Brastop, So Chic!]

05:14, kasica_k
Link Komentarze (88) »
sobota, 17 października 2009

Fiolet nie jest nową czernią - jest nową czerwienią! Zawsze uważałam, że śliwki, oberżyny i ciemne winogrona są co najmniej równie zmysłowe, jak szkarłaty, choć mniej od nich jaskrawe. Nasycony fiolet w połączeniu z seksownym fasonem koronkowego half-cupa to mieszanka wprost wybuchowa. Dlatego śliwkowa Maia (po równie udanej różowej) po prostu musiała być moja...

To będzie trochę nietypowa recenzja, bo większość właściwości tego biustonosza już oceniłam, opisując jego intensywnie różowe wcielenie. Dlatego częściowo będę się powtarzać. Z drugiej strony: ponowna ocena z perspektywy czasu zawsze może przynieść nowe wnioski. A zatem, przed Wami:

 

Masquerade - Maia, 34G, kolor: fiolet [Rozmiary miseczek: D-G, obwody: 30-38 (65-85), cena: 175 zł]

 


Estetyka

(5)

Tego chyba należało oczekiwać :-) Maiowa, a raczej październikowa śliwka jest głęboka i żywa jednocześnie. Nie jest to prawie-czerń śliwki węgierki. Barwę Mai, trochę ciepłą, trochę chłodną, trudno do czegokolwiek porównać, trudno też oddać na zdjęciach. Jedno wiadomo na pewno: jest pyszna.

Koronka na miseczkach i jej frędzelkowate brzegi, zdobiące również ramiączka, mają ten sam wzór, jak w Mai landrynkowej, boczki zrobione są z identycznej satyny. Różni się jedynie zestaw barw. Fioletowa Maia jest właściwie pozbawiona kontrastów. Kontury wzorów na koronce, które w wersji landrynkowej były jasne, tutaj są tego samego koloru, co reszta koronki, również różyczka na mostku ma jednolitą barwę. Ta prawie-monochromatyczność wcale nie jest nudna. Prawie, bo spód kryjący się za koronkową zasłoną jest o ton jaśniejszy.


Dopasowanie

(5)

Oceniam podobnie, jak przy różowej landrynce. Miseczki są odrobinę większej niż przeciętna wielkości, za to obwód wydaje się ciaśniejszy niż w różu. Bardzo prawdopodobnym wyjaśnieniem tego odczucia jest fakt, że Maię różową noszę dłużej. Rozciągnięcie jest jednak minimalne i nie zanosi się na to, by miało się pogłębiać.


Kształt

(5)

Przez Lobby Biuściastych przetoczyła się ostatnio dyskusja o wyższości kształtu „nosków”, czy nawet stożków, nad kulkami w przypadku, gdy na stanik zakładamy ubranie bez dekoltu. Część pań twierdzi, że zaokrąglony przez usztywniane staniki Masquerade biust w zakrywających dekolt strojach przypomina wielki monolit i jest niezgrabny. Sama jednak uważam, że tego typu biustonosze nadają się zarówno pod wydekoltowane kreacje, jak i pod jesienno-zimowe swetry - nie przeszkadza mi kształt półkul, a skutecznie uniesiony i zebrany z boków biust wysmukla pogrubioną przez ciepłą odzież sylwetkę. Poza tym - świadomość, że mamy na sobie takie cacko, jak Maia, wyjątkowo poprawia nastrój w jesienne popołudnia :-)


Konstrukcja i podtrzymanie

(4 1/2)

Tu wystarczy cytat z recenzji Mai landrynkowej: Prosta konstrukcja miseczek (dwie części połączone jednym pionowym szwem jest jednocześnie skuteczna i zgrabna. Trzeba jednak wiedzieć, że związku z niskim zabudowaniem biust ma nieco więcej wolności u góry, toteż miłośniczki mocnych trzymaczy mogą się skarżyć na efekt falującej piersi. To jednak dość charakterystyczne dla tego kroju.

 

Wygoda

(4 1/2)

Po dłuższym użytkowaniu muszę stwierdzić, że odbiega od poprzednio deklarowanego ideału wygody. Ramiączka trochę drapią od spodu szwem, którym przyszyta jest ozdobna koronka. Kiedyś pewnie nie zwróciłabym na to większej uwagi, ale postanowiłam być wygodna :-)

 

Cena

(3 1/2)

Wciąż drogo, za drogo. Towar co prawda wyjątkowo udany estetycznie i przy tym dobrej jakości, ale... będę narzekać, dopóki za „maskaradki” nie zaczniemy płacić tyle, co obecnie za Panache Superbra (a Superbra nie stanieje :-)). Co godne odnotowania - jest o 10 zł taniej niż wiosną. Dobra tendencja, stawiam plusa.

 

Podsumowanie

Maia nadal jest jednym z moich ulubionych modeli. Panache zrobiło ją w tym sezonie jakby na moje zamówienie - ulubiony kolor, fason, za którym przepadam, wygoda. Spełnienie marzeń! W nadchodzących miesiącach na pewno znajdzie się nie raz pod wydekoltowanym topem, albo pod zimowym swetrzyskiem... Wyjątkowo smaczna, dojrzała śliwka.

 

Uwaga, promocja!

Biustonosz do recenzji dostarczył warszawski sklep Abrakadabra - magiczne miejsce w sercu miasta ;-) Przez najbliższy tydzeń stanikomaniaczki mogą zrobić tam zakupy z 10% zniżką (na hasło Stanikomania oczywiście). Polecam - na Koszykową 67 właśnie dotarły różne świeże jesienne rarytasy :-)

[foto katalogowe: So Chic!]


 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...