Menu

Stanikomania!

przejdź na https://stanikomania.pl aby czytać dalej

Wirtualnie namacalne

kasica_k

Nabywanie biustonoszy metodą zdalną ma jeden poważny mankament: dotknąć i przymierzyć towar możemy dopiero po otrzymaniu paczki. Mimo przysługującego nam prawa zwrotu lub wymiany wolimy jednak kupować tego kota w jak najbardziej przejrzystym worku :-) Dlatego cenimy sobie miejsca w sieci, gdzie towar możemy obejrzeć możliwie najdokładniej.

Wśród znanych mi e-sklepów w kategorii jakości prezentacji towaru moim zdaniem wygrywa bezapelacyjnie figleaves.com. Większość modeli można tam bowiem obejrzeć zarówno z przodu (najczęściej w kilku wariantach kolorystycznych), jak i z tyłu - a wiemy przecież, że tył biustonosza jest niemal równie istotny, co jego przód - a także w komplecie z „dołem”. Oprócz tego sklep oferuje funkcję „zoom” – można klikając płynnie powiększać zdjęcie (tak mocno, że dobrze widać splot materiału), wybierając jednocześnie, który jego fragment ma się znaleźć w okienku. I nie operuje się tu bynajmniej na wystylizowanych fotkach w przyćmionym świetle, lecz na dobrze oświetlonych, dużych zdjęciach, robionych zapewne przez sam sklep. Tak więc, jeśli zależy nam na dokładnym obejrzeniu ozdoby między miseczkami, miejsca zaczepu ramiączek bądź zapięcia - to jest właśnie TEN adres.

Spory wybór modeli sprawia, że przed zakupami w jakimkolwiek innym sklepie naprawdę warto zajrzeć na „listki figowe” – jeśli tylko nie planujemy kupić starego, od dawna wyprzedawanego modelu, to z dużym prawdopodobieństwem znajdziemy tu nasz towar, starannie obfotografowany i do obejrzenia w powiększeniu.

Godny uwagi jest także herroom.com, który jako jedyny znany mi e-sklep oferuje możliwość obejrzenia biustonosza „pod ubraniem”. Najeżdżając myszką na umieszczone z boku zdjęcia ikonki „ubieramy” widoczną na nim modelkę w przezroczyste koszulki i bluzki, co ma dać nam możliwość sprawdzenia, czy biustonosz nie będzie przypadkiem wystawał nam z dekoltu. Miły gadżet, choć nie jestem pewna jego rzeczywistej wartości – w końcu każdy wirtualny dekolt da się odpowiednio dopasować, w przeciwieństwie do realnego. Dobrze jednak, że ktoś na to wpadł – może koncept się upowszechni i udoskonali. Do tego herroom oferuje nam widok „wymierzony” – z nałożoną na fotkę miarką (niestety w calach), która pozwala się zorientować w wymiarach różnych części biustonosza.

Dwa podstawowe mankamenty herroom to: po pierwsze, wąski wybór modeli – nasze ulubione marki brytyjskie są, owszem, obecne, ale słabo reprezentowane. Po drugie - nie ma możliwości wyboru wersji kolorystycznej, którą chcemy obejrzeć. Warto natomiast czytać opisy i „Fitter’s Comments”. Niestety, herroom jest sklepem amerykańskim i do Europy nie wysyła, a biustonosze europejskich marek są w nim znacznie droższe.

Poza sklepami, w których można obejrzeć lepszej lub gorszej jakości fotki, polecam zaglądanie na strony producentów – często oferują niedostępne gdzie indziej zdjęcia tudzież informacje o pełnym asortymencie. Na przykład każdej ze znanych marek należących do brytyjskiej firmy Eveden Limited (Rigby&Peller, Freya, Fantasie i Goddess) poświęcona jest osobna, funkcjonalna i niebrzydka stronka, z której można się dowiedzieć, jakie wersje są dostępne w każdym modelu i jaki jest ich zakres rozmiarowy. Towar jest podzielony na kolekcje – mamy możliwość obejrzenia kolekcji bieżącej i poprzedniej (obecnie jesień-zima 2006 i wiosna-lato 2007). Warto zwrócić szczególną uwagę na różne wersje tego samego modelu - w e-sklepach bowiem zdarza się, że na zdjęciu widnieje inna wersja niż w opisie. Grozi nam wtedy kupowanie kota w naprawdę gęsto tkanym worku :-) Strona producenta może nam pomóc uniknąć przykrej niespodzianki.

Sezon wyprzedaży trwa, życzę miłych zakupów :-)

Giselle, the French bitch

kasica_k
„I am Giselle, the French bitch” - jeśli są wśród Was maniaczki brytyjskiego serialu „Coupling”, z pewnością rozpoznały już ten cytat. Pozostałym spieszę wyjaśnić, że słowa te wypowiedziała wyzywającym tonem postać obdarzona wysoką (według niektórych – zbyt wysoką) samooceną, połączoną ze sporym urokiem osobistym. Ilekroć spojrzę na Giselle Rigby&Peller, przypomina mi się moja ulubiona Jane :-) Co prawda na alternatywnej fotce staniczek nie wygląda już tak niegrzecznie, ale ewidentnie ma w sobie coś, i to we wszystkich wersjach kolorystycznychlatte (beż), verde (bladozielony) i opal (błękitny - tę wersję najlepiej obejrzeć na stronach producenta) - choć do mnie zdecydowanie najbardziej przemawia - o dziwo - beż. A tak wygląda na blondynce. Wersja full cup już dużo mniej kusząca – zdecydowanie wolę usztywniany balcony, niestety szyty tylko do F (w full cup znajdziemy jeszcze FF i G). Giselle jest na rynku od dłuższego czasu, więc amatorkom radzę rozglądać się pilnie, może trafimy w końcu na wyprzedaż. Bo regularna cena to, niestety, niegrzeczne 66 funciaków…

 

© Stanikomania!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci