Wpisy z tagiem: Francja

wtorek, 10 czerwca 2014

 Czy wiecie, że niemal przez całe swoje stanikomaniackie życie marzyłam o biustonoszu Empreinte? Pierwszy raz o tej francuskiej marce, przeznaczonej dla nieco bardziej biuściastych kobiet, dowiedziałam się od polskiej firmy Avocado, która oferowała ją w nieistniejącym już butiku w Warszawie. Zakochałam się po przymierzeniu modelu Thalia, który wówczas oferowano do miseczki F. Był prawie dobry... ale jednak za mały. Byłam zachwycona kształtem piersi w tej balkonetce oraz haftem, który robił mi z biustu wizualny cud.

W moim rozmiarze, o rozpaczy, dostępny był jedynie full-cup, który tworzył stożkowaty kształt i mimo identycznego jak balkonetka haftu i koloru wyglądał na biuście jak brzydsza siostra balkonetki. Firma Empreinte, co tu dużo mówić, potraktowała mnie i mój biust okropnie, co na długo zniechęciło mnie do francuskiego bieliźniarstwa.

Za Empreinte przetęskniłam więc całe lata, pomstując przy okazji na horrendalne ceny francuskich cacek, nieadekwatne do ich nędznej rozmiarówki - a najbardziej na ową rozmiarówkę... O jaką estetykę chodzi - zobaczcie same, oto strona firmowa marki Empreinte. Te koronki i hafty są naprawdę przepiękne, choć kolorystka ostatnio nieco za spokojna jak dla mnie. Ktosia pytała o biustonosz z koronkowymi plecami? Proszę bardzo: Melody (krój triangle - do F), Jasmine (do G). Takich cudów nie znajdziecie w UK-markach! Kroje dostępne dla każdego z modeli zobaczycie klikając w „Details of the forms”.

(Ciekawostka - wiele modeli/kolorów w wirtualnym katalogu jest sfotografowane bez biustu w środku, jednak biustonosze nie leżą jak szmatki, lecz mają kształt nieobecnych w nich piersi :-) Chciałabym tak pokazać dzisiejszą bohaterkę, ale nie potrafię. Z pomocą przyszedł mi jednak świeżutki i bardzo obiecujący blog Boskie Biusty, który zainspirował mnie do robienia zdjęć „na stojaka” (takich jak na początku i końcu notki :-) )

A wracając do tematu - tęskniłam więc i tęskniłam, aż do niedawna. Pamiętacie moją wizytę w Boutique Bielizny? To tam zaproponowano mi przymierzenie dwóch Empreintek. Jedna była wygodniczkiem z termicznie modelowanej koronki, superpraktycznym i świetnej jakości (Melody). Nie wzbudziła jednak emocji choćby zbliżonych do Thalii w wersji balkonetkowej. Druga była już normalną miękką balkonetką - nie Thalią niestety, ale miała inną zaletę: rozmiar oznaczony na metce jako UK 36G i EUR 80G, który okazał się świetnie na mnie pasować.

Przy okazji okazało się, że nie tylko wspomniana Thalia jest już produkowana do G, ale i wiele innych modeli tej firmy, i że jest to, sądząc po moich przymiarkach, G równe brytyjskiemu. Oto więc przed Wami pierwsze w Stanikomanii francuskie cacko marki Empreinte:

Empreinte - Irina, rozmiar: 80G, kolor: grafitowy [Rozmiary miseczek: C-G, obwody: 75-90, cena: 549 zł - uwaga rabat dla stanikomaniaczek - info na końcu notki; biustonosz został mi dostarczony przez sklep Boutique Bielizny.]

Estetyka

Moje serce zawsze mocniej bije na widok złota i srebra (choć nie gardzę też miedzią :), dlatego Irina od pierwszego wejrzenia zdobyła moją sympatię. Złotą nitką wzbogacony jest haft w górnej części, niesamowita wisząca ozdoba na mostku (nie mogę zrozumieć, czemu tego typu aplikacje to taka rzadkość!) oraz dolna ozdoba przodu. Bez złota Irina byłaby też piękna, choć chyba troszkę smutna, z tym czarnym haftem na szaropoielatym tle.

 

Koloru tego nie ma już w aktualnej kolekcji - jest za to m.in. spektakularny zestaw czarno-kobaltowy:

A skoro już o hafcie mowa - w opisie tego modelu przeczytamy o dalekowschodnich inspiracjach, i rzeczywiście - skojarzenia budzi orientalne, choć mnie przywodzi na myśl raczej bliskowschodnią architekturę albo biżuterię. Złoto bardzo do tego pasuje. Haftowane ornamenty są najpiękniejszą ozdobą Iriny. Są delikatne, precyzyjne, świetnej jakości i przy tym przyjemne w dotyku. Choć może trochę szkoda, że to haft na dobrze nam znanej siateczce, nie tradycyjna koronka ze słynnej manufaktury :-)

Irina jest mgiełką - a te zawsze budzą mój entuzjazm. Dolna część jest nieco mniej mgiełkowa niż górna (dwie warstwy siateczki), ale wciąż półprzejrzysta i zdobiona w całości świetnym czarnym haftem.

Ramiączka i kokardki - to dwa powody, dla których odejmuję pół punkta tej ślicznotce. Ramiączka są w całości obszyte plisowaną taśmą, bardzo eleganckie i wygodne, ale odstraszają szerokością - mają 2,5 cm szerokości i przy tym delikatnym modelu moim zdaniem wyglądają nieco za ciężko.

Kokardki zaś są... zbyt zwykłe. Od luksusowej marki wymagałabym czegoś więcej niż zwyczajna wstążka - czemu nie np. aksamitka? Co prawda pierwsze skrzypce gra tu haft, ale o ten szczegół można było również zadbać.

 

Dopasowanie

Miseczki Iriny są na mnie w sam raz, obwód początkowo też, choć z czasem stał się trochę podjeżdżaczem. Tyły zrobiono z pojedynczej warstwy nieźle trzymającej, lekko połyskliwej dzianiny, choć widziałam w życiu lepiej pracujące obwody. Czepiam się, bo uważam, że luksusowa marka zobowiązuje. 

Trochę mnie zaniepokoiło odkrycie, że na metce Iriny stoi: FR 90, US/UK 36, EUR 80 (i miseczka G). Żyłam do tej pory w przeświadczeniu, że francuskie obwody przeliczamy na europejskie, odejmując 15. A tu różnica wynosi 10. Tak czy owak - na 75 obwód ten jest zdecydowanie za luźny, więc to 80 pasuje.

 

Kształt

Być może wspomnienie niesamowitego kształtu w Thalii, już zresztą nieco zatarte (poza tym oparte na przymierzeniu za małych miseczek) zakłóca moją ocenę, ale jestem trochę rozczarowana. Formy biustu w Irinie co prawda nie ma się co wstydzić - uniesienie i zebranie w normie, ale fiszbiny rozginają się nieco na boki i to trochę psuje wrażenia wizualne, gdy patrzymy na biust bez ubrania. Być może to właśnie rozciąganie się fiszbin jest częściowo odpowiedzialne za poszerzenie obwodu i podjeżdżanie. Efekt ten pojawił się dopiero z czasem, być może Irina nie do końca podołała obciążeniu moim biustem i fiszbiny się trochę odkształciły - na płasko jednak nie widać tego.

 

Konstrukcja i podtrzymanie



Miseczki mają krój typowej trzyczęściowej balkonetki. Mostek jest dość wysoki, co kłóci się z nazwą low-necked bra. Początkowo nawet mnie uwierał końcami fiszbin, ale po przepchnięciu fiszbin w kanalikach problem zniknął całkowicie. Ciekawe są boczne usztywnienia - bardzo delikatne i mało sztywne, niewyczuwalne.

Jeśli chodzi o podtrzymanie, to powiedziałabym, że Irina ma syndrom „daję radę, ale z trudem”. Chodzi mi przede wszystkim o rozginające się fiszbiny i związane z tym pogorszenie podtrzymania. Oceniam surowo, ponieważ, jak już wspomniałam, po takiej marce spodziewałabym się ideału. Są firmy, które stać na to, by każdy rozmiar opracowywać i testować oddzielnie, tu jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zabrakło testerek z takimi biustami jak mój (i cięższymi). Niestety tu Empreinte ustępuje brytyjskim markom. Nie neguję jednak, że w mniejszych rozmiarach może radzić sobie doskonale.

 

Wygoda

Odejmuję punkt za cierpienie na początku - kłuły mnie fiszbiny na mostku. Udało się na szczęście przepchnąć je dalej w stronę pach, są bowiem krótsze niż kanaliki. Na początku jednak uparcie wracały do początkowej pozycji, z czasem się chyba przyzwyczaiły, a może odkształciły w jakiś tajemniczy sposób - i już nie wracają i nie kłują.

Ramiączka są bardzo wygodne - zostały w całości pokryte ozdobną taśmą, ale jest ona plisowana i rozciąga się wraz z gumką. Pozostają więc komfortowe na całej długości. Od spodu nie mają żadnych szwów, w dotyku są jak brzoskwiniowa skórka.

Zapięcie co prawda nie odkształca się i nie wyciąga, ale jest cienkie, ma krótki „język” pod spodem, który czasem się podwija. Mogłoby być solidniejsze.

 

Cena - czy warto?

Czuję się nieco skrępowana, oceniając cenę Iriny, nie musiałam bowiem za nią płacić. Zadaję sobie pytanie: czy warto zapłacić duże kilkaset złotych za Irinę i podobne modele? To wbrew pozorom niełatwe pytanie.

Taki biust, jak mój, nie dostał za tę cenę niczego lepiej podtrzymującego ani kształtującego, niż przeciętny biustonosz brytyjski. Dostał natomiast obłędnie piękny haft, coś całkowicie bezprecedensowego w jego dotychczasowej bra-karierze :-) Irina to prawdziwy klejnot hafciarstwa. Miło jest posiadać przynajmniej jeden taki model. Podobno Empreinte ma swoje fanki, które nie noszą niczego innego. Może to po prostu kwestia wielkości i ciężaru biustu? Może gdybym miała F-biust i mogła zafundować sobie Melody w wersji z koronkowymi plecami, ciułałabym pracowicie na Empreintki? :-)

Wstrzymuję się tu więc od przyznawania punktów i oddaję głos Wam. Co sądzicie o stanikach za pięć stówek? :-) Macie takie w swoich szufladach?

 

 

Galeria

Zapraszam do obejrzenia Iriny z bliska. Czy muszę zachęcać? ;-)

 

 

Podsumowanie

Dotąd czułam, że bez Empreinte mój ogląd rynku bieliźnianego jest niepełny. Teraz już wiem, jakie to uczucie - pławić się w luksusie :-) Brakuje mi jeszcze Lise Charmel... No cóż, potrafię chyba zrozumieć, że - jeśli tylko nas na to stać - od takich piękności można się uzależnić. Na co dzień jednak pozostanę przy nieco tańszej Fauve ;-)

Ciekawa jestem Waszej opinii o francuskiej bieliźnie. Czy w Waszych szufladach mieszka Empreinte, Chantelle, Passionata, Simone Pérèle, Aubade, Lise Charmel? Jak oceniacie jej estetykę, jakość i konstrukcje? Czy sądzicie, że francuska bielizna sprawdza się tylko na mniejszych i średnich biustach?

 

Uwaga, promocja!

Z okazji publikacji tej recenzji warszawski sklep Boutique Bielizny ma dla Was promocję: aż -20% rabatu na modele marki Empreinte na hasło STANIKOMANIA :) I już cena robi się trochę przyjaźniejsza... Rabat obowiązuje do końca czerwca. BB nie ma sklepu internetowego - skorzystają więc głównie warszawianki (po newsy zaglądajcie na stronę sklepu na facebooku). Dla tych, które jeszcze nie znają Boutique - sprawdźcie ten stanikowy adres. Biusty do F mogą ubrać się tam również w cacka Marlies Dekkers, nie wspominając o Gossardach, Frejkach i Fauviakach (więcej o ofercie Boutique Bielizny i o tym, co się tam dzieje oprócz brafitiingu - w wywiadzie). Zapraszam w imieniu BB :-)

Adres sklepu: Al. Niepodległości 153/155, Warszawa.

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...