Wpisy z tagiem: ciuchy

piątek, 29 kwietnia 2011

Ciepło, ciepło, coraz cieplej... Niektóre stanikomaniaczki już gorączkowo przetrząsają szafy, nie chcąc, by fala letniego upału zaskoczyła je bez odpowiedniego przygotowania. Niedługo na czoło, a właściwie - ramię, wysunie się Problem Ramiączek. Miłośniczki przewiewnych topów odkrywających ramiona, plecy i dekolt, do których i ja się zaliczam, już wiedzą, o co chodzi.

Lubimy bluzki na ramiączka, ale wiele z nas woli, by na widoku pozostała tylko jedna ich para, i żeby nie były to ramiączka stanika. Biustonosze bez ramiączek, czyli straplessy, owszem, istnieją - ale... wiadomo, jak to jest: czy to ze względu na rozmiar, czy preferowany kształt, poziom zabudowania czy po prostu wymagania dotyczące modelowania bądź komfortu, nie każda z nas może i nie każda z nas lubi je nosić. Będę szczera: nie przepadam za straplessami latem, bo jest mi w nich gorąco (te szerokie obwody i usztywniane miseczki...), w dodatku bez ramiączek nie zbierają biustu tak, jak lubię.

 

Wzlot i upadek cami topów...

Zdjęcie po prawej to już historia. Dawno, dawno temu brytyjska sieć sklepów z bielizną Bravissimo stworzyła własną markę odzieżową, a w niej - strappy tops, czyli topy na ramiaczkach z wbudowanym w środek stanikiem, w rozmiarówce biustonoszowej. Sama kiedyś kupiłam i zrecenzowałam jeden z nich. Top na ramiączkach, zwany też cami topem, gdzie „cami” jest skrótem od „camisole” (koszulka), po wbudowaniu weń stanika, staje się wynalazkiem genialnym - daje nam ten stopień odsłonięcia górnych partii, o jakim marzyłyśmy, bez zakłócania pełni szczęścia dodatkową parą ramiączek.

Ma tylko jedną wadę - właściwie nie jest to wada idei, lecz jej realizacji: topowe ramiączka są zwykle cienkie i niezbyt solidne, co sprawia, że cięższe biusty nie uzyskują tej kombinacji komfortu i podtrzymania, jaka jest im potrzebna. Sama oceniam pod tym względem swój stary Bravissimowy strappy top jako nie całkiem zadowalający. Liczyłam na to, że firma (ciekawostka: podobno topy dla Bravissimo produkowała firma Panache) będzie swój produkt udoskonalała i że z czasem uda się połączyć w ramiączkach bluzkową estetykę z bieliźnianą funkcjonalnością - można by choćby zastosować stanikowe gumy i obszyć je tunelikiem z tkaniny. Liczyłam też przynajmniej na kontynuację różnorodnych krojów bluzek - dekolty, marszczenia, ozdoby...

Niestety, oferta marki odzieżowej Bravissimo, niedawno przemianowanej na Pepperberry, zamiast się rozszerzać, skurczyła się po prostu haniebnie. Żegnajcie kopertowe dekolty! W obecnej kolekcji mamy tylko jeden model topu o najprostszym możliwym kroju, w podstawowych kolorach, przypominających bieliźniany zestaw obowiązkowy, z jednym dodatkiem w postaci czerwieni i świeżo dołączonym koralowym. Dwa kolory, czarny i biały, po raz pierwszy wprowadziła do swojej kolekcji firma Panache. Chętnie bym je wypróbowała, ale zniechęca mnie jedno: krój. Jest to najzwyklejsza, nudna koszulka, z prostą, poziomą linią dekoltu, bez żadnego akcentu... a moja figura poziomych dekoltów nie lubi.

 

Z plaży do miast?

Skąd to cofnięcie się w rozwoju? Nie mam pojęcia. Dużo większe, niż w odzieży, urozmaicenie w dziedzinie topów nie wymagających stanika pod spodem znajdziemy wśród... kostiumów kąpielowych. Wiele tankini topów marek specjalizujących się w kostiumach D+ ma wbudowane staniki z zapięciem. Gdyby nie typowo plażowe materiały i wzory, można by niektóre z nich, zwłaszcza te na zwykłych ramiączkach, niezbyt wydekoltowane, z powodzeniem zaadaptować do miejskiego noszenia, chociażby na weekend. A może by mimo wszystko spróbować?

Na samym początku wzrok mój przyciągnął pasiak marki Panache, czyli Lucille. Dekolt co prawda ma w nielubianym przeze mnie kształcie, ale nadrabia pasiastością, zwłaszcza skośnym układem wzoru. Obawiam się tylko - i dotyczy to wszystkich tankini - czy uda mi się dobrać rozmiar, który będzie jednocześnie dawał biustowi odpowiednie podtrzymanie i nie obciskał nadmiernie reszty ciała? Bo o ile kostium przylegający jak druga skóra mogę uznać za normę, to w bluzkach zdecydowanie wolę więcej swobody. Pamiętam, jak w zeszłym roku zrezygnowałam z tankini Pebbles tej samej marki - w rozmiarze komfortowym dla brzucha biust nie czuł się bezpiecznie. Jeśli dobierając tankini zawyżymy obwód pod biustem, skutek dla podtrzymania może być fatalny, a jeśli go nie zawyżymy - możemy poczuć się jak w obcisłej bieliźnie korygującej. Rzecz jasna, stanikomaniaczki o idealnej figurze nie mają się czym martwić...

Przeglądając dostępne w e-sklepach D-plusowe tankini znalazłam jednak zaskakująco mało krojów potencjalnie miejskich. Czym się kierowałam? Chodziło mi o to, by top jak najbardziej przypominał bluzkę, czyli nie miał widocznych elementów konstrukcji stanika, jak fiszbiny. Do tego wykluczyłam kroje typu halterneck, jako niezbyt bezpieczne oraz zbyt plażowe. Po takiej eliminacji pozostała np. Brasilia marki Fantasie czy Różowy hibiskus marki Free.

 

Kiedy Polska?

Właściwie dlaczego musimy w kwestii bra-topów polegać na Brytyjczykach? Miałyśmy nawet pionierski produkt - firma Avocado produkowała niegdyś koszulki z wbudowanym stanikiem. Czemu z nich zrezygnowała? Dlaczego żaden z polskich producentów bielizny D+, jak Ewa Michalak, Comexim, Kris Line - nie podjął wyzwania?

Drodzy producenci, czemu nie chcecie nas uwolnić od nadmiaru ramiączek? 

Jak myślicie, czemu topy z wbudowanymi stanikami są tak rzadkim zjawiskiem na rynku? A może w ogóle nie czujecie potrzeby posiadania takiego produktu w swojej szafie? A może znacie inne firmy, które je produkują? Czy moje dziwaczne plany, by nosić tankini top zamiast bluzki, nie wydają Wam się aktem rozpaczy, żałosną prowizorką, skazaną na niepowodzenie? :) Bo mnie owszem. Ale co robić? 

czwartek, 02 lipca 2009

Zgodnie z zapowiedzią przedstawiam Wam gwiazdę kobiecej, a nawet bardzo kobiecej przedsiębiorczości. Tym razem jednak nie chodzi o bieliznę, lecz o doskonale skrojone ubrania, dostosowane do rozmaitości kobiecych sylwetek. Rozmawiamy z twórczynią pierwszej i jedynej w Polsce marki odzieży szytej w rozmiarach uwzględniających także wielkość naszych piersi. Oto Kinga, czyli BiuBiu :)

Co jest według Ciebie najtrudniejsze w projektowaniu odzieży dla pań o zróżnicowanych kształtach?

Projektowanie to czysta przyjemność, daje ogromną satysfakcję i spełnienie. Wyzwaniem jest konstrukcja – wcale nie jest łatwo wymodelować dobrze dopasowaną odzież dla pań o bardzo kobiecej figurze.

W czym wyglądamy najlepiej? Jakie fasony polecasz paniom o większych biustach, a jakie – odradzasz?

Każda kobieta jest inna i niepowtarzalna. Wielkość biustu to tylko jedna z wielu cech -  mamy bardzo zróżnicowane sylwetki.

Podstawą jest dobrze dobrana bielizna. Prawidłowo dopasowany biustonosz podniesie piersi, wysunie je do przodu. Sama zmiana bielizny potrafi zdziałać cuda. A piersi to jeden z naszych najpiękniejszych atutów, dlatego warto o nie dbać i odpowiednio eksponować. Fantastyczny dekolt potrafi odciągnąć uwagę od mniej lubianych części ciała – fałdek czy zbyt szerokich bioder.

Wydaje się, że fasony odcięte pod biustem, które podkreślają najwęższą część tułowia, dając złudzenie, że talia leży wyżej niż w rzeczywistości, powinny być idealne dla „biuściastych”. Szeroki, rozłożysty dekolt również pomaga wyrównać proporcje biustu i reszty ciała. Głęboki dekolt V, fasony kopertowe - dzielą klatkę piersiową i wydłużają linię szyi. Zdecydowanie zaś odradzam chowanie się pod obszernymi, bezkształtnymi swetrami i bluzami.

Skąd pomysł na BiuBiu? Czy zajmowałaś się wcześniej szyciem bądź projektowaniem ciuszków? Co cię inspiruje?


Jestem samoukiem, zaczęłam w wieku kilku lat - od szycia ubranek dla lalek. Później zaczęłam praktykować na mojej rodzinie. Rodzice widząc, że mam zacięcie artystyczne i lubię robótki ręczne, kupili mi maszynę do szycia. Szyłam wszystko, od kreacji na swój szkolny bal do płaszcza dla mamy. Później „obszywałam” koleżanki, które przekonały się do zrzucenia spodni i założenia sukienek z dekoltami i rozkloszowanymi dołami.

Jeszcze jako dziecko odkryłam w jakimś francuskim żurnalu grafiki Edmunda Kiraza, który malował postaci seksownych, wyrafinowanych paryżanek, filuternych i zalotnych. Moją inspiracją stała się moda lat 50., podkreślająca kobiece wdzięki. Jestem retro :-)

Z przemysłem odzieżowym natomiast nie miałam do czynienia nigdy. Pomysł na BiuBiu wydawał się czystym szaleństwem. Nie miałam pojęcia, od czego zacząć. Co innego wymyślić dla siebie sukienkę, a co innego rozstopniować swoje konstrukcje na kilkadziesiąt rozmiarów! [O tym, jak dobrać właściwy Biu-rozmiar dla ubrań z tkanin elastycznych i nieelastycznych przeczytacie w Biu-przymierzalni!] Zwróciłam się o pomoc do konstruktorów odzieży – nie potrafili zrobić nic, co odpowiadałoby moim wymaganiom. Patrząc na tabele rozmiarów, jakie ułożyłam, kręcili głowami i mówili, że przy takich wymiarach należy korzystać z usług krawca i szyć na miarę.

W akcie desperacji postanowiłam sama nauczyć się konstrukcji. Obłożyłam się książkami i mozolnie przedzierałam przez kolejne rozdziały. Lektura podręczników dała mi odpowiedź na pytanie: dlaczego kobiety o pięknej figurze Marylin Monroe nie mogą znaleźć w sklepach nic dla siebie? Otóż podręczniki konstrukcji uczą przyszłych adeptów, że kobieta może mieć obwód biustu w okolicach 100 cm tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jest otyłą starszą panią - przytoczyłam tu prawie dosłownie cytat z podręcznika o zasadach konstrukcji odzieży damskiej!

No cóż, to tłumaczy, czemu nasze wyprawy do sklepów po przyzwoicie leżącą sukienkę czy marynarkę najczęściej  kończyły się fiaskiem… na szczęście teraz mamy BiuBiu! :-)


Czy trudno było Ci znaleźć odpowiednie tkaniny? Jakie materiały najlepiej się układają na kobiecych figurach?  

Wydaje się, że najlepiej sprawdzają się tkaniny z włókien naturalnych - jedwab, wełna, bawełna - oraz z niewielkim dodatkiem elastanu, który pomaga im dopasować się do sylwetki. Mój ulubiony materiał to wiskoza. Nazywana jest także sztucznym jedwabiem lub jedwabiem drzewnym, nie jest jednak syntetykiem, jak się mylnie sądzi. Wykonane z niej ubrania są oddychające, przyjemne w dotyku, lekkie, miękkie i ładnie się układają.

Ile różnych modeli masz w tej chwili „na stanie”? Czy planujesz rozszerzyć repertuar? Wiele z nas nie może się doczekać żakietów i bluzek koszulowych (ach, mieć nareszcie dobrze leżące ubrania do pracy!) i z pewnością bombarduje cię pytaniami o nie :)

Mam w tej chwili kilkanaście różnych modeli bluzek i sukienek. Oczywiście, planuję rozszerzyć ofertę – nie tylko o nowe wzory i kolory. Wiem, że podstawą garderoby pracującej kobiety jest ładna bluzka koszulowa i żakiet. Konstrukcje płaszczyków, żakietów i bluzek są gotowe, reszta jest kwestią czasu i pieniędzy :) Mam też pomysły na sweterki i odzież ciążową. Przy tak rozległej rozmiarówce wszystko wymaga ogromnych nakładów finansowych i czasu – ponieważ wszystko konstruuję sama.

Czy Twoją odzież będzie można kupić w stacjonarnych sklepach? A za granicą?

Moje ubrania można już kupić w sklepie „Lingeria” w Gdyni. Jestem w trakcie tworzenia własnej szwalni – gdy uda się ją uruchomić, będę mogła zaopatrywać sklepy zainteresowane współpracą – wiem, że wiele z nich chętnie sprzedawałoby BiuBiu.

Dzięki reklamie, jaką zrobiła mi Ania z Lobby Biuściastych, już teraz kupują ode mnie klientki z Niemiec, wkrótce też powstanie angielska wersja językowa sklepu internetowego.

Który z modeli podoba ci się najbardziej? Czy sama też nosisz ubrania własnej roboty?

Odkąd pamiętam, nosiłam głównie ubrania własnej roboty – w innych nigdy nie miałam szansy ładnie wyglądać. Albo nie dopinałam się w biuście, albo wisiały w talii… Ostatnio nie mam czasu na szycie dla siebie, więc najczęściej chodzę w bawełnianej galabiji.

Co najbardziej cieszy cię w twojej pracy?

Największą nagrodą są dla mnie zadowolone klientki, które dobrze się czują w moich ubraniach. Dziewczyny wracają  po kolejne ubrania, lub trafiają z polecenia koleżanek – to bardzo miłe.

Czym prywatnie pasjonuje się twórczyni BiuBiu?

Moje zainteresowania są wszechstronne i zmienne. Fascynuje mnie świat Orientu, kocham podróże, zwłaszcza do krajów arabskich. Mam też słabość do wszystkiego, co francuskie…

Dziękuję za ogromnie ciekawą rozmowę i życzę udanej realizacji wszystkich marzeń i zamierzeń. Moim zdaniem marka BiuBiu jest skazana na sukces!

A Wy, ruszając do sklepu po kolejny kolor Kocio-kocio, zalotną Kusicielkę czy szmaragdowe Mrrrau (ach!), pamiętajcie o RABACIE! Po zrobieniu zakupów i przejściu do Koszyka (Podsumowanie zakupów) - pod listą produktów znajdziecie pole KOD RABATOWY. Wpiszcie kod: STANIKOMANIA, a następnie kliknijcie Dodaj. W podsumowaniu Koszyka zostanie uwzględniony 10% rabat dla czytelniczek Stanikomanii (działa przez najbliższy tydzień).

[Dzieła E. Kiraza reprodukowane w notce pochodzą z bloga Once upon a Honeymoon.]

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...