Menu

Stanikomania!

Dla obdarzonych sporym biustem: co, gdzie, za ile? Bielizna gustowna, kusząca i doskonale dopasowana. Odkryj swój Prawdziwy Rozmiar i ciesz się nim!

Wpisy otagowane : polusztywniany

Shirley, stanik jesienny

kasica_k

Sezon jesienny zbliża się nieubłaganie. Lubię tę zabawę w sezony i cieszę się, gdy nasze firmy bieliźniane biorą w niej udział :-) Kolekcja jesienna Avy wyraźnie różni się od letniej większą ilością ciemnych i nasyconych kolorów, w tym takich przyjemnie jesiennych akcentów, jak pomarańcz kojarzący się z pożółkłymi liśćmi, czy fiolet dojrzałej śliwki. Dzisiejsza bohaterka Shirley prezentuje mieszankę różu i pomarańczu na czarnym tle. 

Ava - Shirley (AV1454), rozmiar: 80H [Rozmiary: 65 E-J, 70 D-J, 75 C-I, 80 B-H, 85 B-G, 90 B-F, 95 B-E, 100 B-D; cena regularna: 88,55 zł; biustonosz został mi dostarczony przez producenta]

[czytaj dalej]

 

Lupoline pod lupą, czyli spotkanie po latach

kasica_k

Wiele razy tutaj zbierało mi się na wspomnienia z czasów moich, nazwijmy to, bra-początków. Polska firma Lupoline działa na naszym rynku ponoć już od 1992 roku...

Lupoline, model 1404, rozmiar: 85F, kolor: czarny [Rozmiary: 85-95 C-D, 75-95 E-F, 75-90 G, 75-85H, 75-80I, cena: 84,99 63,74 zł. Biustonosz został mi dostarczony przez producenta].

[czytaj dalej]

 

Z cyklu "Zielono mi": Las Samanty

kasica_k

 Ciekawie się składa - pierwsza recenzja Samanty na Stanikomanii należała do modelu Semi również w zielonych barwach :-) Był to krój A922, podobnie jak testowana później Odetta. Tym razem jednak nie zdecydowałam się na kolejnego A922, mimo że w tym wzorze również prezentuje się atrakcyjnie. Zadecydowała stanikomaniacka żądza eksperymentu, a do tego miłe zaskoczenie układaniem się modelu półusztywnianego, który w porównaniu z miękkim daje mocniejsze uniesienie biustu. Miękkusa również przymierzyłam i wizualnie wypada nie gorzej od Semi, dłuższym testom natomiast poddałam już tylko A225.

Samanta - Forest, krój A225, rozmiar: 80H, kolor: szmaragdowy [Rozmiary: 65 D-K, 70 C-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G), cena: 169 zł w sklepie firmowym Samanty, biustonosz został mi dostarczony do recenzji przez producenta]

[czytaj dalej]

 

Papużki w Daliach

kasica_k

Polskie firmy bieliźniarskie przez lata nie rozpieszczały nas estetycznie, w tym - kolorystycznie. Jeśli już któraś podejmowała niebotyczne ryzyko wyprodukowania czegoś na literę dalszą niż D, poprzestawała na beżowo-biało-czarnym kanonie, a o turkusach, chabrach czy szkarłatach mogłyśmy tylko pomarzyć (albo pójść po nie do sklepów brytyjskich). Niektóre marki co prawda zaczęły w końcu oferować barwne D-plusy, ale zarówno zakres rozmiarów, jak i jakość kroju i materiałów pozostawiała wiele do życzenia.

W końcu jednak coś drgnęło w polskich D-plusach. Jedną z prekursorek owego ruchu jest firma Dalia, która po opracowaniu cenionego przez wiele biuściastych kroju o kryptonimie K-24 i pokazaniu nam go - najpierw ostrożnie, w kolorach podstawowych - poszła w istną barwną dżunglę. Już przy okazji recenzji Czarnego Kaszmiru obiecywałam Wam słówko o jego papuzich koleżankach i niniejszym dotrzymuję słowa.

Warto jeszcze przedtem zauważyć, że klasycznie ubarwione „półsztywniaki” Dalii zostały opracowane dość starannie, również pod względem estetycznym. Nie ma więc mowy o samospełniającej się przepowiedni, którą tak dobrze znamy: firma po wiekach ociągania opracowuje wreszcie jakiegoś D-plusa, lecz nieprzetestowana konstrukcja i smętny design przesądzają o jego losie: model się nie sprzedaje, a firma kończy eksperyment radosnym „aniemówiliśmy, że nic z tego nie będzie”. Kaszmir czy Olimpia to nie żadne namioty, lecz biustonosze ładne, porządnie wykończone, atrakcyjnie eksponujące biust. Podobnie zachowują się ich kolorowe siostry.


Blaski i cienie K-24

Nie będzie to klasyczna recenzja, bo papużki są na tyle podobne do czarnego kuzyna, że musiałabym się powtarzać. Valeria, Claudia, Emily i Alize w rozmiarze 75I tak samo skutecznie kształtują biust w ładne kulki, stabilnie go podtrzymują i podnoszą, w czym pomaga szeroki pas obwodowy z porządnej dzianiny.

Niestety, mają także identyczne mankamenty. Jak już wspomniałam przy Kaszmirze, fiszbiny są wąskie, a miseczki idą dość wysoko w kierunku pachy. Gdyby moje piersi były choć odrobinę większe, musiałabym powiększyć rozmiar miseczki i narazić się prawdopodobnie na uwieranie w tej okolicy. Dlatego K-24 wydaje mi się krojem dla średniej strefy dużych biustów, i raczej dla miłośniczek wąskich fiszbin. W mojej strefie rozmiarów sprawdza się dobrze - nosiłam wszystkie cztery dziewczyny i nie mam powodów do narzekań, bo szczęśliwie z fiszbinami załapałam się „na styk”.

Skoro już wiemy sporo o wadach i zaletach kroju, możemy spokojnie skupić się na estetyce.


Szmaragdowa Valeria

Ten ptaszek trafił do mnie najwcześniej. Pierwsze wrażenie w przymierzalni: wielkie WOW! Polski biustonosz w pięknym odcieniu szmaragdu, do tego jeszcze z haftem i srebrną nicią - istny szał dla takiej sroki, jak ja - nie sądziłam, że się czegoś takiego doczekam. I chyba to pierwsze wrażenie przesądziło o tym, że Valeria stała się moją ulubioną Dalią.


Po początkowym zachwycie przyszło otrzeźwienie - efektowna, wręcz efekciarska Valeria mogłaby być bardziej dopracowana w szczegółach. Odcień dzianiny boków nieco różni się od koloru przodu stanika. Hafty mogłyby być subtelniejsze i miększe - co prawda w pierś nic nie drapie, ale z zewnątrz biustonosz jest dość plastikowy w dotyku. Można było też zadbać o lepsze kokardki - ech, dodatki nie są mocną stroną większości polskich firm. Z rezerwą odnoszę się też do zdobionych ramiączek - z jednej strony dobrze, że ktoś zadbał o ich koordynację z całością, z drugiej - tak kontrastowe hafty zarówno na miseczkach, jak i ramiączkach to już chyba „dwa grzyby w barszcz”.

Chętnie powitałabym bardziej stonowaną wersję Valerii - z zachowaniem kolorów (blady róż i jasny turkusik całkiem dobrze „idą” z zielenią), lecz spokojniejszym wzorem i subtelniejszymi detalami. Hmm, a jakby tak odpruć wszystkie kokardki i koronkę z ramiączek?


Różowa Claudia


To kolejna strojnisia, tej jednak można, myślę, wybaczyć szaleństwo obfitości ze względu na stonowane, klasyczne barwy: dwa odcienie różu i kakaowy brąz. Wizualnie haft przedstawia się - moim skromnym zdaniem - przepięknie, zwłaszcza w górnej połowie miseczek, bo na dole panuje nieco nieskoordynowany bałagan. Nie wiem, czemu mam taki sentyment do tych małych kółeczek-rozetek, sądzę, że zaraziła mnie nimi marka Fauve. Claudii nie odmawiałabym już ani kokardek, ani zdobień na ramiączkach.


Skoro już wspominałam o Fauve - uroda haftu, zwłaszcza widzianego z daleka, rzeczywiście przynosi skojarzenie z tą marką, z bliska niestety nie jest już tak różowo. W tym modelu chyba najbardziej prosi się o to, by haft nie był w całości wykonany na siatce, lecz aby dolną część miseczek obszyć haftowaną dzianiną, najlepiej o satynowym połysku. Siatka naciągnięta na gąbkę szeleści w dotyku i sprawia sztuczne wrażenie.


Chabrowa Emily

I znowu, rzut oka z daleka - czy to jakaś balkonetka Fauve, jednej z moich ulubionych marek angielskich? Przysięgłabym, że moja stara Amelia miała identyczne hafty. No, powiedzmy, podobne (i nie oszukujmy się, trochę jakby staranniejsze). Kolor to również jeden z moich wymarzonych - nigdy bym nie przypuszczała, że polskie marki zaczną kiedyś spełniać moje marzenie o niebieskim biustonoszu.

I znowu mam ochotę na interwencję w duchu „mniej znaczy lepiej”. To znaczy, odprułabym ozdoby z ramiączek oraz kokardki, zwłaszcza że jedną przycięto krzywo - jakiś fundamentalny problem ze wstążkami mają polscy producenci. Może rację ma nasza firma Avocado, rezygnując z nich prawie całkowicie, skoro częściej szpecą polską bieliznę niż zdobią? Jeśli już kokardki, to zastanowiłabym się nad niebieskimi, a przez skojarzenie z Fauve - poszłabym w wąziutkie wstążki zakończone koralikami.

Kolejny drobiazg - odcień boków oraz ramiączek różni się od koloru miseczek. Niby dość częsty problem, ale skoro już stawiamy na kolory - warto dążyć do perfekcji, zwłaszcza jeśli... cena nie jest wcale taka niska.

 

Atramentowa Alize

Podobno nie spotkacie tych haftów w modelu K-24 nigdzie poza sklepem Li Parie. Rzeczywiście, w katalogu nie ma jej w tej wersji, podobnie zresztą jak Claudii. A hafty są super.

To najbardziej stonowana ze wszystkich opisanych tu papużek i dzielnie walczy u mnie z Valerią o palmę estetycznego pierwszeństwa. Hafty są duże, starannie rozmieszczone i nie sprawiają wrażenia chaosu. I w tym modelu nie mam już ochoty na korekty. Nawet ozdoby ramiączkowe bym Alizie zostawiła, pozostawiłabym też kokardki, ale tu też kusi wymiana na bardziej „lukśne”. Ach, czemuż to nasi projektanci tak rzadko rozumieją, że detal czyni stanik?

 

Aspiracje, ceny i atuty

Daliowe K-24-ki to wydatek od 130 do 159 zł, czyli kosztują niemało. Przykładowe porównanie: biustonosze brytyjskiej marki Masquerade, o dość podobnym zakresie rozmiarowym, są droższe od opisywanych średnio o około 20 zł i wg mnie wygrywają z Daliami jakością materiałów, m.in. brakiem tego nieszczęsnego rozwiązania pt. szeleszcząca siatka na gąbce. Ale wolałabym, przyznam, żeby Dalia zamiast obniżać ceny (jako realistka na razie na to nie liczę), dopracowała materiały i szczegóły designu. Naprawdę szkoda byłoby zmarnować ten potencjał na biustonosze „kolorowe, ale Freye też są kolorowe, za to mają ładniejsze kokardki i nie szeleszczą w dotyku”.

Czym pozytywnym wyróżniają się Daliowe papużki na tle kolorowego bogactwa innych marek? Za atut może posłużyć właśnie krój - nie każdy biust przepadający za usztywnianymi miseczkami (a są takie) „dogada” się z half-cupami Masquerade czy bezszwowymi biustonoszami marek Freya czy Panache. Daliowe semi-softy dają swoiste wrażenie bezpieczeństwa - usztywnienie, zabudowanie, szeroki tył (doskonale leży na plecach). To może być coś dla dojrzałych miłośniczek odrobiny kolorowego szaleństwa.

Ciekawa jestem, co Wy myślicie o nowych Daliach, a także o moich sugestiach designerskich dotyczących obcinania kokardek ;-) Czy dla Was detale też są tak istotne?

 

Uwaga, promocja!

Wszystkie cztery papużki miałam (i nadal mam) przyjemność testować dzięki uprzejmości warszawskiej firmy Li Parie, w której salonie w warszawskich Złotych Tarasach kilka razy z przyjemnością gościłam. Dużą zaletą firmy jest szeroki wybór różnych marek i modeli oraz - co bardzo wg mnie ważne i godne pochwały - gotowość do przeciągania na biuściastą stronę polskich firm bieliźniarskich. To właśnie tam uczestniczyłam w spotkaniu z konstruktorkami firmy Ewy Bien, wcześniej odbywały się rozmowy o poszerzaniu oferty z firmą Samanta, regularnie w sprzedaży znajduje się nasza marka Kris Line.

Stanikomaniaczkom Li Parie z okazji niniejszego spotkania z Daliami oferuje dwie zniżkowe opcje do wyboru: 1) 20% zniżki na Dalie, albo 2) figi do kompletu za połowę ceny! (równie kolorowe, jak biustonosze, rzecz jasna). Promocja jest ważna aż do końca wakacji (!). Należy się, jak zwykle, powołać na hasło „Stanikomania”.

© Stanikomania!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci