Bra-fitting

środa, 27 grudnia 2017

waek

 

Pewnie nie możecie już patrzeć na świąteczne ciasta, ale bez obaw - nie zmieniam branży na wypieki ;-) Ostatnio przez soszal media przetacza się - za sprawą kilku osób, do których się dumnie zaliczam - dyskusja na temat zdjęć reklamowych bielizny. Mówimy o pladze złej samooceny u kobiet, o szkodliwości nierealistycznego obrazu ciała w przesadnie wyretuszowanych zdjęciach, mówimy o reprezentacji - a raczej jej braku - różnorodnych sylwetek w reklamie. Na temat tego, co w reklamie powinno być, a co nie, czym może nas karmić bez szkody, a co infekuje nasz mózg kompleksami, można (i warto) dyskutować długo. Teraz proponuję skupić się przez chwilę na jednym z bardzo namacalnych wpływów reklamy na nasze życie. Zastanówmy się, jak reklama wpływa na to, w jaki sposób dobieramy sobie bieliznę.

Zacznę mniej standardowo, czyli od tyłu.

 

Plecy nie deska

Niedawno na instagramie którejś z brafitterek spoza naszego kraju przeczytałam komentarz dziewczyny, że chłopak zwrócił jej uwagę: „ten biustonosz jest na ciebie za mały, bo widać jego linię przez ubranie!”. Chodzi o te zagłębienia, czy też zmarszczki materiału, które widzimy czasem na swoich plecach, gdy ubranie choć trochę do nich przylega, a pod spodem mamy tył biustonosza.

Rozumiem, że zdaniem owego dżentelmena plecy dziewczyny powinny być równe jak stół. Serio? Jeśli mam być szczera, moje plecy nie są równe, nawet gdy zdejmę z siebie bieliznę. No ale dobra, załóżmy, że chodziło tylko o tę jedną konkretną nierówność, tworzoną przez gumki stanika. 

Muszę Was zmartwić, albo pocieszyć - zależy, z której strony patrzycie na zagadnienie. Ludzkie plecy nijak nie przypominają kawałka deski. Pod skórą znajduje się: tkanka tłuszczowa (tak, ten okropny TŁUSZCZ, słowo dla wielu z nas niemal niewymawialne, mają nawet bardzo szczupłe osoby - nieposiadanie go w ogóle jest oznaką patologii) oraz mięśnie. Na plecach konkretnie - mięśnie grzbietu, które umożliwiają nam poruszanie korpusem, schylanie się i podnoszenie tudzież stanie prosto. Chyba nie muszę tłumaczyć, że bez nich byśmy - dosłownie - leżały? Mieśnie, nawet najsilniejsze, też nie są ze stali i się, o zgrozo, uginają lub tworzą wybrzuszenia.

 

Dołek wyklęty

Skoro już wiemy, że nasze ciało, nawet jeśli nie mamy grama nadwagi - nie jest twarde, to wyobraźmy sobie, że je naciskamy. Co się dzieje? Powstaje dołek. Nierówność, wgłębienie, linia, skaza na tej wymarzonej gładkiej i twardej powierzchni, która, jak wiemy, jest fikcją. A obok dołka - górka, bułka, wałek, czy jak go tam zwał czy zwała. 

Uprzedzę dalszy tok rozważań i już teraz napiszę, że nie istnieje na świecie gumka od bielizny, która opinając ciało nie stworzy w nim żadnego dołka. Nawet jeśli jest bardzo luźna i bardzo sprężysta - jeśli nie ma zsunąć się z ciała, tylko ma się na nim trzymać, musi zagłębić się w nim choćby na milimetr. 

 

Tłuszczofobia

Przecież wiemy, jak wyglądamy i co się dzieje z naszym ciałem przy nacisku. Skąd zatem te dziwaczne przekonania o tym, że wszelkie nierówności to zło, bo ideał jest gładki, twardy plastik jest fantastik, a naturalne miękkie ciało to zgroza?

Pierwszą przyczyną obsesji gładkiego i twardego ciała jest, jak sądzę, powszechna tłuszczofobia. Mamy tak mocno wtłoczone do głów, że grube i tłuste to najgorsze zło i brzydota, że nie potrafimy zaakceptować tłuszczu jako nieodłącznego elementu naszej cielesności. Nawet wtedy, gdy mamy go w tak zwanej normie, a nawet jeszcze mniej. A to miękkie, w czym powstają dołki, to przecie tłuszcz.

 

Wałkowanie photoshopem

Idealizację gładkiego i twardego odzwierciedla, a zarazem wzmacnia, obraz ciała serwowany nam w reklamach. W tym - w reklamach bielizny, bo tam, siłą rzeczy, ciała jest najwięcej. Przyjrzymy się, jak wyglądają plecy modelek i tyły biustonoszy na zdjęciach reklamowych. O ile w ogóle są pokazane - bo bardzo często się ich nam skąpi. Zapewne sądzi się, że najważniejszy w ocenie biustonosza jest jego przód, a najlepszą reklamą stanika - pokazanie dwóch pokaźnych idealnych kulek, które jakoby tworzy on z piersi. Co też najczęściej nie odpowiada prawdzie (ale o tym w innym odcinku ;-) )

Wracając do pleców - na większości zdjęć reklamowych skrzętnie minimalizuje się jakiekolwiek nierówności tworzone przez tylne skrzydełka biustonosza. Częściowo dzieje się to przez zatrudnianie bardzo szczupłych modelek, u których te nierówności są bardzo niewielkie. Ale to byłoby jeszcze pół biedy.

 

Panache_Clara_back

Zdjęcie tyłu biustonosza Clara marki Panache. Nierówności są minimalne, ale widać, że pas biustonosza lekko zagłębia się w ciele modelki, mimo że jest bardzo szczupła. Widać także zagłębiające się gumki fig.

 

Panache_Clara_Figleaves_b

Ten sam biustonosz na zdjęciu sklepu internetowego Figleaves.com. Kontur ciała modeki jest dość równy, ale nie tworzy idealnie gładkiej linii. Tu także nieco bardziej realistycznie wyglądają majtki.

 

Panache_ClaraBravissimo_b

Jeszcze jedna fotka - tym razem z Bravissimo.com. Widać, jak tył biustonosza naciska na plecy i tworzy w nich lekkie zagłębienie. Nie ma też wątpliwości, że modelka posiada mięśnie grzbietu ;-)  

 

Powyższe trzy fotki przedstawiają szczupłe kobiety - firmy nie zdecydowały się pokazać nam, jak produkt układa się na innych typach sylwetki. Nieco większe zróżnicowanie do tego obrazu dokłada nam firma Curvy Kate. Modelki na zdjęciach tej marki są przeważnie pulchniejsze.

 

CurvyKateVictory_back

Tył biustonosza Victory marki Curvy Kate - tu już całkiem dobrze widać, jak pas biustonosza zagłębia się w ciele. 

 

A teraz - uwaga - pokażę Wam prawdziwy popis mistrza wałka! 

 

EB_Gloria_ty

EB_Gloria_tyl_2

Zdjęcie tyłu biustonosza Gloria z najnowszej kolekcji marki Ewa Bien. Plecy modelki w miejscu, gdzie leży biustonosz, są proste jak od linijki. Nie widać najmniejszej nierówności, nawet materiał jest jakby z plastiku. W powiększeniu da się nawet zauważyć ślad po retuszu. Czy ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, że ten biustonosz nie leżał w ten sposób naprawdę? 

 

Na wszystkich fotkach oprócz ostatniej modelki wyglądają może mało reprezentatywnie dla ogółu kobiet (są bardzo szczupłe lub raczej szczupłe, a gumki zagłębiają się w ich ciałach minimalnie), ale obrazy te mają przynajmniej pozory realizmu. Ostatnia fotka wraz z zoomem przedstawia fikcję. Fikcję, która utrwala się w naszych mózgach, bo widujemy takie zdjęcia setkami. Wiele z nas wyrabia sobie na tej podstawie wyobrażenie, jak powinnyśmy wyglądać w biustonoszu. Jest to wyobrażenie błędne, a nawet szkodliwe, bo powodujące, że kupujemy źle dopasowane biustonosze. Co zresztą i tak nie pomaga nam w osiągnięciu tego wymalowanego przez grafika ideału, bo jego zwyczajnie osiągnąć się nie da. 

 

Robią mi się wałki

Chyba nie ma na świecie brafitterki, która nie słyszała w przymierzalni narzekań na te okropne wałki na plecach. Wałki od biustonosza. Proszę dać mi inny rozmiar, ten jest za ciasny. W tym robią mi się wałki. Wyglądam, jakbym była jakaś tłusta! Sama we własnym skromnym doświadczeniu spotkałam się z setkami uwag tego typu. Jak mam dobrać sobie biustonosz, w każdym robią mi się wałki na plecach. Proszę mi pomóc dobrać biustonosz, byle nie za ciasny, bo robią mi się wałki. Poszukuję biustonosza, ale koniecznie w bardzo dużym rozmiarze, co najmniej 100 pod biustem, bo jestem gruba i robią mi się wałki! 

Chcecie znowu złą, albo, zależnie od punktu widzenia, dobrą wiadomość? Te wałki będą Wam się robić. Zawsze. 

Możecie oczywiście próbować nosić luźne staniki, które nie podniosą Wam piersi z przodu, ponieważ tył stanika z tyłu nie będzie miał się jak zatrzymać i wjedzie Wam na łopatki, a może i niemal pod kark. Jeden ze sklepów nawet zrobił o tym hasło z obrazkiem i postawił w salonie w widocznym miejscu:

 

brabirds  

Noszenie za luźnego stanika może czasem zmniejszyć ten spędzający sen z powiek nosicielek staników problem, a czasem nie, ponieważ podnoszący się do góry tył, ściągany z przodu przez obwisające piersi, i tak będzie pchał do góry tłuszczowy wałek.

Jeśli tak wolicie - okej, może nie zależeć Wam na podniesieniu piersi. Obowiązku nie ma, mówię to całkowicie szczerze i bez ironii! Biust ma prawo wisieć, jeśli tyko jego właścicielka nie ma nic przeciwko. Ale warto przemyśleć, czy na pewno nie wolicie wałków z tyłu zamiast biustu niżej i czy na pewno jest Wam wygodnie w luźnym rozmiarze pod biustem, zwłaszcza jeśli biust jest duży. Może być bardzo niekomfortowo, a do tego niezdrowo. Bo w tak dobranym klasycznym staniku, jeśli piersi są ciężkie - cierpi kręgosłup i nadmiernie obciążone ramiona, albowiem cały ciężar piersi zawiśnie w takim układzie na ramiączkach. Wybór należy do Was. Jeśli preferujecie naturalny look i minimum nacisku na skórę - rozważcie miękką, elastyczną braletkę, bez wyprofilowanych drutem misek i konieczności precyzyjnego dopasowania.  

 

Nasze ciała to nie wasza wizja artystyczna

Aby dokonać wyboru, potrzebujemy prawdziwej informacji. Moim zdaniem nieetyczne jest przedstawianie nam obrazów fałszujących rzeczywistość tak, że może nam to zaszkodzić. Nie obrażę się, jeśli grafik zmieni modelce kolor włosów, bo tak mu pasuje do kompozycji, ale jeśli zmieni formę ciała na nierealną, tak że może to wpłynąć na niekorzystną dla mnie decyzję zakupową (jak kupno nieodpowiedniego rozmiaru) - sorry, to już zupełnie, ale to zupełnie co innego! To tak, jakby zdjęcie przedstawiało inny produkt, niż jest oferowany. Pokazuje mi się stanik, który ani na mnie, ani na nikim innym nie będzie wyglądał tak, jak na zdjęciu. Nazwijmy rzecz po imieniu - to jest oszustwo. 

Czemu stosuje się te praktyki? Czy naprawdę kobiety wolą oglądać rozwałkowane ciała? Trudno jednoznacznie ocenić, bo jesteśmy już tak przyzwyczajone do odrealnionych obrazów, że to te prawdziwe czasem budzą szok i niedowierzanie. Wierzę mimo wszystko, że w większości z nas tli się jeszcze na tyle zdrowego rozsądku i realizmu, by nie wierzyć w takie „wałki” grafików i nie zachwycać się photoshop disasters. Bardziej realistyczne zdjęcia (np. te z kampanii Curvy Kate, czy - z naszego podwórka - katalogi Avocado czy zdjęcia Ewy Michalak) spotykają się z bardzo pozytywnym odbiorem, a firmy chyba nie narzekają na brak klientek. 

 

Pretty_plecy

Biustonosz Pretty Ewy Michalak. Widać zarówno zagłębiające się w ciele gumki, jak i wybrzuszenie ciała pomiędzy dolną a górną gumką skrzydełka oraz nad nim. 

 

Clarisse_selfie_10_b

Tył biustonosza Clarisse marki Nessa na zdjęciu z mojej recenzji. Naga prawda - tu na pewno nie było żadnego wygładzania ani zmniejszania wałeczków. Mam dużo tkanki tłuszczowej w górnych partiach ciała oraz w pasie. Spora jej część znajduje się właśnie z tyłu i z boków.  

 

 Avocado_CESOIR2

Avocado - firma, która nie wstydzi się pokazać, jak jej komplety wyglądają z tyłu. Na zdjęciu kompletu Ce Soir ciało modelki jest szczupłe, ale zachowuje naturalną miękkość i nikt nie udaje, że jest lalką z plastiku, w którym nie zagłębiają się gumki od biustonosza czy majtek. 

 

Realny sposób na wałek

Czuję się w obowiązku poczynić dygresję. A co z tymi z nas, którym wałki na plecach psują radość z bielizny? Nie udaję, że problem nie istnieje, ale są na niego sposoby inne niż np. wybieranie luźnego obwodu. Po pierwsze - wybierajmy biustonosz we właściwym rozmiarze (za luźny nie podtrzyma biustu i będzie obcierał, za ciasny - utrudni oddychanie i będzie cisnął). 

Po drugie, zwracajmy uwagę na jakość tyłu. Przy pulchniejszej figurze i większym biuście sprawdza się szerszy tył, bo rozkłada nacisk na większą powierzchnię. Dzianina nie powinna być zbyt wiotka i elastyczna, by to nie gumki wykonywały większość podtrzymującej pracy. Praktyczne jest szerokie zapięcie (na trzy haftki). Dobrzy producenci wiedzą, że nie oczekujemy od biustonoszy pogłębiania naszych kompleksów i mają sposoby na to, by w dobrze dobranym rozmiarze tył biustonosza wyglądał w miarę gładko i jednocześnie był wygodny. 

 

#wolneodretuszu

Co kieruje photoshopowymi manipulatorami? Myślę, że często zwykła nieświadomość i brak wyobraźni. Twórcy katalogów otrzymują zadanie stworzenia „ładnych” obrazów, a więc, wedle ich standardów, nie obrażających nikogo widokiem tego okropnego tłuszczu w okolicach gumek. Nie biorą w ogóle pod uwagę, że na podstawie ich twórczości podejmowane będą decyzje zakupowe oraz będzie kształtowała się wiedza kobiet o tym, jak dobierać biustonosz czy majtki (postawię hipotezę, że najczęściej są to panowie, którzy nie noszą biustonoszy). Co więcej, na tej podstawie działają niedoświadczeni i niefachowi sprzedawcy bez wiedzy brafittingowej, przekonując kobiety, że stanik może, a nawet powinien wyglądać na za mały w miseczkach i za duży pod biustem - bo przecież na wszystkich reklamach tak właśnie wygląda. 

Dlatego uważam, że najwyższy czas się zbuntować przeciwko nadmiernemu, szkodliwemu retuszowi zdjęć bielizny. Buntować się mogą klientki (od czego soszal media, fanpejdże i profile firmowe, tudzież - last but not least - głosowanie portfelem?), ale także brafitterki i właścicielki sklepów. To do nich trafiają katalogi bielizny oraz to brafitterki muszą mierzyć się na co dzień z błędnymi przekonaniami kobiet o dobieraniu biustonosza kształtowanymi przez reklamę. To właścicielki i właściciele sklepów są pierwszymi odbiorcami producentów i mogą im różne rzeczy sygnalizować, sugerować, a nawet wymagać. Brafitterki - bądźcie rzeczniczkami swoich klientek i wymagajcie od producentów zmiany stylu obróbki zdjęć!

Kobiety! Nie dajmy sobie rozwałkować mózgów. #wolneodretuszu! 

 

 

czwartek, 24 sierpnia 2017

Zdjęcie promujące aktualną kampanię marki Panache - Find Your Fit

 

Miałyście kiedyś brafitting? :-) I jak to wspominacie? Było OK, a może coś nie zagrało? Jeśli to drugie, albo jeśli w ogóle nie macie chęci na konsultację stanikową - to nie jesteście same. W sporej części kobiet wizyta u brafitterki nie budzi wcale ciekawości, a raczej obawy. Potwierdzają to sondaże. Jak donoszą źródła branżowe, firma Panache zleciła niedawno ankietę, w której zapytano około 3000 kobiet w Wielkiej Brytanii o ich stosunek do usługi profesjonalnego dobrania biustonosza, czyli brafittingu. Wynik moim zdaniem i tak napawa optymizmem - okazuje się, że aż prawie połowa (48%) badanych kobiet ma za sobą brafitting.

Warto jednak pamiętać, że sondaż dotyczył UK - ojczyzny wielu marek o szerokim zakresie rozmiarów, czyli kraju pełnego staników na praktycznie każdy biust. Nic tylko się brafitować! Gdyby nie to - podejrzewam, że wynik byłby skromniejszy. Aż połowa uświadomionych stanikowo kobiet - to wielki sukces, oczywiście pod warunkiem, że ten brafitting nie odbył się na zasadzie „dam pani 80C, to prawie to samo, co 75D” - ale że kobiety te rzeczywiście noszą teraz właściwy rozmiar biustonosza

A co z tą drugą połową kobiet, które z brafittingu nie korzystały? Zapytano je o powody. Co jest na pierwszym miejscu? Pewnie umieracie z ciekawości. Tadaaam! 41% kobiet podało, że unika brafittingu, ponieważ... wstydzi się rozebrać przed brafitterką. 

 

Kiedy tak stałam z oklapniętym biustem...

Niedawno trafiłam na facebooku na wpis rozczarowanej klientki pewnej (cenionej przez stanikomaniaczki) brytyjskiej sieci sklepów z bielizną, który bardzo mnie zaskoczył. Jak relacjonuje nasza bohaterka, na samym wstępie została poproszona o... zdjęcie biustonosza w obecności brafitterki. Dalej czytamy o tym, jakie emocje nią targały, gdy stała z oklapniętym, zapewne sporym biustem - w bluzce, bo stanik udało jej się ściągnąć trudną sztuką, bez zdejmowania topu - przed panią specjalistką i jak skrępowana się przy tym czuła. Oj, chyba ktoś tu czegoś mocno nie przemyślał... i nie chodzi tu o osobę korzystającą z usługi. Jeśli pierwszym doświadczeniem kobiety w przymierzalni jest zaskoczenie, wstyd i zmieszanie (w dodatku niczemu niesłużące - bo w czym, na Jowisza, brafitterce przyda się widok wystraszonej kobiety bez stanika na samym początku spotkania?), to nic dziwnego, że prawdopodobnie nigdy już z brafittingu nie skorzysta.

A teraz coś, co być może Was zaskoczy. Ten tekst nie jest o tym, że kobiety powinny się wstydzić tego, że się wstydzą. Szczerze mówiąc - nie lubię tego całego pokrzykiwania, do którego ma tendencję część bra-entuzjastek: no weźcie, nie ma się czego wstydzić, ludzka rzecz, ech te głupie kompleksy, nic wam się nie stanie jak zdejmiecie bluzkę, u lekarza też się wstydzicie rozebrać? - i tak dalej. Czy muszę wam tłumaczyć, że takie poszturchiwanie słowne wcale nie zmniejsza skrępowania tych, do których jest kierowane? Bo ja sądzę, że raczej służy podbiciu poczucia lepszości tym, które takie namowy wygłaszają: Ja się nie wstydziłam! A na spotkaniu stanikomaniaczek to nawet bez bluzki się pokazałam wszystkim, o! A ty chyba jakaś zacofana jesteś!

Jeśli chcemy rzeczywiście komuś pomóc, a do tego osoba ta musi przezwyciężyć skrępowanie - to podstawą jest stworzenie przyjaznej, bezpiecznej, akceptującej atmosfery. Możemy narzekać i załamywać ręce nad kulturą, która sprawiła, że kobiety traktują swoje piersi jak wstydliwą część ciała, wobec której w dodatku są niezmiernie krytyczne. Ale krytykowanie za to kobiet nie sprawi, że nastąpi magiczna zmiana i ich zawstydzenie wyparuje.

Swoją drogą, uważam, że żadna kobieta nie powinna być nakłaniana do rozbierania się przed brafitterką. Topless może, ale nie musi się pojawić, dopiero w trakcie przymiarek, gdy przydaje się pomoc w ocenie dopasowania czy prawidłowego założenia biustonosza. I dopiero w momencie, gdy obie strony nawiązały już ze sobą przyjazny kontakt i pojawiła się owa bezpieczna atmosfera. Jeżeli mam być szczera - a mówię to jako osoba, która w pewnych okolicznościach występuje publicznie bez bluzki - takie żądanie rzucone na wstępie wzbudziłoby u mnie chęć ucieczki, jako naruszenie moich granic. 

 

Jestem brafittingową samosią

Kobiety pytane o to, czemu nie korzystają z brafittingu twierdziły też, że: nie mają na to czasu, że obawiają się, że brafitterka nie znajdzie niczego pasującego oraz... boją się poznać swój prawidłowy rozmiar (!). Zwłaszcza ten ostatni powód zwraca uwagę. Jednak już drugim w kolejności, po wstydzie przed rozebraniem się, powodem niekorzystania z usług brafitterek jest po prostu brak takiej potrzeby. Stanik możemy dobrać sobie same - uważa 40% kobiet spośród tych, które nie korzystały z brafittingu - i tego powodu nie zamierzam kwestionować ani krytykować. Sama do brafitterek nie chodzę wcale :-) I uważam, że spokojnie można być swoją własną brafitterką. O ile nie umniejszam tu wcale roli tej usługi dla osób jej potrzebujących, to twierdzę, że każda z nas może osiągnąć bra-samodzielność. Jeśli nie wcale bez pomocy, to na pewno po jednej-dwóch sensownych wizytach u specjalistki i kilku zakupach. 

A zatem: nie po drodze ci do salonu z brafittingiem, albo już w takim byłaś, znasz swój rozmiar, wiesz, o co chodzi z tym dobieraniem? Nie zmieniły ci się wymiary ani konsystencja piersi, twoje biustonosze pasują? Tak jak żadna z nas nie ma obowiązku chodzenia do fryzjera ani kupowania co sezon nowej garderoby, tak samo polecany regularny brafitting co 6 miesięcy jest tylko „polecany”, a nie obowiązkowy. Do brafitterki możesz wybrać się dla przyjemności, gdy najdzie cię ochota na nowy komplet. Może przy okazji usłyszysz jakąś przydatną radę, może trafisz na niewypróbowaną jeszcze, dobrą konstrukcję? Nowy stanik to nie mammografia czy USG piersi (na badania, dla odmiany - polecam zgłaszać się regularnie). Nie ma musu, nie ma spiny.

Ale jeśli czujesz, że z twoimi biustonoszami jest coś nie tak, że nie pasują do twoich piersi i nie bardzo wiesz, jak to zmienić - czytaj dalej! :-) 

 

Foto: Panache

 

Twój rozmiar jest dla ciebie

Ten wpis nie miał być też o tym, dlaczego nie warto chodzić do brafitterek :-) Wręcz przeciwnie, chciałam zachęcić te z was, które się wahają albo już należą do tej niechętnej połowy. Jeśli czujesz, że „nie dogadujesz się” ze swoimi stanikami - spotkanie z fachowczynią może być znakomitym pomysłem. Dzięki niej nie będziesz skazana na szukanie po omacku i zgłębianie stanikowiedzy samodzielnie. Twój problem zostanie prawdopodobnie szybko zdiagnozowany i zostaną ci zaproponowane rozwiązania. Może inne modele i konstrukcje? A może zupełnie inny rozmiar? Aż 78% kobiet, jak donoszą wyniki wspomnianego wcześniej badania, w wyniku kontaktu z brafitterką zmieniło rozmiar stanika. Może popełniasz jakiś łatwy do wyeliminowania błąd w dopasowaniu rozmiaru (taki jak za szeroki obwód, za małe miseczki), a może po prostu nie znalazłaś jeszcze „swojej” marki czy kroju. 

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy rozmiarze. Według sondażu Panache niektóre kobiety nie mają ochoty na brafitting, ponieważ obawiają się usłyszeć „wyrok” - swój prawidłowy rozmiar stanika. Słyszały zapewne, że brafitterska diagnoza często-gęsto kończy się stwierdzeniem, że jednak nie 90E, tylko raczej 75G. A to przecież rozmiar, którego „się nie produkuje” (fakt: nie ma go w sieciówkach, ale jest w ofercie mnóstwa marek!) a przede wszystkim tak dziwaczny, że należy się go wstydzić. Lepiej udawać, że ma się D. Co z tego, że nie pasuje.

Powiem szczerze, że o ile rozumiem skrępowanie związane z kontaktem z obcą osobą przy dobieraniu bielizny, to tutaj już trochę mniej empatyzuję i raczej uderza mnie bezsens takiej postawy. Kobieto! Twój rozmiar to tylko numer (i litera). Dobrany rozmiar to nie powód do wstydu, a przepustka do lepszego świata! Świata staników dopasowanych do twoich piersi, i w związku z tym dużo wygodniejszych i poprawiających twój wygląd. Serio. 

W sumie, myślę sobie, że wszystkie te opory biorą się tak naprawdę z tego samego źródła: obawy, że brafitterka nas zawstydzi jakąś swoją uwagą czy zachowaniem. Że okaże zdziwienie naszymi wymiarami, że powie, jak sto sprzedawczyń przed nią: „TAKICH rozmiarów nie mamy”. Innymi słowy - że powodem jest wciąż ten sam nasz stary przyjaciel - wstyd. Być może wzmocniony wcześniejszymi, złymi doświadczeniami. 

 

Znajdź swoją brafitterkę

Dobra brafitterka - nie taka, którą opisywała rozczarowana klientka z początku notki - powinna umieć sprawić, że całe twoje zawstydzenie i obawy szybko rozpłyną się w niebycie, a jedynymi towarzyszącymi ci emocjami będą: ciekawość, radość z własnego widoku w lustrze, a w końcu - z nowego zakupu (plus ewentualnie dreszczyk emocji związany z pozbywaniem się pewnej sumy pieniędzy :-) ). Na pewno NIE zacznie od żądania zdjęcia bluzki, nie wspominając o biustonoszu. Jeśli więc trafisz na taką delikatną i taktowną, a zarazem fachową osobę, nie wahaj się polecać jej znajomym. 

Słyszałam i czytałam setki historii stanikowych metamorfoz, relacje kobiet wpadających w euforię po tym, jak dowiedziały się, jaki rozmiar nosić i jak powinien naprawdę leżeć i działać biustonosz. To wszystko po latach niewygody i stresu związanego z kupowaniem i noszeniem staników, kompleksów „niewymiarowego biustu”. Dobre brafitterki to prawdziwe bohaterki dnia codziennego :-) 

 

Wideo promujące kampanię Panache Find Your Fit 

 

Pamiętacie, jak namawiałam was do nominowania Waszych ulubionych brafitterek na wasze kobiece wzory do naśladowania? Było to rok temu w ramach kampanii organizowanej równiez przez Panache. Kto wie, czy czasem nie stanowiło to inspiracji dla tych, którzy wymyślają owe kampanie - bo w tej, która właśnie trwa (Find Your Fit) klientki nominują swoje brafitterki, a najpopularniejsza ma otrzymać tytuł Brafitterki Roku Panache. Jak to się odbywa i czy warto włączyć się do zabawy?

Sklepy biorące udział w kampanii po pierwsze - brafitują, a potem proszą klientkę o wypełnienie specjalnej karty. Można też zrobić to online. Karta ta zawiera między innymi: rozmiar klientki przed i po brafittingu i kupione przez nią modele, nazwisko brafitterki i bardzo ważne pytanie: Jak się czujesz w swoim nowym biustonoszu? Można też dodać swoje zdjęcie w nowym nabytku. Można też wrzucić je w soszal media i otagować #FoundMyFit (ja proponuję dodać nasze rodzime bra-selfiaczowe, ciałopozytywne hasło: #BiustySąRóżne :-) )

Dodatkową zachętą do wypełniania kart są oczywiście nagrody: co miesiąc na pięć szczęśliwych klientek czekają trzy komplety produktów Panache, Panache Sport i Panache Swim. A więc, stanikomaniaczko - jeśli masz ochotę, zbrafituj się (albo namów znajomą), a może przy okazji wygrasz komplet bielizny, sportowca i kostium? :-) Podoba mi się ten pomysł - walor edukacyjny, można coś wygrać - same zalety. Ale kampania kampanią - nie trwa cały czas, a dobry brafitting i dobre brafitterki popularyzować warto.

Ciekawa jestem, jak taki sondaż z pytaniami o brafitting wypadłby w Polsce. Czy Polki mają raczej dobre doświadczenia z brafittingiem, czy też wciąż się go obawiają, pomne złych doświadczeń przez lata słabego wyboru w sklepach? A jak jest u was? Czy korzystałyście z usług brafitterki przy dobraniu rozmiaru i czy czułyście się przy tym komfortowo? Czy znalazłyście swój rozmiar bez wstydu i obaw, w bezpiecznej atmosferze? Co było najważniejsze dla waszego poczucia komfortu? 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...