Menu

Stanikomania!

Dla obdarzonych sporym biustem: co, gdzie, za ile? Bielizna gustowna, kusząca i doskonale dopasowana. Odkryj swój Prawdziwy Rozmiar i ciesz się nim!

Wpisy otagowane : satynowy

Biustobłysk!

kasica_k

Fauve - Marla w kolorze aubergine, sezon jesień/zima 2012. Katalog na ten sezon ma tytuł „Star” - Gwiazda.

Podobno najlepszym przyjacielem dziewczyny są diamenty. Moim zdaniem mają jednak poważną konkurencję... w postaci, oczywiście, idealnie dobranych staników, które zawsze wiernie podtrzymają (na duchu i nie tylko), wyeksponują zalety, i tak dalej. Rzecz to oczywista dla każdej stanikomaniaczki :-)

[czytaj dalej]

 

Chabrowe olśnienie

kasica_k

Kto jeszcze nie zna Ewy Michalak i jej pracowni cuda-czyniących biustonoszy? Na pewno pamiętacie zeszłoroczny plebiscyt na Kusidełko i laury, które zgarniały w nim „effuniaki”. Nie wiem, czy moje wyczucie się sprawdzi, ale coś mi mówi, że pokazuję Wam właśnie murowane Kusidełko 2010 tudzież polski odpowiednik produktów słynnego Agenta Provocateura, a już na pewno coś, czego jeszcze nie było w polskiej bieliźnie. No cóż, niedługo się przekonamy, czy Chaber marki Ewa Michalak przypadnie Wam do gustu tak samo jak mnie :-)

Jest to pierwszy biustonosz tej młodej polskiej marki, jaki recenzuję, i robię to z ogromną radością. Piankowe biustnosze plunge Ewy Michalak zyskały od początku sławę bardzo dobrze skrojonych, podtrzymujących i modelujących, i to we wszystkich rozmiarach. Ich zakres jest imponujący - od miseczki AA do K, albo nawet większych, i można chyba bez wielkiego ryzyka stwierdzić, że Ewa potrafi skonstruować biustonosz na każdy biust. Jedynym, co dotychczas powstrzymywało mnie przed próbami, była nie do końca odpowiadająca mi estetyka. Ostatni bastion oporu padł, gdy po raz pierwszy zobaczyłam Chabra.

 

Ewa Michalak - Chaber, rozmiar: 80G [Rozmiary miseczek: AA-JJ (zakresy różnią się w zależności od obwodu), obwody: 65-95, cena: 119 zł; cena majtek: 49 zł]

 

Estetyka

Moje pierwsze wrażenie na widok Chabra: ktoś czytał w moich myślach! Albo w moim blogu ;) Nigdy nie kryłam się z fascynacją satyną, a także odcieniami koloru niebieskiego, zwłaszcza intensywnymi. Błysk chabrowego atłasu ma postać nieregularnego wzoru - materiał pokrywają obszary mniej i bardziej intensywnego lśnienia, jakby obsypane brokatem albo oszronione, z daleka jednak biustonosz wygląda na jednolicie i mocno połyskujący. Gratka dla srok - bardziej nieśmiałe mogą czuć się przytłoczone takim glamurem, na szczęście całość jest dobrze skomponowana i nie sprawia wrażenia krzykliwej. Tak efektowny materiał w obliczu nadchodzącego karnawału szkoda będzie schować pod sukienką. Ale nic straconego - zawsze może przypadkiem wychylić się ramiączko ;)

W swojej szerokiej, ozdobnej części ramiączka Chabra przestają być typowymi ramiączkami, sprawiając, że biustonosz ten nie kojarzy się ze zwykła bielizną, lecz z jakimś odważnym kostiumem w stylu burleski. To już nie są ramiączka, które oceniałybyśmy przez pryzmat ich szerokości, prawda? ;) Zdecydowanie radziłabym projektantce, by zastanowiła się nad opracowaniem gorsetu na bazie tego modelu, żeby dać mu szansę stania się częścią pełnoprawnego stroju!

Szczegóły wykonania też są godne uwagi. Tył stanika został uszyty z siateczki o pięknym głębokim odcieniu, nieco różniącym się od przodu, ale nie zakłóca to wrażenia ogólnej harmonii. Brawo za lśniące guziczki w charakterze detali mostkowo-ramiączkowych, kokardki nie prezentowałyby się tak dobrze. Zapięcie jest dobrej jakości. Całość bardzo starannie uszyta, równe lamówki - firma Ewy Michalak stoi pod tym względem wyżej od niejednego producenta, również tych, których już po wiele razy doceniałam na tutejszych łamach.

 

Dopasowanie

Mam wątpliwości, na jakich kryteriach powinnam oprzeć swoją ocenę. Moje własne wyczucie zadziałało - zdecydowałam się na 80G, rozmiar taki sam, jaki dobieram ostatnio często w markach brytyjskich, zwłaszcza w modelach o ciaśniejszych obwodach. Biustonosze Ewy Michalak są znane jako mocno dopasowane, nie wymagające sztucznego zaniżania rozmiaru obwodu pod biustem (o tzw. realnym obwodzie). Gdybym jednak kierowała się instrukcją doboru rozmiaru na stronie firmowej (duży plus za to, że jest bardzo dokładnie opracowana), powinnam raczej wybrać obwód 85. Może nie wykonałam pomiarów dostatecznie dokładnie?

Tak czy owak, rozmiar okazał się trafiony - obwód nie jest zbyt ciasny, lecz mocno podtrzymujący, miseczki w normie - lekkie odstawanie krawędzi, zwłaszcza na mniejszej piersi, jest do zaakceptowania. Być może to mój zwyczaj tylko lekkiego zaniżania obwodu sprawił, że u Ewy Michalak mój rozmiar właściwie równa się brytyjskiemu, choć żeby wyciągnąć tak ogólny wniosek, powinnam poprzymierzać jeszcze inne modele biustonoszy Ewy.

 

Kształt

Chaber jest jednym z najlepiej modelujących biustonoszy, jakie zdarzyło mi się nosić. Unosi biust tak skutecznie, że z początku obawiałam się pewnej sztuczności w wyglądzie, ale efekt „biustu na tacy” nie jest przesadny. Wyjątkowo dobrze zbiera piersi z boków - cecha, którą bardzo cenię. Zaokrąglona forma piersi kojarzy się z biustonoszami marki Masquerade, jednak zebranie jest lepsze niż w przeciętnej „maskaradce”.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Tył z dwóch warstw siatki, zapinany na trzy haftki, więc stosunkowo szeroki, trzyma się doskonale, dobrze pracuje i nie jest nadmiernie rozciągliwy. Zdecydowanie preferuję tyły z dobrej jakości siatki lub mocnej dzianiny, które trzymają się nie tylko na gumkach, i taki właśnie jest tył Chabra.

Miseczki są nisko zabudowane, ale nie wypuszczają biustu na wolność, nawet przy dynamicznych ruchach, a przy chodzeniu „falowanie” jest minimalne. Nie ma też śladu podchodzenia zbyt wysoko pod pachę czy przesadnego zabudowania w jakimkolwiek miejscu - konstrukcja idealna.

 

Wygoda

Dopadł mnie tu problem z pogranicza wygody i dopasowania. Ramiączka, które tak chwaliłam za urodę, okazały się niedostosowane do mojej budowy - za krótkie. Najszersze miejsce, które powinno wypadać na szczycie ramienia, u mnie znajduje się nieco poniżej, z przodu. Tylna część ramiączka jest bardzo mało elastyczna i po wyregulowaniu na maksymalną długość nadal była za krótka, co powodowało nieznośne wpijanie się ramiączka w ramię. Nie mogłam nosić Chabra w takiej wersji, poprosiłam więc producenta o wydłużenie tylnej części ramiączek.

Po spełnieniu mojej prośby problem się zasadniczo rozwiązał, ramiączka jednak nadal powodują lekki ucisk z powodu swojej małej elastyczności. Wolę bardziej elastyczne, Chaber nie zostałby więc moim Wygodniczkiem. Budowa ozdobnej części jest jednak godna pochwały - ramiączko jest podszyte gąbką, nie zwija się i osoby preferujące krótsze ramiączka powinny czuć się z nimi komfortowo.

 

Cena

Pod względem relacji wyglądu i jakości do ceny Chaber wypada rewelacyjnie na tle biustonoszy nie tylko polskich, ale i zagranicznych marek D+. Przede wszystkim trudno o lepszą konstrukcję, a design jest czymś jedynym w swoim rodzaju wśród powszechnie dostępnych D-plusów. Jakość tyłu i krój przodu wyznaczają standard, który powinien obowiązywać na tym rynku, że już nie wspomnę o zakresie rozmiarów, tymczasem wcale nie tak łatwo spotkać spełniające go biustonosze. Bardzo rzadko tak wysoko punktuję ceny, ale uważam, że Chaber zasługuje na maksa.

 

Do kompletu - figi


Dyscyplina dodatkowa - majtki są również bardzo udane. Te z Was, które nie przekonały się jeszcze do wysokich dołów w stylu retro, być może nawrócą się właśnie dzięki chaberkowym desusom, które doskonale pasują stylistycznie do stanika. Przód koryguje brzuszek (u mnie jest co korygować, zapewniam), ale całość jest komfortowa i mimo lekko modelującego działania nigdzie się nie wpija ani nie zwija. Tylny panel jest podszyty bawełną, dzięki czemu jest również ciepło ;) Majtki, podobnie jak stanik, sprawiają wrażenie dobrze uszytych, z dobrych gatunkowo materiałów, zwłaszcza przypadła mi do gustu ta chabrowa siateczka, taka sama jak w staniku.

Zobaczymy, jak będzie z trwałością - na razie uprałam cały komplet tylko raz i to ręcznie, z obawy, żeby tego cacka nie zniszczyć, zanim się nim nacieszę. Z czasem jednak na pewno zrobię się odważniejsza :)

 

Podsumowanie

Na miejscu planujących sprawienie sobie czegoś ekstra na Gwiazdkę, poważnie rozważyłabym, czy od maków nie lepsze będą chabry ;) To nie jest produkt, któremu wybacza się wady, tylko cacko, które zakłada się z radością i które szkoda zdjąć, albowiem wygląda się w nim nad wyraz atrakcyjnie - w ubraniu i bez. Nie ma w tym z mojej strony ani trochę przesady.

Producenta z kolei gorąco namawiałabym na stworzenie również innych kwiatków, na podstawie chabrowego kroju i stylu. I jeśli to technicznie możliwe, również dalsze poszerzanie zakresu rozmiarów.

 

Uwaga, promocja!

Firma Ewy Michalak przygotowała specjalnie dla Was 10% zniżki na Chabra (stanik oraz majtki) przez tydzień od ukazania się niniejszej recenzji, na kod „Stanikomania”. Dacie się skusić na ten smaczny wieczorowy komplecik? ;)

Vivid Light

kasica_k

Przeglądając tutejsze zapowiedzi kolekcji D-plusowych tudzież kolejne newsy o wprowadzeniu tego czy innego modelu z kolekcji jesiennej trudno się oprzeć wrażeniu, że kręcimy się wciąż w tym samym kółku kilku najpopularniejszych marek. Zaczyna trochę wiać nudą - poszerza się co prawda oferta rozmiarowa, ale poza tym można dojść do wniosku, że wszystko już było. Ciągle te same balkonetki, podobne half-cupy, podobne materiały i wzory. Innowacje są nieliczne i ostrożnie wprowadzane, o co trudno mieć pretensję do producentów. Tych jest wciąż niewielu, więc przyzwyczajamy się do ich propozycji i kolejne kolekcje nawet dla stanikomaniaczek nie są już tak intrygujące, jak bywało. Potrzebny nam jakiś, hm, powiew świeżości! Dlatego postanowiłam regularnie, w miarę możliwości, sięgać do nowych czy też nieznanych w Polsce marek, takich jak DimitySO, którą Wam przedstawiłam przed dwoma miesiącami. Na początek zapoznałam się z jej satynowo-kwiecistym przedstawicielem:


DimitySO - Vivid Light, rozmiar: 36G [Rozmiary miseczek: D-G, obwody: 30-38, cena: £32]


Estetyka

Wzorzysta satyna i fiolet zaliczają się do tego, co kasice lubią najbardziej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy się okazało, że Vivid Light estetycznie i jakościowo staje na wysokości zadania. Kolory w części kwiecistej są, jak nazwa wskazuje, świetliste i żywe dzięki subtelnemu połyskowi, a chłodny fiolet - należycie fioletowy, choć zdjęcia w świetle dziennym wydobywają z niego niebieskie nuty. Budzący dalekowschodnie skojarzenia nadruk ma precyzyjne kontury.

Dużym atutem są pokryte gładką satyną ramiączka - nie przesadzono z szerokością (16 mm), a taśmy znajdujące się wewnątrz satynowego „pokrowca” nie zamieniają się na ramionach w mało estetyczne sznurki. Satyna jest gęsta i sprawia wrażenie mocnej, a całość została uszyta bardzo starannie, bez jakichkolwiek niedoróbek. Vivid Light to produkt solidny i elegancki -widać, że producent naprawdę się przyłożył.

Zaskoczyło mnie pewne designerskie dziwactwo, przez które o mało nie zaczęłam pakować Vivida na wymianę. Otóż jeden z zaczepów ramiączek z tyłu jest, zamiast fioletowego, biały. Uważnie obejrzałam zdjęcie sklepowe - i tam też znalazłam białą tasiemkę! Był to zatem zabieg celowy, nie jestem jednak pewna, czy się udał, biorąc pod uwagę moją pierwszą reakcję („Uuu, taki błąd w staniku za 30 funtów?”)... Potem jednak przypomniałam sobie nazwę innego modelu tej samej marki - Ribbon Thief (na zalinkowanej fotce to ten po prawej), czyli złodziej wstążeczek. Czyżby to ten sam złodziej grasował w fabryce i przywłaszczył sobie połowę fioletowych tasiemek? :-) Dziwactwa mają swój urok, ale chyba bardziej mi się podobała asymetria w wydaniu właśnie Ribbon Thief - ozdoba umieszczona w taki sposób, że nikt nie ma wątpliwości, że to przemyślany detal.

Cieszyłam się na detal konstrukcji mostka - końcówki fiszbin nie są połączone u samej góry, co tworzy prześwit. Szczegół ten jednak ginie po założeniu stanika - końce fiszbin między piersiami się po prostu stykają. Ładnie za to prezentuje się dolna część mostka z krzyżującymi się szwami (od wewnątrz mamy krzyżujące się taśmy). Dzięki temu u dołu tworzy się wycięcie w szpic i dół biustonosza przypomina odwrócone serce.


Dopasowanie

Vivid trochę zaskoczył mnie ciasnym obwodem. Uważam to jednak za zaletę - w końcu powinno się dążyć do realnych rozmiarów, nie wymagających przesadnego zaniżania. W tym modelu na pewno nie powinnam próbować rozmiaru 34 - zdecydowanie należy do „ściśliwców”.

Miseczki pasują idealnie i moim zdaniem mieszczą się w brytyjskiej normie.


Kształt

„No, tu jest gorzej”, że zacytuję Shreka. Tragedii nie ma, ale do zachwytu daleko. Modelowanie biustu w Vividzie jest, powiedzmy, dyskretne. Uniesienie biustu spełnia minimalne wymagania, to jest, pierś nie zwisa, ale też i linia dolnego profilu od podstawy słabo wznosi się ku górze - trochę podobnie, jak w recenzowanym ostatnio modelu Comeximu (Jade vel Kiwi Sorbet :-) Pod ubraniem biust sprawia trochę przyciężkie wrażenie - powodem, w większym stopniu niż nieznaczne uniesienie, jest słabe zebranie z boków. Piersi nie rozchodzą się, ale też i nie są dobrze zebrane. Przybierają kształt łagodnie półkulisty, bez żadnych akcentów.


Konstrukcja i podtrzymanie

Obawiałam się tego kroju miseczek - częściowo słusznie, bo nie radzą sobie zbyt dobrze z modelowaniem biustu. Od spodu znajduje się zrobiony z mocnej siatki element typu side-support, jednak nie czyni on cudów. Boki tuż za miseczkami niestety uwierają w pachy. Plusem jest niskie zabudowanie samych miseczek - mostek jest wprawdzie dość wysoki, ale górna część piersi pozostaje odkryta.

Mały mankament estetyczny: szew łączący górną część miseczki z dolną biegnie poziomo w tej części, gdzie jest doszyte ramiączko. Gdy ramiączko ciągnie miseczkę w górę, szew traci linię, co nie wygląda zbyt dobrze - efekt ten widać na sklepowej fotce.

Gdyby nie krój miseczek, postawiłabym wysoką ocenę ze względu na obwód - szeroki, podtrzymujący (satyna podszyta jest od spodu mocną siatką), z bocznymi usztywnieniami. Biust trzyma się w Vividzie przyzwoicie.


Wygoda

Z początku było mi w Vividzie zbyt ciasno, ale z czasem odrobinę się naciągnął. Niestety drapią zakończenia tunelików fiszbin pod pachami i za to odejmuję punkty. Druty na szczęście są krótsze od tunelików, w przeciwnym razie zapewne uwierałyby bardziej. „Języczek” pod zapięciem jest zbyt krótki, mimo to haftki nie gniotą.

Plus za ramiączka - są co prawda zrobione z dwóch części, ale są one ze sobą gładko zszyte bez pośrednictwa tych nieszczęsnych kółek, które tak często uwierają mnie w ramiona. Takie rozwiązanie mogłoby być stosowane zawsze.


Cena

Trudna ocena. Z jednej strony Vivid ma sporo wad, z drugiej - jest naprawdę wielkiej urody biustonoszem, z dobrych materiałów i starannie wykonanym - widać, że nikt na jakości nie oszczędzał. A po przeliczeniu waluty kosztuje około 150 zł, co w porównaniu z cenami podobnej jakości staników w Polsce wypada moim zdaniem korzystnie. Dlatego postanowiłam cenę pochwalić.

 


Podsumowanie

Jak widzicie, mimo zastrzeżeń, które mam do konstrukcji Vivid Lighta, nie zwróciłam go. Jestem zachwycona jego wyglądem - efektownym, choć nie efekciarskim. To naprawdę elegancki kawałek bielizny :-) Zaspokoił moją potrzebę odmiany, po tylu podobnie skrojonych i zaprojektowanych modelach, a także tęsknotę za efektownymi nadrukami na satynie. Nie wykluczam też, że w mniejszych rozmiarach (mój - 36G - jest jednym z największych dostępnych) jego krój sprawdza się lepiej niż w moim. Na pewno będę jeszcze próbowała testować markę DimitySO.

Piękna grzesznica i jej przyjaciółki

kasica_k

Minęły Walentynki, a bielizna proponowana z tej okazji przez nasze ulubione e-sklepy jakoś nie zwróciła mojej uwagi. W gruncie rzeczy w przeróżnych Valentines-shopach nie pojawiło się nic nowego. Jak zwykle mieliśmy do czynienia z zalewem koronek i czerwieni - zdecydowana większość wybrana ze znanej już wcześniej oferty. Połowa lutego to raczej czas wprowadzania kolekcji wiosennych, pełnych z reguły niewinnych i mało wieczorowych pasteli... Tymi ostatnimi pewnie wkrótce się zajmiemy, a tymczasem pozostańmy jeszcze chwilę w nastroju minionego karnawału.

Oto Beautiful Sin - komplet zaliczany przez Listki Figowe do wiosennych nowości. Na widok „pięknego grzechu” pomyślałam: czyżby to Ultimo postawiło na eleganckie koronki w swojej linni plunge'ów D-G? Prawdziwa okazała się tylko druga połowa tego przypuszczenia - niestety, ten usztywniany plunge marki Fayreform (której poświęciłam kiedyś osobną notkę) sięga tylko do rozmiaru miseczki G. Stanowi on za to prawdziwe zaskoczenie dla biuściastych fanek tej firmy - to chyba pierwszy push-up Fayreforma produkowany w tym zakresie rozmiarów.

Listki zaliczyły go do jednej z reklamowanych przez siebie wiosennych tendencji: Lśnienie. I prawidłowo - „piękny grzeszek” błyszczy gładką satyną miseczek, stanowiącą tło dla czarnej koronki (jeden z moich ulubionych efektów, znany też np. z Panache Chantilly). Koronki bardzo finezyjnej - mamy dużo przejrzystości, kwiatowe wzory, ozdobną linię brzegu. Całość niezwykle złożona i dopracowana - czegóż innego spodziewać się po Fayreformie? Oczekiwałabym także doskonałej jakości materiałów i świetnego kroju, co szczególnie ważne w przypadku push-upa. Niewłaściwie skrojony usztywniany biustonosz jest bowiem w stanie przekształcić biust w jego karykaturę, natomiast taki o doskonałym kroju - może dać spektakularny efekt uniesienia piersi i zebrania ich ku dekoltowi. Biuściasty push-up, nazywany też „deep plunge”, ma z reguły usztywnione gąbką miseczki (pozbawione jednak wypychających je wkładek, spotykanych w mniejszych rozmiarach) i znacznie obniżony mostek, czyli miejsce, gdzie miseczki łączą się ze sobą pośrodku, co umożliwia włożenie głęboko wyciętej kreacji. Mostek w Beautiful Sin nie jest jednak szczególnie niski - wygląda na porównywalny z przeciętnymi modelami plunge innych marek.

Kto odważy się popełnić „grzeszek”? Cena należy niestety do wysokich - prawie 60 funtów (!) to poziom dawnego Rigby&Pellera. Beautiful Sin należy zresztą, wraz z równie luksusowo się prezentującym modelem Opulent, do tak zwanej Platinum Collection, czyli wyższopółkowej kolekcji Fayreforma.

A co słychać wśród innych push-upów? Klasyczne Panache Inferno w pięknym zimowym granacie dostępne nadal w Bratopie za niższą cenę. „Dżinsowa” Freya Patty nadal korzystnie przeceniona. A nowości? Wspomniane wyżej Ultimo oferuje kilka modeli: czarną Geishę z ciekawym bladoróżowym haftem (dotąd rzadkość w tego typu stanikach, z reguły pozbawionych zdobień) przypominającym liście miłorzebu czy też wachlarze (ciekawostka: Listki piszą, że ma trzyhaftkowe zapięcie), również czarnego, lśniącego Leoparda z lamówką w lamparcie cętki (także w wersji koralowej, ale czemu tylko do D??) oraz, dla odmiany, różowy, błyszczący Satin Diamante. Ceny znacznie przystępniejsze, ale czy jakość warta grzechu? Bez wahania mogę natomiast polecić Superboost Satin Gossarda w nowym srebrzystym kolorze twilight, zwłaszcza tym z nas, które zmieszczą się w nieco mniejsze miseczki. Szkoda, że oferta push-upów na większe rozmiary miseczek jest wciąż tak ograniczona - przede wszystkim do zakresu D-G, a i w tym zakresie daleko jej do obfitości. Widać jednak tendencje wzrostowe. Grzeszmy więc, kto może :)

© Stanikomania!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci