wtorek, 29 października 2013

Dzisiaj będę straszna i opowiem Wam dowcip... eee... znowu napiszę Wam recenzję babcinego stanika :-) Skąd u mnie ta faza zainteresowania jakimiś full-miskami tudzież niezbyt popularną wśród nowoczesnych biuściastych stylistyką, jakże odmienną od trendowego wzornictwa Frejek czy Cleo? Stąd, że to właśnie te egzotyczne eksperymenty przyszły mi ostatnio na stanikowy ratunek (bra-tunek). Pewnego dnia paskudnie rozbolał mnie biust - zapewne na skutek zawirowań hormonalnych - i przez kilka dni każdy stanik był dla mnie utrapieniem. Aż w końcu sięgnęłam po... Czejndża. I znalazłam się w niebie. Tym razem był to inny Change niż poprzednio - moja dusza bra-eksperymentatorki nie przepuściłaby przecież takiej okazji do testów. Więc musicie mi wybaczyć, że znowu będę się rozwodziła nad urokami elastycznych, zabudowanych i w ogóle babcinych misek. W dodatku szarych!

 

 

Change (Charade) - Kamma, rozmiar: 80I [Rozmiary miseczek dostępne w sklepie Intymna.pl: E-K obwody: 65-90, cena: 149,90 zł; biustonosz został mi dostarczony przez dystrybutora]

 

Estetyka

Kamma, jak widzicie, nie oszołamia interesującym wzornictwem - to zwyczajny biustonosz w przyjemnym odcieniu szarości z nutką lila z bladoróżowymi dodatkami. Na początku drażniły mnie ramiączka - mimo że ładnie ozdobne, są wyjątkowo szerokie, a przede wszystkim - jasne, za czym nie przepadam. Pasują jednak do całości. Najbardziej podoba mi się w tym staniku niepospolity kolor, bo takich ładnych szarości w bieliźnie wcale nie jest dużo.

Ramiącho ;) Część przednia - ozdobna. Tylna jest z gładkiej gumy w identycznym kolorze.

 

Jak wszystkie Change, z jakimi miałam do czynienia (gwoli ścisłości - Kamma jest dzieckiem podmarki Charade), tak i ten biustonosz jest wykonany starannie, z bardzo przyjemnych w dotyku, miękkich materiałów. Świetne zapięcie, przyzwoite detale (przyjemne mini-kokardki z dobrej jakości, nie strzępiącej się wstążki). Pranie także nie czyni mu żadnej krzywdy.

Kokardka z dwóch kolorów wstążki u przedniej nasady ramiączka. Na mostku jest identyczna.

 

A otóż i mostek.

 

Haft nie jest może arcydziełem, ale został starannie, symetrycznie rozmieszczony. Cały przód Kammy pokrywa elastyczna, półprzezroczysta dzianinka z żakardowym wzorem w małe romby, z tyłu jednak mamy inny materiał - mocną siatkę. I teraz uwaga na różnice między zdjęciem w sklepie Intymna.pl a rzeczywistością... Zdjęcie w Intymnej.pl sugeruje, że ten sam materiał pokrywa także tył - cóż, w przypadku mojej Kammy jest inaczej. Z punktu widzenia estetycznego - szkoda.

Kolejna różnica między fotką a realem to brak przejrzystości - miseczki mojej Kammy są bardzo lekko półprzejrzyste tylko w górnej części, ponieważ w dolnej podszyto je grubym, miękkim materiałem, podobnie jak opisywaną niegdyś Stasię. Nie przeszkadza mi to wcale, ale fotka wprowadza w błąd...

Tył Kammy zrobiony jest z dwóch warstw: spodnia to przyjemna w dotyku gładka dzianinka, wierzch, który widać na zdjęciu - siateczka powernet.

 

Miseczki od środka, widać też spodnią stronę tyłów.

 

Kamma z boku - widoczny jest fragment miseczki, boku i tyłu.

 

Dopasowanie

80I było w tym przypadku strzałem w dziesiątkę. Obwód trzyma się po prostu idealnie, mimo że wcale nie czuję ucisku, miseczki są w sam raz. Są elastyczne, co pozwala na pewną tolerancję rozmiarową.

Jak już kiedyś wspominałam, tabela rozmiarów Change uwzględnia całkiem spore przedziały obwodów w biuście, które zachodzą na siebie w sąsiednich rozmiarach miseczek. Może to być mylące dla osoby kupującej zdalnie i usiłującej dobrać rozmiar po raz pierwszy. Z drugiej strony, jest przecież bardzo możliwe, że niektórym osobom z moim obwodem w biuście pasowałaby mniejsza miseczka - wszak kształty piersi są różne, objętość piersi nie zależy tylko od obwodów. W takim przypadku elastyczność dzianiny sprawia, że niektóre biusty mogą zostać zwolnione z konieczności wybierania nie całkiem właściwego rozmiaru.

 

Kształt

Trochę się wahałam, jakie tu przyjąć kryteria, po ostatnich dyskusjach na temat różnorodności naszych staniko-gustów. Wedle najczęściej stosowanych przez nas kryteriów (ma podnosić, zbierać, robić dekolt...) - Kamma wypada raczej tak sobie. Biust podnosi nie za mocno, choć dostatecznie. Kształt piersi jest zaokrąglony. Zbieranie - słabe. Jeśli biust naturalnie rozchodzi nam się nieco na boki - w Kammie taki pozostanie. Dekoltu Kamma nie kreuje ani trochę. Podsumowując - Kamma nie wywiera na piersi niemal żadnej presji, co oczywiście ma jedną olbrzymią zaletę - komfort.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Podobnie jak Linda, Kamma podtrzymuje biust zaskakująco dobrze, jak na posiadaczkę elastycznych miseczek. Efektów jo-jo brak. Ramiączka w części przedniej i tylnej są elastyczne, ale pracujące. Obwód trzyma się świetnie bez ściskania.

Miseczki nie są nadmiernie wysokie pod pachami i nie obcierają ich. Mają krój balkonetkowaty, trzyczęściowy. Przypuszczam jednak, że nad ich krojem można by nieco popracować, tak by lepiej podnosiły i choć trochę zbierały :-) mimo elastyczności.

 

Wygoda

Znowu szóstka z plusem, czyli piątka :-) Kamma to jedyny stanik, który zakładałam, nosiłam i zdejmowałam bez bólu w czasie, gdy inne mi dokuczały. Oprócz komfortowej elastyczności, na uwagę zasługuje miękkość materiałów - wszystko od spodu jest w Kammie milutkie i misiowate. Wygodniczek idealny.

 

Do kompletu

Figi (w rozmiarze 42) są także milutkie i starannie uszyte, mają też z boków nieduże, ale miłe falbanki. Tylko haft ma trochę nieciekawy układ. Plus za seksownie przejrzysty tył :-)

 

Cena

Powiem uczciwie - gdybym nie znała zalet Kammy, za tę cenę bym jej nie kupiła. Ale już je znam. Chodzi, rzecz jasna, o superwygodę. Więc gdybym teraz musiała za Kammę zapłacić, wyłożyłabym taką kasę bez wahania (no i gdybym nie miała już oranżowej Lindy, która daje porównywalny komfort :). Superwygodny stanik to coś, co po prostu trzeba mieć, a jeśli jeszcze do tego nie jest całkiem brzydki, wart jest tyle samo, co inne - piękniejsze, bardziej spektakularnie kształtujące biust modele. Odejmuję jednak punkt za nie do końca kompatybilną z mymi upodobaniami estetykę.

 

Podsumowanie

Cóż tu dodać? Chyba muszę Was uprzedzić, że nie zamierzam rezygnować z wygodnicko-luzacko-babciowego nurtu i oprócz tych zachwycających i modelujących, nie będę się powstrzymywała przed testowaniem i recenzowaniem tych staników, które, jak to się mówi w biuściastym żargonie, nic albo prawie nic z biustem nie robią. To oczywiście nigdy nie jest „nic” - każdy dobrze dobrany stanik przynajmniej trochę podnosi i rozdziela piersi (z wyjątkiem bezfiszbinowców, które z rozdzielaniem niezbyt sobie radzą), nie pozwala im opaść na brzuch ani stykać się ze sobą, chroni delikatną skórę przed kontaktem z nie zawsze przyjemnym w dotyku ubraniem.

Jeśli jesteśmy bardzo przywiązane do podnoszenia i modelowania, takie „nicnierobiące” staniki-leniwce możemy zarezerwować sobie nie tylko na luźniejsze okazje, ale i pod obszerne ubrania typu oversize, w których biust ginie w przepastnym ciuchu.

 

Galeria

Polecam - uważam, że mimo iż design nie zapiera tchu w piersiach, warto przyjrzeć się szczegółom wykonania Kammy. 

 

 

Na zakończenie znowu lista sklepów, w których możecie zaopatrzyć się w bieliznę Change. Mam wrażenie, że ostatnio rośnie. Ciekawa jestem, co myślą biu-sklepy o tej marce. Czy dobrze się sprzedaje?

A Wy, co sądzicie o stanikach-leniwcach? :-)

środa, 16 października 2013

Nowe bryt-kolekcje chwilowo troszkę mnie znużyły i poczułam, że nie mogę już dłużej przemilczać postępów naszych rodzimych młodych marek :-) Cudze chwalicie, swego nie znacie - brzmi popularne powiedzenie, a ja uważam, że cudze chwalić warto, jeśli na to zasługuje, a własne... dokładnie tak samo.

Z marką Nessa zetknęłam się niejako od innej strony niż zwykle - nie klientki, lecz przy okazji działalności doradczej dla jednego z naszych e-sklepów. W ramach tejże miałam okazję spotkać się z handlowcem firmy, obejrzeć produkty i porozmawiać o testach. Nessa jest niedużą, młodą firmą ze Śląska i zagadnięte bra-fitterki zgodnie twierdzą, że elastyczną i otwartą na uwagi. Moje wrażenia były podobne.

Jak się zdaje, Nessa znana jest głównie z modeli usztywnianych, jak push-upy i plandże (np. granatowa Malwina). Podobają mi się też bazowe semisofty czyli półsztywniaki - z solidnych materiałów, ładnie zaokrąglające biust (np. Matylda) - kojarzące mi się trochę z pamiętnym Panache Heaven (kto pamięta? :) Nie są to luksusowe modele, ale mają dobrze trzymające power-netowe obwody, co nie jest takie częste u polskich producentów (swoją drogą, zastanawia mnie popularność w polskiej bieliźnie bardzo wiotkich, rozciągliwych dzianin na tyły). Niektóre modele mają kieszonki i wyjmowane wkładki, nawet w miseczkach D+ (np. usztywniana Paula). No i ceny - przyznacie, że 50-60-70 zł za biustonosz nie jest ceną wygórowaną, zwłaszcza dla nas - D-plusek, przyzwyczajonych raczej do cen trzycyfrowych. Rozmiarówki są różne - w semisoftach i softach sięgają nawet miseczki L, co odpowiada z tego, co zauważyłam, okolicom angielskiego HH-J.

Tym, co postanowiłam przetestować i opisać, są modele miękkie. Mam wrażenie, że na rynku wciąż brakuje dobrych miękkusów polskich firm na większe biusty, łatwo dostępnych i w przystępnej cenie. Nie każdą z nas stać na produkty Avocado czy Ewy Michalak, Dalia to w moich okolicach rozmiarowych raptem jeden krój K-26 (mówię o naprawdę dużych miseczkach), Ewa Bien to też dość ograniczona rozmiarówka, a i ceny nienajniższe, podobnie Samanta. Dlatego zamiast przyglądać się jedynie postępom tych, których już znam, stwierdziłam, że warto by było obczaić coś nowego :-)

Przedstawiam Wam zatem dwa codzienne miękkusy - dla dobra nauki postanowiłam przezwyciężyć niechęć do jasnych barw i przetestować je nabiustnie. Swoje wrażenia opisuję w dwóch skondensowanych recenzjach.

 

Rozalia Soft - 80I

Nudziarze, jak wiadomo, zawsze w cenie :-) W Rozalii spodobał mi się przyjemny różyczkowy haft, ale za najbardziej godne uwagi w tym biustonoszu uważam szczegóły techniczne.

Pozytywnie zaskoczył mnie tył Rozalii. Skrzydełka są zrobione z dwóch warstw materiału: wierzchniej gładkiej dzianiny oraz spodniej - elastycznej siatki. Nie jest to może najbardziej pancerny powernet na świecie, ale w duecie z dzianiną tworzy całkiem dobrze pracującą całość. Do tego solidnie trzymające gumki, mocne trzyhaftkowe zapięcie - w ogóle się nie odkształca, a to prawdziwa plaga wśród staników, niestety także renomowanych firm. Podsumowując: duży plus za obwód, bo cała ta kombinacja trzyma bez zarzutu.

W bokach mamy usztywnienia boczne, wszyte pod gumką. Co prawda na dolnych końcach mają tendencję do zwijania się do środka, ale nie uwierają. Właściwy bok, czyli odcinek między owym usztywnieniem a fiszbiną miseczki, jest stabilny, nierozciągliwy (niektóre firmy grzeszą w tym miejscu elastycznymi dzianinkami).

 

Miseczki mają krój niemal do złudzenia przypominający brytyjskie balkonetki z Frei czy Fauve, różniący się za to nieco od Daliowego K-26 pozycją dolnego pionowego szwu (w Dalii zaczyna się on bardziej z boku miski, w Nessie bardziej u dołu). Krój ten lepiej unosi mi biust niż K-26, do tego świetnie go zaokrągla.

 

Fiszbiny są dość wąskie i krótkie, jednak uznaję je za akceptowalne. Nieco gorzej jest w drugim opisywanym modelu.

Ramiączka są wygodne i nieźle podtrzymują, ale są niedorzecznie szerokie - 2 cm. Niestety podejrzewam, że głównie ta szerokość odpowiada za niezłe podtrzymanie, bo są cienkie i wiotkie. Gdyby doszyć do Rozalii ramiączka z takiej samej gumy, ale węższe, prawdopodobnie otrzymalibyśmy niezły bauns... Wolałabym węższe i solidniejsze, poziomem jakości dorównujące tyłowi i zapięciu.

 

Podsumowując - Rozalia ma potencjał na porządny bazowy stanik ostanikowujący polskie biusty do okolic angielskiego GG-H. (rozmiarówka ze strony: 65 E-L, 70 D-K, 75 C-J, 80 B-I, 85 B-H, 90 B-G, 95 B-F). Jeśli chodzi o cenę - nie widzę jakoś tego modelu w sklepach (jest za to na stronie firmowej - swoją drogą wielka szkoda, że brak na niej opisów produktów!), ale inne nieliczne miękkusy Nessy „chodzą” po ok. 70 zł.

Wymieniłabym jej tylko ramiączka.

 

Liwia Soft - 80I

 

Liwia jest trochę ciekawsza estetycznie - ładny odcień kremu z całkiem ciekawym haftem w odcieniach różu - jasnym oraz landrynkowym - oraz szarości, a kokardki z karbowanej tasiemki to miłe odejście od „kwiaciarnianej” estetyki wielu wstążkowych ozdób na polskiej bieliźnie. Za kokardki więc brawo :-)

 

Tyły niestety rozczarowują, i to mocno, w porównaniu z Rozalią - są bardzo rozciągliwe. Co prawda skrzydełka są tu również dwuwarstwowe, ale spodnia warstwa to jakaś pomyłka - jest zrobiona z siateczki o rozciągliwości rajstop. Wierzchnia warstwa jest ozdobna, całkiem ładna, ale na tym kończą sie jej zalety. Nic zatem dziwnego, że tył Liwii ma tendencję do podjeżdżania do góry. Zapięcie jest natomiast bez zarzutu.

 

Usztywnienia boczne również tu występują, końcówki nie zostały jednak wpuszczone pod gumki, lecz naszyte na wierzchu. Co prawda nie czuję uwierania, ale obawiam się, czy nie przebiją się przez dość delikatnie wyglądające kanaliki.

Miseczki mają identyczny krój jak Rozalia, ładnie zaokrąglający. Miałam wrażenie, że Liwia ma węższe fiszbiny od Rozalii, ale to chyba nieprawda - są jednak krótsze i pewnie przez to wyraźnie czuję ich końcówki po bokach piersi. Z tego powodu (oraz z powodu słabego tyłu) niestety nie polubiłam noszenia Liwii - jest mi w niej niewygodnie.

Za ramiączka natomiast daję plusa. Są przeciętnej szerokości, z solidnej sztywnej gumki i niezbyt elastyczne, w dodatku całkiem ładne.

 

Rozmiarówka Liwii Soft jest identyczna, jak Rozalii. Nie wiem, czy ten model można znaleźć w jakimkolwiek sklepie - poszukiwania w sieci zaprowadziły mnie tylko na stronę firmową. Liwia w wersji push-up wydaje się jednak całkiem popularna w sklepach.

Podsumowując, Liwia jest przykładem na to, w jaki sposób niedopracowanie niektórych szczegółów, zwłaszcza doboru materiałów, może niestety pogrążyć całkiem udaną konstrukcję i niebrzydki pomysł estetyczny. Tyły i druty do wymiany - i już byłoby o czym rozmawiać.

 

Galeria

Zapraszam do przyjrzenia się obu modelom. Na stronie firmowej nie znajdziecie takich powiększeń ;-)

 

 

Firma z potencjałem

Podsumowując wnioski z przeprowadzonych badań nabiustnych - powiedziałabym, że jest nadzieja ;-) Jest nadzieja na to, że po dopracowaniu szczegółów softy z Nessy mogą stać się sensowną i tanią alternatywą dla tych z nas, które z jakichś przyczyn - na przykład finansowych - nie przepadają za produkcją brytyjską czy dotychczasowymi propozycjami polskich firm - czy to tych niszowych, czy to bardziej popularnych i zasiedziałych na rynku. Trochę szkoda, że miękkusów tych jest tak mało - może zachęcimy firmę do doskonalenia i poszerzania oferty sofciarskiej? Jeśli zaś chodzi o modele usztywniane - czekam na Wasze opinie :-)

 

Co lubi polski biust?

Niedawno rozpoczął się na Lobby Biuściastych wątek o polskich markach podbijających Wielką Brytanię i inne kraje. Ewa Michalak, Avocado czy Comexim są już znane w środowisku biuściastych blogerek. Na rynek UK jednak wchodzą także mniej niszowe, bardziej mainstreamowe marki: w ofercie Brastopu mamy na przykład nie od dziś Kris Line, niedawno dołączyła Ava, Gaia, Gorteks. W wątku padła teza, że polska bielizna dostosowana jest do oczekiwań polskich klientek, które lubią mocne wypchnięcie biustu do góry, zebranie go z boków i podanie w przód, i rzeczywiście mam wrażenie, że wąskie fiszbiny stosowane w większości polskich firm pomagają taki efekt uzyskać. Mnie to jednak zupełnie nie pasuje - zbieranie wolę zostawić krojowi miski, drut natomiast na pewno musi być na tyle szeroki, by nie uciskał boków moich piersi.

Nie raz już zastanawiałam się, czy faktycznie przeciętna polska pierś jest piersią wąską? Czy krótki drut o wąskim rozstawie jest tym, czego oczekuje polski biust? Sama jestem wybitnym antyprzykładem - potrzebuję szerszych i nie bardzo krótkich fiszbin. Oprócz tego nie wymagam od każdego biustonosza kreowania looku à la stulone jabłuszka. Piersi chcę mieć rozdzielone i co prawda zebrane, ale na pewno nie za cenę wygody (tu na przykład niektóre balkonetki Cleo zaczęły moim zdaniem przesadzać ze ściskiem i wypychem...). Chciałabym, żeby na polskim rynku funkcjonowały różne kształty i kroje miseczek oraz fiszbiny o różnych wymiarach, elastyczności itp. - tak, by każdy biust znalazł coś dla siebie, i żeby takie biusty jak mój także mogły aktywnie popierać polską produkcję ;-)

Co więc Waszym zdaniem lubi polski biust? Na co powinna zwrócić uwagę firma bazująca przede wszystkim na polskim rynku?

Czekam także na Wasze wrażenia dotyczące bielizny Nessa. Czy nosiłyście już biustonosze tej marki? Czy uważacie je za dobre jakościowo? Jakie kroje przypadły Wam do gustu?

 

A, i jeszcze coś, czego nie powinno tu zabraknąć :-)


 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...