Przeglądy rynku

poniedziałek, 19 września 2016

Kiedyś często ubolewałam nad tym, że mało w bieliźnie odcieni szarych, srebrnych, gołębich, popielatych i tym podobnych. Czasem cieszyłam się z tego czy innego modelu w srebrzystym odcieniu. Potem nadeszła wielka moda na szarość, a ja wyjątkowo w tym przypadku nie stałam się jej ofiarą ;-) Nie kocham siebie w szarościach (zwłaszcza gładkich), a trend szarej dresówki od początku nie budził mojego zachwytu. Ale szara bielizna to trochę co innego - zwłaszcza w wydaniu eleganckim, z odrobiną błysku, srebra, perłowości. Takie szarości lubię najbardziej (na przykład takie jak ta :-).

Ale niezależnie od moich własnych upodobań - odnotować wypada, że szarości ostatnio namnożyło nam się sporo w ofercie różnych marek. Czas na przegląd szaraków!

 

Barwny klombik

Wintydżowe wzory w kwiaty opanowały ostatnio wszystko. Staniki też. Co ciekawe, bywają chętnie łączone właśnie z szarym tłem. Przykładem jest Mimi z kolekcji Cleo by Panache na aktualny sezon jesienny. Te różyczki kojarzą mi się ze starymi pocztówkami albo wzorami na pudełkach po czekoladkach,  zachomikowanymi gdzieś przez babcię czy ciocię. Wintydż to wintydż :-) A model nawet całkiem uroczy.

 

Prawdziwe stado szaraczków na klombach znaleźć można w Bravissimo. To marka może mało u nas popularna, bo dostępna tylko w internetach, albo poprzez wycieczkę do UK, ale przecież oba te rozwiązania są w zasięgu niejednej stanikomaniaczki! Sama kupuję w Brav nieregularnie, ale już od wielu lat. Marguerite to typowa miękka balkonetka z nadrukiem u dołu i haftem u góry. Ten haft, prawdę mówiąc, nieszczególnie mnie zachwyca w tym zestawie, ale samo połączenie szarej kwiecistości z czernią uważam za udane. Niektóre z kwiatów przypominają bratki, co dla mnie zawsze jest plusem ;-)

 

Pięknymi wintydżowymi różami na szarym tle uraczyła nas ostatnio polska marka Gorteks. Oto miękka, elastycznomiskowa Cleo w wersji szarofloralnej. Model ten recenzowałam dla Was we wcieleniu tropikalnym :-) Podobają mi się tu zwłaszcza te zielone róże...

 

A tu mamy już nie kwiaty, ale też roślinność. Tangowe listki wystąpiły na szarym tle w przemijającej właśnie kolekcji letniej Panache - tak jak się spodziewałam wiosną, wraz z nadchodzącą jesienią zyskały dla mnie większy powab :-) Oto szare Tango.

 

Szare kwiaty

Przejdźmy do kwiatowych szaraków utrzymanych w nieco poważniejszym klimacie. Darcy to też bravissimowski szarak. Właściwie mamy tu wiele shades of grey na białym tle, z dodatkiem czerni. Imponująca rozmiarówka - do miseczki L (brytyjskiej)! Chyba żadna z brytyjskich firm D+ nie może poszczycić się takim zakresem. Wzór to bardziej mono - tylko szarości i czarna koronka. Koronka jest elastyczna (choć podobno we wszystkich rozmiarach czymś podszyta - rozumiem, że także elastycznym materiałem), a side-supportowy krój kojarzy się z Jasmine marki Panache, albo z Fantasie i jej side-supportowymi modelami w kwiatki.

 

W Bravissimo znalazłam też tego oto Gossarda - Harmony, jednak zdjęcie z firmowej strony lepiej oddaje jego kolory. Jest to kwiatowy wzór w odcieniach zimnej, jakby fioletowawej szarości, z elementami różu, ale moim zdaniem również wpisuje się w szaraczkowy trend:

Harmony to niski, usztywniany plunge do miseczki G, jak to bywa w Gossardzie. Uwaga niższa cena ;-)

A na rodzimym podwórku? Kilka szaraków miałyśmy, jak być może pamiętacie, w letniej kolekcji marki Gaia. Glenn to półusztywniany model, w bieli, ale w szarą łączkę i z szarym haftem.

 

Szare koronki

Jednym z najładniejszych koronkowych staników, jakie ostatnimi czasy widziałam, jest Marianna od Fantasie w wersji silver. To chyba jeden z tych modeli, które miały zastąpić produkty bardziej lukśnej marki Fauve tego samego producenta, która niestety została zlikwidowana. Marianna ma wersję miękką - plandżowo-balkonetkową (do GG) oraz usztywnianą half-cupowatą (do G). Podobają mi się obie, choć zwłaszcza tę drugą ciężko dostać...

 

Główną szarą damą aktualnej (czyli jesiennej) kolekcji Panache jest Ava - miekki model typu plunge. Przyznam, że mam na nią chrapkę, i wynika ona nie tylko z żyłki eksperymentatorskiej - po prostu uważam, że dobrze się prezentuje z tą burgundową kokardką :-)

 

Jeśli chodzi o ścisłość, Allegra (by Fantasie) to hafty, nie koronki, ale mieści się w temacie ażuru. I to w pełni, ponieważ obie wersje, balkonetkowa i half-cupowa, są miękkie i przejrzystawe. Tę drugą znam i lubię - mam już w dwóch wersjach kolorystycznych, czerwonej i kobaltowej. Kto wie, może kiedyś skuszę się i na szarość :-)

 

 

Szare melanże

Melanże są ostatnio na czasie, zwłaszcza w sporcie, skąd przeniknęły jak widać i do bielizny. Wprawdzie nie jestem fanką szarego dresu, ale w wydaniu bieliźnianym dresowatą melanżowość nawet lubię.

W szarych melanżach przoduje freyowskie Deco Delight, które dorobiło się już dwóch szaromelanżowych wersji: jasnej bazowej i ciemniejszej sezonowej.

Wersja dove grey:

 

Wersja charcoal, z dodatkami w przyjemnym fioleciku:

 

Firma Panache też postanowiła dostarczyć swoim fankom nieco melanżu. Koko Muse w aktualnej kolekcji występuje w graficie przyprawionym odrobiną magenty.

 

Szary metalik

Jeden z moich ulubionych rodzajów bra-szarości to gładkie powierzchnie lśniącej satyny. Wrócę do marki Bravissimo - świeżą wersję usztywnianego plunge'a Satine (miseczki do J!) można chyba zaliczyć do niebieskawych szaraków. Co prawda kolor na zdjęciu zbliża się jakby do fioletu, ale opisany jest jako grey. To dobrej jakości i bardzo wygodny model, jak przekonałam się kupując sobie jego kolorowe wersje - tu przeczytacie recenzję.



Już nieco stara, ale wspaniale srebrzysta wersja Deco Charm marki Freya wciąż budzi mój zachwyt (jestem jej szczęśliwą posiadaczką). Srebro zestawiono tu z czarną koronką oraz wzbogacono całość super lśniącą zawieszką - kryształkiem:

 

Srebrną satynę zaserwowała nam w letniej kolekcji również nasza marka Gaia. Zakłóca ją jednak drobny rzucik :-) W ofercie dwa modele - całkowicie usztywniany Lilian oraz półusztywniany Liv.

 



Najbardziej jednak tęsknię za metalikiem w wersji miękkiej, np. za szarą satynową dzianiną simplex, którą od czasu do czasu serwowała nam marka Elomi w swoim klasycznym full-cupie Caitlyn. Było już srebro, był grafit... Mam nadzieję, że oba te kolory wrócą w modelu Cate, która jest następczynią Caitlyn.



Szarak z rzucikiem

Jedno słowo: Zen :-) Ta miękka balkonetka marki Freya (do miseczki GG) występuje aktualnie w szarości z białym deseniem, wykończonej różem. To dobry zestaw kolorów :-)

 

Ciekawa jestem, czy lubicie szary kolor w bieliźnie. W jakim wydaniu najbardziej Wam się podoba? Ja jestem entuzjastką metaliczności oraz koronek i haftów, mniej podoba mi się szarość we wzorach i jako tło, choć staroświeckie róże mają swój urok... Chętnie też powitałabym więcej ciekawych wzorów geometrycznych, bo stonowana barwa aż prosi się o jakąś deseniową wymyślność. A Wy lubicie odcienie szarości?

Zapraszam Was także do uzupełniania powyższego zestawu. Znacie jeszcze jakieś miłe szaraki? :-)


czwartek, 20 sierpnia 2015

B.tempt'd: Lace Kiss bralette. Rozmiary: S-L.

Dziś chyba Was zaskoczę :-) Jak sądzicie, czy biuściaste wciąż „mają gorzej”? My, właścicielki biustów noszących miseczki DD i większe, przywykłyśmy do tego, że o nasze rozmiary musimy walczyć. Mimo że sporo już uzyskałyśmy, to nadal nie mamy wyboru w każdym sklepie. W stanikowe zakupy musimy wkładać więcej wysiłku niż nasze koleżanki z zakresu A-D, i więcej na nie wydawać.

Niedawno jednak spotkałam się, i to nie po raz pierwszy, z twierdzeniem, że to małobiuściaste mają większy problem ze znalezieniem odpowiedniej bielizny.

Postanowiłam podrążyć temat - mam nadzieję, że mi w tym pomożecie i że uda nam się wspólnie zdiagnozować problem i poszukać ciekawych rozwiązań dla małych biustów (wszystkie rozmiary mile widziane w dyskusji! :-).

 

Mały wybór

Osoby z „początku tabelki” skarżą się na: mały wybór niektórych rozmiarów (najrzadziej występują te z zakresu 60-65 A-C), nieodpowiednie konstrukcje - za wąskie lub szerokie fiszbiny, za szerokie lub za wąskie mostki, za głębokie miseczki, brak oczekiwanego kształtowania. Spora część oczekuje od biustonosza podobnych efektów, co właścicielki większych biustów: zaokrąglania, zbierania, eksponowania, kreowania dekoltu. Tylko podtrzymanie wydaje się mieć mniejsze znaczenie, bo małe biusty często są „samonośne”. Wreszcie, co przede wszystkim różni małe od dużych - te drugie rzadko oczekują optycznego powiększenia biustu.

Kolejną kwestią jest wzornictwo i tu spotkałam się ze sprzecznymi opiniami: niektóre z Was skarżą się, że design małych rozmiarów jest infantylny i dobry dla dziewczynek. Inne, że zbyt dorosły, przez co trudno znaleźć coś odpowiedniego dla naszych córek :-)

Aikyou: Mia triangel BH. Rozmiary: XS-L. Wg tabeli rozmiar XS odpowiada rozmiarom: 65A, 70AA, 70A.

Słuchając relacji o marnym stanie małobiuściastego rynku zadawałam sobie pytanie: co jest tego przyczyną, dlaczego biuściastym w ciągu ostatnich lat udało się uzyskać o tyle większy wybór odpowiedniej bielizny, a potrzeby małobiuściastych ciągle nie są zaspokojone?

 

Frustrujące poszukiwania

Sądzę, że niezadowolenie małobiuściastych wynika często z tego, iż uświadomione brafittingowo właścicielki małych biustów zwracają się najpierw w kierunku marek specjalizujących się w bieliźnie D+ - bo te zwykle oferują obwody 60 i 65. Niestety ich oferta nie zaspokaja potrzeb mniejszych biustów, zwłaszcza mam tu na myśli nosicielki miseczek poniżej D, a nawet niekiedy tych nieco większych. Kroje dostępne w tych markach to przede wszystkim balkonetki na fiszbinach, o konstrukcjach przeskalowanych z większych rozmiarów, które świetnie sprawdzają się w rozmiarze 75G, ale dużo gorzej w 60D.

Gossard: Glossies Animal Moulded Bra. Rozmiary (UK): 30 B-DD, 32-36 A-DD, 38 B-D.

Nawet jednak marki z głównego nurtu nie zawsze zadowalają. Po pierwsze, różnie bywa z dostępnością obwodów poniżej 70 dla szczupłych małobiuściastych. Po drugie, konstrukcje też nie zawsze są udane. Tylko czemu firmy, które od dziesięcioleci ubierają mniejsze biusty, nie spełniają oczekiwań swoich klientek? Po pierwsze, hipotezuję, że spora część kobiet nie jest tak wymagająca jak te, które zainteresowały się brafittingiem i ruszyły na poszukiwanie stanikowej perfekcji. Po drugie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że owa perfekcja jest fizycznie trudna do uzyskania.

 

Nieosiągalna doskonałość

Nie chciałabym tutaj powtarzać argumentacji w podobnym duchu, jak ta, którą częstowano kilka lat temu biuściaste. Że tak dużego ciężaru nie da się podtrzymać, a jeśli tak, to tylko przy pomocy pancernych i niekształtnych konstrukcji, że staniki dla dużych miseczek nie mogą być przejrzyste ani seksowne, że muszą być toporne i brzydkie. Dziś mam pół szafy „niemożliwości” i śmieję się z tych wspomnień.

Calvin Klein: Push Positive push-up bra. Rozmiary: 65 B-D, 70-80 A-D, 85 B-C

Mam jednak wrażenie, że stworzenie idealnie leżących biustonoszy dla małych i bardzo małych piersi jest trudniejsze. Dlaczego? Przy małym rozmiarze najmniejsze odchylenie jest natychmiast odczuwane jako niedopasowanie. Liczą się dosłownie milimetry. Wystarczy ten milimetr czy dwa głębsza miseczka, o milimetr przesunięty szew, odrobinę za luźno przyszyta koronka i już mamy odstawanie, nieodpowiedni kształt, za wysokie zabudowanie, i już rozmiar B robi się za duży, a rozmiar A za mały... Drobna pierś nie wybacza! Małe piersi są także bardzo różnorodne: rozstawione na różną szerokość, o szerokiej bądź wąskiej podstawie, itd. Jak stworzyć model, który będzie pasował na dużą liczbę małych biustów? Sądzę, iż jest to ogromnie trudne zadanie, a stopniowanie miseczek o milimetry - mało realne.

 

Elastyczna filozofia

Zwykle uważa się, że mała pierś w biustonoszu powinna przypominać tę dużą, tylko w miniaturze. Że musi być okrągła i stercząca, a najlepiej, by dała się tak zbliżyć do dekoltu, by powstał w nim zarys apetycznego jabłuszka. Dążenie do optycznego powiększenia wynika nie tylko z tęsknoty za większym rozmiarem i idealnym kształtem. Chodzi nam często o dostosowanie sylwetki do ubrań, w których jest zbyt wiele luzu na zmieszczenie biustu (to, co dla biuściastych jest „brakiem miejsca”, dla małobiuściastych może stanowić nadmiar). Niekórym z nas efekt ten zapewniają, lub do niego zbliżają, push-upy, ale zdobycie idealnie leżącego i wygodnego push-upa też nie jest proste. Na przykład, w większości modeli uwydatniających biust, czy to z wkładkami czy bez, występują fiszbiny i już mamy problem z ich rozstawem czy szerokością.

Huit: Arpege Ivy Soft Bra. Rozmiary: 30-36 A-C

Rozwiązanie, które tu widzę, to stosowanie elastycznych i miękkich, dostosowujących się materiałów, by zniwelować milimetrowe problemy z dopasowaniem. Taki biustonosz jednak nie może trzymać sztywnej formy, ponieważ musi elastycznie dostosować się do biustu. Nie może to być klasyczna miseczka na sztywnym drucie, a pierś raczej nie będzie przypominała sterczącej kulki otoczonej łukiem fiszbiny. Filozofia idealnie pasującego do małego biustu stanika musi być zupełnie inna. A może w ogóle czas otworzyć się na zupełnie inną filozofię ubierania małego biustu?

 

Bez drutu?

A może by zerwać ze sztywnym drutem wokół piersi, który rzadko kiedy trafia dokładnie w to miejsce, gdzie powinien? Gdy zależy nam na dodaniu objętości czy nadaniu formy, rozwiązaniem mogłyby być modelujące bezfiszbinowce (np. o formowanym termicznie kształcie), ewentualnie usztywniane, wyposażone w lekki, ale elastyczny i dostosowujący się padding. Potrzebne są tu odpowiednie materiały, np. elastyczne, naddające się pianki. Przypuszczam, że takie modele są już na rynku - jeśli je znacie, napiszcie.

No i wreszcie - po prostu miękkie materiały - elastyczne dzianiny, koronki i tiule i szyte z nich bezfiszbinowe trójkąciki, opaski, braletki. To wszystko, od czego tak często się odżegnujemy mówiąc o brafittingu. Przecież to niczego specjalnie nie trzyma, niczego nie kształtuje, po prostu sobie jest, trochę przykrywa, trochę ozdabia - mówimy pogardliwie: nic nie robi z biustem. Tylko czy naprawdę musi robić? Czy mały biust musi koniecznie zmienić swoją naturalną formę, by był akceptowany?

Rilke: Biustonosz Summer. Rozmiary: S-L. Rozmiar S odpowiada 75 A/B, M - 75 C. Mniejsze rozmiary pod biustem dostępne są na zamówienie. 

I tym bardzo interesującym dla mnie pytaniem chwilowo zakończę, zapraszając Was do dyskusji. Dyskusji o tym, jak sposób, w jaki dobieramy bieliznę świadczy o naszym stosunku do własnego ciała i czy ten stosunek nie jest często zbyt... sztywny niczym push up? Czy nie jest nam narzucony - tylko przez co i przez kogo? A może warto z większym szacunkiem podejść do małego biustu i nie serwować mu drucików, usztywnień, pancerzyków i protez? Skoro bez tego jest i wygodniej, i często - zaryzykuję - piękniej? Jak sądzicie?

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...