Menu

Stanikomania!

Dla obdarzonych sporym biustem: co, gdzie, za ile? Bielizna gustowna, kusząca i doskonale dopasowana. Odkryj swój Prawdziwy Rozmiar i ciesz się nim!

Wpisy otagowane : kremowy

Orla - waniliowa księżniczka

kasica_k

Zastanawiałam się, co też może oznaczać nazwa tego modelu marki Masquerade - nie miałam żadnych skojarzeń, poza ptasimi :) Z pomocą przyszła mi Wikipedia - otóż Orla to imię żeńskie pochodzenia irlandzkiego (pozdrawiam miłośniczki Irlandii :-) i znaczy tyle, co „złota księżniczka”. Nasza bieliźniana Orla co prawda ze złotem nie ma wiele wspólnego, bo metalowe elementy tego staniczka mają kolor srebrny, odrobiny książęcości jednak odmówić jej nie można.

[czytaj dalej]

 

Vivid Light

kasica_k

Przeglądając tutejsze zapowiedzi kolekcji D-plusowych tudzież kolejne newsy o wprowadzeniu tego czy innego modelu z kolekcji jesiennej trudno się oprzeć wrażeniu, że kręcimy się wciąż w tym samym kółku kilku najpopularniejszych marek. Zaczyna trochę wiać nudą - poszerza się co prawda oferta rozmiarowa, ale poza tym można dojść do wniosku, że wszystko już było. Ciągle te same balkonetki, podobne half-cupy, podobne materiały i wzory. Innowacje są nieliczne i ostrożnie wprowadzane, o co trudno mieć pretensję do producentów. Tych jest wciąż niewielu, więc przyzwyczajamy się do ich propozycji i kolejne kolekcje nawet dla stanikomaniaczek nie są już tak intrygujące, jak bywało. Potrzebny nam jakiś, hm, powiew świeżości! Dlatego postanowiłam regularnie, w miarę możliwości, sięgać do nowych czy też nieznanych w Polsce marek, takich jak DimitySO, którą Wam przedstawiłam przed dwoma miesiącami. Na początek zapoznałam się z jej satynowo-kwiecistym przedstawicielem:


DimitySO - Vivid Light, rozmiar: 36G [Rozmiary miseczek: D-G, obwody: 30-38, cena: £32]


Estetyka

Wzorzysta satyna i fiolet zaliczają się do tego, co kasice lubią najbardziej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy się okazało, że Vivid Light estetycznie i jakościowo staje na wysokości zadania. Kolory w części kwiecistej są, jak nazwa wskazuje, świetliste i żywe dzięki subtelnemu połyskowi, a chłodny fiolet - należycie fioletowy, choć zdjęcia w świetle dziennym wydobywają z niego niebieskie nuty. Budzący dalekowschodnie skojarzenia nadruk ma precyzyjne kontury.

Dużym atutem są pokryte gładką satyną ramiączka - nie przesadzono z szerokością (16 mm), a taśmy znajdujące się wewnątrz satynowego „pokrowca” nie zamieniają się na ramionach w mało estetyczne sznurki. Satyna jest gęsta i sprawia wrażenie mocnej, a całość została uszyta bardzo starannie, bez jakichkolwiek niedoróbek. Vivid Light to produkt solidny i elegancki -widać, że producent naprawdę się przyłożył.

Zaskoczyło mnie pewne designerskie dziwactwo, przez które o mało nie zaczęłam pakować Vivida na wymianę. Otóż jeden z zaczepów ramiączek z tyłu jest, zamiast fioletowego, biały. Uważnie obejrzałam zdjęcie sklepowe - i tam też znalazłam białą tasiemkę! Był to zatem zabieg celowy, nie jestem jednak pewna, czy się udał, biorąc pod uwagę moją pierwszą reakcję („Uuu, taki błąd w staniku za 30 funtów?”)... Potem jednak przypomniałam sobie nazwę innego modelu tej samej marki - Ribbon Thief (na zalinkowanej fotce to ten po prawej), czyli złodziej wstążeczek. Czyżby to ten sam złodziej grasował w fabryce i przywłaszczył sobie połowę fioletowych tasiemek? :-) Dziwactwa mają swój urok, ale chyba bardziej mi się podobała asymetria w wydaniu właśnie Ribbon Thief - ozdoba umieszczona w taki sposób, że nikt nie ma wątpliwości, że to przemyślany detal.

Cieszyłam się na detal konstrukcji mostka - końcówki fiszbin nie są połączone u samej góry, co tworzy prześwit. Szczegół ten jednak ginie po założeniu stanika - końce fiszbin między piersiami się po prostu stykają. Ładnie za to prezentuje się dolna część mostka z krzyżującymi się szwami (od wewnątrz mamy krzyżujące się taśmy). Dzięki temu u dołu tworzy się wycięcie w szpic i dół biustonosza przypomina odwrócone serce.


Dopasowanie

Vivid trochę zaskoczył mnie ciasnym obwodem. Uważam to jednak za zaletę - w końcu powinno się dążyć do realnych rozmiarów, nie wymagających przesadnego zaniżania. W tym modelu na pewno nie powinnam próbować rozmiaru 34 - zdecydowanie należy do „ściśliwców”.

Miseczki pasują idealnie i moim zdaniem mieszczą się w brytyjskiej normie.


Kształt

„No, tu jest gorzej”, że zacytuję Shreka. Tragedii nie ma, ale do zachwytu daleko. Modelowanie biustu w Vividzie jest, powiedzmy, dyskretne. Uniesienie biustu spełnia minimalne wymagania, to jest, pierś nie zwisa, ale też i linia dolnego profilu od podstawy słabo wznosi się ku górze - trochę podobnie, jak w recenzowanym ostatnio modelu Comeximu (Jade vel Kiwi Sorbet :-) Pod ubraniem biust sprawia trochę przyciężkie wrażenie - powodem, w większym stopniu niż nieznaczne uniesienie, jest słabe zebranie z boków. Piersi nie rozchodzą się, ale też i nie są dobrze zebrane. Przybierają kształt łagodnie półkulisty, bez żadnych akcentów.


Konstrukcja i podtrzymanie

Obawiałam się tego kroju miseczek - częściowo słusznie, bo nie radzą sobie zbyt dobrze z modelowaniem biustu. Od spodu znajduje się zrobiony z mocnej siatki element typu side-support, jednak nie czyni on cudów. Boki tuż za miseczkami niestety uwierają w pachy. Plusem jest niskie zabudowanie samych miseczek - mostek jest wprawdzie dość wysoki, ale górna część piersi pozostaje odkryta.

Mały mankament estetyczny: szew łączący górną część miseczki z dolną biegnie poziomo w tej części, gdzie jest doszyte ramiączko. Gdy ramiączko ciągnie miseczkę w górę, szew traci linię, co nie wygląda zbyt dobrze - efekt ten widać na sklepowej fotce.

Gdyby nie krój miseczek, postawiłabym wysoką ocenę ze względu na obwód - szeroki, podtrzymujący (satyna podszyta jest od spodu mocną siatką), z bocznymi usztywnieniami. Biust trzyma się w Vividzie przyzwoicie.


Wygoda

Z początku było mi w Vividzie zbyt ciasno, ale z czasem odrobinę się naciągnął. Niestety drapią zakończenia tunelików fiszbin pod pachami i za to odejmuję punkty. Druty na szczęście są krótsze od tunelików, w przeciwnym razie zapewne uwierałyby bardziej. „Języczek” pod zapięciem jest zbyt krótki, mimo to haftki nie gniotą.

Plus za ramiączka - są co prawda zrobione z dwóch części, ale są one ze sobą gładko zszyte bez pośrednictwa tych nieszczęsnych kółek, które tak często uwierają mnie w ramiona. Takie rozwiązanie mogłoby być stosowane zawsze.


Cena

Trudna ocena. Z jednej strony Vivid ma sporo wad, z drugiej - jest naprawdę wielkiej urody biustonoszem, z dobrych materiałów i starannie wykonanym - widać, że nikt na jakości nie oszczędzał. A po przeliczeniu waluty kosztuje około 150 zł, co w porównaniu z cenami podobnej jakości staników w Polsce wypada moim zdaniem korzystnie. Dlatego postanowiłam cenę pochwalić.

 


Podsumowanie

Jak widzicie, mimo zastrzeżeń, które mam do konstrukcji Vivid Lighta, nie zwróciłam go. Jestem zachwycona jego wyglądem - efektownym, choć nie efekciarskim. To naprawdę elegancki kawałek bielizny :-) Zaspokoił moją potrzebę odmiany, po tylu podobnie skrojonych i zaprojektowanych modelach, a także tęsknotę za efektownymi nadrukami na satynie. Nie wykluczam też, że w mniejszych rozmiarach (mój - 36G - jest jednym z największych dostępnych) jego krój sprawdza się lepiej niż w moim. Na pewno będę jeszcze próbowała testować markę DimitySO.

Kremowe wspomnienie lata

kasica_k

Ze sklepów znikają już wyprzedawane resztki letnich kolekcji - czas na definitywne zamknięcie sezonu. Czynię to ostanim (na razie ;) odcinkiem cyklu „Beż - polub go też” :-)

Większość z nas wraz z początkiem jesieni zaczyna patrzeć łaskawszym okiem na ciemniejsze, głębsze odcienie barw. Zmiana upodobań dotyczy także bielizny - pod tak modną w tym sezonie czerń najpraktyczniej odziać się w biustonosz w tym samym kolorze.

Zanim jednak zajmę się tradycyjnie poszukiwaniem swoich czarnych faworytów, wrócę jeszcze na chwilę do wspomnień błękitnego nieba i waniliowych lodów. Szczyptą lata w środku jesieni uraczy nas:


Masquerade - Soria, 34G, kolor: beż/kacze jajo

[miseczki: D-G, obwody: 30-38 (65-85), cena: 185 zł]


Estetyka

(5)

Z początku, rzecz jasna, zrobiła na mnie wrażenie cokolwiek blade, przy bliższym poznaniu jednak zyskała ogromnie. Soria jest moim zdaniem najwybitniejszą (obok English Rose) reprezentantką elegancji w stylu vintage zeszłego sezonu. Smakowite zestawienie kremu, beżu i błękitu nie miało sobie równych ostatniego lata. Z bliska jest równie pociągająca - kunsztowność haftu i staranne wykonanie sprawia wręcz luksusowe wrażenie. Brawo za zdobione ramiączka, krawędź miseczek oraz pasiastą kokardkę na mostku.

Wadą Sorii jest odznaczanie się bogatych haftów pod ubraniem, ale zupełnie nie mam ochoty odejmować jej za to punktów...

Krótko mówiąc, pastelom w wydaniu Sorii trudno się oprzeć, nawet gdy jest się ich zagorzałą przeciwniczką.

 

Dopasowanie

(4)

Miseczki raczej małe, co mnie zmartwiło, bo z trudem się w nich zmieściłam. Osobom na granicy rozmiarów polecałabym nawet przeskoczenie o miseczkę wyżej, jeśli się da, bo Soria tradycyjnie sięga tylko do miseczki G.

Obwód określiłabym jako luźnawy, lecz trzymający. Soria jest luźniejsza od np. Mai, lecz siateczka, z której zrobione są boki, pracuje nieźle (nie jest tak rozciągliwa, jak dzianinka w Orionie).


Kształt

(5)

Spotkałam się z opiniami, że Soria spłaszcza biust - rzeczywiście, z racji innego kroju miseczki, piersi są ułożone nieco inaczej niż w  Mai - patrząc z lotu ptaka, półkule wydają się łagodniejsze i mniej zbliżone do siebie. Mój biust jednak twierdzi, że do spłaszczenia mu daleko :-) Biust w Sorii to eleganckie, łagodne jabłka; na pochwałę zasługuje też brzeg miseczki, który bardzo ładnie przylega, nie odstając ani nie wpijając się w pierś.


Konstrukcja i podtrzymanie

(5)

Miseczki Sorii uszyte są z trzech części zszytych pionowo, co daje krój zbliżony do modelu Aragon, są jednak od Aragonowych płytsze.

Jak zwykle przy nisko zabudowanych modelach Masquerade, biust ma nieco więcej „wolności” w strefie górnej, tu jednak mam wrażenie, że podtrzymanie jest wyjątkowo dobre, i to mimo stosunkowo luźnego obwodu, zwłaszcza jeśli chodzi o ruchy biustu na boki. Może tak właśnie odbieram owo spłaszczanie, na które skarżą się niektóre z Was?


Wygoda

(5)

Soria jest cudnie miękka i przyjazna. Na uznanie zasługują ramiączka, które, choć zdobione, nie drapią ani nie zamieniają się w sznurki pod ciężarem biustu - są zrobione z normalnej ramiączkowej taśmy, nie żadnego wiotkiego wynalazku.


Cena

(3)

W zasadzie trochę za późno na ocenę, bo w tej chwili Sorię kupić można głównie na przecenach. Regularna cena była karygodnie wysoka, tak jak i wszystkich Maskaradek w zeszłym sezonie. Sorię jednak można kupić już dużo taniej, niektóre sklepy do niedawna sprzedawały ją nawet poniżej 100 zł, inne wciąż trzymają poziom okolic 150. Ebayowe okolice £16 skłonna byłabym ocenić na piątkę :-)


Podsumowanie

Z Sorią żegnam się z wielkim smutkiem. Miałam cichą nadzieję, że przyszłą wiosną powitamy ją znowu, w innej tonacji barwnej (choć o lepszy zestaw dla tego modelu byłoby wg mnie trudno), jednak już wiemy, że tak się nie stanie... Kto jeszcze ma ochotę powspominać lato z Sorią, powinien się spieszyć, bo ostatnie rozmiary znikają.
[Biustonosz do recenzji dostarczyła firma So Chic!, dystrybutor marki Panache w Polsce]

© Stanikomania!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci