Wpisy z tagiem: granatowy

poniedziałek, 11 lipca 2016

Esme zwróciła moją uwagę dwiema rzeczami: kolorem i krojem. Kolorem - po pierwsze dlatego, że to jeden z do niedawna nielicznych nieczarnych (i niebiałych oraz niebeżowych) staników marki Panache Black :-) Granat to nowa czerń - zawsze to powtarzałam ;-) Lubię granat w bieliźnie, podobnie jak inne ciemne kolory mogące grać rolę zamiennika klasycznej czerni.

Konstrukcja Esme zaś to side-support (panel boczny), znana z takich modeli jak Jasmine czy Envy, z dodatkową atrakcją w postaci elastycznej górnej części miseczki. Krój ten zwykle dobrze służy mojemu biustowi. Jak sprawdził się w wydaniu Panache Black? Oto wynik testów :-)

Panache Black - Esme, rozmiar: 38FF [Rozmiary: UK 28-38 D-K, cena: ok. 309 zł; biustonosz został mi dostarczony przez dystrybutora]


 

 

Estetyka

Esmeraldowy granat to nie navy blue - jest bardziej morski niż marynarski (producent wręcz nazywa go petrol, co moim zdaniem jednak nie jest trafne). Zawieszka na mostku zaś to typowy szafir :-) Bardzo przypadła mi do gustu. Szkoda, że w markach Panache tak mało jest bra-biżuterii. Złoto zawieszki współgra z metalowymi elementami - regulatorami, kółkami i haftkami (to charakterestyczne elementy obecne we wszystkich modelach PB). Kokardka na mostku, wbrew opisowi na stronie producenta, nie jest jednak aksamitna (a szkoda trochę).

 

Poza ozdobami, Esme to typowa minimalistka. Drobny, abstrakcyjny wzór koronki (podobno francuskiej) i podkreślone szwy konstrukcyjne miseczek kojarzą się „architektonicznie”. Podobają mi się modele, w których odchodzi się od tradycyjnych koronkowych kwiatków. Esme jest stonowana, ale nie jest nudna. Gdyby Panache Black trwale poszła w kierunku abstrakcji i geometrii, a może [nieśmiałe marzenie...] Art Deco -  zyskałaby we mnie oddaną fankę.

 

 

Ponieważ koronka jest delikatna, dla zapewnienia podtrzymania biustu konieczne było wzmocnienie miseczek innym materiałem. I tu problem: jak to zrobić, by nie popsuć efektu wizualnego? Jako raczej antyfanka beżu zareagowałam z początku nieufnie na tę cielistą podszewkę, ale tu po prostu nie było lepszego rozwiązania. Beż zlewa się ze skórą i koronka skutecznie udaje przezroczystą.

Materiały są bardzo przyjemne w dotyku, miękkie i lukśne. Zapięcie się nie odkształca, tylko podkładka lubi się czasem podwijać, mogłaby być trochę sztywniejsza.


 

Dopasowanie



Siłą rozpędu zamówiłam w Esme rozmiar 38FF zamiast 36G, jako że taki już się u mnie sprawdził w przypadku Elise czy Kayli. I zastanawiam się, czy akurat tym razem nie był to błąd, bo 38-ka (odpowiednik polskiego 85) po jakimś czasie noszenia ma tendencję do podchodzenia tyłu do góry. Z drugiej strony jednak jakoś ani razu nie poczułam się zmuszona do ciaśniejszego zapięcia. Uznałabym jednak Esme za typowe 38FF.

Rozmiar miseczek jest przewidywalnie dobry. Prawie nie zauważam asymetrii, elastyczność górnej części miseczek zapewne w tym pomaga.

 

Kształt

Biust w Esmeraldzie ma kształt przyjemnie okrągły i zebrany, ale jeśli chodzi o podnoszenie - Esme radzi sobie tak sobie. Obstawiam zbyt delikatne materiały - podszycie miseczek nie jest niestety tak stabilne, jak np. laminowane materiały zastosowane w Jasmine czy Envy. Elastyczna góra pewnie nie ułatwia sprawy, ale mam wrażenie, że tu decydujący jest dół. Czepiam się, bo wiem, że tę konstrukcję stać w tej dziedzinie na więcej (np. w wydaniu bazowej Chi Chi marki Sculptresse biust podniesiony jest wzorcowo).

 

Konstrukcja

Miseczki Esme mają bardzo dobrą konstrukcję - którą znamy już z modelu Jasmine (panaszowski bestseller). Moim zdaniem krój ten pasuje do charakteru marki Panache Black równie dobrze, jak do Panache; ponadto, co ważne, umożliwia pociągnięcie rozmiarówki do miseczki K (o ile tylko materiały będą wystarczająco stabilne). Miseczki ładnie zaokrąglają i zbierają biust i skutecznie podnosiłyby go przy mocniejszym materiale. Nie są przesadnie zabudowane.

Choć korci w tym miejscu zatęsknić po raz kolejny do miękkich half-cupów... Może kiedyś? Ta koronka prezentowałaby się fajnie także w wydaniu vertical seam.

 

Podtrzymanie

Poziom podtrzymania biustu jest tu słabszy niż w niedawno testowanych przeze mnie modelach innych marek Panache. Nie wiem, jak jest w innych modelach PB - może na pierwszym planie nie jest tu support i funkcjonalność w codziennym noszeniu, lecz efektowność kompletu ujawniająca się dopiero po zdjęciu ubrania ;-) W każdym razie - stanikomaniaczko, jeśli twój biust jest duży i ciężki, a ty szukasz czegoś mega trzymającego na co dzień, Esmeralda może nie być najlepszym wyborem. To zbyt delikatna dama. Na specjalne okazje - jak najbardziej :-)

Miseczki są delikatne, ale tył całkiem nieźle pracuje - jest dwuwarstwowy.



Jeśli o mnie chodzi - nosiłabym Esme również na co dzień, bo nie zawsze zależy mi na supermocnym supporcie, a cenię sobie i subtelność koronek, i wygodę nieprzesadnego formowania, że tak się wyrażę.

 

Wygoda



Wszystko byłoby super, gdyby nie jeden szczegół. W miejscu, gdzie bok biustonosza łączy się z tylnym skrzydełkiem, u dołu, mamy łączenie materiałów (tam, gdzie kończy sie gumka), które drapie. Dyskomfort nie jest wyczuwalny od razu, ale po godzinie czy dwóch już tak.

 

Z żalem odejmuję punkty, bo poza tym jednym felerem Esme jest bardzo wygodna. Fiszbiny nie dziobią, ramiączka są w przedniej części podszyte przyjemnym, miękkim materiałem.

 

Do kompletu

Figi z wysokim stanem są po prostu świetne. Ładnie leżą i nie ustępują urodą stanikowi. Nie poskąpiono im też zawieszki. Uwaga jednak na rozmiar - lepiej wziąć większe niż mniejsze. Cały komplet prezentuje się znakomicie.

 

 

Galeria

Zapraszam do rzutu okiem z bliska na uroki Esmeraldy, a także na większą liczbę ujęć nabiustnych.

 

 

Podsumowanie

Esme podoba mi się z urody i mimo zastrzeżeń czuję się bardziej przekonana do marki po tym eksperymencie.

Mamy tu jednak typowy przypadek trudnego kompromisu między estetyką a uniesieniem i podtrzymaniem biustu. Estetyka to zresztą nie tylko wygląd, ale też wrażenia dotykowe, i tutaj Esme ma dużo plusów za miękkość i przyjazność dla skóry. Te najmocniejsze, najbardziej stabilne materiały są jednak wciąż sztywnawe, szorstkawe... Miałam ostatnio okazję przymierzać różne modele marek typowo plus sajzowych - Scupltresse, Elomi - i tam czasem można przeżyć duże zaskoczenie, biorąc do ręki biustonosz, który na piersiach jest półprzejrzysty i wygląda na delikatny, a w dotyku - sztywna blacha ;-) A czasem jednak tęskni się do rzeczy mięciutkich... Tylko co wtedy z podtrzymaniem, modelowaniem? Ech, czy zawsze musi być „coś za coś”? A może po prostu nasze biustonosze musimy nieodwołalnie podzielić na te codzienne, i te bardziej, powiedzmy - prywatne?

A jak Wam się podoba Esmeralda? Czy też uważacie ten minimalistyczno-geometryczny kierunek za ciekawy, czy może tęsknicie za wiekszym przepychem kolorów i wzorów? Czy miałyście już okazję wypróbować markę Panache Black?

 

sobota, 04 stycznia 2014

Klimat ostatnio przypomina raczej wczesną wiosnę, do tego styczniowe wyprzedaże - i już krew szybciej krąży w stanikomaniackich żyłach :-) Do roboty więc - recenzujmy zimowe kolekcje, póki jeszcze są! :-)

May - na widok tych różyczek na wieczornym niebie pomyślałam od razu, że chcę się z nią zaprzyjaźnić. Już w czasie pokazu zwinęłam po cichu próbkę i przymierzyłam w miejscu odosobnionym, by doznać przyjemnego zaskoczenia krojem i wygodą, choć rozmiar jednak był nie ten. Pokazowe próbki występują bowiem w rozmiarze 36F, czyli o 2 miski mniej niż zwykle naszam. Jak się jednak ostatecznie okazało, w tym full-cupowym kroju marki Sculptresse, który debiutował zeszłej wiosny jako Willow, potrzebna mi miseczka mniejsza od zwykłej o 1 oczko.

Szczęśliwie weszłam w posiadanie obydwu dotychczasowych wcieleń tego kroju: zarówno „wierzby”, jak i „majówki”. Dlatego recenzja będzie podwójna. Oto:

Sculptresse - May + Willow, rozmiar: 36G [rozmiary: 36F-HH, 38E-HH, 40DD-HH, 42-46D-HH; cena: May kosztuje 199 zł w sklepie Adore.pl, a w Anglii... no cóż... jest już tańszy ;-) Oba biustonosze zostały mi dostarczone do recenzji przez dystrybutora]

 

Estetyka: May

Różyczki jak z angielskiej porcelany, lecz w żywym, intensywnym wydaniu, z tłem w jednym z moich ulubionych bieliźnianych kolorów - granatowym - w moim przypadku to po prostu musiało zadziałać.

Duży plus za zgranie kolorystyczne całości, i za różyczkę na mostku - choć za to jednocześnie minus. Różyczkę przydałoby się chyba jakoś lepiej przymocować, bo choć nie opada, to jednak „telepie” się na boki, co trochę psuje wrażenie (bo a nuż odpadnie?). Czego oczywiście na żadnej fotce nie widać ;)

Dużym pozytywnym zaskoczeniem, które zresztą dotyczy wszystkich noszonych przeze mnie dotąd Sculptressek, jest jakość materiału, wykoniania i wykończenia. Te staniki, choć nie z jedwabi, jakoś budzą szacunek, nawet większy niż coraz lepiej ostatnio dopracowana marka Panache (ex-Superbra) tego samego producenta. Napawa mnie to optymizmem. Bardzo mi się bowiem nie podoba, gdy kobietom o większych rozmiarach próbuje się sprzedać byle co, wychodząc z założenia, że i tak mają mały wybór, więc nie będą wybrzydzać. Tylko szkoda, że cena trochę oszołamia. Ale o tym później ;)

Podsumowując punkt estetyczny: May jest ładna, oryginalna i nie sprawia wcale ciężkiego wizualnie wrażenia, jak na swój full-cupowy krój.

A tak ją sportretowano w katalogu - trochę przeszkadza wyedytowane na plastikowo ciało modelki (Whitney Thopmson, amerykańska modelka plus size), ale komplet atrakcyjnie się tu prezentuje:

 

Estetyka: Willow

Wykonanie i jakość są tu podobne, jak u May - bez zarzutu. Punkty odejmuję za design. To pewnie kwestia mojego gustu - nie lubię nadruków udających koronki, choć są od jakiegoś czasu modne. Obiektywnie nadruk jest porządnej jakości, ale nie podoba mi się i już. Na formę biustu i wygodę noszenia nie ma to oczywiście żadnego wpływu, więc testowałam wiosenną Willow tak samo wiernie, jak jej zimową koleżankę May.

 

 

Od May różni ją także nieobecność kokardek u nasady ramiączek. Różyczka - szczęśliwie - jest.

 

Dopasowanie

Obie panie w moim zwykłym rozmiarze 36G były na mnie za duże - miseczki zbyt zabudowane, zbyt dużo luzu u góry, w okolicach ramiączek. Wygląda na to, że można w tym modelu brać miseczkę mniej - skoro nawet ja, osoba o dość nisko osadzonym biuście (wydłużam ostatnio ramiączka prawie na maks, bo wiele firm zaczęło robić je krótsze), narzekam na za wysokie miski.

 

Ciekawostka: w Willow mostek jest o jakieś 0,5 - 1 cm wyższy niż w May.

Z drugiej strony - obawiam się, czy moja ocena jest wystarczająco miarodajna, jako że jestem na dolnej granicy obwodowej zakresu rozmiarów i blisko dolnej miseczkowej. Nie jestem idealną reprezentantką grupy docelowej - a może u innych krój ten nie powoduje efektu za dużej miski?

Obwód za to pasuje idealnie i doskonale się trzyma.

 

Kształt

Dobra przeciętna - oba staniki biust bardzo dobrze podnoszą, zbierają niezbyt intensywnie, kształt dają trochę noskowaty. Pewną skazę stanowi poziomy szew, który pod cieńszym ubraniem niestety przebija.

 

Konstrukcja i podtrzymanie



Jeśli pominąć tutaj dyskusyjną kwestię dopasowaniową (za duże miski), z przyjemnością stawiam wysoką ocenę. Konstrukcyjnie full-cupowe miski May/Willow z side-supportem dobrze spełniają swoją funkcję: podnoszą, podtrzymują, rozdzielają, unieruchamiają. Nie dają mistrzowskiego zebrania, ale może tak właśnie jest lepiej, gdy mamy do czynienia z naprawdę dużymi i ciężkimi piersiami i ogólnie większą ilością tkanki tłuszczowej. Zebranie i podanie biustu z przodu jak w pudełeczku nie zawsze jest praktyczne i wygodne.

Zwrócić jednak muszę uwagę na fakt, że miseczki, trochę podobnie jak w full-cupach Elomi, są mocno wykrojone po bokach (za ramiączkami) - bardziej niż np. w balkonetkach. Dlatego te z Was, które lubią mocne zgarnianie spod pach, mogą być zawiedzione. Przypuszczam, że chodzi przede wszystkim o zapewnienie wygody i niewcinania się boków w pachę, przy zachowaniu wysokiego zabudowania miski. Krój miseczek jest mocno zamknięty, co mnie akurat odpowiada, ale na pewno nie jest dobry dla amatorek otwartych krojów.

Miseczki Willow - widać krój side-support. Wykrojenie miseczek z boków najlepiej jednak widać na biuście :)

 

May od spodu

 

Obwody Sculptresse to dla mnie jakaś cudowna tajemnica. Nie rozumiem, jak to się dzieje, że nie będąc ściskaczami, nie gniotąc ani nie gryząc, trzymają się ciała jak przymurowane, dają też gładkie plecy, mimo dwuhaftkowości. Szalenie doceniam to uczucie, że są cały czas idealnie w tym samym miejscu. Co wcale nie zawsze mogę powiedzieć o obwodach staników, które uważam za dobrze dopasowane. Na przykład Elomi Caitlyn, też full-cup, który tak zawsze chwaliłam za wygodę i stabilność, trzyma się gorzej od Sculptressek. Nie wiem, na czym to polega - czy to kwestia dzianiny, czy może zaszycie gumek wewnątrz tyłów ma na to swój wpływ?

Willow - tył: gumki zaszyte są w środku skrzydełka.

 

Wygoda

May i Willow to prawie wygodniczki - nie zdumiewają co prawda miękkością, jak full-cupy Change, bo materiał miseczek jest dość sztywny i w dotyku pancerny, choć nie nieprzyjemny. Nie są też elastyczne. Nie sprawiają mi jednak kłopotów. Napierają mostkami, choć nie kłują - za to napieranie jednak odejmuję punkt. Mocniej czuję koniec mostka w Willow, może dlatego, że jest minimalnie wyższy. Ramiączka mają stosunkowo wąskie jak na wygodniczki, ale od spodu podszyte grubą warstwą miękkiej pluszowej podściółki.

Ramiączko Willow od spodu: granica między wyściełaną częścią przednią a niewyściełanym tyłem 

 

O wygodzie tyłów decyduje, jak sądzę, specyficzny sposób ich uszycia. Otóż nie ma na wierzchu żadnych gumek. Zostały one zaszyte między warstwami dzianiny, z której uszyte są tyły. Skrzydełka tylne są więc czymś w rodzaju bezszwowych tunelików. Na tyłach skóry nie dotyka, nie obciera ani nie ściska guma - jest tam tylko gładki materiał. Służy to także względom estetycznym - taka ukryta gumka nie odznacza się na ciele, nie widać tego wpijania się w miękką otulinę, za którym nie przepadamy. Brawo za ten pomysł.

Zewnętrzna strona tyłów May - bezszwowa, gumki są w środku.

 

Tył Willow od spodu: szew jest jedynie u dołu, łączy gumę z zewnętrzną warstwą materiału. Jest niewyczuwalny.

 

Cena

W polskich sklepach przyuważyłam May za 199 zł, ok. 10-20 zł mniej niż przeciętna cena full-cupa Caitlyn marki Elomi (o podobnej grupie docelowo-rozmiarowej). W UK - pełna cena za May to £35. Jest to niemało i mimo różnych innowacyjnych rozwiązań i niezłej jakości, jestem jednak niemile zaskoczona wysokimi cenami Sculptresse. Być może rynek to zweryfikuje - na Wyspach kolekcja jesienno-zimowa jest już tu i ówdzie przeceniana aż o 40-50%... Kibicuję jednak tej marce i nie chciałabym, by producent zniechęcił się do jej produkowania :-) Może lepiej byłoby po prostu trochę zbliżyć ceny do poziomu Panache czy Cleo?

 

Galeria

Całkiem sporo zdjęć obu Sculptressek udało mi się zrobić mimo niezbyt sprzyjających warunków zimowych. Polecam przyjrzeć się szczegółom: nadrukom, ramiączkom itp. Zamierzam też uzupełnić ją o majtki - im także należy się kilka słów i obrazów :-)

 

 

Podsumowanie

Wolę May od Willow - uroda stanika jest jednak dla mnie ważna - i myślę, że będę ją chętnie nosiła jeszcze długo. Wierzbę wdziewam czasem dla przyjemnego buraczkowego koloru. Oprócz urody - lubię May za naprawdę świetne podtrzymanie, co zawdzięczam zapewne kilku elementom: pełnej miseczce, stabilnemu materiałowi i stabilnemu obwodowi. Generalnie utwierdzona zostałam w przekonaniu, że Sculptresse daje radę wcale nie gorzej od znanej i docenionej już Elomi, a może nawet lepiej, choć nie oferuje jeszcze lśniących satyn ani krojów plunge.

Jestem ogromnie ciekawa, jak sprawdza się ten model u pań tęższych i bardziej biuściastych ode mnie - jest bowiem produkowany do obwodu 105 i sięga w nim aż do miseczki HH. Jak sprawdzają się w większych rozmiarach miseczki oraz tyły? Jeśli macie z nim jakiekolwiek doświadczenia, proszę podzielcie się!

Jeśli zachęciłam Was do May - przypominam, że na wiosnę szykuje się w takiej oto, słodkiej wersji :-)

 

 

Czekacie na wiosenną Sculptresse, czy już połakomiłyście się na obecną zimową? :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...