Wpisy z tagiem: cielisty

czwartek, 25 maja 2017

 

Po czarnym śmiałym Defiancie czas na kolejny model z aktualnej oferty Samanty. Pomyślałam, że oprócz nowej konstrukcji zastosowanej w tamtym side-supportowcu warto by też na nowo wypróbować coś bardziej klasycznego, czyli stare dobre A922 :-) Ponieważ od moich ostatnich testów minęło już około 6 lat (!), najwyższy czas na powtórkę. A922 to konstrukcja miękka - oprócz niej u Samanty w swoim rozmiarze mam do wyboru głównie modele półusztywniane, które, jako żem miłośniczką mięczaków, dużo mniej mnie nęcą. Ostatnio pojawił się też model A170 Desert o tylko trochę mniejszym niż A922 zakresie rozmiarów, o miękkiej termicznie modelowanej miseczce - o tym nic jeszcze nie wiem :-) Pozostaję na razie na znanym - choć dawno nieodwiedzanym terenie.

Samanta - Spark, konstrukcja: A922 [Rozmiary w katalogu: 65 G-M, 70 F-L, 75 E-K, 80 D-J, 85 D-I, 90 D-H, 95 C-G. Cena w sklepie firmowym: 219 zł. Biustonosz został mi dostarczony przez producenta. Cała kolekcja Spark dostępna pod linkiem]

 

 

Estetyka

To Błyszczy! Jako sroka jestem wniebowzięta :-) W Sparku iskrzą dwa elementy: haft w górnej części miseczek (metaliczna nitka w czerwonawym kolorze na bordowych kwiatkach) i dzianina, którą wykończone są tyły, kanaliki fiszbin od zewnątrz oraz górna krawędź miseczek (lśniące kropki). Te błyski na dzianinie kojarzą mi się mocno z latami osiemdziesiątymi (czasy mojego dzieciństwa) - dałabym głowę, że wówczas coś z tego szyto, może legginsy, może kokardy do włosów? ;-) Dlatego odbieram ten motyw jako dość kiczowaty - ale ponieważ jako spóźniona ofiara mody zaczęłam ostatnimi czasy bardziej kochać ejtisowskie nawiązania niż jeszcze rok czy dwa lata temu, jestem na tak! :-) 

 

 

Podoba mi się kompozycja całości i jej buduarowa stylistyka. Wielki plus za wielką kokardę pomiędzy miseczkami, efektowną i z dobrej jakości wstążki. W noszeniu trochę ginie między piersiami, ale trudno mieć o to do niej pretensję. Metalowa zawieszka z logo też sprawia bardzo dobre wrażenie. 

 

 

Hafty u góry - brawo, u dołu - też brawo za urodę, ale niebrawo za przypadkowe ułożenie wzoru. Ładniej by było, gdyby listki były rozłożone symetrycznie na obu miskach. W przypadku tak dużego wzoru brak symetrii tworzy jednak dysonans. Ciekawa jestem też, czy stanik nie zyskałby na urodzie, gdyby szwy łączące poszczególne części miseczek wykonano nitką nie czarną, a dostosowaną kolorem do materiału.

Kolejne brawa za przezroczystość :-) Całe miseczki są podszyte dodatkową warstwą siateczki, ale ma ona równie spore oczka, co wierzchnia - haftowana, więc poziom przejrzystości pozostaje wciąż spory. Boczne slingi zbierające, wszyte w środku, nie przeskadzają wizualnie. 

 

 

Stanik jest bardzo starannie uszyty (żadnych odstających nitek, proste szwy, dokładne wykończenia, można patrzeć przez lupę i dalej nie ma się do czego przyczepić), a wszystkie elementy sprawiają wrażenie dobrych jakościowo. Ramiączka są solidne, zapięcie daje radę, choć trochę się wyciąga, gdy mam Sparka na sobie (co zauważyłam dopiero na zdjęciu nabiustnym z tyłu). Jestem mile zaskoczona tą jakością w porównaniu z dawnymi produktami. To już jest jakościowa czołówka. Samanto, robisz to dobrze :-)

 

Dopasowanie

Moje standardowe 80H sprawdza się - wystarczająco głębokie miseczki, na mniejszej piersi trochę wolnego miejsca, ale nie robię z tego zarzutu. Obwód natomiast należy do luźnawych, ale nie chodzi tu o rozciągliwość - bo tył z dwóch warstw dzianiny pracuje jak trzeba - a raczej o długość. Nie jest jednak na tyle za długi, bym potrzebowała wymieniać na mniejszy. Podsumowując - rozmiarowo trzyma się mniej więcej w standardzie :-) 

 

 

Ciekawostką jest przelicznik rozmiarów na metce. To już nie pierwsza polska firma, która próbuje przeliczać rozmiary miseczek na brytyjskie. Jednak w przypadku Samanty ten przelicznik jest... hmm dyskusyjny ;-) Powiedziałabym, że to 80H jest równoważne raczej sporemu 36G, nie 36FF. 

 

Kształt

Miłe zaskoczenie poziomiem podnoszenia :-) Jest ono mocniejsze niż w przypadku kroju A911. Linia biustu u dołu wspina się bardziej stromo do góry, niż w modelu Defiant. Kształt okrągło-zaakcentowany, zebranie z boków - bardzo dobre. 

 

 

Á propos ejtisów - dzisiejszych fotek w ubraniu nie sponsoruje marka Esprit i jej kolekcja Retro :-)

 

Konstrukcja i podtrzymanie

A922 jest, podobnie jak A911, wąskofiszbinowym krojem, toteż dla wygody lekko rozgięłam druty - konstrukcji to nie zaszkodziło, za to poprawiło komfort. Te z Was, które mają wąską podstawę piersi, nie będą musiały nic robić ;-)

Mamy tu, jak widzicie, dość klasyczne trzyczęściowe miseczki, są one jednak bardzo głębokie i pojemne również w górnej części, z czego będą zadowolone biusty u góry pełne oraz o wyższej podstawie. U mnie ta górna część jest nieco luźna. Na krawędzi miseczek znajduje się tunelik zawierający gumkę, jednak jest ona bardzo rozciągliwa, bardziej niż znajdująca się niżej siateczka. Wewnątrz miseczek po bokach mamy wszyte zbierające panele z siateczki, które poprawiają zebranie.

 

 

Jeśli chodzi o własności podtrzymujące - z uwagi na luźne w górnej części miseczki i niezbyt ścisły obwód Spark nie jest modelem mocno podtrzymującym, ale nie odbiega od rozsądnej normy. Dobrze, że ramiączka są mało rozciągliwe - po pierwsze, podszyte w przedniej części, po drugie, z mało elastycznej, solidnej gumy. 

 

Wygoda

Krój Sparka należy do wysuwających biust do przodu i w związku z tym spory ciężar spada w nim na ramiona. Odczuwam to obciążenie i doceniam w związku z tym miękką wyściółkę, w którą wyposażono ramiaczka od spodu.

 

 

Oczywiście wąskie fiszbiny również czułam, zanim trochę ich nie poszerzyłam. Wygodniczkiem Spark nie jest, choć daje się nosić przez cały dzień. 

Brawo za fiszbiny boczne, które ani trochę nie uwierają! W ogóle nie czuję nacisku końcówek usztywnień na ciało. A więc jednak da się!

 

Do kompletu - figi (XL)

Wreszcie przezroczyste majtki! :-) I to zarówno z przodu, jak i z tyłu. Nie żałowano nam przy tym błyszczącego haftu - wypełnia on cały przód. Tył też bardzo ciekawy, bo nie tylko przezroczysty, ale i z pionowym szwem, co ładnie podkreśla pośladki, i z bezszwowym wykończeniem. Nie zapomniano też o kokardce z zawieszką z przodu. Jeśli tylko choć trochę cierpicie na kompletozę - to moim zdaniem przepadłyście, zwłaszcza że bokserki i stringi też ciekawie się prezentują. Nie wiem nawet, czy w sumie nie wolałabym bokserek. 

 

 

Jedynym mankamentem fig jest to, że gumka w tuneliku u góry lubi się czasem przekręcić i trzeba ją poprawić. Są też oczywiście trochę za niskie jak na mój gust. Ale są tak fajne, że im to wszystko wybaczam ;-)

 

Galeria

Spark ma sporo smakowitych szczegółów, więc zdecydowanie polecam galerię zdjęć :-) 

 

  

 

Podsumowanie

To był udany come back. Mimo że kroje Samanty nie są dla mojego biustu idealne ze względu na fiszbiny - radzę sobie z tym problemem. Nie czułam też, że idę na kompromis w związku z kształtem biustu. Będę więc śmiało próbować kolejnych Samant, zwłaszcza w kroju A922, bo marka oferuje efektowne hafty, kolory i jakość na naprawdę przyzwoitym poziomie.  

 

 

Uwaga, promocja! 

Firma Samanta postanowiła zorganizować dla nas wszystkich specjalny stanikomaniacki rabat w wysokości -10% na wszystkie nieprzecenione produkty na kod STANIKOMANIA :-) Promocja obowiązuje w sklepie firmowym Samanty, od jutra przez tydzień, czyli w dniach 26.05.2017 - 02.06.2017. Zapraszam w imieniu firmy na zakupy! :-) 

Czy próbowałyście ostatnio bielizny Samanta? Jaki jest Wasz ulubiony krój? A może łapiecie się rozmiarowo także na konstrukcje inne niż A922, i co możecie o nich powiedzieć? :-)

Ciekawa jestem też, co myślicie o błyszczących elementach w bieliźnie... Bo ja nieustająco uwielbiam :-)

 

sobota, 21 stycznia 2017

 

W zasadzie nie jestem minimalistką i lubię przepych, ale... są sytuacje, gdy to właśnie niewielka liczba, za to odpowiednio dobranych środków daje maksymalną siłę rażenia :-) Tak bywa moim zdaniem zwłaszcza w przypadku bielizny w stylu uwodzicielskim, w której w gruncie rzeczy chodzi bardziej o podkreślenie urody ciała niż wyeksponowanie samej bielizny. Dlatego czasem od misternych koronek wolę proste lamówki. Z tego powodu, a także dlatego, że kocham przezroczystości, po prostu nie mogłam pominąć tego projektu Ewy Michalak.

Model Ty wiesz... to żadna nowość - zdaje się, że już się do końca sprzedał, ale zastąpił go nowy - Ja wiem, różniący się, jak mi się zdaje, wyłącznie kolorem (blady róż zamiast karmelowego beżu). Mam więc nadzieję, że moja recenzja będzie dla Was nadal przydatna :-) 

Ty wiesz..., rozmiar: 80G, krój: SM [Rozmiary miseczek: D-K, obwody: 65-100, zakres miseczek zależy od obwodu - aktualna wersja Ja wiem... kosztuje 189 zł; biustonosz został mi dostarczony przez producenta]

 

 

 

Estetyka

Ty wiesz... reprezentuje kilka trendów na raz: paseczki, minimalizm i imitację niebytu :-) (cielista siateczka miseczek zlewa się z nagą skórą). Towarzyszy mu jeszcze jeden element, który lubię: podkreślenie konstrukcji stanika przez lamówki wzdłuż szwów. Uwielbiam bieliznę, po której widać całą te misterną inżynierię - wynik pracy konstruktorek, krojczych i szwaczek. W tym celu, po pierwsze, musi być rzeczywiście zszyta z kawałków materiału (czyli precz z wszelkimi wytłoczkami 3D), a po drugie - połączenia elementów powinny być widoczne, a nie skrzętnie ukryte. To oczywiście też jeden z charakterystycznych elementów stylu retro-buduarowego.

 

 

Jeśli chodzi o kolor - rzadko akceptuję beż, ale tutaj zdecydowanie mi pasuje, mimo że nie jest to mój ulubiony odcień tego koloru. Wolę ten karmelowy beż od bladego różu w Ja wiem...

Paseczki są tu rozwiązane w sposób najlepszy ze wszystkich, z jakimi miałam do czynienia. Mają regulowaną długość! Tak, te kółeczka to regulatory, dzięki którym nareszcie mogę idealnie dopasować długość pasków do wielkości i kształtu biustu (przeważnie są dla mnie za długie). 

 

 

Oprócz czarnych lamówek i paseczków mamy jeszcze jeden dekoracyjny element - rozgałęziające się ramiączka z tyłu. Bardzo mi się to podoba. Nareszcie coś się dzieje także z tyłu stanika! D-plusowe firmy są przeważnie bardzo do tyłu w dziedzinie ozdobnych tyłów ;-) (gdzie te wszystkie koronkowe „plecki”, paseczkowe plecionki, które można by pokazać na tle odkrytych pleców?). A tu mamy chlubny wyjątek. 

 

 

W Ty wiesz... podoba mi się wszystko - oprócz jednego małego dysonansu i kilku jeszcze drobniejszych szczegółów. Nie do końca przemawiają do mnie te cyrkoniami wysadzane kółeczka na paskach i na mostku, dodają ozdobności i cukierkowości, za którą niekoniecznie przepadam w zestawieniu z geometrycznym minimalizmem. Wyrzuciłabym też metkę z marką z boku. Kokardka na mostku ma trochę nierówne brzegi, na szczęście zabezpieczone przed strzępieniem. Od spodu boki są podszyte dzianiną jaśniejszą niż z wierzchu, ale ten szczegół jest już właściwie do zignorowania.

 

 

Zapięcie jest dość porządne, ramiączka też bez zarzutu. Wszystko równiutko i solidnie zszyte, żadnych niedoróbek, które niestety zdarzały się innym fikuśnym modelom przeze mnie testowanym. 

 

 

 

Dopasowanie

Z dopasowaniem rozmiaru Ty wiesz... miałam problem, bo zdążyłam się już przyzwyczaić, że u Ewy Michalak noszę rozmiar 85FF, a tu nagle się okazało, że 85 podjeżdża mi na plecach do góry, więc Ewa wymieniła mi rozmiar na 80G.

Myślę, że częściowo winna była podwojona liczba zaczepów ramiączek z tyłu. Po prostu ramiączka w tym modelu skuteczniej ciągną tył do góry niż zwykle, jest on zatem wrażliwszy na podjeżdżanie tyłu. W 80G było mi początkowo nieco za ciasno, ale z czasem biustonosz chyba trochę się rozciągnął, bo teraz czuję się w nim komfortowo. 80G to mój stary rozmiar (kilka biustonoszy Ewy miałam właśnie w 80G, dopóki nie zrobiło mi się w nich za ciasno), więc powiedzmy, że mieści się w zakresie normy. 

 

 

 

Kształt

Dla mnie - super. Biust podniesiony, zebrany, okrągły - nie mam zastrzeżeń.

 

 

Niestety znowu nie będzie mi dane błyszczeć paseczkami w dekolcie - ten jest naprawdę spory jak na moje standardy, a żeby wyjrzały na świat, musiałam go sztucznie obciągnąć w dół.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Czuję się w Ty wiesz... jak w każdej porządnej miękkiej balkonetce, dobrze podtrzymana, ukształtowana i tak dalej. Fiszbiny są, jak to w Effuniakach, dość wąskie, ale jeszcze akceptowalne dla mnie. Zwracam uwagę na profil - widać mocne podkrojenia pod pachami, które powinny ucieszyć posiadaczki biustów wysoko osadzonych. Tył z dwóch warstw dzianiny doskonale pracuje. 

 

 

Wygoda

Ty wiesz... stał się dla mnie komfortowy dopiero po pewnym czasie, bo na początku było mi w nim trochę za ciasno, wystarczyło jednak kilka, może kilkanaście założeń, bym poczuła się zupełnie normalnie. Mam czasem problem z widelcem ramiączkowym z tyłu, bo zahacza mi o znamię na plecach, ale w końcu tak indywidualne szczegóły mojej anatomii to nie jego wina :-) Nic poza tym nie gryzie, nie drapie ani nie gniecie. 

 

 

Galeria

„Tywieszek” z bliska :-) 

 

 

Podsumowanie

To zdecydowanie najlepiej skonstruowany model spośród „fikuśnych”, z jakimi miałam do czynienia do tej pory. Oprócz tego, że jest ciekawy wizualnie i nadaje się na sytuacje wyjątkowe, można go też spokojnie nosić na co dzień, bo oferuje kształt i podtrzymanie takie samo, jak każdy dobry codzienny biustonosz. Planuję też wypróbować utrzymany w podobnym stylu model marki Scantilly - Knock Out. Myślę, że porównanie tych dwóch może być ciekawe. 

 

Uwaga promocja!

Specjalnie dla stanikomaniaczek - w firmowym sklepie Ewy Michalak otrzymacie -10% zniżki na wszystkie produkty na hasło „JaWiem...” do 30.01 :-)

 

 

 

Czy podoba się Wam trend „niewidkowy” w bieliźnie? A może znacie już Ty wiesz... albo Ja wiem...? A może inne modele Ewy Michalak w stylu sexy (np. Bibi Black, czy Maskarada) zdobyły Wasze uznanie? :-) 


piątek, 11 listopada 2016

Minimizer - horror stanikomaniaczki... Cóż to jest i dlaczego budzi przerażenie? Przed pojawieniem się porządnego wyboru rozmiarów w sklepach byłyśmy długo przekonywane przez firmy, że większy biust nadaje się tylko do zmniejszenia - jeśli nie realnego, to przynajmniej optycznego. Co to oznacza w praktyce? Żaden stanik nie zmniejszy nam piersi, może tylko sprawić, że uzyskają inny kształt, mniej wystający ku przodowi. Ponieważ jednak tkanka biustu musi gdzieś się podziać, minimizer, spłaszczając biust od przodu, jednocześnie spycha go na boki. O ile dzięki temu czasem łatwiej nam dopiąć się w koszulowej bluzce, o tyle wygląd sylwetki niekoniecznie na tym zyskuje. Przymierzałam minimizery w M&S (nawiasem mówiąc, ta brytyjska sieciówka wycofuje się z Polski - szkoda, jednak nie będę szaleńczo tęsknić, zważywszy stanowczo zbyt powolny rozwój jej bra-oferty w naszym kraju) i efekt dał się świetnie opisać słowami: frontalne zderzenie ze ścianą... Wyglądałam groteskowo, górna część mojego ciała była rozpłaszczona i jednocześnie poszerzona. 

Do mimimizerów uprzedziłam się trwale i długo miałam ten typ bielizny w pogardzie, aż do niedawna. Najpierw doceniłam niezwykle wygodne staniki firmy Change, które w dwóch pasujących na mnie krojach - full cup i full shaper - nie eksponują zbytnio biustu, a nawet nieco go spłaszczają. Ten drugi nawet opisywany jest jako dający efekt pomniejszenia (dobrze, że nie znałam tego opisu przed testowaniem ;-). I co się okazało - bardzo daleko owemu pomniejszaczowi do marksowskich spłaszczaczy, kształt biustu jest jak najbardziej do zaakceptowania, a komfort - nie do pobicia.

Mimo to z nieufnością spoglądałam na wypuszczony zeszłej wiosny przez Avę model 1209 Minimizer. Zniechęcała po pierwsze nazwa kojarząca się z tamtymi nieudanymi modelami robiącymi mi z biustu naleśniki, po drugie - krój miseczek z jednym skośnym szwem, charakterystyczny dla tego typu staników. Dałam się jednak namówić firmie na przymiarkę. I nastąpiło przyjemne zaskoczenie. Poniżej geneza naszej przyjaźni ;-)

 

 

Ava - Fern 1209 Minimizer, rozmiar: 80G, kolor: beżowy [Rozmiary: 65 E-J, 70 D-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G, 90 B-F, 95 B-E, 100 B-D, cena w Kontri.pl: 87,22 zł lub 98,54 zł w zależności od rozmiaru; biustonosz został mi dostarczony przez producenta]. Dostępny jest także kolor czarny.


Estetyka

Fern nie jest biustonoszem brzydkim, ale też nie oszołamia designem... To ewidentny nudziarz, praktyczny, raczej nie przyciągający wzroku. Zresztą pewnie już wiecie, jaki mam stosunek do beży, dlatego nie zaskoczy Was brak entuzjazmu dla urody Ferna.

Ten beż jednak, oprócz zasadniczej wady bycia beżem, ma też zalety. Jest to jasny, dość chłodny beż, zbliżony odcieniem do mojej skóry, co nie jest bynajmniej regułą wśród cielistych staników. Jak wiadomo, nasza skóra ma setki odcieni nawet w ramach tej samej rasy kaukaskiej, która i tak jest preferowana w światowej produkcji cielistej bielizny... (o tym, jak się prowadzi firmę specjalizującą się w najróżniejszych odcieniach cielistości, przeczytacie w bardzo ciekawym wywiadzie Misek Dwóch :-) ). Ten odcień akurat komponuje się z moim ciałem całkiem nieźle. Jak zwykle, miałam problem z oddaniem go na zdjęciach, zwłaszcza w listopadowym oświetleniu, a raczej jego braku :-(

Podoba mi się lekko połyskująca dzianina z żakardowym wzorkiem, z której zrobiony jest cały przód stanika. Jest gładka i nie odznacza się pod ubraniem. Ładne są również „pikowane” ramiączka wykończone pętelkami. 

 

Jeśli chodzi o biżuterię - już mi się, prawdę mówiąc, opatrzyła ta charakterystyczna Avowska błyskotka. Wolałabym jakąś perełkę, albo w ogóle brak wisiorka na mostku, moim zdaniem Fern spokojnie obszedłby się bez niego.

 

Do czego jeszcze można się tu przyczepić? Wykończenie górnej krawędzi miseczek jest trochę toporne. Jest to przyszyta potrójnym zygzakiem ozdobna gumka, która szczęśliwie jednak nie wcina mi się w biust. Kojarzy się trochę z rękodziełem i w sumie ma swój urok, ale zwolenniczkom koronkowych subtelności może się nie spodobać.

 

Zapięcie jest niezłej jakości, nie odkształca się, ale trochę się „męczy” w okolicy haftek, mimo że wcale nie jest mi w Fernie ciasno.

 

Dopasowanie



Z jednej strony cieszę się, że rozmiar 80G po raz kolejny okazał się dla mnie idealny w miękkim modelu Avy, bo znaczy to, że do końca rozmiarówki został mi jeszcze jeden rozmiar - 80H (rozmiar, który uznałam pewien czas temu za mój wyjściowy rozmiar w firmach kontynentalnych europejskich). Z drugiej strony - wciąż nie jest to rozmiar zgodny z tabelką rozmiarów, według której powinna pasować mi dopiero o dwa oczka większa miseczka.

 

Z trzeciej strony - już się nauczyłam, jaki jest mój rozmiar w Avie i nie byłam zaskoczona, był to dla mnie rozmiar przewidywalny. Dlatego stawiam w końcu czwórkę... Pamiętajcie jednak, jeśli nie miałyście jeszcze doświadczenia z bielizną tej marki - nie kierujcie się zbytnio tym, co nosicie w innych firmach i nastawcie się na przymierzenie kilku sąsiednich rozmiarów, zanim wybierzecie ten właściwy.

 

Kształt

Wbrew nazwie, Fern Minimizer nie spłaszcza biustu istotnie bardziej niż przeciętna miękka balkonetka czy full-cup. Może tylko należy do tych mniej eksponujących... Dobrze podnosi biust, zbiera przeciętnie, a piersi mają w nim naturalny okrągły kształt. Miseczki są - uwaga - elastyczne, lekko, ale w całości, co wyjaśnia, dlaczego poczułam się w nim „jak w Change'u” :-) Oczywiście amatorki kuszących dolinek w dekoltach nie mają tu czego szukać - ten model w żadnym razie nie przybliża piersi do siebie. Pewnie to jedna z przyczyn, dla których jest mi w nim tak wygodnie, ponieważ mój biust naturalnie „patrzy na boki”. 

 

 

Widać wyraźnie asymetrię. Miseczka na lewej piersi (większej) delikatnie się marszczy, ale pod ubraniem nie jest to widoczne.

 

Tym razem specjalnie założyłam „brafitterski” podkoszulek (nawiasem mówiąc, z wspomnianego wcześniej M&S) aby możliwie najdokładniej pokazać formę biustu. Fern robi z biustu sympatyczne, łagodne kulki, nie rozpłaszczone naleśniki. Jednocześnie na tym przykładzie widzimy, że pod ciemnym, ale dotatecznie cienkim i przylegającym ubraniem nawet cielisty stanik może rzucać się w oczy... 

 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Być może jedną z przyczyn, dla których Fern nie daje efektu rozsmarowania biustu po klatce piersiowej wbrew typowo minimizerowemu krojowi, są wszyte po bokach panele z pianki. Nie miałam jeszcze nigdy stanika z takim rozwiązaniem. Najwyraźniej - to działa. Nie mam zastrzeżeń do konstrukcji, skoro się sprawdza, trzyma i nadaje przyjemny kształt. Fiszbin nie odczuwam jako zbyt wąskich, choć są węższe niż w przeciętnym staniku produkcji UK.

 

 

Jeśli chodzi o podtrzymanie - z uwagi na elastyczność misek nie czuję się w Fernie jak w pancerniku, ale jest to zupełnie dobrze trzymający model. Nie mam uczucia skaczącego biustu. Świetna jest tylna dzianina - mocna i dobrze pracująca.

 

Wygoda

Minimizer to wygodniczek. Zawdzięcza to zapewne elastycznym miseczkom, które nie posługują się przemocą, lecz łagodną perswazją ;-) Co ciekawe, nie mam w nim problemów z usztywnieniami bocznymi, które w polskich stanikach często uwierają mnie dolnymi końcówkami. Pewnie dzięki temu, że w trakcie noszenia odstają od ciała, co zresztą wygląda trochę dziwacznie (da się zauważyć m.in. na fotce nabiustnej od frontu). Nic nie ciśnie ani nie kłuje.

 

Do kompletu - figi z wysokim stanem (XL)

Do wyboru mamy figi zwykłe, stringi oraz figi z wysokim stanem. Wybrałam te drugie i okazały się nawet o kilka centymetrów za wysokie. Są dosyć... nudne :-) Może gdyby były nieco wyżej wycięte przy nogawkach, wyglądałyby trochę ciekawiej, bo sylwetka prezentuje się w nich raczej beczułkowato. Poza tym są to porządne i wygodne majty, można było tylko bardziej popracować nad ich designem.

 

 

Galeria

Więcej szczegółów :-) A także zdjęć nabiustnych.

 

Podsumowanie

Nie taki minimizer straszny - jak widać, ani sugerująca spłaszczactwo konstrukcja, ani elastyczne miseczki nie muszą oznaczać Zua :-) Avowy minimizer jest po prostu niezłym codziennym stanikiem, który nie eksponuje ani nie podkreśla biustu, ale też i nie wpycha go pod pachy. Do noszenia.

Ciekawa jestem, czy udało mi się przekonać Was do spróbowania czasem modeli, które niekoniecznie robią „mocno w górę i do środka” (tu odpowiedni chwyt rękoma za biust ;-).

Co prawda nasz bohater moim zdaniem, wbrew nazwie, nie zmniejsza biustu, ale przy okazji zadam Wam jeszcze jedno pytanie: czy optyczne pomniejszenie biustu uważacie czasem za przydatny efekt, czy też zdecydowanie go nie lubicie?

 

Uwaga, promocja!

Na hasło STANIKOMANIA dostaniecie -10% zniżki na Minimizer w sklepie Kontri.pl. Kod ważny krótko, bo tylko do 17.11 - korzystajcie! :-)

czwartek, 19 lutego 2015

Jako przerwa od efektownych kusidełek - coś bardziej codziennego :-) Nipplex to jedna z tych polskich marek, których nazwę kojarzę już od lat, a które uparcie pozostawały dla mnie „pod kreską” jeśli chodzi o rozmiarówkę. „Kreska” to mój rozmiar, czyli angielskie 36G, a w polskich markach czasem 80H, a czasem co innego. Rozmiar to iście pechowy. Miseczka, no może dwie mniej - i już załapałabym się i na Ewę Bien, i na Allesa, i jeszcze pewnie na parę marek. Pech ów jest tym bardziej przeze mnie odczuwalny, że oferta polskich firm ostatnio pomału rośnie, nie tylko rozmiarowo, ale też i jakościowo. Dziś, w dobie zwyżki kursu funta, bielizna PL ma dla nas tym większy urok...

Wróćmy jednak do Nipplexa. Na widok tej nazwy zawsze się uśmiechałam - nipple to po angielsku sutek :-) Spoważniałam wobec Nipplexa dopiero na targach Salon Bielizny, gdzie trafił w moje ręce model, który zaraz opiszę. Przy okazji też okazało się, że Nipplex to sympatyczna firma rodzinna, którą tworzy mama i trzech synów (być może Nipplexowa rodzina jest liczniejsza, ale ja miałam przyjemność poznać jedynie tych jej członków). Zabawnie było odbyć taki dialog: „- Rozmawiałam z pana kolegą na stoisku... - A, to z moim bratem! O, a to też mój brat!” :-)). Warto też odnotować, że bielizna Nipplex szyta jest w Polsce. Jest więc swojsko, lokalnie i tym fajniej, że Anna okazała się zupełnie niezłym produktem.

 

Anna - gwiazda Salonu Bielizny - w ręku jednego z Nipplex Brothers ;-)

 

Nipplex - Anna BIG, kolor: beżowy, rozmiar: 80H [Rozmiary dostępne w sklepie firmowym: 65 G-K, 70 F-K, 75 D-J, 80 C-I, 85 B-H, 90 C-G, cena: 99,90 zł - uwaga zniżka, info na końcu! :-)]

 

Estetyka

- (cztery z minusem :-)

Jak widać, Anna to typowy gładki nudziarz, określany też podobno „biustnoszem korporacyjnym” (korpostanik?) :-) Coś niecoś jednak można o jej urodzie powiedzieć. Ma naprawdę przyjemny, jasny odcień beżu, nie sprawiający wrażenia brudnego. Została wykończona gładko, oszczędnie, ale niebrzydko. Nie krępuję się jej w przebieralni fitness-klubu ;) Kanaliki fiszbin z zewnątrz obszyto satynową lśniącą taśmą, co stanowi główny ozdobny akcent. Lekki połysk mają też wszystkie lamówki oraz ramiączka. Do tego małe kokardki (mniejsze niż na zdjęciu katalogowym) - i to wszystko.

Anna kojarzy mi się z czymś w rodzaju szkieletu stanika :-) Trochę podobnie, jak panaszowska Idina. Takie jakby rusztowanie, na którym dopiero można by coś interesującego zawiesić. Ale nie takie jest jego zadanie. Ma znikać, i rzeczywiście - znika.

Miseczki to „goła”, bez dodatkowego pokrycia pianka typu spacer foam, o ile dobrze rozpoznaję. Czyli coś miększego od Freyowskiego Deco, jednak w tym przypadku twardszego - mam wrażenie - od Rebeki marki Fantasie. Trochę swoją surowością przypomina dawne modele Ewy Michalak, gdzie sztywne piankowe miseczki były zdobione jedynie lamówkami na szwach, choć oczywiście jest w zupełnie innym stylu. Anna to kwintesencja codzienności, bez aspektów kusidełkowych.

Jakość materiałów jest nadspodziewanie dobra. Solidnością chyba jednak nie dorównuje Deco... Po kilku tygodniach noszenia i paru praniach niby nie stało się nic poważnego, ale: w dwóch miejscach, z tyłu, zaciągnęła się dzianina w pobliżu szwu, a miseczki po pewnym czasie zaczęły się lekko marszczyć z wierzchu, na szczęście pod ubraniem nie jest to zupełnie widoczne.

Nawiasem mówiąc, dzianina tyłu jest przyzwoita i dobrze pracująca, żadne tam ultra rozciągliwe niewiadomoco, w czym niestety wielu producentów PL wciąż się lubuje. Zapięcie również jest dobrej jakości i nie odkształca się.

 

Dopasowanie

Jeśli miałabym oceniać zgodność Anny z tabelą rozmiarową Nipplexu, to nie byłaby ona wysoka. Wedle tej tabeli mój rozmiar wypada bowiem poza tabelą - w hipotetycznym rozmiarze 80J. Nawiasem mówiąc, tabela rozmiarów jest nieaktualna - Anna dochodzi bowiem do miseczki K (choć nie we wszystkich obwodach), a tabela na H się kończy. Z oceną dopasowania w markach PL mam wieczny problem, brakuje mi bowiem punktu odniesienia. Najczęściej w markach nie-brytyjskich (francuska Chantelle, czy od niedawna testowana przeze mnie niemiecka Ulla) pasuje na mnie miseczka H, co jest sprzeczne z większością tabel rozmiarów EU, jakie widziałam w sieci. Albo rozmiary EU to tak naprawdę od początku do końca fikcja, albo to vanity sizing doprowadził do sytuacji, że podczas gdy z tabeli wynika miseczka J, w rzeczywistości pasuje H. Może więc powinnam ostatecznie przyjąć za swój punkt odniesienia rozmiar 80H? Jeśli tak, to Anna wpasowuje się świetnie i mogę postawić jej piątkę.


Co do obwodu - 80 jest komfortowe, nie za luźne, po prostu dobrze dopasowane.

 

Kształt

Anna nie jest plandżem i nie robi cudów w dekolcie - leży jak balkonetka. Pod tym względem jest to coś raczej dla amatorek Rebeki niż Deco. To jednak nie full-cup i na jakiś dekolt pozwala. Podnosi dobrze, ale nie spektakularnie, zbiera dobrze i daje okrągły kształt. Miseczki mają kształt raczej zamykający, co może u niektórych grozić wcinaniem się krawędzi, u mnie tego na szczęście nie ma.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Nie mam zastrzeżeń. Miseczki mają dobry kształt, nic nie wpija mi się w pachy. Fiszbiny są raczej wąskie, ale jeszcze dają u mnie radę. Są również krótkie z boków, co na pewno spodoba się tym z nas, które narzekają na zbyt wysokie fiszbiny pod pachami. 

Pas obwodowy podtrzymuje bardzo dobrze, zapięcie jest trzyhaftkowe, a dzianina dobrze pracująca - czyli recepta na dobry support w moim rozmiarze. Duży szacun dla Nipplexu za docenienie roli dobrze pracującej dzianiny obwodowej. O co chodzi z tymi obwodami - ciekawie ostatnio opisały noszebiustonosze.pl :-)

 

Wygoda

Nie mogę doszukać się żadnych wad. Nic nie gryzie, nie uwiera ani nie swędzi. Można się zaprzyjaźnić z Anną na co dzień.


 

Cena

Jeśli porównywać z Freyowskim Deco, to jest super - zamiast dwóch stówek, za Annę zapłacimy jedną. To duża różnica. Choć szczerze mówiąc, za model tak podstawowy, w którym nie ma nic oprócz zwykłej pianki i dzianiny (owszem dobrej) - zastanawiałabym się, czy zapłacić tyle. Wolałabym np. 80 zł :-) Nie wiem, ile czasu przetrwa Anna, ale nie wygląda na szczególnie heavy duty produkt. Konkludując, stawiam czwórę.

 

 

Galeria

Anna w wielu ujęciach - nie jest to może designerska uczta dla oczu, ale warto przyjrzeć się szczegółom wykonania.

 

 

Podsumowanie

Bardzo żałuję, że oferta Nipplexu objęła mój rozmiar dopiero w tym jednym modelu. Pozostałe staniki dochodzą w rozmiarze 80 maksymalnie do miseczki G, która, jak sprawdziłam, jest na mnie wyraźnie za mała. Te o największych zakresach miseczkowych mają w nazwie dodane słowo BIG - trochę się już odzwyczaiłam od takich nazewniczych pomysłów :-) BIG-i znajdziemy w firmowym sklepie w kategorii „na duży biust”. Większość z nich jest usztywniana, wypatrzyłam jednego semisofta. Najciekawsza jest moim zdaniem szmaragdowa Rafaela, która oczywiście również jest na mnie za mała :-( Wszystkie ceny na poziomie dwucyfrowym!


Może więc tym bardziej należy podziwiać firmę za odwagę wkroczenia na nowe terytoria i to z bardzo potrzebnym bazowym produktem. Jak dotąd, polskie marki nie oferowały klientkom bezszwowych formowców w szerokim zakresie rozmiarów. Wyjątkiem, i to też od niedawna jest Kris Line i jego konstrukcja „deco plunge” - która zapowiada się atrakcyjnie, dekoplandż Krisowy kosztuje jednak już około 150 zł. Nie wiem jednak, czy szykuje się takowy w kolekcji bazowej. Anna może być więc spełnieniem naszego postulatu dotyczącego stworzenia maksymalnie przystępnej cenowo bazówki D+, tak by jak najwięcej z nas mogło wyposażyć swoją bra-szufladę w pasujące rozmiary.

 

Uwaga, promocja!

Tradycyjnie - kolejna firma wychodzi nam naprzeciw, proponując 10% zniżki stanikomaniackiej. Model Anna kupicie 10% taniej na kod „stanikomania” - od dziś do końca lutego :-)

A czy Wy znacie już firmę Nipplex „nabiustnie”? Jakie macie wrażenia z użytkowania staników tej marki?

 

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...