środa, 31 października 2012

Zabrzmi to może mało oryginalnie, ale tak jest: chłodna aura i bliskość pewnych dat skłaniają do zadumy i wspomnień. Przebiegając myślami ostatnie lata nie mogę pominąć tych wspomnień, które wiążą się ze stanikomaniactwem. Są to same radosne wspomnienia, albowiem stanikomania to dla mnie jeden z najmilszych sposobów spędzania czasu :) Ale uświadamiają mi one także, że ostatnio zaczęło mi jakby czegoś brakować w Stanikomanii i w moim stosunku do jej pisania. Czuję to, wracając do starych wpisów - choćby tych o czarnych faworytach, które miały wejść do tradycji (stworzyłam ich aż dwa! :). Co mnie niepokoi? Trudno to zdefiniować, ale zaczynam mieć wrażenie, że w rosnącym gąszczu marek, nowych modeli, kolekcji i ich zapowiedzi, które czuję się w obowiązku dokładnie opisać, zaczynam gubić swoją... stanikomanię.

Co się stało z tymi porankami, gdy przy kawie przeglądałam oferty bra-sklepów, snułam zakupowe plany i marzenia, polowałam na okazje oraz oczywiście zastanawiałam się, o czym by tu Wam napisać? Teraz znacznie częściej niż do sklepów zaglądam na Facebooka i obserwuję dziesiątki wpisów firm, blogów i serwisów. Zamiast szukać, czym by się tu zachwycić - biernie konsumuję treść sklepowych profili. Pisząc blog zaś czuję się, jakbym ciągle nie nadążała za ewoluującym rynkiem i pojawiającymi się wciąż nowościami. Czy wiecie, ile jeszcze zapowiedzi wiosennych kolekcji pozostało nie opisanych? No właśnie... W ten oto sposób z blogującej klientki zamieniam się w wiecznie spieszącego się sprawozdawcę, który nie wiedząc, od którego z setki tematów zacząć, staje z bezradnie zwieszonymi rękami... Toż to... ramiączka opadają! :) Coś tu nie gra - czas na jakąś zmianę.

 

Kawa i koronki

Pomyślałam i doszłam do wniosku, że potrzebuję po prostu częściej wracać do źródeł. Do rzeczywistości sklepowych wieszaków (tych wirtualnych i tych realnych) i krążących między nimi klientek, do których przecież cały czas należę. Tej rzeczywistości nie zastąpi świat „fejsa”, zajawek, konkursików, zdawkowych dialogów, spotkań z firmami i ogólnie rozumianego pijaru. Nie będę szczęśliwą stanikomaniaczką bez tych nieśpiesznych chwil zachwytu nad koronką, kokardką czy wzorem, przeżywanych bez presji, że na opisanie czeka kolejny, następny i jeszcze następny model czy marka, której jeszcze na Stanikomanii nie było. Zwalniam więc tempa i wrzucam na luz (co nie znaczy, że zamierzam rzadziej pisać!).

Jeżeli dotarłyście, drogie Czytelniczki, do tego miejsca - zachęcam Was do towarzyszenia mi przy kawie i koronkach... i rzutu okiem na moich czarnych faworytów :)

 

Retrolucje

Retro ciągle modne - jedną z marek, które najmocniej podążają za tym trendem, jest Gossard (kolekcja Retrolutions). Niepokoi mnie krój tej półusztywnianej balkonetki (D-G, obw. 30-38) - poziome cięcie miseczki i jego półsztywniakowość grożą zamianą biustu w (jakże retro) rakiety. Zbiera jednak dobre opinie. Kusi satynowy dół, koronka, widoczne metalowe detale.

Coś mi to przypomina - pamiętacie zapowiedzi (ech, znów te zapowiedzi! :) kolekcji Panache Superbra na przyszłą wiosnę? Idina co prawda nie będzie półsztywniakiem ani w wersji balkonetkowej, ani plunge, ale ta koronka i złote sprzączki są w identnycznym stylu. Konkludując, balkonetkę Retrolution przymierzyłabym z chęcią, by się przekonać, jak też Gossard poradził sobie z modelem półusztywnianym. Może czas porzucić uprzedzenia do tego typu biustonoszy?

Przyznam, że nie przypadły mi do gustu ani plunge (do tego longline), ani modelująca koszulka z serii Retrolution. Nie podoba mi się to wycięcie pośrodku, kojarzące się raczej z pęknięciem. Zresztą oba kończą na miseczce E, co wyklucza u mnie eksperymenty.

 

Powrót do Rio

Tu Was pewnie zaskoczę. Zaiste nastrój mam wspomnieniowy, skoro zwracam uwagę na tak stare, wyeksploatowane modele jak Rio marki Freya, od wielu lat zadomowione w bazówce, lecz nie pojawiające się już niestety w sezonowych kolorach. Niektóre młodsze stanikomaniaczki pewnie nawet nie wiedzą o istnieniu Rio! Ma ono jednak swoje wierne fanki.

Niedawno miałam okazję obserwować dwa piękne duże biusty ubrane w czarne Rio. Ich właścicielki były tym modelem zachwycone. Nie tylko doskonale leżał, modelował i podtrzymywał. Dziewczyny zachwycały się także oryginalnym designem, ani słodko-koronkowym, ani nudno minimalistycznym. Ta przedziwna siatka z łańcuszkowatym wykończeniem prezentuje się moim zdaniem bardzo na czasie - trochę rockowo, trochę nonszalancko, ani trochę nie cukierkowo. Brawo dla Rio!

 

Z Arabellą przez lata

To kolejna weteranka. Trochę przez przekorę nie pokażę nowszej mgiełki marki Freya - Lyli - ani w czerni z czerwonymi dodatkami, ani zapowiadanej wersji „lukrecjowej” (czerń, fiolet) - wszystkie pewnie doskonale je pamiętacie. Przypomnę za to o Arabelli, która moim zdaniem wciąż pozostaje w ścisłej czołówce marki Freya od początku jej istnienia.

Wiem, że ma ona swoje przeciwniczki, moim zdaniem jednak Arabellę wymyślił geniusz :) Cieszę się, że wciąż jest z nami w klasycznej wersji czarnej z różem.

 

Gracja o północy

Midnight Grace to dobra nazwa marki dla czarnych biustonoszy, choć nie wszystkie propozycje tej marki (należącej do sklepu Figleaves) są czarne. W tym modelu (Paige Italian Lace E+ Balconette Bra) zainteresowała mnie przejrzysta siateczka. Z reguły w tym miejscu spodziewamy się haftów czy koronek, tutaj ozdobny haft występuje na dole. Interesująca jest też „dziurka od klucza” na mostku. Wbrew pozorom, Paige jest miękka, nie półusztywniana.

Nigdy nie miałam biustonosza tej marki - mimo że nie raz o niej wspominałam w różnych przeglądowych notkach, nigdy nie zdecydowałam się na zakup. Jest ona przystępna cenowo, można jednak kupić ją tylko w Figleaves. Jeśli miałyście z nią jakieś doświadczenia, proszę o podzielenie się :)

 

Elsa i Loretta

Czyli dwie klasyczne balkonetki marki Panache Superbra z kolekcji bazowej. Nie prezentują się może zbyt oryginalnie, ale szalenie podobają mi się delikatne hafty zarówno na jednej, jak i na drugiej.

Elsa:

Loretta:

Krój obydwu wygląda na zbliżony do modelu Ariza. Miseczki: D-K, obwody: 30-38.

 

Susanna i Samantha

Przedstawicielki marki Fantasie. Koronki i hafty w wersji „na bogato” - obydwie sprawiają luksusowe wrażenie.

Samantha to czysta klasyka, wręcz nudna... podoba mi się jednak ten zdecydowany wzór kontrastujący z wyjątkowo przejrzystą siateczką.

Susannę z kolei w całości wypełnia wzorzysta koronka. Tu podoba mi się mocne obramowanie całości poprzez wykończenie podobną koronką dołu i góry biustonosza. Zwróćcie uwagę na zdjęcie tyłu w Figleaves - tył obszyty jest także wąziutkim brzeżkiem z koronki.

Susanna oferuje miseczki D-H i obwody 30-42, Samantha DD-H i 30-40.

Chciałabym, żeby jakiś polski sklep pochwalił się, że ma już Susanne lub Samanthę. Obie należą do aktualnej kolekcji jesiennej i można je kupić w brytyjskich e-sklepach.

 

Posrebrzana 

Maggie to jedna z moich dwóch faworytek z marki Elomi. Jestem sroką i sreberka po prostu lubię :) (w haft wpleciona została srebrna nitka). Maggie ma też obniżony mostek, co pozwoli włożyć głębszy dekolt niż do klasycznych full-cupów tej marki.

 

Rozmiary Maggie to miseczki E-JJ i obwody 36-44.

 

MiNimalna Nina

Coś z naszego podwórka - Nina marki Avocado to wprawdzie już nie taka nowość, ale  postanowiłam już przecież nie ograniczać się do nowości. Według mnie to jeden z najbardziej udanych projektów Avocado w ostatnim czasie. Bardzo oryginalny, jak większość zresztą. Nie znam podobnego biustonosza. Fenomenalne połączenie błysku i matu, satyny i półprzejrzystej siatki, ciekawy detal na mostku.

 

Czerń i czerwień

To kolory, które często idą w parze. Czerwień rozszerzyłabym tu na wszelkie pokrewne odcienie, od klasycznych, jak czerwone wino czy róże, do buraczków czy amarantów.

Mam tu dwie zdecydowane faworytki. Pierwszą jest Valentina marki Elomi - czarną dzianinę z satynowym połyskiem zdobi wzór różanych płatków. Dla mnie to jedna z największych gwiazd tej jesieni. Można ją kupić w Figleaves, nie wiem czy jest już w Polsce (miseczki D-HH, obwody od 34).

Drugą jest Ariza (Panache Superbra) w wersji czarnej z amarantowymi i jaskraworóżowymi dodatkami. Na sklepowych zdjęciach (np. w Figleaves) kolory te wyglądają na zgaszone, w rzeczywistości są bardzo żywe, co miałam okazję już sprawdzić w realu (recenzja się szykuje).

Jako że w tym sezonie mam amarantowego bzika, ta wersja Arizy świetnie wpisuje się w moje upodobania :) W dodatku jest już w naszych sklepach.

 

Czarna obfitość

Przeglądając e-sklepowe półki pod hasłem „czerń” uświadomiłam sobie, jakie mnóstwo pięknych wzorów kryje się pod tym klasycznym, neutralnym kolorem. Przez dłuższy czas prawie całkowicie go pomijałam, koncentrując się na barwnych letnich kompozycjach. Warto jednak czasem wrócić do czarnej klasyki. Zwłaszcza że zarówno czerń, jak i koronki są teraz ogromnie modne także w wierzchniej odzieży. Można więc komponować sobie całe czarno-koronkowe zestawy - oto np. spódnica dla lubiącej czerń stanikomaniaczki :)

Ponieważ, co oczywiste, nie jestem w stanie pokazać Wam tej obfitości w całości, proszę jak zwykle o uzupełnienie tej listy. Czy ostrzycie sobie ząbki na czarne koronki? Jacy są Wasi czarni faworyci tej jesieni?

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...