piątek, 30 października 2015

Jak pamiętacie, 17 października odwiedziłam łódzką imprezę Salon Bielizny 2015, czyli już drugą edycję tych targów, połączonych z prelekcjami i możliwością spotkań polskiej branży bieliźnianej. O pierwszej edycji rozpisywałam się obficie rok temu i zachęcam do porównań, bo moim zdaniem drugi Salon wypadł lepiej niż pierwszy (relację osoby, dla której to tegoroczna edycja była pierwsza, czyli Renulca z NoszęBiustonoszy, przeczytacie tutaj). Cieszy mnie ta tendencja i mam nadzieję, że za rok to już będzie całkowity full wypas :-) A jak było w tym roku? Zacznę od tego, czemu planowo poświęciłam najwięcej czasu, czyli przeglądu oferty wystawców. Byłam na stoiskach i rozmawiałam z przedstawicielami 9 firm (uff), i w pewnym momencie doszłam do wniosku, że przydałoby się rozłożyć tę imprezę na dwa dni ;-)

Oprócz bra-firm polskich, takich jak: Ava, Ewa Bien, Gaia, Gorsenia, Kinga, Konrad, Kris Line, Lupoline, Nipplex, na Salonach można było spotkać także firmę Panache i jej marki, a także niemiecką firmę Amoena (bielizna dla amazonek) oraz dystrybutorów marki L'Agent, bardziej przystępnej cenowo podmarki firmy Agent Provocateur (od razu uprzedzę, że nic o niej nie napiszę, bo na stoisku wisiały tylko małe rozmiary, w których nie czuję się kompetentna oraz, prawdę mówiąc, poczułam się rozżalona na widok tych cudeniek niedostępnych dla D-plusów). Widać więc, że impreza zaczyna być atrakcyjna także dla firm zagranicznych, choć wciąż brakowało na niej takich polskich marek, jak Dalia, Samanta, Alles, czy z młodszych - Nessa. Nie były obecne też nasze wyspecjalizowane D-plusowe marki - Avocado, Ewa Michalak, Comexim. Mam nadzieję, że w kolejnej edycji repertuar marek jeszcze bardziej się rozszerzy. Przejdźmy zatem do tych, którzy byli obecni :-)

 

Gaia - pozytywne zaskoczenie


Polskie marki dzielą się w mojej głowie na te, które już szyją mój rozmiar i te, które jeszcze nie. Gaię do tej pory zaliczałam raczej do tych drugich, mam w pamięci także rozciągliwe tyły. Owszem pamiętałam, że Gaia ma swoją Linea Maxima (w katalogu te biustonosze nazywają się teraz Maxi), ponoć dla dużych biustów, ale kojarzyła mi się ona z jednym czy dwoma modelami w nieśmiertelnych beżach i nigdy nie miałam ochoty ich testować. Aż tu okazało się, że w wersji Maxi powstają kolorowe modele, w dodatku - miękkie.

Czemu tak mnie cieszy miękkość? Ano, w polskiej bieliźnie wciąż panuje dyktatura tzw. semi-softa, czyli biustonosza półusztywnianego (swoją drogą, ciekawa jestem, czy użytkowniczki języka angielskiego poza Polską mają w ogóle szansę domyśleć się, co oznacza semi-soft? Dlaczego nie np. half-padded bra?). Półusztywniane modele mają zapewne swoje zalety, ale rzadko mnie zachwycają, kojarzą mi się najczęściej z pójściem na konstrukcyjną łatwiznę, a gąbki w dolnej części miseczki są zwykle dość grube. Mam wrażenie, że miękki model wymusza na tyle staranną konstrukcję i dobór materiałów, że najczęściej, gdy już firma stworzy i wypuści na rynek softa (czyli model miękki), jest on częstokroć lepiej dopracowany, niż inne typy staników.

Mój ulubiony wzór z Gai. Miłym zaskoczeniem był identyczny model, ale miękki - nie pokazuję go tylko dlatego, że ledwie mieścił się na wieszaku ze względu na duże miseczki i ciężko było go sfocić ;-)

Przejdźmy jednak do Gaiowych softów. Według informacji, jaką otrzymałam od przedstawicieli, w kolekcji wiosennej planowane jest aż 10 modeli miękkich, w rozmiarówce: 65 D-K, 70 C-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G, 90 B-F, 95 B-E. To wygląda jak jakaś miękka rewolucja. Do tego, w ramach Linea Maxima, będą 3 miękkusy (wszystkich modeli ma być 8), a rozmiarówka w tej linii będzie powiększona o miseczkę L (obecnie do K). Wygląda ona tak: 70 K-L, 75 J-L, 80 I-L, 85 H-L, 90 G-K, 95 F-J, 100 D-J, 105 C-H. Jeden z miękkich modeli Maxi widziałam - był uszyty z tych samych materiałów, co półusztywniany model z powyższej fotki (jeden z moich faworytów całego Salonu). Co ciekawe, w aktualnej kolekcji jesienno-zimowej znalazłam właściwie jeden miękki model w szerokiej rozmiarówce. Mamy więc dużą zmianę. Jak firma poradzi sobie z konstrukcją softa? Mam nadzieję, że da radę.

Żeby dać Wam pojęcie o rozmiarówce Gai - niedawno sprawiłam sobie semisofta w rozmiarze 80G i jest on co prawda nieco na mnie przymały, ale w 80H zmieszczę się już na pewno z moim brytyjskim 36G. 

Warto zwrócić uwagę, że Gaia nie stroni od kolorów i wzorów - nadruków w kolekcji zapowiada się sporo, była to chyba najbardziej „deseniowa” marka na całych targach. Motylki, kwiatki, paisleye - całkiem w trendzie. Co do jakości materiałów - próbki przyjemnie brało się do ręki, choć tu i ówdzie niestety rzuciły mi się w oczy rozciągliwe tyły. Posiadana przeze mnie Emily co prawda nie grzeszy wybitnie pracującym tyłem, ale jest znośna i daje zupełnie dobre podtrzymanie, jest także wygodna.

Poniżej nieco kolorowych Gaj :-) (wszystkie fotki znajdziecie w galerii na końcu notki). Jak widzicie, kolekcja utrzymana jest raczej w chłodnych, pastelowych barwach - takie akwarelki.

Chciałam przy okazji bardzo podziękować przedstawicielce Gai, z którą rozmawiałam. Byłam traktowana z dużą życzliwością i powagą. Katalogu na wiosnę jeszcze nie ma, więc go nie dostałam, ale czekam na niego z niecierpliwością.

 

Ava - coraz lepsze wzornictwo

Ava to firma, która na pierwszej edycji Salonu zrobiła na mnie bodaj największe wrażenie. Tym razem jeszcze je pogłębiła. Co prawda nie odnotowałam wzrostu rozmiarówki, ale na wiosnę szykuje się jedna nowość konstrukcyjna oraz kilka bardzo udanych wzorów, które tropiłam oczywiście głównie w wydaniach miękkich.

Na początek wzór, który przykuł moją największą uwagę - miękka balkonetka w kroju side-support (według mnie najlepsza konstrukcja firmy Ava) z biało-granatowym wzorem na czarnym tle i czerwonymi dodatkami. Chyba zgodzicie się ze mną, że stylistycznie bardzo kojarzy się z bielizną brytyjską. Na pierwszy rzut oka mogłaby uchodzić za Panache czy Fantasie. Jak powiedziałam w jakiejś rozmowie - jako wychowana na nadrukach marki Freya na widok tego wzoru pomyślałam sobie „no nareszcie coś na poziomie” :-) Dotąd większość popularnych polskich marek stawiała głównie na śmiertelnie nudne (przepraszam) drobne rzuciki - jakieś kropeczki, krateczki. Pytanie, czy klienci, czyli hurtownie i sklepy, zaakceptują taką rewolucję? :-)

Wzornicza rewolucja ;)

 

Tego ciemno-morskiego koloru w zestawieniu z koralowo-różowymi dodatkami także nie powstydziłyby się zagraniczne marki D+. Co prawda już nie side-support, ale też soft :-)

 

Niżej inne fotogeniczne propozycje - też softy. Miłośniczki półusztywnianych i usztywnianych modeli nie muszą się martwić - w większości linii znajdą się również i te kroje, de facto jest ich więcej niż miękkich, jak zwykle.

Morelka - coś podobnego już było ;-)


Taka malinka side-support. Dół z simplexu, ale nie błyszczącego, lecz matowego.


Jeszcze jeden side-support - tym razem dla miłośniczek klasycznych groszków

Na zakończenie - prawdziwy skok na głęboką wodę, czyli miękki model typu plunge, w rozmiarówce takiej samej, jak side-supportowe miękkusy (czyli np. w 70 - do J, w 80 - do H). Czy i jak firma poradziła sobie z trudnym zadaniem skonstruowania miękkiego plandża? Niestety nie było mi dane sprawdzić, ale mam nadzieję, że o nim usłyszymy.

Miękki plandż!

 

Jeszcze jedna innowacja w Avie to metalowe błyszczące elementy, takie jak regulatory, zaczepy ramiączek czy haftki. Przedstawicielki twierdą, że elementy te są atestowane i bez zawartości niklu, często wywołującego alergię. Ciekawa jestem, jak tę zmianę odczują alergiczki... Ale trzeba przyznać, że metal wygląda fajnie, choć ja najbardziej lubię odcień pod tytułem różowe złoto. No i ciekawe, czy połysk będzie trwały...

Metalowy zaczep ramiączka i regulator

 

I ostatnia nowość. Już w obecnym sezonie w Avie pojawiła się piżamka z topem do spania z usztywnianymi miseczkami podtrzymującymi biust, w rozmiarach zbliżonych do „stanikowych”. Pomysł ma być rozwijany i wzbogacany w kolekcji wiosennej. Niestety nie miałam ich w ręku i nie jestem pewna, czy były na Salonie.

 

Nipplex - Anna wciąż na topie

Pamiętacie gwiazdę poprzednich targów - termicznie modelowaną Annę w rozmiarach do polskiego K, którą przetestowałam i zrecenzowałam? Liczyłam po cichu na to, że Nipplex zacznie powiększać rozmiarówkę także innych modeli, niestety na horyzoncie tego typu zmian nie widać :-(

Patelowa kolekcja wiosenna. Te kwiatki na jasnym tle coś mi przypominają ;) Żaden z modeli nie dochodzi do 80H, więc nie będę się rozwodzić na tak mało postępową rozmiarowo kolekcją ;(

Anna za to stała się jednym z moich osobistych hitów PL-firm. Nie żeby była moim ulubionym modelem bezszwowca, ale obiektywnie trzeba przyznać, że jest niezła i na polskim rynku wyjątkowa (bezszwowy model w szerokiej rozmiarówce i przystępnej cenie). Jedna ze znajomych stanikomaniaczek jest oddaną fanką Anny i twierdzi, że leży u niej znacznie lepiej niż uwielbiane Deco. Anna powstała również w kolorach białym i czarnym (mieszkanki stolicy może zainteresuje, że Warszawie można ją kupić w jednym ze sklepów w nowo otwartym centrum Modo, o którym pisałam Wam na fejsie (niestety nie pamiętam nazwy sklepu :(  ). 

Anna na wieszaku z aktualną kolekcją jesienną

 

W czasie miłej rozmowy z przedstawicielami dowiedziałam się, że Nipplex myśli nad stworzeniem grafitowej wersji Anny. Na razie firma nie planuje jeszcze innych kolorów, ale jest otwarta na sondę konsumencką pod tytułem: jaki nowy kolor Anny najpierw wprowadzić? Będziemy więc sondować :-)

 

Lupoline - kolorowo jak zawsze

Znowu Lupoline dostarczyła jednego z najbardziej kolorowych modeli na całym Salonie (i znowu coś z różem :)). Był on też prezentowany na warsztatach brafittingowych. Niestety nie miał wersji soft. Podoba mi się ten szalony nadruk w klilacie podmorskim - a z daleka kojarzy mi się ze skórą jakiegoś bajkowego zwierzęcia (animal print ;).

Czego tam nie ma - muszle, koralowce... :-)

 

Dla kontrastu - semisoft z sezonu jesiennego

 

Za to na stoisku firmowym dało się już wypatrzeć coś miękkiego. Koronkowe - niebieski i czerwony, to reprezentacja obecnej kolekcji jesienno-zimowej. Mają one też swoje odpowiedniki w koszulkach z wbudowanym stanikiem. Miękki model, jaki zdarzyło mi się przymierzać rok temu (była to biała balkonetka z kolekcji bazowej), był bardzo dobrze skonstruowany - mam nadzieję, że jest tak również w obecnych kolekcjach.

Poznajecie? Na mostku szklana kulka, „dyskotekowa kula” znana też z modeli Avy ;-)

 

 

Na wiosnę mają pojawić się miękkie pastele - beż i błękit z całkiem interesującej koronki. Niestety nie było jeszcze wiosennego katalogu. Kolekcje Lupoline są nieduże, ale oprócz zwykłej kolekcji firma produkuje także osobną dla mam karmiących (biustonosze, koszulki itp.).

Na pierwszym planie beżak, w tle błękity

 

Niestety w ofercie Lupoline nadal brak dużych miseczek w małych obwodach - rozmiary pod biustem w modelach dużomiseczkowych zaczynają się od 70.

Mam za to pozytywne odczucia względem jakości - mam wrażenie, że firma stosuje coraz lepsze materiały, a do nich miałam jak dotąd najwięcej zastrzeżeń.

Duży plus ma Lupoline za katalog, a zwłaszcza modelkę prezentującą duże miseczki. Jej zdjęcia nie są aż tak przesadnie wyretuszowane, jak w innych firmach i widać jej naturalną, pełną figurę.

 

Pierwsze wrażenie

Na razie zakończę pierwszy odcinek pierwszego odcinka :-) To mniej więcej połowa odwiedzonych przeze mnie firm. Ciąg dalszy nastąpi (zobaczycie m.in. stoiska Gorsenii, Ewy Bien i Kris Line).

A tymczasem - jakie są Wasze pierwsze wrażenia z Salonu Bielizny? Ja poza tym, że widzę pewne postępy we wzornictwie i jakości, zauważyłam z satysfakcją, że właściwie wszystkie firmy obecne na Salonie oferują D-plusy. Może nie we wszystkich krojach, nie wszystkich wzorach - ale odnosi się wrażenie, że bez przynajmniej miseczki G nie ma się co pokazywać na tej imprezie ;-) a firmy chętnie chwalą się, do jakiej miseczki już doszły. Mnie to tylko cieszy, zwłaszcza że owa miseczka G ostatnimi czasy jakby urosła i minęła już epoka, gdy pasowało na mnie polskie I czy J, którego prawie nikt nie szył ;-) Cieszy też to, że na wieszakach można było znaleźć te duże rozmiary - obok miseczek D czy E wisiały też rozmiary J czy K.

Podkreślę jeszcze, że we wszystkich powyższych firmach spotkałam się z miłym i profesjonalnym przyjęciem. 

Jeszcze jednego bardzo jestem ciekawa: czy Wy też macie dosyć dominacji semi-softa w polskim bra-przemyśle? Jeśli nie, to moja relacja może wydać się Wam nieco jednostronna ze względu na miękkie preferencje. Jeśli wolicie usztywniane - nie martwcie się, jest ich całe mnóstwo i nie zanosi się, by miały szybko zniknąć ;-)

 

Galeria

Full fotoreportaż z 4 powyższych firm: Ava, Gaia, Lupoline, Nipplex :-)

 

 

Ciąg dalszy nastąpi!

 

 



wtorek, 27 października 2015

Zaczynam się powtarzać z tymi ogrodami i rabatkami ;-) Trudno jednak inaczej podsumować kolekcję, w której kwiecistość rządzi. Nic dziwnego, bo podobno to jeden z najważniejszych trendów na wiosnę, czym, jak się wydaje, przejęli się także polscy projektanci (przygotowywana relacja z Salonu Bielizny powinna to potwierdzić ;). Kwiatowe wzory mają w większości formę nie prostych rzucików, lecz bogatych, realistycznych deseni, kojarzących się niekiedy z porcelaną czy malarstwem.

Oprócz kwiatów znajdziemy w kolekcji gładkie modele w dwóch grupach odcieni: fuksja-koral-malina oraz błękit (podobnie jak w marce Cleo) oraz sporo jasnych pasteli zbliżonych do koloru cielistego. Zawsze ciekawie się obserwuje, jak podobne tendencje występują w obu kolekcjach: Cleo i Panache, jednak w tej drugiej przybierają bardziej stonowany charakter, zgodny ze specyfiką marki.

Zobaczmy więc, co szykuje nam na przyszłą wiosnę i lato marka Panache.

 

Orientalne Clary

Zacznę od mniej reprezentatywnych kwiatów koronkowych, za to bardziej musthave'owych, przynajmniej z mojego punktu widzenia :-) W sezonie wiosennym Clara wystąpi w dwóch wersjach: szkarłatno-złotej oraz pistacjowej. Czerwień i złoto to kombinacja znana ze sztuki chińskiej, pistacja kojarzy mi się z bladozieloną odmianą jadeitu (a nazywa się duck egg czyli kacze jajo). Obu pragnę w swojej kolekcji!

Rozmiary Clary: 30-38 D-J.

 

Angielskie róże

Centralny motyw kolekcji - kwieciste nadruki („floralne printy” ;)). W tym gronie nie mogło zabraknąć Floris'a :-)

Nie jestem fanką kwiatowych wzorów na jasnych tłach, zwłaszcza w połączeniu z bielą - doceniam ich urodę, ale jakoś nie noszę, więc w tym gronie raczej nie mam musisztomieciów.

Rozmiary Florisa: 30-38 D-K.

Thea, nowość, to kolejna angielska róża. Niestety nie dotarła do mnie próbka biustonosza - jedynie majteczki, mam więc dla Was tylko fotkę z katalogu plus zbliżenia na materiał majtkowy. Krój tego stanika jest oparty na modelu Floris, lecz materiał u góry miseczki jest elastyczny.

Rozmiary Thei: 30-38 D-K.

Jasmine też wystąpi, nie pierwszy raz zresztą, w kwiatach. Pierwsza wersja to klasyczny floralek, druga - deseń rodem z portugalskiej mozaiki. Ta druga to mój absolutny musthave :-) Będzie jeszcze trzecia Jasmina - ciemna i zwierzęca. Bardzo mi się podoba, że Jasmine występuje w tak różnych klimatach - by zaspokoić różnorodne gusta miłośniczek tego kroju.

Rozmiary Jasmine: 28 F-HH, 30-38 D-K.

 

Niezapominajki

Jak już zobaczyłyśmy powyżej, odcienie niebieskiego przewijają się w niejednym modelu, także wśród kwiatowych wzorów. A co to jest bluebell? Jedna z Was, lepsza ode mnie z botaniki, niedawno podała nazwę tego kwiatka (nie chodzi o dzwonek), ale... zapomniałam. Tak czy owak, jeśli usłyszę „niebieski kwiat” - najpierw mam skojarzenie ze Shrekiem, a następnie z niezapominajkami ;-) Bluebell zaś to nazwa wiosennego koloru modelu Andorra. To znowu chłodny błękit, który pojawiał się już w zeszłym sezonie letnim, bardzo elegancki odcień.

Rozmiarry Andorry: 28-40 D-J.

W strefie pastelowej zaś mamy Georgię. Georgia to nowość, która debiutuje tej jesieni w wersji grafitowo-buraczkowej. Jest oparta na konstrukcji Florisa i ma ciekawe wykończenie góry - gładki brzeg wyłaniający się spod koronki. Jak leży? Czekam na Wasze wrażenia, bo jeszcze nie próbowałam. Blady błękit jest tu zestawiony z kremem. Mimo niechęci do bladych kolorów ta koncepcja mi się podoba :-)

Rozmiary Georgii: 28-38 D-K.

 

Pastelowa prawie-baza

W tej kolekcji spora liczba modeli sezonowych ma uniwersalne, bezpieczne kolory, podobną tendencję zresztą dało się zauważyć już w poprzedniej kolekcji wiosennej Panache. Jedną z najciekawszych takich propozycji jest Elsie, która stanowi jakby strojną wersję Porcelain, choć w istocie jest podobno oparta na modelu Ardour z Panache Black (czyli niżej zabudowana, bardziej plunge niż balkonetka). Jest to modelowany termicznie tiszertowiec w bardzo bladym różu ozdobiony tu i ówdzie koronką w beżowym kolorze - też całkiem ciekawe zestawienie. Kolejna próba odpowiedzi na pytanie, jak zrobić sezonowy model tak, by sprzedawał się jak bazowy ;)

Rozmiary Elsie: 30-38 D-G.

Cari z kolei to odpowiedź Panache na Rebekę z Fantasie ;-) To znaczy - biustonosz o termicznie kształtowanych miseczkach z pianki typu spacer. To już zdecydowana kandydatka do bazy - klasyczny beż, po burgundzie szykowanym na obecną jesień. Do tego praktyczne rozwiązanie w postaci spinanych z tyłu ramiączek.

Rozmiary Cari: 28 DD-G, 30-34 D-H, 36 D-GG, 38 D-G.

Na zakończenie coś miękkiego i intrygującego - bynajmniej nie ze względu na kolor :-) Nouveau to balkonetka przypominająca na pierwszy rzut oka Tango, lecz podobno zastosowano w niej jakieś zmiany i udoskonalenia konstrukcyjne. No i nareszcie nie są to już nudne Tangowe listki... tylko trochę inne listki :-) Czyżby marka Panache przymierzała się nareszcie do odświeżenia Tango? Oby. Tango ma już kilkanaście lat i chyba czas już pomyśleć o liftingu!

Rozmiary Nouveau: 28-40 D-K, 42 D-J, 44 DD-FF.

Kolorowe Tango

W tej samej kolekcji pojawiła się chyba najciekawsza sezonowa wersja Tanga jak dotąd. Coś się ewidentnie dzieje w temacie okołotangowym :-) Kolory listków kojarzą się bardziej z jesienią, niż z wiosną, a szarość tła świetnie się z nimi komponuje. Myślę, że gdyby pojawił się teraz, poważnie rozważałabym... Nie wiem, czy do wiosny przetrwa ta sympatia do jesiennych liści ;)

 

Rozmiary Tango: 28-40 D-K, 42 D-J, 44 DD-FF.

 

Koral, fuksja i malina

Koral i fuksja to nowa czerwień ;) Oba odcienie lubią ostatnio projektanci bielizny, w tej kolekcji będzie ich sporo.

Envy, balkonetka o bardzo dobrej konstrukcji (side-support z elastyczną koronką) wystąpi w sezonowym nasyconym różu.

Rozmiary Envy:28 F-HH, 30-38 D-K.

Hepburn to podobna, lecz bardziej zabudowana konstrukcja typu full-cup. Trochę przypomina mi Andorrę, lecz bez elastyczności. W tym sezonie - w koralu.

Rozmiary Hepburn: 30-38 D-K.

Olivia - to model, który debiutował zeszłej wiosny i zdaje się, że ma już oddane grono fanek. Jest to balkonetka o elastycznej górnej części miseczki, lecz nieprzejrzysta i bardzo gładka (delikatny żakardowy wzór nie odnacza się pod ubraniem). Moim zdaniem powinna wejść do bazowej oferty przynajmniej w kolorze cielistym - byłby to doskonały model pod cienkie letnie ciuchy. Jesienią mamy ciemny morski, a latem - oczywiście malina :-)

Rozmiary Olivii: 30-38 D-K.

 

Wężowa Jasmine

Podobnie jak w marce Cleo, Panache też ma swoje dzikie zwierzę. Nie będzie to już jednak dziki kot - Jasmine pokaże się w zestawie czarno-wężowym, przy czym wąż tym razem będzie w kolorach ziemi, nie - morza, jak w kolekcji jesiennej. Nie mówię „nie”, choć moją ulubioną wersją Jasmine w tej kolekcji pozostaje mozaikowa. 

 

Baza

W bazie niespodzianie dwie nowości. Pierwsza to nowy kolor modelu dla karmiących Sophie - kremowo-beżowa zwana linen. W sumie dziwne, że dotąd nie było takiej wersji.

Rozmiary Sophie: 28-40 D-J.

Druga nówka to - uwaga - wersja miękka termicznie modelowanej Porcelain Élan. Mam nadzieję, że jest równie wygodna i dobrze skonstruowana, co Pure marki Scupltresse, model tego samego typu, lecz przeznaczony dla rozmiarów 80+ pod biustem. Na razie tylko w beżu.

Rozmiary Porcelain Élan (Moulded Non Padded T-shirt Bra): 28 DD-G, 30-34 D-H, 36 D-GG, 38 D-G.

Cóż poza tym w bazie? Nic nowego, czyli bazowe wersje takich modeli, jak Tango, Andorra, Idina, Envy (Idina nie ma wersji sezonowych w tej kolekcji, a szkoda, bo ją lubię). Nowa, podrasowana Porcelanka Porcelain Élan wciąż jeszcze nie wyrugowała starej wersji Porcelain, ta ostatnia jednak nie ma już koloru białego. Zostaje bezramiączkowa Evie (beż i czerń, bez kości słoniowej) oraz Evie Bridal (kość słoniowa), a także karmniki Sophia. Zostaje Porcelain Viva. Nie ma już Dahlii.

 

Detale

Bra-biżuterii nadal brak, z drobnych detali zaciekawiła mnie tiulowa kokardka Georgii :-) Całkiem sporo jest w tej kolekcji koronek - uwagę zwraca, oprócz znanych już Clary, Andorry czy Envy, nowość - Elsie (też z tiulową kokardką zresztą). Z haftów (mało spektakularnych w większości) na czoło wysuwają się „jesienne” listki Tango, a najlepszy nadruk to wg mnie zdecydowanie Jasmine w wersji mosaic. Najbardziej zaś udany deseń klasycznie kwiatowy - Floris.

 

Rozmiary

Podoba mi się ta prostota najpopularniejszego zakresu rozmiarów Panache: 30-38 D-K :-) Niestety nie wszystkie modele sięgają miseczki K, a najbardziej ograniczone miseczkowo są modele usztywniane. Na przykład Elsie sięga tylko do miseczki G, Cari - do H. Rekordową rozmiarówkę ma Tango i jego klon Nouveau, zarówno jeśli chodzi o miseczki, jak i rozmiary pod biustem - 28-40 D-K, 42 D-J, 44 DD-FF. Obwody 60 (czyli brytyjskie 28) nie są częste w tej marce, a jeśli już występują, to często w ograniczonych zakresach miseczek. Jednak, jak zwróciła mi uwagę jedna z Was w komenarzu na fejsie :-) w tej kolekcji pojawiła się jedna ważna zmiana, a mianowicie rozmiar 28 w modelach Envy i Jasmine. Zakres miseczkowy FF-HH. Przy okazji warto zauważyć, że od 28 zaczyna też Georgia.

Czytelniczki plus size zainteresują się być może modelami przekraczającymi 85 pod biustem (brytyjskie 38) - będą to: Tango, Nouveau, Andorra. Nie wszystkie plus sajzki to jednak dziewczyny 85+! Wśród pulchniejszych kobiet sporo jest na przykład nosicielek rozmiarów 75-80, których w tej marce jest zawsze pod dostatkiem. Te większe znajdą to i owo w marce Sculptresse, której projekty budzą zazdrość niejednej szczuplejszej stanikomaniaczki - co zwykle można wyczytać w komentarzach :-)

 

Konstrukcje

Zacznę od tego, czego nie będzie - otóż firma Panache tak jakby rezygnuje z miękkich modeli typu plunge. Nie ma już Idiny w tej wersji, zrezygnowano też ze stosunkowo nowej konstrukcji Fontaine. Za to zostaje Tango w wersji plunge, ale tylko w kolorach bazowych. Nie ma kolejnych klonów Jasmine, ani klonów Tango, oprócz Nouveau. Ciekawe, że do marki Panache zaczynają przenikać konstrukcje z Panache Black (Elsie na bazie Ardour).

Swoją drogą, ciekawie jest sięgnąć pamięcią do dawnych kolekcji - marka jednak ogromnie zmieniła się konstrukcyjnie, wprowadzając modele z side-supportem, elastyczne koronki, odchodząc od mocno zabudowanych i nieco spłaszczających biust balkonetek na bazie Tango. To ostatnie jednak wciąż pozostaje modelem o największym zakresie rozmiarów. Mam nadzieję, że Tango nie odejdzie, a przejdzie modernizację, nie tracąc swoich mocno podtrzymujących właściwości, ważnych dla naprawdę dużych biustów.

 

Galeria

Zapraszam do bliższego rzutu okiem na próbki modeli sezonowych oraz dwóch nowości w bazie :-)

 

 

Katalog

Dużo słońca - poza ładnym światłem niewiele się na tych zdjęciach dzieje, trochę szkoda.

 

 

Pokaz

Tym razem filmik dłuższy niż zwykle, a to za sprawą tego, że firma postanowiła oprócz kolekcji sezonowych pokazać nam na żywo również bazę. Pokaz modeli sezonowych poprzedzała prezentacja bazówki, zwłaszcza modeli nowych albo prawie nowych. Sądzę, że to rozsądne ze strony firmy - skoro baza stanowi w gruncie rzeczy trzon składanych zamówień, należy dać klientom jak najpełniejszy i atrakcyjny jej obraz. Postanowiłam więc fragment tego obrazu pokazać i Wam :-) Od bazy więc zaczynam, a dalej przechodzimy do sezonu. Pokaz był utrzymany w spokojnym tempie, dzięki czemu można dokładniej przyjrzeć się bieliźnie.

 

 

Jak Wam się podoba wizja przyszłej wiosny? Zainwestujecie w kwiatki, czy raczej w coś gładkiego? Jakieś musisztomiecie? Moje - zdecydowanie mozaikowa Jasmine, oraz Clary... najchętniej obie ;-) Oprócz tego, ogólnie - kolekcja nie chwyta mnie szczególnie za serce, trochę za mało w niej szaleństwa (no może oprócz szkarłatnej Clary). Marzyłaby mi się stylistyka zaczerpnięta z wiosennego Cleo, ale z konstrukcjami Panache, które w większości lepiej pasują do mojego biustu. Ciekawa jestem, czy wśród Was też znajdą się biusty o podobnych oczekiwaniach :)

poniedziałek, 19 października 2015

Jak już niektóre z Was pewnie wiedzą, ostatni weekend upłynął mi pod znakiem targów Salon Bielizny w Łodzi - w głowie huczy od wrażeń, a aparat i kamera puchną od materiału :-) Zanim to uporządkuję i zorganizuję w nadającą się do przedstawienia Wam całość, minie trochę czasu, a tymczasem zajmę się innym, trochę już zaległym, ale bardzo ważnym tematem - który jednak łączy się trochę z tym, co słyszałam na imprezie.

Wśród gości Salonu dominowały przestawicielki i przedstawiciele salonów stacjonarnych, prowadzących często swoje internetowe filie, ale skupiające swoją działalność w sklepach naziemnych. Znowu docierały do mnie narzekania na klientki, które stacjonarnie tylko przymierzają, a potem szukają okazji w sieci. A wszystko przez tę niedobrą Stanikomanię, która wrzuca linki do Brastopu albo Kontri! ;-) Jasna sprawa - w necie zwykle jest taniej. Sklepu stacjonarnego jednak nie stać na to, by był darmową przymierzalnią. Czas poświęcony klientkom musi jakoś przekładać się na zarobek... To trudna sprawa dla wszystkich stron tego „konfliktu”. Jak rozwiązać ten problem? Na przykład sprawiając, by amatorki zakupów sieciowych (a takie będą zawsze - e-zakupy mają swoje zalety, podobnie jak salony - uważam, i podkreślam to mocno, że żadna z form zakupów nie jest „lepsza” czy „gorsza” od drugiej, po prostu obie zaspokajają różnego rodzaju wymagania) nie czuły potrzeby wizyt „poznawczych” w stacjonarkach. Na przykład ułatwiając maksymalnie zwroty i wymiany, dostarczając klientkom jak najpełniejszą informację o produkcie, tak by w ogóle nie myślały o przymierzaniu towaru PRZED złożeniem zamówienia...

No właśnie - jakie powinny być e-sklepy, by zakupy w nich były maksymalnie proste, łatwe i bezpieczne? I o tym właśnie była ta ankieta, którą niniejszym rozstrzygamy :-)

 

Wasze głosy nagrodzone!

Zacznę od ujawnienia paru szczegółów :-) Ankieta, z początku opublikowana incognito, została przygotowana przez sklep internetowy myBra.pl. Sklep ten to wyłącznie e-sklep, stąd zapewne szczególna chęć poznania Waszych opinii na temat tej formy handlu stanikami :-) Miałam i mam okazję regularnie współpracować z tą firmą i wspierać ją bra-wiedzą, w szczególności o tym, jak wyglądają realia bra-zakupów od strony klientki - o tym, co jest dla nas istotne w opisie towaru, jak doradzać brafittingowo online i tak dalej (osobiście też doradzam), i spotykałam się z dużą otwartością z jej strony. Dlatego zgodziłam się na pomysł opublikowania ankiety w moim blogu.

Otrzymałam do przeczytania wszystkie Wasze wypowiedzi - a było ich aż około 200 (na 460 uczestniczek ankiety). Ta liczba świadczy o Waszym wielkim zaangażowaniu w temat, za które przekazuję Wam od firmy serdeczne podziękowania. Kierownictwo było bardzo pozytywnie zaskoczone odzewem i mam nadzieję, że wyciągnęło wiele pożytecznych wniosków z Waszej pracy.

Zgodnie z obietnicą, spośród Waszych wypowiedzi wybrane zostały (z moim udziałem) trzy, a ich autorki otrzymały mailem kody rabatowe na zakupy o wartości 200 zł w myBra.pl, ważne do końca listopada.

Wartościowych i ciekawych wypowiedzi było mnóstwo i wybór był bardzo trudny. Staraliśmy się wyłonić te najciekawsze i z jak największą liczbą konkretnych pomysłów na to, jak usprawnić działalność e-sklepu. Nadal było ich sporo, a trzeba było wybrać tylko trzy! W końcu wybór padł na poniższe. Warto je przeczytać - polecam nie tylko właścicielkom i właścicielom sklepów :-)

1. Wypowiedź uczestniczki Wilczejagody:

WRAŻENIA: Kupowanie w sieci - szczególnie w brytyjskich sklepach - jest dla mnie dużo bardziej stresujące, niż w zwykłym sklepie. Kiedy przychodzę do sklepu stacjonarnego, mierzę kilka biustonoszy i jeśli któryś pasuje - kupuję, jeśli żaden - trudno. Natomiast przed zakupem przez internet poświęcam dobrych kilka godzin na przeglądanie oferty różnych sklepów, szukanie informacji o specyfice danego modelu i dywagacje na temat ewentualnego dopasowania. Zazwyczaj zamawiam coś dla siebie i mamy, więc trochę czasu zajmuje również wynalezienie sklepu, w którym wybrane przez nas modele będą w promocji oraz w naszych rozmiarach ;) Oczywiście, najsmutniej jest, gdy okazuje się, że jednak rozmiar nie jest dobry...

OCZEKIWANIA: - W polskich sklepach najbardziej brakuje mi dobrych promocji (w brytyjskich można spokojnie kupić biustonosze Cleo, Panache czy Frei już za 13-15 funtów). Kiedy w Polsce dany model osiąga interesującą cenę tj. ok. 120 zł, często dostępny jest już tylko w 1-2 rozmiarach. - Problemem są też przestarzałe strony internetowe i słabo działające wyszukiwarki. Chciałabym móc po prostu zaznaczyć np. markę Cleo i rozmiar 75D bez konieczności przeglądania całej oferty. - Bardzo ważna jest też możliwość dodawania opinii, bo wtedy łatwo można zweryfikować informacje np. o małomiskowości czy ciasnym bądź luźnym obwodzie. Myślę, że klientki chętnie dzieliłyby się swoimi wrażeniami, gdyby premiowano je np. jakąś zniżką. - I jako jeszcze jeden bardzo zachęcający element - dobrze działający fanpage na facebooku. Np. Intimo4you wrzucało kiedyś tzw. real photo kolejnych modeli w sklepie. To był super pomysł, bo wiadomo, że zdjęcie katalogowe to mniej więcej jak zdjęcie potrawy w książce kucharskiej... ;) Pozdrawiam!

2. Wypowiedź uczestniczki A.Jankowiak:

Zakupy przez internet są fantastyczną opcją. Czasem wolę zamówić nawet kilka modeli po to, żeby wybrać jeden-dwa idealne i resztę odesłać. Sprzyjają temu korzystne warunki wymiany/zwrotów (podoba mi się opcja pierwszej wymiany w obrębie modelu gratis, którą mają niektóre sklepy lub opcja darmowego zwrotu). Często decyduję się na zakupy internetowe gdy w social mediach znajdę informację o jakiejś promocji (śledzę Facebooka i ostatnio bardzo popularnego Instagrama, myślę, że są to media, którymi warto się reklamować). Ciekawym rozwiązaniem ułatwiającym klientkom zakupy przez internet byłyby zestawienia, w których dany model porównywano by do popularnych modeli różnych marek (np model jednego stanika jest zbliżony do innego i tak samo wypada rozmiarowo). Tego typu porównania są coraz bardziej dostępne w sieci i kilka razy dzięki temu wybrałam model idealny (miałam dobrze dobrany model i szukałam po prostu podobnych). Bardzo atrakcyjne są dla mnie również bardzo szybkie promocje w sklepach internetowych - sklep robi promocję np od 24 do 2 w nocy, lub od 14 do 16 itp, łatwo mnie wtedy skusić na zakup, bo czuję presję czasu ;) a jestem na to bardzo podatna. Najważniejszy w sklepie internetowym jest jednak szeroki wybór modeli i przede wszystkim pełna rozmiarówka w obrębie modelu. Lubię robić zakupy hurtowe (głównie po to, by zaoszczędzić na przesyłce) więc moje zakupy najczęściej obejmują asortyment dla mnie oraz mojej mamy i siostry - jeśli w jednym sklepie znajduję produkty dla nas trzech, to na pewno zrobię tam zakupy, gdy nie mogę skompletować takiego zamówienia - zmieniam sklep. Coraz bardziej kuszą mnie polskie marki, dlatego cieszę się, gdy jestem w stanie przetestować coś z tej grupy (i w tym przypadku bardzo przydałyby się zestawienia jakichkolwiek odpowiedników z popularnych modeli).

3. I superfajna wypowiedź uczestniczki Agatiszka :-)

Superfajnie byłoby, gdyby np. na stronie sklepu internetowego mogło odbywać się głosowanie na np. biustonosz miesiąca, który byłby w kolejnym miesiącu przeceniony z tego tytułu ;) Superfajnie byłoby, gdyby konieczność sprowadzenia dla nas biustonosza (co skutkuje zazwyczaj dłuższym oczekiwaniem na zamówienie), była objęta jakąś promocją, np. na tańszą dostawę. Superfajnie byłoby, gdyby polecanie sklepu znajomym lub na facebooku było premiowane kuponami zniżkowymi. Albo polecenie, które skutkuje transakcją. Np. koleżanka, której poleciłam sklep, powołuje się na mnie i ja dostaję na maila kupon rabatowy. Nie muszą być to jakieś olbrzymie rabaty, ale takie drobne akcje pomagają rozpowszechniać zakupy w internecie, które mają przecież więcej zalet niż wad. Zniżkę konsumencką superfajnie byłoby otrzymać np. za opinię o biustonoszu, która zostałaby umieszczona na stronie sklepu pod wybranym modelem albo za pokazanie swojego zdjęcia w owym biustonoszu, tak jak na stanikomani w galerii użytkowniczek ;) I superfajnie byłoby umieścić np. na stronach sklepu filmiki edukacyjne w tematach np. "Jak dobrać odpowiedni rozmiar polski/brytyjski?", "Jak poznać, że biustonosz dobrze leży", "Typy biustonoszy, podział ze względu na kształt piersi", "Biustonosze sportowe - dlaczego takie ważne?"

Gratulujemy :-)

 

Wnioski z ankiety

Jak zapewne zauważyłyście, powyższe wypowiedzi pochodzą od zwolenniczek e-zakupów, a nie ich przeciwniczek. To nie wynik stronniczości - te od przeciwniczek były dla firmy równie ważne, było ich jednak znacznie mniej niż tych pierwszych i zwyczajnie tak „się trafiło” :-)

A oto, jakie wnioski wysnułam z przekazanych mi wyników samego sondażu. Niestety nie mogę podać Wam wszystkich punktów ani dokładnych liczb, ponieważ takie wyniki stanowią dla firmy konkretną wartość i mimo moich namów nie ma ona ochoty ich ujawniać swojej internetowej konkurencji :-) Rozumiem powody i nie zaskoczyło mnie to zbytnio. Mimo to postaram się przedstawić Wam kilka ciekawych konkluzji. Przy okazji i mnie udało się czegoś dowiedzieć o moich Czytelniczkach :-)

Po pierwsze, co zapewne nie będzie dla Was zaskoczeniem – większość respondentek (prawie 80%) kupuje biustonosze w internecie. Nic dziwnego – ponieważ Stanikomania wiele uwagi poświęca sklepom internetowym oraz sama jest internetowym blogiem, w naturalny sposób przyciąga internautki lubiące e-zakupy.

Co do liczby kupowanych biustonoszy, prawie połowa z Was kupuje 3-5 sztuk rocznie, przy czym internautki generalnie kupują więcej. To chyba znaczy, że coraz bardziej lubimy e-zakupy :-) Co ciekawe, wg badań przeprowadzonych przez markę Panache, połowa Polek ma w szafie ponad 6 sztuk biustonoszy, niewiele mniej – 4-6 sztuk. Chyba więc nie jest tak źle, jeśli chodzi o nasz stan bra-posiadania.

Nie lubicie jednak zbyt drogich biustonoszy. Zawsze uważałam, że 200 zł to „psychologiczna bariera”, powyżej której większość z nas mocno zastanowi się nad zakupem. I rzeczywiście – bardzo niewielki procent z Was zaznaczył wyższy przedział cenowy. Niższe miały znacznie więcej zwolenniczek.

Jakie marki kupujemy najchętniej? Wśród respondentek najwięcej zwolenniczek miały najbardziej znane u nas marki brytyjskie. Jednak te z Was, które preferują zakupy stacjonarne, mniej znają i mniej lubią marki brytyjskie, niż miłośniczki e-szopingu. Za to zdecydowanie więcej jest wśród nich zwolenniczek marek polskich. Chyba potwierdza to moją obserwację, że marki brytyjskie po prostu łatwiej kupuje się w sieci niż polskie – być może przyczyną jest tu bardziej przewidywalna rozmiarówka bielizny z Wysp.

Większość tych z Was, które w sieci nie kupują, jako przyczynę wskazuje obawę przed niewłaściwym rozmiarem i niechęć do czasochłonnych wymian i zwrotów. Zatem – polskie firmy, bądźcie bardziej konsekwentne rozmiarowo, a opanujecie internet!

A teraz ciekawa jestem, jaka jest Wasza opinia. Czy jeteście zdziwione tymi wynikami, czy wręcz przeciwnie – były do przewidzenia? Czy sądzicie, że e-zakupy to przyszłość handlu bielizną? A może uważacie, że biustonosze jednak lepiej kupuje się stacjonarnie, a zakupy w internecie dają Wam tylko większy wybór i więcej okazji cenowych? I jak Wam się podobają nagrodzone wypowiedzi?

A przede wszystkim...

Dziękujemy Wam za udział w ankiecie! :-)

środa, 14 października 2015

Pomysł na biustonosze oplatające dekolt siecią paseczków - z założeniem, że nie będą one ukryte pod ubraniem - to, jak się zdaje, dzieło Marlies Dekkers, które uczyniło ją jedną z pionierek trendu „bielizna jako ubiór” (underwear as outerwear). Do wzrostu popularności tej stylistyki przyczynił się silny trend erotyczny w bieliźnie codziennej - ostatnimi czasy zaroiło się na rynku od różnych przemyślnych oplatanek i uprzęży i wreszcie „paseczkowce” przestały być monopolem holenderskiej projektantki.

Niestety marki D+ pozostawały przez wiele lat w tyle i próżno było szukać czegokolwiek podobnego do cage bra w rozmiarach powyżej D. Pomysły Marlies Dekkers, kończącej rozmiary na nędznej europejskiej miseczce F, pociągały mnie od zawsze, z entuzjazmem powitałam obecność podobnego motywu w kolekcji The Intimate Britney Spears, ale tam też nigdy nie zdobyłam swojego rozmiaru. Naprzeciw oczekiwaniom w końcu wyszła Ewa Michalak ze swoimi spektakularnymi Przeplatankami oraz Ty Wiesz... (które planuję także poddać testom :-), a także ciekawa inicjatywa o nazwie Brabijou, też polska - biżuteryjno-paseczkowe konstrukcje doczepiane do biustonoszy, które jednak muszą w tym celu mieć odpinane ramiączka. W końcu - lepiej późno niż wcale - pomysł przyjął się w jednej z popularnych, raczej budżetowych polskich marek D+, a mianowicie w Gorsenii. Doprawdy nie rozumiem, czemu tak późno i obawiam się, że trend przeminie zanim produkcja na dobre się rozkręci. Postanowiłam jednak na początek obadać tę opcję cage bra po polsku :-)

Gorsenia - Evita, rozmiar: 80G [Rozmiary: 85-90B, 70-90C, 65-90 D-E, 65-85 F-H, 65-80 I-J, 65-75 K-L, cena: 81,12 zł w sklepie Kontri.pl]

Estetyka



Zacznę od uwagi, że w serii paseczkowej Gorsenia wypuściła jeszcze drugi, usztywniany model - Xenię, która wizualnie podoba mi się bardziej. Niestety half-cupowaty krój Gorsenii uparcie nie chce leżeć na moim biuście, odstający mostek i marne podtrzymanie Xeni wepchnęły mnie więc w objęcia bardziej biuściastej koleżanki Evity ;-) Evita może się pochwalić jedynie dwoma paseczkami (Xenia - trzema), jest też wyżej zabudowanym i wbrew pozorom dość grzecznym, mało eksponującym biust modelem. To nie znaczy, że pozbawionym stylu, choć mam do niego parę zastrzeżeń.

Półprzejrzysta góra miseczek mogłaby być bardziej przejrzysta. Składają się na nią dwie warstwy siateczki, które interferują ze sobą, tworząc efekt mory. Ponieważ są to spore, gładkie powierzchnie, mora jest widoczna i psuje efekt. Naprawdę przemysł materiałowy potrafi już wyprodukować siatkę dającą sobie radę z podtrzymaniem nawet sporego biustu w jednej warstwie, a już na pewno w przypadku, gdy chodzi tylko o górną część miseczki. Moim zdaniem trzeba było trzymać się jednej warstwy, albo zdecydować się na jakiś haft lub koronkę.

Powinnam odjąć więcej punktów za spsucie morą całkiem niezłego projektu, ocenę dobrą przyznaję tu raczej bardziej za sam projekt niż za jego wykonanie :-)

Druga sprawa - skoro już robimy cage bra, paseczków mogłoby być więcej, na tyle, by faktycznie była szansa na wyjrzenie czegokolwiek z dekoltu w atrakcyjny, ciekawy sposób. Tutaj za bardzo nie ma takiej możliwości, przynajmniej u mnie, co najwyżej na efekt „ojej, tej pani coś wystaje z bluzki”. Paseczki pozostają więc w gronie zwyczajnych, schowanych pod ubraniem bra-ozdóbek, i nici z underwear as outerwear...

Przejdźmy jednak do plusów ;-) Paseczki jako takie prezentują się całkiem przyjemnie, a jeszcze przyjemniej prezentują się aplikacje naszyte na mostek i nasady ramiączek. Takich ozdób stanowczo za mało mamy w naszej bieliźnie. Te są dobrej jakości, przynajmnie jak na popularną, nie luksusową markę i tak naprawdę to one decydują o uroku Evity. Aplikacjom towarzyszą „klejnociki” w kolorze czarnym, co wygląda całkiem gustownie. Nie dajcie się więc zniechęcić tajemniczym rozbłyskom ze zdjęcia w sklepie internetowym (swoją drogą, sama już nie wiem, czy takie sztuczki grafików bardziej mnie bawią czy denerwują) - nie ma tam żadnych srebrnych nachalnie świecących cyrkonijek, tylko czarne „kamyczki”.

Brawo również za naszycie wąskich pasków aplikacji na brzeg miseczki, w pobliżu łączenia z ramiączkiem.

 

Dopasowanie

Gdyby nie przeczytane tu i ówdzie ostrzeżenia, raczej nie trafiłabym z rozmiarem, zamawiając online, zresztą nawet zamówiony rozmiar nie jest idealny. Po pierwsze, Evita jest luźna w obwodzie, luźniejsza od innych posiadanych przeze mnie modeli Gorsenii. To 80 zachowuje się bardziej jak 85. Stwierdziłam jednak, że wolę zapinać się trochę ciaśniej niż kombinować dalej z rozmiarami, a czasem nawet noszę ją na najluźniejszą haftkę. Na szczęście dzianina-siatka z tyłu jest solidna, dobrze pracuje i nie zanosi się na to, by miała się z czasem rozciągnąć.

Szkoda, że zapięcie lubi się podwijać, mimo że nie należy do najbardziej wiotkich, z jakimi miałam do czynienia (widać to na fotce niżej).

Miseczki są natomiast zaskakująco duże - już G jest na mnie dobre, choć ma nieco za wąskie fiszbiny (jak to zwykle w polskich biustonoszach), natomiast H, które wypróbowałam wcześniej w Azurro (zwróćcie uwagę: tu i tu dzianina simplex w dole miski, a dopasowanie inne) byłoby raczej z pewnością za duże. Byłoby to niestety bardzo widoczne, ponieważ gdyby paseczki były choć odrobinę luźniejsze, smętnie by zwisały, zamiast przylegać. Niestety Evicie brakuje tego genialnego pomysłu, który zastosowała Ewa Michalak, a mianowicie regulacji paseczków.

Podobnie jak we wcześniejszych recenzjach zakładam, że mój rozmiar w systemach „zbliżonych do kontynentalnych” to 80H, nie oceniam natomiast zgodności z tabelą rozmiarów, bo za to należałoby się zero punktów (w 80J wyliczanym mi przez tabelę utopiłabym się).

 

Kształt

Nie mam większych powodów do narzekania. Evita daje pierś okrągłą, uniesioną przyzwoicie i zebraną, choć bez szaleństw, mogłoby być ciut lepiej. 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Konstrukcja miseczek nie ma większych wad, no może poza tym, na co często narzekam w polskiej bieliźnie - wąskie i dość krótkie fiszbiny, i ten ślad lekkiej, nazwijmy to „przewieszki” bezpośrednio nad drutem, którą widać z profilu. Chodzi mi o to, że polskie miseczki często są skrojone tak, że dolna część miseczki jest nieco za głęboka, przez co pierś jest mniej wypchnięta w górę niż mogłaby.

Materiał miseczek to stabilna, nierozciągliwa dzianina, tył - mocna siatka, i ta kombinacja zapewnia dobre podtrzymanie. Które byłoby jeszcze lepsze, gdyby biustonosz nie był za luźny pod biustem, to jednak mogę jeszcze skorygować zapięciem w razie potrzeby.

 

Wygoda

Największa zaleta Evity :-) Ciekawe, że początkowo sądziłam, że postawię gałę, a to za sprawą paseczków, które drapały mnie szwami od wewnątrz. Bałam się, że nie będę w stanie jej nosić z tego powodu. Surprise - już jedno pranie położyło drapaniu kres i Evita okazała się bardzo komfortowym stanikiem. Usztywnienia boczne są, lecz jakby ich nie było (a w innych modelach często robią mi krzywdę). Żadnego piłowania dołem druta, żadnego gryzienia gumkami. Wygodniczek.

 

Cena

Jak widzicie, nie stawiam już maksa, bo zrobiłam się marudna. Osiem dyszek to wprawdzie doskonała cena jak na dający się nosić biustonosz D+, ale Evita mogłaby tu postarać się o lepsze wyniki w dziedzinie dopasowania czy estetyki.

 

Galeria

Evita w pełnej krasie. Największej liczby zbliżeń doczekały się oczywiście ozdobne naszywki :-)

Podsumowanie

Polska chyba rzeczywiście jest w światowej awangardzie, jeśli chodzi o biustonosze D+. Poza Ewą Michalak i Gorsenią nie widziałam, by ktokolwiek na świecie produkował „paseczkowce” w dużych rozmiarach. Być może znajdziemy je w ofercie Scantilly, nowej erotyzującej marki-koleżanki Curvy Kate (jednopaseczkowiec już jest). Ceny Scantilly są jednak szalone. Gorsenii zaś życzyłabym, by udoskonaliła swój już całkiem niezły projekt i wypuściła bardziej dopracowaną Evitę, bo ma szansę uczynić to za znacznie bardziej przystępną dla Polek cenę.

Mimo stawianych jej zarzutów, ostatno noszę Evitę regularnie jako codzienny stanik. Wygodna, oryginalna - jakoś trudno nam się rozstać. Polskie firmy radzą sobie coraz lepiej z przekonywaniem mnie do swoich produktów.

Ciekawa jestem, co sądzicie o paseczkowcach made in Poland. Może już macie któregoś w swojej szufladzie? Nie znudził Wam się jeszcze ten trend? :-)


 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...