W mediach

poniedziałek, 20 lipca 2015

Tym razem coś dla starych wyjadaczek :-) Nie no, żartuję. Dla wszystkich oczywiście, a może zwłaszcza dla tych, co niedawno wpadły na ten blog i są ciekawe, o co chodzi i czemu tak podniecamy się tematem staników.

No więc jeśli ciekawi Was, od czego i po co to wszystko się zaczęło - ta cała stanikomania, brafitting, czemu mówimy o rozmiarowym „uświadomieniu” - to specjalnie dla Was będzie malutkie wprowadzenie. Nie napisałam „rys historyczny”, żebyście nie pouciekały od razu - postaram się, żeby nie było za długo i za nudno :-)

 

Bra-nża mówi to, co my

Do podjęcia tego tematu zainspirował mnie duży i naprawdę mega ciekawy tekst, który ukazał się w zeszłym miesiącu w kwartalniku „Modna Bielizna” (strony 59-64) pod tytułem 10 lat polskiego brafittingu. Zajrzyjcie tam - polecam szczerze. Wypowiada się w nim mnóstwo przedstawicielek firm i sklepów. Niektóre z nich dobrze znacie z łamów tego bloga, z komentarzy czy wzmianek we wpisach. Opowiadają o tym, jak same odkryły, że alfabet nie kończy się na D (w tym ciepłe słowa o Stanikomanii), o tym, co zmieniło się ostatnio na rynku i czego jeszcze brakuje polskim biustom, w tym o problemach z rozmiarówkami, o których tyle ostatnio gadamy. Okazuje się, że nie tylko my - cała BRAnża, czyli branża biustonoszowa, gada dokładnie o tym samym, co my!

A teraz parę słów o tym, czego nie dowiecie się z artykułu :-)

 

Mroki bra-średniowiecza

No więc dawno, dawno temu (powiedzmy, że historię tę zaczniemy około roku 2000), zaopatrzenie w polskich sklepach z bielizną nie wyglądało tak, jak dzisiaj. Trudno teraz w to uwierzyć, ale było dużo, dużo gorzej! To, co teraz widujemy w tych najgorzej zaopatrzonych, najbardziej zapyziałych sklepach i sieciówkach, czyli miseczki praktycznie tylko do D i obwody tylko od 70, obowiązywało wszędzie. Wszędzie! Do tego stopnia, że kobiety nie wiedziały, że w ogóle istnieją inne rozmiary staników niż A-D.

Niemal każda kobieta święcie wierzyła w to, że jeśli stanik leży jakoś dziwnie i nie trzyma piersi, to pewnie ona sama ma jakiś dziwny biust. Dlaczego nie protestowały? No cóż, mnie samej trudno to dziś zrozumieć... Jeśli coś jest nagminne, mało komu przychodzi do głowy, że może być inaczej. Alfabet staników wtedy kończył się na D i już. No, czasem może na E.

 

 

Jak biegnę, to mi łopoce!

O temacie prawidłowego doboru stanika Polska usłyszała w roku 2002, kiedy to w „Wysokich Obcasach” ukazał się artykuł pt. Jak biegnę, to mi łopoce, czyli wszystko o stanikach. Bardzo fajnie się to teraz czyta. Gdy odsiejemy cytaty czy też niby-cytaty z Bridget Jones, która wówczas miała w Polsce szczyt popularności, to tekst staje się nader ciekawy. Wyjaśnia on podstawy doboru stanika - większość z podanych w artykule wskazówek jest nadal aktualna. Dowiadujemy się z niego też, że miseczki nie kończą się na D! Wedle artykułu - na G ;-)

Dowiadujemy się też, że w 2002 roku w Warszawie pracowała być może pierwsza polska brafitterka - pani Hania. Prowadziła sklep na Grochowskiej, a po ukazaniu się artykułu zaczęły się tam ustawiać kilometrowe kolejki. Pani Hania setkom kobiet uświadomiła, do czego służy stanik i jak powinien leżeć, choć była również (także przeze mnie w tym blogu) mocno krytykowana za obcesowy nieraz stosunek do klientek. Ale wyobraźcie sobie: kolejki! Wyobraźcie sobie dziesiątki kobiet nie mających niemal żadnego pojęcia o doborze stanika, i wyobraźcie sobie, że te dziesiątki przychodzą do Was. Ciężkie zadanie.

Większym grzechem pani Hani było przywiązanie do stałego asortymentu - staniki marek Triumph i Felina, które, żeby uzyskać te rozmiary powyżej D, trzeba było przerabiać, głównie zwężając biustonosze w obwodzie. Nie za darmo, rzecz jasna. Nigdy nie poszłam do pani Hani - w międzyczasie znalazłam sobie i tańsze, i potencjalnie mniej stresujące alternatywy. Być może w Polsce działało w tamtych latach więcej takich pań Hań - ale tylko o tej jednej napisała prasa.

 

Stanikowe internety

Dochodzimy już do historii najnowszej, czyli miejsca, gdzie wykuwał się i hartował polski brafitting ;-) i gdzie chyba po raz pierwszy użyto tego słowa (czy na Stanikomanii? Nie potrafię stwiedzić). Forum „Dla Biuściatych”, przemianowane później na Lobby Biuściastych, założyła Ewa Gutmańska z Torunia w 2005 roku. Były to złote lata wszelkich for, forumciów i forasków (nikt nie słyszał o Facebooku! :-), na których zbierali się ludzie zainteresowani danym tematem.

Forumowiczki z Lobby to były po prostu dziewczyny i kobiety z większym biustem a niekoniecznie dużym obwodem pod, które szukały dla siebie staników w miskach większych od D. W Polsce powstały wówczas pierwsze firmy sprzedające większe rozmiary online - Avocado, Comexim. Na forum odkrywałyśmy też marki angielskie i sklepy, takie jak Brastop, Figleaves czy Bravissimo oraz polskie firmy sprowadzające angielską bieliznę D+.

Stopniowo coraz więcej osób z forum wpadało na pomysł, by z biustonoszy D+ zrobić własny biznes, a ja wpadłam na pomysł, by zrobić z nich blog (2007). Stanikowe internety z czasem wzbogaciły się o inne miejsca, takie jak Balkonetka.pl i forum Duży Biust. Wszystkie miałyśmy jeden cel: żeby nasze biusty ubrać pięknie i w prawidłowe rozmiary i żeby rozmiary te stały się ogólnie dostępne w Polsce, bo wszak nie każdej kobiecie z D+ uśmiecha się sprowadzanie staników z Anglii.

 

 

 

Jak infiltrować Bra-nżę :-)

Na forum starałyśmy się nawiązywać kontakty z firmami czy też tymi, którzy/które zamierzały dopiero stworzyć swoje sklepy czy firmy. Chciałyśmy dobić się do sklepów, hurtowni, producentów bielizny z przekazem: chcemy miseczek powyżej D! Pomogła nam w tym nieco prasa, w tym branżowa - pisma takie, jak „Modna Bielizna” i „Magazyn Mody Intymnej”. Przyznam, że z początku nie bardzo w prasę branżową wierzyłam, bardziej liczyłam na mainstream, ale chyba trochę nie doceniałam Bra-nży.

Pierwszy raz z przedstawicielkami „Modnej” spotkałyśmy się, ja i Ewa na imprezie Perfekcyjne Dopasowanie organizowanej przez dystrybutora marki Panache. I powiem Wam, że był to totalny spontan. Nie miałyśmy wtedy jeszcze na koncie poczytnych blogów ;-) Co najwyżej poczytne forum, o którym wówczas jeszcze nie rozpisywała się prasa (zaczęła dopiero w 2008). Nas i jeszcze kilkoro bywalczyń forum zaprosiła na to wydarzenie firma. Zostałyśmy zaproszone do pomocy - by przekazać obecnym na imprezie właścicielkom sklepów, o co chodzi w prawidłowym doborze stanika i że warto mieć w sprzedaży miseczki powyżej D. W pewnym momencie do mojej przymierzalni i pod moją miarkę krawiecką (bo robiłam za brafitterkę ;) trafiła Kasia z MB, a wynikiem tej znajomości był lepszy rozmiar stanika dla Kasi oraz artykuł - wywiad z nami pod tytułem „Alfabet nie kończy się na D”

Artykułów było oczywiście dużo więcej, nie tylko w branżowej prasie, ale także w głównym nurcie. Zasłużyły nam się takie pisma, jak „WO”, „Twój Styl”, „Olivia” i parę innych babskich gazet. Temat podchwyciły też telewizje śniadaniowe i staniki, z wstydliwego, lekceważonego, wyśmiewanego - stały się szalenie medialnym tematem!

 

Ale po co?

Po co Wam o tym wszystkim opowiadam? Jasna sprawa - po to, żeby się pochwalić, jaka jestem świetna i jak udało się mnie i moim znajomym zmienić rynek w Polsce. No bo wyobraźcie sobie: pewnego dnia wpadacie na pomysł, że strasznie by się Wam przydał jakiś produkt. Sądzicie, że taki produkt nie istnieje, potem znajdujecie go gdzieś na końcu świata. Dowiadujecie się, że ten produkt przydałby się też innym. Siadacie więc do komputera i zaczynacie działać - soszal media, blogi. Mija kilka lat i rynek zalewają Wasze wyczekane przyczłapki do bulbulatora. Ze sprzedawania przyczłapek utrzymują się setki ludzi, a wy już nigdy nie będziecie musiały sprowadzać ich nie wiadomo skąd. No kurczę, same powiedzcie, czy to nie jest sukces? :-)

Kombatanctwo jest jednak nudne, więc przestanę się chwalić i powiem dla odmiany coś ważnego. Otóż, okazuje się, że jeśli bardzo czegoś potrzebujemy, a rynek nam tego nie daje - to warto spróbować zrobić właśnie coś takiego. Mianowicie wziać sprawę w swoje ręce, zarazić pomysłem więcej osób, zainspirować kogoś do działania. Również na rynku staników, mimo wielkich zmian, dużo jeszcze brakuje i tu wciąż możemy przyczynić się do poprawy stanu rzeczy i spełnienia naszych oczekiwań. W nas, konsumentkach, siła!

Jeszcze większy wybór rozmiarów. Lepsze konstrukcje, bo wciąż wielu daleko do ideału. Coraz lepsze materiały. Gustowny, elegancki i modny design. Jednolite rozmiarówki, żebyście już nigdy nie musiały zgadywać godzinami, jaki rozmiar kupić. Dobre ceny! Więcej sklepów, ich lepsza dostępność. Jeszcze lepsza obsługa. I żeby nikt już nigdy nie dziwił się, że macie jakiś dziwny rozmiar stanika!

Co jeszcze? Wasza kolej. Nawet jeśli Wasze marzenia są już spełnione, to na pewno wokół Was są inne kobiety, którym wciąż jeszcze „łopoce”. Trzeba im powiedzieć, że nie musi. Wysłać je do dobrego sklepu. A jeśli takowego nie ma w okolicy - pomóc w zakupach online. A samej zastanowić się - czy możemy coś zrobić, by takowy sklep się w okolicy pojawił? Świat wokół można zmieniać - jak pokazuje tych minionych 10 czy też 13 lat brafittingu w Polsce! ;-)

 

PS. Dziękuję wszystkim, które przyszły na mityng stanikomaniaczek w Warszawie w zeszły piątek! Utwierdziłyście mnie tylko w przekonaniu, że regularne spotkania to dobry pomysł, więc do zobaczenia! :-)

Spotkało się całe spektrum rozmiarowe! :-)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...