Wpisy z tagiem: granatowy

piątek, 29 września 2017

Amory w głowie wymagały ciepłego okrycia. W końcu jesień! ;-)

 

Po udanych eksperymentach z nowymi produktami Samanty, zwłaszcza z modelem Spark, bez wahania zgodziłam się na dalsze testy konstrukcji A922 adresowanej do większych biustów. Jestem łasa na kolorowe hafty (pamięta ktosia jeszcze markę Fauve?), którymi ostatnimi czasy jakby rzadziej rozpieszczały nas firmy. Samanta jednak zawsze miała ich dużo, a do tego konsekwentnie stawiała na żywe kolory. Dodam, że firma obchodzi właśnie 25-lecie. Kilka tygodni temu spędziłam urocze pół dnia w siedzibie Samanty w Makowie Podhalańskim (relacja niebawem!) i bardzo ucieszył mnie mniej więcej taki dialog:

- Czy zawsze stawialiście Państwo na żywe kolory, czy dopiero z czasem zwiększał się udział barwnych modeli w kolekcjach?

- Właściwie zawsze było u nas kolorowo!

I mam nadzieję, że nadal będzie :-)

A tymczasem przed Wami:

 

Samanta - Amor A922, kolor: granatowy, rozmiar: 80H [Rozmiary katalogowe: 65 G-M, 70 F-L, 75 E-K, 80 D-J, 85 D-I, 90 D-H, 95 D-G; cena w sklepie firmowym: 229 zł. Biustonosz został mi dostarczony przez producenta. Cała kolekcja Amor w kolorze granatowym dostępna pod linkiem]

 

 

Estetyka

Granat to nowa czerń - to po pierwsze ;-) Bardzo lubię bieliznę w ciemnych kolorach nieczarnych - czarną też lubię, ale zawsze chętnie witam odmianę. Tu rarytasem dla mnie są też kolorowe hafty, bogate i efektowne, trochę w folkowym klimacie. Różane hafty są szalenie w modzie, wystarczy wstąpić do pierwszej z brzegu sieciówki: haftowane dżinsy, bluzy, kurtki z haftowanymi naprasowankami i tak dalej. Zawsze się cieszę widząc, że bielizna odpowiada na trendy, choć jeszcze bardziej, gdy tworzy własne :-)

 

 

Hafty są urodziwe, dobrej jakości, mięciutkie i pokrywają całą miseczkę, a szafirowy motyw - nawet tył biustonosza. To super, gdy z tyłu też coś się dzieje! Ramiączka też mają haftową naszywkę. Dzieje się także na mostku - kokardka z dwóch wstążeczek oraz zawieszka ze stylizowanym S z logotypu firmy.

 

 

Przejrzystość to kolejny atut Amora, choć nie jest ona całkowita (transparentne w całości są pozostałe dwie miękkie konstrukcje - A122 oraz A142, niestety żadna z nich nie sięga mojego rozmiaru). Dolna część miseczek jest podszyta dodatkową warstwą siateczki, która tę przejrzystość zmniejsza. Ale tylko trochę. Czyni to z Amora A922 całkiem niezłe, jak to się po stanikomaniacku mówi, kusidło. Zwracam uwagę na fakt, że mimo dwóch warstw siatki, nie ma efektu mory - a raczej jest, tylko subtelny i nie rzuca się specjalnie w oczy - brawo dla firmy za ten miły szczegół. Slingi boczne, również z siatki, nie uwierają mnie wizualnie. 

 

 

Całość jest staranniutko zszyta i bez niesfornych nitek ani zostawionych surowych brzegów. Zapięcie tylko trochę się naciąga w noszeniu. W dotyku czuje się niezłą jakość. 

Nawiasem mówiąc - jeźlikto nie chce granatu, Amor występuje też w wersji kremowo-różowo-srebrzystej - która jednak nie skradła mego serca, mimo metalicznej nitki.

 

 

Dopasowanie

Rozmiar moim zdaniem standardowy. Obwód nie jest zbyt rozciągliwy. Miseczki są głębokie, stąd nieco luzu na mniejszej piersi. Mimo że nie wydają mi się jeszcze za duże, to jednak chętnie wypróbowałabym mniejszy rozmiar - dla niższego zabudowania. Ale spodziewam się, że fiszbiny byłyby wtedy już za wąskie, dlatego zostaję przy moim 80H. 

 

 

Kształt

Może trochę na wyrost, ale wydaje mi się, że Amor podnosi mój biust lepiej niż Spark - może to kwestia lepiej trzymającego obwodu. Jest okrągło, piersi ładnie podniesione i zebrane. 

 

W odpowiedzi na sugestię jednej z Was - powrót do „brafittingowego podkoszulka”. No nie powiem, żebym czuła się w nim świetnie, ale kształt biustu niewątpliwie dobrze widać :-) 

 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Głębokie miseczki ze sporą przestrzenią u dołu i dość wąskimi - ale też nie najwęższymi na świecie (i dobrze!) fiszbinami nie są ideałem dla moich piersi, które generalnie wolą miseczki szersze, ale i tak sprawują się zaskakująco dobrze. Odczuwam jakąś śladową niestabilność związaną pewnie z tą głębokością, ale podtrzymanie jest zupełnie dobre. Czuję się naprawdę nieźle w tej konstrukcji i porzucam obawy z nią związane. 

 

 

Wygoda

Odejmuję pół punkta za fiszbiny boczne - po paru godzinach dolne końcówki zaczynają mnie uwierać. Ale dzieje się to po naprawdę długim czasie. Jak się ostatecznie zniecierpliwię, to je wypruję i zdam Wam relację, jak się sprawuje ten stanik bez bocznych fiszbin. Druty zasadnicze, znaczy - te w miseczkach - nie były dla mnie niewygodne, więc obyło się bez fiszbinoplastyki. 

 

Do kompletu - figi (XL) 

Porządne, wystarczająco głębokie i seksownie przezroczyste gacie ;-) Nie mam żadnego „ale”. Choć optycznie podobają mi się też bokserki i żałuję, że ich chociaż nie przymierzyłam (zapomniałam w sumie :-) ). 

 

 

 

Galeria

Zachęcam gorąco do rzucenia okiem na większą liczbę fotek i zbliżeń, jest na co popatrzeć :-)

 

Samanta - Amor

 

Podsumowanie

Coraz lepiej czuję się w konstrukcji A922 - nie wiem czy to kwestia nieco innych materiałów, ale Amor leży i działa u mnie lepiej od Sparka. Podobnie zachowuje się Cora, którą też sobie sprawiłam. Haft w Corze nie jest tak zabójczo kolorowy jak w Amorze, ale podoba mi się ten obsypany listkami czy też płatkami dekolt oraz barwa całości.

 

 

By the way, chętnie powitałabym linię pasujących do biustonoszy koszulek. Byle tylko wybór rozmiarów był odpowiednio duży, a koszulki dobrze układały się na większym biuście. W Amora chętnie ubrałabym się bardziej całościowo, w Sparka zresztą też :-) 

Podsumowując, Samanta ma wszelkie dane, by trafić do mojego repertuaru marek regularnie obserwowanych i testowanych. 

 

Bieliznę sponsorowała: Samanta, daszka w tył nie sponsorowali: & Other Stories.

 

Uwaga, promocja!

Firma Samanta, aby zachęcić nas szczególnie do zawarcia znajomości ze świeżą, jesienną kolekcją (z której pochodzi nasz Amorek), ma dla nas specjalny stanikomaniacki rabat w wysokości -10% na wszystkie towary poza ofertą wyprzedażową i promocyjną. Podajcie w koszyku kod STANIKOMANIA a rabat naliczy się automatycznie. Promocja obowiązuje w internetowym sklepie firmowym Samanty, od NIEDZIELI 1.10 do 8.10.2017 (nie łączy się z innymi promocjami i rabatami). Zapraszam w imieniu firmy :-)

Nosicie Samantę? Jak Wam się nosi? :-) Macie ochotę na Amory? ;-)

czwartek, 18 maja 2017

Tak wyglądam z nieobciętą głową ;-)

 

Wzór tego stanika co prawda kojarzy mi się deszczowo i wodnie, ale i w słońcu zagra świetnie :-) A nadchodzące podobno upały na pewno sprawią, że zapragniemy ochłody.

Z balkonetkami marki Cleo by Panache mój związek jest... miłosno-nienawistny. Dlaczego? Bo wiele z nich mi się podoba, ale zawsze, zanim przymierzę, towarzyszy mi obawa przed tak zwanym powiewaniem górnej części miseczki. Nie wiem do końca, jak zdiagnozować problem z punktu widzenia typologii biustokształtów: czy chodzi o niedostatek pełni u góry, czy może o tak zwane krótkie korzonki czyli niską podstawę (pole, na którym pierś jest przyrośnięta do tułowia, może mieć nie tylko różną szerokość, ale i wysokość), a może po prostu wiotkość dojrzałego wieku - dość, że górnej miski w tych konstrukcjach często nie wypełniam (zmniejszanie rozmiaru nic nie daje poza zwężeniem miski). Tu akurat Minnie jest chlubnym wyjątkiem, podobnie zresztą jak Kayla, a w aktualnym sezonowym wydaniu polubiłam ją szalenie.

Cleo by Panache - Minnie, rozmiar: 38FF [Rozmiary: UK 28 E-H, 30-38 D-J; cena: ok. 180 zł; biustonosz został mi dostarczony przez dystrybutora]

 

 

Estetyka

Deseń i kolorystyka są świetne. Wzór kojarzy mi się z różnymi rzeczami: odbiciem wiosennych kwiatów w wodzie bądź unoszącymi się na niej płatkami, z kroplami wody na szybie, z fajerwerkami, światłami wielkiego miasta na poruszonym zdjęciu... Ale najsilniejsze skojarzenie jest kwiatowo-deszczowo-morskie, co podkreślają szmaragdowe lamówki i dodatki. Bardzo mi się podoba, że deseń jest kontynuowany nie tylko na siateczce u góry miseczek, ale także na hafcie. No i te otworki à la haft Richelieu - zawsze były dla mnie plusem. 

 

 

I bardzo, ale to bardzo żałuję, że tego świetnego deseniu nie ma z tyłu, który to tył jest jednolicie granatowy. Oraz ciągle jakoś nie mogę zakochać się w tych napisach na kanalikach fiszbin po wewnętrznej stronie. Może zbyt serio traktuję biustonosze, by zaakceptować wzorek bardziej jakby rodem ze skarpetek czy tiszerta, a może po prostu jestem konserwa ;-) 

Chwalę malinową kokardkę pomiędzy miseczkami - świetnie ożywia. 

 

 

Minnie jest dobra jakościowo, jakość szycia i materiałów bez zarzutu, zapięcie trochę się „męczy” w noszeniu - nie wiem czemu jest dwuhaftkowe, wolałabym trzy-, choć zdaję sobie sprawę, że nie każda stanikomaniaczka takie lubi. Bardzo mi się podoba faktura ramiączek i ogólnie ich jakość - są bardzo przyjemne w dotyku i wygodne. 

 

 

 

Dopasowanie

38FF często wybieram w produktach Panache i tutaj dopasowanie jest idealne. Miseczki są w normie, obwód też, jak na Cleowską 38-kę :-) W każdym razie jest mi wygodnie i nie czuję potrzeby ani wymiany, ani ciaśniejszego zapięcia. 

 

 

Kształt

To modelowy przykład wypychacza i zbieracza równie skutecznego jak np. Chi Chi od Sculptresse, choć konstrukcja jest inna. Minnie to typowa klasyczna balkonetka trzyczęściowa, ale tak skonstruowana, że biust od samego dołu wznosi się maksymalnie do góry, jest też solidnie zebrany do środka. Mimo tych modelarskich sztuczek jest mi w Minnie wygodnie, choć, rzecz jasna, nie jest ona typowym wygodniczkiem, jak niektóre full-cupy ;-)

Kształt okrągło-noskowaty, naprawdę przyjemny dla oka; dla miłośniczek „w górę i do przodu”.

 

 

 

Fotek w ubraniu nie sponsoruje tym razem firma Tatuum :-) Sukienka Pini z kolekcji Unique, zdobiona nadrukami zaprojektowanymi przez Martę Frej, inspirowanymi dawnymi zdjęciami z albumów i książek poświęconych sufrażystkom i emancypantkom. Girl power! :-)

 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Co do supportu - zasadniczo jest w normie, tył trzyma się zadowalająco, ramiączka są z przodu podszyte miękką wyściółką, która przy okazji je dodatkowo stabilizuje, i nie rozciągają się przesadnie. Jedynym nieco słabszym punktem jest góra misek, która co prawda wizualnie praktycznie nie odstaje, ale też i nie przytrzymuje za mocno tego, co w środku, przez co piersi mają więcej swobody, niż miałyby w bardziej zamkniętej misce. Dół misek za to jest stabilny jak rzadko, dzięki gęstej laminowanej dzianinie, z której jest uszyty.

 

 

Co do „nie odstaje” - tu sprawa jest względna, bo dla zupełnie gładkiego przylegania górnego haftu muszę wykonać porządny wyprost. Luzackie zgarbienie się generuje odstający haft, czego jednak zupełnie nie widać pod ubraniami, więc w sumie nie ma o czym mówić. 

Wrócę jeszcze pośrednio do spraw kształtowych. Konstrukcja miseczek jest wybitnie podnosząca, co dla mnie jako posiadaczki FF-G-biustu stanowi opcję (nie upieram się, że mój biust musi się koniecznie unosić w taki sposób i na taką wysokość), jednak mam wrażenie, że szczególnie dużo zyskują na tej właściwości biusty z rejonów H czy J, i to te z tych cięższych, z którymi wiele innych krojów po prostu słabo daje sobie radę. Dlatego polecam ją szczególnie użytkowniczkom tych rozmiarów - jeśli tęsknicie do porządnie podniesionego biustu, Minnie powinna Wam go zapewnić. 

 

Wygoda

Minnie jest generalnie wygodna. Nie jest jednak gwiazdą komfortu, jak niektóre full cupy, żeby daleko nie szukać - Candi ;-) Po prostu czuję ten stanik na sobie, zapewne dlatego, że jednak mocno wypycha biust, co musi generować większe naciski na całą konstrukcję. Trochę też napiera końcami fiszbin na mostek, ale nie jest to jakieś mocne uwieranie, po prostu napór. 

 

Do kompletu - figi

Tu też trochę tęsknię za wzorem z tyłu :-) Choć nie jestem pewna, czy w komplecie to zestawienie z gładkim granatem nie prezentuje się mimo wszystko lepiej. Figi są zgrabne, wygodne i dobrej jakości, choć dla mnie jak zwykle trochę za niskie. Mimo to jestem zadowolona z posiadania kompletu (kompletomania się szerzy :-) ). 

 

 

Galeria

Zerknijcie na komplet zdjęć :-) 

 

 

Podsumowanie

To moja pierwsza Minnie, choć poprzednie wersje (a było ich wiele) zdarzało mi się przy różnych okazjach przymierzać - stąd byłam pełna optymizmu już na wstępie. A teraz ostrzę sobie ząbki na wersję jesienną, oraz mam nadzieję, że model jeszcze trochę pobędzie w ofercie (albo doczeka się równie dobrej następczyni). Podsumowując, jeśli szukacje dobrego podnośnika na lato, Minnie może być świetnym strzałem :-)

 

 

A Wy znacie już Minnie? Jak Wam się podoba w tej wersji? :-)

poniedziałek, 11 lipca 2016

Esme zwróciła moją uwagę dwiema rzeczami: kolorem i krojem. Kolorem - po pierwsze dlatego, że to jeden z do niedawna nielicznych nieczarnych (i niebiałych oraz niebeżowych) staników marki Panache Black :-) Granat to nowa czerń - zawsze to powtarzałam ;-) Lubię granat w bieliźnie, podobnie jak inne ciemne kolory mogące grać rolę zamiennika klasycznej czerni.

Konstrukcja Esme zaś to side-support (panel boczny), znana z takich modeli jak Jasmine czy Envy, z dodatkową atrakcją w postaci elastycznej górnej części miseczki. Krój ten zwykle dobrze służy mojemu biustowi. Jak sprawdził się w wydaniu Panache Black? Oto wynik testów :-)

Panache Black - Esme, rozmiar: 38FF [Rozmiary: UK 28-38 D-K, cena: ok. 309 zł; biustonosz został mi dostarczony przez dystrybutora]


 

 

Estetyka

Esmeraldowy granat to nie navy blue - jest bardziej morski niż marynarski (producent wręcz nazywa go petrol, co moim zdaniem jednak nie jest trafne). Zawieszka na mostku zaś to typowy szafir :-) Bardzo przypadła mi do gustu. Szkoda, że w markach Panache tak mało jest bra-biżuterii. Złoto zawieszki współgra z metalowymi elementami - regulatorami, kółkami i haftkami (to charakterestyczne elementy obecne we wszystkich modelach PB). Kokardka na mostku, wbrew opisowi na stronie producenta, nie jest jednak aksamitna (a szkoda trochę).

 

Poza ozdobami, Esme to typowa minimalistka. Drobny, abstrakcyjny wzór koronki (podobno francuskiej) i podkreślone szwy konstrukcyjne miseczek kojarzą się „architektonicznie”. Podobają mi się modele, w których odchodzi się od tradycyjnych koronkowych kwiatków. Esme jest stonowana, ale nie jest nudna. Gdyby Panache Black trwale poszła w kierunku abstrakcji i geometrii, a może [nieśmiałe marzenie...] Art Deco -  zyskałaby we mnie oddaną fankę.

 

 

Ponieważ koronka jest delikatna, dla zapewnienia podtrzymania biustu konieczne było wzmocnienie miseczek innym materiałem. I tu problem: jak to zrobić, by nie popsuć efektu wizualnego? Jako raczej antyfanka beżu zareagowałam z początku nieufnie na tę cielistą podszewkę, ale tu po prostu nie było lepszego rozwiązania. Beż zlewa się ze skórą i koronka skutecznie udaje przezroczystą.

Materiały są bardzo przyjemne w dotyku, miękkie i lukśne. Zapięcie się nie odkształca, tylko podkładka lubi się czasem podwijać, mogłaby być trochę sztywniejsza.


 

Dopasowanie



Siłą rozpędu zamówiłam w Esme rozmiar 38FF zamiast 36G, jako że taki już się u mnie sprawdził w przypadku Elise czy Kayli. I zastanawiam się, czy akurat tym razem nie był to błąd, bo 38-ka (odpowiednik polskiego 85) po jakimś czasie noszenia ma tendencję do podchodzenia tyłu do góry. Z drugiej strony jednak jakoś ani razu nie poczułam się zmuszona do ciaśniejszego zapięcia. Uznałabym jednak Esme za typowe 38FF.

Rozmiar miseczek jest przewidywalnie dobry. Prawie nie zauważam asymetrii, elastyczność górnej części miseczek zapewne w tym pomaga.

 

Kształt

Biust w Esmeraldzie ma kształt przyjemnie okrągły i zebrany, ale jeśli chodzi o podnoszenie - Esme radzi sobie tak sobie. Obstawiam zbyt delikatne materiały - podszycie miseczek nie jest niestety tak stabilne, jak np. laminowane materiały zastosowane w Jasmine czy Envy. Elastyczna góra pewnie nie ułatwia sprawy, ale mam wrażenie, że tu decydujący jest dół. Czepiam się, bo wiem, że tę konstrukcję stać w tej dziedzinie na więcej (np. w wydaniu bazowej Chi Chi marki Sculptresse biust podniesiony jest wzorcowo).

 

Konstrukcja

Miseczki Esme mają bardzo dobrą konstrukcję - którą znamy już z modelu Jasmine (panaszowski bestseller). Moim zdaniem krój ten pasuje do charakteru marki Panache Black równie dobrze, jak do Panache; ponadto, co ważne, umożliwia pociągnięcie rozmiarówki do miseczki K (o ile tylko materiały będą wystarczająco stabilne). Miseczki ładnie zaokrąglają i zbierają biust i skutecznie podnosiłyby go przy mocniejszym materiale. Nie są przesadnie zabudowane.

Choć korci w tym miejscu zatęsknić po raz kolejny do miękkich half-cupów... Może kiedyś? Ta koronka prezentowałaby się fajnie także w wydaniu vertical seam.

 

Podtrzymanie

Poziom podtrzymania biustu jest tu słabszy niż w niedawno testowanych przeze mnie modelach innych marek Panache. Nie wiem, jak jest w innych modelach PB - może na pierwszym planie nie jest tu support i funkcjonalność w codziennym noszeniu, lecz efektowność kompletu ujawniająca się dopiero po zdjęciu ubrania ;-) W każdym razie - stanikomaniaczko, jeśli twój biust jest duży i ciężki, a ty szukasz czegoś mega trzymającego na co dzień, Esmeralda może nie być najlepszym wyborem. To zbyt delikatna dama. Na specjalne okazje - jak najbardziej :-)

Miseczki są delikatne, ale tył całkiem nieźle pracuje - jest dwuwarstwowy.



Jeśli o mnie chodzi - nosiłabym Esme również na co dzień, bo nie zawsze zależy mi na supermocnym supporcie, a cenię sobie i subtelność koronek, i wygodę nieprzesadnego formowania, że tak się wyrażę.

 

Wygoda



Wszystko byłoby super, gdyby nie jeden szczegół. W miejscu, gdzie bok biustonosza łączy się z tylnym skrzydełkiem, u dołu, mamy łączenie materiałów (tam, gdzie kończy sie gumka), które drapie. Dyskomfort nie jest wyczuwalny od razu, ale po godzinie czy dwóch już tak.

 

Z żalem odejmuję punkty, bo poza tym jednym felerem Esme jest bardzo wygodna. Fiszbiny nie dziobią, ramiączka są w przedniej części podszyte przyjemnym, miękkim materiałem.

 

Do kompletu

Figi z wysokim stanem są po prostu świetne. Ładnie leżą i nie ustępują urodą stanikowi. Nie poskąpiono im też zawieszki. Uwaga jednak na rozmiar - lepiej wziąć większe niż mniejsze. Cały komplet prezentuje się znakomicie.

 

 

Galeria

Zapraszam do rzutu okiem z bliska na uroki Esmeraldy, a także na większą liczbę ujęć nabiustnych.

 

 

Podsumowanie

Esme podoba mi się z urody i mimo zastrzeżeń czuję się bardziej przekonana do marki po tym eksperymencie.

Mamy tu jednak typowy przypadek trudnego kompromisu między estetyką a uniesieniem i podtrzymaniem biustu. Estetyka to zresztą nie tylko wygląd, ale też wrażenia dotykowe, i tutaj Esme ma dużo plusów za miękkość i przyjazność dla skóry. Te najmocniejsze, najbardziej stabilne materiały są jednak wciąż sztywnawe, szorstkawe... Miałam ostatnio okazję przymierzać różne modele marek typowo plus sajzowych - Scupltresse, Elomi - i tam czasem można przeżyć duże zaskoczenie, biorąc do ręki biustonosz, który na piersiach jest półprzejrzysty i wygląda na delikatny, a w dotyku - sztywna blacha ;-) A czasem jednak tęskni się do rzeczy mięciutkich... Tylko co wtedy z podtrzymaniem, modelowaniem? Ech, czy zawsze musi być „coś za coś”? A może po prostu nasze biustonosze musimy nieodwołalnie podzielić na te codzienne, i te bardziej, powiedzmy - prywatne?

A jak Wam się podoba Esmeralda? Czy też uważacie ten minimalistyczno-geometryczny kierunek za ciekawy, czy może tęsknicie za wiekszym przepychem kolorów i wzorów? Czy miałyście już okazję wypróbować markę Panache Black?

 

sobota, 04 stycznia 2014

Klimat ostatnio przypomina raczej wczesną wiosnę, do tego styczniowe wyprzedaże - i już krew szybciej krąży w stanikomaniackich żyłach :-) Do roboty więc - recenzujmy zimowe kolekcje, póki jeszcze są! :-)

May - na widok tych różyczek na wieczornym niebie pomyślałam od razu, że chcę się z nią zaprzyjaźnić. Już w czasie pokazu zwinęłam po cichu próbkę i przymierzyłam w miejscu odosobnionym, by doznać przyjemnego zaskoczenia krojem i wygodą, choć rozmiar jednak był nie ten. Pokazowe próbki występują bowiem w rozmiarze 36F, czyli o 2 miski mniej niż zwykle naszam. Jak się jednak ostatecznie okazało, w tym full-cupowym kroju marki Sculptresse, który debiutował zeszłej wiosny jako Willow, potrzebna mi miseczka mniejsza od zwykłej o 1 oczko.

Szczęśliwie weszłam w posiadanie obydwu dotychczasowych wcieleń tego kroju: zarówno „wierzby”, jak i „majówki”. Dlatego recenzja będzie podwójna. Oto:

Sculptresse - May + Willow, rozmiar: 36G [rozmiary: 36F-HH, 38E-HH, 40DD-HH, 42-46D-HH; cena: May kosztuje 199 zł w sklepie Adore.pl, a w Anglii... no cóż... jest już tańszy ;-) Oba biustonosze zostały mi dostarczone do recenzji przez dystrybutora]

 

Estetyka: May

Różyczki jak z angielskiej porcelany, lecz w żywym, intensywnym wydaniu, z tłem w jednym z moich ulubionych bieliźnianych kolorów - granatowym - w moim przypadku to po prostu musiało zadziałać.

Duży plus za zgranie kolorystyczne całości, i za różyczkę na mostku - choć za to jednocześnie minus. Różyczkę przydałoby się chyba jakoś lepiej przymocować, bo choć nie opada, to jednak „telepie” się na boki, co trochę psuje wrażenie (bo a nuż odpadnie?). Czego oczywiście na żadnej fotce nie widać ;)

Dużym pozytywnym zaskoczeniem, które zresztą dotyczy wszystkich noszonych przeze mnie dotąd Sculptressek, jest jakość materiału, wykoniania i wykończenia. Te staniki, choć nie z jedwabi, jakoś budzą szacunek, nawet większy niż coraz lepiej ostatnio dopracowana marka Panache (ex-Superbra) tego samego producenta. Napawa mnie to optymizmem. Bardzo mi się bowiem nie podoba, gdy kobietom o większych rozmiarach próbuje się sprzedać byle co, wychodząc z założenia, że i tak mają mały wybór, więc nie będą wybrzydzać. Tylko szkoda, że cena trochę oszołamia. Ale o tym później ;)

Podsumowując punkt estetyczny: May jest ładna, oryginalna i nie sprawia wcale ciężkiego wizualnie wrażenia, jak na swój full-cupowy krój.

A tak ją sportretowano w katalogu - trochę przeszkadza wyedytowane na plastikowo ciało modelki (Whitney Thopmson, amerykańska modelka plus size), ale komplet atrakcyjnie się tu prezentuje:

 

Estetyka: Willow

Wykonanie i jakość są tu podobne, jak u May - bez zarzutu. Punkty odejmuję za design. To pewnie kwestia mojego gustu - nie lubię nadruków udających koronki, choć są od jakiegoś czasu modne. Obiektywnie nadruk jest porządnej jakości, ale nie podoba mi się i już. Na formę biustu i wygodę noszenia nie ma to oczywiście żadnego wpływu, więc testowałam wiosenną Willow tak samo wiernie, jak jej zimową koleżankę May.

 

 

Od May różni ją także nieobecność kokardek u nasady ramiączek. Różyczka - szczęśliwie - jest.

 

Dopasowanie

Obie panie w moim zwykłym rozmiarze 36G były na mnie za duże - miseczki zbyt zabudowane, zbyt dużo luzu u góry, w okolicach ramiączek. Wygląda na to, że można w tym modelu brać miseczkę mniej - skoro nawet ja, osoba o dość nisko osadzonym biuście (wydłużam ostatnio ramiączka prawie na maks, bo wiele firm zaczęło robić je krótsze), narzekam na za wysokie miski.

 

Ciekawostka: w Willow mostek jest o jakieś 0,5 - 1 cm wyższy niż w May.

Z drugiej strony - obawiam się, czy moja ocena jest wystarczająco miarodajna, jako że jestem na dolnej granicy obwodowej zakresu rozmiarów i blisko dolnej miseczkowej. Nie jestem idealną reprezentantką grupy docelowej - a może u innych krój ten nie powoduje efektu za dużej miski?

Obwód za to pasuje idealnie i doskonale się trzyma.

 

Kształt

Dobra przeciętna - oba staniki biust bardzo dobrze podnoszą, zbierają niezbyt intensywnie, kształt dają trochę noskowaty. Pewną skazę stanowi poziomy szew, który pod cieńszym ubraniem niestety przebija.

 

Konstrukcja i podtrzymanie



Jeśli pominąć tutaj dyskusyjną kwestię dopasowaniową (za duże miski), z przyjemnością stawiam wysoką ocenę. Konstrukcyjnie full-cupowe miski May/Willow z side-supportem dobrze spełniają swoją funkcję: podnoszą, podtrzymują, rozdzielają, unieruchamiają. Nie dają mistrzowskiego zebrania, ale może tak właśnie jest lepiej, gdy mamy do czynienia z naprawdę dużymi i ciężkimi piersiami i ogólnie większą ilością tkanki tłuszczowej. Zebranie i podanie biustu z przodu jak w pudełeczku nie zawsze jest praktyczne i wygodne.

Zwrócić jednak muszę uwagę na fakt, że miseczki, trochę podobnie jak w full-cupach Elomi, są mocno wykrojone po bokach (za ramiączkami) - bardziej niż np. w balkonetkach. Dlatego te z Was, które lubią mocne zgarnianie spod pach, mogą być zawiedzione. Przypuszczam, że chodzi przede wszystkim o zapewnienie wygody i niewcinania się boków w pachę, przy zachowaniu wysokiego zabudowania miski. Krój miseczek jest mocno zamknięty, co mnie akurat odpowiada, ale na pewno nie jest dobry dla amatorek otwartych krojów.

Miseczki Willow - widać krój side-support. Wykrojenie miseczek z boków najlepiej jednak widać na biuście :)

 

May od spodu

 

Obwody Sculptresse to dla mnie jakaś cudowna tajemnica. Nie rozumiem, jak to się dzieje, że nie będąc ściskaczami, nie gniotąc ani nie gryząc, trzymają się ciała jak przymurowane, dają też gładkie plecy, mimo dwuhaftkowości. Szalenie doceniam to uczucie, że są cały czas idealnie w tym samym miejscu. Co wcale nie zawsze mogę powiedzieć o obwodach staników, które uważam za dobrze dopasowane. Na przykład Elomi Caitlyn, też full-cup, który tak zawsze chwaliłam za wygodę i stabilność, trzyma się gorzej od Sculptressek. Nie wiem, na czym to polega - czy to kwestia dzianiny, czy może zaszycie gumek wewnątrz tyłów ma na to swój wpływ?

Willow - tył: gumki zaszyte są w środku skrzydełka.

 

Wygoda

May i Willow to prawie wygodniczki - nie zdumiewają co prawda miękkością, jak full-cupy Change, bo materiał miseczek jest dość sztywny i w dotyku pancerny, choć nie nieprzyjemny. Nie są też elastyczne. Nie sprawiają mi jednak kłopotów. Napierają mostkami, choć nie kłują - za to napieranie jednak odejmuję punkt. Mocniej czuję koniec mostka w Willow, może dlatego, że jest minimalnie wyższy. Ramiączka mają stosunkowo wąskie jak na wygodniczki, ale od spodu podszyte grubą warstwą miękkiej pluszowej podściółki.

Ramiączko Willow od spodu: granica między wyściełaną częścią przednią a niewyściełanym tyłem 

 

O wygodzie tyłów decyduje, jak sądzę, specyficzny sposób ich uszycia. Otóż nie ma na wierzchu żadnych gumek. Zostały one zaszyte między warstwami dzianiny, z której uszyte są tyły. Skrzydełka tylne są więc czymś w rodzaju bezszwowych tunelików. Na tyłach skóry nie dotyka, nie obciera ani nie ściska guma - jest tam tylko gładki materiał. Służy to także względom estetycznym - taka ukryta gumka nie odznacza się na ciele, nie widać tego wpijania się w miękką otulinę, za którym nie przepadamy. Brawo za ten pomysł.

Zewnętrzna strona tyłów May - bezszwowa, gumki są w środku.

 

Tył Willow od spodu: szew jest jedynie u dołu, łączy gumę z zewnętrzną warstwą materiału. Jest niewyczuwalny.

 

Cena

W polskich sklepach przyuważyłam May za 199 zł, ok. 10-20 zł mniej niż przeciętna cena full-cupa Caitlyn marki Elomi (o podobnej grupie docelowo-rozmiarowej). W UK - pełna cena za May to £35. Jest to niemało i mimo różnych innowacyjnych rozwiązań i niezłej jakości, jestem jednak niemile zaskoczona wysokimi cenami Sculptresse. Być może rynek to zweryfikuje - na Wyspach kolekcja jesienno-zimowa jest już tu i ówdzie przeceniana aż o 40-50%... Kibicuję jednak tej marce i nie chciałabym, by producent zniechęcił się do jej produkowania :-) Może lepiej byłoby po prostu trochę zbliżyć ceny do poziomu Panache czy Cleo?

 

Galeria

Całkiem sporo zdjęć obu Sculptressek udało mi się zrobić mimo niezbyt sprzyjających warunków zimowych. Polecam przyjrzeć się szczegółom: nadrukom, ramiączkom itp. Zamierzam też uzupełnić ją o majtki - im także należy się kilka słów i obrazów :-)

 

 

Podsumowanie

Wolę May od Willow - uroda stanika jest jednak dla mnie ważna - i myślę, że będę ją chętnie nosiła jeszcze długo. Wierzbę wdziewam czasem dla przyjemnego buraczkowego koloru. Oprócz urody - lubię May za naprawdę świetne podtrzymanie, co zawdzięczam zapewne kilku elementom: pełnej miseczce, stabilnemu materiałowi i stabilnemu obwodowi. Generalnie utwierdzona zostałam w przekonaniu, że Sculptresse daje radę wcale nie gorzej od znanej i docenionej już Elomi, a może nawet lepiej, choć nie oferuje jeszcze lśniących satyn ani krojów plunge.

Jestem ogromnie ciekawa, jak sprawdza się ten model u pań tęższych i bardziej biuściastych ode mnie - jest bowiem produkowany do obwodu 105 i sięga w nim aż do miseczki HH. Jak sprawdzają się w większych rozmiarach miseczki oraz tyły? Jeśli macie z nim jakiekolwiek doświadczenia, proszę podzielcie się!

Jeśli zachęciłam Was do May - przypominam, że na wiosnę szykuje się w takiej oto, słodkiej wersji :-)

 

 

Czekacie na wiosenną Sculptresse, czy już połakomiłyście się na obecną zimową? :-)

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...