piątek, 27 sierpnia 2010

Nie od dziś wielkim zaciekawieniem obserwuję, jaką karierę w naszym kraju robi pojęcie bra-fitting - przed kilkoma laty całkowicie nieznane, teraz obecne w pismach kobiecych, reklamach sklepów, bielizny, imprez (bra-fittingowych, a jakże)... Angielskie słówko wylansowane przez kobiety na Lobby Biuściastych przejęli i włączyli do swojego repertuaru specjaliści od marketingu. Pozytywne skutki nowej mody odczuwamy wszystkie - wreszcie w celu ubrania naszych DD-plusowych biustów nie jesteśmy zmuszone do prywatnego importu, robią to bowiem za nas nasi dystrybutorzy i sklepy, widząc w tym najwidoczniej coraz lepszy interes. Co więcej, ubierać nas zaczynają pomału firmy polskie. Jednym słowem - wiwat bra-fitting!

Zjawiska te od jakiegoś czasu nasuwają mi pewną refleksję, którą postanowiłam się z Wami podzielić. Otóż bra-fitting to nic innego, jak dobieranie stanika. Czemu wypowiadam tę oczywistość? Bo zaczynam mieć wrażenie, że reklama kreuje pojęcie bra-fittingu jako czegoś niezwykłego, wyjątkowego, dostępnego w nielicznych sklepach i dzięki nielicznym markom - „bieliźnie bra-fittingowej” (spotkałam się z używaniem takiego terminu).

Kobieta może więc dziś po prostu pójść do sklepu i kupić sobie stanik, albo - jeśli nadąża za trendami - poddać się bra-fittingowi czy też zakupić bra-fittingową bieliznę. Myślę, że kwestią czasu jest pojawienie się specjalnych butów shoe-fittingowych (w odpowiednim zakresie rozmiarów, obejmującym nie tylko długość, ale i np. szerokość - coś, na co w Polsce wciąż czekamy), oraz odzieży clothes-fittingowej (tu w pewnym sensie prekursorką jest moja ukochana firma BiuBiu - ale ona rzeczywiście jest wyjątkowa i lepiej pasowałoby określenie: breast-fittingowa ;-), która - o rewolucjo! - szyta byłaby w większej liczbie rozmiarów niż, powiedzmy, pięć! (oj, chętnie zobaczyłabym taką rewolucję w niektórych markach...) ;-) Bielizna, odzież i obuwie, które pasują - toż to niesamowite! Brzmi trochę absurdalnie, prawda? Dlaczego?

Dlatego, że dla nas, jako konsumentek, odpowiednia liczba rozmiarów i krojów do wyboru - tak, by każdy biust, stopa i ciało mogły się odpowiednio ubrać - powinna być czymś absolutnie oczywistym. To nieco bałamutne pojęcie „bielizny bra-fittingowej” nie oznacza niczego innego, jak po prostu bieliznę szytą w szerokim zakresie rozmiarów. To prawda, że w dużych zakresach rozmiarów specjalizują się obecnie konkretni producenci i tworzone przez nich marki. Ale czy owa bra-fittingowość sprawia, że bielizna ta staje się wyjątkowa, rządzi się innymi prawami i stawiamy jej inne wymagania? Dobrego podtrzymania biustu i prawidłowego układania się wymagamy przecież nie tylko od biustonoszy marek Freya, Panache czy Curvy Kate, ale po prostu od wszystkich biustonoszy. Od Triumpha w rozmiarze 75B też. To działa też w drugą stronę - od brytyjskich marek DD-plusowych mamy prawo wymagać komfortu, urody i efektownego eksponowania biustu, bo ich produkty służą do noszenia - nie tylko „do bra-fittingu”.

W całym biuściastym ruchu konsumenckim nie chodzi bynajmniej o ubranie całej Polski w inne marki bielizny niż dotychczas, tylko o sprawienie, by wszystkie kobiety zyskały dostęp do biustonosza we właściwym dla siebie rozmiarze, odpowiedniej jakości. Żeby było im wygodnie, niezależnie od tego, czy powinny nosić 80C, czy 65H. Chodzi o to, by coraz więcej kobiet potrafiło ocenić dopasowanie i jakość stanika oraz dokonać odpowiedniego zakupu, wspierając tym samym te firmy, których produkty odpowiadają ich wymaganiom. To kolejna oczywistość, warta jednak czasem wyjaśnienia, zwłaszcza tym, którzy na ten ruch konsumencki patrzą z zewnątrz czy też od niedawna.

Doskonale wiemy, że znane nam marki DD-plusowe to wcale nie jest bielizna idealna, która zadowoli każdy biust - dowiadujemy się tego na co dzień, na forach czy w komentarzach, widać to np. po Waszych wypowiedziach nadesłanych na Wygodny Konkurs, wiedzą o tym nasze bra-fitterki. Problemy dotyczą konstrukcji, materiałów, i jest ich całkiem sporo - mamy nadzieję, że dzięki zaangażowaniu konsumentek będą one stopniowo rozwiązywane.

Podsumowując - coś, co ze zrozumiałych względów promuje się jako rewolucyjną nowość (bo i jak inaczej przyciągnąć klienta?), jest tak naprawdę czymś absolutnie i dogłębnie zwyczajnym. Ta zwyczajna rzecz nazywa się dopasowany stanik :-)

[Zdjęcia zostały zrobione w warszawskim salonie LiParie. Warto odnotować, że przedstawiają wyłącznie bieliznę marek polskich, w rozmiarach zbliżonych do rozmiaru autorki - co miało stanowić ilustrację postępu na rynku :-)]

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...