poniedziałek, 22 stycznia 2007
„I am Giselle, the French bitch” - jeśli są wśród Was maniaczki brytyjskiego serialu „Coupling”, z pewnością rozpoznały już ten cytat. Pozostałym spieszę wyjaśnić, że słowa te wypowiedziała wyzywającym tonem postać obdarzona wysoką (według niektórych – zbyt wysoką) samooceną, połączoną ze sporym urokiem osobistym. Ilekroć spojrzę na Giselle Rigby&Peller, przypomina mi się moja ulubiona Jane :-) Co prawda na alternatywnej fotce staniczek nie wygląda już tak niegrzecznie, ale ewidentnie ma w sobie coś, i to we wszystkich wersjach kolorystycznychlatte (beż), verde (bladozielony) i opal (błękitny - tę wersję najlepiej obejrzeć na stronach producenta) - choć do mnie zdecydowanie najbardziej przemawia - o dziwo - beż. A tak wygląda na blondynce. Wersja full cup już dużo mniej kusząca – zdecydowanie wolę usztywniany balcony, niestety szyty tylko do F (w full cup znajdziemy jeszcze FF i G). Giselle jest na rynku od dłuższego czasu, więc amatorkom radzę rozglądać się pilnie, może trafimy w końcu na wyprzedaż. Bo regularna cena to, niestety, niegrzeczne 66 funciaków…

 

niedziela, 21 stycznia 2007

„Wylansowany 40 lat temu model Doreen firmy Triumph jest najpopularniejszym stanikiem na świecie” – głosi opis na stronach sklepu figleaves.com. Mogę bez trudu uwierzyć, że Triumph sprzedaje najwięcej staników na Ziemi - pierwsza lokata jest więc całkowicie uzasadniona.

Spoglądając na to coś zaczynam się jednak bardzo, ale to bardzo dziwić. Czyżby to szuflady naszych babek były pełne Doreen? Bo chyba nie nasze biusty (?). Czy te statystyki pochodzą sprzed 39 lat? Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach, nie będąc w sytuacji przymusowej, wydałby 23 funty na tę dziwaczną uprzężopodobną konstrukcję, na której widok mam ochotę zajrzec sobie w dekolt, żeby sobie przypomnieć, jak wygląda stanik?

Powiedzmy sobie szczerze – miękkie bezfiszbinowce, zwłaszcza te szyte na nasze DD-plusy, z reguły nie powalają urodą. Szerokie ramiączka, zabudowanie po szyję – to cena, jaką płacimy za brak fiszbin i jakichkolwiek usztywnień, bo całą robotę musi odwalić materiał – dlatego jest go więcej. Ale bez przesady – to naprawdę nie musi być aż takie brzydkie.

Zerknijmy na ten Radiance firmy Royce – opływowa linia, okrągły kształt biustu, połyskliwy haft, a drożej tylko o 3 funty. Albo na skromną Naturanę Rapport (niestety, miski H nie uświadczysz). Czy choćby sportowy Shock Absorber, choć to odrobinę inna kategoria: wygodny (choć uwaga: nie należy brać zbyt wąskiego obwodu, bo będzie naprawdę ciasno – to z własnego doświadczenia), ale trzymający biust niczym żelazo, oddychający, może niepiękny, ale przynajmniej ma jakiś styl… Dlaczego miękkich, dobrze podtrzymujących, a przy tym akceptowalnych estetycznie modeli na duże miseczki jest tak mało? Zapewne temu właśnie paskudna Doreen zawdzięcza swoją popularność. Osobiście kibicuję Royce.

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...