Wpisy z tagiem: różowy

środa, 10 stycznia 2018

Anita_selfie_00_b

 Ćwicz jogę, a żadne zapięcie na plecach nie będzie ci straszne ;-) 

Aktywność ruchowa to ta sytuacja, kiedy większe piersi przeszkadzają nam chyba najbardziej. Od czego jednak porządne staniki sportowe? Kosztują, ale działają. Naprawdę! Jeśli ktosia jeszcze nie jest przekonana... To niech się przekona :-)

Od paru lat jestem fanką sportowców marki Panache - trzymają jak żelazo, fajnie się w nich wygląda, co sezon pojawiają się nowe kolory i nadruki (no i są do miseczki H, brytyjskiej, a mniejsze obwody nawet do J). Cudem się powstrzymuję przed kolekcjonowaniem. Boleję tylko trochę nad tym, że wersja bez drutu, a takiej ostatnio potrzebuję bardziej, ma jakby mniej atrakcyjne wzory niż klasyczny fiszbinowiec. Bez drutu, a więc trochę mniej pancernie podtrzymująca, albowiem - i tu być może niektóre z Was będą zawiedzione - nie biegam. Nie biegam, nie skaczę, nie uprawiam innych sportów typu high impact, mocno wstrząsogennych dla biustu. Nie polubiłam się nawet z bieżnią i dlatego nie znajdziecie u mnie recenzji z punktu widzenia biegaczki (chyba że gościnną, co już się zdarzało! :). Zostałam za to fanką jogi i tu drut w miseczce nie tylko nie jest mi potrzebny, ale nawet przeszkadza. 

Kusiło więc, by poszerzyć repertuar i zainteresować się innymi bezdrutowymi sportowcami. Naprzeciw wyszła mi niemiecka marka Anita, z którą spotkałam się na ostatnim Salonie Bielizny. Tamże mogłam sobie poprzymierzać i dobrać rozmiar w Anitowskich sportach, a przy okazji od pierwszego wejrzenia polubiłam ten model, który niniejszym recenzuję :-)

Anita Active - Air Control Padded 5544 (Delta Pad) [Rozmiary: 65-95 AA-E, 65-90 F, 65-85 G, 65-80 H, cena: ok. 289 zł; biustonosz został mi dostarczony przez producenta].

 

środa, 05 kwietnia 2017

 

Ogniście różowa pantera Ines od razu zwróciła moją uwagę w kolekcji marki Ava na tegoroczną wiosnę. Firma chyba podziela mój entuzjazm, bo umieściła ten właśnie model na okładce katalogu. Jako że lubię i mocny róż, i pantery, Ines po prostu musiała znaleźć się w mojej szafie, zwłaszcza że wystąpiła także w postaci miękkiej (nie tylko w półusztywnianej, których to wersji w kolekcjach Avy nigdy nie brakuje). Szczęśliwie firma zdecydowała się udostępnić mi miękką Ines, gdy tylko wyszła ze szwalni, trafiła więc na mój biust już kilka tygodni temu i miałam okazję przetestować ją dogłębnie w codziennym noszeniu. Przedstawiam Wam więc:

 

Ava - Ines AV 1507, krój: soft side support, rozmiar: 85F [Rozmiary wg katalogu (łącznie z tzw. rozmiarami maxi): 65 E-J, 70 D-J, 75 B-L, 80 B-K, 85 B-J, 90 B-I, 95 B-H, 100 B-G, 105 B-F; figi S-XXXL, stringi S-XL. , cena: 89,83 zł - 99,15 zł w sklepie Kontri.pl; komplet został mi dostarczony przez firmę]

 

 

Estetyka

Nadruk drobnych czarnych cętek na malinowym różu, koronka o wyraźnym kwiatowym wzorze, czarne wykończenia, perełka „w kabaretkach” na mostku - wszystko razem świetnie współgra i bardzo trafia w mój kolorowo-koci gust :-) Bardzo cieszy fakt, że tył też jest wzorzysty, a przód z cienkiego, lekko przejrzystawego (a przy tym mocnego) tiulu. Trochę może tęskno mi za bezszwowym wykończeniem krawędzi koronki, ale podszycie jej cielistą siatką i obszycie czarną gumką było zapewne podyktowane względami podtrzymaniowymi. 

 

 

Nieco przeszkadza mi fakt, że na szwach, a zwłaszcza na kanalikach fiszbin, przebija spod spodu biały kolor. Być może to sprawka nałożenia się kilku warstw tiulu, który pod spodem jest jasny. Nie jest to mocno widoczne, ale każda bra-perfekcjonistka na pewno wypatrzy ;-) Widać to dobrze na zdjęciach nabiustnych. 

Staranne szycie, dobrej jakości zapięcie, podobnie ramiączka - z mało elastycznej, mocnej ozdobnej gumy. Jakość D-plusowa na poziomie.

 

 

 

Dopasowanie

Już nie będę odejmować punktów za nieprzewidywalność, bo 85F w Avie nie jest dla mojego biustu wyjątkiem. Przymierzałam także 80G, które już kilka razy pasowało mi w modelach miękkich tej firmy, ale było mi w nim trochę za ciasno, więc przesiadłam się na szerszy pod biustem sister size. Avy czasem wypadają ciaśniej od innych marek, nie trzeba ich mocno zaniżać - na tle polskiej przeciętnej powiedziałabym, że są ścisłe. 

 

 

Miseczki jak najbardziej w normie, jeśli chodzi o miękkie Avy :-) Przypomnę tylko, że Ava to jedna z bardziej dużomiskowych firm na rynku. Mnie to tylko cieszy, ale może czasem zaskoczyć te z Was, które przesiadają się w Avę z np. Ewy Bien czy Gorteksu. W Avie z dużym prawdopodobieństwem będziecie potrzebowały mniejszego rozmiaru miseczek (mówię o D-plusach, bo co dzieje się niżej - nie wiem). 

 

Kształt

Gratka dla miłośniczek mocniej podniesionych kulek, czy też kulkonosków, w każdym razie kształtów raczej zadartych i zaokrąglonych, nie wiszących. Bardzo ładny, zgrabny kształt, oprócz dobrego unoszenia - dobre zebranie. 

 

 

 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Do konstrukcji miseczek nie mam zastrzeżeń, jest świetna i skuteczna w modelowaniu, choć miseczki są trochę za wąskie na moje szerokie piersi. Konstrukcje typu side-support, czyli z bocznym panelem, robią ostatnio karierę w wielu markach D+ - i jest to moim zdaniem kariera zasłużona. Nie narzekam również na podtrzymanie - miseczki trzymają biust w ryzach, a tył z siatki powermesh pracuje tak, jak powinien, podobnie jak ramiączka. To co postawić, jak nie piątkę? :-)

 

 

Wygoda

Tu będę trochę marudzić, ale pamiętajcie koniecznie o tym, że moja ocena wynika ze specyfiki mojego biustu i ciała. Na innych ciałach niż moje Ines może być wygodniczkiem. Oprócz dwóch opisanych przeze mnie problemów Ines nie sprawia mi innych kłopotów. 

Fiszbiny w Ines są dla mnie nieco za wąskie i niestety czuję je na zewnętrznych bokach piersi, zwłaszcza po dłuższym czasie noszenia. Jeśli wolicie węższy rozstaw fiszbin, nie będzie Wam to przeszkadzało. Ja zastosowałam domową fiszbinoplastykę, to znaczy powyginałam druty lekko na zewnątrz, co uczyniło noszenie znośnym ;-) ale niestety nie zmieniło Ines w najwygodniejszy stanik świata. 

Drugim problemem są fiszbiny boczne, które występują w tym modelu (jak być może pamiętacie, są w aktualnej kolekcji także modele bez tej atrakcji, co daje pewien wybór przeciwniczkom bocznych usztywnień). Zaczynają mnie uwierać nie od razu, jednak po kilku godzinach już czuję trące o ciało dolne końcówki tychże fiszbin. 

 

 

Do kompletu

Ines jest jednym z tych modeli, w których przypadku wpadłam w „kompletozę”, czyli nie mogłam się powstrzymać przed sprawieniem sobie majtek. Nie jest to regułą - często kupuję lub dostaję same biustonosze, tu jednak naprawdę prosiło się o stworzenie setu. Figami (rozmiar XL) byłam w pierwszej chwili zachwycona, podobnie jak stanikiem - są wyższe od standardu o tę odrobinę, która zapobiega u mnie zsuwaniu się majtek z brzucha. Był to jednak nadmierny optymizm, bo po jakimś czasie też lądują za nisko. Mimo wszystko potrafią dać mi tę chwilę fajnego wyglądu w komplecie, którą sobie cenię :-) Obiektywnie są to przyzwoitej jakości i urody figi, świetnie pasujące do „góry”, choć przydałoby się, by firma stworzyła do tego kompletu także majtki z wysokim stanem z prawdziwego zdarzenia. 

 

 

 

Galeria

Obejrzyjcie Ines z bliska (jest fotogeniczna, więc fotek jest sporo ;-)

 

 

Podsumowanie

Podsumowując, Ines jest świetną przedstawicielką nowej generacji polskich biustonoszy ;-) Mówiąc o nowej generacji mam na myśli zarówno konstrukcję (nie od zawsze nasze firmy potrafiły szyć miękkie balkonetki tak dobrze podnoszące i zbierające biust), jak i nowoczesne wzornictwo, dalekie od nudnych, bladych kwiatków, a bliższe temu, co dzieje się w bieliźnie na świecie, w tym na przykład w Wielkiej Brytanii. Jakość też, przynajmniej na pierwszy i drugi rzut oka, nie odbiega od światowych standardów codziennej bielizny. Nie czuję w tym przypadku już wewnętrznej potrzeby tłumaczenia się w stylu „wiecie, jak na polski produkt, to ten nawet daje radę” ;-) Co, mam nadzieję, stanie się w końcu regułą. 

 

 

I co Wy na tę ogniście różową panterę? Lubicie takie wzory i cieszycie się, że polskie firmy z nich korzystają? A może jednak wolicie pastelowe kwiatki? ;-) 

niedziela, 26 czerwca 2016

Dawno nie recenzowałam niczego od Sculptresse by Panache. Najwyższy czas zatem odświeżyć znajomość z marką, która choć wciąż oferuje miniaturowych rozmiarów kolekcje (za to w rozmiarówce będącej przeciwieństwem miniaturowości), to wydaje się podnosić poziom zarówno pod względem designu, jak i konstrukcyjno-jakościowym (przypominam - tak wygląda cała aktualna wiosna).

Zanim zobaczyłam ten model, panterze cętki w kolorach tęczy wydawały mi się raczej dziwactwem. Flirtini udało się przełamać tę nieufność, sądzę jednak, że istotną rolę odegrał tu mój ulubiony róż, którego pantera stała się mniej banalnym dopełnieniem. Bo różowe róże widzieli już wszyscy, a różowe pantery - to co innego :-) Przyjrzyjmy się zatem z bliska temu nowemu przedmiotowi fascynacji ;-)

Sculptresse - Flirtini, rozmiar: UK 38FF [Rozmiary UK: 34-38 E-H, 40 DD-H, 42-46 D-H (46 to, uwaga, 105 pod biustem wg rozmiarówki EU!); biustonosz został mi dostarczony przez dystrybutora].

 

 

Estetyka

Rzekłabym, że jest to kicz kontrolowany w rasowym wydaniu. Panterka i róż w stylu Barbie - cóż może być bardziej? ;-) Tło cętkowanego nadruku szczęśliwie nie jest po prostu różowe, lecz cieniowane, w tonacjach, które nazwałabym „ultrafioletową tęczą”, jakkolwiek dziwnie to brzmi. To znaczy, utrzymaną w pastelowo-neonowatej gamie, ostatnio szalenie modnej. Mamy bananowy żółty, róż, przewija się jakiś pomarańcz, pastelowy błękit, wspomniany ultra-fiolecik. Jeszcze fajniej by było, gdyby świecił. W ogóle wszystkie mogłyby się jarzyć, połyskiwać, mienić... 

 

Wzoru koronki jako takiego specjalnie nie widać, ale miło, że jest to koronka. Nie jest niestety przejrzysta, lecz podszyta od spodu, co jednak z pewnością poprawia stabilność.

Świetna jest kokardka z turkusowego tiulu oraz niebieskie regulatory.

 

Jedyne zastrzeżenie - jak zwykle. Tak, zgadłyście - brak nadruku z tyłu :-)

 

 

No i zapięcie, które w naciągnięciu się trochę odkształca. Jest niby solidne, przyjemne w dotyku, z odpowiednio długim językiem, ale w naciągu przybiera przewężoną formę (bardziej widać to na zdjęciu nabiustnym nieco niżej).

 

Dopasowanie

Tak jak w przypadku innych testowanych ostatnio produktów Panache (Elise, Kayla) - i tu wybrałam „z automatu” 38FF i nie zawiodłam się. Nie oceniam na maksa tylko dlatego, że przywiązałam się do 36G i w innych UK-markach wciąż jest to mój regularnie noszony rozmiar. Ten model należy (w przeciwieństwie do Kayli z Cleo) do tych, które na moją mniejszą pierś pasują idealnie, a na większą są nieco za małe, z tym, że ta zamałość jest tu naprawdę zaniedbywalna (choć wprawne oko ją dostrzeże). 

 

Kształt

Biust dobrze podniesiony, acz zebrany niezbyt mocno, kształt okrągły z lekkim akcentem na szczycie. Konstrukcja, jak wszystkie ze szwem zbliżonym do poziomego, budziła moje obawy, czy nie będzie rozstawiania piersi na boki. Oczywiście o stulonych jabłkach nie ma mowy, ale rozstawianiem też bym tego nie nazwała. Jestem przyjemnie zaskoczona.

 

Jedyne zastrzeżenie mogę mieć do większej (prawej) piersi, która mocniej opada (co widać nawet na zdjęciu en face) i ma smutniejszy profil. Trudno jednak obwiniać konstruktorów za moją asymetrię.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Jak wyżej - przyjemnie zaskoczyła mnie konstrukcja miseczek, która wbrew obawom nie okazała się rozstawiająca. Do tego miseczki są przyjemnie podkrojone z boków (spójrzcie wyżej na zdjęcia nabiustne), tak by nie wpijały się w tkankę tłuszczową u osób, które w okolicy pach mają jej sporo. Mam wrażenie, że model ten został dokładnie przemyślany w kierunku zaspokajania potrzeb grupy kobiet plus size, do której kierowana jest marka.

 

Jeśli chodzi o support - jest bardzo stabilnie. Miseczki są z laminowanej stabilnej dzianiny, nie bardzo sztywnej, dość cienkiej, ale wystarczajaco mocnej. Koronka u góry nie jest rozciągliwa (ściślej mówiąc: koronka owszem jest, ale tiul, którym jest podszyta - nie), ale brzeg lekko się naciąga, dzięki czemu zapewne gładziej leży. Tył jest szeroki, zrobiony z dobrej jakości powermeshu, choć mógłby on być nieco grubszy i bardziej mięsisty. Znowu widać, że mocno wybrzusza się nad gumkami, co jest tym widoczniejsze przy takiej szerokości.

 

Wygoda

Flirtini jest wygodniczkiem. Miałam okazję dobrze to sprawdzić, bo jestem na urlopie i wkładam ją na górskie wycieczki - nie zrobiła mi krzywdy. Choć na największy upał wolę jednak stanik i koszulkę typowo sportowe, to Flirtini dobrze sprawdza się w przeciętnych warunkach. Nie jest to może ten szczyt komfortu, jak miękkie jak króliczek full-shapery Change, ale je trudno przebić ;-) Nie uwiera drutem, nie gniecie ani nie obciera.

 

Do kompletu

Uwielbiam majtki Flirtini. Mają dobrą dla mnie wysokość i ładnie się układają. Bardzo mi się podoba ich „architektura” - wstawki z koronki, przód i półprzezroczysty tył, są też odpowiednio elastyczne i wygodne. W komplecie ze stanikiem prezentują się super :-) 

 

Galeria

Obejrzyjcie Flirtini z bliska oraz więcej fotek nabiustnych :-)

 

 

Podsumowanie

Moja sympatia do marki Sculptresse nie słabnie. Flirtini jest solidna i wygodna, dobrze kształtuje biust oraz poprawia mi humor swoimi kolorami i wzorkiem :-) To jeden z tych modeli, które chętnie pokazuję na dowód, że na duży biust czy w rozmiarach plus size można produkować i produkuje się ciekawą wizualnie bieliznę. A dla potrzebujących podstawowych kolorów Sculptresse ma w tym sezonie nowość w bazie - model Chi Chi w kolorach czarnym i beżowym, z elastyczną koronką, podobny konstrukcyjnie do Jasmine z marki Panache. Oczywiście ten również dla Was zrecenzuję, bo jest tego zdecydowanie wart (nie wymagajcie jednak beżu - raczej wybiorę czerń :-). 

Jak Wam się podoba różowa pantera w wykonaniu Sculptresse? Proszę o opinie również te z Was, które załapują się na rozmiarówkę! ;-)

 

piątek, 20 maja 2016

To, że ostatnio sprawiam sobie głównie miękkie modele oraz ciągle opowiadam o tym, jak to najbardziej kocham miękkie miseczki - nie znaczy, że pogardzę dobrym „sztywniakiem” :-) Jeśli chodzi o gładkie, termicznie formowane staniki - co prawda, moim zdaniem, nigdy nie dorównują one urodą koronkowym i haftowanym konstrukcjom szytym, ich praktyczne walory jednak nie ulegają wątpliwości. Czasem ma się ochotę na idealną gładkość biustu, zwłaszcza pod cienkim, jasnym materiałem i w co bardziej oficjalnych kontekstach. Ale nie tylko. Współczesne ubrania, zwłaszcza te tańsze, często szyte są z bardzo cienkich, „oblepiających” skórę materiałów, które uwydatnią nawet najdrobniejszą nierówność pod spodem. Przodują pod tym względem letnie bluzki i sukienki z dzianin z dużym udziałem wiskozy. Dlatego, zanim nastaną największe letnie upały, spora część z nas chętnie sięga po „skorupki”. Warto mieć takową w swojej szafie, nawet jeśli szczególne za nimi nie przepadamy.

 

Elise z aktualnej, czyli wiosenno-letniej kolekcji Panache zwróciła moją uwagę jako model sezonowy, lecz o praktycznym kolorze typowym dla oferty bazowej. Wbrew pozorom nie jest ona „klonem” balkonetek Porcelain, które znajdziemy w bazowej kolekcji. Miseczki Elizy są oparte na zupełnie innej formie - a mianowicie tej samej, co biustonosz Ardour z kolekcji Panache Black. Na czym polega różnica? Przymierzałam również Porcelanki (Porcelain Élan - nowsza wersja Porcelain) - kształt biustu jest zupełnie odmienny, moim zdaniem na korzyść Elise. Porcelain T-shirt bra bardziej spłaszcza piersi i rozstawia je na boki, działa bardziej ujarzmiająco i minimizująco. Elise bardziej zbiera biust i ma niższy mostek. To oczywiście nie wszystkie różnice, ale te najbardziej widoczne.

Eliza różni się też od najpopularniejszej skorupki D+ - Deco marki Freya, choć w dużej mierze może stanowić konkurencję dla tego modelu. To kolejny powód, dla którego sięgnęłam po Elizę - jednym z moich koników jest wyszukiwanie godnej konkurencji dla Dekówek :-) Czy warto więc rozważyć Elizę? Zobaczymy :-)

 

 

Panache - Elise, rozmiar: 38FF [Rozmiary: 30-38 D-G, cena: 229-259 zł; biustonosz został mi dostarczony do recenzji przez dystrybutora]

 

Estetyka

Znając moje kolorystyczne upodobania łatwo przewidzieć, że nie jest to mój ulubiony design ;-) Nie jest też jakoś szczególnie oryginalny czy charakterystyczny, choć na pewno ładny. Nie doceniam zwykle takich barw również dlatego, że w swojej szafie mam tylko dwie bluzki w kolorze zbliżonym do białego, i to rzadko noszone. Coś jednak muszę pod nie wkładać, jak już przyjdzie co do czego. Postarałam się więc przezwyciężyć uprzedzenie do bladawców.

Obiektywnie, jest to jeden z najładniejszych skorupkowców bazowych, z jakimi miałam do czynienia. Kolor to bardzo blady, brzoskwiniowy róż, który wolę od najczęściej spotykanych odcieni cielistych beży. Eliza u mnie z powodzeniem gra rolę „cielaka”. Bardzo przyjemne jest zestawienie tego różu z koronką, która przy bliższym przyjrzeniu okazuje się wcale nie beżowa, lecz szara.

 

Elise_bra_22_b

I ta właśnie koronka oraz widoczne elementy konstrukcyjne („krzyżak” na mostku) plus tiulowa kokardka sprawiają, że Eliza traci charakter „maszynowy” i idzie odrobinę w stronę mojego tradycjonalistycznego ideału bielizny misternie zszywanej z kawałków koronek, tiuli i haftów.

Są z Elizą dwa estetyczne problemy. Po pierwsze, warstwa delikatnej dzianiny, która pokrywa miseczki, nie jest jedyną. Pod spodem jest jeszcze jedna warstwa materii, która czasem, gdy zegniemy miseczkę, potrafi się zmarszczyć. Energiczne „rozmasowanie” zmarszczonego miejsca jednak zawsze likwiduje nierówność. Drugim mankamentem jest zapięcie - ostatnio często się ich czepiam, bo uważam, że skoro można wyprodukować zapięcie nieodkształcające się w noszeniu nawet w dużym naciągnięciu, to należy takowe stosować. Zwłaszcza w produktach dla dużych biustów, gdzie obciążenia zawsze są większe.

 

Podsumowując, Eliza niebrzydkim stanikiem jest :-)

 

Dopasowanie

Rozmiar 36G, który przymierzyłam najpierw, był dla mnie stanowczo za ciasny w obwodzie, dlatego zdecydowałam się na 38FF. Już wcześniej przymierzając inne modele firmy Panache (w tym Cleo i Sculptresse) zauważyłam podobną tendencję, podczas gdy w produktach Freya czy Fantasie wciąż pasuje na mnie 36 (innych brytyjskich marek dawno nie przymierzałam). Przełączenie się na 38FF jednak daje już zadowalający efekt. Z dokładnością do miseczek i mojej asymetrii (przy mniejszej piersi mam puste miejsce u góry miseczki - na szczęście odpowiednio zamknięta krawędź zapobiega widocznemu odstawaniu), ale tu trudno winić firmę.

 

Z tyłu widać, że zapięcie nieco się „męczy”, mimo że ja wcale nie odczuwam obwodu jako ciasnego (rozmiar 38FF).

 

Kształt

Narzuca się porównanie z Deco i jego klonami. Dekówki mają trochę bardziej „stromy” dół miseczki, ale nie jest to różnica, która sprawia, że preferowałabym kształt nadawany przez Deco. Z tego jestem również zadowolona. Zabudowanie jest jednak bez wątpienia wyższe, zwłaszcza na mostku.

Jeśli chodzi o ogólne uniesienie i zebranie biustu - prawdę mówiąc, nie widzę różnicy w porównaniu z Deco. Zrobiłam nawet zdjęcia porównawcze w obu stanikach i dalej jej nie widzę (to jedna z moich nielicznych jasnych bluzek, do których Eliza jest noszona - wybaczcie, że nie prezentuję się w obcisłym po brafittersku tiszercie, ale takowego nie posiadam ;-).

 

Profil w Elise

 

Profil w Deco Delight

 

W Elizie en face

 

W Deco Delight en face

 

Porównanie zaś z Porcelain Élan T-shirt bla (plunge'a nie przymierzałam) wypada u mnie na korzyść Elizy (lepsze zebranie, brak spłaszczenia, brak rozstawienia). 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Zacznę od formy miseczek. Linia dekoltu ma kształt serduszkowaty, a mostek jest obniżony względem typowych balkonetek o jakieś 3 cm. Jest jednak wyraźnie wyższy od plandży (Deco) - gdybym miała zaliczyć Elizę do jakiegoś typu, byłby to „półplandż” :-) Jest raczej szeroki, co może się nie spodobać osobom wolącym węższe mostki. Moja asymetria powoduje, że mostek trochę się przesuwa w kierunku mniejszej piersi. Pianka, z której zrobione są miseczki, jest dość gruba, ma jednak bardziej jednolitą grubość niż w Deco (gdzie wydaje mi się grubsza na środku miseczki). Miseczki mają charakter zamknięty od góry, ale u mnie nie wbijają się krawędziami.

 

Fiszbiny mają przeciętną szerokość. Są nieco krótsze od kanalików. Konstrukcja nie sprawia mi problemów, choć miseczki w okolicy boków sięgają dosyć wysoko, na granicy mojej tolerancji, zwłaszcza przy mniejszej piersi.

Podtrzymane jest dobre, choć Eliza nie należy do przymurowywaczy biustu. Ramiączka są są przesadnie rozciągliwe, tył pracuje zadowalająco, dzianina nie jest może szczytem pancerności, ale zachowuje się poprawnie.

 

Wygoda

Ramiączka mają ostrawe krawędzie, które czuję, gdy ramiączko zagłębia mi się w skórze. Zdarza się, że takie krawędzie z czasem „miękną”, może tak będzie i w tym przypadku (stawiam 4 na wyrost ;). Po dłuższym czasie noszenia zaczynam też czuć dół biustonosza, który drapie mnie w pozycji siedzącej. Przyczyną jest zapewne koronka, która w tych miejscach może dotykać ciała. To jednak mało odczuwalne w porównaniu z ramiączkami oraz zdarza mi się dość często w różnych modelach. Poza tym wszystko jest w porządku.

 

Do kompletu - figi

Niestety nie mają mojej ulubionej wysokości... Wolę wyższe majtki, na zdjęciach katalogowych zresztą wyglądały mi na wyższe niż rzeczywiście są. Ale pomijając ten aspekt (każda z nas ma inne gusta i potrzeby w tym względzie), są to ładne, eleganckie, dobrej jakości majtki. Na przodzie mamy tę samą urodziwą koronkę i kokardkę, co w staniku oraz tę samą delikatną w dotyku dzianinę. Tył składa się z dwóch warstw cienkiej dzianiny, wykończony bez szwów na krawędziach, co na pewno przyda się do cienkich sukienek :-)

 

 

Galeria

Elizka z bliska :-) Plus figi i oczywiście pełny zestaw selfików.

 

 

Podsumowanie

Podsumowując, uważam Elizę za dobrze uformowaną skorupkę :-) Na pewno mogą rozważać jej przymierzenie osoby, które z jakiejś przyczyny nie są fankami konkurencyjnych modeli, albo te już zakochane w kształcie nadawanym przez Ardour marki Panache Black. Trochę smuci mnie jej cena - jest droższa od bazowego Deco, co może zniechęcać. Niedostatkiem jest też brak miseczki GG w rozmiarówce (nie mówiąc już o dalszych). Oraz, moim zdaniem, brak większych obwodów. Nie czuję się całkiem komfortowo w sytuacji, gdy znajduję się na końcu rozmiarówki obwodowej (wszak grozi to wypadnięciem z „gry” ;-) ), a np. marka Sculptresse niestety nie oferuje porównywalnego modelu.

W ramach testowania obecnych na rynku wytłoczek mam jeszcze nadzieję spróbować, jak radzi sobie obecna wersja Panache Porcelain w kroju plunge oraz strapless.

Ciekawa jestem, jakie są Wasze opinie o Elizie, albo Ardour? Czy odpowiada Wam ten kształt miseczek? A może próbowałyście ostatnio Porcelain Élan? Co sądzicie o obecnej ofercie termicznie modelowanych Panaszków? :-)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...