Wywiady

piątek, 08 grudnia 2017

Każda Stanikomaniaczka wie, że o bieliźnie można bez końca :-) I że bieliźniane pogawędki często-gęsto rzucają nowe światło na całkiem, wydawać by się mogło, odległe sprawy. A jeśli jeszcze nie wie - to za chwilę się dowie!

Przedstawiam Wam nowy pomysł: cykl wywiadów z interesującymi ludźmi, pod hasłem "O bieliźnie z...". Będę pytać moje rozmówczynie i rozmówców o ich bieliźniane preferencje. Czy wolą figi czy stringi, odziewają ciało w beż, czy może wolą tęczę? A potem zobaczymy, dokąd nas temat zaprowadzi!

Na początek zapraszam do rozmowy z Galantą Lalą, blogerką plus size, która tworzy fundamenty ruchu body positive w naszym kraju. Kiedy trafiłam na jej blog, powiedziałam: Wow! Na taką osobowość właśnie czekałam! 

 

Galanta_Lala_czerwona

 

Lala, czyli Ula, to osoba o wszechstronnych zainteresowaniach, zapalona tancerka, wulkan energii oraz oczywiście zadeklarowana „ciałopozytywka”. Niektóre z Was być może znają ją także jako fotomodelkę z najfajniejszych sesji Ewy Michalak. 

(Przy okazji pozdrawiam też Jagienkę, która także bloguje o bieliźnie i która zainspirowała mnie do rozpoczęcia tego cyklu. Może i z nią pewnego dnia sobie porozmawiamy? :-) )

Endżojujcie! 

 

- Czy zwracasz uwagę na bieliznę? Traktujesz ją jako ważny element stroju, czy raczej się na niej nie skupiasz?

Galanta Lala: Bardzo! Odkąd odkryłam, że odklejony od brzucha biust ma sprawczą moc w kwestii mojego samopoczucia, zdecydowanie zwracam uwagę na to, co noszę. Osobną kwestią jest to, że dopiero od niedawna mogę kupić odpowiednio dopasowaną bieliznę - w obwodach powyżej 85 i więcej niż nieszczęsne 2XL w majtkach.

To nie jest tak, że nie mam dni, kiedy noszę majtki z multipacka od Bonprix - nie chciałabym też przekonywać nikogo, że dobrze się można czuć wyłącznie w koronkach i krynolinach. Bynajmniej. Przede wszystkim - dopasowanie. Zwracam uwagę na wygodę. Jestem już za duża na barowanie się z np. wpijającymi i rolującymi gumkami.

 

- Jaki jest twój ulubiony element bielizny? Ciekawa jestem, czy podzielasz moją miłość do staników, czy też jesteś pod tym względem bardziej umiarkowana :-)

Podzielam miłość do staników, chociaż jak wiesz - dopiero uczę się rynku. Odkrywam możliwości i właściwości różnych konstrukcji i materiałów, trochę jak Alicja w Krainie Czarów.

Nie mam za to problemu ze wskazaniem najmniej ulubionego elementu - zdecydowanie są to halki modelujące. Mimo szczerych chęci nie znalazłam jeszcze takiej, która by mnie nie doprowadziła do frustracji. Po pierwsze prawa fizyki są nieubłagane - jak ściśniesz na dole, wychodzi górą, po drugie - wszystkie, z jakimi miałam do czynienia rolują mi się tak, że po dwóch godzinach wszystko mam zwinięte w pasie.


- Czy lubisz bieliznę ozdobną, czy też wystarczy, by była funkcjonalna?

Chwilę temu sprzedałam się z majtkami z Bonprixa ;-) Lubię piękne rzeczy, ale decyduje wygoda. Na szczęście podaż rzeczy pięknych i przy tym funkcjonalnych rośnie. Kiedyś z moim rozmiarze miałam do wyboru stanik beżowy, czarny i biały, dzisiaj głowa mi się chce ukręcić od tych wszystkich kolorów i możliwości.

 

- Czy masz ulubiony krój biustonosza, majteczek? Pełna miseczka czy coś mniej zabudowanego? Figi czy stringi? Jakie kolory i style najbardziej lubisz? 

Moim najulubieńszym krojem fig są majtki z golfem! Z jednej strony - mam słabość do stylistyki retro, z drugiej wiecznie zjeżdżające i rolujące się pod brzuchem majtki doprowadzają mnie do białej gorączki. Tak samo wpijające się gumki, które z mojego tyłka robią świąteczną szynkę. Nie, nie, nie. Kiedyś wstydziłam się wielkich majtek (innych w moim rozmiarze nie było), ale potem zobaczyłam pin up i przeszło jak ręką odjął. Majtki z golfem weszły, mam nadzieję, na stałe do kanonu. Doskonale pamiętam, jak ze trzy lata temu jeździłam jak wściekła po Łodzi, żeby kupić bodaj pierwsze wysokie figi w Change, nie pamiętam modelu ale było to coś spod szyldu Britney Spears. Boczku, co to była za radość! Od sytuacji idealnej dzieli nas jeszcze trochę, ale wierzę, że wymusimy na producentach taki standard.

Jeśli chodzi o biustonosze, to nie wyrobiłam się jeszcze na tyle, żeby z pełnym przekonaniem wskazać swój ulubiony krój. Jedno jest pewne - bardzo się polubiłam z miękusami, w czym Twoja działalność blogowa miała niemały udział. Pływam sobie niezdecydowana czy wolę biust skulkowany, czy może jednak retro. Czy to nie cudowne, że mogę tak przebierać?!

Kolorystyczna ciekawostka jest taka, że nie mam w szufladzie ani jednego beżowego biustonosza. Nie wiem co zaszło, ale najwyraźniej mam teraz okres czarny. Rządzi zdecydowanie klasyka, ale czuję, że powoli zbiera mi się na kolor.  Po tym co widziałam na 5. Salonie Bielizny jestem pewna, że z wiosną wiele się zmieni. Jestem zdecydowanie „kwiatkowa”. Czekam z utęsknieniem na Maki z Makowa Podhalańskiego (czyli model Verbena od Samanty - przyp. red. :-) ). Zasada Fal rządzi całą moją garderobą; był taki okres, że miałam ubrania wyłącznie w dwóch kolorach - fioletowe i granatowe.

 

Galanta_pinup_b

 

- Twoja ulubiona marka bielizny (dla mnie podanie jednej byłoby mega trudne, więc możesz wymienić kilka ;-) )

O mamo. Ja z kolei nie znam rynku aż tak dobrze! Moje sympatie zdecydowanie układają się po stronie marek ciałopozytywnych - effuniaków, Sculptresse, Anity.  Oczywiście nie wyczerpuje to listy, temat stał się gorący i mam nadzieję, że jak najwięcej producentów odrobi pracę domową, przeanalizuje jakie rozmiary sprzedają się im najczęściej i zrezygnuje z mówienia w języku photoshopa na rzecz autentycznego dialogu z konsumentkami.


- Twoje największe bieliźniane bolączki, czyli co najtrudniej znaleźć, dopasować, czego jeszcze nie potrafią producenci? Z czym, w twoim odczuciu, największy problem mają Syreny Lądowe, czyli twoje czytelniczki?  

Ile mamy czasu? Niby żarcik, a jednak gorzki. Mam dosyć wymagającą konstrukcyjnie budowę, stosunkowo niedużą miskę przy dużym obwodzie, a do tego kawał zadu w rozmiarze gdzieś pomiędzy 48 a 50. I weź tu taką ubierz. [Ale jak to? Wydawałoby się, że większość kobiet wokół nas to raczej sylwetki typu „gruszka”, a więc wydatne biodra i biusty nie takie znowu atomowe... które wcale nie powinny stanowić konstrukcyjnego wyzwania!]

Największy żal do producentów mam o majtki. Jestem kompletoholiczką, do tego stopnia, że zwykle kupuję dwie pary majtek do kompletu. Niestety, często nie mam czego kupić. Mam wrażenie, że wiele firm szyje matki z resztek. Wiem oczywiście, że tak nie jest, ale w niektórych przypadkach widać posunięta do granic rozsądku oszczędność, szczególnie w dużych rozmiarach. Ha, dużych rozmiarach! Co to jest 3XL? W niektóre się mieszczę, ale przecież są kobiety noszące rozmiary powyżej 50tki, które też trzeba dopieścić. Nie rozumiem tego, klientela plus size to łatwy pieniądz, leżący na ulicy. Taki, po który nikt się nie chce schylić, czasami na serio chciałabym wydać pieniądze, ale producent ich nie chce.

Jest w tym błędnym kole jeszcze jedno ogniwo - sklepy, które nie prowadzą dużych rozmiarów. Rozumiem, że stany magazynowe trzeba prowadzić rozważnie, ale jeśli ktokolwiek uważa, że Syreny Lądowe będą kupowały majtki na zamówienie, to powinien się powtórnie zastanowić. Oczywiście - jak się na coś uprę to poczekam, ale na co dzień nie ma takiej opcji. Szukam kolejnego sklepu, który ma mój rozmiar. Gorzej, jeśli nikt nie ma. Jak wiesz podczas 5. Salonu Bielizny od jednej z marek usłyszałam, że w outletach mają głównie duże rozmiary. Bardzo długo to za mną chodziło. Myślałam i myślałam, a tymczasem odpowiedź na pytanie, dlaczego tak jest, miałam cały czas przed nosem, w półmetrowej hałdzie katalogów i broszur.

No bo jak sprzedawać duże rozmiary, pojąc kobiety zdjęciami modelek rozmaru 36? Nie zrozummy się źle, ja nie mam nic przeciwko szczupłym modelkom. Mam za to dużo przeciwko firmom, które serwują nam bez wytchnienia koszmarki obróbki graficznej. Takich kobiet, jak te w katalogach, nie ma! Uczciwie przyznam - mnie też jest ciężko wyobrazić sobie, czy zmieszczę tyłek w te konkretne majtki, które widzę na zdjęciu. Z jednej strony super, jesteśmy my, blogerki, pokazujemy na prawdziwych ciałach, na różnych typach sylwetek produkty różnych firm. Tyle, że to nie to samo, co katalog. Nie jest żadną tajemnicą, że brałam udział w zdjęciach dla Ewy Michalak - bardzo cenię jej podejście. Nasza współpraca nie była planowana, dopóki nie trafiłam do niej na przymiarkę. Mam mały biust i spory brzuch (przy czym - ciekawostka - nie jestem jabłkiem), ile jest kobiet, które wyglądają tak jak ja? No właśnie, na pewno o wiele więcej, niż tych, które mają 180 cm wzrostu i noszą rozmiar 34/36. Swoją drogą to ciekawe jak u Ewki wygląda sprzedaż majtek, co? Może jednak da się je sprzedać lepiej, gdyby je pokazać na większym tyłku?

Z tym właśnie mamy my, kobiety plus size, największy problem, że mało kto nas traktuje poważnie jako siłę nabywczą.


- Czy i w jaki sposób bielizna zmienia twoje samopoczucie, nastrój, dobre czucie się ze swoim ciałem? Czy lubisz siebie bez ubrania? U mnie bielizna sprawiła, że stałam się osobą bardziej ciałopozytywną. A jak jest u ciebie?

Bardzo zmieniła. Umówmy się, każdy wygląda lepiej w dopasowanej bieliźnie, niż w za małych majtkach wbijających się w boczki. Pierwszego nura w świat bielizny zrobiłam tak naprawdę za przyczyną bikini, chyba jakoś w okolicy tego posta się poznałyśmy, prawda? Tego o kiepskim bikini z sieciówki. Samo wyjście przed aparat w bikini było dla mnie novum, ale też wielką próbą charakteru. You oughta practice what you preach, prawda? Musiałam zmierzyć się z sobą i sprawdzić, na ile wystarczy tej mojej ciałopozytywności. W niszy plus size trwa niegasnąca dyskusja o tym, czy trzeba pokazywać tyłek, żeby być ciałopozytywnym. No nie trzeba. To nie jest kwestia bycia bopo, tylko elementarnej uczciwości, szczerości ze sobą.

 

Czarna_Mamba_b

 

Skoro mówię Syrenom, że gruby zad to nie koniec świata, nie mogę sama robić tragedii z tego, że jestem gruba. Jeśli mówię, że nawet z defektami są piękne, to nie będę poprawiać własnej urody (nie mówię tu o zwykłym dbaniu o siebie, oczywista). To nie jest ciałopozytywność, tylko czystej wody hochsztaplerka i korzystanie z mody. Mam wrażenie, że im dalej wchodzę w blogowanie, tym bardziej się radykalizuję w tym względzie. Rozdzielam plus size od body positivity, choć te granice się coraz mocniej zacierają, w dobrym tonie jest udawać, że się kocha siebie. Łatwiej to napisać, niż faktycznie wykonać pracę nad sobą i pokochać defekt. W moim odczuciu wasza, bieliźniana nisza jest znacznie bardziej body posi, niz plus size. Mówię to z bólem serca.

Nauczyłam się lubić siebie bez ubrania. W branży bieliźnianej mamy kontakt z ciałami prawdziwych kobiet, wiemy jak wygląda rzeczywistość w przymierzalniach. Ja się nauczyłam tego, że mam takie cycki, jakie mam. Moje. Długo ich nie lubiłam, bo takie nijakie. Nie dość duże, żeby spełniać wymogi bycia „sexy”, nie dość małe, żeby były jędrne przez długie lata. Wielokrotnie odchudzane, opalane, męczone jazdą konno bez odpowiedniej bielizny. To dla mnie ogromnie cenna lekcja, chcę się tym podzielić. Dlatego zdecydowałam się na zdjęcia w bieliźnie. Dlatego będąc po 30ce zdecydowałam się na pierwszą w swoim życiu sesję w bieliźnie. Przypadek? Nie sądzę.


- Czy nosisz bieliznę erotyczną?

Bardzo bym chciała, ale nie noszę. Raczej markuję koronkami.

Oferta bielizny erotycznej plus size jest, delikatnie mówiąc, mocno uboga. Nielicznym, podejmującym temat producentom brakuje wyobraźni - nie noszę stringów, nie poruszają mnie lateksowe tuby, rajstopy z dziurą i przebrania pielęgniarki. Biedaerotyka mnie odrzuca. Temat nie jest łatwy, ale trochę mi się marzy zrobienie takiej linii ze smakiem, może nawet pod szyldem Galantej Lali? To by było coś. Jest w narodzie potrzeba, o czym świadczy wyparowanie wszystkich większych koronkowych bikini z Lidla w pół godziny. Producenci, jeśli czytacie, to puszczam do Was oko! Wierzę, że nie jest to ziemia nie do zdobycia.

Tropię rozwój sytuacji, chciałam w ramach swojego cyklu o Intymności Plus Size pokazać kilka propozycji takiej bielizny, najchętniej krajowej produkcji, ale… delikatnie mówiąc, utknęłam. Podoba mi się styl Bluebelli, ale w tym przypadku mogę pomarzyć o pasującym rozmiarze.


- Jak myślisz, czy bielizna ma szansę stać się istotnym tematem w blogosferze plus size, obok mody odzieżowej? 

Absolutnie tak, widzę ostatnio intensywny wzrost bieliźnianej aktywności na blogach plus size. Tak naprawdę bielizna zawsze była obecna w tle, niestety, głównie w tym modelującym sylwetkę wydaniu. Nie potrafię przewidzieć, w którym kierunku się to potoczy - może dlatego, że moda ma dla mojej blogowej działalności marginalne znaczenie. Nie, że nie chciałabym jej robić. Niespecjalnie mnie na to stać, bo wiązałoby się to z koniecznością ściągania ciuchów z zagranicy.

Na rynku jest stosunkowo niewielu producentów, kolekcje nie są duże, a do tego firmy szyją bardzo podobne projekty. Efekt jest taki, że widzisz jedną kurtkę w podobnych stylizacjach na kilku blogach. Bielizna ma nad modą tę przewagę, że firm jest więcej, więcej eksportujących swoje produkty większych firm, więcej pomysłów, większe tempo rozwoju. Życzę modzie plus size, żebyśmy wylobbowały w niej przynajmniej to samo, co wy w zakresie stanikowym.

Rozwój branży plus size w Polsce - nie tylko w kontekście mody - powstrzymuje rozmiar rynku oraz brak pomysłu jak ten plus size podać. W tej chwili podajemy go z body posi, jak będziemy to robić za rok? Kto wie?

 

Galanta_turban_b

 

- Stworzyłaś już kilka bieliźnianych wpisów w swoim blogu. O czym są? Co chciałabyś przekazać Syrenom Lądowym w związku z bielizną? Może widzisz jakieś stereotypy do obalenia, mury do zburzenia? :-)

Ha! Zaczęło się od tragicznych bikini i muszę się przyznać, że to jest rekordowy wpis z minionego roku. Moje zdjęcia z nieszczęśliwą miną w kompletnie niedopasowanym bikini obejrzało kilkanaście tysięcy użytkowników, co jak na tak małego bloga jak mój jest niezłym wynikiem. Potem wyjaśniałam różnice między bikini od firmy bieliźniarskiej a tym z sieciówki.  

Tak naprawdę to temat bielizny wciąż jest u mnie bardzo świeżutki, podczas 5. Salonu Bielizny poznalam masę fajnych ludzi, to pchnęło mnie w kierunku głebszych refleksji nad bielizną w kontekście plus size. Ostatnio opowiadałam o tym, jak uwolniłam się od gąbki i głębokiego przekonania, że mój biust jest bardzo nie tak - staram się, żeby moje bieliźniane rozważania nie sprawiły, że zgubię gdzieś ciałopozytywnego i plussajzowego ducha bloga. To dla mnie bardzo ważne.

Syrenom Lądowym chciałabym powiedzieć, że zasługują na piękną bieliznę tak samo, jak ich szczuplejsze koleżanki i że nie, nie wyglądają wcale głupio w pięknej bieliźnie.

Oraz, że wbrew temu, co sądzimy, mamy moc - możemy sobie wylobbować te wymarzone majtki do rozmiaru 60 czy gustowną bieliznę erotyczną. Serio!

 

- Szczerze wierzę w moc! Dziękuję za rozmowę!

 

A może teraz Wy chciałybyście zadać Galantej Lali własne pytanie? Albo dorzucić coś do tego, co napisała o większych rozmiarach, albo o ciałopozytywności w kontekście bielizny?

I z kim mam porozmawiać następnym razem? :-)  

 

środa, 01 listopada 2017

Wracamy jeszcze na chwilę do pierwszego polskiego poradnika brafittingowego - dziś pytam samą autorkę, co sprawiło jej najwięcej frajdy przy pisaniu (szczerze mówiąc, nie jestem zaskoczona odpowiedzią :-)). Odpowiadamy sobie też na pytanie: czy fakt, że ktoś już słyszał o brafittingu oznacza, że zna zasady prawidłowego doboru biustonosza? Okazuje się, że niekoniecznie. Dlatego zapraszamy Was także do rozpowszechniania rzetelnej, wypróbowanej wiedzy na ten temat! Pod wywiadem - konkurs!

 

Izabela Sakutova odpowiada!

Ile czasu powstawał „Brafitting. Lifting piersi bez skalpela”? Czy długo nosiłaś się z zamiarem napisania tej książki, czy też był to spontaniczny pomysł? 

Izabela Sakutova: Samo spisanie działów zajęło mi około dwóch miesięcy. Niemniej jednak „dopieszczenie” ich trwało kolejny miesiąc. Pracowałam praktycznie non stop, gdyż oprócz książki nadal miałam swoje bieżące zawodowe zadania oraz kręcenie przez cały czerwiec odcinków do programu Supermodelka Plus Size, w którym pełniłam rolę eksperta brafittingu Panache. Muszę jednak przyznać, że mój So Chic’owy zespół, którym kieruje niezastąpiona Joanna Błakita, bardzo mnie wspomógł w tym czasie, gdyż niejednokrotnie wykazał się inicjatywą i wspierał mnie w dopinaniu wielu z moich zadań. Również dużym wsparciem był mój mąż, który bez zmrużenia oka przejął w domu obowiązki obojga rodziców. Tylko dzięki pomocy męża i zespołu udało mi się tak szybko dokończyć książkę.

Nad książką myślałam już od dłuższego czasu, a moja intensywna współpraca w roli eksperta brafittingu z wydawnictwem Edipresse Polska polegająca na pisaniu działów bieliźnianych w książkach poradniczych, takich jak książka Marioli Bojarskiej-Ferenc „Moda bez metryki”, stylistki Anny Męczyńskiej „Figura jak z ekranu”, Karoliny Szostak „Moja Spektakularna Metamorfoza” czy Ani Dziedzic Fit Mom „Fit ciąża z Anią Dziedzic”, uświadomiła mi i wydawnictwu, że temat brafittingu nadaje się na książkę i że w Polsce jest potrzeba edukacji w tej dziedzinie. Jak widać, nie myliłyśmy się. Na dwa tygodnie przed wydaniem książki wydawnictwo wyprzedało w przedsprzedaży już połowę nakładu, czyli 2500 książek, a po 3 tygodniach obecności na półkach sklepowych książka doczekała się dodruku.

 

- Co było dla ciebie największym, najtrudniejszym wyzwaniem przy pracy nad książką? Jaką część pracy wspominasz najmilej?

Trudno mi powiedzieć, co było najtrudniejsze. Pomimo tego, że w brafittingu pracuję od ponad 13 lat, stworzenie i poukładanie każdego z działów w sposób merytoryczny, ale i dostępny dla laika stanowiło wyzwanie. Na pewno czasochłonnym zadaniem było terminowe zebranie materiałów od ekspertów, jednakże nie wyobrażałam sobie działów o profilaktyce raka piersi, budowie anatomicznej czy o wpływie dobrze dobranego biustonosza na zdrowie z punktu widzenia fizjoterapii bez wypowiedzi specjalistów.

Niezaprzeczalnie najprzyjemniejszą dla mnie pracą było tworzenie działu o bieliźnianych stylizacjach. Uwielbiam zabawę modą i wykorzystywanie biustonoszy w moich codziennych kreacjach. Do niedawna traktowano widoczną bieliznę jako modową wpadkę lub coś niestosownego. W aktualnych trendach daje się zauważyć swego rodzaju bieliźnianą emancypację. Biustonosze nie stanowią już tabu, a sprytnie wykorzystane mogą się stać wisienką na torcie każdej stylizacji. Jestem za tym, aby z pomysłem przemycać na co dzień w naszym codziennym ubiorze ten element garderoby. W tej dziedzinie niewiele się robi w naszym kraju, a ja chciałabym to zmienić. Niestety, w książce, ze względu na ograniczenie miejsca, musiałam dokonać selekcji tego, co mogłam pokazać. Zamierzam to nadrobić na moim blogu www.izabela.sakutova.com, na którym już zaczęłam pisać artykuły na ten temat. Obiecuję, że tej kwestii poświęcę tam znacznie więcej miejsca :-)

 

„Biustonosz podstawą stylizacji”

 

- Na polskich ulicach coraz częściej widuje się kobiety w dobrze dobranych biustonoszach – to po prostu widać po sylwetce. Co czujesz na taki widok? Czy myślisz sobie „Kurczę, udało się!”, a może bardziej „Super, ale zostało jeszcze tyle do zrobienia”?

Tak jak zapewne i ciebie, niezmiernie cieszy mnie ten widok. Nawet nie wiesz, o ile łatwiej rozmawia się dziś z przedstawicielkami mediów, które już „kojarzą” temat. Celowo użyłam tego słowa w cudzysłowie, gdyż wielu osobom ten temat jedynie obił się o uszy, ale nie do końca oznacza to dla nich pełną świadomość́ konieczności odpowiedniego dopasowania. Wiele kobiet pracujących w mediach, zapraszających mnie do dyskusji chociażby na temat książki, twierdzi, że zna brafitting, a po krótkiej rozmowie dowiaduję się, że ich koleżanka była w sklepie świadczącym taką usługę, ale one same nie były, bo one nie mają aż tak dużego problemu z doborem biustonosza. Wtedy proponuję, że mogę zerknąć, czy wszystko jest OK z tym dopasowaniem. W 99% przypadków okazuje się, że nie jest. Jeśli więc osoby pracujące na co dzień z kobiecymi tematami, mające do tych informacji łatwy dostęp, same nie korzystają w praktyce z tej wiedzy, to na jakim poziomie jest wiedza kobiet pracujących w innych dziedzinach i zamieszkujących mniejsze miasta niż Warszawa? Niestety, po trzynastu latach pracy nadal stwierdzam, że jest jeszcze wiele do zrobienia w tej dziedzinie dla nas, brafitterek.

 

„Jedną z najczęściej krążących błędnych opinii jest tak, że miseczka D jest zawsze większa niż B lub C”

 

Od jakiegoś czasu zauważam również przykre zjawisko zawłaszczania modnej nazwy „brafitting” do celów marketingowych przez marki czy sklepy bieliźniane nie posiadające wystarczającej oferty produktowej czy wiedzy do świadczenia takiej usługi. Rezultatem takiego działania często bywa nieodpowiednie dobranie klientce biustonosza, w efekcie czego kobiety postrzegają usługę brafittingu jako jakiś wymysł, bo przecież wciąż odczuwają niewygodę i ucisk - zamiast obiecywanego komfortu zapewnionego odpowiednim ułożeniem i podtrzymaniem piersi. Był to jeden z głównych motywów powstania tej książki. Zależało mi na tym, aby stworzyć praktyczny poradnik, który raz na zawsze rozwieje brafittingowe mity i wyjaśni, jak powinnyśmy się czuć w odpowiednio dopasowanym biustonoszu i jak powinien się on zachowywać na naszym ciele.

- Dziękuję za rozmowę! 

 

Konkurs brafittingowy :-)

Nie, nie będziemy współzawodniczyć w brafitowaniu znajomych kobiet - zadanie będzie znacznie łatwiejsze ;-) Nagrodą w konkursie będą oczywiście książki „Brafitting. Lifting piersi bez skalpela” Izabeli Sakutovej.

W ramach zadania konkursowego prosimy was razem z Izą Sakutovą o napisanie krótkiego liściku do kobiety, której dajecie właśnie w prezencie poradnik brafittingowy. Napiszcie, w czym pomogła wam wiedza o dobieraniu biustonosza, co zmieniła w waszym życiu i czemu chciałybyście, by obdarowana przez was osoba także z niej skorzystała? 

Najciekawsze teksty nagrodzimy książką. Czekają na was cztery egzemplarze w miękkich okładkach :-) Prosimy o nadsyłanie prac do 15.11.2017 na adres stanikomania.konkurs@gmail.com

 

Nagroda czeka... Uwaga: biustonosz nie wchodzi w skład nagrody! ;-) 

 

Miłego pisania, a następnie - czytania! :-) 

 

Tagi: konkurs
23:48, kasica_k , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...