Ciekawostki

czwartek, 14 września 2017

Kadr z reklamy marki Berlei

 

Ten news mógłby stać się krótkim postem na facebooku - tyle że, no właśnie, nie bardzo może. Reklama australijskiej marki Berlei, z której kadr widzicie wyżej, została bowiem zakazana zarówno na tym portalu społecznościowym, jak i na Instagramie. Mam nadzieję, że mój prowajder blogowy nie będzie robił mi kłopotów z powodu jej zamieszczenia :-) Chodzi o ten spot:

 

 

Wiadomość dotarła do mnie przez portal „The Lingerie Insight” i pewnie nie dowiedziałabym się o tym inną drogą, bo Berlei rzadko znajduje się w centrum moich zainteresowań ze względu na małą ofertę D+ (choć modele sportowe są podobno interesujące). Dlaczego więc z kolejnej z rzędu wiadomości o fejsbukowej cenzurze (może się znudzić, prawda?) postanowiłam zrobić notkę?

Bo uważam, że obsesyjne cenzurowanie treści związanych z ciałem - zwłaszcza kobiecym - jest złe i trzeba o tym jak najczęściej mówić.

Bo uważam, że ta akurat reklama jest niezła i przekazuje istotną dla kobiet treść. 

 

Womankind?

Na filmiku widzimy kobiety nieomal walczące ze swoimi piersiami - próbując ja na różne sposoby podnieść, upchnąć, wypchnąć tudzież zakryć, pomagając sobie różnymi promowanymi szeroko wynalazkami, typu naklejki, dziwaczna taśma, samoprzylepne staniki... Wyraźnie widać, jak cierpią, wkładając bądź zdejmując z piersi te wszystkie narzędzia tortur. Wśród nich znajdują się też zwykłe biustonosze, tyle że przeważnie za małe.

Oczywiście, jak można się było spodziewać, na ratunek uciśnionym biustom przybywa nowy model marki Berlei - gładki t-shirt bra robiący faktycznie wrażenie komfortowego, codziennego stanika nie wywierającego na piersi większej presji. Model nazywa się Womankind - co można tłumaczyć jako „dobry dla kobiety” - albo „kobiecość”, przez analogię do „ludzkość” (mankind). Brzmi całkiem feministycznie, nieprawdaż? Na fotkach reklamowych - galeria kobiet o różnej tuszy, wieku i kolorze skóry. W spocie na końcu - pani o pełniejszych kształtach. Wyraźnie chciano tu wpisać się w nurt promowania różnorodności tudzież body positive. My, kobiety - potrzebujemy być dobre (kind) dla siebie i naszych ciał!

 

foto: Berlei Australia

 

Rzecz jasna, żaden cudowny stanik nie rozwiąże problemów wszystkich kobiet marzących o wygodzie na co dzień. Po pierwsze - nasze piersi i ciała są ogromnie różnorodne i to, co dla jednej z nas będzie superkomfortowe, dla innej może okazać się udręką. Po drugie - wracając do reklamowanego modelu - sięga on zaledwie miseczki E ;-) Pomijając jednak ten „drobny” szczegół, spot mówi wyraźnie i dobitnie: my, kobiety, mamy bardzo dokuczliwy problem! Masa kobiet boryka się z dyskomfortem związanym z koniecznością noszenia czegoś na piersiach. Czy będą to naklejki maskujące brodawki, czy staniki eksponujące kuszące dekolty - nasze biusty są przez nie ściskane, przepychane, oblepiane, a to wszystko dzieje się w celu nadawania im określonego wyglądu. Kobiety znoszą te wszystkie niewygody w milczeniu.

A jakby tak, dla odmiany, zacząć mówić o tym głośno? Jakby tak zacząć domagać się od przemysłu, by dostarczał nam produktów przyjaznych ciału, a od kultury - by wreszcie się od niego odczepiła i przestała nam z takim uporem dyktować, jak mamy je zmienić?

 

Nasze piersi SĄ nasze!

Zbanowanie spotu przez fejsbuka tudzież wycofanie z australijskiej telewizji jest symptomatyczne. Oto mamy opowieść o tym, że kobiety cierpią w sytuacji, w której muszą pozbawiać swoje piersi naturalnego wyglądu. By ich biust był akceptowany, czy pożądany, muszą znosić bolesne ściskanie, wypychanie i zalepianie sutków. Piersi kobiet de facto nie należą do nich - muszą spełniać wymagania otoczenia, czyli na przemian pojawiać się w dekoltach i znikać pod naklejkami. Aż tu nagle ktoś wpada na pomysł, by dla odmiany umieścić biust w czymś przede wszystkim wygodnym dla kobiety

Opowieść ta okazuje się jednak „niewygodna”, ponieważ... pokazuje piersi! Piersi, które redukowane są przez naszą kulturę do obiektów seksualnych. Kawałek nagiej piersi, nawet wypikselowany, może pobudzić kogoś erotycznie. Musimy więc je schować i o nich milczeć. A jeśli pokazywać - to tylko w dozwolonym kontekście oraz, rzecz jasna, w ściśle określonej, podniesionej, upchniętej i wypchniętej formie.  

Cała ta historia na przemian gniewa mnie i śmieszy. A reklama mi się podoba - jest zabawna, sensowna i ma pozytywny przekaz. Szukajmy tego, co dla nas dobre - nie upychajmy się na siłę w wymyślone przez innych formy. Wielka szkoda, że nie może zdobyć wirusowej popularności na fejsie, bo komuś fragment mojego, twojego ciała - kojarzy się tylko z wyzwalaczem popędu. 

czwartek, 20 lipca 2017

TrusstLingerie

Obaliłyśmy Fiszbiny! Foto: Trusst Lingerie

Idea pozbycia się drutów ze stanika zyskuje coraz więcej zwolenniczek. Propagatorki bezfiszbinowych braletów zwykle koncentrują się na kwestiach wyglądu i podnoszą argument ciałopozytywności. Wróćmy do naturalnego, niewymodelowanego przez sztywne konstrukcje, prawdziwego kobiecego biustu! - nawołują. Tymczasem punkt widzenia zależy tu od punktu siedzenia, a dokładniej - od miejsca w tabeli rozmiarów. Dla większych biustów w idei stanika nie chodzi tylko o modny kształt. „Wolność od stanika” dla biuściastych może oznaczać opadanie biustu na brzuch, kołysanie się i bolesne podskakiwanie przy mocniejszych ruchach. Na te problemy odpowiedzią jest dobrze dobrany biustonosz. 

Tradycyjny stanik w postaci miseczek na drucie ma jednak wady, do których należą uciskające fiszbiny. Część problemu eliminuje odpowiednie dobranie stanika: po pierwsze - właściwy rozmiar, po drugie - konstrukcja i kształt drutów dostosowane do konkretnych piersi. Ale nawet dobrze dobrane miski nie uwalniają nas całkowicie od naporu drutów, tym większego, że skoncentrowanego na niewielkiej powierzchni. Im cięższy biust, tym siły działające w punktach podparcia stanika są większe i większa spowodowana tym niewygoda. Nie uważacie, że to dziwne, że wynalazek, który liczy sobie przeszło 100 lat, tak niewiele się dotąd zmienił? Podjęto jednak nieliczne próby eliminacji tradycyjnych drutów, którym warto się przyjrzeć. Łączy je idea: nie pozbywamy się „szkieletu” ze stanika, ale zastępujemy fiszbiny czymś lepszym.  

 

Skrzydełka tortur

Najstarsze stanikomaniaczki być może pamiętają dziwaczny model brytyjskiej marki Charnos. Ja wolałabym o nim zapomnieć, ale skoro już przyglądamy się innowacjom - pominąć go nie wypada. Model Bioform powstał w 2000 roku i różnił się od zwykłego stanika tym, że zawierał dodatkowe boczne usztywnienia w postaci plastikowych skrzydełek w miseczkach, mających poprawiać podtrzymanie i zebranie biustu.

 

charnosB001L

Charnos - Bioform. Foto: Lawton's Lingerie

 

Zdaje się, że Bioform nie odniósł rynkowego sukcesu. Udało mi się przymierzyć ten produkt w kilka lat po jego wypuszczeniu w świat - był to najbardziej niewygodny stanik, jaki miałam na sobie w życiu. Plastikowe elementy gniotły boki moich piersi i nie pozwalały o sobie zapomnieć. Nie byłam odosobniona w swoich odczuciach - testerki podzielały moje wrażenia. Wniosek? Coś tu zawiodło, może pierwotna koncepcja, może szczegóły jej urzeczywistnienia. Krótko mówiąc: porażka.   

 

Piersi na półce

Półka na wspornikach to pierwsza analogia, jaka przyszła mi do głowy, gdy rzucił mi się w oczy wynalazek firmy Trusst Lingerie z USA. O co chodzi? Dwie inżynierki z miasta Pittsburgh rok temu postanowiły stworzyć dobrze podtrzymujący biustonosz, który dla odmiany byłby wygodny. W tym celu wymyśliły, że zamiast drutów zastosują elementy wspierajace piersi od dołu, o dużo bardziej skomplikowanym kształcie niż zwykłe fiszbiny - a to w celu rozłożenia ciężaru. Swoją markę nazwały Trusst, czyli kombinacją słów trust (zaufanie) i truss (kratownica - element konstrukcyjny stosowany w budowie mostów, który umożliwia podparcie większego ciężaru tak, by obciążenie było rozłożone, nie zaś skupiało się w kilku punktach). 

 

marjory_pretty

Trusst Lingerie - Marjory (Foto: Trusst Lingerie)

 

suzanne_pretty

Truss Lingerie - Suzanne (Foto: Trusst Lingerie)

 

Laura West i Sophie Berman wspomagały się w tworzeniu swojego dzieła, które nazwały BAST (Breast Advanced Support Technology) technologią druku 3D, która pozwoliła im na szybkie opracowywanie i testowanie prototypów. 

 

Trusst

 

Różnice między tradycyjnymi fiszbinami a BAST firmy Trusst Lingerie (Rysunki: Trusst Lingerie)

Zwróćcie uwagę na przekrój - wypisz, wymaluj półka na wsporniku, za to wymodelowana do kształtu piersi. 

 

Czy dobry rozmiar nie wystarczy?

Moją pierwszą myśą na widok tego wynalazku było: czy kobietom w USA naprawdę nie wystarczy upowszechnienie przyzwoitego brafittingu i dostępność wszystkich rozmiarów? Po co te dziwne wymysły, kiedy starczyłby po prostu porządnie dobrany stanik? Jak wiemy, brafitting w USA wciąż nie jest powszechny, choć sytuacja zapewne zacznie się zmieniać dzięki niedawnemu wejściu brytyjskiej sieci Bravissimo na rynek amerykański. Przeciętna biuściasta Amerykanka jednak boryka się z tymi samymi problemami, które my w naszym kraju przerabiałyśmy ok. 10 lat temu. 

Dziewczyny z Pittsburgha jednak wiedzą, o co chodzi z brafittingiem, o czym świadczy fittingowy dział na stronie ich firmy. Twierdzą jednak, że udało im się stworzyć coś wygodniejszego nawet od właściwie dopasowanych drutów. 

Z początku byłam bardzo sceptyczna - system ten najpierw skojarzył mi się ze skrzydełkami tortur Charnosa, a następnie z Ultimate Straplesem marki Wonderbra i umieszczoną w nim plastikową konstrukcją. Usztywniacz z Wonderbra powoduje, że co prawda mogę przebywać w tym modelu w pozycji stojącej, jednak gdy usiądę, plastikowa rama przedłużona w dół uciska mi żołądek.

 

WONDERBRA_031U_150_01

 

Wonderbra Ultimate Strapless (Foto: Wonderbra)

 Ponieważ jednak wiem, że spora część biuściastych chwali sobie tego straplessa i część dolna im nie przeszkadza, doszłam do wniosku, że może jednak coś w tym jest. 

 

Nie dla anty-drucianych

Moją ciekawość ostatecznie zaspokoiła recenzja z bloga „A Sophisticated Pair”. Autorka, Erica (nosi rozmiar UK 36GG) od 2011 roku prowadzi salon z bielizną m.in. brytyjskich marek, współpracowała nawet z naszym Comeximem - więc jej opinii raczej można ufać. Erica pisze co prawda, że Trussty nie są dobrą propozycją dla klientek nietolerujacych fiszbin, bo sztywny element jednak opiera się na ciele i wywiera na nie nacisk. Natomiast kobiety noszące staniki na fiszbinach mogą docenić zarówno lepsze podtrzymanie, jak i wygodę. Dodam od siebie, że na pewno nie będą skarżyły się na wbijające się końcówki fiszbin na mostku, ponieważ staniki te nie przylegają do mostka. Autorka recenzji twierdzi jednak, że mimo to piersi są rozdzielone i nie tworzą monolitu. Pisze też, że w testowanym przez nią modelu jest jej wygodniej niż w innych, klasycznych stanikach.  

Oto jej recenzja w formie wideo: 

 

 

Biustonosze te dają kontrowersyjną w naszych kręgach rozstawioną formę biustu. Myślę, że przeciętnej polskiej biuściastej z tego właśnie powodu produkt ten by się nie spodobał. Mogłyby docenić go jednak te z nas, którym bardziej zależy na wygodzie oraz posiadaczki bardzo ciężkich piersi szukające alternatywnych sposobów na rozłożenie obciążeń. Trussty mają też szerokie tyły (jeden z modeli nawet pięciohaftkowy) oraz solidne, wyściełane ramiączka, które przypominają mi trochę modele sportowe. 

 

Screen_Shot_20170720_at_18.05.13

@trusstlingerie na Instagramie

 

Rozmiarówka jest trochę tajemnicza - wymierzyłam się dokładnie według wskazówek na stronie i kalkulator podał mi rozmiar 36G - taki, jaki noszę w brytyjskich markach, natomiast przelicznik rozmiarów na stronie i doświadczenia „A Sophisticated Pair” wskazują, że powinnam chyba wybrać I. Nie wiem, jak to rozstrzygnąć, ale jeśli przyjmiemy, że J w Trusst jest rzeczywiście odpowiednikiem GG, to zakres rozmiarów miseczek imponujący nie jest

 

Screen_Shot_20170720_at_16.22.09

Zakres rozmiarów biustonoszy Trusst Lingerie

 

Nieświadomość i niedosyt

Pewnie nie wypróbuję tej eksperymentalnej marki - brak opcji wysyłki poza US i osiemdziesięciodolarowa cena wybitnie do tego nie zachęcają. Zniechęca mnie też kształt biustu, niezbyt wyszukany design oraz obawa, że wsporniki gniotłyby mnie w brzuch i wcale nie byłoby tak wygodnie...

Przede wszystkim jednak, podobnie jak twórczynie marki, mam niedosyt różnych projektów tego typu. Czemu nikt do tej pory nie próbował szukać alternatywy dla drutów? „Czułam się, jakbym wiecznie szukała czegoś, co nie istnieje. Kobiety w ogóle nie rozmawiają o tym, że mają jakieś problemy z biustonoszami” - powiedziała Laura West w wywiadzie dla magazynu „Bustle”. Wydaje się, że kłopoty z podtrzymaniem dużego biustu rozumieją tylko same zainteresowane. Ta nieświadomość jest dużym hamulcem dla innowacji. „Najtrudniejsze było sprawienie, by ludzie niemający takich problemów zrozumieli ich wagę” - dodaje Sophie Berman, wyjaśniając, że zdobycie funduszy na rozwój firmy w świecie, w którym większość inwestorów stanowią mężczyźni, jest w przypadku tego typu wynalazków szczególnie trudne. Dlatego zresztą pittsburżanki zrealizowały wideo, którego bohaterami są panowie - o tym, jak to jest, gdy nosisz przed sobą dwa melony. „Czy nie można by wymyślić czegoś wygodniejszego?” - pyta jeden z uczestników eksperymentu. 

 

 

Czy czeka nas w najbliższej przyszłości rewolucja w bra-designie? Być może - duże nadzieje pokładam w rozwijajacych się wciąż technologiach produkcji materiałów. Czy tradycyjne druty zastąpi innego typu konstrukcja podtrzymująca? A może jakiś nowy,  sztywny, a jednocześnie elastyczny materiał? Mam nadzieję, że prawdziwe potrzeby kobiet w dziedzinie „noszenia biustu” będą zauważane i zaspokajane przez zdolnych i odważnych innowatorów. A zwłaszcza - innowatorki. 

A może Wy znacie inne niecodzienne pomysły na podtrzymanie piersi bez drutu?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...