Wpisy z tagiem: szmaragdowy

środa, 26 marca 2014

Wygląda na to, że miłośniczki zieleni mają się w tym sezonie całkiem nieźle. Tu szmaragdzik, tam mięta, ówdzie limonka... Na Coco Lace marki Lulu Tout trafiłam w momencie, gdy zafascynowała mnie wiosenna kolekcja francuskiej marki Chantelle, a zwłaszcza obecne tam obficie szmaragdziki z linii Merci. Niestety nie udało mi się przymierzyć half-cupa Merci, ponieważ w firmowym salonie (stacjonarny, w dużej galerii handlowej) nie było go w rozmiarze, który mógłby ewentualnie pasować (a jest szyty do G). Plunge'a też nie.

Dlaczego w ogóle przyszło mi do głowy, że mój szalonej wielkości biust mógłby zasłużyć na francuską koronkę? Ano udało mi się przymierzyć jakiegoś full-cupa w misce H i ponieważ okazał się nadspodziewanie obszerny (i do tego ładny!), doszłam do wniosku, że warto by spróbować i jakiegoś G. Niestety, zagadnięta mailem Agencja Handlowa Chantelle nie wie, co jest w sklepach w Polsce (!), i jedyna pomocą, jaką może mi zaoferować, jest podanie listy sklepów partnerskich i numer katalogowy modelu. Stwierdziłam więc, że łatwiej mi będzie zamówić w Figleaves, niż wydzwaniać do warszawskich sklepów bez gwarancji jakiegokolwiek rezultatu.

Chantelle - model Merci w dwóch krojach

 

Tyle dygresji, wróćmy do... no właśnie, brytyjskiego Figleaves, bo to stamtąd pochodzi mój nabytek. Szperając w poszukiwaniu Chantelle trafiłam na promocję stosunkowo nowej marki własnej tego sklepu - Lulu Tout. „Francuskawa” nazwa miała, jak się zdaje, odzwierciedlać stylistykę. Brakowało nam dotąd w angielskich DD-plusach jednokolorowych, miękko-koronkowo-buduarowych modeli, charakterystycznych dla francuskich firm... Wygląda na to, że Lulu Tout chciałoby tę lukę wypełnić. Zerknijcie zresztą na lookbook tej marki.

 

Lulu Tout - Coco Lace w dwóch krojach

 

Niestety, ten uroczo półprzejrzysty half-cup ma gorszy zakres rozmiarowy od Chantelle, bo tylko do DD. Na szczęście balkonetka sięga już miseczki H. Do tego ma ciekawą, dwuwarstwową konstrukcję z trójkątami koronki, zaczynającymi się wysoko blisko szczytu ramienia - zawsze zazdrościłam małobiuściastym tego typu efektów... Porzuciłam więc chwilowo myśl o francuskich koronkach i zakupiłam brytyjskie - dwa razy tańsze :-)

 

Lulu Tout - Coco Lace, kolor: Emerald, rozmiar: 36G [Rozmiary miseczek: DD-H, obwody: 30-38, cena: £24.00]

 

Estetyka

Coco Lace ma u mnie mnóstwo punktów za oryginalność. Spodnia warstwa miseczek jest uszyta z przejrzystej siatki, co daje seksowny look à la balkonetki Miss Mandalay. Dolna część miseczki od spodu wzmocniona jest siatką w beżu, trochę nie wiadomo czemu nie w tym samym kolorze, co reszta. Może gdyby ta warstwa także była zielona, miseczki sprawiałyby wrażenie ciemniejszych? Nie wiem. Tak czy owak, tych spodnich szczegółów na wierzchu ani trochę nie widać.

Zgodnie z intencją producenta, odsłonięty jest fragment górnej, całkowicie przejrzystej części miseczki, a dół zakrywają koronkowe panele. Warstwa ta nie jest przyczepiona do miseczki w żadnym punkcie poza fiszbiną - niepokoiłam się, czy nie będzie się marszczyła czy też odstawała, ale nic takiego się nie dzieje. Oczywiście, w rejonie ramiączka nie przylega do ciała, bo w ciele jest tu wklęsłość, układa się więc nieco pod kątem, i daje wrażenie, jakby piersi były podwieszone na pasach koronki - i właśnie o to chodziło.

Dwuwarstwowe miseczki - warstwa wierzchnia nie jest przymocowana do spodniej

 

Całość jest kolorystycznie prawie jednolita - wszystko w ciemnym szmaragdzie, od tyłów po kokardki. Dopiero mój aparat zauważył, że zapięcie nieco różni się odcieniem od reszty - moje oko jakoś tego nie dostrzega, chyba że w bardzo ostrym świetle. Drugim odcinającym się elementem są szwy. Nitki są trochę jaśniejsze niż podłoże i to już nieco mi przeszkadza.

Od spodu. Widać beżowe podszycie miseczek, zapięcie i szwy różniące się nieco kolorem od reszty



Regulatory i kółka z tyłu są z metalu w modnym obecnie odcieniu różowego złota.

Ciekawą ozdobą jest też oczko na mostku. Jest starannie wykończone. Widać je tylko w staniku naciągniętym (na przykład: na ciele :), dlatego na wielu zdjęciach nie jest widoczne.

Mostek z oczkiem

 

Coco Lace jest starannie uszyta. Prawie nie ma sterczących niteczek, siepiących się szwów. Świetnej jakości gumy, doskonałe, nieodkształcające się zapięcie. Jedyne, co mogę jej zarzucić, to że zdobiona prążkowym haftem koronka, co prawda miękka i miła w dotyku, to jednak nie to samo, co francuskie cuda. Za te jednak płaci się, jak wiadomo, dużo więcej. Można było jednak bardziej starannie przyciąć jej brzegi.

 

Zapięcie - solidne i nie odkształcające się

 

Koronka ma trochę postrzępiony, niedokładnie przycięty brzeg

 

Dopasowanie

Mój zwykły rozmiar pasuje idealnie. Obwód nie jest ani za ciasny, ani za luźny, miseczki w sam raz. Czegóż chcieć więcej?

 

Kształt

Zawsze obawiam się w młodych markach dwóch rzeczy: kształtu i konstrukcji. Tu jednak obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Kształtowi nic zarzucić nie można. Biust jest doskonale podniesiony, świetnie zebrany, okrągły. Wierzchnia, koronkowa warstwa pod ubraniem nie jest widoczna.

Zbliżenie na koronkę

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Jeśli chodzi o podtrzymanie - mimo iż ostatnio lubuję się w stabilniejszych, trzyhaftkowych tyłach, nie mam tu powodów do narzekań. Obwód jest bardzo stabilny i pracujący. Nie trzyma się jedynie na gumach. Tyły zrobione są z dwóch warstw siatki, spodniej - mocniejszej i wierzchniej - cieńszej i delikatniejszej. Również dobrze pracują ramiączka. Całość podtrzymuje bez zarzutu.

Jeśli chodzi o konstrukcję - mamy tu klasyczną, trzyczęściową balkonetkę, o przeciętnym zabudowaniu. Miseczki nie wchodzą pod pachy, choć jeszcze ze 2 cm w górę i mogłyby stać się niewygodne. Ale nie są. Jest to porządnie skonstruowany stanik.

Konstrukcję miseczek najlepiej widać od spodu

 

Wygoda

To byłby wygodny i niewyczuwalny stanik... Plusy należą się bardzo przyjemne w dotyku gumki, niegniotące usztywnienia boczne (elastyczne i dobrze wszyte).

Byłby, gdyby nie jedno jedyne miejsce: połączenie ramiączka z częścią koronkową. Właściwe ramiączko jest tu bowiem doszyte wyżej niż zwykle w biustonoszach - u mnie miejsce to wypada nieco poniżej szczytu ramienia, przylega więc mocno do skóry. I szew łączący koronkę z ramiączkiem drapie mnie po prostu nieznośnie, mimo że wygląda niewinnie. Wielka szkoda - tak ładny stanik i taki dręczyciel. Albo wyhoduję sobie grubszą skórę, albo te szwy z czasem zmiękną... Na razie niestety nie mogę w Coco Lace wytrzymać zbyt długo :(

Miejsce wszycia ramiączka z przodu - od spodu

 

Cena

Gdyby nie ten problem z drapiącym szwem, uznałabym Coco Lace za w zupełności wartą swojej ceny. Podobne sumy, a nawet kilka funtów wyższe, kosztują balkonetki Panache, a jakość jest porównywalna. Za to design nader ciekawy. I taki chyba jest cel marek Figleaves - dostarczanie tańszych alternatyw i wypełnianie nisz.

 

Galeria

Zapraszam do przyjrzenia się urokom Coco Lace dokładnie :-)

 

 

Podsumowanie

Cieszę się, że odważyłam się wypróbować Lulu Tout. Wcześniej byłam nieufna wobec marek Figleaves. Kojarzyły mi się - no wiecie, ze słabymi marketowymi markami wszystkiego, choć doświadczenie z innych dziedzin konsumpcji jednak poucza mnie, że marka własna może okazać się bardzo dobra jakościowo. Zresztą, żeby daleko nie szukać - Bravissimo przecież też projektuje całkiem udane biustonosze (swoją drogą słyszy się tu i ówdzie, że szyje je firma Panache). Więc kto wie, czy nie skuszę się na Lulu Tout raz jeszcze.

Jestem ciekawa, czy próbowałyście już którejkolwiek z własnych marek Figleaves - takich jak Just Peachy, Midnight Grace, Sophina, Figleaves Boudoir, Figleaves London? Co prawda mają jedną zasadniczą wadę - nie da się ich kupić w Polsce... Ale czyż dla prawdziwej stanikomaniaczki stanowi to jakąkolwiek przeszkodę? ;-)

piątek, 21 marca 2014

Ta recenzja powinna była właściwie ukazać się w Dzień Świętego Patryka, kiedy to podobno należy koniecznie mieć na sobie coś zielonego :-) A tak się przypadkiem złożyło, że miałam! Pozostaję zatem w nastroju pro-liściastym i otwieram cykl „Zielono mi”. Zielony to kolor rzadko w bieliźnie widywany, a wiem od Was, że nie jestem osamotniona w miłości do tej barwy, mam więc nadzieję, że stworzymy tu wspólnie bazę liści, świeżych pączków, traw, zarośli  oraz mchu i paproci. W końcu już wiosna!

Model Forest firmy Samanta wypatrzyłam po raz pierwszy na Facebooku Samanty, gdzie był prężnie promowany. Z przyjemnością dowiedziałam się, że wystąpi w kilku krojach, z czego co najmniej jeden będzie na mnie pasować. Ten urokliwy szmaragdowy haft wykorzystano bowiem w modelach: miękkim balkonetkowym, half-cupowym, usztywnianym push-upie i właśnie tym, o którym będzie mowa - półusztywnianym. Będzie to debiut półusztywnianego kroju A225 na tych skromnych łamach.

Czemu dopiero teraz testuję Samantowego półsztywniaka? Ano dlatego, że jakoś nigdy nie mogłam trafić na tego typu model w moim rozmiarze, którym jest w Samancie 80H. To chyba zresztą nowy krój, bo w spisie krojów na stronie sklepu jeszcze go nie ma (swoją drogą - podobno sklep ma przejść lifting, co bardzo by się przydało... a w opisach krojów przydałoby się info, czy dany krój jest usztywniany czy miękki!) Do tej pory testowałam tylko krój A922 - miękką balkonetkę dla dużych biustów, która w obwodzie 80 dochodzi teraz już do (Samantowego) J.

 

Ciekawie się składa - pierwsza recenzja Samanty na Stanikomanii należała do modelu Semi również w zielonych barwach :-) Był to krój A922, podobnie jak testowana później Odetta. Tym razem jednak nie zdecydowałam się na kolejnego A922, mimo że w tym wzorze również prezentuje się atrakcyjnie. Zadecydowała stanikomaniacka żądza eksperymentu, a do tego miłe zaskoczenie układaniem się modelu półusztywnianego, który w porównaniu z miękkim daje mocniejsze uniesienie biustu. Miękkusa również przymierzyłam i wizualnie wypada nie gorzej od Semi, dłuższym testom natomiast poddałam już tylko A225.

Samanta - Forest, krój A225, rozmiar: 80H, kolor: szmaragdowy [Rozmiary: 65 D-K, 70 C-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G), cena: 169 zł w sklepie firmowym Samanty, biustonosz został mi dostarczony do recenzji przez producenta]

 

Estetyka

W tym hafcie można zakochać się na zabój, zwłaszcza gdy ktoś, jak ja, kocha się w zieleni i szmaragdach. Wracają wspomnienia różnych dawnych brytyjskich modeli w kolorze teal i pokrewnych. A także poprzedniego sezonu w modzie odzieżowej, który należał ponoć do koloru Pantone Emerald, dzięki czemu wzbogaciłam szafę o trochę ubrań w odcieniach szmaragdu. Do tego brakuje jeszcze tylko odpowiedniej ilości bielizny :-) W dodatku hafty są cieniowane i przyjemnie połyskują, a całość kojarzy się wspaniale roślinnie, może nie tyle z naszym północnoeuropejskim lasem, co z dżunglą czy palmami.

Mimo tych superlatyw mam Forestowi do zarzucenia to i owo. Po pierwsze, niejednolitość odcieni - o ile mogę jeszcze zaakceptować różnicę między miseczkami a całą resztą (boki, tył, ramiączka - tu plus za to, że te elementy mają odcień identyczny), o tyle kokardka złożona z dwóch odcieni, z których każdy jest inny od wszystkiego, wprowadza pewien chaos. Druga sprawa to układ haftów. Zostałam już na tyle rozpieszczona przez niektóre firmy (np. nasze Avocado), że zwracam uwagę na rozmieszczenie wzorów i o ile górne, przejrzyste części miseczek mają je ułożone symetrycznie po obu stronach, o tyle na dole mamy już bałagan. Po trzecie - nie kocham gąbki powleczonej siatką. Gąbka siedzi sobie oczywiście pod bawełnianą dzianiną w kolorze dostosowanym i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że na tej bawełence z czasem zawsze robią się zagniecenia, które przez siateczkę trochę widać. Do tego dołożę jeszcze zapięcie, które co prawda ma porządne haftki i odpowiednio długi „język” na końcu, ale w noszeniu się wyciąga i nieco odkształca.

 

Zapięcie Foresta od spodu

 

Miejsce przyczepienia ramiączka z przodu

 

Ostatnia rzecz to odpinane ramiączka. Nie wiem, czemu polscy producenci tak upierają się przy tych haczykach. Po co wymieniać tak ładne ramiączka na inne? A może chodzi o możliwość przepinania ich na różne sposoby? Na to są niestety zdecydowanie za krótkie, bo do normalnego noszenia zmuszona jestem je maksymalnie wydłużyć. Krój stanika zaś nie pozwala na noszenie go bez ramiączek. Moim zdaniem te haczyki z przodu, niczym nie zamaskowane, psują tylko estetykę. Na plus należy zapisać, że same ramiączka są bardzo ładne, a wzmocnienie wszyte pod spodem ich przedniej części jest wykonane starannie.

Uff, po takiej ilości marudzenia możecie być zaskoczone sumarycznym zachwytem, ale TE KOLORY u mnie przeważają wszystko. No i haft, zwłaszcza u góry miseczki, prezentuje się na biuście naprawdę świetnie. Siateczka zaś jest kusząco mgiełkowo przejrzysta. Godny pochwały jest też dobry kształt biustu i przyjemnie niskie zabudowanie.

 

Dopasowanie

O ile Semi i Odetta były przydużawe, o tyle Forest w kroju A225 jest trochę za mały. Fiszbiny są na absolutnej granicy, a mostek u góry trochę odstaje. Nad miseczkami nie tworzą się jednak bułki. Większej miseczki w tym obwodzie niestety już nie ma. Rozmiar obwodu 80 za to jest zupełnie odpowiedni.

Za kalkulator rozmiarów na stronie nadal pała! Nic się nie zmieniło, moje wymiary wg niego w ogóle nie istnieją. Jemu także przydałaby się modernizacja. Konkludując: wciąż za słaba przewidywalność rozmiarowa...

 

Kształt

Forma biustu w Foreście jest bardzo dobra: jest idealnie uniesiony, zebrany i okrągły. Łączenie górnej części miseczki z dolną jest lekko widoczne pod cienkim ubraniem, ale nieznacznie i jest to do zaakceptowania. Biust w tym kroju jest lepiej uniesiony niż w A922, linia od dołu idzie najpierw łagodnie, a potem stromo do góry, bez żadnych przewieszek nad fiszbinami.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Podtrzymanie jest nieco upośledzone przez to, że mostek nie przylega idealnie, a do tego cały stanik jest dość nisko zabudowany, przez co niestety nie należy do najlepszych trzymaczy. Ramiączka byłyby stanowczo zbyt rozciągliwe (pamiętacie, jak narzekałam na ramiączka w Fauve Veronique? Te są prawie identyczne, jeśli nie dokładnie identyczne) - gdyby nie to, że w przedniej części zostały podszyte nierozciągliwą tasiemką. To je uratowało - sprawują się znośnie.

Ramiączko w miejscu, gdzie podszyta część przednia przechodzi w tylną - rozciągliwą

 

Ramiączko - to samo miejsce od spodu

 

Tył jest dość rozciągliwy (jedna warstwa dzianiny), trzyma się w dużym stopniu na gumkach, ale trzyma się odpowiednio, więc właściwie nie mam na co narzekać.

Konstrukcją jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie ma żadnych dziobów ani problemów na granicy gąbka-siatkowa część górna, nie ma też wchodzenia miseczki pod pachy. Jest niskie zabudowanie, które chyba trochę by urosło, gdyby miseczki były nieco większe, ale nie sądzę, by był to duży skok. A225 można raczej zaliczyć do niskich balkonetek. Tak przynajmniej twierdzi mój biust.

 

Wygoda

Właściwie nie czuję Foresta na sobie, jednak skłamałabym twierdząc, że jest supermiękkim wygodniczkiem. Trochę przeszkadzają mi ramiączka - obecność tego podszycia czasem czuję - wolałabym lepszej jakości, gładkie i miękkie od spodu ramiączka, których nie trzeba by niczym podszywać. No i te haczyki. Normalnie ich nie zauważam, ale przy niektórych ruchach jednak czuję, że są jakieś twarde elementy u nasady ramiączek, na szczęście tylko te z przodu.

Miejsce przyczepienia ramiączka z tyłu. Tuż obok widać regulator - noszę je maksymalnie wydłużone, ale na szczęście nie są za krótkie.

 

Cena

W moim odczuciu w Foreście na wysoką cenę zasługuje bardziej sam projekt niż jego realizacja. Gdyby to samo zrobić z jednolitych kolorystycznie, najwyższej jakości materiałów, nie obraziłabym się nawet za wyższą cenę. Ta jednak wydaje mi się trochę za wysoka w stosunku do jakości surowców. Zaletą jest efektowność, i dobra konstrukcja. Mam nadzieję, że ten piękny szmaragd szybko nie zblaknie... Dla fanek zieleni jest to z pewnością gratka, bo takie modele nie zdarzają się często.

Szczęśliwie, jak to zwykle bywa, udało mi się wytargować dla Was małą promocję :)

 

Galeria

Oto Las w pełnej krasie, także w wiosennym słońcu. Zapraszam na spacerek :-)

 

 

Podsumowanie

Ogólne brawa dla Samanty za efektowne, kolorowe, przyciągające wzrok hafty, co zresztą widzimy w tej marce nie od dziś. Cieszę się też, że rośnie wybór krojów dla większych miseczek. Nadmieniam, że w podobnym zakresie rozmiarów do wypróbowanego przeze mnie wcześniej modelu A922 mamy jeszcze A111 dostępny w wiosennej kolekcji w m.in. w magentowym modelu Desert i A211 w czarnym Blackcurrant. Jeśli któraś z Was zna już te kroje, proszę podzielcie się wrażeniami :-) O to samo proszę zresztą wszystkie większo-biuściaste użytkowniczki Samanty.

Polecam przy okazji rzut oka na stronę firmową, gdzie można zobaczyć modele w lepszych powiększeniach niż w sklepie (lifting, prosimy!), np. takie oto ślicznoty z kolekcji Glamour... Niestety bez informacji o typach krójów i rozmiarach, trzeba więc ciągle biegać między sklepem a stroną, co jest bardzo niewygodne.

Jestem ciekawa, co myślicie o obecnej ofercie Samanty? A o zielonym Foreście? :-)

 

Uwaga, promocja!

Jeśli nabrałyście ochoty na Foresta, będziecie mogły go kupić trochę taniej :-) OD PONIEDZIAŁKU w sklepie firmowym Samanty otrzymacie 10-procentową zniżkę na wszystkie Foresty! Warunek: trzeba wpisać hasło „Stanikomania” w polu komentarza do zamówienia, a zniżka zostanie Wam policzona. Promocja będzie działała dokładnie przez tydzień czyli do końca marca. 

 

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...