piątek, 28 października 2011

„Bogactwo i ornamentyka haftu przypomina strojne suknie z początków XIX wieku” - czytamy w firmowym sklepie Samanty w opisie serii Semi. Bez względu na trafność tego skojarzenia, bieliznę tej marki pamiętam od zawsze jako barwną i efektowną. Samanta wcześnie zareagowała na potrzeby nieco większych biustów, produkując miseczki większe od D i angażując swego czasu do promocji swoich wyrobów aktorkę Katarzynę Cichopek, znaną z raczej wydatnych piersi. Pewnie niektóre z Was pamiętają, jak kilka lat temu o sesjach pani Kasi w bieliźnie Samanty rozpisywały się plotkarskie serwisy.

Samanta jednak przez wiele lat pozostawała poza orbitą moich zainteresowań, z prozaicznego powodu - co prawda oferowała D+, ale ów „+” wciąż nie był dostatecznie duży, bym mogła weń zmieścić swój nie tak wielki przecież biust. Sytuacja jednak zaczęła się zmieniać w ciągu ostatnich kilku lat. Już w 2009 roku mówiło się o tym, że konstruktorki Samanty pracują nad powiększeniem rozmiarówki, powstają już prototypy i odbywają się testy, a pojawienie się oferty dla biuściastych jest tylko kwestią czasu.

O Semi usłyszałam po raz pierwszy około roku temu, gdy testowano nowy dużomiseczkowy krój. Ta wersja, na którą się skusiłam, weszła do sprzedaży w sezonie zimowym zeszłego roku. Lepiej późno niż wcale - kolory turkusowo-zielonego Semi ostatecznie przekonały mnie, by wreszcie dać szansę pannie S. Z radością ogłaszam więc kolejny debiut z cyklu „chcemy nosić polskie marki” :-)

Samanta - Semi, krój A922, rozmiar: 80H, kolor: turkusowy [Rozmiary miseczek: D-K, obwody: 65-95 (podaję rozmiary tego kroju wg aktualnej kolekcji - wersja liliowa: 65G, 70F-K, 75E-J, 80D-I, 85D-H, 90D-G, 95D-F), cena: ok. 159,90 zł]

 

Estetyka

Zgodnie z opisem, Semi jest zdecydowaną strojnisią (strojnisiem?) - jej główną ozdobą jest spektakularny turkusowo-zielony haft na przejrzystej ciemnozielonej siateczce. Szkoda, że w najnowszej wersji (w całości lilaróżowej) nie postawiono już na mocne barwy. Według mnie to jeden z najciekawiej ubarwionych polskich biustonoszy, jakie widział mój biust :-) Hafty są staranne, wyraziste. Smaku temu zestawowi kolorów dodaje fioletowy akcent w postaci kryształka na mostku.

Druga zaleta Semi to ażur - tu znów brawa dla firmy za odwagę w przełamywaniu stereotypu, że przejrzyste materiały nie nadają się dla większych biustów. W dolnej części miseczek siateczka jest podwójna, zachowuje jednak przezroczystość.

Śmiały projekt odrobinę psują mankamenty wykonania - wykończenia (gumki, ramiączka, dzianina tyłu) trochę różnią się kolorami, całość tworzy wrażenie skomponowanej trochę naprędce. Przydałoby się też popracować nad zamocowaniem ozdoby na mostku, bo układa się jakoś krzywo, jest nawleczona na wstążeczkę, a powinna być chyba przyszyta niezależnie.

Przednią część ładnych, ozdobnych ramiączek podszyto miękkim wzmocnieniem, niestety na zakończeniach szwów sterczą nitki. Podkład ten od spodu również nie grzeszy urodą i narzuca mi się pytanie: czy nie lepiej byłoby znaleźć solidniejsze ramiączka, zamiast podszywać?

Na plus należy policzyć Samancie, że zadbała o dobre, mocne, nieodkształcające się zapięcie.

 

Dopasowanie

Nie bardzo wiem, do czego się odnieść w ten ocenie - kalkulator rozmiarów na stronie sklepu Samanty nie daje bowiem sensownych wyników. Moich wymiarów w ogóle nie da się do niego wprowadzić, ponieważ przy obwodzie pod biustem 83-87 (z ciasno zmierzonym 83 zaliczam się do tego właśnie zakresu) najwyższy zakres obwodów w biuście to 107-109, a ja mam 111. Przy wymiarach 83-87/107-19 kalkulator wylicza rozmiar 85F, a ja zupełnie swobodnie czuję się w 80.

W Samantowym 80H czuję się trochę jak w tym samym rozmiarze niektórych modeli Avocado, np. w Saskii: miseczki trochę za duże, ale mniejsze mógłyby być za małe. Może następnym razem spróbuję 80G (którego kalkulator nie przewiduje w ogóle - maksymalna miseczka, którą udało mi się z niego wycisnąć, to F :)

Jedyne, co mi pomogło w dopasowaniu, to możliwość przymierzenia innego rozmiaru (przymierzałam także 75I i 75J dzięki uprzejmości sklepu Intimo - obydwa były za ciasne pod bustem i miały za duże miseczki) oraz doświadczenia z innych polskich marek. Stawiam więc tróję za nieprzewidywalność rozmiarową, bo nie bardzo wiem, jak mogłaby sobie poradzić z doborem osoba bez doświadczenia. Ta uwaga dotyczy wielu polskich firm - nie rozumiem, czemu wprowadzając do oferty większe miseczki, nie aktualizujecie kalkulatorów i tabel? Przecież w ten sposób tylko narażacie się na zwroty i samospełniającą się przepowiednię: te „dziwne” nowe rozmiary są nie do sprzedania, bo nikt nie wie, jak je dobierać.

 

Kształt

Po doświadczeniach z kilkoma polskimi producentami mam ochotę pokusić o zdefiniowanie typowo „polskiego” kształtu :) Jeszcze u żadnego polskiego producenta, może oprócz Ewy Michalak, nie spotkałam naprawdę mocnego wypchnięcia dolnej części biustu ku górze, jak to ma miejsce w bieliźnie brytyjskiej. Typowa jest forma dość naturalna, niekiedy zbyt wisząca - coś, co nazwałabym przewieszką czy też nawisem nad fiszbiną, tak jakby konstruktor zakładał, że głęboka miseczka najwięcej miejsca musi mieć u dołu. Nie wiem, czy podzielacie moje obserwacje?

Tutaj na szczęście zjawisko nie występuje w dyskwalifikującym stopniu - linia na początku jest w zasadzie pozioma, potem się wznosi. Trzeba jednak uważać na stopień skrócenia ramiączek, bo przy ich zbytnim poluzowaniu piersi wyraźnie opadają. Biust jest za to ładnie zebrany i z profilu przyjemnie kulisty, co jest zjawiskiem wciąż rzadko spotykanym wśród początkujących produktów D+. Za to stawiam czwórkę, choć za słabe unoszenie powinnam postawić co najmniej minus.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Kiedyś słyszałam opinię, że Samanty są bardzo rozciągliwe i niepodtrzymujące. Semi obala ten stereotyp - dzianina boków nie należy może do najpancerniejszych na świecie, ale pracuje na tyle dobrze, by w rozmiarze 80 całkiem przyzwoicie podtrzymywać mój biust, w stopniu porównywalnym z brytyjskimi markami, jak Freya. W obwodzie 75 było mi zdecydowanie za ciasno.

Ramiączka dzięki podszyciu w przedniej części są bardzo mało elastyczne, odcinek bez podszycia również nie jest nadmiernie rozciągliwy. W bokach mamy pionowe usztywnienia, bardzo elastyczne i nie uwierające, które zapobiegają zwijaniu się materiału.

Co do konstrukcji natomiast - w Semi A922 nie zauważam typowego błędu polegającego na zbyt wysokich bokach i fiszbinach kłujących w pachę, natomiast fiszbiny są dość wąskie, co odwiodło mnie na razie od prób z mniejszą miseczką (a próby takie by się przydały, bo w górnej części miseczki mam trochę wolnego miejsca). Do tego wspomniane wyżej nienajlepsze unoszenie sprawia, że konstrukcji Semi nie uznaję za idealną.

W miseczki po bokach wszyte są od wewnątrz siatkowe panele, mające zapewne polepszać własności zbierajace. Być może spełniają swoje zadanie, bo zebranie jest dobre. Zastanawiam się tylko, czy nie można by tak zmodyfikować konstrukcji, by stały się zbędne? Jak widzimy na przykładzie wielu miękkich modeli D+, biustonosz może poradzić sobie bez tego elementu. Na szczęście tutaj jest on również półprzejrzysty i nie szpeci całości.

 

Wygoda

Brak zarzutów. Żadnego gryzienia, drapania zapięciem czy gniecenia fiszbinami (mimo że są wąskie). Ramiączka są wygodne, być może dzięki wspomnianemu wcześniej podszyciu, które jednakowoż ujmuje im urody.

 

Cena

Ponieważ w żadnym sklepie nie mogłam już znaleźć rozmiaru 80H w interesującym mnie kolorze (bo są też bazowe - biały i czarny), z pomocą przyszedł mi producent - zaproponowana mi cena 159,90 pokryła, jak sądzę, cenę biustonosza wraz z wysyłką i wydaje się podobna do cen oferowanych przeciętnie za ten model w zeszłorocznej wersji (np. Intimo - 149 zł). W nowej kolekcji Semi A922 kosztuje już 179 zł, co wydaje mi się już ceną stanowczo zbyt wygórowaną.

Również cena mojej wersji wydaje mi się za wysoka. Za sumę porównywalną do cen brytyjskich biustonoszy ze średniej półki (Panache Superbra, Curvy Kate) dostajemy produkt aspirujący, ale jednak na niższym poziomie jakościowym i konstrukcyjnym.

 

Podsumowanie

Mimo wad Semi cieszy mnie, że kolejna firma potrafi wyprodukować coś, co mogę nosić - i to nie tylko ja, ponieważ w modelu Semi A922 zmieszczą się także biusty większe od mojego. Ten konkretny krój adresowany jest wyraźnie do tych większych i cięższych - w obwodzie 65 najmniejszą miseczką jest (Samantowe) G  - nie rozumiem tylko, czemu jest to jedyna miseczka w tym obwodzie (?), skoro już w obwodzie 70 miseczki sięgają K.

Semi A922, z tego co wiem, zdobyła sobie zagorzałe zwolenniczki. Nie mam pojęcia, jak się sprawy mają z innymi krojami z tej serii, choćby z A211, o mniejszym, ale i tak godnym uwagi, zakresie rozmiarów (do miseczki H). Chętnie się dowiem, jakie macie doświadczenia z tą marką.

W celu zorientowania się w krojach i rozmiarach warto zajrzeć do katalogu najnowszej kolekcji.

Swoją Semi traktuję głównie jako ciekawostkę, głównie kolorystyczną, i punkt wyjścia do dalszego eksperymentowania. Mam nadzieję, że zwiększy się liczba modeli w podobnym zakresie rozmiarów oraz że konkurencja sprawi, iż Samanta dostosuje, jeśli nie ceny, to jakość, do naszych już trochę podrośniętych wymagań :-)

czwartek, 20 października 2011

Zgodnie z daną dawno temu obietnicą reaktywuję edukacyjny cykl „biustów na żywo”, w którym rolę główną gracie Wy i nadsyłane przez Was zdjęcia. Jak na (ponowną) inaugurację przystało, tym razem coś wyjątkowego - po raz pierwszy naszą bohaterką jest przyszła mama i jej dwa zupełnie różne biustonoszowe wybory.

 

Rośnie razem z biustem?

Takim hasłem często reklamują swoje wyroby firmy produkujące bieliznę ciążową i do karmienia, twierdząc, że ich bielizna dostosowuje się do zmieniającej się w czasie ciąży wielkości piersi i szerokości obwodu pod biustem. Czy ich produkty rzeczywiście spełniają szczególne wymogi, które powinnyśmy stawiać bieliźnie ciążowej? Oczekiwałabym, że biustonosze ciążowe będą przewyższały pod względem komfortu i podtrzymania zwykłą, codzienną bieliznę. Czy jest tak rzeczywiście?

O tym chyba najwięcej do powiedzenia mają doświadczone mamy, które miały okazję wypróbować wiele różnych opcji. Taką właśnie osobą jest nasza bohaterka, która wystąpi pod pseudonimem mama_lobbystka.

Na nadesłanych fotografiach widzimy ją na przełomie 7 i 8 miesiąca drugiej ciąży. Pierwsza przedstawia jej sylwetkę w biustonoszu kupionym w pierwszej ciąży, druga - w modelu, który nosi obecnie.

Pierwszy - to Triumph Mamabel Micro Stretch w rozmiarze 80B, a drugi - Fauve Celine w rozmiarze 32E.

„Tego Triumpha kupiłam w poprzedniej ciąży, kiedy miałam podobne wymiary” - opowiada mama_lobbystka (jej wymiary to: pod biustem ciasno 71 cm, pod biustem luźno 80 cm, w biuście 98 cm). - „Mierzyłam się pod biustem luźno, dlatego 80 wydawało się dobrym pomysłem. Wydaje mi się, że pomagała mi go dobrać pani pracująca w sklepie (było to 7 lat temu, dlatego słabo pamiętam, jednak zawsze mierzyłam staniki przed zakupem). Model był zachwalany jako rosnący razem z biustem i z tego względu idealny na czas ciąży” - dodaje obecna i przyszła mama. - „Jak widać, nic nie podtrzymuje” - stwierdza.

Spójrzmy jeszcze raz:

Rzeczywiście - widać. Piersi na lewym zdjęciu swobodnie obwisają, trochę tak, jakby modelka nie miała na sobie biustonosza. Nie są bardzo duże, dzięki czemu efekt nie jest rażący, ale brak podtrzymania daje się zauważyć. Na fotce po prawej modelka co prawda nieco bardziej się wyprężyła, ale i bez tego różnica byłaby spektakularna.

Winowajcą jest nie tylko nieprawidłowy rozmiar (dobrany - pamiętajmy - na podstawie rad sprzedawczyni, na zasadach zgodnych z założeniami producenta), ale i rozciągliwość - to ona, jak się zdaje, miała zapewnić biustonoszowi „rośniecie wraz z biustem” - a sprawiła, że jest on w zasadzie bezużyteczny. „Ciężko stwierdzić, czy miska jest za mała, bo obwód jest dużo za luźny, podjeżdża na łopatki. O ile luzem stanik ma 67 cm, to da się rozciągnąć do co najmniej 115, a nie był to najsilniejszy naciąg...” - ujawnia mama_lobbystka. W jaki sposób tak elastyczne materiały mają poradzić sobie z podtrzymaniem coraz cięższych, wrażliwych piersi ciężarnej kobiety?

„Jego jedyną zaletą jest bardzo przyjemny dla ciała materiał” - zauważa mama_lobbystka. „Po porodzie kupowałam karmieniowe wersje tego modelu, dlatego po zakończeniu karmienia mój biust był w fatalnym stanie, leżał na brzuchu” - zwierza się. Te nie najlepsze doświadczenia skłoniły mamę_lobbystkę do dalszych poszukiwań odpowiedniego biustonosza. „Na szczęście wpadły mi w ręce „Wysokie Obcasy” z artykułem Nie! namiotom w brudnym beżu i się zaczęło... Teraz skóra brzucha i skóra piersi nie mają ze sobą kontaktu” - uśmiecha się nasza bohaterka.

Mama_lobbystka zmieniła rozmiar noszonych biustonoszy jeszcze przed drugą ciążą, w ciąży zaś stary biustonosz włożyła tylko raz - by pokazać się nam na zdjęciach. 

 

Wyrzucić stereotypy

Na zdjęciach po prawej mama_lobbystka prezentuje się w zupełnie innym biustonoszu. Celine marki Fauve to lekko usztywniany half-cup w rozmiarze 32(70)E - zmienił się więc zarówno obwód pod biustem, jak i rozmiar miseczki, nie wspominając już o typie biustonosza (Triumph Mamabel to miękki model bez fiszbin). Jeśli chodzi o rozmiar biustonosza - widzimy, że dobierając obwód pod biustem mama_lobbystka tym razem opierała się na pomiarze wykonanym na ciasno (71 cm pod biustem - rozmiar 32(70)). Mimo to Celine zapewnia jej dostateczny komfort pod biustem, z jednoczesnym znacznie lepszym podtrzymaniem. Spójrzmy na kolejną parę fotek:

Zdjęcie po prawej mówi samo za siebie - biust w Celine zdecydowanie „patrzy w górę” i z całą pewnością daleko mu do leżenia na brzuchu.

W ciąży jednak ważny jest nie tylko wygląd, ale i, może nawet przede wszystkim, wygoda. Dlaczego mama_lobbystka w drugiej ciąży wybrała eleganckiego, usztywnianego half-cupa, kojarzącego się nam raczej z efektowną ekspozycją biustu niż z codziennym komfortem? Okazuje się, że nie należy sądzić po pozorach ani kierować się stereotypem. To, co najwygodniejsze, wcale nie musi przypominać niemowlęcej pieluszki!

„Celina jest idealna, do tego bardzo wygodna” - twierdzi nasza mama. Gdy zauważymy, jak mocno biustonosz ten podnosi biust, może to wydać się zaskakujące. Mama_lobbystka jednak obala stereotyp, wyjaśniając: „Piersi w ciąży robią się cięższe niż w podobnym rozmiarze normalnie (tak mi się wydaje, bo na początku ciąży rozmiar mi się nie zmienił, ale czułam większy ciężar) i bolesne. Stanik, który mocno podnosi i przyciska piersi do klatki piersiowej, unieruchamiając je, niweluje ten ból - w przeciwieństwie do stanika typu jo-jo, jak Mamabel”. W gruncie rzeczy nie jest to wcale zaskakujące - wiemy przecież, że kołysanie się piersi przy każdym ruchu może powodować ból i dyskomfort nawet, gdy nie jesteśmy w ciąży. W ciąży zaś problem staje się dotkliwszy. Ciężarny biust potrzebuje zatem szczególnie mocnego podtrzymania - tymczasem producenci popularnej ciążowej bielizny wydają się uważać odwrotnie!

Usztywniane miseczki mają też dla ciężarnych pewną niespodziewaną zaletę: „W każdym momencie może zacząć się laktacja, co jest normalne w ciąży. Lepiej więc, by te pierwsze krople mleka nie przemokły i nie zabrudziły bluzki” - tłumaczy mama_lobbystka. A fiszbiny? Czy nie uwierają wrażliwego ciała? Okazuje się, że bynajmniej: „Większość dnia spędzam w łóżku i fiszbiny nie są żadną przeszkodą, jest to najwygodniejszy z moich obecnych staników, a i wygodniejszy od wielu innych przedciążowych” - zachwala mama_lobbystka. „Biustonosz ten jest dowodem na to, że w ciąży nie trzeba nosić tych „rosnących” koszmarków, nawet gdy się musi leżeć” - konkluduje. Ja jeszcze dodam, że aby fiszbiny nie uwierały, biustonosz musi być w prawidłowo dobranym rozmiarze, tak, by druty nie wchodziły na piersi, lecz okalały je, przylegając do klatki piersiowej. Nie musimy obawiać się fiszbin w ciąży, a nawet podczas karmienia.

 

Ciąża na luksusowo?

Pomysł noszenia w ciąży usztywnianego biustonosza o efektownym kroju i kolorze wielu osobom może się wydać zaskakujący. Przywykłyśmy bowiem do wybierania „ortopedycznych” modeli, wierząc, że jeśli coś nie grzeszy urodą, to z pewnością jest przynajmniej wygodne. Wiele z nas sądzi wciąż, że w ten sposób daje biustowi to, co dla niego najlepsze. Wydaje mi się, że wiele kobiet wciąż traktuje ciążę jako okres, w którym wręcz nie wypada podkreślać atutów urody... Okazuje się jednak, że wybierając „fikuśne” modele możemy zapewnić sobie dużo większy komfort niż nosząc tradycyjne rozciągliwce. Tak samo twierdzi mama_lobbystka: „Trochę mnie to śmieszy, że do całodziennego leżenia w łóżku zakładam pod piżamopodobne ubrania luksusową bieliznę (bo drugim codzienniaczkiem jest Fauve'owa Bethany), ale najwyraźniej ten luksus dotyczy też wygody, a nie tylko wzornictwa.”

Jestem ciekawa, czy są wśród Was mamy albo przyszłe mamy, które mogą podzielić się podobnymi doświadczeniami? A może dopiero planujecie ciażę? W jakich biustonoszach chciałybyście ją spędzić?

[Dane uzupełniające: Wymiary modelki: wzrost 160 cm, pod biustem ciasno 71 cm, pod biustem luźno 80 cm, w biuście 98 cm, czas: przełom 7 i 8 miesiąca ciąży, bluzka: BiuBiu kusicielka 36B/BB. Podziękowania dla modelki! Zdjęcia nie są przeznaczone do kopiowania i wykorzystywania bez zgody autorów ani przedstawionycn na nich osób]

środa, 12 października 2011

Czy pamiętacie jeszcze te wybory, w których zwyciężyły szkarłatne kusicielki? :-) Model Sienna marki Panache towarzyszył nam potem przez pewien czas w kolejnych wcieleniach kolorystycznych, po czym zniknął ze sceny, by znowu powrócić jesienią 2010. Wiosną Sienna znowu nas opuściła, teraz przeżywa kolejny jesienny comeback, by wiosną po raz kolejny zniknąć... Pojawia się i znika - za każdym pojawieniem się zbierając niezłe opinie. Co nas urzeka w Siennie? Do tej pory znałam ją tylko z widzenia i słyszenia, a niedawno wreszcie skusiłam się na noszenie :-)

Panache Superbra - Sienna, rozmiar: 36G, kolor: fioletowy (navy/plum) [Rozmiary miseczek: D-K, obwody: 30-38, cena: 139 zł]

 

Estetyka

Pamiętam, jakim powodzeniem cieszyły się Sienny w innych kolorach - większość wersji zawierała koronkę czarną w kombinacji z podkładem innej barwy (czerwonej, różowej, niebieskiej) i te, prawdę mówiąc, najmniej do mnie przemawiały. Oprócz czarnej, w repertuarze Siennowym była też świetna koronka jasnoczerwona (zwana też szkarłatną, koralową i... pomidorową) i miętowa. Granat pojawił się po raz pierwszy i moim zdaniem zestawienie tej barwy z tłem dolnej części miseczki jest, jak dotąd, zdecydowanie najciekawszym pomysłem! Widok tej eleganckiej śliwki węgierki mnie oczarował i pewnym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie, że spód miseczek, gdy spojrzeć nań od wewnątrz, okazuje się dość zwyczajnie buraczkowy, a katalogowej śliwkowości nabiera dopiero w sztucznym oświetleniu. Buraczki te jednak zupełnie nie ujmują Siennie szyku, bo naprawdę pięknie mieszają się z granatem. Niedawno na fali zainteresowań makijażowo-manikiurowych dowiedziałam się o istnieniu angielskiej nazwy koloru blurple - mieszaniny blue i purple. Sienna to taki mój bieliźniany blurple - bardzo ciemny navy blue z „purplowym” glitterem ;-)

Koronka górnej części miseczki prezentuje się na biuście zaiste kusidełkowo, a satynowe podszycie miseczki ładnie lśni. W koronce również daje się dostrzec dyskretne błyski. A koronki mamy pod dostatkiem, bo cały obwód jest nią obszyty. Do tego mój ulubiony rodzaj „wąsatej” kokardki... jest się na co skusić.

Pewien dysonans występuje z tyłu - wysokie boki Sienny nieoczekiwanie obniżają się w kierunku wąskiego dwuhaftkowego zapięcia, a samo zapięcie po dłuższym używaniu trochę się wyciąga i odkształca, co wprawdzie nie wpływa na wygodę noszenia, ale wygląda nienajlepiej.

 

Dopasowanie

Rozmiar najczęściej przeze mnie kupowany i tutaj okazał się strzałem w dziesiątkę, dodatkowo pochwała należy się za stosunkowo ścisły obwód.

 

Kształt

Sienna zawsze słynęła z nadawania piersiom okrągłego kształtu. Moje wrażenia całkowicie pokrywają się z opiniami fanek tego biustonosza - biust w Siennie wygląda perfekcyjnie: podniesiony, zebrany i zamieniony w kulki, ani trochę nie przypłaszczony.


 

Konstrukcja i podtrzymanie

Sienna reprezentuje typ bandless, czyli bez połączenia dołu biustonosza jedną taśmą (u nas znany pod kryptonimem „fiszbiny niewbudowane w obwód”). Mimo lekkości konstrukcyjnej daje sobie świetnie radę z podtrzymaniem bez nadmiernego zabudowania. Do tego ten efektowny ażur w części górnej i właściwie można czuć się prawie jak w half-cupie.

Biuściaste ze strefy G+ chwaliły Siennę właśnie za niższe zabudowanie i węższy rozstaw fiszbin niż w innych modelach z tej strefy rozmiarowej. Mogę tylko powiedzieć, że mój „pograniczny” biust czuje się w Siennie dobrze podtrzymany i jednocześnie wyeksponowany, boki nie są nadmiernie wysokie, a fiszbiny mają odpowiedni, nie za szeroki ani nie za wąski rozstaw. Regulowane na całej długości ramiączka nie są przesadnie elastyczne, ani też przesadnie szerokie.

 

Wygoda

Są dwa małe „ale”: końcówki fiszbin na mostku potrafią trochę gnieść (nic to jednak w porównaniu z wieloma innymi gnieciuchami, jakie zdarzało mi się nabywać i odsyłać bądź z różnym powodzeniem próbować skłonić do współpracy), a dół mostka - gryźć, na szczęście tylko wtedy, gdy długo przebywam w pozycji siedzącej. Mam ten problem często z tym typem kroju. Brak spodniej taśmy oznacza bowiem, że dolna krawędź mostka nie jest zabezpieczona i ostra krawędź materiału potrafi wbijać się w górną część „siedzącego” brzucha.

Poza tymi drobiazgami nie mam do Sienny zastrzeżeń.

 

Cena

Dawno nie było pochwały dobrej ceny :) Uważam, że cena 139 zł za tak udany konstrukcyjnie oraz efektowny i elegancki biustonosz jest naprawdę niezła, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę zbliżające się i przekraczające 200 zł ceny niektórych marek. A już gdy się dołoży zniżkę, o której niżej... ;)
 

Podsumowanie

To moje pierwsze spotkanie ze Sienną i nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na temat tej wersji, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi. Głównie chodzi o zapowiadane od kilku sezonów przez Panache zmiany konstrukcyjne, m.in. obniżenie fiszbin. Czy dotyczyły one również Sienny, czy też w przypadku tego modelu firma Panache spoczęła na kusidełkowych laurach? ;-) Jakie są Wasze wspomnienia w związku z dawnymi Siennami?

Bo ja muszę przyznać, że w gruncie rzeczy nie żałuję, że dopiero teraz spróbowałam Sienny - to udany biustonosz, ale sądzę, że warto było poczekać na wersję śliwkową :-)

 

Uwaga, promocja!


Sklep Intimo4you naszykował dla stanikomaniaczek specjalną cennę na jesienną Siennę :) - tylko 100 zł! Dodatkowo dwa inne śliwkowe okazy, Andorra plunge oraz Andorra full-cup, będzie można kupić za 119 zł! (cena regularna Andorr: 149 i 159 zł). Majtki do obu kompketów - tylko 59 zł! To wszystko rzecz jasna na hasło „stanikomania” :-) A więc - śliwki do koszyka! :-) Promocja obowiązuje przez najbliższe 5 dni, czyli do 16.10.

środa, 05 października 2011

Czas pojawiania się w sklepach nowych kolekcji to dobry moment do różnych porównań i skojarzeń. To, co oglądałyśmy pół roku temu w postaci wyrywkowych zapowiedzi, zaczyna układać się w pewną całość. W dodatku projekty bieliźniane okazują się częścią tej samej wielkiej układanki trendów, co cała reszta garderoby. Zauważyłam, że na podstawie zapowiedzi kolekcji bielizny mogłabym z niemal równym powodzeniem przewidywać, co będzie na mnie czekało w sklepach z ubraniami, jak i odwrotnie :) Dotyczy to zwłaszcza kolorów i deseni, bo z fasonami sprawa jest bardziej złożona.

 

Barwna dojrzałość

Za przykład mogłaby służyć choćby wchodząca właśnie do sprzedaży kolekcja Ewy Michalak. Burgundy, granaty, fiolety... Te same barwy, które patrzą na nas od niedawna ze sklepowych wieszaków. Aby to zauważyć, nie trzeba nawet iść do sieciówek - w tym sezonie wystarczy zajrzeć do BiuBiu, sklepu z odzieżą projektowaną z uwzględnieniem rozmiaru biustu. Mogłoby się wydawać, że projektantki umówiły się, że biustonosze jednej będą pasowały do bluzek drugiej.

Ta kolorystyczna konsekwencja potęguje wrażenie, że obie marki ostatnio jakby dorosły. Innymi słowy, Ewa Michalak i BiuBiu to już nie marki „nieopierzone”, lecz porosłe w dojrzałe piórka :-) Czy to dobrze, że zaczynają zlewać się z modowym krajobrazem? To chyba temat na długą dyskusję.

 

Jak piórko

Tym razem jednak to nie kolory przykuły moją uwagę, a desenie. Uwielbiam niebanalne wzory i rzuciki, zarówno na odzieży, jak i bieliźnie. Zwykłe kropki czy paski zdecydowanie mi nie wystarczają :-) Pierzaste motywy i dodatki nie są co prawda wynalazkiem tego sezonu, ale mam wrażenie, że tej jesieni mamy do czynienia ze szczytem uptasienia.

Weźmy choćby Zarę, markę słynną z dość wiernego kopiowania wybiegowych trendów. Oto wybrane nadruki (dwie bluzki i jeden szalik):

 

 A bielizna? Sashę marki Cleo oglądałyśmy już dawno przy okazji zapowiedzi Cleo na jesień. Model ten już pojawił się w sprzedaży i zapewne teraz dużo mocniej przyciąga uwagę, niż można się było tego spodziewać wiosną. Powód? Moda!

Sasha jest zgrabną balkonetką, która podobno rzeczywiście ładnie kształtuje i podnosi biust. Warto zwrócić uwagę na rozpiętość rozmiarów miseczek: D-J. Strefa rozmiarów G+ to zwykle strefa wielkich kompromisów i małego wyboru - jeszcze do niedawna moda właściwie jej nie dotyczyła. Na szczęście to się zmienia.

 

Drugi przykład, też z Panache, nie jest może dokładnie pierzasty, ale z piórkami się kojarzy. Kształt motywów nadrukowanych na modelu Fern przypomina mi piórka. Śliwkowa tonacja zaś wpisuje się w jesienne trendy.

Fern jeszcze bardziej imponuje rozmiarowo, bo dochodzi do miseczki K. Może uznacie go za nieco naciągany przykład pierzastości, ale trudno mi było się powstrzymać przed pokazaniem go tutaj... po prostu wygląda szalenie modnie z tymi fioletami i morskimi zieleniami :-) Czy ktoś ostatnio przypadkiem nie narzekał w komentarzach na niedostatek fioletów? ;-)

 

Birds of a feather...

...flock together, czyli ciągnie swój do swego, a podobne przyciąga podobne. Skoro piórka, to i ptaszki - zajrzyjmy znowu do Zary (bluzki po lewej) oraz polskiego Solara (spódnica po prawej):

 

Ptaszki bywają, jak widać, zarówno barwnie upierzone, jak i potraktowane sylwetkowo. Taki właśnie oszczędny wzór znajdziemy na nowości marki Freya, modelu Ingrid. Zwróćcie też uwagę na ptasią ozdobę na mostku :-)

Ingrid w wersji miękkiej półprzejrzystej balkonetki wystąpi w rozmiarach miseczek D-GG, a w wersji usztywnianej half-cupowej - B-G. Ptasim nadrukiem możemy nacieszyć się jeszcze bardziej, nabywając coś z kompletu Ingrid marki Freya Lounge. Ptasia będzie koszulka oraz spodnie piżamowe.

I jeszcze jedna ptasia ciekawostka - w sumie dość niedawno odkryłam, że kolekcje sezonowe inspirowane najnowszymi trendami to również zjawisko dotyczące... lakierów do paznokci. Birds of a feather - tak nazywa się najnowsza kolekcja marki Orly. Ciemna śliwka to Fowl Play, szmaragdowa zieleń - Lucky Duck. Właściwie mogłybyśmy spokojnie zacząć dobierać manicure do bielizny.

 

Nadruk kontra koronka

Zapewne dałoby się znaleźć więcej przykładów przenikania trendów ze świata odzieży i odwrotnie. W przypadku wzorów tkanin i dzianin zjawisko to jest spowodowane między innymi tym, że te same wzory, a nawet te same materiały, które pojawiają się na rynku w danym sezonie, bywają wykorzystywane zarówno do szycia ubrań, jak i bielizny.

Szkoda jednak, że nadruki są w bieliźnie mniej popularne, a jeśli już się je wykorzystuje - często ustępują urozmaiceniem i urodą tym odzieżowym. W polskich markach D+ nadruki występują rzadko - widuję je właściwie tylko u Ewy Michalak i w firmie Comexim (poniżej co prawda nie ptasi, ale „kurzostopkowy” model Jacqueline :)

Wzorzyste biustonosze to raczej domena marek młodzieżowych i adresowanych do mniejszych biustów, takich jak Atlantic - „dorosłe” polskie firmy najczęściej pozostają przy tradycyjnych haftach i koronkach, a trendy widać głównie w kolorystyce.

 

Trendy i owędy

Niedawno dyskutowałyśmy na Lobby Biuściastych o tym, na ile zjawisko mody wpływa na nasze bieliźniane wybory. Wiele osób deklarowało, że bielizna funkcjonuje u nich niezależnie od odzieży i rzadko styl tego, co pod spodem, koresponduje z tym, co na wierzchu.

Wydaje mi się jednak, że często nie uświadamiamy sobie tego, na ile nasze wybory są manipulowane przez modowo-marketingową maszynę. Nieprzypadkowo zestawy konkretnych barw powielane są przez różne marki, zarówno odzieżowe, jak i bieliźniane, a nawet kosmetyczne. Z przyjemnością patrzymy na harmonijne zestawienia uśmiechające się do nas z wieszaków każdego sklepu i tym bardziej chcemy zobaczyć je w naszych szafach, skompletowane z różnych części garderoby. Planując zakup zielonej bluzki i spódniczki zawsze tym łaskawiej spoglądam na zielony biustonosz...

Wracając zaś do biustonoszy - chciałabym czasem, żeby bielizna w większym stopniu inspirowała się odzieżą. Dzięki temu stałaby się bardziej urozmaicona. W sumie to bardzo konserwatywny dział mody... Krótko mówiąc, nie obraziłabym się, gdyby kolorowe ptaki i motyle, podobne choćby do tych z bluzek i apaszek Zary, pojawiły się także na biustonoszach.

A Wy?

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...